Nominowani Nagroda Literacka Gdynia 2011: Adam Wiedemann „Dywan”

Słynne powiedzenie Lecha Wałęsy „jestem za, a nawet przeciw” pasuje do przesłania „Dywanu”. Adam Wiedemann, wieloletni przedstawiciel poetyckiego relatywizmu w „Dywanie” złożonym z wierszy podobno odrzuconych, które nie weszły w skład nagrodzonego „Pensum”, używa wszystkich dozwolonych poezji współczesnej środków perswazyjnych, by niczego nie powiedzieć. Cała potęga ironii zostaje nagle zlekceważona pozorną abnegacją tak, jakby poeta robił ukłon w kierunku poezji alternatywnej nie ruszając się z wygodnie zakotwiczonego miejsca w konformistycznej orientacji poezji polskiej przebąkując buntownicze strofy, ale na niby. Taka postawa kokieteryjnej asekuracji, gdzie Barańczak i Balcerzan to „dziady” jest o tyle mało poetycka, że zrywając z jakąkolwiek stałą postawą (oprócz postawy „tumiwisizmu”), staje się niewiarygodna.

„(…)Wolę mówić, co zechcesz, lubię robić
wszystko dla innych, o ile
za to zapłacą,(…)”

[Słowik niestandardowy]

powie podmiot liryczny, ale nie wiadomo, czy nie jest to głos autora, ponieważ dalej czytamy:

„(…)W ciągu życia nauczyłem się ufać ludziom głupim oraz sprytnym.
Tych pierwszych trzeba słuchać, drugich naśladować.
Taki los. Ludzie poczciwi są w gruncie rzeczy nieznośni(…)”

[Saddest of Tuesdays]

Melancholia przesłania wierszy Wiedemanna byłaby w pewnej konwencji i jego specyficznego, żartobliwego stylu strawna, gdyby nie, jak napisze w jednym wierszu, czekająca czytelnika nuda:

„(…)Na myśl o sobie chce ci się tylko ziewać;
na tej szczególnej modlitwie poprzestań.(…)”

[Wizyta u Starszej Pani]

Wszelka zabawa słowna, brak znaczeniowych ram dyscyplinujących poezję prowadzi wyłącznie do gry słów, które – jak napisał jeden z recenzentów – w tych utworach się wzajemnie oświetlają. Zgoda, wieloznaczność, niekoniecznie kalambury, ale siła słów, ich skrupulatne umieszczanie (przechodnie srają w spodnie) powodują ożywienie i w pewnych momentach zainteresowanie. Intrygujące tematy, szczególnie dowody na to, że seks to nie wszystko, zmierzają do pewnych konkluzji, które się jednak nie krystalizują. Uniki prowadzą na manowce, Wiedemann świadomie przeczy naturze dyskusji dowodząc, że na tym niepojętym świecie nie ma żadnych reguł i żadnych pewników. Oczywiście i z tym można się zgodzić, jeśli poeta przejdzie drogę dowodu i wskaże absurd świata w sposób konsekwentny. Wiersz Wiedemanna to takie zaczepki kuglarskie, z których nic nie wynika, ot, podmiot liryczny przechadza się po świecie dla przechadzki, a nie dla bycia, czy zaistnienia. Wszelkie egzystencjalne pytania strywializowane i wyśmiane brzmią w „Dywanie” w przeciwieństwie do motta, fałszywie i bezpodstawnie: Wiedemann nie tyle odmawia wszelkiego drążenia, szukania odpowiedzi na odwieczne pytania zakładając z góry, że takie nie istnieją, ale jakby naigrawał się z tych, którzy próbują to robić.
Ten niebezpieczny, żartobliwy ton poezji Widemanna otwiera szeroko wrota wszelkim artystom półśrodków, zwolennikom życia powierzchownego, łatwego, którzy nie będą nigdy wchodzić w jego głębię, bo nie będzie się już im chciało.

Informacje o admin

Ewa Bieńczycka urodzona w 1952 roku w Przemyślu. Artysta malarz
Ten wpis został opublikowany w kategorii czytam więc jestem i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

6 odpowiedzi na „Nominowani Nagroda Literacka Gdynia 2011: Adam Wiedemann „Dywan”

  1. Wanda Niechciała pisze:

    Jako, według Jacka Dehnela gimnazjalistka (oj, chciałabym, chciała…) zanalizuję wiersz „Słuchając Mozarta”. Byłam zaciekawiona, kim jest Sylwia Preusser i czytam, że:

    „24 czerwca 2011 r. w Sali Obrad Stanisława Wyspiańskiego z grupą 40 mieszkańców Norymbergi spotkała się Zastępca Prezydenta Miasta Krakowa Magdalena Sroka. W spotkaniu wziął udział również doradca Prezydenta Miasta Krakowa do spraw współpracy zagranicznej Krzysztof Grüner. Opiekunem grupy była Sylwia Preußer, Zastępca Dyrektora Wydziału Kontaktów Międzynarodowych Urzędu Miasta Norymbergi, od kilkunastu lat zajmująca się urzeczywistnianiem i wspieraniem współpracy Norymbergi z Krakowem.”

  2. Ewa pisze:

    Analizuj, Wando analizuj, tak mile skomplementowana przez Pana Jacka. Dla mnie to wyjątkowy komplement, w rodzinie Gimnazjum skończył tylko mój ojciec i to przed wojną. Miło być gimnazjalistką, to tak, jakby podarowano drugie życie!

  3. Wanda Niechciała pisze:

    Aluzja do powieści Jacka Dehnela jest w wierszu „Ja ci pokażę”, gdzie na zasadzie tylko brzmienia słów przywołany jest tytuł ”Lala”, którą mógłby napisać Edouard Lalo. Natomiast w wierszu „Słuchając Mozarta” Eleni Sikelianos pojawia się jako przedmiot, a nie jako pisząca wiersze kobieta. Podmiot liryczny zwierza się, że sobie z tym wszystkim nie radzi, jak ze spotkaniami, tak i tłumaczeniami nie tylko obcojęzycznych poetek, ale i z nie przychodzeniem na umówione spotkanie pod pomnik Głowy Erosa na Krakowskim Rynku. Wierszowi patronują arie z opery Mozarta śpiewane przez Elisabeth Schwarzkopf, ale wszystko w czasie niedokonanym, wszystko to niespełnienie, czas przeszły niedokonany. Zastanawiam się nad tym wierszem naszpikowanym nazwiskami, nad tymi właśnie powiązaniami, które celowo, z założenia, nie pasują do siebie. Kochanek jest za stary, nie budzi emocji, jest siostrą, która ma „spadać”.
    „(…)Umrzyj. Żyj. Co za człowiek,
    któremu to jakby wisi,(…)”
    Jest w tym wierszu jakieś niezamierzone okrucieństwo, jakiś wielki egoizm, który dyktuje słowa egocentryczne, przedstawiające pewien stan bohatera wiersza pełen abnegacji, mimo przecież przebywania w sferze ducha i wartości. Ten zmierzch przeżyć widoczny jest w całym tomiku, jakby Adam Wiedemann mimo niefrasobliwości fraz głęboko przeżywał opanowujący go nihilizm. I może to jest odpowiedź na konkluzję Twojej notki Ewo zapowiadającą mnogość epigonów w tym klimacie.

  4. Ewa pisze:

    „Dywan” to z założenia taki zbiór różności. Nie widzę jednak krwi, którą zapowiada motto. Może Wando nihilizm to zbyt określające tę poezję zjawisko, dla mnie to nie jest nihilizm, a bardzo pobłażliwa abnegacja, wezwanie do nicnierobienia, spania, fantazjowania. Romantycy spali długo i się lenili, ćpali i wypisywali żale epoki właśnie krwią. Natomiast czytając Wiedemana ma się wrażenie, jakby się poezja skończyła, jakby wymagała tego dorżnięcia poprzez postmodernistyczne skojarzenia ni z gruszki, ni z pietruszki. Bo te powiązania są bardzo odległe, pisane po to, by coś się w wierszu działo, by pasowały słowa brzmieniowo. Jeśli poezja nie jest problematyczna, nie wyodrębnia jakiegoś ważnego aksjomatu, a jedynie ślizga się po wszystkim, to jest to śmierć literatury. Niestety, nie czytałam niczego z wierszy laureata dzisiejszego Nobla, ale na Wikipedii piszą, że Tranströmer to modernista. Nic się nie skończyło, wszystko się kontynuuje, współczesna poezja ma wielkie zadania do wykonania.

  5. Hortensja Nowak pisze:

    To ja jako gimnazjalistka zanalizuję wiersz miłosny dedykowany poecie Michałowi Płaczkowi zatytułowany „Zagładzony”. Jestem po przeczytaniu całej twórczości Jeana Geneta i homoseksualizm mam, powiedziałabym, w małym palcu…
    W odróżnieniu od ostatniego wiersza „Dywanu” zatytułowanego *** o miłości do psa, liryka wiersza „Zagładzony” jest bardzo oschła. U Geneta pytanie czy bolało jest podstawowe w kontaktach miłosnych. Tutaj ból też jest obecny, tylko jak Ewa pisała, wszystko dąży do zlekceważenia. Wystająca noga z łóżka w pewnym kontekście śmieszy, w innym nie. Jednak:
    „ (…) A jednocześnie wszystko to, z poczuciem
    obrzydliwości włącznie, daje podobny efekt, by
    tak rzec, łaskotania.(…)”
    I to nie jest wiersz zły, jest pełen niedopowiedzeń i w sumie bardzo liryczny. Tylko ma, jak i wszystkie wiersze, ten aspekt zabawowy. U Geneta to dramat, mimo, że tam seks jest właśnie traktowany dla zabawy, dla rozproszenia więziennej nudy. Jednak zawsze ma swoją wagę i cenę. U Adama Wiedemanna na siłę traktuje się życie, jako coś niemożliwego, traktuje się zabawowo z przymusu i konieczności obniżając jego rangę. Mniej się cierpi, jednak czy taki zabieg może być bezkarny? Życie to życie, jakie jest, każdy widzi…

  6. Ewa > Hortensja Nowak pisze:

    Wiesz Hortensjo, wygląda na to, że czepiamy się poetów o to, że piszą o tym, o czym piszą, a nie o tym, o czym powinni pisać. Ale problem nie jest w temacie, czy sposobie wyrazu, tylko w istocie poezji. Jeśli słowa w tej chwili przejęły całą odpowiedzialność za poezję, jeśli zrezygnowano, jak było w poezji klasycznej z misternej budowy wiersza, z formy dyscyplinującej wiersz, to słowa są niesłychanie ważne, one wyłącznie „mówią ” i nic więcej. Adam Wiedemann chce być taki klawy, swojski, używa bardzo różnorakich słów, ale raczej robi z nich dywanowy ornament, niż przekaz. I wielka szkoda, że nie mówią tego co chcemy usłyszeć, bo przecież, jak napisał któryś z recenzentów, czytelnik to kochanek i oczekuje jeśli nie jedności, to przynajmniej symbiozy. Żal, że idzie to wszystko w dym, i w powietrze.
    „(…)Ale jak działa latający
    dywan, nigdy się nie dowiedzą. Tego możemy być pewni.(…)”
    [Potężna Gromadka wyrusza do Bagdadu]
    Może jednak mniej metafizyki, a więcej fizyki, jak pisał Gombrowicz?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *