Zdecydowałam się na swoim blogu zareagować na widoczny w Sieci proces upadku portali literackich wynikły w moim pojęciu bardziej z zaniedbania, niż istotnych przyczyn. Ponieważ codziennie odwiedzam wszystkie najważniejsze portale literackie i ta bezcenna wiedza, jaką pozyskuję o tym, co się w poezji współczesnej dzieje, jest mi bardzo potrzebna, dlatego postanowiłam moim blogowym głosem opowiedzieć się przeciwko zamykaniu portalu rynsztok. List dotyczy wątku na rynsztokowym forum właściciela rynsztoka, przemka łośki „Tak to się kula” z 24 sierpnia 2010 roku, gdzie zadaje pytanie: „Czy jest sens kontynuować działanie tego portalu?”
Jestem tylko czytelnikiem rynsztoka, nigdy się na tym portalu nie rejestrowałam i też nie bardzo się w nim orientuję, bo zaczęłam go czytać dopiero od dwóch lat, przedarłam się trochę przez usunięte komentarze w „ścieku”, ale nie dałam rady, nie rozszyfrowałam nigdy tożsamości piszących i rozszczepienia użytkowników na kilkadziesiąt avatarów. Bardzo to wszystko zniechęcało do czytania, bo wyczuwałam w tym wszystkim jakąś zmianę reguł gry w toku życia portalu, nie wiem, nie mam pojęcia, co tam się działo, ale dla postronnego czytelnika, widza, takiego jak ja, nie był to objaw pozytywny. Zawsze, rozpaczliwie szukając w Sieci głosów alternatywnych do poprawnościowych stylów innych portali literackich, brałam jednak pod uwagę to, że rynsztok powstał z buntu, z odszczepienia, z pokrzywienia się nieszufladzie i z żalem obserwowałam, jak wszystko w Sieci zlewa się w jedną sieciową pulpę, że ta sama produkcja literacka, te same komentarze, te same mądrości, dublowane są, na zdawało się odrębnym sieciowym miejscu, przeznaczonym przecież do innych celów. Przypomniało mi to taktykę reżimu komunistycznego, który w stanie wojennym w ciągu jednej nocy potrafił wymienić skład redakcji zbuntowanego miesięcznika literackiego, którego czytelnicy łaknęli i go wykupywali, zasiedlić tam ją swoimi ludźmi, nawet w stopce nie pisząc, że taka wymiana nastąpiła.
Czytając rynsztok, te tajemnicze nicki, zdawało mi się, że nastąpiła tu właśnie jakaś okropna podmiana, jakiś komunistyczny przewał i to przecież w przyzwoleniu właścicieli rynsztoka. Jak napisałam, nie znam kulisów portalu, nie uchwyciłam sensu toczących się tam dyskusji. Ale nie rozumiem zupełnie, coś niedochodowego, wolnego z założenia, mogło się tak w Sieci stoczyć.
Bardzo bym chciała, by nie likwidowano historycznych niemal portali literackich. Bardzo bym chciała, by one ożyły i by trwały, tak, jak nieszuflada tak i rynsztok powinny stać się portalami o bardzo wyraźnym profilu artystycznym i korzystając z odpływu wszystkich sieciowych mętów na TRUML i liternet pl. natychmiast wprowadzić zakaz powrotu, zakaz uczestniczenia w innym portalu. Użytkownicy nie powinni zasiedlać równocześnie wszystkich sieciowych portali, bo ja, by przekonać się, że spotykam tego samego nudziarza pod innym szyldem, wytracam cenny czas sieciowy i dopiero po przeczytaniu widzę, że zostałam nabrana. Jako czytelnik ja tego sobie nie życzę, mnie to osłabia i zniechęca do Sieci. Jeśli komuś zależy na dobru Internetu, powinien dbać o jego higienę.
Poza tym portal literacki (a podobno rynsztok to portal „elitarny”) musi być jednak portalem twórczym, a nie marketingowym, bo od marketingu są inne portale i nie powinno się mieszać tych rzeczy. Portal społecznościowy o profilu literackim winien mięć te same cechy, co awangardowa grupa artystów, która używa swojej wspólnoty jako eksperymentu i laboratorium, a nie jako punktu sprzedaży. Dlatego tylko tutaj mogą objawić się wszelkie anomalie, skandale, obscena i wszystko to, czego tzw. szersza publiczność by nie strawiła. Jako właścicielka bloga wiem, jak trudno utrzymać w Sieci żywe i aktualizowane miejsce. Jednak blogi pojedynczych osób są za słabe, by wytrzymały konkurencyjność zdeprawowanych, dużych portali literackich mających duże pieniądze, zaopatrzonych w najnowsze narzędzia. Dlatego bardzo bym chciała, by przejrzysty i funkcjonalny rynsztok przeobraził się w prawdziwy portal poetycki, który automatycznie przyciągnąłby osamotnionych na blogach ludzi. Można by po prostu ich imiennie pozapraszać, natomiast nie dopuszczać do uczestnictwa ludzi duchowo obcych, którzy bardzo dobrze czują się na nowo powstałych portalach komercyjnych takich, jak liternet pl. i TRUML. Nie musi to odbywać się środkami administracyjnymi, sami zrezygnują, czując się na rynsztoku źle. Czytałam wczoraj na TRUMLU dyskusję, gdzie użytkownicy np. nie życzą sobie w swoich szeregach ludzi mądrych (wątek na forum TRUMLA „czego nie lubię w poezji”):
„(…) W poezji nie lubię POETÓW co to się zowią. Tych natchnionych, najmądrzejszych, oczytanych i oczekujących oczytania od innych.(…)”
[majhewa, 20 sierpnia 2010 o godzinie 07:31]