LATA PIĘĆDZIESIĄTE POSZERZONE (29)

Rozdział IX

Wanda (19)
Ustalili, że Wielkanoc 1959 spędzą we Wrocławiu. Pocztówka Rudka wysłana jesienią z Berlina do Wandy do Przemyśla nie zastała jej w domu, gdyż przebywała w sanatorium w Kudowie. Świadczyła o tym, że nie tylko nie ma go w Katowicach, ale nawet jest poza krajem. Z listów Krysi wynikało, że po powrocie z NRD Rudek ma kłopoty w pracy i nie przyjedzie nawet na Wielkanoc, wobec czego nic nie stało na przeszkodzie, by miała w te święta wszystkie wnuki przy sobie. I to w większym, wrocławskim mieszkaniu.
Leszkowie do pomysłu odnieśli się z o wiele mniejszym entuzjazmem niż Wanda, ale z drugiej strony liczyli też na to, że Wanda wracając do Przemyśla weźmie Mirkę na całe wakacje. Korzyć byłaby większa niż niewygoda nocowania gości tylko przez kilka dni.
Wanda wysiadała z przemyskiego pociągu przepychając się, gdyż ludzie w Wrocławiu napierali do wagonów pospiesznego do Szczecina i blokowali wyjście. Cudem uratowała swoją skórzaną, przedwojenną walizeczkę.
Wszystko tutaj odbudowano pospiesznie na Wystawą dorobku Ziem Odzyskanych: oszklone perony, trzy poczekalnie dworcowe, bufety. Na zewnątrz Dworzec Wrocławski był piękny, otoczony klombami w których niedługo zakwitną kwiatki. Ciągnące się po obu stronach Świerczewskiego pięciokondygnacyjne budynki lśniły nowością i dostojeństwem. Wybudowane w stylu klasycystycznego socrealizmu przywracały Wrocławowi jego pierwotny charakter. Już od dwóch lat zasiedlano Kościuszkowską Dzielnicę Mieszkaniową, sięgającą też prostopadłej Świdnickiej, wybudowaną z wrocławskich ruin. Moszczono się właśnie, zawieszano neony, szyldy, formowano kolejki w podcieniach oblegające sklepy i punkty usługowe. W kawiarni „Stylowa” od godzin rannych były tłumy. Wrocław tętnił życiem, Świerczewskiego pełna była przechodniów i aut.
Wanda pokontemplowawszy to wszystko czekając na tramwaj, wsiadła wreszcie do niebieskiego wagonu z napisem Sępolno.
W domu Leszków nie mieszkała już Maryśka, córka mecenasa Bieńkowskiego. Nie przystąpiła do egzaminów drugiego semestru Akademii Medycznej będąc w ciąży z lekarzem, któremu brat Wandy, mecenas Janeczek kazał się natychmiast żenić. Lekarz spełnił warunek, ale jako nałogowy pijak nie nadawał się ani do zamieszkania z Maryśką w Przemyślu, ani do ulżenia jej losowi. Zaraz po ślubie ulotnił się szybko, a Maryśka musiała pożegnać się ze studiami. Umieszczono ją tajnie na czas porodu w klasztorze karmelitek, gdzie małą Małgosię zaraz po urodzeniu pozostawiła, gdyż mecenas Bieńkowski, jako osoba znana w Przemyślu, bał się skandalu i rozgłosu. Wanda o wszystkim dowiedziała się dopiero tu, we Wrocławiu, bardzo nad całą sprawą ubolewając.
Piękne mieszkanie Leszków było na parterze, skąd mogła wygodnie wychodzić na zakupy na pobliski targ, gdyż Sępolno utrzymało przedwojenną wygodę mieszkańców i na osiedlu było wszystko.
Jak już było ciepło, oszklona weranda pełniła funkcję przedłużonej kuchni i Wanda spędzała w niej większość czasu we Wrocławiu nie oglądając Rynku, mostu Grunwaldzkiego, lecz codziennie tylko kuchnię i najbliższe ulice. Wanda wygotowywała obiady dla ciągle zajętych Leszków i dla ich dzieci, które wracały ze szkoły i przedszkola głodne. Potrafiła wykrzesać z siebie cały przedwojenny kunszt kucharski, jakiego uczyła kuchty mieszkające w służbówce w ich przemyskiej kamienicy. Jak je wyuczyła, opuszczały ją z różnych przyczyn i uczyć musiała na nowo, tak że właściwie to ona cały czas gotowała. Gotowała wyśmienicie.
Zresztą, może to i lepiej, że nigdzie nie wychodzę – rozmyślała Wanda, klejąc ruskie pierogi.
Ostatnio w Parku Szczytnickim, jak opowiadał Leszek, napadli chuligani na jego przyjaciela Albina powracającego ze spaceru z żoną. Albin widząc ich uciekł, pozostawiając żonę na pastwę bandytów.
Tacy są teraz mężczyźni, pomyślała z westchnieniem Wanda, wspominając swojego Frania, który by nigdy tak nie postąpił. Ale też, zawsze zapracowany, nigdy z nią na spacery nie chodził. Musiała zadawalać się towarzystwem księży, którzy z nią chętnie chodzili i zawsze mieli czas.
Wanda rozmyślała o Panoramie Racławickiej, gdyż w gazecie, na której obierała kartofle była notka o wygranym konkursie na projekt rotundy. Panorama była wystawiana przed wojną we Lwowie w specjalnie dla niej zbudowanej rotundzie w Parku Stryjskiego i widocznie tutaj zbudują podobną. Niestety, nic o malowidle nie napomykano, w każdym razie jest, skoro budują rotundę. Podobno zaniechano jakichkolwiek wzmianek ze względu na sowietów, bo to przecież jest o wojnie z Rosjanami. Wanda co roku jadąc z Franusiem na doroczne Targi Przemysłowe, zawsze oglądała z Krysią i Leszkiem Panoramę. Chciałaby ją jeszcze raz zobaczyć.
Kiedy z Katowic zjechała w czasie największych prac przygotowawczych do Wielkanocy Krysia z dziećmi, Mirka miała właśnie przywiezioną przez Rudka z Berlina nylonową lalkę z krótkimi, nylonowymi włosami po trwałej ondulacji i z zamykanymi oczami. Toteż na wręczonego jej przez Ewę Wojtka popatrzyła krzywo.
Niemniej cała ich czwórka zaraz zgodnie zaczęła się bawić w chowanego, a wieczorem, po pościeleniu im łóżek dosuniętych do siebie w jednym z trzech pokojów, bili się poduszkami.
Tymczasem obok w salonie Leszkowie wyciągnęli koniak i papierosy. Nie przejmowali się, co się w sąsiednim pokoju dzieje, zadowoleni, że nie muszą się dziećmi zajmować.
Leszek mówił, że nie wierzy, by przy Gomułce coś się zmieniło, w każdym razie u nich w Urzędzie Wojewódzkim odczuwa się znaczne pogorszenie, na co wpływ ma sytuacja międzynarodowa i zmiany w ZSRR. Z obietnic reformatorskich Gomułki już nic nie zostało, a stare kadry, jak Cyrankiewicz i Zawadzki tylko się umocniły. Zwiększyła się rola cenzury i coraz mniej wypuszczano ludzi na Zachód, zwiększono natomiast inwigilację i liczbę pracowników tajnych służb, a niedawny III Zjazd PZPR zapowiedział większą kolektywizację rolnictwa i ograniczenie swobód obywatelskich.
Przeszli na lżejsze tematy. Tu we Wrocławiu była Wytwórnia Filmów Fabularnych, którą ulokowano w poniemieckich terenach byłych Targów Wrocławskich, głównie w Staatenhalle obok Hali Stulecia. Renia opowiadała, ze ciągle widuje na ulicy, bądź w tramwaju, aktorów znanych jej z kina.
Wanda z Krysią bardzo ją o nie wypytywały, gdyż wszystkie najnowsze aktorki znały z okładek „Przekroju”.
Kto miał pieniądze, mógł we Wrocławiu kupić wszystko. Liczne prywatne sklepiki oferowały przemycany towar z RFN. Leszek w sklepach kolonialnych kupował alkohol, papierosy i kawę. Renia nie gardziła perfumami, pończochami i butami. Wanda nie miała pojęcia, jak Leszek będąc jedynie bezpartyjnym urzędnikiem, ma na to wszystko pieniądze.
Nazajutrz Witek zabrał Andrzeja na przedpołudniowy seans filmowy i zobaczyli „Godzillę”. Andrzej nie mógł się nazachwycać filmem o potworach, ciągle o nim opowiadał i Ewa bardzo im zazdrościła, że nie poszła, ale by jej nie wpuścili. Zresztą, jak zapewniał Andrzej, bała by się bardzo, bo on się bardzo bał.
Potem wszyscy po świątecznym obiedzie poszli nad Odrę. Witek woził Mirkę w małym wózku o jednym kółku jak taczka, obok szła urodziwa Renia, żona Leszka mająca armeńsko-włoskie korzenie. Leszek poznał ją w mundurze Wojska Polskiego, kiedy była w ostatnim stadium gruźlicy. Była piękną kobietą i tę urodę przekazała dzieciom. Witek był o sześć lat starszy od swojej siostry i po ucieczkach z przedszkola walczył po dziecięcemu bezskutecznie o swoją wolność, kapitulując w momencie narodzin młodszej siostry. Rodzice byli ciągle w pracy i był zobligowany do opieki nad niemowlęciem w o wiele większym wymiarze, niż zdołał podołać. Teraz był już w piątej klasie, miał większą swobodę, a Mirka nie była już tak kłopotliwa.
W ten kwietniowy, słoneczny dzień, kiedy kwitły tylko forsycje, a ziemia wzdłuż Odry była brunatna i szara, zupełnie jeszcze nie obudzona, oni też zdawali się przystosować do pejzażu szarymi sylwetkami i udawać, że nadciągająca wiosna niosąca niepokój ich nie dotyczy. Witek popychał biały wózek, z którego wystawała główka Mirki w białej czapeczce i stanowiła jedyną jasną plamę w tym korowodzie. Wszyscy jakby się umówili, ubrani byli w płaszcze zawierające pewnie jakiś procent wełny, ale niewielki. Podbite watoliną robioną w fabrykach włókienniczych z waty i odpadów przemysłowych, wyciorów i wszelkich materiałów służących do czyszczenia maszyn ze smarów, płaszcze te sprawiały wrażenie niezwykle ciężkich i poruszali się w nich tak, jakby ich kości nie zostały naoliwione. Na dodatek kolor tych ubiorów był monotonny i niemal jednakowy. Czerń nie była nigdy czernią, wchodziła albo w odcień grafitowego granatu, albo brązową zieleń nigdy jednak nie decydując się na jakąś przewagę pigmentu. Ta nieokreśloność cechowała też ubiory trójki dzieci. Ewa miała wprawdzie wytarty kołnierzyk z królika przypominający przepych, ale jej płaszczyk, uszyty przez Szczerbową z przedwojennego płaszcza Leśki, był ubiegłorocznym płaszczem Andrzeja i miał męskie zapięcie. Andrzeja płaszcz przerobiony z płaszcza Krystyny był kusy i dowodził, że mimo, że Andrzej prawie nie rósł, to jednak cały czas z płaszczy wyrastał. Witek miał za małą kurtkę z zerówki zapinaną na zamek błyskawiczny z kieszeniami, i tam trzymał na przemian jedną, to drugą rękę popychając wózek. Na głowie miał wyślizganą, skórzaną pilotkę.
Wanda po świętach gotowała im jeszcze obiady i w połowie maja pojechała do Przemyśla z czteroletnią Mirką, ku uciesze Leśki. Leśka uwielbiła Mirkę i za nią tęskniła. Mirka była ciągle śmiejącym się dzieckiem, tańczącym i śpiewającym, robiącym słodkie minki potrząsając nierozłączną lalką z miękkiego kauczuku, którą przywiózł jej z Berlina Rudek.
Gdy po wakacjach, spędzanych najczęściej w ogrodzie, gdzie Emil rozstawiał ogrodowy stolik i parasol jeszcze sprzed wojny, albo w ogródku jordanowskim, utworzonym niedawno dla dzieci przy ulicy Pierackiego, którym zarządzała dozorczyni Pająkowa, przyjechał po Mirkę Leszek i zrobiło się pusto.
Marzyli o telewizorze, ale był za drogi. Ze wszystkich portretów polityków, przedstawionych im przez Wolną Europę najbardziej niepokojący był Chruszczow. Jego energia małego, brzydkiego urzędnika budziła strach poprzez swoją nieobliczalność. Zdawał się – a widywali go przecież w Kronikach Filmowych – euforycznym paranoikiem, zawsze w jakimś narkotycznym transie, garnącym się do ludzi, do ludzkości… Dla Wandy był odpychający, a jego głowa przypominała jej głowę białego robaka. A jednak to jemu zawdzięczano tę odwilż i upadek stalinizmu, podkopanie sowieckiego reżimu.
Lipcowy zamach na Chruszczowa i Gomułkę Wolna Europa przedstawiła z dużym poślizgiem, a nadto niestety bez powodzenia. To w Sosnowcu chciano ich zabić i niemal się udało. Mimo obstawienia milicjantami ulic, przez które przejeżdżał konwój, terrorysta umocował w dzielnicy Sosnowca, w Zagórzu na drzewie przy Armii Czerwonej bombę. Eksplodowała dwie godziny wcześniej, gdyż przejazd się opóźnił.
Chruszczow żył i był u szczytu swoich możliwości przywódczych, a sukcesy kosmiczne Związku Radzieckiego – wystrzelili w kosmos pierwszego sztucznego satelitę Ziemi, a w 1959 pierwszą rakietę na Księżyc – jeszcze bardziej go w tym upewniły.
Z Wolnej Europy wytropili felieton, w którym opisano tzw. lipcową „debatę kuchenną” między Chruszczowem, a wiceprezydentem Nixonem.
W ramach wymiany kulturalnej zorganizowano równocześnie w obu państwach wystawy.
Wystawa radziecka w Nowym Jorku została otwarta w czerwcu 1959 roku, a Nixon otworzył wystawę Stanów Zjednoczonych w Moskwie, po której oprowadził Chruszczowa. Chruszczow zapewnił Nixona, że te wszystkie wspaniałości wystawowe Rosjanie będą mieli już niedługo i prześcigną Amerykanów.
Na dodatek większość nowinek technicznych skrytykował, wręcz się z nich nabijał. Dowodził, że wnuki Nixona będą żyć w komunizmie. Nixon odprawował, że wnuki Chruszczowa będą żyć w wolności.
Wanda poczuła się stara. Zależało jej tylko na przyszłości wnuków.
Potem w trójkę śledzili wrześniową podróż Chruszczowa po Stanach Zjednoczonych na zaproszenie prezydenta USA Dwighta Davida Eisenhowera. Wanda obserwowała Chruszczową i stwierdziła, że to zwykła chamka, ale w swym zacietrzewieniu była bezsilna. Przekrój podał w samych superlatywach przebieg ich wizyty przedstawiając Chruszczowa jako polityka walczącego ofiarnie o pokój i drukując wizerunki Chruszczowowej.
Podano też, że Kuba uzyskała niepodległość wyzwalając się spod władzy USA i stała się państwem komunistycznym.

O admin

Ewa Bieńczycka urodzona w 1952 roku w Przemyślu. Artysta malarz
Ten wpis został opublikowany w kategorii 2021, dziennik ciała. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *