Przegląd galerii śląskich styczeń i luty 2008

Katowice

Galeria Polskiego Radia Katowice “Na Żywo”

Teresa Michałowska-Rauszer „Aplikacje i hafty”.
Rzeźbiarka, absolwentka poznańskiej ASP, przedstawicielka sztuki sakralnej starszego pokolenia w galerii pokazała kilka cykli płaskorzeźb z tkanin, pełnych tematycznej groteski i kobiecego ciepła. Samo tworzywo – najczęściej połyskliwe lamy, złoto głów, brokat, srebro głów, łączony z aksamitem, tiulem i bogactwem dzisiejszych sztucznych materiałów uszlachetnia nie tylko z natury arystokratyczne tematy (Biblia, Opera, wizerunki madonn i aniołów). Czyni też drapowane, umowne a zarazem poprzez materialną niesforność zszywań i kreacji, żyjące obrazy, bardziej o proweniencji gotyckich i barokowych figur, niż ich ubogiego, krawieckiego pochodzenia. Wyjątkowo magiczny światy artystki zachwyca lutowego przechodnia, którzy wchodząc z ulicy, nagle doznaje sakralizacji miejsca, niekoniecznie religijnego.

Górnośląskie Centrum Kultury

Galeria Engram

Maciej Littner „750 ml ultramaryny”. (…) prace, które powstały pomiędzy cyklem obrazów “Notatki”, a cyklem “Ludy Poziomopionowe”. Wspólnym mianownikiem tych prac, a jednocześnie spoiwem, może być ich silne błękitne zabarwienie. Tych kilka obrazów powstało trochę dzięki przypadkowi, dzięki wpatrywaniu się w błękit, a przede wszystkim dzięki tajemniczej świetlistości pigmentu ultramaryny, który odkryłem na półkach magazynu budowlanego OBI. Te obrazy to kontynuacja upartych poszukiwań mających na celu jednanie obrazu z książką, czy po prostu malowania z pisaniem. Do obrazów składających się na wystawę w galerii “Engram”, oprócz niewielkiej ilości farb olejnych, zużyłem 750 ml. ultramaryny (…).

Tak autor tłumaczy szyfr swoich ogromnych płócien, gdzie wiadomym sobie kodem opowiada, jak zapewnia w wywiadzie, swoje metafizyczne zmagania ze światem widzialnym. Jako widz, nie będąc pod tak silną, jak autor władzą pigmentu, jestem zmuszona autorowi tylko uwierzyć.

Muzeum Śląskie, Katowice

Zwracam koleżankom i kolegom uwagę na pokazaną przed totalnymi przenosinami do nowej siedzib – z wielkim staraniem i niemal czułością – kolekcję ikon, na wystawę „Ikony – skarby odzyskane”.
Ta niesłychana, piękna kolekcja, pozyskana z konfiskaty Urzędu celnego w Cieszynie (Decyzją Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków ikony, odzyskiwane z tytułu przepadku mienia na rzecz Skarbu Państwa, są przekazywane do zbiorów muzeum), liczy 143 sztuki zabytkowych ikon XIX i XX wiecznych rosyjskich warsztatów, olśniewającym, oryginalnym pięknem właśnie w swojej masie, skomasowaniu, przy sączących się delikatnie na te okoliczność muzealnych, odpowiednich ilustracyjnych dźwiękach.
Na piętrze muzeum wspaniała, o charakterze edukacyjnym wystawa „Magia Dawnej Fotografii” z pokazaniem historii, jej wieloznacznym od razu zastosowaniem, tym rzemieślniczym, pamiątkowym i tym artystycznym. Oprócz czysto estetycznych walorów, naukowych, historycznych trudno nie poddać się klimatowi całkiem odrębnemu, który emitują te nieprawdopodobnie żywe ślady ludzkiego istnienia, ludzi, którzy przeminęli i którzy w tych salach wciąż żyją.
Rondo Sztuki

Stanisław Rodziński – „Malarstwo”
Wystawa Stanisława Rodzińskiego poprzedziła mianowanie artysty doktorem honoris causa Akademii Sztuk Pięknych w Katowicach.
Wystawę otwiera portret Macieja Bieniasza, który podczas laudacji powiedział: „Jest Rodziński niewątpliwie malarzem religijnym, ale nie tylko. Jest symbolistą, szukającym wartości, pojęć i znaków podstawowych”.
Zgadzając się w pełni wszelkimi opiniami profesorów katowickiej uczelni artystycznej warto zachwycić się konsekwencją artystyczną Stanisław Rodzińskiego, którego przecież twórczość obserwujemy na Śląsku począwszy od lat osiemdziesiątych, gdy stan wojenny sprowokował jego liczne kościelne ekspozycje, idealnie wpisujące się w nastroje wielkiego ożywienia religijnego lat osiemdziesiątych.
Liczne piety i ukrzyżowania, pamiętane jeszcze z wystaw w Muzeum Archidiecezjalnym, przeplatają ascetyczne martwe natury i mentalne sugestie pejzażu, który świadczy, poprzez swą syntezę nie o braku pamięci, ale jej nadmiarze. Paradoksalnie w dzisiejszym medialnym nadmiarze malarstwo Rodzińskiego, jak najlepsza poezja, szuka ciągle znaku, symbolu, sprowadzonego do minimum przesłania. Jedynie grubość farby i dysonans koloru, jest krzykiem i dominantą, zawsze zaskoczeniem i puentą. Tak jest w butelce malowanej zielenią Veronese’a – podkreślonej tytułem – cytatem z twórczości Józefa Czapskiego. Tak jest w zwęglonym ciele Van Gogha, leżącym w łanie zboża tuż przed żniwami, pokazanej niezwykle oszczędnymi, ledwie sugerującymi środkami ubiegłowieczny dramat, a zarazem hołd dla największego na świecie malarza. I tak jest w ledwo napomkniętym wschodnim pejzażu mieszczącym zarazem emocjonalne wspomnienie dzieciństwa.

W drugiej wystawienniczej sali “Ronda” wystawa „Dusza ziemi”. Można zobaczyć tutaj film o malarzu oraz najnowsze prace malarskie Erwina Sówki – malarza wizjonera, emerytowanego górnika kopalni “Wieczorek” w Katowicach.
Ponieważ Lech Majewski „Grupę Janowską”, której Sówka jest jedynym żyjącym artystą, rozpropagował na całą Polskę filmem „Angelus”, to twórczość śląskiemu widzowi znana od lat z bardzo częstych pokazów. Warto przyjrzeć się ostatnim obrazom Erwina Sówki, powstałym w ostatnich latach. Bardzo trudno przychylić się do opinii ich proweniencji z naszymi geniuszami malarstwa naiwnego, np. Nikiforem. Malarstwo Erwina Sówki jest rozpasane, przeżywa najprawdopodobniej ostatnią fazę niemal barokowego przerostu ezoterycznej treści and formą. Dokładnemu obserwatorowi nie umkną wpływy techniki współczesnej (fotografia, farby nowej generacji, przenoszenie rysunku, precyzja architektury). Może właśnie te wspaniałości dzisiejszej techniki niszczą pierwotną artystyczną niepewność, gdy, jak pamiętam, artysta domniemywał jedynie, że po górniczych podwórkach stąpają bogowie. Jak widać z obrazowych narracji, ma już pewność, że przybywają i to w całym bogactwie seksualnego rozpasania, ich geograficznych i historycznych siedzib, z całą beztroską synkretyzmu i religijnego pomieszania. Z równym zdumieniem ogląda się w środku galerii na dużym ekranie film z Giszowca i licznymi wcieleniami malarza, najczęściej jednak w roli apologety naszego śląskiego pejzażu, którego wartość ceni wyżej, niż Wenecję, a kurz na familokach Nikisza poetycko porównuje, jak tylko oświetli je słońce, do szczerego złota.

Bytom

Galeria „Kronika”

Z przykrością w ramach kronikarskiej skrupulatności muszę odnotować, że są to ostatnie miesiące prowadzenia jej przez twórcę bytomskiej Kroniki, Sebastiana Cichockiego, dzięki którego wybitnym talentom, przede wszystkim organizacyjnym, udało się na Śląsku stworzenie na europejskim poziomie sprawnie funkcjonującej, jedynej, w najlepszym tego słowa znaczeniu, awangardowej galerii. Całe nasze środowisko, bez względu na orientacje estetyczne, filozoficznie, polityczne czy wiekowej przynależności do estetyki, w jakiej tworzy, myślę, że z żalem przyjęło do wiadomości rezygnację kuratora. Zapewne z rozlicznych powodów takiego zakończenia działalności Sebastiana Cichockiego na Śląsku był zbyt kosztowny dla miasta Bytomia program artystyczny Galerii.

Gliwice

4 Art. Klub muzyczny

Okręg gliwicko – zabrzański Związku Polskich Artystów Plastyków pokazał w przyjaznych salach klubu roczny dorobek artystyczny 36 swoich członków w niemal wszystkich dziedzinach sztuk plastycznych. Ponieważ wśród nazwisk moich kolegów i koleżanek znalazło się też i moje nazwisko, poprzestaję jedynie na pochwale ciepłej atmosfery spotkania, wynikłego nie tylko tak wielu gliwickich twórców osobiście i swoimi pracami, jak i związaną z wydarzeniem oprawą muzyczną.
Swoje prace pokazali w „Wystawie Okręgowej”:
Bogdan Bartoszek, Natalia Bąba-Ciosek, Maria Bereźnicka-Przyłęcka, Katarzyna Berus, Witold Berus, Ewa Bieńczycka,  Marian Bietkowski, Fiołek Czesław, Izabela Gąsiecka, Mirosław Goliszewski, Ryszard Grach, Tomasz Hapka, Tomasz Koclęga, Maria Konopacka, Katarzyna Kurp, Jan Lessaer, Marta Meinhardt-Gawrońska, Halina Nieświatowska, Magdalena Nowacka, Ewa Pańczyk-Hałubiec,Teresa Pawłowska Tadeusz Pfutzner, Czesław Podgórski, Georgij Safronow, Mirosław Słomski, Adam Styrylski, Kazimierz Szołtysek, Helena Szuba, Józef Szuba, Katarzyna Szymczyk, Anna Śmieszek, Jacek Ukleja, Janina Walas, Lidia Wąsat, Mirosław Wszołek, Anna Zawisza-Kubicka.

Restauracja „Trzy Światy

Aurelia Furdzik  – „Malarstwo”. Artystka na wystawie pokazała swoje malarskie prace w całej wspaniałości ich historycznej wartości. Dziewięćdziesięcioletnia lwowianka, absolwentka Lwowskiego Instytutu Sztuk Plastycznych, projektantka scenografii dla Teatru Starego, przywiozła z Krakowa atmosferę malarskiej dyscypliny i hierarchię ważności w stosowaniu malarskiej materii. Ze zdziwieniem oglądamy, że mimo dekonstrukcji, samowolki i przekształceń języka malarskiego ostatnich dekad, wiekowa artystka prezentuje bezsprzeczną świeżość, bezbłędnie położony kolor i harmonijne kompozycje.  To radosne malarstwo, niemające nic wspólnego z traktowaniem go lekko i beztrosko, według ostatnich dat powstania, podlega ciągle twórczym eksperymentom i przekształceniom techniki klasycznego malarstwa olejnego, mimo niezmiennych wpływów wielkich polskich kolorystów, od Józefa Czapskiego poczynając. Warto zwrócić uwagę na rzadkie dzisiaj u młodych artystów wyczucie wielkości przedmiotów martwych natur, prowadzących widza wraz z ich syntetycznym przetworzeniem do religijnych wręcz wniosków o właściwych miejscach ich wszystkich ziemskich elementów. Automatycznie powoduje to szlachetność materii malarskiej w jej żywiołowym położeniu, oddzielając akt twórczy od wytwarzania przedmiotu na powoływanie do życia malarskich nie tyle impresji, co efektów kontemplacji.

Ewa Bieńczycka

Zaszufladkowano do kategorii Przegląd galerii śląskich | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Przegląd galerii śląskich grudzień 2007

Katowice

W Górnośląskim Centrum Kultury, w Galerii Sektor 1 wydarzeniem historycznym było przypomnienie legendarnej grupy ”Krąg Oneiron”.
To, co napisano w związku z tym wydarzeniem i co ujął w wykładzie wygłoszonym na wernisażu Andrzej Urbanowicz dla kulturalnego mieszkańca Katowic jest znane. Toteż wypada zobaczyć wszystko jeszcze raz z pytaniem, jak po pół wieku mają się idee grupy, jak na nas działają i z jakim skutkiem dla naszej duchowości.
Kombatanctwo grupy, działającej w komunistycznych czasach wyjątkowo nieprzychylnych gnozie – poszukiwaczom jakiejkolwiek w końcu wolności niezbędnej twórczości – dzisiaj nie ma chyba już sensu, skoro dostęp do wszelkiej wiedzy, nie tylko tajemnej, mamy umożliwiony.
Czytam właśnie w katalogu wystawy sprzed lat Andrzeja Urbanowicza pamiętny esej Henryka Wańka (dostępny w necie na stronie Andrzeja Urbanowicza) pt „Ad Andrzej doctor clandestinus”.
W formie listu do przyjaciela, pisanego specjalnie na okoliczność jego wystawy indywidualnej i śledzę myśl Henryka Wańka. Zastanawiam się, czy rzeczywiście dowartościowanie tam etosu artysty jest takie słuszne. Sztuka z punktu widzenia reinkarnacji raczej duchowości, a nie ciała, piórem Wańka poetycko staje się nośnikiem odradzającego się potencjału twórczego bez względu na historię i czynniki społeczne.
Ten bardzo wyniesiony etos artysty może rzeczywiście w dzisiejszych czasach dać sfrustrowanemu malarzowi, władcy konwencjonalnego pędzla, jakąś nadzieję.

Kto zna twórczość Antoniego Halora, Zygmunta Stuchlika Henryka Wańka, Andrzeja Urbanowicza i wyjątkowo delikatną, zamkniętą znakami i szyframi symbolikę mandali Urszuli Broll, ten nie stanie zdziwiony nad kilkoma zaledwie pracami, reprezentującymi na tej wystawie twórczość członków grupy Oneiron.
Natomiast zespołowe „Czarne Karty” – pokaz na ścianie frontowej przestrzennych obrazów mieszczących symboliczne przedmioty, matryce kart tarota i akcesoria magiczne, niezbędne w odczynianiu zakazanych obrzędów w stalinowskich czasach, budzą jeszcze inne, prawidłowe konotacje.

Osobną salę poświęcono pokazom filmów Antoniego Halora, wstrząsający dokument dawnego Śląska. Ale to już dziedzina bardziej filmowa, niż plastyczna.

Galeria Polskiego Radia Katowice “Na Żywo”

Jak zwykle recenzja z wystawy „Malarstwa” Piotra Murawy ukazała się w sieciowym wydaniu witryny Radia OK., toteż nie ma sensu tutaj konkurować z poetyckim piórem Macieja M. Szczawińskiego. Natomiast, jako widz z ulicy, a dla takich właśnie odbiorców galeria jest przeznaczona, zwróciłam uwagę na ścisły podziału twórczości malarza na dziesięciolecia, które różnią się od siebie zasadniczo w malarskiej ekspresji. I tak mamy lata siedemdziesiąte, syntetyczny realizm zwracający uwagę na kolorystyczną synchronizację i harmonię szerokich plam barwnych. Figuratywność jest bardzo czytelna, a w połączeniu zapewne portretowanymi osobami bliskimi, liryczna i tajemnicza. Lata osiemdziesiąte to styl malarstwa dzikich, bardzo w tych czasach rozpropagowany przez subkulturę punka i nasze wolnościowe potrzeby stanu wojennego. Potem lata dziewięćdziesiąte, tęcza i symbolizm. I nowy wiek, ostatnie lata, precyzja architektoniczna i precyzja naszej nowej, dokładnej rzeczywistości.

Galeria Sztuki Współczesnej BWA, Katowice.

Malarstwo Jacka Rykały „Raj utracony?” pokazane w wyborze trzydziestu lat pracy artysty, to nie tylko płótna, ale i instalacje, i film video, i różnorodne łamania płaszczyzny obrazu przedmiotami używanymi, bądź do cna zużytymi.
Porównując je do danych ogromnych płócien, które rozpoczynały drogę twórczą artysty, malowanych na podstawie czarnobiałej fotografii, tutaj przeważa dbałość o szczegół, o rafinację każdej części malowanego płótna, na drobiazgową cyzelerkę detali śląskich podwórek.
W katalogowym przesłaniu artysty dowiadujemy się, że rozkład, starość, egzystencjalny przepływ czasu i związana z tym rujnacja, też jest egzystencjalnym powodem zajęcia się tym przez artystę, a nie jedynie stylistyczną dekonstrukcją.
Rykała jak widać procesowi rejestracji oddaje całe swoje twórcze życie malarskie, mimo że, jak dowiaduję się z katalogowej informacji, aktywnie uprawia też twórczość literacką.
Jednak jest tu, w tych ogromnych salach katowickiego BWA spotkanie z czasem na obrazach, z czasem ewoluowania materii malarskiej, natomiast wszelkie dodatkowe socjologiczne i filozoficzne dywagacje są niepotrzebne.

Galeria Rondo Sztuki.

Dla niezorientowanych powtarzam informację, że katowicka galeria sztuki, niezwykle przystępna dla mieszkańca Śląska (przystanek tramwajowy jest w metrowej odległości od drzwi wejściowych galerii) jest w gestii i posiadaniu katowickiej ASP. Na stronach uczelni warto poczytać o Katowickiej „Agrafie”. To jedyne biennale studenckiej grafiki projektowej w Polsce. W tym roku miała charakter międzynarodowy.
Dla uświetnienia sukcesów młodych projektantów, który w barbarzyństwie epoki walczą dzielnie o harmonię otaczającego nas powszedniego świata, podaję listę laureatów. Na tegoroczny konkurs nadesłano 464 prace autorstwa 242 osób reprezentujących 18 uczelni. Do konkursu zakwalifikowały się 382 prace, 191 autorów z 18 uczelni.
Zwycięzcy „Agrafy 2007”: I nagroda w kategorii identyfikacja wizualna (znak firmowy, zestaw druków firmowych, plakat, opakowanie itd.) – Michał Bartłomowicz, ASP Katowice za identyfikację wizualną spektaklu „West Side Story”;
I nagroda w kategorii liternictwo i typografia (kompozycje typograficzne, projekty fontów) – Kamil Kurzajewski, ASP Poznań za Violino (projekt kroju pisma);
I nagroda w kategorii wydawnictwa (kalendarz, książka, broszura, ilustracja, okładka) – Kamil Kamysz, ASP Kraków za „Der Zusa-mmenhang” (książka);

Gliwice

Restauracja Trzy Światy.

Wystawa prac Heleny Gołdy-Błahut. Malarka jest reprezentantką średniego pokolenia, absolwentką krakowskiej ASP wydziału katowickiej grafiki, niezwykle aktywną i znaną naszemu środowisku.
Bardzo żywą i zdecydowaną osobowość Heleny zawsze rejestruję poprzez jej prace, znamionujące niesłychaną energię i ekspresję. Mimo pełnych wewnętrznej dyscypliny architektonicznych (a te architektoniczne prace w moim odczuciu najlepsze!) dywagacji i wspaniałej zawsze, w najlepszym sensie kolorystyki, odczuwam, jakby przez twórczość artystki przeszło tornado.
Dlatego prezentacja grudniowa, nawiązująca też do tematów bożonarodzeniowych, w restauracji „Trzy światy” wprowadziła życie w zimowe zimno.

Galeria „Po schodach” Związku Polskich Artystów Plastyków (okręg gliwicko-zabrzański)
Pokazaliśmy wystawę malarstwa, rysunku i ceramiki Magdaleny Nowackiej.
Artysta wykorzystuje techniki graficzne polegające na stosowaniu wszelkich pieczęci, znaków i multyplikacji. Powstaje świat niekoniecznie zrozumiały, jednak niosący tajemnice artystki i wprowadza nas w coś, co intryguje i przy dzisiejszej dosłowności i obscenie, niesie też ulgę, że młodzi artyści podejmują trud wchodzenia na nieznane ścieżki zagadek, zaplątań i dzisiejszej ironii, która zabawia, rozświetla i rozśmiesza. Prezentowane białe naczynia seryjnej produkcji z nadrukami graficznych kalek wskazują na taką potrzebę indywidualizacji we wzornictwie przemysłowym.

Klub Pracowników Politechniki Śląskiej

Michał Kliś – “Moje życzenia” To specjalnie dla przyjaciół i sympatyków swojej twórczością artysta grafik, absolwent katowickiego wydziału grafiki krakowskiej ASP przez ponad dwadzieścia lat, w rok, wykonuje linoryty i odbija na japońskim papierze, by w tak osobisty sposób słać w świat świąteczne życzenia.
I tych 21 sztuk, 5×5 cm, zamienników komercyjnych pocztówek świątecznych można było w Galerii zobaczyć, a nawet na wernisażu odbitkę otrzymać.
Warto pochylić się nad syntetycznymi, lapidarnymi, ledwo zasugerowanymi, chrześcijańskimi ilustracjami Bożo narodzenia.

Wraz z artystą, z konikarskim ciepłem wszystkim artystom sztuk wizualnych Życzę Szczęśliwego Nowego Roku 2008

Ewa Bieńczycka.

Zaszufladkowano do kategorii 2007, Przegląd galerii śląskich | Otagowano , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Przegląd śląskich galerii: listopad 2007

Katowice

Rondo Sztuki

Najważniejszym wydarzeniem był niewątpliwie Topor w Katowicach.
Pomijając szeroko komentowane w lokalnych mediach wszystko, co się wokół Rolanda Topora działo w ramach XVI Górnośląskiego Festiwalu Sztuki Kameralnej Ars Cameralis, najlepiej skupić się na wystawionej w galerii Rondo Sztuki działalności plastycznej tego giganta różnorakiej twórczości.
Oczywiście, pisząc tutaj, na tej stronie, nie będę przedstawiać kogoś, kogo znamy dokumentnie.
Wyjątkowo w Polsce w PRL-u artysta ten, chociaż skąpo, był znany i nam przybliżany („Przekrój”, ‘‘ Szpilki”).
A jednak Topor działa jeszcze inaczej skomasowany w wystawowej sali i pokazany „na żywo”, gdzie można, chociaż wycinkowo, śledzić różnorodne odnogi jego filozofii. Cykl plakatów dla München Kammerspiele szeregowo wywieszonych, poziomych barwnych toporowskich rysunków jest plakatowo syntetyczny, mimo niesłychanie odległych, niemal barokowych skojarzeń.
Topor powala jednością wyrazu swojego uniwersum, które wyczuwalnie promieniuje ze wszystkiego, czego dotyka. Sadyczne linoryty z perwersją zawsze przetworzoną na dystans i naigrawanie, zawsze spoza problemu a nie, jako uwikłana autorska osobowość. Pod presją strasznego świata są wypreparowane i niemal wycięte i oddzielone już od świata powierzchownego. Nie jest to nawet podświadomość, ani nadświadomość, tylko taka wewnętrzna diagnoza, której artysta nie boi się już wypowiadać. Topor jest zawsze wyżej tego, co przedstawia i horror nie jest horrorem, a zawsze wykwintnym żartem wprost proporcjonalnym do wagi problemu. Bardzo rzadko udaje się artyście tak przeintelektualizowanym tak lapidarnie i selektywnie o tym mówić.  Nie ma sensu tu powtarzać o korzeniach surrealizmu, o patafizyce Jarrego i wszystkich najwartościowszych wpływach francuskiego powojennego intelektualnego boomu plastyczno – literackiego. Czy oglądamy wypracowane cykle ilustracji do własnych i cudzych utworów („Opowiadanie o trzech linijkach”, „Pięć listów miłosnych”), zawsze promieniuje bezkompromisowa wewnętrzna wolność, mimo zapewnień o permanentnym, panicznym strachu.
Prace artystów polskich wynikiem happeningu „Pan Topor dziś nie przyjdzie” – hommage à Roland Topor w dziesięciolecie śmierci Topora i wernisażu  można oglądać na piętrze szklanej kopuły galerii Rondo Sztuki.
Są to np. ogromne dwie barwne fotografie Grzegorza Klamana kobiecej intymnej części ciała; jest rzeźbiarska forma zatytułowana „Źródło” Izabelli Gustowskiej; instalacja Mirosława Bałki; Paweł Althamer pokazuje  szklane akwarium z zamkniętymi w nim ludzikami plażowiczów rzeźbionych w piasku; Grzegorz Sztwiertnia  prezentuje wannę podłączoną do telewizora.
Wśród wielu sław i ważnych nazwisk i autorytetów (Jan Gondowicz) zaproszonych do Katowic, należy odnotować przyjazd z Paryża syna Nicolasa Topora, absolwenta tej samej co ojciec, Akademii Sztuk Pięknych w Paryżu.
Również należy wspomnieć obecność partnerki Topora – Marie Binet. Z jej kolekcji pochodzą wszystkie prezentowane na wystawie prace.
Galeria „Na Żywo”

Cykl portretów kobiecych Mari Adamus Biskupskiej, absolwentki krakowskiej akademii Sztuk pięknych, oraz Akademii der Bildenden Kuenste w Norymberdze oraz stypendystki malarskiego projektu w Grenadzie programu Ligii Miast Europejskich pokazuje galeria Radia Katowice.
Obrazy w konwencjonalnej technice olejnej malowane są oszczędnymi środkami. Artystka stara się minimalizować i syntetyzować plamę barwną do niezbędnego minimum, dla uzyskania mocniejszego efektu wyrazu portretowanej postaci kobiecej.
Niestety, mimo niewątpliwej biegłości warsztatowej i tzw. „śmiałości pędzla”, niejednokrotnie wielki temat kobiecej natury ulega korozji i spłyceniu. Artystka posługując się konwencjonalną techniką i ubiegłowiecznym nawrotem do ustalonego malarskiego kanonu, nie może w tym wypadku równocześnie sięgać po dzisiejszą postmodernistyczną ironię i komiksowy schemat.

Szyb Wilson

Ta piękna, jak czytam, prywatna galeria w katowickim Janowie jest wspaniałym, charakteryzującym nasz region osobliwym miejscem. Obiekt przemysłowy adaptowany na pokaz sztuki jest zabytkiem Techniki Górnego śląska, Łaźnią i cechownią kopalni Wieczorek wybudowany w 1918 roku. Szyb Wilson jest paradoksalnie do pierwotnego przeznaczenia idealnym miejscem na prezentowanie sztuki nowoczesnej. Zdawałoby się, idąc myślą romantyków i Williama Blake’a, technika załatwi wszelką duchowość na amen, a tu przemiana i przeobrażenie.
Oczywiście, widz jest już na wstępie ukarany za naszych przodków i za zniszczenie industrialne świata, ale to masochistyczne przekroczenie progu galerii Wilson niesie pokutnicze oczyszczenie.
Przechodzimy więc, jak głosi internetowa Wikipedia, Małą Galerię, gdzie jest stała ekspozycja pamiątek i zabytkowych przyrządów kopalnianych ubiegłej epoki. Wita nas też pierwszorzędnie namalowany przez Mariana Wyrożemskiego ogromny, barwny Lenin.
Duża Galeria, czyli zalana słońcem z ogromnych okien obskurna sala w stalowych i pordzewiałych barwach ubiegłowiecznej solidnej konstrukcji braci Zillimanów mieści największą część wystawy niemieckiej grupy Querschlag z Chemnitz i Pawła Orłowskiego.
Właśnie instalacja polskiego rzeźbiarza stanowi oś całego projektu puppet show zaprezentowanego tej jesieni w Katowicach. To są wycięte z grubej blachy sylwetki strażników, symbolicznych kafkowskich postaci strzegących i pilnujących, by show trwał nadal.
Querschlag – jak czytam na stronie Künstlergruppe Querschlag oznacza ucięty krzyż i artyści Dirk Hanus, Michael Goller, Michael Knauth, Peter Piek stanowią twórczy zespół spotykający się ze sobą raz w miesiącu, by wspólnie tworzyć przyszłe pokazy i finalizować swoje pomysły. Dzięki różnicy wiekowej, oraz używania dosłownie wszystkich środków wyrazu rejonów literatury, sztuk plastycznych i dźwięku, mogą zabierać głos na wszelkie możliwe sposoby.
Katowicki pokaz to podział na poszczególne pokoje – kabiny, ilustrujące stan naszego ducha u progu XXI wieku. Wokół instalacji Orłowskiego dzieje się więc piekielny spektakl już nie ludzi lalek, już nie lalek, a zmutowanych i uczłowieczonych mechanizmów. Co do tego doprowadziło? Mamy więc i portret Mao na całą ścianę i wszystkie akcesoria ideologicznego prania mózgu. Mamy przede wszystkim sex zmieszany z polityką, z przyjemnością – jako katorgę i obowiązek społeczny – a także dominację resztek instynktu zwierzęcego. Pokój lalek przeznaczony do smutnego samotniczego onanizmu jest przerażający, na ścianach jakieś strzępy ludzkich zakrwawionych płodów. Dalej eksperymenty medyczne, pokój urzędniczy z niszczarką do dokumentów i totalna destrukcja. Potem pokój religijny z kiczem sentymentu i taniej wolności wyznaniowej; pokój, a raczej kabina podświadomych strachów i horror wypartych i nieuświadomionych demonów. Wszystko złożone z fotogramów, obrazów olejnych, rzeźb, dźwięków, światów teatru absurdu. Histeria przekazu wzmagana jest właśnie tym obiektem samym w sobie, schyłkowym i destrukcyjnym.
Grupa w swoim manifeście, jak czytam dalej na stronie internetowej, właśnie chce wstrząsnąć, chce odejść od humanitarnych, ciepłych sposobów ubiegłowiecznej sztuki, która wygodnie nas usypiała. Odżegnując się od mediów, od degradującego nas codziennie procesu podsuwania nam leków i frustracji metodami nieczystymi i zakłamaniem, artyści działają rewolucyjnie, anarchicznie i bezkompromisowo. Ten artystyczny underground widocznie najlepiej czuje się w kopalni, gdzie też w końcu drążono korytarze. Teraz, jak widać, służy do drążenia mózgu.
Społeczeństwo nienawidzi prawdziwych artystów, artysta jest zawsze przeciwko społeczeństwu.
I dobrze, że to oni wchodzą w miejsca zatracenia i zniszczenia, by je zabliźniać.

Gliwice

GLIWICKI MIESIĄC FOTOGRAFII

Niestety, nie udało mi się w listopadzie pojechać do Gliwic, ale dla kronikarskiego porządku dokumentuję ten wysoce wartościowy miejski projekt, obejmujący większość gliwickich galerii, które w jednakowym czasie zaprezentowały najlepsze, historyczne i współczesne osiągnięcia tego gatunku.
Mam nadzieję, że ktoś z kolegów nadeśle obszerne sprawozdanie z toczących się tam dyskusji i konferencji.
Jak czytam – Festiwal koordynowało Muzeum w Gliwicach obejmując jedenaście wystaw w różnych miejscach miasta.
Pozostaje mi jedynie je wymienić: Willa Caro: Michał Sowiński (Akty); Galeria Esta: Jerzy Lewczyński (Fotografie do czytania); G-M Studio: Marek Gertsmann i Jerzy Malinowski (Przestrzenie tożsamości): Galeria w Ratuszu: Mariusz Forecki (Okruchy dnia); Palmiarnia Jacek Gąsiorowski ( Portrety); Galeria SMS:  Carolina Lopes artystka portugalska  (Abstrakcje); Galeria Na2P:  Anna Sielska (Czysta Formalność); Galeria ZPAP „po schodach”: „Grupa Fotograficzna Precel”( Krzesła – tryptyk); Młodzieżowy Dom Kultury w Gliwicach „Grupa Fotograficzna Precel”( Świat dziecka); Galeria Pasja:  Maciej Pokora – Skóra moich drzew; Galeria Wydziału Architektury Politechniki Śląskiej: (Ginące piękno – architektura górnośląskiego modernizmu dwudziestolecia międzywojennego);
Oddział Odlewnictwa Artystycznego: (Śląskie sfumato. Opowieść o pięknych fotografiach i trudnej historii Śląska).

Zaszufladkowano do kategorii 2007, Przegląd galerii śląskich | Otagowano , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Kilka uwag w depresyjnym listopadzie 2007

Wiem, że starość naszego środowiska nie dotyczy, gdyż jesteśmy młodzi duchem i czujemy się młodo. Wiem, że takie wyświechtane kłamstwa są już tak wytarte, że aż strach je powtarzać.

Z drugiej strony, jeśli geniusze nie popełnili w porę samobójstwa młodo, to ich najwspanialsza aktywność przypadała na pierwszą połowę życia, przepadając w nałogach i trudach egzystencji. Ale według statystyk, duża część twórczych osobowości najwspanialej rozwijała się po pięćdziesiątce, korzystając pełnymi garściami z doświadczenia życiowego, duchowego potencjału i intelektualnych zasobów.

Wszystkim, którzy z powodów zdrowotnych nie mogą już zapijać się na śmierć, zerwali z życiodajnym nałogiem nikotynizmu, a nawet wszelkie afrodyzjaki nie przywracają im niezbędnej dla twórczości witalności, polecam wspaniały fragment, drukowany kiedyś w „Literaturze na świecie”.
Uczulam koleżanki i kolegów naszego Związku, że w dziale Info, jest możliwość komentowania naszej witryny i szczerze zachęcam do krytycznych uwag i wszelkiej pomocnej nam aktywności.
Równocześnie apeluję o słanie tekstów o sztuce. Mile widziane prace magisterskie świeżo przyjętych koleżanek i kolegów. Ich również zachęcam do lektury Maxa Frischa: trzydziestka, to przecież już starość.

Stowarzyszenie Dobrowolnej śmierci

Oczywiście, nie można żądać, żeby członek popełnił samobójstwo. Doroczny zjazd może jedynie ustalić kto, jeśli będzie żył nadal, sprzeniewierzy się statutowi. Większością dwóch trzecich głosów w tajnym głosowaniu. Członek, który mimo to będzie żył dalej, utraci członkostwo; stowarzyszenie wyrazi mu swoje współczucie. Gdyby członek czuł się oceniony większością dwóch trzecich głosów niesprawiedliwie, wówczas dojdzie do postępowania apelacyjnego: członek będzie musiał poddać się dodatkowemu sprawdzianowi, na przykład wygłosić przemówienie, temat dowolny, przy czym nie chodzi o wykazanie się krasomówstwem, którą to umiejętność akurat starcy często posiadają, lecz o zdolność lub niezdolność spojrzenia na jakieś zagadnienie inaczej niż wczoraj, zakwestionowania swoich własnych wczorajszych odpowiedzi. Na przykład choćby marksista czuł się w obrębie klasycznego marksizmu-leninizmu nie wiadomo jak pewnie, to jeśli w jego przemówieniu nie pojawi się choćby zalążek myśli, które uważał dotąd za nie do pomyślenia, będzie uchodził za starca.
Doroczny zjazd:
przewidziane są piesze wędrówki, następnie libacja, ważny dla oceny będzie zwłaszcza stan w dniu następnym, który zacznie się znów od krótkich wędrówek, potem dyskusja, sprawdzian szybkości reagowania itd., następnie sprawdzian pisemny mający wykazać, czy członkowie są jeszcze wstanie posługiwać się aktualnie używanym językiem. (Katalog słów, uchodzących za przestarzałe, trzeba będzie aktualizować z roku na rok; także takie słowa jak: proces dydaktyczny, transportować, konsensus, polaryzować, denuncjować, model, manipulować, efektywność, rytualizować, elitarny itd. mogą któregoś dnia znaleźć się w tym katalogu.) Wieczorem spotkanie towarzyskie, nagrywane na taśmę magnetofonową; kto częściej niż trzy razy przywoła to samo wspomnienie z młodości, zostanie zanotowany.
Wniosek: żeby obok członków zwyczajnych (osoby po pięćdziesiątce) przyjmować kandydatów, ludzi przed pięćdziesiątką, którzy nie będą zdawać żadnych egzaminów, ale będą brać udział w dyskusjach i głosowaniach; ma to zapobiec temu, żeby członkowie zwyczajni, w końcu z roku na rok starsi, bezwiednie stosowali coraz łagodniejsze kryteria.
Wniosek przyjęty.
Sztuczne uzębienie jak również farbowane włosy są dozwolone, nawet włosy sztuczne. Wygląd zewnętrzny („Wygląda pan fantastycznie”) nie będzie miał żadnego wpływu na ocenę. Jeśli członek zjawi się nagle o lasce, to z tego powodu nie będzie jeszcze odnotowany; dozwolone są schorzenia kręgosłupa, jako że nie świadczą one bynajmniej o umysłowo-duchowej kondycji członka, podobnie jak łysina. Także pijacki nos nie będzie w ocenie uwzględniany. Z drugiej strony doroczny zjazd, jak wspomniano, nie da się zwieść czyjemuś zdrowemu wyglądowi, który można zyskać dzięki pobytom w uzdrowiskach lub pracy w ogródku; także stosunkowo szczupły i opalony członek w dresie narciarskim lub tenisowym („sportowy dziadek”) będzie podlegać testom. Kryterium oceny: istnienie bądź zanik zdolności kojarzenia, kontaktowania, zbierania nowych doświadczeń, gotowości do dyskusji bez powoływania się na dawne osiągnięcia, zwłaszcza zaś spontaniczności, która będzie każdorazowo sprawdzana drogą happeningów, w uzdrowiskach lub pracy w ogródku; także stosunkowo szczupły i opalony członek w dresie narciarskim lub tenisowym („sportowy dziadek”) będzie podlegać testom. Kryterium oceny: istnienie bądź zanik zdolności kojarzenia, kontaktowania, zbierania nowych doświadczeń, gotowości do dyskusji bez powoływania Się na dawne osiągnięcia, zwłaszcza zaś spontaniczności, która będzie każdorazowo sprawdzana drogą happeningów.
Wniosek: żeby każdy członek zdał w czasie dorocznego zjazdu relację z tego, czego zdołał jeszcze dokonać w ciągu roku na płaszczyźnie zawodowej: rozbudowanie zakładu, przejście na automatyzację, utworzenie fuzji, a w zawodach artystycznych czy intelektualnych: objęcie rektoratu, dyrekcji teatru itd.
Wniosek odrzucony.
(Wystąpiłoby niebezpieczeństwo sztucznej motywacji dla członków; przedsiębiorczość udająca młodzieńczość. Celem stowarzyszenia nie może być jednak pobudzanie przedsiębiorczości starszych panów; przecież właśnie to prowadzi do coraz większej zgrzybiałości naszego społeczeństwa. Wystarczy pomyśleć o gospodarce, szkołach wyższych, władzach państwowych, Watykanie czy sztabach generalnych.)
P.S. Ponieważ pośród siedmiu członków zwyczajnych jestem jedynym zawodowym pisarzem, otrzymałem polecenie sporządzenia spisu objawów starości, który będzie przedstawiony na pierwszym dorocznym zjeździe, spisu nie dolegliwości fizycznych, z którymi może się uporać medycyna, lecz intelektualnych i emocjonalnych symptomów zramolenia. Rodzaj podręcznika, który nie trafi do księgarń, lecz będzie dostępny tylko dla członków.

Wrażenia z pierwszego dorocznego zjazdu

1.  Trzeba zmienić procedurę sprawdzianów. Nieoczekiwane zjawisko: starcza ciętość języka. Kto ma na karku przeszło sześćdziesiątkę, ten zdążył się nauczyć kwitować pytania trafnymi odpowiedziami na pytania, których nie postawiono; w ten sposób powstaje wrażenie żywotności umysłu.

2.  Członkowie zaprzyjaźniają się między sobą. Jak temu zapobiec? Senior importer i kolekcjoner kryształów oraz mój dentysta, którego patent jest w naszym kręgu bezkonkurencyjny, nie mają żadnego powodu, by się wzajemnie nie cenić; poza tym okazuje się, że wszyscy nasi członkowie (poza mną) byli oficerami, różnice dotyczą tylko stopnia i rodzaju broni, co nie wystarcza do wystąpienia kontrowersji, przeciwnie, sprzyja kombatanckim pogawędkom typu federacyjnego. Gdy tylko nauczymy się wzajemnie cenić, będziemy — jako że nie dochodzi do konfliktów interesów — wzajemnie się okłamywać

3.  Członkowie, którzy przybywają bez swoich żon, są uprzywilejowani. (Żony wprawdzie nie uczestniczą w posiedzeniach, ale jednak w spacerach i posiłkach.) Kawalerzy czy wdowcy nie są otaczani na każdym kroku opieką (Gdzie masz szalik?), a jeśli po raz kolejny popiół spadnie im na brzuch, nikt go stamtąd nie usuwa; przez to sprawiają wrażenie samodzielnych, zaradnych. Ci natomiast, którzy przyjeżdżają z żonami, czują się za każdym razem zdemaskowani, gdy usiłują sprawiać wrażenie młodszych niż są. Z drugiej strony widać, jak bardzo opiekunki potrzebują swoich mężów. Rodzi się współczucie dla żon albo też pokusa, żeby wziąć mężczyzn w obronę przed ich żonami. Jedno i drugie utrudnia rzeczową ocenę. Bez kobiet byłoby łatwiej.

4. Posiłki sprzyjają rozluźnieniu dyscypliny.

5.  Co do podręcznika zramolenia: ponownie proszę o pisemne uwagi, ale wszyscy udają, jakby nie mieli w tym względzie żadnych doświadczeń.

1968 Notatki do podręcznika dla członków

Rozpływam się więc i tracę z oczu.”
Michel de Montaigne

Naznaczony poznaje, że nim jest, po tym, że nikt mu nie zazdrości, nawet jeśli cieszy się poważaniem lub posiada majątek, czyli ma możliwości, których nie mają młodsi; mimo to nikt nie chce się z nim zamienić. Jeśli mowa jest o kimś, kto dokonał lub obiecuje dokonać w najbliższej przyszłości czegoś nadzwyczajnego, naznaczony natychmiast pyta o jego wiek (bardzo wczesne stadium). Potrzeba udzielania rad.
Obsesja naznaczonego porównywania wszelkiej teraźniejszości natychmiast z przeszłością; obojętnie, czy porównanie prowadzi do czegoś czy nie, musi paść słowo „dawniej”; żeby naznaczony miał w rozmowie coś do powiedzenia. Mając powód do radości naznaczony przypomina sobie, jak cieszyłby się z takiego powodu dawniej. Zmysł rodzinny i starość. Trudno w każdym razie zaprzeczyć, że zmysł rodzinny rośnie w miarę starzenia się. Podobnie przywiązanie do ojczyzny. (Powroty z zagranicy w późnym wieku). Bojąc się samotności naznaczony podkreśla wszelkie powiązania, których nie musi tworzyć, bo już istnieją Strach przed tym, że któregoś dnia będzie się zdanym na czyjąś pomoc, objawia się w paradoksalny sposób: poprzez starania naznaczonego, żeby już teraz zobowiązać najbliższych okazywaną im dobrocią – z drugiej strony naznaczony wykazuje skłonność do tego, żeby o wszystkim decydować samemu i, jak długo się da, ubezwłasnowolniać ludzi, których pomocy będzie wkrótce potrzebował. Naznaczony lubi się uskarżać na złą pamięć – w przypadkach, w których byłoby dziwne, gdyby mózg ludzki, choćby i siedemnastoletni, nie odmówił posłuszeństwa. (W ogóle kokieteria we wczesnych stadiach zgrzybiałości.) Pamięć nie słabnie, tylko jest zajęta. Naznaczony przypomina sobie słowo w słowo rozmowę z czasów II wojny światowej, ale już gorzej tę, którą prowadził poprzedniego wieczoru.
To, że któregoś czwartku sądzi, że jest środa, zdarzało się i dawniej; ale teraz ogarnia go strach, kiedy się zdarzy. Naznaczony cały czas nosi w sobie ukryty lęk. Jeśli serwetka spadnie mu pod stół, odczuwa to jako kompromitację. Mimo iż naznaczony wie na przykład, kiedy obalono Chruszczowa, jego najbliżsi powątpiewają, czy data istotnie się zgadza. Jeśli encyklopedia wykaże, że jednak miał rację, przyjmują datę do wiadomości: naznaczony miał szczęście. To, że zależało mu na dowiedzeniu, że ma rację, i tak go demaskuje.
Dobrobyt przyśpiesza starzenie się. Dobrobyt dłużej je ukrywa. Naznaczony coraz częściej potrzebuje wyrozumiałości, przy czym daleko nie wszystkie błędy i pomyłki, jakie popełnia, wychodzą na jaw. Czy rzeczywiście, jak twierdzi, zamknął drzwi? Nie może już na sobie polegać.
Jeśli rozdaje prezenty, to coraz częściej zdarza się, że trzeba je wymieniać; jego gust jest przestarzały. Ratunkiem dla naznaczonego jest zawsze szczodrość w gotówce. (…)

Notatki do podręcznika dla kandydatów

Kandydata na naznaczonego cieszy to, że ktoś daje mu mniej lat, niż ma w istocie, choćby tylko o jeden rok, a jednocześnie wcale go to nie cieszy. Tak czy owak bowiem ma lat czterdzieści. Kandydata na naznaczonego zdradza to, że częściej niż dotąd mówi o tym czy innym: Ale się zestarzał! Towarzystwo starców męczy go bardziej niż dawniej; nie uważa ich już za śmiesznych – Jeśli kandydat na naznaczonego uprawia sport (na przykład narciarstwo), to łapie się na tym, że jeśli w pobliżu są ludzie młodzi, to jeździ szybciej, niż właściwie miałby ochotę – Niewątpliwy symptom: alkoholizm — Inteligenci przekonują się, że ich pierwsze reakcje na objawy starzenia się są bardziej prymitywne niż reszta ich zachowań: ni stąd, ni zowąd podoba się inteligentowi, że w publicznym miejscu przeskakuje ot, tak sobie przez dwa stopnie. Pozwolić działać w swoim zawodzie ludziom młodszym i najmłodszym przychodzi kandydatowi na naznaczonego trudniej niż naznaczonemu. Kandydat łapie się jednocześnie na tym, że wszystko, co jest dziełem młodszych, uważa jedynie za modę – przy czym pojęcie to zaczyna się dla niego dokładnie tam, gdzie mimo prób dostosowania się nie może dotrzymać młodszym kroku. Skłonność do hipochondrii: kandydat na naznaczonego zupełnie poważnie ma jeszcze nadzieję, że ta czy inna oznaka starzenia się, która go przeraża, jest jedynie symptomem choroby – uleczalnej czy nieuleczalnej, w każdym razie o charakterze jedynie fizycznym. Czterdziestolatek, który wszędzie wypatruje wyszukanej kuchni (jeśli go na nią stać) i w czasie jedzenia bez przerwy mówi o jedzeniu: smakosz – kandydat na naznaczonego. W żadnym razie nie pozwala, żeby mu pomóc włożyć płaszcz. Gdy w czasie spotkania towarzyskiego brakuje krzeseł, należy do tych, którzy siadają na podłodze. W żadnym wypadku nie używa na basenie drabinki, tylko skacze. Gdy trzeba włożyć smoking, zachowuje się w sposób demonstracyjnie swobodny, ręce w kieszeniach spodni. Na wycieczce z młodszymi od siebie jest tym, który niesie plecak itd. – zarazem zwraca wszystkim uwagę na swoje pierwsze siwe włosy: jakby te naturalne symptomy były w jego wypadku jakąś osobliwością. Nie znosi dowcipów z brodą. Nie ma w tym nic nowego. Tyle że teraz przychodzą mu one samemu do głowy.
Na długo, zanim można by mówić o zgrzybiałości, kandydat na naznaczonego poznaje, że nim jest, po tym, że interesuje go, jakim też będą go pamiętać. Dotąd było mu wszystko jedno, co będą kiedyś o nim mówić. Artysta, który w czasie pracy zaczyna brać pod uwagę swą przyszłą sławę – kandydat na naznaczonego. Jako ojciec kandydat na naznaczonego wie, że jego dzieci są ludźmi dorosłymi, niejako rówieśnikami – wobec tego oczekuje, że i one będą go traktował jak rówieśnika, i dlatego (cóż innego mu pozostaje) nie zachowuje się wobec nich jak przemądrzały Wychowawca, tylko jak kolega, póki nie spostrzeże, że dzieci nie traktują go jak rówieśnika, tylko jak swego ojca. Ponieważ małżonka również się starzeje (co w domu nie rzuca mu się w oczy, ale w towarzystwie owszem), kandydat na naznaczonego ceni sobie chwile, kiedy może być w towarzystwie sam – czuje się wtedy swobodniejszy, uwolniony od swego wieku… Ona, co prawda, farbuje sobie włosy, czego on nie robi, i w rozmowie wykazuje więcej werwy od niego, ale za każdym razem wspomina o swoim zięciu albo jak to się wtedy (w czasie II wojny światowej) spotkali lub kiedy również oni byli w Kairze itd., robi to zwłaszcza w obecności młodszych kobiet, być może nieświadomie. (…)

Notatki do podręcznika dla członków

Naznaczony dostrzega więcej pociągających kobiet niż dawniej. Przy tym przedmiot jego zachwytów zmienia się wielokrotnie w ciągu dnia. Nie ogranicza się już do jakiegoś określonego typu. Skłonność do panerotyzmu. (Od wczesnego do późnego stadium.) Liczba kobiet, które go zachwycają, jest odwrotnie proporcjonalna do jego rzeczywistych szans. Tęsknota za uczuciem żądzy – Zarazem naznaczony miewa długie okresy, kiedy spółkowanie w ogóle go nie interesuje; wydaje mu się ono (jeśli mimo wszystko o nim myśli) jakimś absurdalnym aktem. Naznaczony łapie się na tym, że najbardziej się nudzi, kiedy w filmie dochodzi do zbliżenia; uważa te sceny zawsze za zbyt długie. Na długo, zanim jego szanse całkowicie się skończą (naznaczony niekiedy ich nie docenia, bo ośmieszyłby się, gdyby się pomylił), odstępuje od zalotów nawet w sprzyjających okolicznościach… W razie niepowodzenia swych zalotów kandydat na naznaczonego natychmiast kładzie je na karb swego wieku —jak gdyby dawniej, jako młody zalotnik, nigdy nie ponosi porażek. W przeciwieństwie do kandydata na naznaczonego, który boi się ostatecznego uwolnienia od pociągu seksualnego, naznaczony wie, że takie ostateczne uwolnienie nie istnieje. Byłby się z niego ucieszył. Kawalerzy trzymają się nieco dłużej.
Naznaczony poznaje, że nim jest, po tym, że przychodzą mu do głowy kobiety, które trzydzieści a nawet jeszcze dziesięć lat wcześniej mógłby uwieść; żałuje teraz każdej niewykorzystanej okazji – a było ich wiele, tak mu się wydaje; zapomina przy tym, co przeszkodziło mu w większości tych przypadków, mianowicie jego gust. Dlaczego wiele rzeczy zaczyna sprawiać naznaczonemu trudności (wyjście na miasto, zakupy, przebywanie w towarzystwie, jazda autobusem, czekanie na lotnisku itd.): jego pojawienie się nie wywołuje ze strony kobiet żadnych reakcji, jakby go nie było… Kiedy na ulicy nadchodzi z przeciwka młoda kobieta, to nie udaje jak dawniej, że omija naznaczonego wzrokiem na szerokość dłoni, ona go nie widzi naprawdę. Bez kokieterii. Może się za nią obejrzeć – nie zauważy tego; po tym, jak kobieta idzie, widzi, że nawet tego nie zauważa. W kiosku jest obsługiwany tylko jako klient; osoba patrzy na gazety, jakie wziął, potem na pieniądze. Nic więcej. W samolocie też wszystko się zmienia; stereotypowe uśmiechy stewardes zaczynają mu się podobać, ale nawet to mu nie pozostało; kiedy pyta o godzinę przylotu, otaczają go matczyną a nawet pielęgniarską troską. Jeśli w pociągu zdarzy się, że naznaczony znajdzie się w jednym przedziale z młodszą kobietą, to nie powstaje z tego powodu żadne zażenowanie; dawniej patrzyli uporczywie w okno albo zasłaniali się gazetą, żeby ich nie zagadnięto. Teraz po prostu sobie siedzą, sprawiają wrażenie, jakby doszła tylko jego walizka, która w niczym nie przeszkadza. Gdy w autobusie naznaczony schyli się po jej rękawiczki, które upadły na podłogę, to kobieta jest zaskoczona, że naprzeciwko w ogóle ktoś siedział. Kelnerka, gdy dostrzeże już wreszcie jego osobę, podchodzi do stolika, żeby zmienić popielniczkę, i przy okazji przyjmuje zamówienie: nie patrząc; kiedy stawia przed naznaczonym piwo, patrzy się gdzieś ponad jego głową; potem kasuje pieniądze: nie patrząc. Naznaczony zadaje sobie pytanie, czego właściwie oczekuje oprócz piwa. Kiedy potem w toalecie wycierając ręce przejrzy się przypadkiem w lustrze, zaczyna rozumieć i kładzie monetę na talerzyku.
Siedząc w taksówce z młodą kobietą naznaczony wystrzega się wprawdzie położenia nagle pod jakimś pretekstem dłoni na jej ręce lub ramieniu. I słusznie. Ale to, że się wystrzegą, oznacza, że o tym myśli. To, że o tym myśli, odbiera mu swobodę. Jeśli kobieta to czuje, odsuwa się uprzejmie od niego, mimo że naznaczony się wystrzega. Naznaczony o tyle czuje się swobodnie, że istotnie nie jest zakochany; podoba mu się jedynie powierzchowność kobiety. Świadomość, że byłby marnym partnerem w łóżku, irytuje go właśnie dlatego, że nie ma żadnych podstaw do takich perspektyw. Jeśli kobieta obdarzy go spojrzeniem, naznaczony jest zakłopotany: jak zdemaskowany hochsztapler. Cały czas myśli przecież o łóżku. Przy tym wystarcza mu właściwie, że siedzi z nią w taksówce. Wie, że dotyk jego dłoni nie przejąłby jej dreszczem. Także jemu (stwierdza patrząc w okno) nie jest to niezbędne. (Średnio zaawansowane stadium.) Jest zadowolony, kiedy jazda taksówką dobiega końca… Jeszcze niedawno naznaczony uważał za niezbędne położyć jej dłoń na ramieniu; zdarzało się wówczas nawet, że jej włosy leżały nagle na jego piersi, przy czym zauważył, że wraz z dotknięciem rozpływa się jego oczekiwanie. (Wczesne stadium.)
Kiedy naznaczony przypomni sobie jakąś historię męsko-damską: mieszkanie, krajobraz, pogodę, porę roku, jakąś konkretną potrawę, jej ubranie już mniej wyraźnie, jej ciało tylko ogólnie łapie się na tym, że przede wszystkim pamięta okoliczności, niekiedy bardzo precyzyjnie: drwali, którzy zaskoczyli parę, I dokładne miejsce w lesie. Reszta staje się legendą. Przesąd, że podeszły wiek może być nawet jakąś zaletą („duchową”), z upodobaniem odwołuje się do artystów pisarzy, filozofów itd., ale zawsze tylko do sławnych. Obecność czy wręcz zaraźliwość ich dzieła w Świadomości społecznej stwarza pokusę mylenia osoby ze sławą, która starzeje się wolniej. Kandydat na naznaczonego lubi tłumaczyć sobie swoje kryzysy twórcze tym, że w miarę upływu lat i przybywania sukcesów’ stał się bardziej samokrytyczny. To niekoniecznie musi być prawdą; pęd do tworzenia czegoś osłabł w porównaniu ze zmysłem krytycznym, który pozostał nie zmieniony i zacznie się zmniejszać dopiero u naznaczonego. Malarze czy rzeźbiarze, którym jakaś katastrofa (siła wyższa) zniszczyła na zawsze ich dzieła, wydają się sobie przez to zawsze nieco młodsi niż ich rówieśnicy – Kiedy słabnie zmysł dotyku, słabnie słuch, słabnie wzrok, mózg mniej wchłania i wolniej pracuje, znikają emocje, znika ciekawość albo w każdym razie się kurczy, odruchy powtarzają się bądź w ogóle zanikają, zdolność kojarzenia zamiera, wyobraźnia wysycha, żądze wszelkiego rodzaju słabną itd., wówczas być może naznaczony łatwiej radzi sobie ze swoją sztuką: przychodzi mu do głowy już tylko to, co potrafi.

Max Frisch: Dziennik (1966-1971) (Fragmenty) [1991] Literatura na Świecie 1991 nr 11/12 s. 72-87 tłumaczył Jacek Stanisław Buras

Zaszufladkowano do kategorii 2007, Przegląd galerii śląskich | Otagowano , | Dodaj komentarz

Przegląd galerii śląskich październik 2007

Wszystkim, którym nieobce są drżenia i rozterki współczesnych artystów pragnących je zrozumieć i rozwikłać na tle szybkich przemian sztuki współczesnej, polecam gorąco wydawany przez Zarząd Główny ZPAP „Artluk”, magazyn pisany przez artystów dla artystów sztuk wizualnych.

Dla kronikarskiego porządku warto zaznaczyć, że przedwyborczy Październik 2007, dla młodych artystów Śląska miał barwę czerwoną. W przebudowanym kinie „Kosmos”, Młodzi socjaliści usiłowali na podstawie arcydzieł najnowszego kina europejskiego zwrócić uwagę śląskiej publiczności sztuki ambitnej na coraz częstsze i bardziej słyszalne głosy artystów dotyczące tematyki społecznej. Žižkek, Lacan, Adorno weszli trwale w intelektualny żywioł lewicujących środowisk artystycznych propagowanych przez warszawską Krytykę Polityczną. W bytomskiej galerii Kronika, od lat walczącej o prawo własnego indywidualnego wizerunku w możliwości prezentowania awangardy światowej i polskiej odbywał się w Czerwonym Październiku Festiwal Literatury Politycznej w ramach ogólnopolskiego projektu Instytutu Książki, Korporacji Ha!art i Krytyki Politycznej.
Powyborcze zwycięstwo innych barw i orientacji politycznych naszego regionu nie powinno zahamować swobody artystycznej wypowiedzi, ani temperatury młodzieńczych poszukiwań.

Katowice

Galeria „Na żywo” pokazała dorobek plastyczny Lecha Szarańca, piastującego w naszym województwie najwyższe funkcje administracyjne (wieloletni dyrektor Muzeum Śląskiego). Miło dowiedzieć się, że władający naszymi losami, dystrybutorzy niezbędnych artystom środków materialnych, uczestnicy wszelkich komisji decydujących, kto jest artystą, a kto nie, skrywa pod urzędniczą bezwzględnością delikatną artystyczną duszę. Do obszernej recenzji z twórczości plastycznej doktora Lecha Szarańca, analizy subtelnych rysunków piórkiem i kubistycznych obrazów olejnych – wszystkich zainteresowanych odsyłam na witrynę Radia Katowice, gdzie prowadzący radiową galerię – Maciej Szczawiński poetyckim piórem rzecz dokumentuje.

Górnośląskie Centrum Kultury
Do połowy miesiąca można było zobaczyć prace kanadyjskiej artystki Davidy Kidd „Pomiędzy nieuchwytnym a nieuświadomionym”, absolwentki kompozycji muzycznej oraz komunikacji wizualnej (dyplom w zakresie Print Media, 1988, Uniwersytet Alberta w Edmonton.
Ponieważ jest laureatką Grand Prix Międzynarodowego Triennale Grafiki w roku 2003, warto zadumać się nad ogromnymi wydrukami cyfrowymi i drukowanym złotą (!) czcionką dwujęzycznym, luksusowym katalogiem. Moje zapiski tutaj reprezentują wyłącznie moje sympatie i bardzo odosobnione oceny w morzu zachwytów. Jeszcze długo po opuszczeniu sali wystawowej i gmachu GCK niełatwo było mi pozbyć się niesmaku i przerażającej wizji ludzkiego upadku. Trudno odmówić artystce uczciwości w artykułowaniu takiej, a nie innej wizji, korzystając z okazji, że narzędzie, jakim opowiada o swoim świecie nie stawia żadnego technicznego oporu. Dawida Kidd więc prezentuje wszystko – od dziewczyńskiego pokoju z perwersją sfery seksualnej – po społeczne dygresje na temat niemocy międzyludzkiego porozumienia i społecznego przebicia. Wszystko w aurze dzisiejszego horroru i straszenia, czyli utraty pierwotnej siły na rzecz martwego fantazjowania i zderzenia znaków, które kiedyś tę moc posiadały. Widz otrzymuje przestrzenie martwe, niepotrzebne, krzyczące o cywilizacyjnej zamianie człowieka w maszynę i zepsuciu duchowym, które robaczywieje, nie mając możliwości ucieczki z przestrzeni obrazu, zamknięte na zawsze pod powierzchnią lakierowanej, wyczyszczonej, wizualnej skorupy.

Pod koniec miesiąca galeria otworzyła wystawę Renaty Szułczyńskiej, niedawnej absolwentki Akademii Sztuk Pięknych w Poznaniu i w Atenach.
Czara – instalacja złożona z dziesięciu, niemal metrowej długości boku kwadratowych blejtramów złożonych w dwa rzędy i stanowiących zwartą płaszczyznę w tonacji ciemnych błękitów. Nie ma to nic wspólnego z „Nenufarami” Moneta, gdyż płótna odwołują się do stojącej w drugim kącie, zrobionej z żywicy czary napełnionej atramentową wodą (45 x 35cm), a rozrzucone po sali kamienie zrobione tak jak czata z matowej, białawej żywicy, sugerują misteria osiągnięcia wiedzy duchowej przy pomocy archaicznych symboli, a nie tak jedynie, jak robili to geniusze pędzla epok minionych. Czytając obszerne teksty artystki w katalogu i oglądając prace inne, zazdrościmy, że artystce udaje się, jak zapewnia, wejść w owe światy, podczas gdy my, profani i bluźniercy, my, widzowie i niegodni uczestnicy, trwamy ciągle na zewnątrz.

Rondo Sztuki
Ten piękny obiekt, chluba naszego miasta pozostaje konsekwentnie w klasycznej atmosferze twórczości plastycznej mającej, jak zapewnia organizator najnowszej ekspozycji prof. Stanisław Kluska – aspekt nie tyle edukacyjny, co pokazujący tej edukacji konsekwencje. Organizator – Akademia Sztuk Pięknych podkreśla intencję przedsięwzięcia, czyli pokaz nastawiony na absolwentów uczelni, którzy dzięki swojej wybitności na niej pozostali przekazując warsztat i mistrzostwo artystyczne następnym pokoleniom. Dzięki temu widz otrzymuje wybór najlepszych osiągnięć w grafice warsztatowej przy równoczesnym pokazie niemal wszystkich klasycznych technik. O klasycznym wręcz wymiarze wystawy świadczy chociażby fakt, że techniką video wykonana jest tylko jedna praca.
Wystawa prezentuje prace takich artystów jak: Andrzej Czeczot, Jan Nowak, Andrzej Pietsch, Aleksander Rak, Tomasz Struk, Roman Kalarus i Joanna Piech-Kalarus.
Godna pochwały jest miejska decyzja pokazywania darmowego prac dostępnych mieszkańcom naszego miasta spacerującym obok fontanny i oczekującym na przystanku tramwajowym. Przystępny jest też charakter prezentowanych grafik – tematycznie, jak i formalnie.

Teatr Śląski
W chwalebnej inicjatywie małych wystaw przeznaczonych głównie dla widzów teatralnych, którzy w antraktach je oglądają, pokazano bardzo kobiece obrazy „ze snu, z nocy?” Ewy Jędryk-Czarnoty. Niestety, młoda malarka, absolwentka katowickiej ASP na razie nie wychodzi poza czysto estetyczne i ornamentacyjne zabiegi nawiązujące do wspaniałości austriackiego modernizmu z całym bogactwem nasyconej palety i mocnym wizerunkiem zdefiniowanej strojem i biżuterią kobiety. Kobiety nie wychodzą ani ze snu, ani z nocy, jedynie, jak na teatr przystało, udają swoje malarskie wcielenia.

Muzeum Historii Katowic
„Gęby” Jerzego Dudy-Gracza już w samym tytule akcentują zbędną kpinę. Mimo prezentowanych tu wizerunków nie byle kogo (Olgi Lipińskiej, Aleksandry Śląskiej, Kazimierza Rudzkiego, Wiesława Ochmana, Tadeusza Kantora, Wojciecha Kilara, Tadeusza Sławka, abpa Damiana Zimonia) i nie tych, których w epoce gierkowskiej portretował najchętniej, czyli śląskiego proletariatu – „gęby” nie są ani ironią, ani artystycznym, postmodernistycznym zabiegiem mentalnym. Portrety i autoportrety Dudy Gracza, rewelacyjne w biegłości warsztatowej, w nawiązaniu do najlepszych młodopolskich wzorów – jak i wszystkie obrazy naszego najsławniejszego artysty – nigdy nie wychodzą poza powierzchnię płótna. I cokolwiek się będzie mówiło i pisało, jakie peany na swoją cześć przedwcześnie zmarły malarz zbierze, nadinterpretacja i przypisywanie takiej twórczości wartości egzystencjalizmu, głębokiej duchowości i metafizyki, będzie zawsze recenzenckim nadużyciem.

Biuro Wystaw Artystycznych
Na 20 Biennale Plakatu Polskiego wpłynęło 699 plakatów 211 autorów, Komisja Kwalifikacyjna wybrała do ekspozycji 416 plakatów 150 autorów – jak donosi wstęp katalogowy do tej zasłużonej, wieloletniej imprezy.
Nie wiemy, co odrzucono, ale przechadzając się po wielkich salach BWA można odetchnąć z ulgą, że konsekwentna tyrania jurorów została zachowana. Ekspozycja tchnie jednością, mimo bogactwa i różnorodności sposobów wypowiedzi. Może dlatego, że plakat zszedł do podziemia kulturalnego, że stał się elitarnym głosem mówiącym do wąskiej kategorii ludzi nim zainteresowanych. Przestał, i słusznie, przemawiać do mas, zaczął przemawiać do intelektualistów. I mamy, oprócz uświęcania samych artystów sztuk wizualnych (wystawy stowarzyszeń, związków i grup artystycznych po wstawy indywidualne), cały kompleks plakatów sztuk teatralnych, a przede wszystkim arcydzieł literatury światowej. Dzięki tej pracy w duchowości, w wyłuskiwaniu najistotniejszych przesłań robotników delikatnej tkanki kultury światowej, plakaty automatycznie są przesycone podobnym imperatywem. Niestety, kategoria głosu samego autora, bez wsparcia o wielkie humanitarne autorytety światowej kultury jest jeszcze nieliczna i sygnalizowana kilkoma zaledwie pracami. Protest lub diagnoza mówiąca o naszym umiejscowieniu w świecie polityki, czy religii zostały jednak uhonorowane. Zaświadcza temu przyznanie Grand Prix Tomaszowi Bogusławskiemu z Gdańska za plakat “Noc Walpurgii”. Złoty Medal otrzymał Michał Jandura z Krakowa za plakat “Monotheistic Religions Poster Competition”, Srebrny Medal – Wiesław J. Rosocha z Warszawy za plakat “Gnieźnieńskie Spotkania z Plakatem, Spotkanie 7”, Brązowy Medal – Małgorzata Gurowska z Warszawy za plakat “Czerwony kapturek”.

Gliwice

Galeria “Esta”
Wydarzeniem na skalę ogólnopolską była sfinalizowana przez prywatną galerię pierwsza edycja ogromnego dorobku Güntera Grassa, mającego podobno aspekt wyłącznie warsztatowy i wspomagający pisanie wielkiego noblisty. Jednak tak nie jest. Szczególnie rzeźby – artysta studiował rzeźbę i w moim pojęciu czuje się w tej kategorii twórczości najlepiej – demaskują ambicje odrębne w tej, o innym temperamencie wypowiedzi – niż literatura – dziedzinie. Nie sposób jednak idąc śladem pojemności tematycznej pokazanych w Gliwicach dzieł rozszyfrowywać literacki nadmiar, której konsekwencje znalazła na całe szczęście bardziej pojemna literatura.

Galeria ZPAP ”po schodach”
Nasz Związek nie ustaje w intensywności i różnorodności organizowanych wystaw. W pierwszej połowie miesiąca Jerzy Jachowicz prezentował witraże i monumentalne rzeźby złożone z przeważającej części wypalanej ceramiki, czyniąc je, mimo eterycznego wyglądu i karkołomnych technicznie łączeń – rzeźby ogrodowe, czyli trwałe i niezniszczalne. Świat Jachowicza, (scharakteryzowany piórem doktora Niedzielskiego: patrz pod serią wernisażowych zdjęć w dziale Wystawy) odwołuje się do fantazji nie tyle komiksu, co plebejskich strachów i ludycznych, bardzo już przetworzonych zmaterializowanych niepokojów.

W drugiej połowie miesiąca Anna Śmieszek, młoda absolwentka Uniwersytetu Śląskiego fili w Cieszynie, pokazała Rysobrazy, czyli prace nazwane tak od zastosowanej w nich techniki własnej. Są to subtelne, rozedrgane wizje kobiecego świata w ustawicznej pogoni za przekroczeniem ograniczających artystkę środków wyrazu. Mimo rozbudowanej warstwy warsztatowej i poszerzenia możliwości technicznych o kreskę kredki, ołówka i pędzla, świat Anny Śmieszek pozostaje w dalszym ciągu w zamkniętej tajemnicy swojego niezdefiniowanego wnętrza. O ile artystka celowo nie dopowiada, cofając się – jak w tematyce erotycznej – przed niewiadomą – to pejzaże powstałe z impulsu wzrokowego, a nie tylko uczuciowego, syntetyzują jej uniwersum w nową twórczą, jakość czyniąc mglistość nazwaniem. Artystka, mimo że, jak powiedziała w wywiadzie, organizuje już siódmą indywidualną wystawę, jest w fazie niezdecydowania formalnego. Używając niewielkiej gamy kolorystycznej nie wiadomo jeszcze, jaką drogą pójdzie: czy w kierunku surrealistycznej wizji i literackiego rozdrobnienia, czy ascetycznych, zwięzłych rozwiązań formalnych dążących do syntezy i uogólnień.

Galeria Restauracji „Trzy światy”
Krystyna Jasińska, malarka średniego pokolenia, absolwentka katowickiej ASP jest znana w środowisku z niezmiennej, konsekwentnej twórczości galeryjnej, niewykraczającej poza ustalony od lat kanon plenerowego malarstwa afirmującego nie tyle przedstawiany świat – co na swojej internetowej stronie domowej sugeruje – ile taki sposób malowania. Ogromny dorobek, pozwalający na perfekcyjne opanowanie rzemiosła malarstwa olejnego w klasycznej manierze polskiego koloryzmu, z wyczuciem koloru i syntetycznym traktowaniem pejzażowych form nie wykracza poza powierzchowną, malarską rafinację. Prezentowane obrazy są niewielkim, starannie wybranym zestawem pejzaży tak płodnej i pracowitej artystki.

Zaszufladkowano do kategorii 2007, Przegląd galerii śląskich | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Przegląd galerii śląskich wrzesień 2007

Mysłowice

We wrześniu nastąpiła ostania odsłona trwającej latem olbrzymiej, 10 tysięcznej imprezy plenerowej Off Festival.
Bardziej zainteresowanych, jak donosi internetowy „Obieg” imprezą wartościową, na skalę ogólnopolską, odsyłam do wnikliwych relacji na jego witrynie Marcina Krasnego i Agnieszki Kłos. Aby informacji nie powiększać – w skrócie: część wizualna zatytułowana Industrial Art w trzecim dniu festiwalu zaistniała dzięki kuratorowi Marcinowi Szczelinie rodowitemu mysłowiczaninowi, pracującemu jako kurator sztuki we Wrocławiu. To dzięki niemu przyjechały na Śląsk gwiazdy dzisiejszej polskiej sceny sztuk plastycznych: Wilhelm Sasnal, Edward Dwurnik, Agata Bogacka, Agata Nowicka, Joanna Rajkowska, Anna Niesterowicz, Szymon Kobylarz, Jerzy Kosałka, Mikołaj Długosz, Karolina Kowalska, Michał Budny. Pierwszy raz organizatorem całości był Artur Rojek, wokalista zespołu Myslovitz.
Stowarzyszenie Chłodna25 z Warszawy weszło w miasto z własnymi głośnikami, filmami i instalacjami.   Projekty edukacyjne, wzorem państw europejskich inicjowały rozliczne rozmowy z mieszkańcami miasta twórczo je rejestrując przy piwie i zachodach słońca.
W Mysłowickim Centrum Kultury zbiorowa wystawa „Polska część Śląska”, pochodzi od pracy Anny Niesterowicz; Uczestnicy: Edward Dwurnik, Agata Nowicka, Mariusz Waras, Anna Niesterowicz, Michał Budny, Mikołaj Długosz, Wilhelm Sasnal, Janusz Łukowicz, Szymon Kobylarz, Karolina Kowalska;

Było właściwie wszystko, co kojarzy sie ze Śląskiem: węgiel, piach na podłodze galerii, brud kamienic, pustka i nędza, przemysłowe spustoszenie, górnicy z kopalni „Wujek”, gdyż, jak zapewniają komentatorzy przedsięwzięcia, tylko artysta z zewnątrz może prawdziwie ocenić, co się tak u nas na Śląsku naprawdę dzieje. Może i racja.  Joanna Rajkowska oferowała więc mysłowiczanom ostrygi, a Janusz Łukowicz “Szaliki” z napisami słynnych nazwisk.

W ostatnim dniu też zagrała orkiestra dęta Kopalni Węgla Kamiennego Mysłowice, a na czarno ubrany Edward Dwurnik z wysięgnika, pod swoim muralem „Uśmiechnięte twarze” złożył podpis na ścianie mysłowickiego więzienia.

I to monumentalne dzieło malarskie pozostanie na stałe po tym gorącym tumulcie w miejscu wypalonym i zaniedbanym. Może dobrze, że chociaż sztuka ma do dyspozycji jeszcze ironię. Ogromne twarze jednych będą irytować, a innych rozśmieszać.

Katowice

Galeria “Na żywo”

Skromne obrazy olejne Grażyny Zarzeckiej-Czech, malarki średniego pokolenia. Malowane w manierze syntetycznych płaszczyzn sugerujących w bardzo umowny sposób rzeczywistość. Artystce zależy najbardziej na śmiałych a zarazem harmonijnych zestawach kolorystycznych i odwadze wypowiedzi. Niestety, nie ma jeszcze w witrynie Radia Katowice recenzji tej wystawy prowadzącego galerię, Macieja Szczawińskiego, ale z pewnością już niedługo się pojawi i tam odsyłam zainteresowanych.

Teatr Śląski im. Stanisława Wyspiańskiego

Sejm ustanowił rok 2007 Rokiem Stanisława Wyspiańskiego. Galeria Foyer I Balkonu jest miejscem, gdzie kontynuuje się obchody Roku. We wrześniu była wystawa plakatów sztuk teatralnych Stanisława Wyspiańskiego i fotografii z legendarnych przedstawień teatru, najsławniejszych polskich aktorów, zanim nie przenieśli się do Krakowa i Warszawy. Młody Gustaw Holoubek patrzy ze sceny sprzed pół wieku. Obok wisi olejny portret Ignacego Gogolewskiego, pędzla Olgierda Bierwiaczonka.

Muzeum Śląskie

„Barwy wyobraźni” to ogromna wystawa malarstwa Franciszka Maśluszczaka. Absolwent Warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych zaludnia nieprawdopodobną ilością plastyczne opowieści, przez krytyków zwane symboliczno metaforycznymi kreacjami baśniowych światów. Niestety, podczas gdy Edward Dwurnik wychodząc bezpośrednio z twórczości Nikifora, pokonuje zbędną estetyzację otrzymując prymitywną, ale trafną odpowiedź na świat widziany, tak u Maśluszczaka proces ten zatrzymuje sie na satyrycznym interwencyjnym rysunku. Rezultatem jest świat pusty i niewiarygodny, niepotrzebnie udziwniony. Uzyskana biegłość techniczna, z widocznymi wpływami kolegów, szczególnie Jerzego Dudy-Gracza, z którym na plenery wspólnie jeździł i niewątpliwe czerpanie z młodopolskiego, czyli pierwszorzędnego modernistycznego malarstwa (w sposobie traktowania pejzażu), powoduje jedynie manieryczność. Dowcip i ironia – wielcy sprzymierzeńcy postmodernizmu – tutaj, szczególnie w wypadku tematów sakralnych, jak Droga Krzyżowa, sugerują jedynie infantylizm i brak smaku.

Na piętrze wystawa Kość i złoto. Początki sztuki egipskiej złożona z fotogramów Roberta Słabońskiego, z prac wykopaliskowych prowadzonych w Tell el-Farcha przez Polską Ekspedycję we Wschodniej Delcie Nilu. Niestety, nie ma znalezionych posążków, których podobno znalezienie rozsławiło polskich naukowców na cały świat. Ktoś, kto widział sztukę egipską w oryginale, może czuć się zawiedziony.

Gliwice

Galeria gliwickiego Ratusza

Wystawa „Pasją plecione” Ilony Misiak jest alternatywą i niezamierzonym buntem przeciwko odbywającym się równolegle konwencjonalnym strojom ceremonii ślubnych w Ratuszu. Zasługuje na pochwałę postawa artystki, laureatki licznych konkursów i pokazów, konsekwentnie tworzącej wbrew masowej potrzebie, wbrew modzie dzieła sztuki powstałe rzeczywiście z niesłabnącej pasji eksperymentowania na ciele ludzkim w jego ubieraniu. Te recyklingowe eksperymenty, buty z barwnych woreczków foliowych, szokujące zestawienia tworzyw sztucznych z szlachetnymi, wysokiej jakości włóczkami i skórami, dziergane plastikowe kółka, obszywane koralikami dziury po molach, patchworki ze starych, szlachetnych tkanin – to wszystko w harmonii, idealnym smaku kolorystycznym, w wyrafinowaniu i elegancji. Powstają rzeźbiarskie, pełne piętrowych faktur, oddychające, żywe ubiory współgrające z ich właścicielem, a jednak osobne, znaczące, niepospolite i szlachetne.

Restauracja „Trzy Światy” udostępnia swoje wysokie, lustrzane sale malarstwu Rosjaninowi, od kilkudziesięciu lat osiadłemu na Śląsku, Georgijowi Safronowowi, absolwentowi Akademii Sztuk Pięknych w Moskwie. Artysta znany z nocnych rozmów o sztuce na falach Radia Katowice, znany z rozlicznych plenerów malarskich, znany jest też szerokiej publiczności dzięki prowadzonej w Katowicach autorskiej galerii. Twórczość prezentowana złożona jest z obrazów różnych okresów i stylów, gdyż malarz podejmuje w swoich pracach wyzwania inspirowaniem się wszystkimi niemal manierami nowoczesnego malarstwa. Mamy, więc i impresjonizm, i kubizm, i fowizm, i wszystko traktowane jest przez artystę z równym entuzjazmem i żarliwością. Najczęściej artysta realizuje motywy krajobrazowe, malowane często z konturem z kładzioną farbą pospiesznie i syntetycznie.

Galeria ZPAP “Po schodach”

Maria Bereźnicka–Przyłęcka, gliwiczanka, absolwentka Łódzkiej ASP, pokazuje kilkadziesiąt obrazów na płótnie i papierze w jednym temacie owoców leżących na parapecie. Ten wątły, zdałoby się pretekst dla malarskich dywagacji rozpięty na taką ilość obrazów, rozwiązywany jest podobnymi środkami technicznymi, opracowanymi do perfekcji. A więc wydrapywanki, zamiana płaszczyzn z efektem batiku i sgraffita w połączeniu z impastem położonej farby pędzlem, a wszystko powiązane lekkim kolorem, powoduje wrażenie sennego niedookreślenia i mglistości.  Niestety, powtarzający się motyw nie zawsze jest kontemplacyjną mantrą, co grozi schematyzmem i samopowielaniem.

Janusz Popławski, radomianin, przywiózł do Gliwic wielkoformatowe rysunki w ascetycznej technice klasycznego ołówka, których tematem jest ciało kobiece. Chwalebne jest chociażby to, że artysta przypomina, skąd edukacja adepta sztuk pięknych się wywodzi. Przypomina o zaniedbaniu studiów aktu kobiecego w dzisiejszych akademiach. Ale wieloznaczne rysunki Popławskiego mówią też o wielowarstwowych problemach, narosłych wokół ludzkiego, nagiego ciała, zarówno kulturowych, jak i w jego dzisiejszych znaczeniach symbolicznych. Toteż wszelkie formalne rozwiązania w ramach czterech stron papierowej kartki rozrastają się do wieloznaczeniowości mentalnej i subiektywnej.

Zaszufladkowano do kategorii 2007, Przegląd galerii śląskich | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Przegląd galerii śląskich sierpień 2007

Gliwice

W ubiegłej epoce frekwencja sal koncertowych, teatrów i muzeów gwarantowana była skutkiem zakładowych akcji kulturotwórczych, które iluzję uszlachetniania proletariatu z powodzeniem spełniała. Dzisiaj przedwojenna inteligencja i jej potomkowie, odczuwająca głód i potrzebę spotkań ze sztuką wysoką robi to autentycznej przyjemności, co z napawa optymizmem. Mimo okresu wakacyjnego na brak odbiorców zdarzeń artystycznych śląskiego lata nie można było narzekać.

Wszystkich miłośników sztuki, a zwłaszcza tych, którzy mają nad łóżkiem powieszoną reprodukcję „Śpiącej Wenus” Giorgione, Związek Artystów Plastyków Okręgu Gliwicko – Zabrzańskiego we wrześniu zapewnia autentyczne spotkanie z ukochaną. Organizowana elitarna wycieczka autokarem do Drezna spełni wszelkie, zapowiadane przez Platona w „Fajdrosie” oczekiwania:, kiedy zobaczy twarz jakąś lub postać do bogów podobną, która piękność dobrze naśladuje, to naprzód dreszcz po nim chodzi, coś z owych lęków tam wtedy. A potem patrzy na nią, modląc się oczyma jak przed ołtarzem bóstwa i gdyby się nie bał, że go za kompletnego wariata wezmą, kładłby jak przed posągiem, jak przed bogiem samym, ofiary u stóp kochanka. Zobaczył go, a oto po pierwszym dreszczu odmiana. Pot go oblewa i gorącość go ogarnia niezwyczajna. Bo oto weszły weń przez oczy promienie piękna i rozgrzały w nim soki odżywcze dla piór. A gdy się soki ogrzeją, zaczyna tajać twarda powłoka, w której od dawna zarodki piór zamknięte tkwiły, a kiełkować nie mogły. Kiedy teraz pokarm napływa, zaczynają pęcznieć i od korzonków rosnąć trzony piór po całej duszy, bo cała była niegdyś w piórach.

Tak uskrzydleni, możemy rozpoczynać jesienną śląską artystyczną egzystencję.

Katowice

Warto zajrzeć do ukończonej już kopuły Ronda Sztuki, gdzie na poziomie przystanku tramwajowego można wejść od razu w oszklone sale wypełnione wyborem grafik z tegorocznego Międzynarodowego Triennale Grafiki – Kraków 2007. Za darmo można wysmakować szlachetność klasycznych technik graficznych, druku wklęsłego i wypukłego. Wabią i wyróżniają się unikatowe, ogromne japońskie odbitki na japońskim papierze, barwne linoryty i akwaforty wśród coraz częściej stosowanych technik druku cyfrowego. Wchodząc na piętro, gdzie galeria się kontynuuje, z satysfakcją można oglądać perspektywę przeciętych arteriami, niczym w Paryżu, przebudowanych Katowic. Barman zapewnia, że od września ogromne możliwości pięknego obiektu będą maksymalnie wykorzystane dla wszystkich aktywności sztuki, a ich harmonogram, jak i strona internetowa pojawi się na dniach.

W BWA wystawa fińskich artystów „Pewna Finlandia”.  Obszerny katalog opisuje proces ich doboru na wystawę, przybliża historię i kultury tego kraju, (a więc nie tylko nóż – finka i przyjęty przez Polaków z entuzjazmem Aki Kaurismäki ale także ciepli, witalni plastycy).

Esej w katalogu Timo Veliaaka sugeruje, że słynny „Ranny Anioł” Hugo Simberga ma niewątpliwy związek z dzisiejszą wystawą, której symbolizmem jest bezpośrednią spadkobierczynią po wspaniałym fińskim modernizmie.

Ale i bez dodatkowych konotacji i unaukowienia, dla zwyczajnego widza z ulicy wystawa jest naprawdę bardzo pozytywnym, witalnym zjawiskiem. Mimo wyraźnych aluzji i odwołań do ruchów ekologicznych i nostalgii za minionym, z radością można powitać pełne ironii i dowcipu instalacje: buty na wysokich obcasach z bazi, futro z „lisim” kołnierzem z kwitnących traw Ani Rapinoja. Kontrast plastiku i rogu krowiego, to hydrauliczna instalacja Kaisu Koivisto, a Kaija Kiuru zszywa ze skupowanych na bazarach szydełkowych koronek białe, ażurowe namioty. Reima Nurmikko podłącza do respiratorów stado kruków, Elina Lind szyje ubiory dla sprzętów kuchennych, a Jaako Pern buduje alternatywne urbanizacji budowle z wikliny. Optymizmem napawa kolekcja gumek do mazania, zużyte skarpetki i recykling starych futrzanych czapek zamienionych na kule. A więc nie wszystko jeszcze stracone.

W Górnośląskim Centrum Kultury Tomasz Mielech, młody fotografik pokazuje czarnobiałe martwe natury zbudowane ze zderzenia zwykłych przedmiotów z niezwykłymi. Rzeczywiście, tak zdawałoby się oszczędna aranżacja przynosi zamierzony nadmiar – jak donosi słowny komentarz Joanny Mielech – tajemniczości i egzystencjalnego tabu, odbieranego nie tylko zmysłem wzroku.

Nareszcie mogłam zobaczyć Galerię Sektor I przekształconą na „Mechaniczną pomarańczę”. Jak pisze Marta Raczek, “Mechaniczna pomarańcza to trzymiesięczny projekt artystyczny inspirowany motywami z powieści Anthony’ego Burgessa i Stanley‘a Kubricka. Pierwszym etapem projektu jest przekształcenie przez wybranych artystów katowickiej galerii Sektor I w klub zbliżony do estetyki filmu Kubricka. W drugim etapie tak zaprojektowana przestrzeń posłuży do cotygodniowej prezentacji performance’ów, koncertów i spotkań artystów z publicznością. Wszystkie prezentowane działania będą się w mniej lub bardziej jawny sposób odwoływać zarówno do książki jak i do filmu, bazując na zawartych w nich motywach fabularnych, rozwiązaniach narracyjnych, cytatach muzycznych, czy estetyce opisanych i sfilmowanych przestrzeń.

Chyba jednak bardziej powieścią Anthony’ego Burgessa niż filmem Stanley‘a Kubricka. Niewykorzystany rząd wanien z leżącym na każdej mydłem na pewno znajdzie jeszcze zastosowanie, gdyż wielu sławnych artystów w ramach Projektu nawiedzi tę galerię we wrześniu.

W ostatni dzień sierpnia przyjechał Paweł Althamer i nie skorzystał z jej gościny, gdyż akcję plastyczną zaprojektował w plenerze.

I tak owego wieczoru, przy zachodzącym słońcu, za monumentalnym pomnikiem Józefa Piłsudskiego na koniu, odbył się piknik inspirowany obrazem Pietera Bruegela „Kraina pieczonych gołąbków”. Odbył się według wszystkich reguł obowiązujących sztukę współczesną, czyli ich absolutnym brakiem i zaprojektowanym żywiołem.  Z podziwem można było obserwować Pawła Althamera, jak do perfekcji opanował sztukę porozumienia z dużą liczbą ludzi, nie nadużywając ich, co w happeningach jest w zwyczaju: wykorzystywanie masochistycznych skłonności tłumu. Na przekór innym artystom w takich wypadkach znęcających się i poniewierających żądnymi udręczenia masami, Paweł Althamer zachował bezwzględną kurtuazję, grzeczność i nienaruszalność godności zgromadzonych.

Po rozdaniu puszek z piwem, wybraniu najtłuściejszych z przybyłych na zaproszenie artysty katowickich kloszardów, położeniu ich pod zainstalowaną platformą identyczną jak stół w sławnym obrazie, zgromadzeni rzucili się na obiecany poczęstunek. Przed drugim etapem ( karmienie pizzą) – zebrany tłum sytych bezrobotnych i głodnych intelektualistów, miłośników sztuki, kuratorów, studentów i zaciekawionych przechodniów – konferował z Artystą na trawniku o tym, co stawało się właśnie, co właśnie przemijało i czym się kończyło.

I to, co wydarzyło się dzięki bardzo sławnemu Artyście, który nawiedził Czarny Śląsk wracając z rodzinnych wakacji, było wszystkim, czym mogło być i czym nie mogło. A więc socjologią, polityką, akcją charytatywną, akcją niemoralną i bardzo moralną oraz humanitarną, aktem twórczym, odtwórczym, destrukcją i budowaniem więzi międzyludzkich, sztuką i antysztuką. Relatywizmem i jednoznacznością. Wspólnotą i podziałem.


fot. Ewa Bieńczycka

Ewa Bieńczycka

Zaszufladkowano do kategorii 2007, Przegląd galerii śląskich | Otagowano , , , | Dodaj komentarz

Przegląd galerii śląskich lipiec 2007

Nie sposób w tegorocznym latem ogarnąć wszystkich artystycznych dokonań Czarnego Śląska. Pierwsza połowa lipca ciemnymi chmurami i permanentnym deszczem zniechęciła widzów, by w drugiej połowie tropikalną temperaturą wysuszyć ewentualnego miłośnika sztuk wizualnych i skierować go w całkiem inne miejsca. Toteż galerie ziały pustkami, chłód muzeów nie wabił, a wakacyjne zmiany godzin otwarcia myliły i zniechęcały. Większość pomieszczeń przeznaczonych na wystawianie prac plastycznych okupowały brygady remontowe. Niczego nie udało mi się w czasie przelotnego pobytu w lipcu zobaczyć w Katowicach. Projekt zamiany Galerii Sektor 1 w Górnośląskim Centrum Kultury na knajpę inspirowaną „Mechaniczną Pomarańczą” można było kosztować jedynie wieczorem. Toteż uwagę skupiłam, także losową koniecznością, na Gliwicach.

Gliwice

Ratusz udzielający ślubów zdaje się przesiąkł nieodwracalnie tymczasowością ludzkiego życia, bo jak wiadomo, związki małżeńskie są najmniej trwałymi powiązaniami. Sztuka, do niedawna jeszcze ambitna w Ratuszowej Galerii zdaje się pełnić funkcję dopełniania urzędowych uroczystości. Tak niestety stało się z cyklem obrazów przedstawionych przez gliwicką artystkę, Joannę Mikszę. Czytam na internetowej stronie malarki:

Malując od trzech lat, miałam trzy wystawy indywidualne, z których ludzie wychodzili radośniejsi. To jest moje założenie – dać im w obrazach radość i nadzieję, w świecie pełnym agresji i często pozbawionym wartości.

Wiemy, że pobożne życzenia nigdy nikomu na zdrowie nie wychodziły i mimo wpisów w księdze wystawy, potwierdzających tę jakoby otrzymaną przez zwiedzających satysfakcję, obrazy pozostają na poziomie taniego sentymentalizmu. Misję dożynają nie wiadomo po co dołączone pod każdym obrazem wydruki wierszy poetów polskich – od Leopolda Staffa po Urszulę Kozioł.   Autorce niestety nie udało się dotrzeć do światów otwartych przez Giorgio de Chirico, René Magritte czy naszego Kazimierza Mikulskiego mimo ewidentnych usiłowań, benedyktyńskiej pracy, dokładności i precyzji. W dalszym ciągu manifestu autorki czytamy:

Pokazując realistycznie widziany świat, pragnę, aby widz odkrywał na nowo jego piękno, ale też coś z tajemnicy, jakiś głębszy sens i aby poszukiwał Boga.

Jak pisał Sándor Márai – zgodnie z oczywistością, że Bóg jest wszędzie, a więc i nawet w kościele, nie można niestety w sferze sztuki niczego wiedzieć na pewno. Racjonalniej poszukiwać w galeriach gliwickich bardziej konkretnych śladów obecności ludzkich działań na niwie równie niepewnej i nie dającej się łatwo zdiagnozować.

Tak jest odwiedzając Galerię Esta, najbardziej chyba prestiżową, ambitną, spełniającą już wymagane standardy europejskich marszandów. Prace wystawiennicze, które nasza strona internetowa regularnie anonsuje, skupiają się na doborze artystów uznanych, mających pokaźny dorobek artystyczny i pedagogiczny. W lipcu gościła Richarda Klanka, wykładowcę Uniwersytetu w Maryland, reprezentanta nowojorskiej szkoły abstrakcyjnej ekspresji. Wizytujący Polskę artysta amerykański na wernisażu podobno sprecyzował dokładnie swój artystyczny temperament polegający na odbiorze inspiracji twórczej podczas wykonywania muzyki klasycznej.  Pod wpływem grających muzyków rozpoczyna pracę nad każdym obrazem, by potem w ciszy pracowni kontynuować i rozwijać pierwotny, twórczy impuls. Pozostawione przez malarza prace to wiszące w galerii wielkoformatowe płótna w mondrianowskich, czystych kolorach, pełne spontanicznego, malarskiego gestu. Można pogratulować ogromnej witalności i dobrego samopoczucia malarza w dobie wielkich pytań o głód obrazów, o którego potrzebie u odbiorcy mówi się już od kilkudziesięciu lat, a wchodzące nowe, wspaniałe media naszej cywilizacji niejednokrotnie osiągają ten artystyczny cel lepiej.

Toteż warto odwiedzić kamienicę ulicy Biała Brama i Galerię na2p. Niedawno sfinalizowany projekt absolwentów, katowickiej Akademii Sztuk Pięknych napawa optymizmem i nadzieją na odrodzenie prawdziwych twórczych potrzeb w najmłodszych pokoleniach artystów. Afirmacja młodości, tak ewidentna w dzisiejszych, postmodernistycznych czasach, powoduje rezygnację z odwiecznego duetu ucznia i mistrza. Powstają pracownie, laboratoria i rezydencje dla wszelkiej twórczej wzajemnej i samotniczej inspiracji rówieśników. Młodzi odrestaurowali całą zabytkową kamienicę, gdzie prowadzona jest działalność edukacyjna, marketingowa i promocyjna. Właśnie w gliwickiej starówce odbywa się plener malarski.   W sali wystawowej Galerii na2p trwa wystawa Małgorzaty Jabłońskiej wypromowanej kilka lat temu przez internetowy Raster. Gliwiczanka, absolwentka katowickiego Wydziału Grafiki Pracowni Nowych Mediów wraz z absolwentem architektury Politechniki Śląskiej, Piotrem Szewczykiem, kontynuuje opowieści stworzonego przez siebie twórczego powtórzenia świata realnego na język lapidarnych, prostych graficznie postaci. Wejście w meandry ich komiksowego życia wymaga od widza niesłychanego skupienia i zaangażowania, by był w stanie wysmakować ironię i analogię do naszych problemów poprzez powołane fikcyjne byty. Całe szczęście dzięki samodyscyplinie jest to możliwe, czego nie można zazwyczaj doświadczyć u innych artystów, przekazujących treści niepojęte nawet dla zaskoczonego autora.

Dlatego moja wystawa, Ewy Bieńczyckiej w Restauracji „Trzy Światy”, na której pokazuję 20 obrazów namalowanych tegorocznego lata, ma na celu prostą możliwość bez specjalnej fatygi zagonionego człowieka naszych czasów zobaczenia budowanego przeze mnie świata malarskiego. Nazwałam ten cykl „Środowisko”, czyli wyrywkowe – mimochodem – spotkania z przedmiotami, przechodniami i architekturą. Chciałam zaprzeczyć wszelkim naukowym dowodzeniom, jakoby nie tylko byt, ale i środowisko określały naszą świadomość. Bez nadmiernie rozwiniętych przez dzisiejszych artystów potrzeb zdiagnozowania czy formułowania przyczyn i skutków ziemskiego bytowania, przyjmuję postawę nie tyle kontemplacji, co może zadumy. Konwencjonalne środki wyrazu, korzystanie z wszelkich dostępnych malarzowi udogodnień technicznych, niech nam służą, by zdefiniować jedynie naszą obecność, zanim rozpłyniemy się w przedstawianym otoczeniu.

Ewa Bieńczycka

Zaszufladkowano do kategorii 2007, Przegląd galerii śląskich | Otagowano , , | Dodaj komentarz