Timothy Garton Ash „Weto mordercy nie może zwyciężyć”

Wszystkie media Europy powinny odpowiedzieć na mordy islamskich terrorystów w Paryżu, publikując w przyszłym tygodniu wybrane karykatury z tygodnika „Charlie Hebdo” z komentarzem tłumaczącym, dlaczego to robią. Niech to będzie tydzień solidarności i wolności, w którym wszyscy Europejczycy, w tym muzułmanie, potwierdzą swoje przywiązanie do wolności słowa, która sama w sobie pozwala nam łączyć różnorodność z wolnością. W przeciwnym razie zwycięży weto mordercy. Bo mimo śmiałych komentarzy redakcyjnych, mimo wyrażających współczucie karykatur i poruszającego hasła „Je suis Charlie” („Jestem Charlie”) większość tytułów, gdy w przyszłości zostanie z tą decyzją sama, zastosuje autocenzurę ze strachu. A szerzący przemoc ekstremiści innych wyznań gorliwie odrobią tę lekcję: jeśli chcesz wymusić przestrzeganie swego tabu – kup sobie broń. Nikomu nie grozimy ani nie pozwolimy się zastraszać Sporów nie rozstrzygamy przemocą – lecz słowem. Tej podstawowej zasady musimy wspólnie bronić – zwłaszcza ci z nas, którzy żyją ze słowa i obrazu. Możesz wyrażać furię, arogancję, sarkazm, obrażać innych – ale też być za to obrażanym. Istnieją tutaj granice prawne i można je zmieniać, ale wyłącznie drogą parlamentarną. Można pokojowo demonstrować, stosując również formy nieposłuszeństwa obywatelskiego. Jednak tylko demokratyczne państwo może zgodnie z prawem używać przemocy, którą wtedy nazywamy siłą. Wolność ma dwie strony. W portalu poświęconym debacie o wolności słowa ująłem tę zasadę tak: „Ani nie grozimy nikomu przemocą, ani nie pozwolimy się przemocą zastraszać”. To właśnie drugi człon tej zasady wymaga dziś niezwykłego gestu solidarności europejskich mediów. Proponuję więc, aby w najbliższym tygodniu opublikować nie tylko kilka karykatur z „Charlie Hebdo” dotyczących Mahometa, ale także jedną czy dwie na inny temat. Tak by każdy mógł się przekonać, że jest to pismo satyryczne obrażające wielu różnych ludzi. Taka jest rola satyry. Komentarz od redakcji powinien wyjaśniać, dlaczego media, które normalnie nie publikowałyby takich karykatur, dzisiaj to robią. Czytelnicy i widzowie powinni zostać o tym uprzedzeni, ale samych karykatur nie powinno się zapikslowywać ani zamazywać. Przygotowanie akcji trochę potrwa, ale to nie szkodzi. Byłoby dobrze, gdyby przyłączyły się wolne media na całym świecie, w tym jednak momencie powinni stanąć ramię w ramię przede wszystkim Europejczycy – w solidarnej obronie wolności słowa, która jest istotą naszego systemu wartości i stylu życia. Jest to tego rodzaju wolność, od której zależy większość innych swobód. Nie zmusicie nas do autocenzury Każda gazeta, czasopismo, strona internetowa, blog czy medium społecznościowe mogą i powinny mieć własny komentarz. Moja propozycja wygląda mniej więcej tak: „Nie można pozwolić, by zbrodnia i przemoc dławiły wolność słowa. Dlatego my, którzy zwykle nie publikujemy takich satyrycznych karykatur, czynimy to teraz, wraz z innymi mediami Europy. Taka solidarność pokaże dzisiejszym i przyszłym potencjalnym mordercom, że nie będą dzielić i rządzić, zastraszając i zmuszając media do autocenzury. Atak na jedno z nich jest atakiem na wszystkie. W tym sensie „nous sommes tous Charlie”, „wszyscy jesteśmy Charlie”. Jeśli staniemy razem, to mordercy osiągną jedynie to, że teraz karykatury Mahometa zobaczą miliony ludzi, którzy w innym razie nigdy by ich nie zobaczyli. Tę szkodę wizerunkowi Proroka wyrządzili więc mordercy, a nie karykaturzyści. W uzasadnionym interesie publicznym jest teraz dowiedzieć się, co było rzekomą przyczyną tej przerażającej, absurdalnej rzezi francuskich rysowników: Charba, Cabu, Wolinskiego i Tignous, których nazwiska przejdą teraz do historii, oraz ich kolegów i policjantów. Wspólna publikacja nie jest pustym gestem. Nie jest wymierzona w islam. Wprost przeciwnie – broni tych samych zasad, dzięki którym muzułmanie w Europie mogą swobodnie wyrażać swoje najgłębsze przekonania i krytykować poglądy innych. Taką swobodą nie cieszą się chrześcijanie czy ateiści w większości krajów Bliskiego Wschodu. Na szali leży przyszłość Europy i przyszłość wolności. Abyśmy wspólnie mogli żyć w wolności – weto mordercy nie może zwyciężyć”.

[Timothy Garton Ash „Weto mordercy nie może zwyciężyć”tłum. Marta Urzędowska]

PS. Oprócz „Gazety Wyborczej” w tej akcji solidarności biorą już udział: austriacki dziennik „Der Standard”, włoska „La Repubblica”, czeski tygodnik „Respekt”, wychodzący w krajach Beneluksu „De Standaard”, hiszpański dziennik „El Pais” i holenderski „NRC Handelsblad”

Informacje o admin

Ewa Bieńczycka urodzona w 1952 roku w Przemyślu. Artysta malarz
Ten wpis został opublikowany w kategorii czytam więc jestem i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

39 odpowiedzi na „Timothy Garton Ash „Weto mordercy nie może zwyciężyć”

  1. Małgorzata Köhler pisze:

    Jeszcze przed tym apelem hamburski dziennik Hamburger Morgenpost opublikował po zamachu w ramach solidarności z Charlie Hebdo kilka karykatur – dziś w nocy podpalono redakcję. Nikt na szczęście nie zginął ani nie został ranny, spłonęła część archiwum. Śledztwo trwa.

    W tej sprawie są same niejasności.
    Dziwi mnie bardzo, że niezmiernie ważną informację o tym, że komisarz prowadzący śledztwo w sprawie zamachu na redaktorów popełnił samobójstwo jeszcze w trakcie trwania obławy, podają jednynie niektóre media i to z tych mniej popularnych serwisów informacyjnych jak np. niemieckie Wiadomości Gospodarcze czy Gazeta Warszawska. Reakcje czytelników niemieckich są przepojone nieufnością i zgryźliwością, przypomina się teraz wszystkie afery z kręgów politycznych, w których również prowadzący śledztwo policjanci zabili się w ostatnich latach.

    Przebieg zamachu też kryje zagadkowe okoliczności; ciekawe czy, w jaki sposób i kiedy zostaną wyjaśnione te nieprzystające kawałki układanki, np. dlaczego dżihadyści znaleźli w ogóle redakcję, (błądząc zresztą najpierw trafili do drukarni) skoro po ogłoszeniu gróżb i przeprowadzce w związku z tym jej adres trzymany byl w ścisłej tajemnicy.

    Albo to: sam Obama trochę się ‚kiwnął’, gdy oprócz zapewnień o slidarności z Francją, wyraził się w ambasadzie francuskiej na kilka godzin PRZED zlikwidowaniem terrorystów „, że „SPRAWIEDLIWOŚCI STAŁO SIĘ ZADOŚĆ” (cyt. za GW). Co ten facet miał na myśli, rany boskie ???

    Mam dziwne wrażenie, że zaczęła się wielka gra małymi pionkami. Redaktorzy i rysownicy Charlie Hebdo to ten pierwszy ruch pionem przeznaczonym z góry na zabicie. Stany Zjednoczone własnie przestrzegają Europę, że stanie się teraz celem ataków terrorystycznych. Obawiam się, że akurat „puszczono” pierwsze „dreszcze” (cyt. M. Hłasko).
    Zostaje faktycznie tylko nadzieja, że wspólny, nieustępliwy opór wobec zamachów na wartości etyczne i wolnościowe (ale również opór przed falą przeciwną, nacjonalistycznymi ekstremistami, jak PEGIDA, dla której ta tragedia to woda na młyn) może nas uratować, tak, żebyśmy się nie musieli wstydzić przed następnymi pokoleniami.

    Co do samego apelu o publikowanie karykatur – jakie masz zdanie, Ewo? Mnie trudno przychodzi się z tym oswoić. Otóż nigdy sama nie publikowałabym tego typu satyry. Oglądałam rysunki Charlie Hebdo i faktycznie naruszały one uczucia religijne – nie tylko muzułmanów, satyra uprawiana przez pismo była wymierzona przeciw Żydom, katolikom, muzułmanom bez specjalnych preferencji . Jestem niereligijna, ale nie kpię z wierzących, to moim zdaniem równie ważne, jak rozdział religii od państwa. Gdzie są więc granice satyry, czy powinny być? Nie wiem, naprawdę nie wiem, nawet tyrani ją dopuszczali.

    Sprawa Charlie Hebdo jest kluczowa dla naszego czasu – z jednej strony wolność nieograniczona, wykorzystanie luk prawnych (bo zabronione to we Francji nie było) z nadużyciem tej wolności (złota zasada, że moja wolność kończy się w miejscu, w którym powstaje czyjaś krzywda) – z drugiej ślepy, brutalny odwet. Serce mówi, że odwet był absurdalny, ale rozum ostrzega, że to tylko czubek góry lodowej, czy też raczej wulkanu, na jakim siedzi, usiadła sama nasza cywilizacja, budowana na nierównościach społecznych i zbrodniach na narodach od zawsze. Cholernie trudna sprawa, ma się tak mało rozeznania, tak łatwo się zapędzić.

    Podpisuję te petycje Aawaz – za uwolnieniem reporterów, kondolencje, protesty przeciwko Pegidzie, ale czytam, że już spora część ludzi ma obawy czy są po słusznej stronie – wielu nie czuje się Charlie; od czwartku prawie 18 000 ludzi podpisało w sieci oświadczenie: ” Nie jestem Charlie, jestem Ahmedem, martwym policjantem”
    Wszystko pięknie, ale dalej następują słowa: Charlie wyśmiewał się z mojej religii i kultury i umarł za swoje prawo robienia tego”.
    To jest węzeł, jaki przyjdzie chyba długo rozplątywać.

  2. Małgorzata Köhler pisze:

    Bardzo mądry artykuł w dzisiejszym Sternie – w skrócie chodzi o to, że już niemiecki socjolog Ulrich Beck w swojej wyd. 1984 książce „Społeczeństwo ryzyka” przewidział tego typu katastrofy socjalne i ostrzegał przed bezmyślnym dopuszczaniem, milczącą zgodą na nierówności społecznych, bo wtedy dochodzą do głosu siły ekstremistyczne jak właśnie np. obecna PEGIDA.
    Stern wyjaśnia: „Nie chodzi już o religię. Chodzi o to, że ludzie zaczynają się radykalizować we wszystkich politycznych obozach. I że milcząca większość niedostatecznie angażuje się w sprawę wartości naszej demokracji.”

  3. Ewa pisze:

    Nie uważam, że można obrazić uczucia religijne. Religie są bardzo różne łącznie ze składaniem ofiar z kotów i ludzi, absurdem jest im nie przeszkadzać i „nie obrazić uczuć” ich wyznawców. Chętnie wkleję te karykatury tutaj, ale wolałabym nie zmieniać charakteru bloga, gdyż nie jest on ani polityczny, ani religijny, ani satyryczny i też tym bardziej wyrywać z kontekstów genialnego „Charlie Hebdo” artefakty stanowiące integralną jego całość.
    Zdumiewa to, co tu Małgosiu piszesz, że te rysunki Ciebie też obraziły! Chwała ludziom, że to robią, że „obrażają”, czyli wyśmiewają się z anachronizmów ubiegłych wieków, że potrafią robić to celnie i genialnie wskazać zagrożenia i wady wszelkich religii. W obliczu tej tragedii, śmierci tak utalentowanych młodych ludzi piszesz, że przesadzili?
    Nie można stwarzać wspólnego mianownika dla mordercy i ofiary.

    • Małgorzata Köhler pisze:

      Ewo, a gdzie ja napisałam, że czuję się obrażona tymi rysunkami???

      Widziałam, drwiły z religii (i nie tylko z niej, to było prześmiewcze pismo). Ja nie jestem wierząca, nie mogły mnie obrazić, co najwyżej przekraczały granicę dobrego smaku – zadziwiając częstym motywem jest na nich mahometańska ass hole.

      • Małgorzata Köhler pisze:

        „Nie można stwarzać wspólnego mianownika dla mordercy i ofiary” – to ogólnik, nie znaczy właściwie nic w tych rozważaniach.
        Nigdzie nie zrównałam mordu z kpiną. Tragedia mną wstrząsnęłam, czemu dałam dostacznie wyraz, nie rozumiem, skąd przekręcanie moich słów.

        Ale jedyną miarą dla uczciwych rozważań w kwestiach etycznych jest zmierzenie się ze wszystkimi, również niewygodnymi aspektami zjawiska.

  4. Ewa pisze:

    Małgosiu, przecież nie jestem przeciwko Tobie. Wcześniej napisałaś, że naruszyły Twoje uczucia względem uczuć religijnych, teraz, że dobrego smaku. Czy to nie jest jednoznacznie pejoratywne? Nie wiem, co chcesz przekazać. Ja piszę dobitnie, piszę, że zabity, zamordowany nie może być winien temu, że się prosił o to zabicie, że nie może być wspólna płaszczyzna dla tych skrajności.
    Wiem, że się relatywizuje te rzeczy, że się mówi „ale…” Chciałam tutaj jednoznacznie opowiedzieć się za słowami Rushdiego czy innych światłych współżyjących naszych czasów, też za Dawkinsem upatrującym Zło w religiach, magiach, sektach tak chętnie wskrzeszanych i reaktywowanych w całej bezkrytycznej głupocie. Przecież to pismo już miało, jak napisałaś wcześniejsze ataki, a było mimo tego odważne, bezkompromisowe, bohaterskie. I że będzie kontynuowane, bo to jest właśnie najwłaściwsza, bezkrwawa forma pokazywania świata.
    A to, że Europa jest mieszanką etniczną, to przecież wspaniale. Pamiętam, że w RPA terrorystą-mordercą był Polak, jeśli dobrze pamiętam, nazywał się Waluś.

  5. Małgorzata Köhler pisze:

    Ewo, przeczytaj proszę posty wyżej uważnie – nie napisałam, że rysunki Ch.H. naruszały moje uczucia religijne.
    Mogłam była może napisać delikatnie, że mogły naruszać czyjeś. Ale po co to certolenie się, skoro wiemy, że naruszały?
    Smak to jest jeszcze inna sprawa. Zostawmy ją na razie.

    Otóż chodzi, Ewo, o to właśnie, że w takich sytuacjach powstaje duże niebezpieczeństwo widzenia w c/b i wyciągania pochopnych wniosków. Na fali współczucia dla ofiar powyższy apel nawołuje w jakimś sensie do podpisania się każdego przyzwoitego człowieka pod tymi karykaturami. Nie wiem, podkreślałam i podkreślam, że nie wiem, czy to dobrze. Myślę, analizuję fakty i możliwe konsekwencje.

    Miliony ludzi w prostym a wygodnym odruchu, ludzi niegrzeszących często w normalnym życiu jakąkolwiek odwagą cywilną, teraz bierze na siebie image bohaterstwa, wystarczy kilknąć, aby być Charlie, za co redaktorzy pisma zapłacili przecież śmiercią. To jest trochę tak, jak automatyczne włączanie przycisku „lubię to” na widok zdjęć zwierząt w schroniskach, ale wziąc zwierzę czy choćby udostępnić post, to już nie. Wielu z tych ludzi nie ruszy nawet tyłka na demonstrację.
    Inni – jak wspomniałam wyżej – czują się Ahmedem, zabitym policjantem, (a przy tej smutnej okazji krążą już oczywiście filmiki twierdzące, że jego zegzekutowanie strzałem w główę to fake) ale nie pisze się prawie o celowo wybranych zabitych Żydach, zakładnikach. Żydzi we Francji są w strachu, część zapowiada opuszczenie kraju.
    Manipuluje się ludźmi, poscyca antagonizmy, w Polsce (gdzie niebezpiecznie częsta reakcja internautów to „zabić, wysiedlić, odizolować”) może nie ma to znaczenia, ale w krajach jak Francja czy Niemcy, gdzie już istnialy problemy z ludnością, jak ktoś niby dyplomatycznie, a niefortunnie nazwał „nierdzenną”, będzie prowadziło do dalszych konfliktów.

    Ziemkiewicz w felietonie na swojej fejsbukowej stronie pt. „Wielkie zwycięstwo terrorystów” napisał jedną mądrą rzecz ( do reszty mam sporo zastrzeżeń) – „Największym zagrożeniem dla każdego ekstremizmu jest bowiem połączenie deklarowanych przez niego wartości z umiarkowaniem.”

    Wzbudzanie więc i podsycanie ekstremalnych postaw jest na rękę destabilizatorom, a ludzie mogą się jedynie bronić poprzez konsekwentne, mądre dążenie do takich praw i zasad, które umożliwiałyby współistnienie obok siebie różnych kultur i poglądów, i nie tylko ‚z okazji’ zamachów i ofiar.

    Zrozum mnie proszę dobrze, Ewo, jestem jak najbardziej za solidarnością z ofiarami i prawem do swobody twórczej, ale obawiam się, że znowu będzie się na tej fali nadużywać tej wolności, że będą rosły antagonizmy, i że masowe wklejanie na zawołanie karykatur z gwiazdą w tyłku może je tylko podsycić, nie wyleczyć:
    http://www.les-crises.fr/wp-content/uploads/2015/01/charlie-hebdo-09.jpg

    czy podobnych: http://www.politics.ie/forum/current-affairs/233633-gun-attack-offices-french-satirical-magazine-charlie-hebdo.html

    Po prostu nie jestem pewna, czy powinniśmy wszyscy być Charlie, czy nie lepiej będzie, jeżeli będziemy sobą i postaramy się to robić w miarę dobrze.

  6. Ewa pisze:

    Ha, ha, dzięki za linki (ten drugi poprawiłam, bo się nie wyświetlał, nie wiem, czy to ten), rewelacyjny Gérard Depardieu! Zaraz sobie forum poczytam.

    Wiesz Małgosiu, jak wsparliśmy z entuzjazmem „Solidarność”, jak chodziłam na wszystkie tutaj u nas organizowane akcje sprzeciwu z dziećmi (pamiętam wiec wyborczy Waleriana Pańko, który potem według żony został zabity), psa o imieniu Regan w ochronce kościelnej, gdzie chodził mój młodszy syn, kupowaliśmy „bibułę”, by wesprzeć finansowo opozycję, to wiem, że dobrze. Nie było Internetu, nikt nie wiedział, o co chodzi tak naprawdę, kto jest kim, a jednak uważam, że słusznie wsparliśmy ten ruch, mimo, że te wszystkie patriotyczne zrywy tzw. „prostego człowieka” są przecież zawsze wmanipulowane w koła wielkiej polityki.
    Chodziło mi tylko o to, by wyrażać się jasno w momencie, kiedy ten moment tego potrzebuje. Przecież nie mam pojęcia, dlaczego ktoś tam popełnia samobójstwo, co jeszcze wmanewrowane zostaje w incydent zwyczajnej ludzkiej śmierci, tragedii bojowników walczących pokojowo o to, by świat był lepszy. Bolą mnie te wszystkie aspekty poruszane przy zwyczajnym ohydnym morderstwie, podobnie, jak dzieje się z duetem Niedźwiedź-Maksymiuk, gdzie winą obarczyć się chce trudne dzieciństwo, czy marihuanę. Niepotrzebna mi jest w tym momencie analiza nierówności społecznej, jaką Marek Jastrząb przeprowadza na portalu Liternet. Nie potrzebuję teraz wiedzieć, że to podsyci zbrodniarzy, że trzeba podkulić ogon, by nie jątrzyć sprawy. Właśnie przeciwnie, sprzeciw dzisiejszego świata ma być totalny, każdy przyzwoity człowiek powinien być Charlie, jeśli nie chce, by się fala terroru zmieniła w strach przed mówieniem, przed opowiedzeniem się po czyjejś stronie. Tu nie chodzi o nic innego, jak tylko o zwyczajną, ludzką zbrodnię i nic więcej.
    I co, myślisz, że kliknąć to taka prosta sprawa? Mnie czyta 200 osób dziennie, a mojego tu posta nie kliknął nikt ani razu.

  7. Małgorzata Köhler pisze:

    Nie, to nie ten link, mój był do wszystkich oryginalnych rysunków Ch. H. Trzeba skopiować i dopiero wkleić:
    https://www.google.de/search?q=charlie+hebdo&num=50&source=lnms&tbm=isch&sa=X&ei=2IOzVJ3wLs3eOKv_gYAG&ved=0CAgQ_AUoAQ&biw=1280&bih=583

    A propos: „myślisz, że kliknąć to taka prosta sprawa? Mnie czyta 200 osób dziennie, a mojego tu posta nie kliknął nikt ani razu.” – To może dobrze? Masowe klikanie na fejsbuku ma znamiona gier towarzyskich i zachowań stadnych, a Twój blog czytany jest zapewne przez ludzi wolnych od tego typu reakcji. Myślę tak: „lubiąc” i upowszechniając apel o zamieszczanie karykatur, podpisuję się pod nim, a przecież, jak widzisz, mam sporo zastrzeżeń, widocznie nie jestem jedyna.

    Porównujesz ten apel z popieraniem Solidarnościi, co było w Polsce jedyną drogą do wyzwolenia się z komuny. Pierwszą poważną szansą, bez alternatywy. Wtedy nieważne było z kim i w jaki sposób, tylko przeciw komu.
    Gdy po ogłoszeniu stanu wojennego spontanicznie zawiązaliśmy w kilka osób nie sterowaną przez nikogo komórkę oporu i wrzucaliśmy ulotki do skrzynek pocztwoych, a chodząc pod pretekstem spaceru z psem po osiedlu po godzinie policyjnej, rozklejalismy plakaty pod osłoną nocy, nie dbaliśmy o konsekwencje – mimo, że mogły być drastyczne, to dotyczyłyby tylko nas.

    O ile hasło „je suis Charlie” może być interpretowane jako jasno wyrażona solidarność z ofiarami, o tyle masowe upublicznianie karykatur idzie już krok dalej, a konsekwencje nie są do przewidzenia.

    Na luksus takich uproszczeń, jak w czasie walki z komuną, świat nie może sobie dzisiaj pozwolić, bo szybkie manipulacje właśnie dzięki komunikatorom jak fejsbuk czy twitter odbywają się na ogromną skalę, a wymierzone są często przeciwko mniejszościom religijnym i etnicznym. Tak jak przewidywałam, natychmiast podczepiła się niemiecka PEGIDA aby pod pretekstem solidarności z Charlie Hebdo organizować swoje nacjonalistyczne marsze, wymierzone w azylantów i ludność napływową. Na szczęście niemieccy politycy zareagowali od razu zdecydowanie, wyrażając odrazę do takiego żerowania na tragicznych okolicznościach („nędzne, obrzydliwe instrumentalizowanie”, żądając odwołania marszu.
    http://www.spiegel.de/politik/deutschland/pegida-csu-chef-seehofer-fordert-stopp-der-protestmaersche-a-1012433.html

    Sami pozostali przy życiu rysownicy z Charlie Hebdo i ich francuscy koledzy zareagowali ostro i jednoznacznie przeciwko takiemu wykorzystywaniu okazji: http://www.n-tv.de/politik/Franzoesische-Karikaturisten-haben-genug-article14300186.html

    O tym myślałam, pisząc, że dzisiaj nic nie jest już czarno – białe. Potępienie mordu – tak, jak najbardziej, ale te tragiczne wypadki nie powinny zwalniać od myślenia.

  8. Małgorzata Köhler pisze:

    Jak czytam właśnie, zamach na Charlie Hebdo wywołał rekcję również w kręgach politycznych; w Niemczech odbywa się dyskusja na temat sensowności zniesienia paragrafu k.k. o profanacji, co chyba – i moim zdaniem słusznie – nie przejdzie.

    Nawet wśród francuskich rysowników i redktorów odbywają się burzliwe, wcale nie jednoznaczne dyskusje, zdania są podzielone. Przetłumaczę za „Die Zeit” fragment wypowiedzi żyjącego w Paryżu tlumacza komksów, Volkera Zimmermanna, który, cyt.:
    „krytykuje w związku z tym reakcję krótkiego spięcia, jaka przypomina mu rok 2005 – wtedy w duńkiej gazecie dänischen Jyllands pojawiły się karykatury Mahometa, które pociągnęły za sobą światowe demonstracje i protesty. „To były złe karykatury z prawicowej, konserwatywnej gazety, dlaczego miało się je pokazywać?” Charlie Hebdo przedrukował je wtedy. „Przedrukowywać te karykatury tylko z tego powodu, że to wyraz ekstremalnej świeckości, która w imię wolności prasy atakuje hurtem wszystkie religie, bez brania pod uwagę sytuacji społecznej dotkniętych wspólnot religijnych. Jasne, można. Ale czy to jest inteligentne?”

  9. Ewa pisze:

    Nie wypominam Małgosiu, ale to Ty mnie skierowałaś na te sprawy, ja przez trzy dni niczego nie otwierałam, nie wiedziałam, przysmażałam tylko pierogi, które już kleiliśmy o niczym nie wiedząc.
    Próbuję dogonić zaległe newsy, ale jak powiedział kiedyś Krzysztof Varga, felietony najlepiej się pisze polityczne bo każdy dzień przynosi nowy materiał, wystarczy go po swojemu zinterpretować. Nie mam pojęcia, kto teraz wyskoczy z antysemityzmem, z anty-islamizmem, tak jak w Afryce swego czasu z antypolskością. To są chyba ludzkie żywioły odwieczne i trudno być zaskoczonym. Na moim blogu chcę jednoznacznie potępić mord dokonany na artystach i nie wikłać się w politykę i religię, bo tych spraw nigdy nie rozumiałam.
    Dodam jeszcze, chociaż wygląda, że też chcę i swoją pieczeń na tym upiec: „Charlie Hebdo” nie napiętnowało publicznie swoich redakcyjnych kolegów po ołówku i piórze, nie załatwiało wewnętrznych porachunków pod pretekstem dobroci dla świata, jak robią to Trolle portali literackich podszywając się pod podobny sposób i strategie walki ze światem.

  10. Małgorzata Köhler pisze:

    „(…) przez trzy dni niczego nie otwierałam, nie wiedziałam, przysmażałam tylko pierogi, które już kleiliśmy o niczym nie wiedząc.” – przypomina mi to, jak w grudniu 81 graliśmy od 48 godz. w pokera, aż wreszcie jeden z nas wyszedł wieczorem do rodziców po zaopatrzenie, a tu godzina policyjna i żołnierze na ulicach. To było nierealne jak film, ale z realnymi, wieloletnimi konsekwencjami.
    „Skierowałam Cię na te sprawy” bo przecież trudno nie wiedzieć i nie reagować na sprawy o mniej więcej takim znaczeniu dla Europy jak zamach na Word Trade Center dla świata. No a że bezpośrednio dotknęło to jedną z nas piszących, to sądziłam, słusznie, że poczujesz się poruszona.
    Konsekwencje zamachu w Paryżu to już nie tylko ‚zwykła’ polityka. Nastroje antysemickie we Francji są tak silne, że 5000 policjantów musi pilnować żydowskich szkół, 10 000 żołnierzy obsadza do wtorku ważniejsze punkty kraju, bo z powodu gróźb terrorystycznych obwołany jest najwyższy stopień alarmu, a ofiary – zakładnicy Żydzi – będą pogrzebani w Jerusalem. W Niemczech dla odmiany ta cholerna Pegida. Na naszych oczach idzie przez Europę nowa potężna fala nienawiści, trudno stać sobie spokojnie z boku.

    Masz rację, na pewno trolli nie można porównywać z satyrykami. Raczej już z terrorystami; czy zauważyłaś, że wszyscy, którzy uprawiali terror w historii świata, od Heroda począwszy, przez nazwiska pisarzy na indeksie i akta UB w PrL-u aż do list dżihadu, mieli zawsze listy wrogów? (A jak opowiadała koleżanka krwawej Zuzanny, miała ona też taką swoją listę.)
    W tej sytuacji z faktu, że stoimy gdzieś tam na jakiejś liście trolli, na ich pracowicie kleconych stronkach, raczej powinnyśmy być dumne. Mam ciągle jednak nadzieję, że ‚borowscy’ nasycą się trumfem, nażrą nim, aż się im odbije i oprzytomnieją, przestaną wykańczać platformy literackie.
    Ale jednak wagowo temat mi jakoś nie przystaje.

  11. Ewa pisze:

    chciałoby się tak grać w pokera i o niczym nie wiedzieć co się na zewnątrz dzieje, ale im dłużej się człowiek nie interesuje, tym więcej musi wcześniej, czy później, nadrobić.
    Czytam ten rynsztok w małych dawkach, bo nie da się dużo na raz, by zrozumieć źródła trollingu portalowego, a jakbym czytała na bieżąco, nie miałabym problemu z tym zrozumieniem.
    Jednak tak jak piszesz, świat jest w ocenach podzielony, jednak zbrodnia jest zbrodnią, barbarzyńcy zabijają, kraje cywilizowane wybierają formy nowocześniejsze, np. sądy za obrazę.

  12. Ewa pisze:

    Wkleję tu jeszcze radykalny głos Maksa Kolonko przepowiadający, że nawet Jolka z piosenki „Jolka, czy mnie jeszcze pamiętasz”, która „z autobusem Arabów zdradziła go” nie uniknie kary.
    Ku przestrodze.
    https://www.youtube.com/watch?v=Z_1OKvQWjHE&bpctr=1421145902

  13. Robert Mrówczyński pisze:

    Ten materiał został uznany przez społeczność YouTube za potencjalnie obraźliwy lub drastyczny. Zastanów się, czy chcesz go oglądać.

  14. Marcin pisze:

    Ewo, ja też od kilku dni usiłuję jakoś te paryskie sprawy i ich szerokie implikacje rozeznać. I muszę chyba stwierdzić, że im więcej czasu upływa, tym bardziej moje serce przechodzi na stronę p. Małgorzaty. Oczywiście, że chciałoby się tak prosto, w odruchu czystego moralnego sprzeciwu, potępić mord i uczynić to publicznie. Oczywiście, że chciałoby się stanąć po stronie demokracji, wolności, prawa do swobodnej ekspresji, no i – ogólnie – szacunku dla życia. Ale ta niewątpliwa – podkreślam to z całą mocą – tragedia ma jednak też kilka półcieni, które już wcześniej wyłuszczyła tu p. Małgorzata.
    Żeby się tu nie dublować, po prostu przekleję Ci, co napisałem w pewnej facebookowej dyskusji:

    (…) ta sprawa ma jeszcze inne aspekty. Na przykład krach jak najbardziej lewicowej ideologii multi-kulti. Ponoć niedawno w Szwecji dyrektor szkoły polecił zdjąć flagę państwową – zauważ, flagę PAŃSTWA, nie jakieś symbole religijne – bo mogłaby… urazić uczucia mniejszości etnicznych. Europa sama niszczy własne wartości i tak naprawdę nie ma z czym stanąć naprzeciw ekstremistom – ludziom, w przeciwieństwie do zblazowanych Europejczyków, naprawdę zdeterminowanym i, jakkolwiek prowokacyjnie to zabrzmi, wierzącym. A rzecz nie dotyczy już tylko imigrantów. Skala konwersji na islam rdzennych Europejczyków się poszerza. Podobno 20% bojowników ISIS to EUROPEJCZYCY – biali, urodzeni w zachodnich krajach. Jak sądzisz, co ich tam przyciąga? Coś, czego Europa już nie może im dać, bo tak naprawdę Europa jest już żywym trupem, który karmi się lewackimi dyrdymałami o równości i powszechnym szczęściu. I nawet jak w Niemczech – w NIEMCZECH! – ludzie wychodzą na ulice, to liberalne elity stać tylko na ich besztanie i pieprzenie, że grozi nam islamofobia. Kurwa, to są jakieś kosmiczne jaja! I teraz wchodzi to nieszczęsne „Charlie”, które posunęło się trochę za daleko, co może nawet i wynikało z jakiejś autentycznej bezkompromisowości – nie rozstrzygam. Ta masakra była możliwa, bo tamci goście wiedzieli, że im wolno. Bo całe tabuny skretyniałych pogrobowców 1968 roku podcinających naszą wspólną gałąź pracowały na ich absolutną bezkarność. Ci, którzy dzisiaj kanonizują tych zabitych satyryków, jutro będą przestrzegać przed wydumaną nienawiścią do Islamu, ksenofobią i całym zestawem tych bzdur, które „siły postępu” zawsze uruchamiają, gdy zaczyna im się nudzić. I dlatego Je ne suis pas Charlie! Nie mogę, nie chcę, nie muszę.

    I jeszcze link do ciekawego tekstu w GW:
    http://wyborcza.pl/1,75968,17239891,Jestes_Charlie_Hebdo_czy_nie_jestes_.html

    Wiem – i tu bardziej kieruję się do p. Małgorzaty – że moja powyższa wypowiedź mogłaby sugerować jakiś rodzaj sympatyzowania z ruchami nacjonalistycznymi na zasadzie prostej opozycji. Tak jednak nie jest, i nie mogłoby być, choćby dlatego, że zachodnia prawica – w przeciwieństwie do polskiej, poza Korwinem rzecz jasna – jest przecież proputinowska, co tak naprawdę zakrawa na gaszenie pożaru benzyną. Nawiasem mówiąc, już gdzieś w sieci mignęły mi opinie, że podsycanie islamskiego terroru w zachodniej Europie jest Rosji jak najbardziej na rękę, bo a) wzmocni tamtejsze kremlowskie ekspozytury, b) wyniszczy i tak już nadwątloną strukturę tej cywilizacji.

    Jeszcze co do kwestii obrażania uczuć religijnych, bluźnierstwa itp. Sądzę, że prawo do absolutnej wolności wypowiedzi zagwarantowane demokratycznie to jedno, ale odpowiedzialność moralna jest jednak czymś innym, dalece bardziej subtelnym. To istotnie trochę kwestia smaku, ale tak bardziej po herbertowsku – smaku, w którym są włókna duszy i chrząstki sumienia. Europa, nawet jeśli cieszy się swobodami, o jakich dawniej nikt nie śmiał marzyć, popada jednak w nihilizm. Demokracja europejska w dużej mierze staje się wartością autoteliczną, zamiast być nośnikiem i strażnikiem wartości bardziej transcendentnych (nie mam na myśli koniecznie Boga). Nie waham się powiedzieć, że demokracja w Europie zmienia się w totalitaryzm z dogmatem relatywizmu jako niepodważalną doktryną. Jeśli w takiej Europie któregoś dnia zostanie jak najbardziej demokratycznie przegłosowane, że np. niepełnosprawnych należy unicestwiać i to dla ich własnego dobra, bo to jest humanitarne, ja nawet nie będę miał prawa weta. Przecież z demokracją się nie dyskutuje. Walną mi igłę w zad i jeszcze się uśmiechną, że już nie będę się musiał dłużej męczyć. Jeśli zaś jedyną odpowiedzią na przesłanie religijne bez różnicowania go – bo przecież wszystkie religie są z natury złe i niosą jedynie opresję, kolejny demoliberalny dogmat – jest szyderstwo i jad, to cóż się dziwić, że sami Europejczycy zaczynają się czuć zagubieni i nie mając oparcia we własnych tradycjach, jadą na nieswoją wojnę.

    Z czym – powtarzam jeszcze raz – z czym my tak naprawdę stajemy wobec tych barbarzyńców? Z zaklęciami o wolności, które w praktyce już nic nie znaczą? Z poprawnością polityczną, która nie pozwala nazwać rzeczy po imieniu? Ze zgnuśnieniem i brakiem szacunku nawet do samych siebie? Zniszczyliśmy wszystko, co dało się zniszczyć. Obśmialiśmy wszystko, co dało się obśmiać i co nam zostało? Jeszcze w miarę zasobny portfel, z którego dżichadyści będą chętnie korzystać, ale i on coraz chudszy. Oni mają swoją wiarę – jasne, że złą, wypaczoną – a my mamy „Charlie Hebdo” jako herolda wolności. Strach się bać.

    Uff, poniosło mnie. Ale tak rzeczywiście czuję. I dlatego apelu Asha poprzeć nie mogę z czystym sumieniem. Nie mogę też być Charlie, bo przy całym szacunku dla wolności, co innego mnie kształtuje.

    • Robert Mrówczyński pisze:

      Ciekawe z czym Pan sympatyzuje w takim razie? Wszystkie największe wartości świata zachodniego ma Pan za nic, zupełnie fałszywie widząc w nich śmiertelne zagrożenia (katolibski slogan o cywilizacji śmierci). Fałszywy i brzydki przykład z widmem przymusowej eutanazji, która jest (i była) możliwa tylko w totalitaryzmach, a nie w „totalitaryzmach z dogmatem relatywizmu”, jak Pan widzi i nazywa demokrację. Brzydko tak na chama obciążać politykę multi kulti, pobłażanie dla homo, gender , a nawet samą tęczą (co robi Kolonko, ale Pan pisze w tym samym duchu). Demokracja jest z natury rzeczą delikatną i łatwo można ją zniszczyć, co można znaleźć w historii ludzkości (np demokracja weimarska). Pana analiza jest do kitu, bo nie potrafi Pan nią wytłumaczyć czwartkowej rzezi 2000 mieszkańców miasta Baga w Nigerii przez islamistów Boko Haram. Zasiekli maczetami, spalili żywcem, zastrzelili dzieci, kobiety, mężczyzn, jak leci. To dla nich bez znaczenia w co wierzy Europa, Pana poglądy, Pani Kohler, czy moje, oni wykorzystują słabość i dobroć demokracji. To jest inwazja barbarzyńców. Jeśli chce Pan ocaleć, musi Pan się z „czystym sumieniem” solidaryzować z Charli.
      A zapis o obrazie uczuć religijnych jest hańbiący i cofający Polskę w mroki średniowiecza. Powinien być natychmiast zlikwidowany. Przecież już ks. Krasicki mawiał, że prawdziwa cnota krytyk się nie boi…

      • Marcin pisze:

        Myli się Pan, Panie Robercie, nie „muszę” się solidaryzować. Mogę, ale nie MUSZĘ. Tak jak mogę wrzucić pieniądze do puszki WOŚP, ale nikt nie może mnie do tego zmusić emocjonalnym szantażem, że jak nie popieram Owsiaka, to nie mam prawa się leczyć na jego sprzęcie. A nie muszę, bo jestem wolną jednostką. Pan, jako orędownik wolności, powinien to chyba zrozumieć najlepiej.

        Przyznam, że trudno mi się do Pana pisze. W wielu komentarzach przy wielu różnych okazjach udowodnił Pan swoją zwierzęcą nienawiść do religii, a do chrześcijaństwa szczególnie, co – proszę wybaczyć – zaburza pańską percepcję rzeczywistości, gdy do dyskusji wchodzą wątki choćby w minimalnym zakresie zatrącające o religię.
        Przekonanie, że religie – podobnie jak narodowość – są absolutnym złem, faszyzmem i obskurantyzmem, jest z gruntu trockistowskie. Dlatego tym bardziej dziwi mnie w Pana ustach. W Związku Radzieckim jedyną religią – choć nie nazywano jej tak – miał być kult Przywódcy i Partii. Kiedy ta ideologiczna zaraza przeszła na Zachód i zmutowała tam w to, czego kulminacyjnym punktem był Maj 68, bóstwem stała się Europa i Demokracja. To one miały zażegnać antagonizmy, zasypać nierówności itp. Tylko że życie nie da się przykroić do idei. A kiedy próbuje się to robić na siłę, właśnie wtedy powstaje totalitaryzm. I dochodzi do tak zadziwiających paradoksów, że wolność staje się przymusem, a różnorodność – bezwyjściowością. Właśnie w to wyrodziły się dzisiejsze europejskie wartości, a ich kapłani z bezwzględnością inkwizycji zwalczają wszelkie herezje. Więc jeśli Pan nienawidzi religii jako takiej, powinien się Pan zwrócić również przeciw współczesnej demokracji. Bo ona, podobnie jak komunizm w ZSRR, stała się oficjalną, choć nienazwaną religią Europy. Religią bardzo misyjną i nie znoszącą jakiegokolwiek sprzeciwu.
        Kamieniem węgielnym europejskiego Oświecenia była masakra rewolucji francuskiej. Kamieniem węgielnym chrześcijaństwa – niewinna śmierć niewinnego człowieka. I nie ma tu znaczenia, czy uwierzymy w jego boskość, czy nie. I to, niezależnie od dróg, jakimi ruchy te później podążyły, rzutuje na ich późniejszy kształt, tworzy ich rdzeń. Dokładnie na tej samej podstawie uznaję moralną wyższość chrześcijaństwa nad islamem.
        Ja wiem – Pan teraz wytoczy całą litanię argumentów: że chrześcijanie też zabijali, że proces Galileusza, że księża-pedofile itd. Ja z kolei mógłbym zacząć się rozwodzić o tym, co socjaliści robili w Hiszpanii albo jak w imię Republiki niszczono Kościoły we Francji. Obydwaj z racjonalnego punktu widzenia będziemy mieli rację. Tylko to niczemu nie będzie służyć, to jest najczystsza retoryka walki klas. A rachunku krzywd nikt nikomu nie wyrówna.
        Dla mnie jeden człowiek autentycznie święty po tysiąckroć zmazuje te wszystkie winy chrześcijaństwa, którymi Pan mógłby tu zapewne sypać jak z kapelusza. To, że chrześcijaństwo nadal trwa i mimo licznych błędów się rozwija – choć już nie w Europie, gdzie się je brutalnie eliminuje – nie jest zasługą jego politycznych wpływów ani odwoływania się do najniższych instynktów. Trwa, ponieważ przez wieki uzdalnia ludzi do duchowego wzrastania, bo przyniosło światu poczucie godności osoby.
        Zrozumiał to choćby Kołakowski, mimo iż sam się nie nawrócił. Dlatego zachodni lewacy tak go znienawidzili i zwalczali, gdy po przyjeździe zamiast zakładać proletariacką międzynarodówkę, zaczął wytykać im zamordyzm i puste doktrynerstwo; a u nas „Krytyka Polityczna” zamiast niego woli wznawiać pisma Lenina.

        Choćby z tego tytułu według mnie „Charlie Hebdo” w roli reduty wolności to jednak kiepska polisa na życie. Przy całym szacunku dla tragedii, która się tam wydarzyła, jak też dla ozdrowieńczej mocy satyry. Wolę jednak patrzeć w stronę katedr. Co ciekawe zresztą, właśnie w jednej z nich swój samobójczy protest przeciwko niszczeniu Europy postanowił wyrazić Dominique Venner. Chciał Pan wiedzieć, co mnie kształtuje? Właśnie to. Mimo iż utraciłem żywą wiarę w Boga.

        A obowiązkowa eutanazja jako szczyt humanizmu i lek na rzekome cierpienie stanie się w Europie faktem. Za pięć, dziesięć, może trzydzieści lat. Ale tak będzie. Wskazuje na to logika materialistycznego postępu, którą świat zachodni w tej chwili się kieruje. Chyba że nastąpi jakieś nowe oświecenie. Oby tylko nie przynieśli go misjonarze pod zielonymi sztandarami. Bo wtedy gest Witkacego może dla wielu z nas stać się pokusą nie do odparcia.

        • Robert Mrówczyński pisze:

          Ale to tylko i wyłącznie dzięki tej zgniłej i zdychającej demokracji, dzięki krwawej rewolucji francuskiej, łapa kościoła i zamordyzm królów zelżał i możemy sobie obaj tu ubliżać: Pan ateistom, ja religiantom. Ale Pan jest także ideologiem, moralizatorem, który naucza z wysokości katedr, a ja tam nic nie widzę oprócz zimna i wyniosłości. Ja jestem za sztuką, za życiem, za odważnym Charlie wojującym ołówkiem, świętość samobójców mnie odstręcza, świętość świętych kościoła, śmieszy. Ale jest prawdopodobne, że „katedra” ponownie zostanie uruchomiona, tzn. zaktywizuje się wojownicze chrześcijaństwo, jako tama dla islamu. Być może prorocze były słowa JPII: „albo Europa będzie chrześcijańska, albo nie będzie jej wcale”. Ale wtedy wszyscy będą przegrani, niezależnie kto wygra, jak po III wojnie światowej, której widmo także nie jest takie niemożliwe. Wróci barbarzyństwo i wieki średnie. A może jeszcze mniej niż średnie. I nie pogadamy sobie już więcej tak otwarcie, tak bez strachu.

          • Marcin pisze:

            Jan Paweł II miał absolutną rację. I niestety dzisiaj jego słowa się potwierdzają. Przy czym on raczej tę chrześcijańskość rozumiał nie jako nakaz biegania co niedzielę do kościoła i stosowania kalendarzyka zamiast gumki, lecz jako niewyrzucanie na śmietnik naszego dziedzictwa. Wszystko ma znaczenie, Panie Robercie – i odkrycia Galileusza i krzyż. Wszystko tworzy delikatną tkankę wspólnej tożsamości. Usunąć któryś z tych elementów, to zadać gwałt całej reszcie. Czy pouczam? Nie, daję świadectwo swoich duchowych poszukiwań. Pan może je przyjąć lub odrzucić. Odrzuca Pan – cóż, trudno, strzepuję pył z sandałów i ruszam dalej w drogę.

  15. Ewa pisze:

    Dałam Kolonko jako przykład populizmu.
    Zawsze byłam za Tęczą i za Palmą w Warszawie jako akcentami niezbędnej ironii dla tego miasta.
    Wszystko jest ważne, wielość kultur, tygiel, różnorodność, barwność, wolność. I to wszystko przecież jest. Europa jest przepiękna, miasta o nowoczesnej, wspaniałej architekturze, jak możesz mówić Marcinie „bo tak naprawdę Europa jest już żywym trupem”. Nigdy na przestrzeni dziejów zwykłym ludziom tak dobrze się nie żyło, niejednokrotnie królowie w swoich zimnych zamkach nie mieli takiego komfortu dnia powszedniego, jak zwyczajny mieszkaniec Europy.
    „I teraz wchodzi to nieszczęsne „Charlie”, które posunęło się trochę za daleko”…
    Dlaczego za daleko? A dzieła markiza de Sade nie posunięte za daleko? Przecież o wiele dalej.

    Zawsze byli na świecie nudziarze, malkontenci, psuje i zwyczajne skurwysyny, jak np. Trolle literackiej Sieci – niedaleko szukać – Naćpana tu wkleiła swego czasu swój nowy, arabski wizerunek. Tacy też swego czasu zajmowali wolne etaty w krematoriach i obozach koncentracyjnych, bo zawsze tam można było sobie robić to, czego w normalnym społeczeństwie się nie da robić. Można było sobie ulżyć, poszaleć i pofikać, poznęcać się, potorturować i pozabijać w majestacie Prawa.

    W noworocznej korespondenci jedna z użytkowniczek portalu rynsztok napisała do mnie, że też mogłam tam sobie poszaleć, czemu tego nie zrobiłam. Nie zrobiłam, bo dla mnie Sieć jest jak Europa, cudowną cywilizacyjną zdobyczą, którą trzeba wszystkimi siłami ochronić przed barbarzyństwem.

    • Marcin pisze:

      A ja jestem przeciwny Tęczy. Uważam ją za dokładnie to, czym miał być Pałac Kultury, gdy Kraj Rad postanowił nam go po bratersku podarować. Ideologie są jak psy. Zawsze muszą obsikać teren. Piękne jest to, co piszesz o różnorodności. To istotnie może poruszyć serca artysty, jestem w stanie to zrozumieć. Ale ma też swój bardzo konkretny wymiar polityczny. Kiedy na przełomie wieków studiowałem polonistykę na UW, dużo się u nas mówiło o gender, LGBT czy feminizmie. To był czas, kiedy gender studies rozsiadały się w Instytucie Badań Literackich, i sporo moich koleżanek w to wtedy wchodziło. Ja może nie, ale te teorie mocno działały mi na wyobraźnię. Też cieszyłem się, że może być tak pięknie, kolorowo i różnorodnie. Ale gdy zacząłem trochę o tym czytać, a zwłaszcza o marksistowskim pochodzeniu tych ruchów, dostrzegłem, że pod pozorem tych haseł kryje się czysta polityka i bezwzględne parcie na to, by swe paradygmaty ustanowić jako obowiązujące. Dzisiejsze mniejszości seksualne są tym, czym dla komunistów była klasa robotnicza – armatnim mięsem rewolucji. Liczą się nie bardziej, niż w realnym socjalizmie realny murarz bądź tokarz. Tolerancja czy homofobia to retoryczne wytrychy, za pomocą których liberalni poprawiacze świata trzymają w szachu ewentualny opór.
      Miałem na studiach nauczycielkę, która była lesbijką. Bardzo ją lubiłem. Na jej zajęciach zawsze panowała atmosfera otwartości i pobudzenia umysłowego. W lecie dowiedziałem się, że popełniła samobójstwo w areszcie śledczym, do którego trafiła za uwiedzenie nieletniej i posiadanie narkotyków. Bardzo mną ta wiadomość wstrząsnęła, mimo iż w tym samym czasie umierała moja mama. Jakoś nie było biorących ją w obronę głosów piewców tęczy. Może nie pasowała do wzorca.

      Różnorodność i pluralizm to wielkie rzeczy. Tylko że w naszej cywilizacji urosły do rangi doktryny, co samo w sobie jest wbrew ich naturze. Poprawiacze świata zawsze mają ich pełne usta. Najlepsza różnorodność to taka, którą się po prostu żyje na co dzień, a nie taka, którą bez przerwy trzeba potwierdzać i wbijać do mózgów. Wtedy rodzi się bunt i wtedy tęcze mogą zacząć płonąć.

      • Robert Mrówczyński pisze:

        Niestety, uprawia Pan retorykę kościelną, przemawia Pan niczym ksiądz Oko. Wszystko Pan wrzuca do jednego worka. Pałac Kultury jest dla Pana tym samym co Tęcza. Gender zrównuje z komunizmem, a różnorodność i pluralizm widzi jako obowiązujące doktryny, co jest samo w sobie zaprzeczeniem. Właściwie nie potrafię sobie wyobrazić jak można do tak obskuranckich poglądów dojść, przeżywszy – pewnie nie cały okres – ale jakiś epizod bolszewii, trwający tu kilkadziesiąt lat. Z ręką na sercu; tak Panu ciężko tu żyć, z tą tęczą i genderem? A mnie się wydawało, że Pan żyje w puchu…

        • Marcin pisze:

          Tęcza w sensie estetycznym nie przeszkadza mi w ogóle. Nie zaburza jakoś drastycznie harmonii Placu Zbawiciela. Ale niesie pewne implikacje semiotyczne, do czego już się nawet przyznała jej twórczyni. I owszem, wrzucam gender i komunizm do jednego worka, bo dokładnie z tego worka zostały wyjęte. Tzw. ruchy emancypacyjne na Zachodzie mają źródło w tak znienawidzonej przez Pana bolszewii. Z księdza Oko może się Pan śmiać, lecz z Kołakowskiego i z jego „Głównych nurtów marksizmu” nie radziłbym. Nawiasem mówiąc ks. Oko chyba pisał o nim doktorat.
          A co do życia w puchu… ach, Panie Robercie… wstydu oszczędź 🙂 Jak to rzekł był Adam Michnik, kiedy po debacie o widmie faszyzmu nad Polską zaczepił go Dawid Wildstein: pochodzimy od innej małpy.

  16. Małgorzata Köhler pisze:

    Marcinie, ja się trochę zgadzam z Tobą a trochę z Ewą, a nawet trochę z Panem Robertem 🙂

    To jest strasznie skomplikowana sprawa i myślę o niej od wielu dni. Całym sercem jestem z Paryżem, który nadal żyje w terrorze i strachu. Ania pisze mi dzisiaj, że atmosfera w mieście nadal bardzo przygnębiająca. Szkoły córki pilnuje policja z każdej strony, na ulicach policja i wojsko, strach wejść do żydowskiego sklepiku czy knajpy; strach jechać metrem.
    Z gazet dowiaduję się o wyrażeniach i aktach agresji wobec Żydów i kilkudziesięciu napadach na muzułmanów.

    Próbuję więc ogarnąć to rozumowo, chłodno. Szukam pewników. Na każdy pewnik przpada jakieś „ale”. Pewne jest dla mnie, że:

    – rysunki Charlie Hebdo były obsceniczne, blasfemiczne i niesmaczne.
    ale
    – śmialiśmy się wszyscy z Monty Python, który drwił z ukrzyżowania i religii, z irlandzkich katolików, z Anglików, Niemców szczególnie, i ze wszystkiego. Ale kocham Monty Python, „Sens Życia” czy Żywot Brayana”, gdyby mi to zabrali, zniknęłoby coś naprawdę ważnego z mojego życia.

    Pewne jest:
    – Wolność prasy i opinii jest wypracowanym dobrem, którego nalezy bronić, mimo, że zdarzają się jej nadużycia. Że satyra, nawet najbardziej zjadliwa, nie zasługuje na kare śmierci, mimo że za drobniejsze rzeczy zabijano ludzi jeszcze niedawno (Stalin robił to podobno chętnie własnoręcznie). Mówienie, że rysownicy Charlie Hebdo zasłużyli sobie sami na to, co ich spotkało, na śmierć, jest niegodne – a jednak stale się słyszy.
    ale
    – w krajach zywilizowanych są na razie od tego paragrafy i sądy, i NIE jestem za zniesieniem paragrafu kk o blasfemii w Niemczech. Nie jest on zrsztą nadużywany. Nawet Ratzinger, wycofal oskarżenie przeciwko niemieckiemu pismu satyrycznem „Titanic”u, pokazującemu go z plamą uryny na papieskiej sutannie i podpisem „nieszczelne miejsce” – uznał prawo do satyry.

    – Pewne jest, że islamiści w najbardziej skrajnym wydaniu próbują opanować tereny krajów nieislamskich i narzucić swoje krwawe prawa tu w Europie
    ale
    – to są jednostki! To są terroryści! Nie cały Islam jest zły! Wg normalnych wyznawców islamu Mahomet jest pełen miłości, jak Chrystus. W interpretacji bojowników ISIS Islam jest tak nadużywany, jak bylo wyrzynanie niewiernych w imię Boga chrześcijan, tego samego Boga, który pomieszal ludziom języki za rozpustę i zesłał potop.

    Przede wszystkim coś nie gra z ruchem antyterrorystycznym, coś od zawsze nie grało. Jak wiadomo po zamachu 11.9, słuzby bezpieczeństwa Ameryki miały podobno sygnały o szykowanym zamachu ale je zlekceważyły. Skądinąd wiemy przeciez, że nic na świecie nie dzieje się bez wiedzy CIA – i abstrahując zupełnie od teroii spiskowych, i przedziwnych zbiegów okoliczności w tej sprawie, śmiem twierdzić, że w destablilizowaniu Europy Stany Zjednoczone też mogą mieć swoje interesy. Tej teorii nie chcę jednak tu rozwijać, ze względu na Ewę i charakter bloga.

    Pewne jest też, że jesteśmy sami sobie winni – złe stosunki zachodniej cywilizacji z resztą świata oraz nierówności społeczne w Europie są naszą własną winą, o czym pisałam wyżej; winna jest milcząca, leniwa większość społeczeństwa, która zezwala na sianie nienawiści nie tylko ze strony ekstremistów islamskich, ale też ze strony nacjonalistycznych ekstremistów antyislamskich (nie tylko niemiecka PEGIDA), antysemitów oraz innych ekstremistów religijnych (ale nie tylko), w tym katolickich, oraz która dopuszcza do sytuacji w polityce światowej, budzących nienawiść do Zachodu – czyli my, prawie wszyscy.
    – Wyjście? – rozum i dobra wola, i świadome zaangażowanie, naciski społeczne, popieranie polityki, która dotyczy nie tylko czubka swojego nosa, ale całego świata. Wspólpraca, nie podsycanie antagonizmów.

    – Wiem na pewno żadną cenę, w imię bezpieczeństwa, nie wolno dopuścić do rozwoju ruchów jak PEGIDA, bo to mogłoby się okazać dla Europy początkiem klęski podobnej do ideologii faszyzmu. To wstyd, że takie ruchu powstają – a jednocześnie objaw wielkiej bezsilności.
    – Ale walczyć z terroryzmem, z plagą naszych czasów, jak z wścieklym psem, nawet kosztem pewnych wolności (anonimowośc w sieci np.); rozwój systemów policyjnych – chyba nie do uniknięcia.

    Pisałam o wspólpracy, tymczasem sprawa Charlie Hebdo już jak zwykle podzieliła Polaków. Z których każdy wie inaczej i lepiej. Strasznie się dziwię, bo ja po prostu nie wiem, nie wiem naprawdę, co jest mniejszym złem a co większym, wiem tylko, że jest naprawdę niedobrze.

    • Marcin pisze:

      Pani Małgorzato, nie wiem, jak jest z tą obrazą uczuć religijnych w Niemczech, ale podejrzewam, że jest traktowana znacznie łagodniej niż u nas. Może w świetle tego, co napisałem powyżej, to Panią zaskoczy, ale uważam, że tego rodzaju paragrafy są kompletnym nieporozumieniem. Przede wszystkim dlatego, że uczuć religijnych, jeśli są prawdziwe i głębokie, nie da się obrazić. Poza tym znów wszystko rozbija się o pewien smak i uznanie danej wartości. Nie chodzi przecież o to, żeby ukarać Nergala za publiczne spalenie Biblii. Powinno się raczej zabiegać, by sam z siebie zrozumiał, dlaczego ta Biblia jest ważna. Przymusem nic nigdy się nie załatwi. Jak to ktoś kiedyś napisał: prawda, jeśli rzeczywiście jest prawdą, narzuca się mocą swojego świadectwa. A cnota mężnie staje naprzeciw krytykom, jednak nie wtrącając ich do więzień czy mordując, lecz przekonując. A jeśli pozostaną nieprzejednani, strzepuje pył z butów i rusza dalej swoją drogą.

      • Małgorzata Köhler pisze:

        Jak jest traktowana, najlepiej pokazuje przykład papieża Bendedykta, Raztingera, który przytoczyłam. Zaskarżył redakcję ale po namyśle wycofał skargę.
        Nie słyszałam też nigdy o żadnym przypadku karania ograniczeniem wolności za zjadliwą krytykę wiary czy poglądów. Za to bezczeszczenie synagog czy grobów jest ścigane ostro, niesie w sobie też inny ładunek.
        Niemiecki paragraf o blasfemii to w gruncie rzeczy bardziej moralne veto, wskażnik dla tych, którzy sami nie rozumieją ładnych słów z końcówki Pana wypowiedzi. Jest chyba oczywiste, że perswazja niekiedy działa, ale często w ogóle nie dociera.

  17. Robert Mrówczyński pisze:

    Kiedy Pani pisze, że nie jest za zniesieniem paragrafu o blasfemii w niemieckim kk, to jest Pani duchem z bandytami islamskimi. To, że Pani nie jest taka radykalna jak ci przedstawiciele miłosnej religii, nie ma żadnego znaczenia. Bo tu nie można być „trochę w ciąży”, tu sytuacja albo-albo. Źle Pani zrozumiała lekcje z Monty Pythonów i trudno mi uwierzyć, że wylewała by Pani łzy gdyby Pani go zabrali. Pani to traktuje jako świetne dowcipy, podczas kiedy były i są to sprawy śmiertelnie poważne, bo satyra to sprawa poważna i niebezpieczna – satyra to światopogląd, a nie rozrywka i wentyl. Istotą biedy jaką teraz mamy i mieliśmy zawsze jest właśnie religia. Gadanie, że nie cały islam jest zły to takie samo gadanie jak w bolszewii, że socjalizm nie jest zły, tylko złe są wypaczenia. Nie chodzi też wyłącznie o islam, wszystkie religie są złem, bo bazują i utrzymują wiernych na niskim poziomie wiedzy, życia, odwołują się do najniższych uczuć, mówią językiem populistycznym, są niedemokratyczne, ale niestety ludzie są z tego kontenci. O tym był Monty Python. Tyle tylko, że akurat ekspansywny islam mamy na tapecie, który staje się realnym zagrożeniem, bo to religia młodsza o 600 lat od chrześcijaństwa, które było równie krwawe w podobnym wieku, choć teraz już krwawe nie jest, ale niewiele więcej mądre. Jako przykład jaka to religia miłości, ten islam, może być świeże doniesienia prasowe z Arabii Saudyjskiej – sojuszniku USA – w której skazano blogera na 1000 (tysiąc) batów za niewłaściwe słowa. I biedak ten musi się co tydzień stawiać w katowni, by mu wymierzyli 50 batów, bo katują go miłosiernie, na raty.
    Nie wiem czemu Pani się dziwi i o co Pani chodzi z tym mniejszym złem? Nawet Jaruzelski wiedział co nim jest.

    Znalazłem w sieci program Pegidy, 19 punktów. Wydaje się to być sensownym programem w walce o Zachód. Ale ja tam nie mieszkam i nie wiem jak się sprawy mają w rzeczywistości. Ale jakoś nie widzę w tym ideologii faszystowskiej. Same pobożne życzenia („rozum dobra wola, świadome zaangażowanie”) nie starczą, jakiś program być musi. Czy ten jest zły?

    1. PEGIDA jest ZA przyjmowaniem uchodźców z terenów objętych działaniami wojennymi oraz osób prześladowanych z powodów politycznych i religijnych. To jest nasz ludzki obowiązek!

    2. PEGIDA jest ZA wpisaniem do konstytucji Republiki Federalnej Niemiec prawa do integracji oraz obowiązku integracji (w tej chwili jest w niej zapisane jedynie prawo do azylu).

    3. PEGIDA jest ZA decentralizacją zakwaterowania uchodźców z obszarów wojennych i osób prześladowanych i przeciwko gromadzeniu ich w ośrodkach, w których często panują złe warunki!

    4. PEGIDA jest ZA ustaleniem wspólnych europejskich kryteriów przyjmowania uchodźców i sprawiedliwym ich podziałem na wszystkie kraje członkowskie Unii Europejskiej. (Utworzenie centralnego rejestru uchodźców , który będzie rozdzielał ich na wszystkie kraje członkowskie Unii)

    5. PEGIDA jest ZA obniżeniem liczby azylantów przypadającej na jednego pracownika opieki społecznej/urzędnika; w tej chwili jeden pracownik opiekuje się 200 osobami, co faktycznie oznacza brak opieki nad często mającymi za sobą traumatyczne przeżycia uciekinierami).

    6. PEGIDA jest ZA wprowadzeniem procedur przyznawania azylu w oparciu o model holenderski lub szwajcarski, a do czasu wprowadzenia ich – za zwiększeniem środków dla BAMF (Bundesamt für Migration und Flüchtlinge – Federalny Urząd ds. Migracji i Uchodźców), po to by znacznie skrócić czas rozpatrywania wniosków, a tym samym umożliwić szybszą integrację.

    7. PEGIDA jest ZA zwiększeniem wydatków na policję i PRZECIWKO redukcji etatów w tej instytucji.

    8. PEGIDA jest ZA pełnym wykorzystaniem i wdrażaniem już istniejącego prawodawstwa dotyczącego azylu i deportacji.

    9. PEGIDA jest ZA polityką „zero tolerancji” dla popełniających przestępstwa azylantów i imigrantów.

    10. PEGIDA opowiada się PRZECIWKO wrogiej kobietom, akceptującej przemoc politycznej ideologii, ale nie przeciwko mieszkającym tutaj, integrującym się muzułmanom.

    11. PEGIDA jest ZA kształtowaniem polityki imigracyjnej według wzorców szwajcarskich, australijskich, kanadyjskich i południowoafrykańskich.

    12. PEGIDA jest ZA prawem decydowania o własnej seksualności.

    13. PEGIDA jest ZA utrzymaniem i ochroną naszej, ukształtowanej przez wzorce judeochrześcijańskie kultury zachodniej.

    14. PEGIDA jest ZA wprowadzeniem procedur demokracji bezpośredniej (referendum) na wzór szwajcarski.

    15. PEGIDA jest PRZECIWKO dostarczaniu broni zakazanym, antykonstytucyjnym organizacjom, np. PKK.

    16. PEGIDA jest PRZECIWKO zezwalaniu na tworzenie się w naszym kraju równoległych społeczeństw i systemów prawnych/sądowniczych, np. sądów szariackich, policji szariackiej, działalności religijnych sędziów polubownych itd.

    17. PEGIDA jest PRZECIWKO przybierającej karykaturalne formy „genderyzacji” czyli niemal przymusowej, politycznie poprawnej neutralizacji płciowej naszego języka. [chodzi o nieużywanie słów, które zdradzają płeć, np. „nauczycielka”, przyp. tłum.]

    18. PEGIDA jest PRZECIWKO politycznie czy religijnie motywowanemu radykalizmowi!

    19. PEGIDA jest PRZECIWKO kaznodziejom nienawiści, niezależnie od tego, jaką religię reprezentują!

  18. Ewa pisze:

    Mnie zastanawiają Małgosiu wszędzie powtarzane te „nierówności społeczne”. Wiem od znajomych, że emigrantom w Europie żyje się jak w puchu, a szczególnie Francja ze względu na małżeństwa algierskie zawsze kochała świat arabski i dawała azyl uchodźcom. Pamiętam komiks irańskiej artystki, sfilmowany, nagrodzony, na inauguracji Catherine Deneuve…
    Nie chcę pisać o polityce, nie mam o niej pojęcia. Tak tylko piszę, co widzę wokoło. Pamiętam w Seattle, w klimacie przecież nie najcieplejszym, na stacji benzynowej właściciel wlewał benzynę w turbanie i kompletnym stroju człowieka pustyni. Nie było to przebranie, był to jego strój roboczy. I tak sobie pomyślałam, że gdyby mój syn chodził tu na co dzień w czapce górniczej z pióropuszem, to pewnie też nikt by złego słowa nie powiedział. A jednak zawsze prawem gościnności było to przebieranie w szaty gospodarza, a nie afiszowanie się swoją odrębnością i narzucanie jej innym, jak chustki w szkołach francuskich i stwarzanie gospodarzom nowych problemów, czy u nas prawa do rytualnego uboju zwierząt dla Żydów wbrew protestom miłośników zwierząt.
    Ile teraz w dym idzie środków na pilnowanie szkół… I ten, jak piszesz, permanentny strach wszystkich mieszkańców…Po co to komu.

  19. Małgorzata Köhler pisze:

    Ewo, to nie tajemnica, że emigranci i ich dzieci żyją w Europie w gorszych warunkach niz reszta, na pewno nie „jak pączki w maśle”; programy integracji są niedostateczne, jest wśród nich więcej bezrobotnych, żyją w enklawach etnicznych, silna jest i zawsze była niechęć do nich sporej części ludności ‚rdzennej’; tolerancja multikulti to postawa raczej liberalnej inteligencji, niż każdego obywatela . Piszą o tym teraz media, analizując głównie sytuację we Francji i dociekając, jak dochodzi do zakażenia ekstremalizmem i terroryzmem. Ja znam sytuację w Niemczech, oczywiście obowiązuje poprawność polityczna, ale szczególnie we wschodnich landach istnieją od lat 90 – tych zapiekłe tendencje rasistowskie (nie przypadkiemi akurat tutaj jest silnie ugruntowany radykalizm prawicowy.)

    Panie Robercie, na uproszczenia typu „Jest Pani duchem z bandytami islamskimi” nawet nie będę odpowiadać.
    Co do PEGIY – nie będę rozwijała szczegółowo, bo rzeczywiście zaczyna się już ścisle politycznie, a Ewa pragnie tego uniknąć.
    Opublikował Pan tutaj manifest PEGIDY, który w teorii wygląda niby niewinnie, ale też chodzi o niuanse, radziłabym poczytać raczej nie sam manifest a krytyków tego ruchu, budzi on wielką nieufność nawet u polityków CDU. Na wiecach, gdy sądzili, że nie są filmowani, byly skandowany parole Hitlera, dziennikarz (incognito), który wziął udział w ich demonstracji niby wyrażającej solidarnośc z Charlie Hebdo, z transparentem „Jestem muzułmaninem i jestem z wami przeciwko islamizacji Europy”, został zaatakowany, wyrzucony i w niewybredny sposób obrażany.

    Pozostali przy życiu redaktorzy Charlie Hebdo czują się obrażeni podczepianiem się pod śmierć ich kolegów tego właśnie ruchu, który symbolizuje wszystko, z czym walczą i dobitnie to napisali – „Pegido – spadaj!”. Jest to wg. nich „do porzygania”. Jaśniej chyba nie można.

  20. Robert Mrówczyński pisze:

    Widziałem na własne oczy te ich gorsze warunki. Standardów metrażowo-wyposażeniowych osiedli gdzie żyją, Polacy mogą tylko pozazdrościć. Już nie wspomnę, że 40% młodych Polaków z braku pieniędzy mieszka z rodzicami i nie łapią za karabiny, tylko… emigrują do tych „nie dbających” o emigrantów krajów i są zachwyceni. Wracając do tych osiedli, ich mieszkańcy wszystko mają za nic, wszystko tam schlewione, poniszczone, robią wszystko, żeby było obrzydliwie, niczego nie szanują. Nie wiem czego się spodziewali emigrując? Że wyprą autochtonów, że zastąpią elity, przejmą władzę i bogactwa? W ich macierzystych krajach nie mieli nic i zazwyczaj musieli uciekać. A teraz roszczenia i mordy. To jest tylko i wyłącznie hucpa religijna. To agresja islamu i próba ustanowienia nowego ładu, a raczej bezładu. Gadanie o nierównych szansach to preteksty i mydlenie oczu.
    Jeśli zaś chodzi o Panią mam nieodparte wrażenie, że nie zdaje sobie Pani do końca z sensu formułowanych przez samą siebie zdań. Weźmy takie np:

    …”Otóż nigdy sama nie publikowałabym tego typu satyry. Oglądałam rysunki Charlie Hebdo i faktycznie naruszały one uczucia religijne – nie tylko muzułmanów, satyra uprawiana przez pismo była wymierzona przeciw Żydom, katolikom, muzułmanom bez specjalnych preferencji . Jestem niereligijna, ale nie kpię z wierzących, to moim zdaniem równie ważne, jak rozdział religii od państwa.”

    Toż to czysta dulszczyzna! Sama Pani nie wierzy, ale potrafi się wczuć w uczucia religijne innych i odczuć dotkliwą obrazę tychże uczuć. Nieważne o co chodzi autorom rysunków, że ryzykują życiem, o co chodzi w ogóle w satyrze. Pani by nie publikowała takich rzeczy! I to mówi zakochana do szaleństwa w „Życiu Briana!”
    To jest jednoznaczne stanięcie po stronie tych bandziorów!
    Co do Pegidy to rzeczywiście nie wiem, to może podstęp i próba powrotu hitlerowców, ale manifest dobry.

    • Małgorzata Köhler pisze:

      Pan dopatruje się, zamiast czytać to, co napisałam. „sama nie publikowałabym tego typu satyry” znaczy dokładnie tyle, co znaczy – nie publikowałabym. Ja. Nie jestem za zamknięciem pism satyrycznych, chociaż nie wszystko mi się podoba.

      Nie publikowałabym z 2 powodów: bo są w mojej ocenie zbyt obsceniczne w stosunku do sacrum, jakim jest postać boga dla większości – większość świata wierzy w jakiegoś boga, oraz, bo tego typu satyra powinna być zrobiona genialnie, jak właśnie np. filmy Monty Python, żeby świat się z niej śmiał i zastanawiał nad nią. A to jednak nie ta klasa. A jakoś chyba nikt nie pozywał M.P.?
      Mądra satyra bardziej śmieszy, niż obraża. Tu raczej było z Ch.H. jednak odwrotnie.

      Jest Pan za zniesieniem paragrafów k.k. o blasfemii?
      A paragraf ten jest w Niemczech stosunkowo łagodny, w porównaniu z częścią krajów Europy. Nie zabrania on hurtem kpienia z religii, tylko działań poprzez urażanie uczuć religijnych i światopoglądowych w taki sposób, jaki zakłóca publiczny spokój.
      Zabronione jest też sianie na tym tle nienawiści.

      Podobnie w Polsce, gdzie cyt. wiki: Prawo polskie nie reguluje kwestii bluźnierstwa. Karalne jest natomiast nawoływanie do nienawiści na tle religijnym[4] oraz obraza uczuć religijnych[5].

      I jak będzie chwilę potem z kolejnymi paragrafami – np. z bezczeszczeniem – krzyża, miejsc kultu, albo grobów żydowskich, niemieckich, innych? Potrafi Pan sobie wyobrazic ilość zbezczeszczonych grobów, jak już będzie wolno?
      Co dalej – np. z flagą? Dlaczego właściwie nie? Państwo to przecież nie sacrum ale twór administracyjny. Jak będzie, jeżeli pojawią się rysunki flagii ISIS wtykanej w tyłek orłom państw europejskich?
      A poteoretyzujmy jeszcze dalej – jak będzie, jeżeli powiedzmy wybierze się Pan w moje okolice i zaraz po przekroczeniu w Zgorzelcu mostu na Nysie w pierwszym zajeżdzie natknie się Pan w niemieckiej toalecie na biało – czerwony papier toaletowy?

      W momentach chaosu, a w takim niewątpliwie znajdują się obecnie społeczeństwa krajów Europy, powinno się oczywiście pracować nad udoskonaleniem prawa, ale pozostawiać ważne dziedziny życia publicznego zupełnie bezprawiu?
      No a skoro każdy kij ma 2 końce, a w Europie żyje znacznie więcej niż 53 mln. wyznawców islamu (badania z 2005, czyli wtedy 7 % ludnosci, teraz zapewne znacznie więcej) – czy uznałby Pan za dopuszczalne, gdyby stale wyśmiewali oni zachodnie wartości religijne czy etyczne „w sposób mogący doprowadzić do zakłócenia pokoju publicznego”?

      • Robert Mrówczyński pisze:

        Zdanie: „ja nie publikowałabym…” jest zdaniem wartościującym, a nie jak Pani pisze; „znaczy dokładnie tyle, co znaczy”. To są podstawy logiki i dlatego ta uwaga, że nie rozumie Pani sensu własnych zdań.
        Charlie ma taką samą klasę jak Monty. Pythoni także mieli całą masę pozwów. Producent pierwotny jak przeczytał scenariusz natychmiast się wycofał, a los filmu wydawał się przesądzony. Tylko dzięki działaniom George’a Harrisona z Bitlesów i jego finansowemu wsparciu, film powstał.

        • Robert Mrówczyński pisze:

          chodzi o Żywot Briana.

        • Małgorzata Köhler pisze:

          Ma Pan w pamięci, że temat tego wątku to apel Timothy Gartona – namawianie do masowej publikacji karykatur Charlie Hebdo? No właśnie. Rozumie Pan już teraz, czy jeszcze nie?
          Ja nie publikowałabym – wydźwięk tego NIE jest taki, że potępiam Charlie Hebdo ani że solidaryzuję się z mordercami. To oznacza tylko i wyłącznie, że nie chcę sama rozpowszechniać tej satyry.

          Rodzi się nowa histeria – kto nie jest Charlie, jest przeciw nam. Autor apelu używa moralnego szantażu: „W przeciwnym razie zwycięży weto mordercy”.

          A te nagłe miliony fanów, w tym z kręgów pismu wstrętnych – z tego drwią sami redaktorzy Ch.H.

          Pomysł z masowym powielaniem karykatur uważam za niefortunny. Wolno mi zachować własne poglądy w tej sprawie? Wolno mi nie czuć się w służbie idei, której bez tej tragedii nie wpadłoby mi do głowy służyć? Wolno mi pozostać sobą, czyli osobą, która nie zaczepia innych swoją narzucaną, agresywną świeckością – skoro brzydzi mnie narzucana innym, agresywna wiara?
          To raczej Pan pewnych niuansów nie rozumie.

          Podpisałam listę kondolencyjną dla redaktorów Ch.H., podpisuję się stale pod apelami o uwolnienie ludzi więzionych za przekonania – ale nie mam zamiaru podpisywać się pod karykaturą z gwiazdą w tyłku. Mam prawo – czy jestem wrogiem? A jeśli tak to czego, zdaniem Pana? Liberalizmu? Wolności? No nie żartujmy!
          Dość mocno swoimi agresywnymi komentarzami próbuje Pan ograniczyć moją wolność wypowiedzi. No i co, mam Pana uznać za wroga wolności i demokracji?

  21. Ewa pisze:

    Musimy poczekać na spolszczenie najnowszej książki „Soumission” Michela Houellebecqa.
    Powieść właśnie wydana w Paryżu wyobraża Francję rządzoną przez muzułmańskie partie w 2022.
    Powiedział, że „głęboko jest dotknięty śmiercią swego przyjaciela Bernarda Maris’a” w ataku na Charlie Hebdo.
    Ja mu wierzę, to mój ulubiony pisarz współczesny.

  22. Ewa > Marcin pisze:

    Marcinie, komentarze są po to, by wypowiedzieć swobodnie swoje poglądy, które się posiada pod datą ukazującego się komentarza.
    Przygotowuję bezskutecznie te lata sześćdziesiąte, ciągle coś mnie odwodzi, ale w wolnych chwilach oglądam kroniki filmowe z tych lat. Ty pisząc o Pałacu Kultury nie wiesz, co piszesz.
    Tak, ludzie o innej orientacji seksualnej nic innego w życiu nie mają do roboty, jak tylko uwodzić nieletnich i ćpać. Tak, jakby heterycy byli wolni od takich grzechów. Co to są za przykłady, co to za dowody, na co? Że jak się zniszczyło Oscara Wilde, to świat stał się lepszy?
    Ale jak wcześniej napisałam, wszyscy mamy prawo do swoich własnych przemyśleń.

    • Marcin pisze:

      Ewa, czy mogłabyś trochę powściągnąć emocje? Nikt tu nikogo nie kamienuje, nie prześladuje. Przykład z moją nauczycielką miał pokazać, że pojedynczy ludzki los czasem wymyka się wzorcom. Podejrzewam, że środowiska LGBT nie ujęły się za nią, bo jej przypadek – zresztą wcale nie tak jednoznaczny, o czym pisała prasa w Legionowie, a czego ja tu nie chcę rozgrzebywać ze względu na osoby bliskie obu stronom – kładzie się cieniem na ich próbach wylansowania homoseksualnych mniejszości jako kryształowo czystych, a krytycznego spojrzenia na nie jako wstrętnej homofobii. Ale powtarzam, to jedynie moja hipoteza.
      W ten sam sposób zachodnia lewica postępuje zresztą ze wszystkimi, których w danej chwili zechce jej się wziąć pod „ochronę”. Zastanawialiście się tutaj nad przyczynami rodzenia się ekstremizmu oraz niechęci wobec innych. Oprócz nierówności społecznych takim czynnikiem bywa też tabulizowanie jakiegoś tematu. A w tym właśnie lewica ze swoją politpoprawnością osiągnęła istne wyżyny kunsztu. O homoseksualistach nie wolno nic źle, bo to homofobia i dyskryminacja. O muzułmanach takoż, bo islamofobia i rasizm. A ludzie mają różne lęki, wątpliwości. Nie mogąc ich wypowiedzieć, popadają w dwugłos – jest ta oficjalnie ugłaskana mowa, której wymagają od nich elity, oraz ta prywatna, coraz bardziej radykalna, niechętna. Zaś nagromadzone powietrze prędzej czy później musi ujść. Im później, tym bardziej będzie zatrute. I tam będzie czekała Pegida, Front Narodowy czy Nigel Farage. Jedynie to chciałem powiedzieć.
      Zgoda, może i głupoty piszę o Pałacu Kultury. Może kiedyś znajdziesz czas i chęć, by mi wskazać, gdzie popełniłem błąd. Przepraszam, jeśli zasiałem tu jakiś niepożądany ferment. Nie było to moim zamiarem.

      A Wilgę Herman – teraz już można pisać nazwisko w całości – ja zawsze będę wspominał z ciepłem w sercu. Nie wiem, co się stało w jej życiu, ale cokolwiek by to nie było, mam nadzieję, że teraz spoczywa w pokoju. Zawsze będę pamiętał nasze ostatnie spotkanie przed BUW-em w czerwcu 2004 roku. Była radosna, pełna werwy. Zagadaliśmy coś, uśmiechnęliśmy się do siebie. I taką chcę ją zachować.

  23. Ewa > Marcin pisze:

    Marcinie, nie masz za co przepraszać, masz takie poglądy i nie jest to niczyja wina, ja mam inne.
    Pani doktor Wilga złamała prawo, poszła do ciupy i dlaczego miałyby jakieś koła homoseksualne się za nią ujmować, nie rozumiem. Homoseksualizm nie jest uznany jako organizacja przestępcza, w każdym razie nie teraz w Polsce, nie jest też żadną organizacją, jest odwieczną kondycją ludzką i najwyższy czas w 21 wieku dać jej spokój i nie wtrącać się w egzystencję ludzi homoseksualnych ze swoimi mądrościami i pouczeniami, jak mają się kochać.
    A że jak piszesz, wszystko w polityce można wykorzystać, nakłamać i zmanipulować, to przecież jest i było zawsze, o tym jest „Książę” Machiavellego.
    A Tęcza to przecież instalacja z kwiatów, wątpię, czy miała pierwotnie nawet kontekst homoseksualny. Podoba mi się jako element pejzażu, jako lekka konstrukcja, jako coś wesołego, puszczającego oko do przechodniów. Można ją w każdej chwili zdemontować, przenieść, usunąć. A Pałac Kultury to przecież dominacja okupacji sowieckiej, to wielka, kosztowna inwestycja Związku Radzieckiego budowana w morzu warszawskiej nędzy, w stylu totalitarnego reżimu, psująca po dziś dzień pejzaż Warszawy, która w okresie międzywojennym i w czasie okupacji hitlerowskiej była przepiękną europejską metropolią.
    Na tych wspomnianych kronikach PKF ośmielają się komentować decyzję wyburzenia kamienic pod budowę socrealistycznej MDM, które ocalały w powstaniu warszawskim „wyburzaniem zgniłych ruder”. Taki komentarz leci z offu! I podobny, jak kronika ilustruje przebudowę Rynku w Katowicach wyburzając przepiękne niemieckie kamienice nazywając je ruderami!
    Marcinie, może jednak najwyższy czas, by Wasze pokolenie zajęło się odkłamywanie historii, a nie biło wygodnie pianę żonglując kilkoma nieistotnymi pojęciami jak gender, trup Europy, problemem chrześcijańskiego boga, który przecież umarł, ogłosił to Nietzsche, natomiast nie umarł jeszcze bóg Mahometa. Niech każdy wierzy, w co chce, ja wierzę w Boga, ale nie narzucam tego innym i nie bardzo mnie obchodzi, kto w co wierzy. Jest to intymna sprawa w ramach osobistej wolności każdego człowieka. Łamanie tego wywalczonego przez wieki prawa ilustrował ofiarnie odważny Charlie Hebdo.
    Bo wiadomo – jak tej planety nie będzie się uprawiać systematycznie, to zarośnie baobabami – przestrzegał Saint-Exupéry ustami Małego Księcia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *