Różycki jest zdyscyplinowany, akuratny i najprawdopodobniej dzięki tej wewnętrznej stabilizacji osiągnął przejrzysty przekaz i łatwą komunikatywność. Piszę to wszystko na plus, nie ukrywam, że oczarowała mnie ta dojrzała poezja Różyckiego możliwa w dzisiejszym niemożliwym świecie dekonstrukcji i nihilizmu. Różycki „być chociaż przecinkiem/w tekście o nostalgii, wykrzyknikiem,/czarną literką wśród miliona spacji”.[38. Rano coś na górze] przesuwa się niespiesznie dwu zwrotkami jednakowo zbudowanymi w 88 wierszach, które połączone są zawsze przerzutnią, jakby autor bał się ich wewnętrznego rozpadu i ucieczki drugiej zwrotki.
Różycki robi w poezji to wszystko, co lubię: opisuje siebie, swój stan wewnętrzny i poprzez to osobiste medium przechodzi do Świata. Świat, mikrokosmos Różyckiego jest bliski, domowy, podobnie przydarzający się czytelnikowi, czytelnik się w nim łatwo odnajduje. Labirynty spostrzeżeń, nazwań, porównań są o tyle czytelne i proste, że nawet dowartościowuje czytelnika swoim wykwintem i trafnością określeń nieosiągalnych dla zwykłego odbiorcy. -Wyjął mi to z ust – powie czytelnik, a jednak chłód tych wierszy i dystans nie pozwala się czytelnikowi skumplować z autorem i trochę jest na zasadzie starszego brata, a nie równości. Dodatkowo wprowadzona figura „Człowieka, który kupił świat”, przypominająca mi herbertowskiego Pana Cogito, myli różnorakością interpretacji. Jak wynika z narracji, nie jest to alter ego autora, nie jest też „Człowiek, który kupił świat” tuzinkowym konsumpcjonistą, lecz filozofem. I poza wieloma czysto poetyckimi smakami („nieznani sprawcy wyłamują/ w samochodzie lusterko. Leżą zbite/ fragmenty nieba, miasta” [6. Ale nie jestem tutaj] ten zagadkowy Człowiek jest najciekawszym zabiegiem artystycznym całego poematu „ Księgi obrotów”. Według mnie jest takim lustrem, w którym przegląda się podmiot liryczny i do którego się przymierza i w pewnym sensie go podziwia. To człowiek sukcesu, o którym wprawdzie nikt nic nie wie w Wielkim Świecie za wodą: „Facet, który właśnie kupił świat, idzie/teraz Trzydziestą Siódmą Ulicą. Nikt/nie wie, że transakcja się dokonała”,[2. Facet, który kupił świat], ale znalazł się po stronie wygranej w loterii życia i już do końca poematu góruje mocą tej wygranej.
Jeśli kokieteryjnie podmiot lityczny-narrator szydzi z niego, naśmiewa się, to jednak po to, by się tylko droczyć: „ma swoje pięć/minut i barman mu stawia kolejną kreskę/przy nazwisku. Jak się nazywa?” [9. Wieczorem miłość]”.
„Człowiek, który kupił świat” góruje, bo transakcja jest sfinalizowana, a on jest właścicielem niekwestionowanym, chociaż „kupił świat, zrobił to przez słabość.” i kupił nie bez wysiłku: „za wygórowaną cenę, siedzi teraz/ w kawiarni i przez ciemne okulary/ patrzy na ulicę, która należy do niego.” [16. Z knajpianej szyby] i bije z tego wiersza duma i spełnienie.
Zakup świata jest dla niego bogactwem „kupił też/wszystkie miejskie legendy” [22. Przez słabość], ale i ryzykiem: „jest pewien,/ że ktoś za nim chodzi” [30. Ktoś za nim chodzi]
„Człowiek, który kupił świat” uwikłany jest w tajemnicę życia, transakcja wiązana, kupił i śmierć, i niemożność penetracji świata bez bólu „nie może go dotknąć/skóra mu pęka od takich kontaktów” [43. Który kupił świat, nie może].
I najprawdopodobniej ukrywanie się „Człowieka który kupił świat”, jego tajemniczość, wiąże się z rolą poety, człowieka nocy i mroku, który swoje zdobycze, odkrycia i dociekania musi chronić, taić i urywać przed światem, który kupił: „Facet, który kupił świat, kładzie wreszcie/to zawiniątko pod łóżkiem” [84. Księga obrotów i zaszłości]
Tak więc poemat Różyckiego, wieloznaczny i wielowarstwowy, byłby wypowiedzią artysty w zawieszeniu, w niepewności i w nicości Świata, który dzięki poezji udało mu się kupić.