CAYAT

„Cayat” oznacza „krawiec”, zarówno w języku hebrajskim jak i arabskim.
Doktor Elsa Cayat – jak opowiada o tym teraz jej rodzeństwo – była przez miesiąc poprzedzający jej śmierć codziennie nękana plugawymi telefonami z pogróżkami. W godzinach porannych 7 stycznia 2015 roku w środę została zamordowana w zamachu na biura Charlie Hebdo, mimo że dżihadyści mówili wcześniej, że kobiet nie zabijają. Jednak strzelali na oślep nie patrząc w kogo.  Była francuską psychiatrą, psychoanalitykiem i felietonistką piszącą co dwa tygodnie w rubryce „Charlie Divan” (Charlie na kanapie) felieton w tygodniku Charlie Hebdo. Dzieliła się tam obawami, których doświadczała w swojej pracy z chorymi psychicznie na sesjach psychoanalitycznych w gabinecie wysłuchując pacjentów po 12-15-godzin dziennie. Jak opowiada w filmie dokumentalnym jej siostra, miała dużo pacjentów. Wierzyła, że pomoże wszystkim chorym przychodzącym do jej gabinetu. Że wyleczy wariatów i psychopatów. Zabili ją ci drudzy.
Urodziła się 9 marca 1960. Pozostawiła dwudziestoletnią córkę Hortensję.

Informacje o admin

Ewa Bieńczycka urodzona w 1952 roku w Przemyślu. Artysta malarz
Ten wpis został opublikowany w kategorii dziennik duszy i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

9 odpowiedzi na „CAYAT

  1. Ewa pisze:

    Pisałam po zobaczeniu na jakiejś stacji telewizyjnej fragmentu dokumentalnego filmu o doktor Elsie Cayat. Nazajutrz po pogrzebie weszła ekipa dokumentalistów z siostrą Else i córką Hortensją i była tam jeszcze jedna kobieta, nie zorientowałam się, ale z rodziny. Pokazano mały pokoik-gabinet Else ze słynną czerwoną kozetką namalowaną na stronach tygodnika Charlie Hebdo przy felietonach Else, na której leżeli jej kiedyś bardzo realni pacjenci.
    Siostra mówiła to wszystko, o czym pisali w gazetach, że paliła jak komin, że konsultowała te pogróżki z nimi, które oni (ona z bratem) poradzili zlekceważyć. I wtedy się rozpłakała.

  2. ElminCrud0 pisze:

    W 2008 roku pozwano redaktora naczelnego satrycznego tygodnika Charlie Hebdo za wydrukowanie dwunastu karykatur, które po raz pierwszy ukazały się w 2005 roku w dzienniku „Jyllads-Posten” w Danii. Doszło wówczas, w 2005 roku, do starcia się skrajnych racji. Reakcją na opublikowane rysunki były ostre fale protestów świata islamskiego. Po drugiej stronie barykady wystąpili obrońcy wolności słowa.
    W 2008 roku w Danii około dwadzieścia dzienników jeszcze raz wydrukowało sporne karykatury, a we Francji wydrukował je tygodnik satyryczny Charlie Hebdo.

    Nie kojarzymy satyry i karykatury jako czynników stwarzających bezpośrednie zagrożenia dla zdrowia i życia.
    Czy wszystkie: cięte satyry, obraźliwe słowa i karykatury – wkładamy do worka z napisem „wolność słowa”?
    Listów z pogróżkami absolutnie nie kojarzymy z żadną wolnością słowa, autorów pogróżek wypisywanych pod naszym adresem w witrynach w Internecie też nie traktujemy jak ludzi korzystających z wolności słowa. Wyzwisk nie kojarzymy z wolnością słowa. Uważamy za prawidłowe, gdy adresat listu z pogróżkami uda się po pomoc do organów ścigania, a osoba publicznie obrażona wnosi sprawę do sądu za naruszenie jej dóbr.
    Istnieją więc sytuacje, w których wolność słowa ma ograniczenia, kiedy nie traktujemy słów ulgowo i nie uważamy ich za wyraz ekspresji, przy których nie powołujemy się na prawo do wolności słowa, a powołujemy się na prawa do bezpiecznego życia oraz prawa do nietykalności osobistej, ochrony czci i dobrego imienia.

    Zgadzamy się, że najwyższą wartością jest prawo do życia, nie kwestionujemy, iż „uznanie przyrodzonej godności oraz równych i niezbywalnych praw wszystkich członków wspólnoty ludzkiej jest podstawą wolności, sprawiedliwości i pokoju świata”.
    Godność człowieka to źródło jego praw i wolności, takich jak:
    – wolność wyznania, sumienia, słowa,
    – wolność swobodnego prowadzenia działalności gospodarczej,
    – nietykalność osobista,
    – ochrona życia prywatnego i rodzinnego,
    – ochrona czci i dobrego imienia.

    Ludzie są zgodni, że pragną żyć godnie, że chcą korzystać ze swoich praw i wolności.
    Nie są zgodni jak definiować wolność, więc dla różnych ludzi wolności oznaczają coś innego.
    Najwięcej różnic jest w odniesieniu do wolności słowa oraz ochrony czci i dobrego imienia. Gdy jedni uważają coś za czyn dokonujący się w ramach potrzebnej krytyki, za część pracy dziennikarskiej, czy przejaw artystycznego buntu, określenia się twórcy, to inni te same działania odczytują za znieważanie, wyraz zamierzonego nieuszanowania, prowokacyjną napaść, nękanie, dotkliwe ośmieszanie, w końcu niszczenie osób, rugowanie, za przedstawianie spraw manipulacyjnie, bo tylko w złym świetle, w wyniku czego dokonuje się szkoda.

    Cytat:
    „Dopuszczalne ograniczenia wolności wyrażania opinii

    Prawa gwarantowane w artykule 10 ust. 1 Konwencji nie mają charakteru bezwzględnego i zgodnie z art. 10 ust. 2 Konwencji korzystanie z nich może podlegać takim wymogom formalnym, warunkom, ograniczeniom i sankcjom, jakie są przewidziane przez ustawę i niezbędne w społeczeństwie demokratycznym: w interesie bezpieczeństwa państwowego, integralności terytorialnej oraz dla ochrony zdrowia, moralności, dobrego imienia i praw innych osób, dla zapobieżenia ujawnieniu informacji poufnych oraz zagwarantowania powagi i bezstronności władzy sądowej.”

    źródło –
    http://www.google.pl/url?sa=t&rct=j&q=&esrc=s&source=web&cd=10&ved=0CFcQFjAJ&url=http%3A%2F%2Fbip.ms.gov.pl%2Fpl%2Fprawa-czlowieka%2Feuropejski-trybunal-praw-czlowieka%2Fopracowania-i-analizy-standardy-w-zakresie-ochrony-praw-czlowieka%2Fdownload%2C1563%2C10.html&ei=26TsVMvELYT2PLLUgOgE&usg=AFQjCNGbgey3ZCYuRVTL5hA7cHV-04AeLw

    I jeszcze jeden cytat z ciekawego artykułu:
    „Istotnym nieporozumieniem w debacie publicznej są próby ograniczania prawa ludzi wierzących do wyrażenia swojej opinii w kategoriach religijno-moralnych. Taka tendencja wynika z coraz powszechniejszego przekonania, że jedynie oceny formułowane z pozycji wolności do ekspresji są ocenami nowoczesnymi i – jak lubimy mówić − europejskimi, a oceny formułowane z punktu widzenia wolności religijnej, a więc z punktu widzenia wiary, są nienowoczesne, zaściankowe i dowodzą istnienia polskiego ciemnogrodu. Szczęśliwie Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu jest „bardziej zacofany” i dostrzega potrzebę ochrony także praw ludzi wierzących. Jednym z nich jest właśnie prawo do dokonania oceny z punktu widzenia własnych kategorii, a więc z punktu widzenia teologii moralnej opartej na normach wynikających z wiary.”
    źródło –
    http://religia.tv/index.php?typ=news&id=3237

    Fakty są takie, że już od 2005 roku – od publikacji karykatur w Danii – było dostatecznie dużo powodów, by bardzo poważnie zająć się rozwiązaniem sprawy ostrych sporów w obrębie prawa do godności, w którym prawo do wolności słowa nie stoi wyżej, ponad prawem do wolności wyznania, ponad ochroną czci i dobrego imienia.
    Reguły muszą być jasne, jeśli nie są klarowne zawsze będą przyczyną konfliktów. O jasne reguły nie postarano się ani wówczas, ani potem. Reakcje na karykatury były różne, wykładnie wolności słowa także różne.
    Znamiennym jest to, że cały czas ludzie wypowiadający się w temacie karykatur potrafili zręcznie przyznawać rację obu stronom sporu.
    W tej samej wypowiedzi ujmowano, że:
    – nikt nie powinien obrażać cudzych uczuć religijnych, a te karykatury są obraźliwe dla ludzi wierzących,
    oraz, że:
    – bardzo ważna jest wolność ekspresji.
    Powołując się na to samo – w tym samym czasie jedni odmawiali publikacji karykatur, inni je publikowali.
    Odmawiający publikacji karykatur uzasadniali, że chociaż bardzo ważna jest wolność ekspresji, to nie znajdują wyższej racji do publikowania czegoś, o czym wiadomo, iż obrazi uczucia religijne ludzi wierzących.
    Publikujący karykatury mówili, że wprawdzie obraża to uczucia religijne ludzi wierzących, ale bardzo ważna jest wolność ekspresji.

    • Robert Mrówczyński pisze:

      Jestem pewien, że wszyscy zainteresowani tą dyskusją, byliby wdzięczni, gdyby zechciała Pani w jednym zdaniu streścić własne stanowisko w kwestii „obrażania uczuć religijnych” i prawa do mordowania za to.

  3. ElminCrud0 pisze:

    Proszę sobie podarować pisanie o wdzięczności, i pisanie w imieniu wszystkich, bo pisanie w imieniu wszystkich jest asekuracyjną postawą. Rozumiem, że to Pan oczekuje, chce poznać moje stanowisko.
    Jestem za tym, by głowy państw pomaszerowały do miejsc, w których z rządami będę tak intensywnie pracować nad wykładnikiem prawa do godności, że skutkiem ich pracy staną się klarowne prawa do wolności słowa oraz ochrony czci i dobrego imienia, bo wtedy te same głowy państw przestaną wypowiadać tak, jak przytoczyłam to powyżej, co z kolei da jasny sygnał jakich wartości bronimy i dlaczego.
    Byłam, jestem, będę za najwyższą wartością, za życiem, za prawem do bezpiecznego życia. Jestem przeciwko samosądom, mordom, zabijaniu.
    Ponosiłam i ponoszę skutki za sprzeciwianie się: agresji, grożenie, nękania.
    A Pan?

    • Robert Mrówczyński pisze:

      Bałem się, że w pojedynkę nic nie zwojuję, i że w razie czego będę mógł zwalić winę na innych. No, ale widać jak łatwo ludzi obrazić i rozgniewać, nawet takimi niewinnymi figurami, a co dopiero kalibru Charlie Hebdo!
      Ale to i tak wszystko po nic, bo w dalszym ciągu nie wiemy gdzie pomaszerowały te „głowy państw” i po co, i za jaką to najwyższą wartością Pani optuje? Z Pani wywodów wynika, że i jedni i drudzy mają prawo do tych samych wartości, choć całkowicie inaczej je pojmują.
      Dajmy już temu spokój, to rzeczywiście skomplikowane, i dalsze roztrząsanie może skończyć się jakąś jatką niczym w tej redakcji. Jestem przekonany, wierzę że poniosła Pani już wystarczające skutki za przeciwstawianie się agresji, żeby znosić zaczepki z mojej strony i chwała Pani za to. Ja zresztą (jeśli o to Pani chodzi) jak najbardziej potwierdzam obecność tej agresji w życiu, a co za tym idzie także obecność nękania i grożenia. Zdaje się szykuje się agresja w stylu hurtowym, totalnym, międzypaństwowym, a być może światowym, która ostatecznie położy kres dyskusjom o wolności.

  4. Ewa pisze:

    Pani Emilio, myśmy o tym wszystkim dyskutowali w poście: „Timothy Garton Ash „Weto mordercy nie może zwyciężyć” tutaj:
    http://bienczycka.com/blog/?p=5076
    Nie ma sensu powtarzać. Dałam o „Cayat” w kontekście pogróżek w kasowanych komentarzach i na portalu Liternet, chwała Bogu skasowanych, bo jak już jesteśmy przy Religii, Jezus powiedział: „Dość ma dzień swojej biedy”. Mamy przecież też skomplikowane prywatne życie poza Internetem i jeszcze truć się toksycznymi wpisami Trolli.
    Moje stanowisko jest i było afirmujące działania satyrycznego tygodnika Charlie Hebdo. Według mnie nie można milczeć, a każdy walczy jak potrafi i jaki ma oręż: pióro, pędzel, ołówek, kozetka psychoanalityka.

  5. ElminCrud0 pisze:

    Nie można milczeć. Jestem odbiorcą, głównie odbiorcą, tylko piszącą czytelniczką, nie literatką, nie pisarką. Korzystałam z miejsc, które wybrałam pamiętając, że jestem czytelniczką, która co jakiś czas napisze tekst. Byłam za bardzo rozgadana? Zbyt jasno określiłam swoją postawę przeciwko agresji? Czy jestem jedyna, która część tekstów włożyła do szuflady i zastanawia się czy, oraz jak korzystać z miejsc, w których wcześniej upubliczniała swoje prace? Nie, nie jestem jedyna. Pani to wie, ja to wiem, bo agresja w witrynach, agresja w Internecie, dla nikogo nie była, nie jest tajemnicą.

    Noszę się z zamiarem objerzenia filmu „Niełatwo być Bogiem”.
    http://kurierparyski.fr/aktualnosci/65-myfrenchfilmfestival-i-charlie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *