LATA PIĘĆDZIESIĄTE POSZERZONE (12)

Rozdział III

Wanda (4)

Marszałek Piłsudski w 1935 roku określił Stalina krótko: „bandyta” i Wanda przywitała śmierć Stalina z wielką radością. Musieli wprawdzie wszyscy w tartaku wyjść na zewnątrz i stać nieruchomo, ale od wieców i żałobnych akademii wykręciła się chorym sercem, a ze względu na wiek nikt nie naciskał. Przyzwyczaili się, że nie chodziła na pochody pierwszomajowe i że nie uczestniczy w żadnych pracownianych uroczystościach, nie stara się też o żadne wycieczki i sanatoria, co stało się podejrzane. Złożyła więc Wanda podanie o sanatorium, jej przedwojenny lekarz wypisał je bez problemu i czekała na swoją kolej.
Tymczasem okazało się, że Emil chętnie po powrocie z kolei objął obowiązki dozorcy kamienicy i robi to o wiele lepiej od dotychczasowego, którego Wanda zwolniła. Emil codziennie o 22 z kolejarską punktualnością zamykał na klucz i otwierał o szóstej rano klatkę schodową rozdając wcześniej lokatorom klucze, ale i tak je zapominali i dzwonili nocami, by im otworzyć. Niemniej zupełnie ustał odór moczu i batiary sikały po innych klatkach.
Lokatorzy Wandy z magistrackiego przydziału, zamieszkujący teraz kamienicę byli jej najczęściej zupełnie nieznani, ale wkrótce się ze wszystkimi zaprzyjaźniła.
Mieszkały dwie rodziny żydowskie. Sonia mieszkała na parterze, mąż Sonii był kapo w obozie i dlatego nie mogli wyjechać do Izraela, bo tam czekała na niego kara śmierci. Sprawiał wrażenie nienormalnego i oprócz przyklejonego do twarzy uśmiechu nie dawał nic więcej otoczeniu. Mieli małego synka. Halinka i Marek byli dziećmi drugiej żydowskiej rodziny mieszkającej nad mieszkaniem Wandy i Emilów. Nad nimi mieszkała Lena, która codziennie wpadała do nich na kieliszeczek spirytusu z sokiem, by opowiedzieć najnowszy dowcip polityczny.
Wanda tęskniła za wnukami i ciepłem katowickich kaloryferów, ale codzienny, nieugaszony niepokój, który od powojnia odczuwali wszyscy absorbował ją tak bardzo, że przestawała myśleć o Stalinogrodzie. Rzeczywistość zamrożonego i odciętego od Zachodu kraju zdawała się przerażająca i nieodwracalna, jakąś pułapką życiową. Być może młodzi ludzie wstępując do ZMP, czy do Partii, czuli to inaczej. Ale oni przeżyli trzy wojny w tym wojnę roku 20 i wszystko już wiedzieli, nie dawali się nabrać i łudzić.
Wanda koiła lęk siedząc z siostrą i szwagrem w salonie przy radiu. Emil skonstruował sieć anten i zagłuszanie nie było tak uciążliwe. Wszystko co usłyszeli napawało grozą. W kwietniu dowiedzieli się o procesach żydowskich „zabójców w białych fartuchach”, których aresztowano w styczniu 1953 i oskarżono o umyślne skrócenie życia działaczom Związku Radzieckiego.
Wanda bała się wszystkiego co pochodziło z ZSRR. Pamiętała, jak przed wojną wysadzili w Moskwie XIX wieczną katedrę prawosławną i w jej miejsce mieli postawić największy na świecie budynek, na którego czubku miał stać pomnik Lenina tak duży, że sam palec wskazujący liczył 4 metry. Tylko wybuch wojny ojczyźnianej uniemożliwił powstanie tej piekielnej budowli. Teraz tam jest ogromny dół po spalonym zborze i wkopane pierścienie, fundamenty pod Pałac Sowietów. Właśnie z tego cyklu budowli powstaje w Warszawie sowiecki pałac, dar Stalina. Całe szczęście, pomnik darczyńcy mają umieścić na placu przed, a nie na czubku. W „Przekroju” pokazali na zdjęciu już połowę tego okropnego gmachu, budowa postępowała dzięki przodownikom pracy w zawrotnym tempie.
Tak jak cieszyli się, kiedy pierwsza wojna światowa się skończyła, tak teraz nie cieszyli się wcale. Oczywiście, nikt nie tęsknił za okupacją hitlerowską, jednak postępująca z dnia na dzień martwota zionęła beznadzieją i brakiem przyszłości.
W życiu publicznym kopiowano wszystko, co sowieckie i ostatnią deską ratunku dla Wandy, Leśki i Emila był katolicyzm. Ale mimo, że Bierut uczestniczył w procesjach Bożego Ciała, to jednak prymas Wyszyński był w niełasce już od maja. Komunistyczny rząd nie mógł pozwolić na religijność obywateli, gdyż było to sprzeczne z ideologią marksizmu uznającą tylko naukowy pogląd na świat, niemniej nie mógł wydać wojny z całemu narodowi, musiał działać stopniowo. Pojawili się uprzywilejowani „księża-patrioci”, którzy nagle w swoich parafiach nie mieli żadnych problemów z podatkiem, czy remontem kościołów. W zamian popierali nową Konstytucję, wzywali do realizacji wytycznych Partii, namawiali za głosowaniem na Front Narodowy. Zerwano Konkordat i stosunki z Watykanem. Caritas, wspomagany przez Zachód i paczki amerykańskie, został oskarżony o okradanie najuboższych, tych, którzy w czasie wojny stracili wszystko. Prorządowe Stowarzyszenie PAX wchłaniało wszystkie wydawnictwa katolickie, po śmierci Stalina, za karę za nie dostateczną celebrę wchłonął najbardziej ambitną gazetę katolicką, niedostępny w kioskach Przemyśla „Tygodnik Powszechny”, o którym słyszeli tylko z Wolnej Europy. Na wschodnich ziemiach likwidowano polskie biskupstwa w granicach ZSRR, a na Ziemiach Odzyskanych, gdzie nie udało się namówić księży na wstąpienie w szeregi księży patriotów, nie pozwalano na zakładanie parafii. Teren trudny, RFN i Watykan nie uznawał granicy na Odrze i Nysie, ale Kardynał Wyszyński, następca Hlonda, uznał. Zgodził się też na weryfikację wszystkich biskupów mianowanych na terenach pod polskim zarządem, lecz ciągle był w niełasce.
Pozostał tylko „Przekrój”.
„Przekrój”, który nawet na okładce pokazał Kardynała Hlonda, był pismem łagodnym, prześmiewczym, rozmiękczał opór Polaków w sposób przyjemny odwołując się do przedwojennych manier mieszczańskich, wprowadzając cichaczem estetykę sprzeczną z obowiązującym socrealizmem w sztuce, jednak w normie, tak, że Wanda nie biorąca do ręki żadnej gazety, ani nawet „Ekspresu Wieczornego” kupowanego przez Emila, wierzyła „Przekrojowi”, wierzyła, że jest opozycyjny.
Ani Wanda, ani Leśka, nie dały się w pracy zapisać do Ligi Kobiet, ani do Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Radzieckiej, a dzięki wiekowi przedemerytalnemu nie nalegano. Natomiast zintensyfikowały chodzenie do kościoła, co zresztą stało się oczywiste dla wszystkich w Przemyślu. Była to kontestacja – stawiać opór jak to tylko możliwe. Liczne kościoły w Przemyślu nie mieściły wiernych, ludzie stali na zewnątrz podczas mszy i wylewali się z nich niezliczoną masą. Największym pokazem siły był przemarsz procesji Bożego Ciała ulicami parafii Reformatów i Wanda z Leśką już dość otyłe i mało mobilne, z satysfakcją oglądały, stojąc na chodniku przez godzinę idących parafian, niosących obrazy, chorągwie, feretrony z girlandami sztucznych lub prawdziwych kwiatów. W strojach ludowych z Kresów, w białych habitach młodzieży pilnującej pochód, z odświętnie, w kapeluszach, i rękawiczkach, butach na obcasach przemyskich dam w trwałych ondulacjach. Dziewczynki sypały kwiatki przed celebransem z Najświętszym Sakramentem pod baldachimem, a wszystko wśród zawodzeń smutnych pieśni kościelnych.
Tymczasem Państwo, jako jedyny pracodawca, stopniowo i systematycznie zagarniało pod swoją kuratelę wszystkie dziedziny życia. Z braku i niemożności wprowadzenia w Przemyślu przemysłu ciężkiego i fabryk z dużą liczbą robotników, robotę partyjną prowadzono w ośrodkach zdrowia i szpitalach wprowadzając w czasie pracy obowiązkowe nauczanie doktryny marksistowsko-leninowskiej. Szkoły, w których usunięto lekcje religii obsadzano szybko kształconymi nauczycielami niejednokrotnie tylko po szkole partyjnej. Wanda pożerająca książki, nie miała co czytać. Chociaż jak głoszono z triumfem, w ciągu roku drukowano 120 milionów książek, według „Polskiej Kroniki Filmowej”, trzy razy więcej niż przed wojną, to już same tytuły odstręczały. Wielu młodych pisarzy mogło teraz dzięki odpowiedniej tematyce zaistnieć.
Wanda z Leśką chodziły do kina nie dla filmu, który był najczęściej radziecki, ale na „Polską Kronikę Filmową”, by się dowiedzieć, co się dzieje i po niej wychodziły. I tak Wanda zobaczyła polskiego szlachcica Rokossowskiego na trybunie koło Teatru Wyspiańskiego, parady czołgów jadących ulicami Stalinogrodu, w którym jeszcze nie była, ale słała już paczki ze zmienioną nazwą. W Wolnej Europie nie pozostawiono suchej nitki na generale, który już przed wojną był w Armii Czerwonej, a teraz został mianowany na polskiego ministra obrony narodowej. Przyznawał gigantyczne pieniądze Wojsku Polskiemu, które stawało się częścią Armii Czerwonej, a budowanie Nowej Huty miało na celu szybkie wyprodukowanie stali do produkcji zbrojeniowej.
Śmierć Stalina niczego właściwie nie zmieniła, wydawało się, że będzie jeszcze gorzej. W Moskwie zaczęto wściekle bić się o władzę, zastrzelono Berię i zwyciężył Chruszczow, którego Wanda pamiętała na moście kolejowym jak przybył do Przemyśla okupować prawobrzeżny San.
We wrześniu gruchnęła wiadomość, że uwięziono Kardynała Wyszyńskiego, a pokazowy proces biskupa Kaczmarka skończył się wyrokiem 12 lat więzienia.
Kończył się rok i szykowali się na przyjęcie księdza po kolędzie. Emil chodził do kolejek i wiedział dzięki poczcie pantoflowej, w którym sklepie rzucą produkty do tradycyjnej wigilii. Nie było co robić wieczorami, grali w karty i pili spirytus z sokiem malinowym. Ogólny marazm miasta udzielał im się i odbierał energię.
Nagle w Wolnej Europie zaczęto mówić o kimś, kto miał na nazwisko Światło i mówiono o nim z takim przejęciem i podnieceniem, że w pewnym momencie wstąpiła w nich nadzieja. Że w tym komunistycznym tunelu na końcu może jeszcze zaświeci światło.

O admin

Ewa Bieńczycka urodzona w 1952 roku w Przemyślu. Artysta malarz
Ten wpis został opublikowany w kategorii 2021, dziennik ciała. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *