Tak delikatne są wybrzeża jak przestrzeń spotkań między nami
staje się w oczach. Niuansami buduje oko obrys skalny
a tam historia fal rozbitych,
a tam szlachetny ślad krokami
odmierza rytm sensów ukrytych
przed ich nowymi znaczeniami…
Ta wyspa ptasia, co wyrasta z morza, by pianą bił fal żywioł
żyje osobno, lecz wzrok chciwy ogarnia ją i przysposabia.
Włącza w jestestwo i wspólnotę,
a twoje palce gdzieś w upływie
pieszczot się gubią. Śledzą potem
nieznane. W pustce czyniąc wyłom
który kolonie morskich ptaków na gniazdowanie i przetrwanie
śle ruchem dłoń świadoma tylko, przyciąga do jedności świata.
Ocean wszędzie łączy kroki
mimo, że świat się w Oregonie
budzi, gdy przetną ciszę foki
a niebo, skrzydła pelikanie!
Kurtyna zamknie się przed czasem koniugacjami czasowników
rdza skał perłowym niebem piasek plaż mgłą z szarością wód zamiesza
w jedności z być. I wtedy powiedz:
czy dać mam klucz od nowych świtów
do morza skał ochronnych tobie,
od groźby ssaków-drapieżników?
svgallery=oregon