Przegląd galerii śląskich listopad 2008

Gliwice

Galeria Restauracji Trzy Światy
Anna Kacperska – „malarstwo, kompozycja”
Restauracja konsekwentnie pokazuje malarstwo naszych członków. Tym razem artystka młodego pokolenia, absolwentka Uniwersytetu Śląskiego prezentuje ogromne płótna o tematyce roślinnej. By wybrnąć z banału kwiatów i zużytych już form sięga po strukturalny sposób budowania powierzchni obrazu niejednokrotnie ograniczając się od fragmentów i zbliżeń. Równocześnie rozbija kolorem, najczęściej barw podstawowych wewnętrzne znaczenia znanych nam form liści i pędów dekonstruując je, odrealniając i tworząc zupełnie nowe formy. Biologia pozostaje jedynie w tytułach: wierzba, chrust, flora. Nawiązuje tym sposobem do ekspresyjnego przedstawiania „dzikich”, jednak poprzez tematykę artystka skłania się bardziej do kontemplacji i medytacji, niż „krzyku” artystów lat osiemdziesiątych.

Galeria ZPAP „Po schodach”
„Malarstwo” Barbary Siemieńskiej-Pleszki, absolwentki ASP w Poznaniu to tematyczna wystawa połączona z ciekawą opowieścią autorki o sposobie tworzenia i inspiracji. Kamienie, traktowane na poły surrealistycznie, a na poły abstrakcyjnie, z dużą transformacją ich barwy i ciężaru gatunkowego, prowokuje autorkę do poszukiwań bardziej uniwersalizujący temat, będący jedynie pretekstem do syntezy, scalania i eksperymentów formalnych nad tak monumentalnym wyzwaniem, jakim jest kamień.  Duże płótna stają się bardziej pojemne przez zabieg niemal buddyjskiego oczyszczania ze zbędnych elementów i wprowadzenia malarskiej dyscypliny i ascezy.

Katowice

GCK

Galeria Engram
Janusz Karbowniczek – malarstwo
Na konferencji  w Rondzie Sztuki na temat „Obrazy i obrazowanie w dobie mediów elektronicznych” Janusz Karbowniczek wyjaśniał źródła transformacji rzeczywistości w artefakt i sposoby jego oddzielenia się od nich, stając się samodzielnym już obiektem, co jest zawarte we fragmencie tekstu „Obraz – fenomen kompromisów” w katalogu z wystawy.
Kilkadziesiąt czarnobiałych, ekspresyjnych prac malowanych, wydrapywanych, wykorzystujących rozlanie plamy i poślizgi, plątaniny kresek i linii, stanowi tym razem bardzo spójny, na kształt dziennika, zapis trwania i tworzenia. Artysta tym razem rezygnując z koloru uzyskał spójny estetycznie przekaz – jak pisze w komentarzu – upływu czasu i ludzkiego przemijania. Na ile jest to czytelne dla widza, a na ile procesem jedynie subiektywnego przeżywania świata – ocenią widzowie. Jeśli korzystając z postmodernistycznego zamieszania artysta wprowadza zbyt dużą i zbyt odległą od jakiejkolwiek dyscypliny samowolkę – warunek zawarty w autorskim katalogu nie będzie spełniony.

GCK

Galeria Sektor 1
„Wojna i pokój”. Józef Robakowski, Jiri Suruvka, Tomasz Bajer, Stanisław Dróżdż, Grzegorz Klaman, Leszek Lewandowski, Jerzy Truszkowski, Mariola Brillowska, zespół DAF.
Niestety nie mogłam sobie pozwolić na wielogodzinne oglądanie filmów wideo, a tylko z ekranów monitorów składała się wystawa. Można wymienionych nazwisk szukać na YouTube i z pewnością pojawią się z tej wystawy. Na uwagę zasługuje charakterystyczna, animowana twórczość artystki multimedialnej średniego pokolenia mieszkającej w Hamburgu Marioli Brillowskiej, której śmieszne i przerażające filmiki animowane można na YouTube oglądać.
Ale, jak tytuł wskazuje, wystawa dotyczy jak najbardziej spraw poważnych.

GCK

Galeria piętro wyżej
„Biblioteka Miki Mola”, „Filobiblonia”, „Kalamburgia”, „Domek pana Myszki”, „Nocny lot chrobaka”, „Smutny pałac prezydenta”, „Góry szczerbate” itp., czyli radosna twórczość Jacka Ukleji” to wystawa scenografii Jacka Ukleji do filmów plastycznych z lat 1970 -1998.
Jacek Ukleja jest naszym kolegą związkowym z lat siedemdziesiątych, gliwiczaninem. W Katowicach pokazuje, jak sam pisze – prace malowane ręką, a nie komputerowo, czyli  temperą . Faktycznie, wystawa ma klimat ciepła stylizacji filmów rysunkowych dla dzieci i kolorowe tła, na których kładło się folię stanowią główny element wystawy. Wielka różnorodność tych plansz na tak dużej powierzchni i ich estetyka już właściwie w zaniku przemysłu filmowego, gdzie panuje manga i realistyczny komiks, mimo zamierzeń radosnego nastroju, powoduje nostalgię i melancholię.

Galeria „Na żywo”
W galerii są pokazywanie prace powstałe na VIII Plenerze Artystycznym “Pszczyna 2008”.
Ponieważ mimo próśb i starań nigdy mnie na ten plener nie zaproszono, nie będę obiektywna oceniając obrazy, dlatego od razu kieruję czytających tę stronę do internetowych recenzji Macieja Szczawińskiego, która z pewnością wkrótce się w sieci pojawi. Ja tylko oglądając obrazy zauważyłam bardzo dużą ilość byków i nie wiadomo, dlaczego artyści umiłowali to zwierzę przy dokumentowaniu pięknego miasta słynącego z zupełnie innych atrakcji. Tylko Gosza sprostał turystycznemu wyzwaniu wypracowując uniwersalny typ pejzażu miejskiego zawsze idealnie oddającego ducha każdej zabudowie na wszystkich krańcach kuli ziemskiej.
Dla reporterskiego porządku dokumentuję, że w plenerze wzięły udział takie sławy naszego środowiska jak:
Magdalena Rajska-Armata (Katowice), Maria Adamus-Biskupska (Kraków), Izabela Cieszko (Pszczyna), Grażyna Zarzecka-Czech (Rybnik), Alina Komraus (Pszczyna), Małgorzata Lehman (Pszczyna), Franciszek Maśluszczak (Warszawa), Piotr Murawa (Katowice), Witold Pałka (Katowice), Georgij Safronow (Katowice), Tadeusz Michał Siara (Katowice), Stanisław Szroborz (Pszczyna), Czesław Tumielewicz (Gdańsk), Henryk Waniek (Warszawa)  i Pavel Valizka (Czechy).

Jak co roku w listopadzie, wystawy są pod znakiem Ars Cameralis Silesiae Superioris zorganizowano corocznie w ramach Górnośląskiego Festiwalu Sztuki Kameralnej.
Dotyczy to imprez w BWA i Rondzie Sztuki.

BWA
Smutek śmierci
To jednakowej wielkości ciąg dużych fotogramów czarno białych Rogera Ballena, artysty mieszkającego w Johannesburgu. Tu już nie chodzi o tytułowy smutek. Zdjęcia są wstrząsające poprzez ich martwotę, wyalienowanie obiektów z artefaktów. Nie mam pojęcia, jak artysta osiągnął taki sposób nieprzyjemnego, porażającego odczucia wydzielającego się z tych obiektów. Monotonny ciąg poziomych ekranów młotkuje widzowi, że na świecie nie ma absolutnie nic swojskiego i pięknego. Nawet jak zahaczy wzrokiem o niemowlę leżące w bardzo wysmakowanej, pięknie oświetlonej pozie, to zaraz potem widać, że jeśli to nie są zwłoki, to zaraz nimi będą. Zestawienie zwierząt z ludźmi, milusińskie kotki, świnie i wszelkie mieszanki okrucieństwa są ledwo koszmarnie odsłonięte, uchylony rąbek już sprawia, że widz ma absolutnie dość. I najgorsze, że groza nie ma nic z horroru, jest śmiertelnie poważna jak najprawdziwsza śmierć.

Drugą wystawę, równie niepokojącą i nieprzyjemną stanowią „Obiekty” Mareny Dubnick
Tym razem są to bardzo sterylne, estetycznie i miłośnie poukładane małe przedmioty, tajemnicze, pozornie mające coś wspólnego z tym, od czego wyszły, czyli od funkcji użytkowej – nici, igły, agrafki. Te kobiece, jakże użyteczne i odwieczne przyjaciółki człowiecze nagle na tej wystawie stają się chirurgicznym zimnem. Podobno te mini instalacje artystki mieszczą się w terapeutycznych programach leczenia przez sztukę. Mają jakieś odległe konotacje z greckimi prządkami, upływającym czasem, z bolesnością kolczastego istnienia, łatwością zranienia. Jednak koloryt tej instalacji mówi bardziej już o wyalienowanej fazie życia polegającej na wegetacji i snuciu.

Rondo sztuki
„Jorn spotyka Deborda i Dubuffeta”
Najbardziej godny polecenia w listopadowym pokazie jest  sztuka lewicowa, nawiązująca do mającej tegorocznego pokazu w BWA Klausa Staecka „W służbie sztuki i polityki”, o której pisałam tutaj w kwietniowym przeglądzie. Najlepiej zacząć od cennego filmu Guy Deborda.
Trwa 88 minut, z polskimi napisami, czarno biały dokument pokazujący wyrywkowo wszelkie światowe rewolucje – radziecką, amerykańską, dokumentacje ulicy paryskiej maja 68 przetykane cytatami z wielkich (m.in. Machiavellego), fragmentami deklaracji, odezw, prasowych donosów tworzy – jak mówią anonse wystawowe – found footage – kolaż filmowy, niesłychanie pojemny i przesycony indywidualizmem autora, co rozbraja jego socjologiczny charakter podnosząc go do rangi sztuki. Mam w ręce dla porównania „Społeczeństwo spektaklu” Deborda spolszczone dziesięć lat temu i wydane przez Słowo/Obraz/Terytorium.
Rewolucyjna bezkompromisowość widoczna jest w licznych „filmopisach” Deborda pokazanych na wystawie, w ilustracji  złożonych z różnych człowieczych aktywności jak jedzenie, bawienie, pracowanie, a wszystko podporządkowane tropieniu ludzkiej alienacji w społeczeństwie już dokumentnie zniszczonym, żyjącym nie swoim, ale spektakularnym życiem.
Równocześnie duże sale wypełniają litografie Asgera Jorna, Duńczyka, ucznia Fernanda Legera i współpracownika Le Corbusiera. To rewolucyjne odejście od modernizmu na rzecz bardzo dużej ekspresji i erupcji wyzwolonej kreski. Bardziej mi to przypomina naszych dzikich z lat osiemdziesiątych, ale ten archaiczny francuski charakter wbrew pewnie założeniu przesuwa tę twórczość w regiony bardzo estetyczne. Kilkadziesiąt litografii gorących, w podobnej kolorystyce kontrastowych barw, dzisiaj już traci moc obrazoburczą antymieszczańską i rewolucyjną poprzez abstrakcyjne, nic treściowo nie mówiące buntownicze ornamenty.
Jako założyciel Instytutu Wandalizmu Porównawczego z abstrakcyjno – ekspresjonistyczną stylistyką, Jean Dubuffet znany jest nam bardziej z wymiany korespondencji z Witoldem Gombrowiczem.

Na piętrze obok kawiarni „Echa i Fantomy 1968” Jeana-Michaela Alberoli. Pomieszczenie galeryjne pokrywają w barwach podstawowych rysunki z podpisami ironicznymi i mającymi na celu podsumować i dopełnić plastyczny problem.  Również symboliczny neon „1968” to nie tylko polityczne oświetlenie i oświecenie, ale także o miejsce sztuki, znaczenia znaku i nowego języka.
Cała wystawa jest równocześnie spotkaniem twórczości czterech artystów francuskich, którzy działali w awangardowej grupie „Cobra”

Szyb Wilson
Wielka wystawa litewska „Od nowa” przyjechała do nas na Śląsk z Bydgoszczy, gdzie w tamtejszym BWA kurator Krzysztof Stanisławski powołał ją dzięki koordynacji instytucji kulturalnych i artystów z Kowna i Wilna. Bardzo dobre jest na parterze galerii wprowadzenie w klimat tej sztuki kilkudziesięcioma ogromnymi planszami. Wstrząsające dzieje tego narodu, jego walkę o niepodległość przez następną dekadę po wojnie okupioną wielkimi ofiarami: „…tylko w pierwszych latach, 1944 1945, zginęło około 10 tys. partyzantów, a przez całą wojnę partyzancką życie straciło ponad 20 tys. osób. W wojnie wzięło udział ponad 50 tys. ludzi, ok. 140 tys. zostało schwytanych i uwięzionych, a około 118 tys. zesłanych.”
I te historyczne informacje przeplatane są przenikającymi się fotografiami rodzin, dzieci, zesłańców i partyzantów.
Dopiero po tym wstrząsającym wstępie, możemy doświadczać sztuki wolnej dziś Litwy.
Litwini pokazali wszystko co najlepsze od bardzo widowiskowych instalacji “Requiem dla orkiestry” Sauliusa Vaitiekunasa oraz innych prac tego represjonowanego i więzionego artysty. Jest tam hołd złożony założycielom Fluksusu, szczególnie George Maciunasowi, który wprawdzie po wojnie działał w Nowym Jorku, ale  utopijne koncepcje podsuwane Nikicie Chruszczowowi w listach sfinalizowały się realnie dopiero po roku 1962 powstały „w wyniku twórczej wymiany między artystami Fluxusu a artystami i muzykami z byłego bloku wschodniego, co zaowocowało takimi wydarzeniami artystycznymi jak koncerty kompozycji Fluxusu nadawane przez Polskie Radio (1964), koncerty Fluxusu na Litwie (1966), w Pradze (1966) i Budapeszcie (1969), a następnie festiwal Fluxusu w Poznaniu (1977)”. Jonas Mekas i George Maciunas są umieszczeni w korytarzu nad salą główną w postaci posągów barwnych, na szczudłach w rzeźbach z lat siedemdziesiątych.
Awangardowa jest tkanina, instalacje, najnowsze media jak video, rzeźba fotografia (Stanislavos Žvirgždas!)
Warto przypatrzyć się malarstwu, które kontynuuje niemal wszystkie kierunki ostatnich dekad, poprzez abstrakcję, malarstwo dzikich, konceptualizm, fotorealizm i wszystkie istniejące aktualnie tendencje. W bardzo energetycznej i ekspresyjnej wystawie, pełnej ironii i resentymentu, artyści litewscy chcą być za wszelką cenę w awangardzie europejskiej sztuki, mimo wieloletniej izolacji kulturowej i pozbawienia politycznej wolności.

fot. Ewa Bieńczycka

Zaszufladkowano do kategorii 2008, Przegląd galerii śląskich | Dodaj komentarz

Przegląd galerii śląskich październik 2008

Gliwice

Galeria ZPAP „Po schodach” włączyła się na początku miesiąca w organizowaną przez miasto „Gliwicką noc w galeriach i pracowniach”. Ta cenna inicjatywa, mająca na celu przybliżenie mieszkańcom sztuk wizualnych w bogatym programie imprez, spotkała się z nadspodziewanym zainteresowaniem odwiedzających.

Popularyzacji malarstwa, i związanej z nim anegdotą podjął się w otwartej w galerii wystawą „Mój Lwów” Józef Lewczak – jak już pisałam w poprzednim odcinku – malarz starszego pokolenia z Opola. Spotkanie z artystą i jego nocna gawęda przyciągnęło nie tylko byłych lwowiaków i ich rodziny.
Również proces powstawania malarskich wizerunków na przykładzie portretowanych zwiedzających wraz z obszernym komentarzem Mirosława Goliszewskiego miał cel edukacyjny, cechował się też wysokimi walorami artystycznymi mimo czysto komercyjnego wymiaru.
Działania naszych kolegów i koleżanek wyszły poza ściany galerii i wielu plastyków zaprosiło zwiedzających do własnych pracowni objaśniając im tajniki warsztatu i sposobu powstania prac. Pracownię udostępnili nasi koledzy i koleżanki związkowi: Adam Styrylski, Maria Bereźnicka-Przyłęcka – malarstwo/akryl, Mirosław Wszołek – konserwacja drewna i obrazów i Piotr Kozłowski.

W galerii zaprezentowano w ramach Gliwickiego Miesiąca Fotografii wystawę dwóch artystów: Tomasza Zdulskiego – „Utrwalanie-Drobiny” – czarno – białe fotogramy artysty mające, jak sugeruje tytuł, na celu zatrzymanie upływy czasu poprzez rejestrację przemian i skutków entropii. Czułe oko fotografa subiektywnie pokazuje widzowi to, czego by sam nie zauważył. W drugiej połowie sali galeryjnej Witold Cichocki wystawił „Ślady”. Dopowiada wizualnie niedawno wydane w książce „Wojaczek wielokrotny” rozmowy o Rafale Wojaczku, słowne relacje kilkudziesięciu świadków epoki, w której nasz śląski poeta przeklęty zakończył krótkie życie.
Na fotogramach artysta dokumentuje nie tylko miasta związane z życiem poety, ale dokumenty, strzępki listów, zapisków. Nie jest to jednak buchalteria biografa, ani naukowa precyzja. Jedynie, tytułowe ślady, miejsca strategiczne dotknięcia geniusza najnowszej liryki polskiej w jakiś artystyczny sposób go określające i uobecniające.

Katowice

Muzeum Śląskie,
„Malarz Nitka. Malarstwo, grafika, rysunek”. Twórczość pracownika naukowego wrocławskiej Akademii Sztuk Pięknych, ucznia prof. Józefa Hałasa to bardzo energetyczna, ogromna wystawa zajmująca prawe skrzydło parteru muzeum. Zdzisław Nitka jest wierny swojemu pokoleniu wstępującego w lata dziewięćdziesiąte malarstwem „dzikich”, nową i ożywczą ekspresją malarską. Po latach widać bardziej proweniencje estetyczne tej estetyki, dla mnie fowistyczne, poprzez czysty i paradoksalnie w ferworze bałaganiarskiego, impulsywnego kładzenia plam, harmonijnie go porządkującego. Obrazy powieszone gęsto w kilku rzędach. W masie sprawiają wrażenie krzyku i potęgują jeszcze siebie wzajemnie przekazem emocji na najwyższych obrotach.

Październikowa, rewolucyjna ekspresja tego miesiąca nie opuszczała gmachu Muzeum. Zebrane na wystawie plakaty do filmów polskich o tematyce wojennej to wystawa „Ballada o żołnierzu. Wojna w polskim plakacie filmowym”. Pokazuje kolekcję sławnych kilkadziesiąt lat temu plakacistów, której Muzeum Śląskie jest w posiadaniu – Waldemara Świeżego, Stanisława Zamecznika, Mariana Stachurskiego, Jerzego Flisaka, Romana Cieślewicza. Może, gdyby użyto dzisiejszych środków wyrazu, nie uzyskano by tego archaicznego już zabytkowego spojrzenia na wojnę, na cały arsenał rynsztunku powstańczego, czasów karabinów, czołgów, bohaterskich gestów i płaczu kobiet. Ta jeszcze międzywojenna estetyka powstałego ZSRR z jej futuryzmem i jej najświetniejszymi wtedy grafikami, którzy ideowo podjęli się propagandowej walki, jest w tych polskich plakatach z całą jego szczerością i butą. Bardzo dobrze zobaczyć to teraz, po pół wieku od ich powstania, kiedy wojna w Iraku jest już dwudziestopierwszowieczna.

Na piętrze „Inspiracje archeologiczne w sztuce współczesnej”
Małgorzata Andrzejewska, Grzegorz Keczmerski, Waldemar Masztalerz, Marek Przybył, Grzegorz Ratajczyk, Tomasz Siwiński, Jacek Strzelecki, Bogdan Wegner – to malarze z Poznania, najczęściej pracownicy poznańskiej ASP. By nie przedłużać tego sprawozdania polecam oglądanie artystów na ich stronach domowych, gdyż ich tu niesprawiedliwie opisuję zbiorowo, a przecież każdy to osobna indywidualność. Ich ogromne płótna w muzeum zestawione z wykopaliskami harmonizują z tematyką wystawy. Zazwyczaj jest to malarstwo materii, syntetyczne plamy barwne wysublimowane w akcie twórczym, przypominają zjawiska przyrodnicze, minerały i ekologiczne katastrofy. I nawet, jeśli wśród tej estetycznej abstrakcji mamy studia jak z marmuru męskiego ciała, to on też jest już z tych części przyrody martwej, ale ożywionej artystycznym widzeniem.

Warto też odwiedzić małą galerię „Pogranicza”, gdzie prace pokazują zazwyczaj docenieni artyści nieprofesjonalni i folklorystyczni. Tym razem grupa górników przy kopalni Katowice po pół wieku działalności prezentuje część prac ogromnej wystawy Gwarek 58. Powroty KWK Katowice. Półwieczna działalność artystyczna znaczona typowymi tematami scen rodzajowych ze śląskich familoków i pejzażu śląskiego oraz charakterystyczną rzeźbą w węglu, jest też jakimś nawiązaniem do wznoszonego na gruzach zlikwidowanej kopalni nowego muzealnego gmachu, który będzie hołdem dla naszego miasta, na właśnie tych twórczych fluidach artystycznie utalentowanych górników. Na wystawie są obecni jej liderzy i założyciele: Józef Rockstroch, Jan Nowak, Franciszek Kurzeja, Rudolf Riedel.

Rondo Sztuki
Odloty/ Przyloty
To efekt obchodów sześćdziesięciolecia katowickiej ASP. Nie kończyłam tej uczelni, na plakatowych karykaturach przewijają się jedynie twarze moich kolegów z liceum plastycznego – dzisiejsi pracownicy dydaktyczni. Anons Ronda Sztuki donosi o ewolucji jej dokonań. Oglądając wystawę, złożoną przede wszystkim z plakatów, grafiki wydawniczej i najnowszych środków wyrazu jak video – narzuca się cały czas taki sam wysoki poziom kształtowania gustu, jednak bardziej klasycznego niż awangardowego z reżimem rzemiosła i konsekwencją czystości przekazu. Być może zawdzięcza to wystawa wyborowi prac, ale wizytówka uczelni dla oglądającego z zewnątrz, niezwiązanego z uczelnią to cenna konkluzja, że trwa kulturowa kontynuacja na przykładzie tych czterech pokoleń.

Piętro wyżej „Format rysunku”: wystawa Pawła Frąckiewicza, profesora wrocławskiej ASP to silnie formowane prace w dwóch cyklach – byków i drzew. Monumentalne rysunki są wykonane na płytach pilśniowych dających zrytmizowaną fakturę swoją rastrową powierzchnią, dodają jeszcze bardzo zrytmizowanym formom dodatkowego smaku i wymiaru. Mimo surrealistycznych zamierzeń zderzenia form biologicznych z kolczastym i mechanicznym światem wykresów i dziwnych spiętrzonych konstrukcji, prace robią niesamowite wrażenie, tchną równoważeniem i spokojem.
Artysta uzyskuje ten efekt poprzez kolor, zestawiając szarości i czernie z kolorami ziemi, uzyskuje klimat wykopalisk, skamielin i jakiś starożytnych rycin.

BWA

Paweł Warchoł – grafika. Warto w katalogu przeczytać cały esej Romana Lewandowskiego o twórczości Pawła Warchoła. Dostępny jest również w całości w sieci na stronie BWA. Warto, gdyż są tam uchwycone i zanalizowane wszystkie wątki, jakie Warchoł od lat kontynuuje i co nimi mówi. Ze względu na skrótowość tego październikowego sprawozdania, mającego na celu dać jedynie subiektywne wrażenia z oglądanych wystaw, ograniczę się do kilku spostrzeżeń. Przede wszystkim ogromne, dla mnie w hiperrealistycznej manierze portrety (od tego kierunku artysta się odżegnuje) w ogromnych salach BWA prezentują się lepiej niż w małych GCK, gdyż tam nie było możliwości oglądania z większej odległości, która je mimo wszystko, syntetyzuje.
Jednak wolę prace bardziej tajemnicze i bardziej „warchołowe”.
Kiedy przed laty zobaczyłam słynne „Holzmachiny”, Pawła Warchoła – a przecież widziałam wiele prac budowanych na rycinach renesansowego Piranesiego, czy innych rysunków fantastów technicznych – to rysunki Pawła Warchoła zawsze miały jakoś kosmiczny wymiar kompletnego ludzkiego wariactwa w ich budowaniu. I już nieważny jest ich wymiar holokaustowy. Powołane przez artystę do życia w ich absurdzie i bezużyteczności są nawet i śmieszne przy swojej potworności i grozie. I z tych wszystkich prac na tej wystawie, gdzie piękne wnętrza BWA dodają im dodatkowego smaku i wymiaru, prace Pawła Warchoła układają się w artystycznej ascezie w finezyjny i mądry język plastycznych znaków.

Ewa Bieńczycka

Zaszufladkowano do kategorii 2008, Przegląd galerii śląskich | Dodaj komentarz

Przegląd galerii śląskich wrzesień 2008

Katowice

Rondo Sztuki
Reisefieber jest wielkim, ambitnym projektem, gdzie wspólnie połączono twórcze siły kilkunastu młodych kuratorów z ekipą z równie dużą międzynarodowych artystów.
Przyznam się ze wstydem, że na czas obecności ich wszystkich w pięknych salach wystawienniczych Ronda Sztuki uciekłam, by potem obserwować zjawisko sam na sam z najczęściej monitorem lub wielkim obrazem video wyświetlonym na ścianie.
Wystawa jest ironicznym pytaniem o niepokój podróży, którego podobno, ze względu na łatwość i jej wygodę dzisiaj nie uświadczysz, natomiast w nasze cywilizacyjne koszty wpisana jest inna histeria, być może jeszcze bardziej uciążliwa. Proponuję wszystkim, czytającym tę stronę wejście na witrynę „Obiegu” gdzie jest fotoreportaż i w miarę ukazywania się filmików video na YouTube, rozpocząć podróż po autorach, w celu zrozumienia tej wystawy.
Jako kronikarz, czuję się bowiem bezradna w opisywaniu tego zjawiska. Na otwarciu pojawiło się cześć kuratorów: Anka Zadorożna, Ewelina Onzol, Aga Kilian, Tomek Kucharski, Bartek Remisko i Kuba Bąk oraz Magda Kardasz i Andrzej Szczerski. Do każdego artysty był przyporządkowany jeden kurator. Wystawa, mająca ambicję ukazania problemu bardzo szeroko, a zarazem prześmiewczo i artystycznie, wymaga od widza wielu godzin odbioru i wnikliwej obserwacji by mógł zrozumieć, o co artyście chodzi. Pragnę zwrócić uwagę na światowej sławy performerkę hiszpańską Dorę García której twórczość jest na portalu YouTube eksponowana, jak i  Holender, Ronnie Deelen  i Francuz Pierre Coulibeuf.
Pozostałych artystów szukałam z różnym skutkiem Katę Adamek, Wojciecha Bąkowskiego(jest), Cezarego Duchnowskiego, Wojciecha Gilewicza, Wojtka Grabka, Szymona Kobylarza, Macieja Kuraka, Dominika Lejmana, Angelikę Markul, Marzenę Nowak, Annę Orlikowską, Dorotę Podlaską, Sławomira Rumiaka.
Na stronie MODŁY można tez prześledzić modlitwę ośmiu performerów związaną z katowickim reisefiebrem.

GCK

Galeria Engram
„Cięcie” Malarstwo Wojciecha Cieśniewskiego.
Malarz średniego pokolenia, absolwent Warszawskiej ASP pokazuje- jak donosi krótka prezentacja- malarską interpretację morderstwa, gdzie katem jest kobieta. Zwróciłam w tej niesłychanej eskalacji ekspresji, zarówno w pociągnięciach pędzla jak i szeroko malowanych ułamkach gestów i twarzy, piękny, ekspresyjny kolor, rzadko już spotykany u dzisiejszych wirtuozów pędzla. Te zielenie szmaragdowe, czerń słoniowa, rembrandtowskie brązy…

GCK

Galeria Sektor 1
Basia Bańda „Futrzak”.
Tę wystawę dwudziestoparoletniej absolwentki poznańskiej ASP zobaczyłam po oglądaniu jej akwarel w krakowskim „Zderzaku”. To była bardzo dobra kolejność i zachęcam internautów, by sobie akwarele ze “Zderzaka” w sieci obejrzeli. Artystka należy do nurtu kobiecej twórczości, bardzo silnie rozpoczętej w moim pokoleniu przez Marię Pinińską-Bereś, co w katowickiej ekspozycji natychmiast rzuca się w oczy. Przede wszystkim różowym kolorem i wypchanymi miękkimi, najczęściej z elastycznej tkaniny rzeźbiarskimi formami.
O wschodzącej gwieździe kultury rozkoszy napisano w sieci mnóstwo. Polecam bardzo dobry artykuł na witrynie „Obiegu”. Cóż ja mogę dodać? Temat jest odwieczny, kolczasty, seks to nie przelewki i o tym jest twórczość Basi Bańdzi przede wszystkim. Teraz, gdy mamy taki skok cywilizacyjny, analiza zjawisk dotyczących płci, próby jej strywializowani, a zarazem korzystnego medialnego sprzedawania, polowanie na seks dziecięcy – o tym wszystkim w sposób frywolny, a zarazem ironiczny, artystka opowiada.

GCK

W Galerii piętro wyżej ogromna, bardzo piękna wystawa laureatów 11 Międzynarodowy Festiwal Rysowania Zabrze-Katowice 2008.
Ponad 1000 dzieci z Czech, Polski, Rosji, Słowacji i przyjechało rysować w czerwcu przez 3 dni w zabrzańskiej hali sportowej. Nagrodzono 90 prac. Nie mam pojęcia, czy w tych dwóch obszernych salach taka liczba rysunków w różnorakiej technice, wielkości brystolu lub połówki się zmieściła. W każdym razie wystawa promieniuje  wielką twórczą energią rysunków wyjątkowo pięknych, młodzieży wysoce utalentowanej i wrażliwej, absolutnie niezniszczonej technologicznymi ułatwieniami. Doskonale uczonej w szkołach, kółkach i wszystkich placówkach edukacyjnych, gdzie fachowo uczy się rysunku akademickiego.

Galeria Szyb Wilson
T-żart. Satyryczna dzianina użytkowa.
Rafała Czarnecki i Paweł Turowski, absolwenci Wydziału Nauk Społecznych UŚ  w ramach  Grupy Satyrycznego Reagowania pokazują kilkanaście wielobarwnych podkoszulków bawełnianych, T-shirtów, na których jak i wszyscy wykorzystujący taki sposób reklamy, drukują slogany, rebusy i obrazki komiksowe. Artyści wyjątkowo oszczędnie i inteligentnie, pełni ironii i absurdalnego humoru rejestrują celnie nasze problemy, obawy i przywary. Jest i o piciu i o emigrowaniu, o seksie i o sprawach, które zapomniane, nagle nas tą drogą dotykają.

Kolekcja Galerii Szyb Wilson to zakupy właścicieli galerii szybu dawnej kopalni „Wieczorek”: Johanna Brosa i Moniki Pacy.
Można zobaczyć prace: Marcina Maciejowskiego, Sylwestra Ambroziaka, Lecha Kołodziejczyka, Andrzeja Tobisa, Karola Wieczorka, Marka Kamieńskiego, Andrzeja Urbanowicza, Romana Maciuszkiewicza, Elżbiety Kapusty, Justyny Maciejskiej, Erwina Sówki, Krzysztofa Bednarczuka, Teofila Ociepki, Pawła Wróbla, Andrzeja Tobisa, Karola Wieczorka, Marka Kamieńskiego.
W tych ogromnych salach, w poświacie gigantycznych okien malarstwo prezentuje się niesamowicie. Szczególnie wybijają się postmodernistyczne, erotyczne kolaże Marka Kamieńskiego, perwersje sado-masochistyczne Andrzeja Urbanowicza oraz tłuste, nagie boginie Erwina Sówki.

Artyści fotograficy Okręgu Śląskiego Polskiego Związku Artystów Fotografików: Arkadiusz Gola, Marek Jan Karaś,  Antoni Kreis, Stanisław Michalski, Krzysztof Niesporek w ramach obchodów stulecia Nikiszowca pokazują wraz z pracami uczniów szkół tę dzielnice Katowic rozsławioną książką nominowana do Nike 2008 i laureatką wielu już nagród, „Czarny ogród” Małgorzaty Szejnert.
Fotogramy wielobarwne i czarnobiałe starają sie wydobyć nastrój historycznego osiedla górniczego zaprojektowanego przez braci Zillmannów z charakterystycznymi przerzutniami architektonicznymi łączącymi kamienice stojące po przeciwległych stronach ulic, tworzące charakterystyczne, romantyczne zaułki i podcienie.
Erwin Sówka wprawdzie uważa, że woli Nikisz od Wenecji, ale ja nie podzielam tego zdania.

Galeria Szyb Wilson
fot. M. Bieńczycki

Galeria „Na Żywo”.
Galeria Radia Katowice pokazuje najnowsze obrazy znanej śląskiej pejzażystki wiernej realizmowi, Krystyny Jasińskiej „Beskidy”
Ponieważ niedawno artystka miała wystawę organizowaną przez nasz Związek w restauracji „Trzy światy”, ograniczę sie tylko do kilku słów na temat jej zupełnie nowych płócien. Artystka wychodząc z tradycyjnego i kompromitującego lanszaftu łączy szczęśliwie potrzeby odbiorcy ze swoim akademickim wykształceniem zadawalając obie strony.
Odsyłam jak zwykle do poczytania entuzjastycznego eseju pt. „Esse” Macieja M. Szczawińskiego w sieciowym newsie Radia Katowice o prowadzonej przez siebie Galerii.

Gliwice

Galeria ZPAP „Po schodach”
Malarstwo Józefa Lewczaka – Mój Lwów dojrzałego artysty z Opola wywołało lwowską falę sentymentalizmu, mimo, że obrazy bardzo konsekwentnie ilustrują pocztówkowo jedynie miasto.
Trudno coś napisać o tej wystawie, szczególnie, że jestem po pamiętnej dyskusji plenerowej z Józkiem na temat Szczepcia i Tońcia, gdzie ośmieliłam się nie najlepiej wypowiedzieć przecież o idolach powojennych repatriantów. Taki sam łomot pewnie spuściliby mi Ślązacy, gdybym coś złego powiedziała o ich Karliku z Kocyndra, czyli o Stanisławie Ligoniu.
Z entuzjazmu, jakim spotkała się ta wystawa wynika, że malarstwo ma o wiele większa moc, niż można by przypuszczać.

Galeria Restauracji „Trzy światy”
“Miejsca i chwile” Ludmiły Małgorzaty Sobolewskiej to pokaz obrazów połączonych z recytacją wierszy artystki, laureatki kilku konkursów poetyckich.
Ukończyła studia uniwersyteckie i od lat maluje i wystawia. Chłodna gama szarości, przetykana najczęściej jaskrawymi plamami ostrego koloru dominanty, służy najczęściej do rejestracji stanów ducha i jakby te wszystkie elementy pejzażu, zazwyczaj miejskiego, ilustrowały jedynie literackie dopowiedzenie.
Rozległe aluzje do elementów kultury minionej, niejednokrotnie jednoznaczne symbole przypominają surrealistyczną twórczość Giorgio de Chirico, a raczej jego brata Andrea Savinio, bardziej pisarza, niż malarza.
Z literacką twórczością artystki – ja zwróciłam uwagę na surrealistyczne mini opowiadania – można się zapoznać na stronie: NAUCZYCIELSKI KLUB LITERACKI

Ewa Bieńczycka

Zaszufladkowano do kategorii 2008, Przegląd galerii śląskich | Jeden komentarz

Przegląd galerii śląskich lipiec-sierpień 2008

Katowice

Muzeum Śląskie
Warto wpadać do wysmakowanej galerii obrazów epoki przedindustrialnej do Galerii Malarstwa Polskiego 1800 -1939 i wdychać modernistyczne wartości, za każdym razem zobaczy się coś innego. Mimo, że ekspozycja stała, jak anonsuje biuletyn muzealny, to jednak są ciągle miłe niespodzianki. Zostało wyciągnięte z piwnic i powieszone dzieło symboliczne Vlastimila Hofmana „Na nowy żywot”. Na wymianę i wypożyczenie z Muzeum Narodowego w warszawie śląski widz dostał piękny portret Tadeusza Pruszkowskiego „Melancholia” oraz Ludomira Sleńdzińskiego „Autoportret”, malowany na przestrzennej drewnianej desce. Wypożyczony został też wstrząsający obraz Zygmunta Menkesa  „Ecce homo”.

2 x Wyczółkowski. To wystawa głównie Leszka Wyczółkowskiego, absolwenta warszawskiej ASP, emigranta lat siedemdziesiątych do Kanady. Jego stryjeczny pradziadek Leon Wyczółkowski reprezentowany jest zaledwie jedną niesłychanie piękną akwarelą i dwoma obrazami olejnymi, oraz kilkoma małymi litografiami i pastelem. Mimo tak szczupłego pokazu swojego kunsztu, w księdze odwiedzin czytam wpisy, że zwiedzający wolą stare niż nowe, mimo, że grafik Leszka Wyczółkowskiego jest bardzo dużo, zajmują resztę obszernych trzech pomieszczeń.
Leszek Wyczółkowski bardzo dobrze charakteryzuje swoją twórczość w powieszonym przed wystawą na ścianie krótkim credo. A więc widz ma tak samo współtworzyć dzieło: fifty-fifty. Przy tak sprawiedliwym podziale nic dziwnego, że leniwy widz nie widzi w podpisanych grafikach złożonych najczęściej z modułu kwadratu podsuwanej przez autora takich emocji, jakie zawiera w tytułach: „Korespondencja”, „Wysiłek”, „Ściśle tajne”, „Awans”, „Niespodzianka”, „Finalista”. Wykonane w szlachetnej technice akwatinty i akwaforty perfekcyjnie zakomponowane, metaforyczne i symboliczne powinowactwa z abstrakcją geometryczną ilustrują konsekwentny i dosadny język wizualny artysty.

Atlas bezdroży – to twórczość malarska Jana Bresińskiego. Artysta pochodzi z Bytomia, ukończył katowicką grafikę. Emigrował do Niemiec w latach osiemdziesiątych.
Zgodnie z tytułem wystawy – ekspozycja ma wyraz apokaliptyczny, językiem abstrakcji i jej bardzo ekspresyjnego koloru pokazuje niepokój wielkich aglomeracji widzianych z lotu ptaka bądź w ich rozkładzie, bądź w metamorfozie kataklizmów i katastrof. Użycie pleksi, deski, grubych impastów, reliefów i wydrapań jeszcze bardziej rzecz dramatyzuje, czyniąc ją jednak wyjątkowo szlachetną, piękną, estetyczną i fascynującą.

Pejzaż z morałem to kilkanaście obrazów Krzysztofa Websa, artysty pokolenia średniego, gliwiczanina, opowiadającego na swych niebywale przeludnionych płótnach anegdoty z życia proletariackich podwórek Górnego Śląska. Wielorakość tematyki w różnorodnych cyklach to przede wszystkim chagallowski wątek codziennego życia familoków w odwiecznym nienaruszeniu. Mimo staroświeckości scenek, ten, kto mieszka na osiedlu obok starej zabudowy od razu zrozumie klimat i intencje artystycznej wizji Krzysztofa Websa.

Retrospektywna wystawa malarstwa i grafiki Jerzego Kołacza, to ogromne płótna mieszkającego w Kanadzie absolwenta warszawskiej ASP, grafika i malarza średniego pokolenia. Bliskie w estetyce niedawno zmarłego Jeana-Michela Folona, grafiki oraz ogromne obrazy olejne w konwencji gorącej abstrakcji stanowią bardzo obszerny materiał na zastanowienie się nad twórczością tego artysty. W poszukiwaniu do niej klucza przeczytałam długi wywiad z artystą w internetowym wydaniu Akcentu i ze słów autora wnioskuję, że jest za awangardą, ale nie tą fałszywą. Wierzy w sztukę, jako w ewolucję, a nie w rewolucję. Sądząc po tak dużym dorobku artysta nie ustaje w poszukiwaniach.

„Life znaczy życie”. 50 lat z fotografią Józefa Ligęzy. To bardzo dużo fotogramów, ponad sto dużych, wywołanych konwencjonalnie, naświetlonych na błonie fotograficznej budowanych według wszelkich zasad  kompozycji i praw rządzących fotografią czarno-białą. Wchodząc na wystawę odczuwa się od razu ducha tych lat, w których powstały. Artysta, czy upamiętnia sąsiada, powstańca śląskiego w biednym familoku, czy obyczajowe scenki na ławce fotografowane poklatkowo ze swego okna, zawsze jest rozpoznawalny. Aparat podlega ręce artysty i mimo swojego mechanicznego narzędzia, utrwala subiektywnie czasy mojej młodości, które zachowałam w pamięci zupełnie inaczej. Tytuł wystawy, afirmujący radość przebywania na świecie, estetyzuje go tak bardzo, że chciałoby się tylko powiedzieć, że przedstawiony świat jest jeszcze raz stworzony przez Józefa Ligęzę, by go móc polubić.

Katowice BWA
„Wszystkie kolory są dozwolone pod warunkiem, że nie przeszkadzają w handlu” jest wystawą, którą po wakacjach powinni zobaczyć wszyscy, którzy oddali najpiękniejsze miesiące roku pomocy swoim najbliższym, opiece nad rodzicami czy dziećmi, słowem, nigdzie nie byli i brakuje im energii i koloru.
W sieci wystawa jest zauważona i aprobowana, by się tu nie powielać polecam świetną recenzję z „artPapieru”, również anonsuje ją związkowy „artluk”.  Ja po przyjściu do domu poszukałam sobie jeszcze wszystkich biorących w niej udział artystów i na ich stronach domowych zobaczyłam kolejne, rozbudowane dzieła w duchu prezentowanej zbiorowej wystawy w BWA. Po przeczytaniu kilku esejów w katalogu można już śmiało przystąpić do zalecanej tytułem czystej konsumpcji koloru, pomijając właśnie kwestię handlową, lub bardziej dosadnie – pragmatyczną. Tu jest jak w poezji – artysta pobiera z otoczenia przedmioty, które pokazuje nam inaczej i jakkolwiek zinterpretujemy tu ready-made Marcela Duchampa, musimy wziąć poprawkę na upływ czasu, pół wieku niesłychanego rozwoju technologicznego wytwarzania przedmiotów przemysłowych, możliwość łatwego ich multyplikowania, które przy odrobinie nawet dobrej woli ze strony widza, odrywają się nie tylko od pierwotnej funkcji, do jakiej zostały powołane, ale organizują sie od razu w odrębną, nową plastyczną jakość. Dzięki zestawom, jak w muzyce dźwięków, artyści zdumiewająco wprowadzają perfekcyjną harmonię w kakofonię barw, stąd może wystawa złożona z gumek do mazania, myjek do naczyń, słomek do napojów, koszów na śmieci, klamerek do bielizny, segregatorów, jest zupełnie inną w odbiorze podróżą niż męcząca wędrówka po hipermarkecie.

W wystawie udział biorą: Jean-Pierre Bredo (Belgia), Claude Briand-Picard (Francja), Jacob Dahlgren (Szwecja), Tina Haase (Niemcy), Carole Louis (Belgia), Antoine Perrot (Francja), Trevor Richards (Australia), Benjamin Sabatie (Francja), Roman Signer (Szwajcaria), Anu Tuominen (Finlandia), Beat Zoderer (Szwajcaria).

Rondo Sztuki
Magia Grafiki Japońskiej jest wystawą również bardzo energetyzującą, Jeśli ktoś z nas w czasie wakacji nie miał możliwości tworzyć, zobaczenie oryginalnych grafik artystów japońskich z pewnością uzupełniłaby te niepowetowane braki w ubytkach naszej wrażliwości.

Z 64 autorów 123 prac dziewięciu to laureaci Międzynarodowego Triennale Grafiki w Krakowie (Toshihiro Hamano!), a raczej Biennale. Starsi koledzy i koleżanki pamiętają jak w latach siedemdziesiątych zachwycaliśmy się przede wszystkim japońskim sitodrukiem, tak dla nas trudnym w uprawianiu ze względu na brak materiałów. Teraz można zobaczyć najwyborniejsze przykłady tej techniki, oraz wszystkie niemal klasyczne metody powielania. Cokolwiek na ten temat powie w zachwycie Andrzej Wajda, który podjął nad wystawą honorowy patronat, widza z ulicy od razu uderzy egzotyczna inność, wyrafinowanie estetyczne nie mające równych w żadnej chyba plastycznej wspólnocie narodowej. Jest jakiś wspólny duch we wszystkich pracach, czy to będą tematyczne odwołania samurajskie,, czy czysto współczesne migawki ulic metropolii i dzisiejszych ludzi i przedmiotów, metafizyczne abstrakcie, uderzenia kolorem z szlachetnego złota, czy fosforyzujących barwników, zawsze odczuje sie dostojeństwo orientu z jego rasowością, dostojeństwem i ascezą.

Druga wystawa w Rondzie, to “Śląska Rzecz”. Laureaci konkursu mającego na celu pokazanie sukcesów regionalnej przedsiębiorczości prezentują wszystko, co najlepsze wydarzyło się nam w roku ubiegłym w rozwijaniu talentów, wykorzystywaniu wykształcenia i ocalaniu inwencji polskich projektantów.  Ponieważ pokazane projekty są przede wszystkim funkcjonalne i wszechstronnie sprawdzone pod względem zasadności ich powstania, ograniczę się tylko do wymienienia laureatów:

Kolekcja ultralekkich wyrobów puchowych – Pracownia Sprzętu Alpinistycznego Małachowski; Kiosk multimedialny Infobox IB 190W- Paweł Balcerzak, Bartosz Dobrowolski, Wawrzyniec Skoczylas, Maciej Sobczak, Michał Stefanowski; Plakat i książka Yane Calovsky, Hristina Ivanoska Oskar Hansen’s Museum of Modern Contemporary Art- Ariane Spanier; System oznakowania wizualnego Międzynarodowego Portu Lotniczego Katowice w Pyrzowicach- Andrzej Sobaś; Dywan „Folk”- Artur Puszkarewicz, Anna Kotowicz; Fotel i stół ogrodowy A01- Przemysław Mitręga, Marcin Błędowski; Automatyczny kocioł retortowy R-Eco Automat MCI, Robert Kopoczek, Janusz Kasza; Zestaw Ametyst – Małgorzata Pękala; Fotel „Only”, Joachim Lesiak; Abażur Alien- Sonia Słaboń; Urządzenie do masażu rehabilitacyjnego UMR- Jerzy Wójcik; Publikacja Archivoom/ Archiboom- Anna Pohl; Interaktywna trójwymiarowa prezentacja multimedialna Sharp Aquos- Rafał Kasza, Piotr Łukasik, Dariusz Malec; Opakowania Dobra kaloria- Maciej Konopka; System identyfikacji wizualnej firmy Login, Piotr Jakoweńko, System identyfikacji wizualnej 2 Business Consulting Group- Mirosław Garbas; Logo galerii Rondo Sztuki- Monika Kłak.

Galeria Altus. W korytarzu katowickiego wieżowca Magdalena Nowacka, członkini naszego Związku prezentuje swoje Malarstwo i grafikę. Ponieważ już pisałam o pracach naszej koleżanki przy okazji Jej wystawy w Związkowej Galerii, sygnalizuję tylko jej katowicki pokaz dla kronikarskiej dokumentacji.

Gliwice

Galeria ZPAP Po schodach
W lipcu można było zobaczyć w naszej związkowej galerii twórczość projektową architekta, Natalii Bąby-Ciosek, pracownika naukowego Wyższej Szkoły Technicznej w Katowicach. Ważne dla naszych obyczajowych przemian, a także wszelkich zmian technologicznych w naszym najbliższym otoczeniu artystka pokazała niekonwencjonalne rozwiązania artystyczne wszelkich problemów dzisiejszej Architektury wnętrz.

Jak widać, lato zdominowali projektanci.
Czesław Fiołek, działacz związkowy, nasz wiceprezes, absolwent wrocławskich Form Przemysłowych w Państwowej Szkole Sztuk Plastycznych, mój młodszy kolega uczelniany, pokazał imponujący dorobek twórczy na retrospektywnej wystawie 30 lat swojej artystycznej działalności. Można jubilatowi tylko pogratulować cierpliwości i talentu w uprawianiu tak niewdzięcznego zawodu jaki przypadł w udziale absolwentom tego kierunku w latach siedemdziesiątych, kiedy jak wiadomo, gospodarka padającego ustroju komunistycznego nie miała litości dla utalentowanych projektantów. Dzisiejsze czasy i dzisiejsze problemy w tym trudnym, bezwzględnie przecież weryfikowanym przez rynek konsumenta fachu, Czesław Fiołek kontynuuje go w swojej pracy pedagogicznej na terenie dwóch wyższych uczelni. W związku z jubileuszem wszyscy składamy jubilatowi dalszych sukcesów.
W lecie galeria gościła dwóch artystów opolskich.

Bogdan Madziewicz, artysta średniego pokolenia jest studentem malarstwa wrocławskiej ASP. Pokazał kilkanaście płócien gorącego malarstwa o dużym wpływie abstrakcji ekspresjonistycznej. Wypowiedz malarza opiera się głównie na bardzo zdecydowanych ingerencjach w płaszczyznę obrazu, zestawień szokujących formą natomiast operując barwami kontrastowymi, przeciwległymi kontrastami z koła barw, uzyskuje paradoksalnie malarską harmonię i efekt estetyczny.

Natomiast równolegle pokazujący swoje rzeźbiarskie prace Jarosław Michał Chyc charakteryzuje się już bardziej subtelnym repertuarem środków, chcąc jakby z natury ciężki metal ueterycznić, co, jak czytam w wypowiedzi autora na stronie domowej, łączy się też z transformacją uczuć na wytwarzane obiekty:

„Prace te przedstawiały moje wyobrażenie walki Dobra ze Złem, Miłość i Prawdę, Ból i Fałsz.
Studiowanie natury człowieka, moje obserwacje i doświadczenia zrodziły kolekcję Aniołów Walecznych oraz Aniołów Upadłych”.

Dużo więc wizerunków bytów subtelnych, dużo dróg i pracy nad materiałem, by ażur połączyć z ciężarem materii, a skrót mentalny tworzył nowe jakości nie tylko w przesyconym intencją artyście, ale i w widzu.

Ewa Bieńczycka

Zaszufladkowano do kategorii 2008, Przegląd galerii śląskich | Dodaj komentarz

Przegląd galerii śląskich czerwiec 2008

Katowice

Café & Gallery O’joj pokazuje kilkanaście obrazów olejnych w dziesiątą rocznicę śmierci Mariana Wodzisławskiego (ur. 1934) Warto przyjrzeć się niezwykłej sprawności warsztatowej malarza naszego regionu w wyborze niewielkich pejzaży, w realistycznej technice, z zachowaniem harmonii kompozycji, w selekcji widzianych elementów, co w konsekwencji daje widzowi spokój i odprężenie.
Malarz nawiązuje zarówno do tradycji kolorystów jak i jeszcze wcześniej, do malarzy modernistów, gdy malarska dekonstrukcja malarstwem nie wstrząsnęła.

W Galerii “Na żywo” rzeźbiarz średniego pokolenia Remigiusz Dulko prezentuje kilkanaście brązów tematycznie bardzo osobistych, w pełni pozwalających na artystyczną ekspresję i wypowiedź niezwiązaną z narzuconym tematem.
Pamiętam artystę z nagrodzonego w 2002 roku “Pocałunku” (Grand Prix konkursu na “Pracę roku” katowickiego ZPAP). Był to symboliczny wyraz artysty na niedawną tragedię WTC w Nowym Jorku. Rozpoznawalny ażur, Dulko stosuje do dzisiaj. Zestaw prac, złożonych najczęściej z multiplikowanych części ciała ludzkiego, pokiereszowanego, pociętego, zamienionego niejednokrotnie w owadzie macki, mają silne powiązania ze sferą masochizmu erotycznego. Są kolczaste i rozdarte. Nie darmo w wywiadach artysta przyznaje się do fascynacji Hieronimem Boschem, Francisem Baconem, a z polskich artystów bliscy mu są Władysław Hasior i Jerzy Bereś. Przypominają mi maszyny do pisania ze słynnego filmu „Nagi lunch” na podstawie powieści Williama S. Burroughsa uczłowieczone i egzystencjalnie rozrośnięte.

BWA
Wszystkich czytających moje zapiski zachęcam do odwiedzenia Katowickiego Biura Wystaw Artystycznych 25.06.2008 o godzinie 18.00 będzie okazja zobaczyć światowej sławy artystów pracujących w technice video: WRO 07 In Tour + WRO Flash WRO – Międzynarodowe Biennale Sztuki Mediów w wyborze dyrektora artystycznego Biennale, Piotra Krajewskiego: „przedstawia kierunki rozwoju i zmian w sztuce współczesnej tworzonej za pomocą narzędzi współczesnej komunikacji. Skupia się na wideoarcie, animacji komputerowej, sztuce interaktywnej, art CD-ROM-ach, performansach, net arcie, koncertach i spektaklach multimedialnych oraz artystycznych projektach sieciowych. Obok audiowizualności ukazuje nowe strategie i terytoria cyfrowej komunikacji artystycznej. Stawia pytania o rolę artysty w przenikaniu się kultury wysokiej i popularnej, globalnej i lokalnej, komercyjnej i niezależnej. Akcentuje rolę indywidualnych postaw artystycznych w obliczu globalnych tendencji oraz transformacje eksperymentu artystycznego we współczesnej kulturze. Osią imprezy jest międzynarodowy konkurs prac wykonanych w technikach mediów elektronicznych. Uczestniczą w nim artyści zarówno uznani, jak i debiutujący” (przepisuję dla zachęty). Zobaczymy:

Aki Nakazawa, Negai wo hiku, Japonia / Niemcy (I nagroda), Pascual Sisto,  Years in the Implicate Order, USA  (II nagroda) Stadtmusik, Mauerpark, Austria (wyróżnienie) Jonas Nilsson, Me & Myself, Szwecja, Dawid Marcinkowski, Sufferrosa, Polska, Kurt d’Haeseleer, Fossilization, Belgia , Łukasz Gronowski, Untitled Works, Polska, Tal Amiran, Untitled (Band in a Studio), Wielka Brytania, Istvan Kantor, Revolutionary Song, Kanada , Laurent Vicente, Superarchiskate, Francja  /, Dominik Boberski, Estate, Polska, Jaekyu Byun, Moving Panorama, Japonia, Monsieur Moo, Neon, Francja, Volker Schreiner, Cell, Niemcy.

BWA
Wystawa „Medium… Post… Mortem…”. Post Mortem – (z łac. po śmierci), to wystawa grafiki w cudzysłowiu, z zastosowaniem języka dzisiejszej perswazji plastycznej wszystkich dostępnych nam elektronicznych mediów.
Witają na wstępie sarenki Mirosława Bałki, Winterreise (Bambi, Bambi), 2003 które są tak sugestywne, że anonsują też wystawę na zaproszeniu i plakacie. Ogromny ekran powtarza kicające zwierzątka wokół jeziorka, do którego wsypywano prochy skremowanych ofiar. Sarny podchodzą do otaczającego obóz drutu kolczastego.
Artysta kręcił filmy w czasie zimowych odwiedzin Brzezinki. I taka jest cała wystawa rozpięta pomiędzy naszym infantylnym pobożnym życzeniem widzenia świata, a wciąż przezierającej podskórnie podszewki człowieczego horroru. Takiej też wymowy są trzy ogromne zdjęcia Zbigniewa Libery cyklu Pozytywów (2002-2003) znane fotograficzne przedstawienia wojny i zagłady jako “zło”, cytuję: dla tworzonych przez siebie inscenizowanych wersji “pozytywnych”: żołnierze podpalający cygaro półleżącemu mężczyźnie zamiast zwłok Che Guevary, kolarze w miejsce żołnierzy niszczących szlaban na przejściu granicznym (CYKLIŚCI), uśmiechnięte osoby w pasiakach zamiast więźniów obozów koncentracyjnych (MIESZKAŃCY), zmęczeni biegacze zamiast martwych ciał (PORAŻKA W PRZEŁAJU)..”
Konrad Kuzyszyn, pokazuje wstrząsające zwłoki ludzkie w pracy pt.: Obiekty fotograficzne z cyklu Exi(s)t 1988-1989, fotogramy czarnobiałe odsłaniające ich wnętrze. Również pokazywane już w ubiegłym roku w „Rondzie Sztuki” Grzegorza Klamana monstrualne zbliżenia na barwnych fotografiach kobiecych organów rodnych z okalającymi tę część ciała włoskami odrealnia ją i pozbawia erotyzmu. Stanisław Dróżdż wraca do swoich, z lat siedemdziesiątych, poetyckich przedstawień graficznych w klarownych realizacjach czarnobiałej gry liter.
Prace przestrzenne, rozstawione na podłodze, umieszczone w monitorach i wiszące, wystawili: Jan Berdyszak, Józef Bury, Izabela Gustowska, Grzegorz Klaman, Edyta Wolska, Łukasz Skąpski, Miho Iwata, Dominka Lejman, Piotr Kurka.

Rondo Sztuki, Katowice


Galeria ASP, Katowice
Wystawa końcowo roczna studentów ASP. Wystawy trwają na terenie całych Katowic (Koszarowej, Dąbrówki).
W Rondzie jest wzornictwo traktowane nowocześnie, z udziałem wszystkich najnowszych technik, od filmów video po komputerowe przetwarzanie graficzno przestrzenne. Ale obok XXI technologii króluje w dalszym ciągu ciepły papier i tektura.
W galerii na dole Grafika studentów i pedagogów Katedry Grafiki Warsztatowej Akademii Sztuk Pięknych im. Władysława Strzemińskiego w Łodzi z lat 2003-2008.
Cały miesiąc pokaz klasycznych technik graficznych, bardzo interesujących ze względu na unikalny już trud artystów przygotowujących matryce według starożytnych recept rzemiosła. We wstępie do ekskluzywnego katalogu czytam, że wielogodzinne dyskusje uczelniane nad zasadnością kontynuowania anarchicznego, a zarazem pięknego w efekcie klasycznego warsztatu, jest z wdzierającą się techniką cyfrową pogodzona pół na pół.
Uczelnię i jej 35-letni dorobek reprezentują: Jerzy Leszek Stanecki, Ewa Mielczarek, Andrzej Marian Bartczak, Dariusz Kaca, Andrzej Stall, Krzysztof Wawrzyniak, Wiesław Przyłuski, Krzysztof Wieczorek, Witold Warzywoda, Tomasz Matczak, Adam Smoczyński, Agata Stępień, Joanna Małecka, Grzegorz Chojnacki, Marek Herbik, Sławomir Ćwiek.

Gliwice

Galeria Esta, Gliwice
Body-Building, wystawa Zbigniewa Łagockiego, legendy naszej fotografii, obok Zbigniewa Dłubaka genialnego artysty lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych (portrety Ewy Demarczyk i całej Piwnicy!).
Na wystawie przepiękne kobiece akty w klimacie tamtych czasów, czarno-białe, oświetlone symbolicznie i wieloznacznie. Słynny cykl „Polifonii” po latach jeszcze bardziej działa swoją egzystencjalną wymową.

4 Art. Klub muzyczny Gliwice
Pierwszy Plener Malarski okręgu ZPAP Gliwice – Zabrze Gliwice – “Moje miasto”

Jest to pierwszy plener zorganizowany przez Prezes naszego Związku Annę Zawiszę-Kubicką, która była jednocześnie komisarzem pleneru.
Udział wzięli malarze z naszego regionu pracujący w technikach klasycznych. Ponieważ też byłam jedną z uczestniczek, nie wypada mi pleneru oceniać i chwalić jego wysokiego poziomu prac. Wszystkich, którzy nie zauważyli błądząc po internetowych stronach, zapraszam do oglądania po jednej z prac plenerowiczów na naszej stronie w dziale wystawy na podstronie „Inne” http://www.zpapgliwice.pl/inne_08.html Zwracam uwagę na wielką różnorodność i wielość postaw twórczych, oraz fakt definitywnego sformułowania stylów malarskich, ich świadomego wyboru i konsekwencji w podążaniu wybraną drogą artystycznej wypowiedzi. Kto orientuje się w plastycznej scenie naszego regionu, natychmiast, bez czytania nazwisk, autorów rozpozna.
Jeszcze kilka słów o zdawałoby się anarchicznej w naszych czasach akcji organizowania plenerów miejskich. Przypominam więc o zasadności ich organizowania, o potrzebie dokumentowania gwałtownych przemian w wyglądzie naszych miast w ciągu ostatnich lat, toteż chwalebny jest fakt, że historyczne świadectwo oddaje się w ręce profesjonalnie wykształconych artystów wizualnego rzemiosła.
W plenerze udział wzięli: Marian Bietkowski, Maria Bereźnicka-Przyłęcka, Ewa Bieńczycka, Henryk Bzdok, Helena Golda–Błahut, Mirosław Goliszewski, Halina  Niemiec-Gomółka, Maria Konopacka, Daniel Pietrek. Georgij Safronow, Kazimierz Szołtysek, Anna Śmieszek, Janina Walas, Lidia Wąsat.
Pod koniec przeglądu czerwcowego pragnę zachęcić wszystkich, którzy jadą na plenery, festiwale i liczne imprezy plastyczne o podzielenie się na naszej witrynie swoimi spostrzeżeniami. Ślijcie teksty i fotografie!

Z wakacyjnym pozdrowieniem, Ewa Bieńczycka.

Zaszufladkowano do kategorii 2008, Przegląd galerii śląskich | Dodaj komentarz

Przegląd galerii śląskich maj 2008

Katowice

Muzeum Śląskie

Ekspozycja ponad 170 prac Romana Kochanowskiego (1857-1945) jest wystawą wirtuoza malarstwa olejnego pt.:. „…nic nad polskie niebo… Roman Kochanowski – malarstwo. Nastroje krajobrazu ojczystego …między Wisłą a Izarą…” przywieziono z Radomia z Muzeum Rafała Malczewskiego. Bardzo cieszy to nasze regionalne powtórzenie, gdyż wystaw monograficznych nigdy dosyć i zawsze ogromny trud muzealników jest efektowny i efektywny w wypadku wystaw pokazujących cały dostępny dorobek artysty. Zebranie rozsianych po całym świecie obrazów, szczególnie od prywatnych właścicieli, daje dopiero efekty spojrzenia na artystę wszechstronnie.
To, powiedziałoby się, anachroniczne malarstwo, cieszy najbardziej każdego malarza, który doceni w realistycznych przedstawieniach skrót, syntezę i sublimację.
Konserwatywny i nieczuły na malarskie przełomy i rewolucje Kochanowski malował w Bawarii przez 60 lat właściwie to samo – pejzażowe motywy z wsi podkrakowskich, które pospiesznie notował w czasie częstych odwiedzin. Jest w tych obrazach rozdarcie i tęsknota. Ogromne, puste przestrzenie w złamanych barwach oliwkowych i perłowych wywołują u widza niesamowity, romantyczny stan uczuciowy.
Dziewiętnastowieczni malarze polscy dzielili się na tych kształconych w Petersburgu i tych w Monachium. I u Kochanowskiego jest wyraźny syndrom monachijski, jak u Gierymskich, jak u Czachórskiego. Ale ogromny talent artystów emigrantów szlifowany konkurencją i walką o pozycję na rynku sztuki rozkwitał indywidualnie. Kochanowski jest czułym rejestratorem polskiego pejzażu bez wpadania w powielanie, schematyzm, gdzie innowacją są zagadnienia malarskie, rozwiązywane twórczo, z całą powagą malarskiego rzemiosła wydzielają równocześnie nostalgiczny klimat egzystencjalny.

GCK

W galerii Engram Jan Kucz: „Utwory na igłę, nitkę i naparstek”.
Wprawdzie to mała sala oddana edukacji, gdzie się pokazuje wybiórczo reprezentatywne dokonania pedagogów i studentów, to jednak pomieściła rzeźbiarza monumentalnego.
Profesor warszawskiej ASP starszego pokolenia pokazuje zaledwie kilka rzeźb wykonanych z jutowego płótna, bardzo sugestywnych i przypominających kukły z dramatów Becketta. Człowiek w rozdarciu, w rozbebeszeniu, człowiek, jako ochłap przemielonego przez życie mięsa, a mięsem rzeźbiarskim jest materiał. Człowiek rozpruty i pozszywany.
Nieuważnym zwracam uwagę na uszyty sprawnie przez artystę członek męski, czego w innych pracach nie mógł wykonać, gdyż są to zlecenia publiczne. Dowodem jest film o artyście, który można zobaczyć w galerii na ścianie oświetlający Profesora inaczej i przybliżający jego twórczość. Oglądana gawęda Profesora lepiącego ogromny posąg Jana Pawła II, nie jest tak absorbująca jak przegląd jego wszystkich monumentalnych pomników (wspaniały Jan Kochanowski).
Pomniki jak architektura, nie są nam dawane z wyboru, musimy chcąc nie chcąc z nimi obcować, toteż wielka ostrożność w powierzaniu tego zadania artystom najwyższej próby jest konieczna.

GCK

Galeria Sektor 1
Obchodów dziesięciolecia galerii ciąg dalszy.
Chciałam napisać o wszystkich trzech edycjach razem. Ale w majowym pokazie były rzeczy bardzo ważne, więc teraz o nich napomknę.
Sektor X w drugiej części pokazał „Spastykowanie”, właściwie jest to ilustracja problemu filmu „Idioci” Larsa von Triera, zresztą mojego ulubionego obrazu tego reżysera.
Gdy kwietniowa wystawa mówiła o hochsztaplerce w sztuce, tutaj mamy pytanie o granice szaleństwa artysty. Jest to właściwie powtórzenie niedawnej wystawy w Bunkrze Sztuki w Krakowie, gdzie badano stan choroby artysty, a wszystko sprowadzono właściwie do psychiatrii.
Temat ogromny, pokazany z racji szczupłości miejsca wyrywkowo. Warto tu udokumentować pokazany film Pawła Althamera „Kardynał” zrealizowany jeszcze na studiach w 1991 roku przeciwko katolickiemu fundamentalizmowi. Nagi autor w wannie pali marihuanę i słucha chorału gregoriańskiego.
Grzegorz Sztwiertnia (syn krakowskich lekarzy) nawiązuje do dzieła Michela Foucault pracą „Historia szaleństwa” (artysta zilustrował już “Historię oka” Georgesa Bataille’a i „Przyjemność tekstu” Rolanda Barthesa), a w drugiej pracy – medycznej – zatytułowanej „Praktyka widzenia” bada problem wzroku. Wszystko chłodno, poważnie, z dystansem, nigdy autobiograficznie. Ironicznie, przewrotnie, absurdalnie, ale i dosłownie.
Również śmieszne i paradoksalne są akcje uliczne („Czy artyście wszystko wolno” 2002) członków Grupy Azorro pełne anarchicznej beztroski.
Nieżyjący już Krzysztof Niemczyk (1938-1994) – syn wirtuoza skrzypiec Wacława, bratanek zmarłego aktora Leona Niemczyka, krakowski pisarz, malarz, performer, a jak donoszą inne źródła, jedyny polski akcjonista, jest autorem pracy „Sytuacje”.
Przyjaciel, a potem śmiertelny wróg Tadeusza Kantora (z wzajemnością), postać tragiczna, barwna, płacący najwyższą cenę za bezkompromisowość, anarchię i absolutną wolność społeczną w latach 60 i 70 ubiegłego wieku.
Niemiecki artysta Dietmar Schmale pracą „Suitcases to rent (you can open)” wprowadził do galerii niepokój pudłami i walizkami pełnymi noży, widelców, narzędziami tortur. Przedmioty, które mogą nam służyć, ale które też mogą nam w każdej chwili przynieść cierpienie i śmierć, to symbol człowieczego moralnego dualizmu.
Również niepokoją prace Attila Csörgo „Möbius space” węgierskiego artysty (rocznik 1965) absolwenta amsterdamskiej akademii sztuk pięknych, reprezentanta węgierskiego pawilonu na Biennale w Wenecji (1999), konstruktora absurdalnych maszyn i obliczeń (nonsens z Platona) do przywracania równowagi między artystą a kosmosem.

GCK

Galeria Pusta
Rok pięćdziesiąty trzeci (mój rówieśnik!)
Fotografie Marka Gardulskiego: „365 Autoportretów Gardulskiego” są kontynuacją światowej sławy poszukiwań Romana Opałki. Wystawa w małej galerii jest wyrywkowa, gdyż podjęte laboratoryjne badanie niuansów twarzy własnej, jest jak wiadomo zadaniem bez dna i końca, a przerobiony już proces codziennego się fotografowania wpędza artystę w pułapkę psychicznie nie do zniesienia.
Natomiast fizjonomia artysty jest ładnie oświetlona i jest dobrym materiałem studyjnym dla zakochanych. Oczywiście w katalogu czytamy cały filozoficzny wywód nad prezentowanym projektem, powodem fizjonomicznych studiów i wagą problemu.
Zachęcam jednak do oglądania innych prac artysty na jego stronie http://www.gardulski.pl/

BWA

„Śląsk activ 3”
To trzecia edycja tej samej programowo spójnej wystawy. Kurator Stanisław Ruksza ma ambicję przekształcenia wspaniałych sal katowickiego Biura Wystaw Artystycznych na laboratorium i wylęgarnię właśnie śląskich artystów, którzy podobno, najaktywniejsi i najbardziej utalentowani stąd uciekają i wystawiają nie u nas. Oczywiście taka inicjatywa jest bardziej chwalebna, mam nadzieję jednak, że te wspaniałe sale będą też użytkowane przez inne opcje i wyznania artystyczne, gdyż już przyzwyczaiłam się, że do dyspozycji eksperymentu i awangardy oddane jest Górnośląskie Centrum Kultury i Bytomska Kronika.
W tym roku kurator zaprosił Ewę Axelrad, Tomasza Bierkowskiego, Łukasza Dziedzica, Łukasza Jastrubczaka, Szymona Kobylarza, Bartosza Kozieła, Pawła Kulczyńskiego, Marlenę Pardel, Joannę Rzepkę-Dziedzic, Bartłomieja Stypka, Andrzeja Tobisa, Joannę Wowrzeczkę.
Niestety, nie jestem w stanie opisać tutaj wszystkich działań młodych artystów, z pewnością zrobi to drobiazgowo internetowa witryna „Obiegu”. Wystawa przygotowana jest staranie z nieodzowną mapką, wskazującą miejsca pokazów wideo, filmów i instalacji.
Próbowałam na wystawie leczyć się instalacją „Obrazy leczą”, zestawem 10 obrazów, które, jak czytam w instrukcji obsługi, leczą po wpatrywaniu się przez określony czas, od kilku minut do kilkudziesięciu godzin. Obrazy leczą wady wzroku, bezpłodność, lęk wysokości, reumatyzm, klaustrofobię, agorafobię, bezsenność, zapalenie ucha środkowego, dysfunkcję społeczną, odmrożenia.
Ponieważ cierpię na wszystkie wymienione choroby, jestem ewidentnym przykładem bezsilności artysty wobec żywej materii.
Ale trzeba pogratulować śląskim artystom poczucia humoru, który, jak sięgam pamięcią, nie był w naszym regionie obecny.

Galeria Na Żywo.
Obrazy Kingi Waluszewskiej–Maciuszkiewicz. Niestety, wystawy nie widziałam, ale odsyłam czytelników moich kronikarskich zapisków do internetowej recenzji Macieja Szczawińskiego na stronie Polskiego Radia Katowice, gdzie wymienia wszystkich artystów podejmujących tak jak prezentowana malarka, symboliczną wieloznaczność tematyki manekinów. Dodałabym przy okazji, symboliczne i surrealistyczne „Lalki” Hansa Bellmera – katowiczanina światowej sławy, który dzięki inicjatywie Andrzeja Urbanowicza ma w naszym regionie stałe miejsce.

Gliwice

Andrzej Urbanowicz obchodził siedemdziesiąte urodziny w Galerii „Esta”, gdzie pokazał – cytuję ze strony galerii – obrazy z cyklu “Struktury symboliczne, Ryby oraz dokumenty z działań happeningowych, pokazów misteryjnych, translatorskich oraz wydawniczych”.
Pisałam już tutaj o filozoficzno duchowej drodze w twórczości Andrzeja Urbanowicza, w której należy podziwiać konsekwencję i wierność poszukiwaniom magicznym, gnostycznym, ezoterycznym i synkretycznej mieszance wielu kultur i religii z naciskiem szczególnym na problem witalnej seksualności. Należy podkreślić, że malarz Urbanowicz (dla mnie zawsze będzie najcenniejszy w cyklu „Oceanów” – obrazów z lat siedemdziesiątych) – jest bodajże najinteligentniejszym artystą śląskiego środowiska. Niniejszym składam artyście Urodzinowe Życzenia.

Galeria ZPAP „po schodach” pokazała twórczość pracownika dydaktycznego Politechniki Śląskiej Wydziału Architektury, Natalii Bąby-Ciosek. Artystka prezentowała prace tematycznie związane z procesem nauczania katedry architektury wnętrz. Niestety wystawy nie widziałam, ale cenne są inicjatywy naszej związkowej galerii pokazywania wszechstronnego aspektu przemian estetycznych ostatnich lat, gdy nowe technologie i zdobycze cywilizacyjne zmieniają nasze codzienne przyzwyczajenia.

W maju nasz Związek zorganizował pierwszy plener malarski „moje miasto”, o którym szerzej napiszę w odcinku czerwcowym.

Ewa Bieńczycka

Zaszufladkowano do kategorii 2008, Przegląd galerii śląskich | Dodaj komentarz

Przegląd galerii śląskich kwiecień 2008

Gliwice

Artystyczny kwiecień zdominowały w Polsce obchody 3-ej rocznicy śmierci Jana Pawła II. W Gliwicach kolejna wystawa BLIŻEJ SACRUM poświęcona Ojcu Świętemu, który wywarł wielki wpływ na polskie środowiska artystyczne.
Tegoroczna wystawa jest też połączeniem warszawskich wystaw, organizowanych przez Zarząd Główny ZPAP pod patronatem władz kościoła, toteż zgromadziła najznakomitszych artystów z całej Polski wypowiadających się między innymi w tematyce sztuki sakralnej.
W Centrum Edukacji Jana Pawła II można było zobaczyć obrazy Stanisława Rodzińskiego, Krzysztofa Markowskiego i rzeźby Krzysztofa Nitscha.
Z Okręgu Katowickiego ZPAP w wystawie wzięli udział: Teresa Bryning – Kalinowska (rysunek), Katarzyna Gawrych – Olender (druk cyfrowy), Olga Pałka (grafika), Zygmunt Brachmański (rzeźba), Mariusz Pałka (grafika), Damian Pietrek (malarstwo), Adam Pociecha (grafika), Jacek Sarapata (rzeźba), Michał Siara (grafika).
Okręg Opolski ZPAP reprezentowali: Teresa Biernacka (malarstwo), Katarzyna Nossek (malarstwo), Wit Pichurski (rzeźba), Bolesław Polnar (malarstwo), Bartosz Posadzki (malarstwo), Bartłomiej Trzos (malarstwo).

Z naszego Okręgu Gliwicko – Zabrzańskiego ZPAP prace pokazali: Anna Kowalczyk-Klus (rysunek piórkiem), Witold Berus (grafika), Czesław Fiołek (rysunek), Jacek Joostberens (druk cyfrowy), Jan Lessaer (gwasz), Georgij Safronow (malarstwo), Stanisław Słodowy (rzeźba), Adam Styrylski (malarstwo), Kazimierz Szołtysek (grafika).
Jako uczciwy kronikarz życia artystycznego Górnego Śląska, przy okazji tak wysoko stawianej sobie moralnej poprzeczki wobec zmierzenia się z autorytetem Jana Pawła II z przykrością stwierdzam, że ta prestiżowa wystawa była zorganizowana bez powiadomienia pozostałych członków naszej związkowej wspólnoty. Organizatorzy wystawy nie tylko nie dali szansy naszym koleżankom i kolegom zaproponowania swoich prac do ewentualnego udziału w tak prestiżowym przedsięwzięciu na skalę ogólnopolską, ale także mimowolnie zaprzeczyli nieprawdziwym słowom kuratorów, jakoby wystawa uznana została za kolejne wydarzenie artystyczne i razem z całością obchodów 60-lecia ZPAP w Gliwicach przyczyniła się do konsolidacji środowiska profesjonalnych plastyków poświęconej pamięci Ojca Świętego Jana Pawła II.

Niestety nie. Działanie moich kolegów oceniam jako głęboko nieetyczne, sygnalizujące powrót do starych woluntarystycznych czasów.
galeria Na2p

Grzegorz Hańderek – grafika
Przyznam się, że na wystawie nie byłam, ale pragnę polecić tę ambitną galerię w zabytkowym centrum Gliwic, w klimacie kamienicy przy ulicy Białej Bramy, zagospodarowanej pod kątem warsztatów plastycznych i wszelkich działań współczesnego artysty. Oglądając bogatą internetową dokumentację twórczości Grzegorza Hańderka, artysty młodego pokolenia zastanawia zdecydowane operowanie archetypicznymi symbolami mającymi niezwykły ciężar, operującymi syntezą scalających znaczeń, w równie ciężkich, wysublimowanych barwach. Ten świat mentalnego abstraktu budzi, jak donoszą liczni recenzenci u widza skojarzenia roślinne i archeologiczne.

Galeria Restauracji „Trzy Światy”
Pokazy naszego Związku związanego już długo z gościnną salą restauracyjną „Trzech Światów” na gliwickim Trynku zazwyczaj dotyczą malarstwa. I tak jest w wypadku wystawy Mirosława Goliszewskiego, absolwenta krakowskiej ASP, malarza konsekwentnie malującego w klasycznej technice.
To już druga wystawa artysty w tym miejscu. Artysty średniego pokolenia, będącego na etapie twórczości dojrzałej, swobodnie już poruszającego się w opanowanej warsztatowo trudnej technice malarstwa olejnego.
Prace pokazane na wystawie są dekoracyjne, przedstawiają proste motywy kwiatowe w konwencji realistycznej, wręcz banalnej, co przy nenufarach Moneta czy irysach van Gogha brzmi jak ich pastisz czy wręcz niedościgłe naśladownictwo. Jednak tak nie jest.
Ogromne, witalne płótna Goliszewskiego mówią też, że malarstwo poszło za daleko.
Że przeintelektualizowane, przesycone symbolizmem i pozamalarskimi intencjami wielorakości sztuki, nie zawsze – choć ma do tego prawo – takie być musi. Może być wypowiedzią afirmującą życie, oddechem, przystankiem w bezustannym bombardowaniu nas sprawami tego świata, wobec których i tak niejednokrotnie jesteśmy bezradni.

Katowice

BWA
Klaus Staeck „Bez zlecenia w służbie sztuki i polityki”
Kto jest wyjałowiony po zimie brakiem światła i witamin powinien poprzebywać trochę w ogromnych salach katowickiego Biura Wystaw Artystycznych, by napełnić się energią i słusznym gniewem.
Już na wstępie płaszczyzna czerwieni ciągnąca się na frontalnej ścianie z wypisanym czarną, zdecydowaną czcionką nazwiskiem autora prezentowanych prac zapowiada, że widzowi nie będzie łatwo odebrać tak wielką porcję informacji i buntu.
Klausowi Staeckowi nie można przypisać letniości. Nie ukończył żadnej wyższej uczelni artystycznej, jest z zawodu prawnikiem, a jednak uważa, że właśnie on jest powołany do pełnienia dzisiaj roli artysty i odwiecznie z tym związanej roli non konformisty.  Siedemdziesięcioletni Klaus Staeck jest w pełni uznany społecznie, jest prezydentem berlińskiej Akademii Sztuk Pięknych, jest wieloletnim reprezentantem Niemców w kolejnych edycjach „Documenta” w Kassel. Jest od czterdziestu lat wyznawcą tych samych poglądów politycznych, członkiem tej samej partii – Socjaldemokratycznej Partii Niemiec.
W Katowicach zobaczyć można legendarne fotografie ze słynnej książki fotograficznej „Pornografie” z 1971.
Ponieważ Klaus Staeck tworzy tylko na komputerze kompilując i postmodernistycznie łącząc wszystko ze wszystkim, uzyskuje dzięki temu maksimum ekspresji. Pożywne treści ideologiczne działają fabularnie, wystawa zadziwia niesłychaną inteligencją zestawień, perswazją, dowcipem politycznym, dystansem i twórczą wolnością. Trudne – w najlepszym sensie – zagadki treściowe, wymagające wczytania się, zastanowienia, powracają do najlepszych lat politycznego plakatu i świata ekspresjonizmu niemieckiego.
Intrygujące są inne środki wyrazu równoprawnie funkcjonujące obecnie w języku wizualnym: video i instalacje. Szczególnie te ostatnie, podejmujące problem konsumpcji, emigracji, nędzy, złożone z symbolicznych przedmiotów: walizek, drewnianego tortu, kamieni w talerzach.

Górnośląskie Centrum Kultury
W połowie kwietnia z okazji 10-lecia Galerii Sektor I rozpoczyna się cykl działań plastycznych, o których napiszę w odcinku majowym. Debata zapoczątkowała trzy kolejne etapy projektu nawiązując do letniego cyklu projekt „Mechaniczna Pomarańcza”, zaistniałego w lecie ubiegłego roku. Głównie z potrzeby zniwelowania letniej stagnacji percepcji artystycznej Górnego Śląska działaniami gości z całej Polski i nie tylko, nazwisk najsławniejszych i wyśmienitych twórców dzisiejszej awangardy.
Ta wystawa próbuje zmierzyć się z słynnym demaskatorskim oskarżeniem Jeana Baudrillarda ujętym w wydanym u nas zbiorze esejów „Spisek sztuki”.
Czy rzeczywiście, machina kuratorów, wystawienników, korporacji i wszystkich, którzy żerują na grantach, dotacjach, działaniach artystycznych, są hochsztaplerami, wyalienowanymi już ze sztuki bezwzględnymi społecznymi hienami, żerującymi na niewiedzy społeczeństwa, które i tak z tych wszystkich wystaw nic nie rozumie?
Projekt Sektor X jest między innymi o tym. Ale, żeby docenić siłę perswazji artystów, wolałabym zobaczyć całość, która zakłada trzy etapy pokazów w miesięcznych odstępach.
część I Spisek Sztuki? Anetta Mona Chisa i Lucia Tkačova (Słowacja), Szymon Kobylarz, Kamil Kuskowski, Hubert Czerepok, Arti Grabowski, Leszek Lewandowski, Laura Pawela

DIALOG Z CYFROWYM CIENIEM 2

Galeria na najniższym poziomie Centrum oddana jest pracownikom naukowym i studentom ASP. Tym razem bardzo wartościowy pokaz stawiający trudne pytania nad obszarem znaczeniowym digitalizacji w procesie twórczym, najczęściej opartym na archiwizacji wizualnych obiektów, która coraz bezwzględniej zastępuje klasyczne techniki graficzne..
Czym jest Archiwizacja, czym są odbitki cyfrowe, a czym jest matryca dzisiejszego wydruku komputerowego – o tym wszystkim wręcz dydaktycznie można się na wystawie przekonać?  W meandrach intermedialności sztukach wizualnych połapać się niełatwo, życzę więc powodzenia…
Wystawa studentów i pedagogów z pracowni technik cyfrowych i intermediów, Akademii Sztuk Pięknych w Katowicach, kierunku grafika warsztatowa.

Galeria Na żywo prezentuje twórczość Anny Szymanek
Jak zwykle, po wernisażu w prowadzonej przez Macieja Szczawińskiego Galerii w korytarzu katowickiego Radia w internetowej witrynie pojawiła się recenzja, tym razem pióra znanego malarza, Stanisława Mazusia.
Od siebie tylko dodam, gdyż wystawiającą jest koleżanka moja „po uczelni”, czyli absolwentka wrocławskiej Wyższej Szkoły Sztuk Plastycznych, że odnajduję w pracach artystki klimat tych założeń malarskich, jakie obowiązywały na naszej uczelni macierzystej i widzę, że jest im – w najlepszym tego słowa znaczeniu – wierna.
Używając barw oszczędnych, ale niestłumionych, ani zwężonych walorów malarskich artystka wynajduje abstrakcyjne formy, by zamknąć w nich świat doznań. Scala i poszukuje skutecznie, z dobrym rezultatem nowych form syntezy przeżywanego świata.

Galeria CAFE & GALLERY O’JOJ
W galerii prowadzonej przez mojego kolegę licealnego, Jurka Nierychło tak jak ja, wychowanka katowickiego liceum plastycznego, zainaugurowałam mini wystawą (ze względu na niewielką przestrzeń wystawienniczą) cykliczne pokazy rozsianych po całym świecie uczniów sześćdziesięcioletniej już szkoły artystycznej. Warunki wystaw są demokratyczne, może wysłać pliki komputerowe każdy, kto naszą szkołę ukończył bez względu na wykształcenie, aktualny zawód i miejsce zamieszkania. Skrzynką kontaktową jest portal sieciowy naszej klasy, gdzie na internetowych forach rzecz omawiamy i cieszymy się z tych wspomagających nasze artystyczne potrzeby technologicznych wspaniałości. W kwietniu trwa wystawa moja, Ewy Bieńczyckiej, matura 1970. Pokazuję tam cykl wydruków cyfrowych zatytułowany „Akty kobiece i jeden męski”.

Rondo Sztuki, niesprawiedliwie krytykowane przez serię prasowych artykułów za brak widzów tak kosztownego przedsięwzięcia, jakim jest oddane do dyspozycji katowickiej ASP przepiękne sale wystawowe krytej szkłem kopuły przykrywającej katowickie Rondo. Nieprawda. Ludzie chodzą, oglądają i korzystają. Jest ich, odwiedzających o wiele więcej niż w innych miejscach przeznaczonych do odbioru sztuki przecież trudnej, elitarnej i wymagającej intelektualnego przygotowania.
I tak jest w tym miesiącu, przy pokazie studenckiej wystawy aktów.
Figurama, bo tak nazwano międzynarodową prezentację – przegląd rysunku figuratywnego studentów Wyższych Szkół Artystycznych – pozwala przyjrzeć się kondycji rysunku figuralnego dzisiaj. W wystawie uczestniczą twórcy z Polski, Czech, Słowacji, Austrii, Niemiec, Hiszpanii, Japonii oraz USA.
Są i rzeźby w żywicy imitującej marmur, figurki dziewczynek przypominające rzeźby Degasa, ale przede wszystkim wspaniały, klasyczny rysunek.
Można przypuścić, że rośnie pokolenie hodowane na ułatwieniach komputera i fotografii, że manualne wrodzone talenty są już bez znaczenia.
A tu takie zaskoczenie: wielkie płachty pakowego papieru, trzy, czterometrowe, na nich studia wielogodzinne nagich modeli i modelek, najczęściej w wieku dojrzałym i starszym, bo jak pamiętamy te lekcje rysunku na akademii – to właśnie takie pozujące osoby są znakomite do szukania punktów człowieczego ciała w kosmosie. Kreska, zaanektowana przez komiks, spłycona przez schemat i sztampę, tutaj odżywa niuansem pokazania światła i cienia, niemal renesansową konwencją witalną, żywą dionizyjską, a nie akademicką.
Akty są czasami szalone, przypominające ekspresjonizm niemiecki, a jednak zawsze w reżimie wysiłku, nigdy samowolnie fantazjujące, deformujące widziany model bez przyczyny.
Węgiel i farba dyskretnie wprowadzana… Po prostu – świetne!

fot. Ewa Bieńczycka

Zaszufladkowano do kategorii 2008, Przegląd galerii śląskich | Dodaj komentarz

Przegląd galerii śląskich marzec 2008

Gliwice

W naszej związkowej „galerii po schodach”, zaprezentowała swoją twórczość Lucilla Kossowska, malarka młodego pokolenia absolwentka wrocławskiej i amerykańskiej akademii, koleżanka z opolskiego oddziału ZPAP pokazem multimedialnej instalacji zatytułowanej „Linearne Katharsis”. Wraz z muzyką japońskiej pieśniarki Gutevolk, nanizanymi suszonymi liśćmi i płótnami abstrakcji geometrycznej, wystawa ma na celu otworzyć widza na jego świat wewnętrzny i dokonać, chociaż na chwilę, duchowego oczyszczenia. Katharsis, zarezerwowane dla bardzo rzadkiego duchowego przełomu, gdzie rodzą się twórcze dokonania i doznaje się olśnienia, jest adresowane tym razem nie do twórcy, a do odbiorcy. Jaki skutek ta inwersja przyniosła zwiedzającym?

Na ile światy, proponowane przez artystkę rezonują w odbiorcy? Czy łamiąc zasadę dobrowolności odbioru, nie wymaga od niego za dużo? Czy techniki nieznane nam wcześniej obcych nam kultur w nas rezonują, nas wzbogacają, padają na podatny grunt? Czy doświadczenie tego spotkania, przeżycie proponowanego przez Lucillię Kossowską nie jest zbyt powierzchowne w małej galerii? Dlatego odsyłam czytelników moich miesięcznych notatek do Internetu, gdzie filozofia artystycznych działań artystki jest szerzej udokumentowana działaniami artystów międzynarodowych, tancerzy i muzyków.

Katowice

Rondo Sztuki prezentuje różnorodne projekty Stowarzyszenia Twórców Grafiki Użytkowej. Słusznie anons o wystawie podkreśla, że komunikowanie się w dzisiejszym świecie nowych technologii i sposobie życia w XXI wiecznej cywilizacji, musi być transparentne. Z przyjemnością, więc przebywa się w sali wystawowej wśród tak ogromnej różnorodności przedmiotów używanych na co dzień, nie doznając kakofonii, dysonansu, przemęczenia nadmiarem. Najprawdopodobniej działają harmonią i ascezą wyrafinowanego znaku, który stara się najkrócej, najprościej, a zarazem, z przestrzeganiem odwiecznych zasad, skomunikować, nieść przekaz.
Szymona Gdowicza, jego wystawę “Lux ex Silesia” studenta piątego roku katowickiej ASP Laureata niesłychanej liczby konkursów i uczestnika wielu międzynarodowych projektów dla artystycznej młodzieży Górnego Śląska, warto zobaczyć w oryginale. Na piętrze, w galerii obok kawiarni prezentuje kilka swoich obrazów w otoczeniu trzech równocześnie emitowanych filmów video. Te ostatnie, by nie wytracać cennego galeryjnego czasu, można przeglądać w domu na filmikach You Tube, gdyż wszelkie akcje przenoszenia kapliczki św. Jacka, który podobno był świętym mobilnym, są bardziej zdystansowaną ironią niż potrzebą kultu. Natomiast godne uwagi są zmagania młodego artysty z malarstwem sakralnym dzisiaj. Symbolizm ogromnych płócien z udziałem manekinów, postaci ewangelicznych we współczesnym entourage zastanawia dzisiejszego odbiorcę malarstwa żyjącego w krainie reklam, bilbordów przemawiającego językiem podobnym. Szczególnie stojący na środku św. Jacek, najprawdopodobniej uczestnik konkursu poświęconego św. Jackowi Odrowążowi, patronowi Polski i metropolii górnośląskiej, ponieważ przeżywamy rok jubileuszu 750 rocznicy jego śmierci. Symptomatyczny jest ten w skali jeden do jeden portret świętego w technice hiperrealizmu, malowany bezpośrednio na płótnie z naświetloną uprzednio na nie fotografią – dla rozwoju naszej sztuki sakralnej. Artysta pochodzi z bardzo religijnej rodziny, o czym mówi na jednym z ekranów jego babcia.

Górnośląskie Centrum Kultury

Galeria Piętro Wyżej
„Malarstwo” Witolda Berusa to oprócz jednego podłużnego płótna przedstawiającego pastisz z Gauguina – same portrety. Wariacje na temat „Krzyku” Muncha są próbami (jak u Bacona z Papieżem) wielokrotnymi. Ogromna twarz powtórzona na kilku płótnach jest w ekstremalnych kolorach krzyku i krańcowym grymasie. Cała wystawa ma piętno zwalistej ekspresji, doprowadzonej do ostateczności, widzowi zdaje się, że jeszcze milimetr, a wszystko z wyczerpania stanie i zacznie działać odwrotnie. Zamierzona ironia, zamierzony jarmarczny koloryt z położonym niemal gipsowo fakturowym podłożem pomalowanym ostrym olejnym surowym kolorem przypomina świeżo odnowione kapliczki. Zresztą dwa portrety odchodzą już od wszelkiej interpretacji malarskiej, wmontowane są we wściekle kolorowe ramy jako tylko kolorowe fotografie. Inne twarze, które pamiętam jeszcze z jakiejś wystawy okręgowej Katowickiego ZPAP, działają jeszcze wielobarwnością, sugestią przeżytego życia. Ale napisanie, że to wizerunki prawdziwych ludzi, byłoby z mojej strony dużą nadinterpretacją problemu. Są być może produktem lęków artysty, a być może przeciwnie – pokonaniem świata ludzi kreacją jeszcze większego koszmaru.
Przypominam, że artysta jest członkiem naszego Związku i sukcesu w tak prestiżowej galerii, wszystkie koleżanki i koledzy naszej artystycznej gliwickiej wspólnoty serdecznie gratulują.

Ewa Bieńczycka

Zaszufladkowano do kategorii 2008, Przegląd galerii śląskich | Otagowano , , | Dodaj komentarz