TRZYDZIEŚCI SONETÓW WRZEŚNIOWYCH (19)

19.
Wszystko zrodzone jest z nas samych,
natura wciąż materię miele,
prochem obnosi się Popielec,
trupy to zabliźnione rany.

Kiedy się porozkładamy
i wiatr po polach nas rozwieje,
wyrosną z nas miejskie arterie,
w beton zamienią nasz organizm.

Dlatego nie dziw, że i papier
czas zmieni na czynniki pierwsze
zwyczajna kolej lichych natur,

ważą się niepokoić Wszechświat!
Rozproszy czas ich marne wiersze,
bo tylko Duch zostawia ślad.

Zaszufladkowano do kategorii 2012, Nie daję ci czytać moich wierszy | Otagowano , , , , | Dodaj komentarz

TRZYDZIEŚCI SONETÓW WRZEŚNIOWYCH (18)

18.
Zanim wrześniowy sonet,
stężeje w krystalizacji,
wchłonie, jak w demokracji
jakość poprzednich pokoleń.

Z fałszywych monet
nie sposób wykrzesać gracji,
wykrycie machinacji
jest niezbitym dowodem.

Poeci jeszcze jeden wysiłek,
jeśli chcecie stać się poetami,
tylko tyle, aż tyle.

Zbrodnią jest republika
wolnych słów bez granic,
lecz to jedyna liryka.

Zaszufladkowano do kategorii 2012, Nie daję ci czytać moich wierszy | Otagowano , , , , , | Dodaj komentarz

TRZYDZIEŚCI SONETÓW WRZEŚNIOWYCH (17)

17.
Duszny las mrozi, gdy ambona
nagle wyrasta skryta drzewem,
może sarenka tu nie skona,
może to relikt tylko, nie wiem,

sezon zaczyna się pod niebem
Wachtürme były zawsze ponad,
w obozie każdy jest u siebie,
wystarczy las zaanektować.

I może tylko z martwych dusz,
których rozsądek już nie kupi,
ulotni się na zawsze fałsz,

bo zabić, to przecież najmilej
nawet, jak dymią tylko grille,
nic to, że wkoło odór trupi.

Zaszufladkowano do kategorii 2012, Nie daję ci czytać moich wierszy | Otagowano , , , , , , | Dodaj komentarz

TRZYDZIEŚCI SONETÓW WRZEŚNIOWYCH (16)

16.
Ciepło ukryło się wśród wrzosów,
brzęczy panika resztki lata,
zbierają pszczoły, jedzą osy,
zwierzęcy świat skurczy się na dniach,

jak wielość w jednym wielu osób,
im nie udaje się w sobie bratać,
zgubili już magiczność słów,
gdy opisują, to ich strata.

A przecież łatwiej życie zjadać,
niż snuć opowieść o zjadaniu,
choć wszystko się na opis nada,

kurczy się w bliskim chłodzie
naturalność, która bez planu,
krząta się, snując wciąż opowieść.

Zaszufladkowano do kategorii 2012, Nie daję ci czytać moich wierszy | Otagowano , , , | Dodaj komentarz

TRZYDZIEŚCI SONETÓW WRZEŚNIOWYCH (15)

15.
Kiedy miernota chwali miernotę,
harmonia kwitnie na portalach,
głupota się z nudziarstwem scala,
wiem już jak jest i co jest potem.

Potem przechodzę wiejską drogą,
patrzę na śliwek spadłych miazgę,
widzę pieczątkę fioletową:
na trawie staje się malarstwem.

I już mnie nigdy nie omami
oszustwo zwane poetami,
bo gdy materia zwana wierszem

przeczy, że gen przechodzi wieki,
to Duch nie strawi tej fuszerki.
Jak ma obnażać ludzkie wnętrze?

Zaszufladkowano do kategorii 2012, Nie daję ci czytać moich wierszy | Otagowano , , , | Dodaj komentarz

TRZYDZIEŚCI SONETÓW WRZEŚNIOWYCH (14)

14.
Nie obchodzi mnie twoja neuroza,
ani twoich klonów legion,
w rozproszeniu jest strategia wodza,
unieważniająca pojedynczy klon.

Na Szlaku Orlich Gniazd zobaczyć można
ogryzki zamków, które tylko są,
nie chcę, by mnie zadeptał ciekawski turysta,
który woli martwotę, niż prawdziwy zgon.

Błądzę tak po ruinach porosłych klonami,
płoną liście jak niegdyś płonęły pożary,
szkoda, że nie możemy być na świecie sami,

szkoda, że się wloką przez stulecia
multiplikacje, które kolanami
uległość świadczą temu, co wciąż ogień wznieca.

Zaszufladkowano do kategorii 2012, Nie daję ci czytać moich wierszy | Otagowano , , , | Dodaj komentarz

TRZYDZIEŚCI SONETÓW WRZEŚNIOWYCH (13)

13.
Amarantowe georginie
mokre. Deszcz pada całą dobę,
idę przez wieś w tę niepogodę,
by mnie karmiły krwawe dalie.

Nie ma smutku w poganinie,
natura zawsze jego grobem,
lecz nie w naturze leży problem,
chociaż naturze wszystko winien,

lecz w tym, że kwiaty są chwilowe,
rozkosz i ból tak samo mija,
a jednak boli tylko człowiek,

który się ma do kwiatów nijak,
bo kiedy zechce, kłamstwo powie,
a daliom godnie los przemija.

Zaszufladkowano do kategorii 2012, Nie daję ci czytać moich wierszy | Otagowano , , , | Dodaj komentarz

TRZYDZIEŚCI SONETÓW WRZEŚNIOWYCH (12)

12.
Czy pamiętasz Iwonko
ten nad morzem wrzesień?
Nas dziewcząt było dziesięć
w jednym pokoju. Ja nosiłam poncho.

Profesor w ubraniu białym, pobrudzony mąką
lubił świeże ryby prosto z kutra jeść,
błyszczał bielą w słońcu jak blejtramu część,
wylew miał w dniu ostatnim, pożegnał nas z pompą.

Pochówek miał w Zakopanem.
Uczelnia dała autobus. Mowy takie same
jak na wiecach.

A przecież to był malarz.
Nie wiem, czy uważasz
tak jak ja po latach.

Zaszufladkowano do kategorii 2012, Nie daję ci czytać moich wierszy | Otagowano , , , , | 6 komentarzy