Piszę niechętnie o twórczości Wojciecha Wencla, ponieważ jest to autor utworów politycznych a nie artystycznych, jednak warto prześledzić ten odwieczny mechanizm podszywania się wszelkich maści ideologów, hochsztaplerów i cynicznych działaczy partyjnych pod działalność artystyczną zarówno wytwórców utworów, jak i kapituł specjalnie do ich uwierzytelniania powołanych Nagród Literackich. Uzurpacja, jaką ze słusznym rozdrażnieniem i oburzeniem wypunktował Krzysztof Varga w „Gazecie Wyborczej”, która zawłaszcza symbole patriotyczne i polską kulturę w celach manipulacyjnych i propagandowych, dotyczy też przyzwolenia na ten proceder właśnie nagradzających, którzy automatycznie stają się uzurpatorami. Uzurpatorami występującymi jako głos narodu polskiego, a nie jakiejś marginalnej sekty religijnej mającej pretensje do arbitralnych sądów nad naszą historią. Wyniesienie Wojciecha Wencla na ołtarz sztuki automatycznie wartość tej sztuki deprecjonuje i przekreśla.
„De profundis” Wojciecha Wencla można zestawić z „De profundis” Oscara Wilde’a i natychmiast się zorientować, jak brzmi wołanie z otchłani dzisiejszego wypieszczonego sługi kościoła katolickiego i męczennika idei ubiegłych wieków, którego geniusz został brutalnie zniszczony w pełni jego sił twórczych przez właśnie te siły, które Wojciech Wencel reaktywuje dzisiaj i ich zło hoduje.
Faryzejstwo Wojciecha Wencla polega na trosce o rzeczy nie swoje, nie przeżyte osobiście, przypomina słynną z opisów psychiatrycznych neurotyczną matkę, która cały czas dba o to, by jej dziecku nie było zimno zadręczając go swoją nadopiekuńczością. Poeta Wencel nie doświadczając czasów wojny opisuje wojnę, a nie będąc wizjonerem, produkuje w zaciszu domowym współczesne horrory, które z racji swojej ideologicznej roli, jaką pełnią w jego utworach, są jedynie historycznymi atrapami.
Wencel w wywiadzie zwierza się ze swojego heroizmu, który skutkował powstaniem dzieła literackiego „De profundis”:
„(…)Tak było też z tomem “De profundis”. Zacząłem go pisać dwa miesiące przed katastrofą smoleńską. Trochę wbrew sobie, bo dotąd sądziłem, że w języku współczesnej poezji nie da się wiarygodnie przedstawić polskiej duszy. Ale właśnie tego oczekiwała ode mnie ta siła, która rozbudza wyobraźnię. Ogromnym i niezwykłym przeżyciem była dla mnie noc z 9 na 10 kwietnia. Nie mogłem zmrużyć oka.(…)”
Kreowanie się na mistyka, nadwrażliwca przeczuwającego światowe katastrofy jest u Wojciecha Wencla na poziomie rubryk wróżek z pism kolorowych, które z żarliwością kaznodziei piętnuje w swoich felietonach z „Gościa niedzielnego”, natomiast fałszywego proroka na wysokich koturnach najłatwiej demaskują jego wiersze:
„(…) szukam więc twoich śladów żeby cokolwiek pojąć
z czasów kiedy artyści nie musieli wybierać
między narodem a sztuką bo jedno i drugie
było im zapisane w lirycznym testamencie
my też nie musimy wybierać ale to dlatego
że mamy tylko sztukę – narody już nie mówią
nie widzą ani nie słyszą zamieszkały w hospicjum (…)”
[EPITAFIUM DLA WOJCIECHA MENCLA]
Niebezpieczna nuda, wytwarzająca się w pokoleniach młodych ludzi żyjących w dobrobycie i w błogiej niewiedzy czym jest prawdziwa tragedia, może w tych tęsknotach do bohaterstwa lisio podsuwanych przez poetę Wojciecha Wencla znaleźć kumulację, szczególnie, że w wzywa coraz sławniejsze poetyckie autorytety:
„(…)gdybyś wiedział poeto cóżeś nam wywieszczył
jak ranią ucho twoje skamandryckie rymy
po sześćdziesięciu pięciu latach głuchej ciszy
o tym kraju zabitym krojonym na ćwierci
ja nie chcę nic innego niech jeno mi płacze
powstańczych wierszy gędźba w zburzonej kantynie (…)”
[DO JANA LECHONIA]
Propagandowa perswazja wzbogacona licznymi cytatami z Mickiewicza i Kochanowskiego zbliża się nieuchronnie do Smoleńska:
„(…)teraz śpisz ale pilnują cię Judasze
co w tej ziemi zakopali wór srebrników(…)”
[PANI COGITO Pamięci Anny Walentynowicz, poległej 10 kwietnia 2010 w Smoleńsku]
Tragedia na miarę drugiej wojny światowej i Powstania Warszawskiego się już wydarzyła, którą poeta Wencel przeczuł noc wcześniej. Żeby pokonać Zło, poeta wzywa herbertowskie zimne czaszki, ale nie tylko:
„(…)wszyscy nagle znaleźli się w wolnym kraju
który jest także twoim krajem
są tu a jakby ich nie było
raz lub dwa razy w roku spotykasz ich
pod pomnikami na cmentarzach w parku
czasem ocierasz się o nich w kościele
wysłużone płaszcze buty z prawdziwej skóry
bruzdy na twarzach krawaty moherowe berety
biało-czerwone opaski na ramieniu
mają swój świat: przepływają jak zjawy
z porannej mszy do klubu dyskusyjnego
towarzystwa wzajemnej prefacji(…)”
[REFUGIUM]
Opisaną społeczność Wojciech Wencel nazywa w wywiadzie wykluczonymi:
„(…) Czułem się zobowiązany stanąć po stronie brata prezydenta razem z kilkoma milionami „moherowych” Polaków, wykluczonych z życia publicznego. Poza tym uważam, że Jarosław Kaczyński jest obecnie jedynym mężem stanu, działającym w interesie narodowym i zdolnym po odzyskaniu władzy realnie zabezpieczyć polską suwerenność. A moja wiarygodność? Już dawno zrezygnowałem z wielkiej kariery literackiej. Jestem poetą podziemnym, nie spodziewam się tysięcy czytelników. Bóg zna moje motywy, cieszę się wolnością i to mi wystarczy.(…)”
Wojciech Wencel zyskał kilka milionów czytelników swojej poezji, ujmując się za wykluczonymi. Zyskał bardzo dużo lukratywnych funkcji na społecznej niwie, łącznie z prestiżową Nagrodą. Swoją bohaterską postawą partyjną dowiódł, że służba partyjnej sprawie się opłaca.
Tylko tropiąc metafizyczne tajemnice jego liryki trudno się od niego dowiedzieć, dlaczego do tych zwykłych, przyziemnych celów używa tak cennego materiału, jakim jest Poezja Polska.