Wbrew zdaniu Adama Wiedemanna, że „Pułka już pisze tak dobrze, że może pisać niedobrze, a i tak jest dobrze.”, nie znalazłam w Sieci ani jednego tekstu analitycznego potwierdzającego tę rekomendację na temat czwartego już tomiku młodego poety.
Poeta nazywa wiersze zawarte w nim wierszami „dysinformatywnymi” i pewnie dlatego oprócz aprobaty kolegów po piórze niczego się więcej dowiedzieć o nich nie da. Zmowa milczenia zakładająca, że poeta Tomasz Pułka musi być świetny dlatego, że odmawia komunikacji z czytelnikiem jest o tyle zastanawiająca, że pisanie od rzeczy zdarza się wielu poetom, jednak dopuszczony do głosu jest właśnie Pułka.
Czytając ostatnie wiersze Pułki zasmuca nawet nie to, że są puste, pozbawione wdzięku i młodzieńczej żarliwości, którą poeci miewają przynajmniej w pierwszej połowie życia. Zasmuca coś zupełnie innego: hochsztaplerka tych wierszy, poparta środowiskowym kibicowaniem, nakierowuje całą energię poetycką na nicniemówienie celowo i z premedytacją, by napisać cokolwiek. Te wiersze są nieludzkie, a więc nie Pułki, są wypreparowane z wszelkiego doświadczenia wewnętrznego, na którym zazwyczaj wykwita wiersz. Dowodem, jakoby tak nie jest – że doświadczenie wewnętrzne nie jest to twórczości niezbędne – miałyby być wiersze Pułki. Ale, czy wiersze Pułki, oprócz druku na papierze w formie tomiku i sprzedawane w dziale „poezja” są wierszami? Czy nie warto zakwestionować ich istotę i uzurpację przynależności do działu „poezja”?
Wiersz otwierający zbiór przedstawia sytuację, kiedy podmiot liryczny budzi się i dziwi, że jeszcze nie kontaktuje z rzeczywistością. Nieprzytomność podmiotu lirycznego egocentrycznie poeta podnosi do rangi wydarzenia, które próbuje filozoficznie zwerbalizować wdając się w kontynuację pijackiego monologu:
„(…)Albo wyobraź sobie Miejsce jako debiut dla Czasu;
że Czas jest Naczyniem i wcale nieważne –
czym Naczynie wypełnić, lecz gdzie je postawić.(…)”
[Masmix]
Gorzej jest, kiedy Pułka się jednak komunikuje. Napaść na tzw. „klasyków” kimkolwiek oni są, niekoniecznie Wisławą Szymborską, jest napaścią na starzenie się, na niesmak młodości w kontakcie z obrzydliwością:
„(…)wypadanie włosów;
jądra zniżające się wraz
z wiekiem – okaryna pełna
śliny(…)”
i pyta niezadowolony z ich aktywności późnego wieku:
“(…) Dlaczego klasycy kładą się
tak późno? (…)”
[Dlaczego klasycy]
Tomasz Pułka, któremu pewnie trudno imputować chęć zawłaszczeniem obszaru poezji jego rówieśników poprzez zakwestionowanie poetyckiej kontynuacji, jednak nie można oprzeć się wrażeniu, że Tomasz Pułka próbuje swój świat poetycki zbudować na tu i teraz, na wpływach jedynie współczesnych grup poetyckich i spotykanych poetach. Pozbywając się dotychczasowej osobowości ukształtowanej w okresie przed poetyckim, Tomasz Pułka nabiera cech współczesności, bezkrytycznie utożsamiając się z napotykanym światem dzisiejszej duchowości:
„(…)o, ten chujowy tekst
tej chujowej piosenki.(…)”
[Solec Zdrój]
jest refrenem pobrzmiewającym przez wszystkie wiersze, trawestując słowa Adama Wiedemanna, cokolwiek Tomasz Pułka napisze, zawsze napisze chujowo:
„(…)ja czytam Pessoę i tyleż jest pięknych i tłustych
błyszczących zdań z nazwiskami że wszystkie je sobie
elegancko pierdolę(…)”
[Trututu błyszczy trąbka]
Nie wiadomo, na jakiej podstawie Pułka napisze:
„(…)Pisał o tym Hesse lecz był słabym pisarzem(…)”
[Ruiny ruin]
Obalanie autorytetów – wiadomo – specjalność poety Tomasza Pułki, ale dlaczego w tym samym wierszu napisze, że: „Śmiałość to koszyk na grzyby i las”? Tego typu nonsensów, niestety nieczystych i nie brudnych, jak sugeruje w wypadku twórczości „klasyków”, jest w wierszach mnóstwo, nonsensów nie mających żadnego artystycznego uzasadnienia: „Nie będę jadł mięsa i odwiedzę muzeum/Przebij mnie ach przebij jak ta igła w dzbanku”(w tym samym wierszu); „Samochody które niczym „szybkie adidasy” [Swing są kandelabrem]; „Wsiądźmy do sarny i zapuśćmy silnik. Niech wierzga.” [72-FN-BH];“księżyc tuż przed miesiączką” [Samsung].
Bardzo trudno się czyta te wiersze. Jeszcze trudniej się o nich pisze, ponieważ nie sposób dociec powodu ich powstania. Chyba tylko taki, że, jak powiedział Adam Wiedemann, Pułka już pisze tak dobrze, że może pisać niedobrze, a i tak jest dobrze. I po co mu w takim razie czytelnik?



