Jebać

Wiedziałam kiedyś, że ten czasownik oznacza relacje seksualne i pochodzi z języka rosyjskiego. Jeszcze w liceum dowiedziałam się, że „ czteronożne jebadełko” oznacza w swojej wulgarnej wersji łóżko, a „jeb twaja mać” to najgorsza obraza dla obrażanego, gdyż wiadomo, we wszystkich językach świata obrazić cudzą matkę jest największym afrontem jaki kula ziemska zna.
W zakupionym w latach dziewięćdziesiątych w księgarni, kiedy już można było drukować oficjalnie takie brzydkie rzeczy, w „Słowniku wyrazów brzydkich” stoi jak wół, że jebać oznacza spółkować.
Jednak na literackim portalu Liternet ze zdumieniem czytam:

Szel _12 listopada 2015, 22:33:03 jebie mnie Bieńczycka czy z przyjemnoscia czytasz swoje teksty czy nie
mi sie rzygac na nie chce !

Ponieważ poetka Szel pisze bardzo złą polszczyzną i jeśli ma maturę, powinna być jej natychmiast odebrana, a nawet promocja do trzeciej klasy szkoły powszechnej udaremniona, trudno było mi się zorientować z jej publicznej wypowiedzi, czy rzyga na moje, czy na swoje wiersze, i czy chce je jebać. Niestety, odwiedziny na blogu Pani Krystyny niczego nie wyjaśniły.

Kiedy w pochodach narodowców w Warszawie czytam hasło „ Jebać Islam maczetami” to już wiem, że jebać jest słowem o wiele groźniejszym, niż myślałam.
I dzisiaj faktycznie, w Paryżu w zamachu terrorystycznym – jak to mawiał Krzysztof Rowerzysta z którym zbieraliśmy kasztany jadalne we Włoszech – 120 zabitych „poszło się jebać”.

Informacje o admin

Ewa Bieńczycka urodzona w 1952 roku w Przemyślu. Artysta malarz
Ten wpis został opublikowany w kategorii 2015, dziennik ciała i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

45 odpowiedzi na „Jebać

  1. ElminCrudo pisze:

    Zdaje się, że Szel sądzi, iż ElminCrudo to Ewa Bieńczycka jako użytkowniczka Liternetu.
    Nie prowadzę żadnego bloga, który udostępniam w sieci. W witrynach mam tylko jedno konto, używam stałego pseudonimu ElminCrudo.

    • Ewa pisze:

      Dziękuję Pani Emilio za sprostowanie, ale nie sądzę, by pani szel się pomyliła, niejednokrotnie nazywała mnie „plotkarą”, pisała moje nazwisko z błędem, teraz wyjątkowo je przekleiła, bo nie używa przecież polskiej czcionki.
      Niestety, bełkot pani szel jest tak skomplikowany, że nie dojdziemy już, kogo miała na myśli i chyba nie jest to ważne, jeśli ktoś totalnie w Sieci chce się wyzłośliwić i sobie ulżyć, czyli używając języka wszelkich religii, szerzyć Zło.

  2. Ewa pisze:

    Najlepszy tekst do dzisiejszej tragedii w Paryżu przeczytałam na linkowanym przeze mnie blogu MOSKWA SADOWA, polecam cały post i komentarze tutaj:
    http://moskwasadowa.blox.pl/2015/11/Libert-galit-Fraternit.html#komentarze

  3. mirka szychowiak pisze:

    Pani Ewo, przepraszam, że w tym wątku piszę. Chciałabym tylko bardzo pozdrowić. Śniła mi się Pani wczoraj. Dziwna sceneria – ogromna stajnia na odludziu. Obie, umorusane i zmęczone, czyściłyśmy piękne siwe konie, nakrapiane ciemno.

    • Ewa pisze:

      wklepałam „konie śnić” i wyszło mi, że: siwy (jabłkowity) koń – to najpewniej sen proroczy dający nadzieję na odnalezienie zagubionej rzeczy.

      Ale to Pani sen, Pani Mirko, nie mój i pewnie Pani tę rzecz odnajdzie.
      Mnie się śni tylko pani szel, noc w noc, zawsze po tym, jak przeczytam, co wypisuje na portalu Liternet. Chciałabym zgubić szel, nigdy nie odnaleźć, ale ona wypowiada się na portalu codziennie, a mnie potem jak ją przeczytam, śnią się koszmary.

      nie miej litości
      pogrzeb empatię
      _ strzelaj wopiku

      [haikui _ na pograniczników]
      Szel 15 listopada 2015, 20:47:57

      wiesz co mi jego syn powiedzial
      a mi tam nie zal, tych martwych dzieciakow na plazy
      tych darmozjadow, brudasow ktorzy chca rozpierdolic europe
      trzeba krotko
      trach tratatata trach

      Szel _ 15 listopada 2015, 19:31:10

      jestem polka
      i jestem z tego dumna
      jestem dumna ze swojej zasciankowosci
      i mam nadzieje ze jestem latarnia dla moich dzieciakow ktorzy szukajac bogactwa tam gdzies w multi kulti,rozczarowni znajda tu po powrocie swoj dom!

      Szel _15 listopada 2015, 19:47:44

      moje dzieci nie wyjechaly za dobrobytem, sa tu
      ale to niczego nie zmienia
      pilnuja gniazda i zawsze mozesz wrocic do domu
      do domu gdzie nie ma islamistow
      tego tez pilnuja!

      Szel _15 listopada 2015, 19:54:16

      w moim domu nikt sie nikogo nie boi
      i niech nasze wladze tego pilnuja
      po to ich wybralam!

      Szel _15 listopada 2015, 19:59:54

      nie chce ich nawet sprawdzac!
      zawracac z granicy, a jesli nie zechca
      to strzelac!!!!!!!!!!!!!!!!

      Szel _15 listopada 2015, 20:07:29

      oby pazyz zostal nie zostal wieza wieza babel a paryzem, tego tobie sobie zycze !
      pacyfiści itp. bedą nawoływać z ekranów do tego żeby islamu nie traktować na równi z terroryzmem. A Islamscy wyznawcy będą się śmiać czyszczac kałachy i myśląc Allach jest wielki i odbiera rozum niewiernym.

      Szel _15 listopada 2015, 20:11:00

      moj rozum mowi tak
      ida uchodzcy, bez niczego, bez majatku i bez broni
      chca nas zjesc!

      Szel _15 listopada 2015, 20:17:39

      parze na ta bezmyslna tluszcze i modle sie
      zabijac zanim nas zezra
      Peace for Paris
      Szel _15 listopada 2015, 20:17:39

      wspolczesna wieza babel
      zgadzam sie z toba co do joty Boguslawie
      „Nie przygarnia się do piersi wyszczerzonego szakala. Szakala trzeba ubić i tyle.”
      ta mysl zabiore ze soba !

      Szel _14 listopada 2015, 18:47:49

      tak jak i Kasia
      boje sie tych uchodzcow
      boje sie ich liczby
      boje sie ze nam zniszcza miasta
      boje sie ze nam zniszcza kulture
      boje sie ze nam odbiora obyczajowa wolnosc
      nie chce ich
      niech do nich strzelaja na granicach i niech ich nie wpuszczaja!

      Szel _14 listopada 2015, 19:47:12

  4. mirka szychowiak pisze:

    Lepiej nie spać, niż mieć takie sny, choć sen się kończy, nawet najkoszmarniejszy. Trudno mi cokolwiek napisać po przeczytaniu tych tekstów, bo trudno uwierzyć w to, co w nich jest. Może raczej w takich bezmiar nienawiści.

  5. Robert Mrówczyński pisze:

    Te troski (zwłaszcza lęk, że „nam zniszczą kulturę” – trudno byłoby żałować takiej kultury) i zmartwienia Szel, a raczej sposób ich wyrażania jest w Polsce karalny. Ale od takich szelów zaroiło się i nikt już nad tym nie panuje. Państwo zrejterowało. Ilość przechodzi w jakość. Idzie faszystowski zamordyzm, zmienią konstytucję, bo mogą mając większość i zlikwidują demokrację na dekady. Szel będzie tu gospodarzem, już się mości, już się przymierza. Taki współczesny Jakub Szel(a).

  6. Ewa pisze:

    Fakt, że może poprzestać na czuwaniu i zrezygnować ze snu. Wtedy czytam Liternet, gdzie do szel zwracają się też Szelka, tak pieszczotliwie (mogliby Szela, też ładnie). Wszyscy zresztą się tam ostatnio bardzo kochają, pogaduchy do poduchy uskuteczniają.
    „Tylko koni, tylko koni żal”, jak śpiewała Rodowicz za Ficowskim, czyli odejścia dawnych portali literackich w siną dal…

  7. Ewa pisze:

    Polecam dzisiejszy wpis na blogu MOSKWA SADOWA p.t.
    ” Stop polonizacji Europy!”
    http://moskwasadowa.blox.pl/2015/11/Stop-polonizacji-Europy.html#komentarze

    Myślałam, że mamy tylko jednego terrorystę, Janusza Walusia
    https://pl.wikipedia.org/wiki/Janusz_Waluś

    ale jak czytam na blogu MOSKWY SADOWEJ, mordują przede wszystkim u siebie:
    …wnioski z wizji lokalnej. Wielu to może zaskoczyć, ale okazuje się, że w Polsce 99.9% przestępstw popełniają Polacy. Jedynie w ubiegłym roku popełnili ich 873.245. Polacy zamordowali w tym okresie 526 Polaków, zgwałcili 1254 rodaczek i rodaków, dokonali 5951 pobić i 183362 kradzieży. Nic dziwnego, że w polskich więzieniach przebywa prawie 80 tysięcy osób, a w kolejce na miejsce do odsiadki czeka jakieś 40 tysięcy. Jak Polacy mogą się więc czuć bezpiecznie, skoro tylu Polaków to kryminaliści, w dodatku wielu to już skazańcy, ale ciągle na wolności?

  8. moskwasadowa pisze:

    Droga i Wielce Szanowna Pani,
    dziękuję pokornie za dobre słowa i zapewniam bez odrobiny kabotyństwa, że wolałbym tych obu tekstów nie napisać, to znaczy – nie mieć powodów do ich napisania.
    Niezmiennie serdecznie
    @moskwasadowa

    • Ewa pisze:

      To ja dziękuję za Pański blog, nigdy w życiu bym tak celnie tego wszystkiego, co się na naszych oczach wyrabia i co tak boli, nie opisała. Czytam codziennie Pana i Pańskich komentatorów, fantastycznie to rozgryzacie wzbogacając jeszcze o wcześniejsze czasy których młode pokolenie nie pamięta. Pański blog jest polityczny (ja chcę prowadzić blog artystyczny) mimo patronatu Bułhakowa, niestety, nie mam czasu czytać wszystkich linków, dlatego cieszę się, że ktoś to systematycznie robi i robi to za mnie i wyciąga właściwe wnioski. Serdecznie pozdrawiam!

    • Małgorzata Köhler pisze:

      Ja mogę tylko niestety potwierdzić rozpoznanie moswysadowa, tu to zrobię, bo zarejestrować się jako komentatorce bloga moskwy z przyczyn niepojętych mi się nie udało. Dorzuciłabym może diagnozę, jaką będąc młodą emigrantką na rubieży niemieckiej miałam nieprzyjemność postawić. Otóż zauważyłam, że większość emigrantów polskich w Niemczech przyjeżdża tam, aby moc spokojnie i bezpiecznie nienawidzić Niemców (oraz Turków, oczywiście, i wszelkich ‚ciapatych’). To miało i ma nadal rozmary epidemiologiczne. Ulubionym zawołaniem polskich emigrantów było „wyrwijmy Niemcu spod wątroby”. I wyrywano, na wszelkie możliwe sposoby, od zasiłków po dary i odszkodowania; we Frankfurcie nad Menem w latach 80-tych tzw. wystawki w tym bogatym mieście opanowane były przez polskie drużyny, mające za zadanie zbierać z ulicy i odwozić do organizacji pomocowych wystawione przez mieszkańców meble oraz sprzęt rtv, było to zajęcie bardzo intratne, bo znaczna część łupu była sprzedawana przez tę śmieciową mafię nowoprzybyłym emigrantom. Praca na czarno była i pozostała do dzisiaj czynem honorowym prawdziwego Polaka na obczyźnie. Cytuję jednego ze znajomych (poeta, trzydziestokilkuletni byczek, pracujący na budowie u kumpli): „Za punkt honoru poczytuję sobie, żeby Niemcy płacili mi zasiłek do końca życia.” Niemcy jak wiadomo nagrabili sobie a poeta Polak pamięta.
      Uprawianie nienawiści po polsku w Niemczech jest stosunkowo bezpieczne, bo tubylcy nieuki nie uczą się polskiego. Poza tym przeciętny polski emigrant cierpi na udokumentowaną atestem lekarskim depresję i należy mu się współczucie oraz wyrozumienie.

      • moskwasadowa pisze:

        @Ewa
        Szanowna Pani,
        Blog spolityczniał z powodu okoliczności niezależnych od autora i jego diabelskiego kota;-)
        Cóż począć, takie czasy, choć przyświeca nam nadal duch MiM, książki, która również była, prócz wielu wymiarów, polityczna:)
        Miło mi Panią gościć na Sadowej,
        jeszcze raz serdeczne ukłony

      • Ewa pisze:

        Małgosiu, dzięki za wzbogacenie obrazu Polaka, niestety, znam to wszystko z autopsji, bo uchodźcy z Górnego Śląska często przyjeżdżają do Katowic do rodziców i babć, teraz coraz częściej na pogrzeby i popisują się podobną dumą narodowościową. Nienawiść państw graniczących była jednak – piszę na usprawiedliwienie- wzbudzana Klossem i psem Szarikiem i po zburzeniu muru berlińskiego graniczymy z tym, na co nas w dzieciństwie szczuto i mamy to co mamy. Zawsze byłam oburzona, jak opowiadali, że praktycznie żaden Niemiec ich do mieszkania nie wpuszcza, że żyją we własnym getcie, ale jak tu postąpić.
        Uzupełniając obraz Wschodu w Przemyślu Ukrainkom moje koleżanki malarki płaciły za umycie okien w willach wybudowanych za czerwone chałtury dosłownie grosze.
        Myślę, że pewne rzeczy da się przewidzieć i zapobiec, ale jak widać, niehamowana fala histerii i nienawiści wzrasta, a cóż nasze sieciowe głosy, giną w nawałnicy…
        Podpisałam petycję którą na fb linkujesz, dam tutaj, by upublicznić:
        http://www.petycjeonline.com/nie_w_naszym_imieniu

      • Fizolka kwantowa pisze:

        Oni wszyscy najwidoczniej tacy sami. Nie mam ochoty uciekać się do cytowania prywatnych rozmów, ale to zabawne, jak łatwo o innych, jak trudno o sobie.

  9. moskwasadowa pisze:

    Szanowna Pani Małgorzata Köhler,

    radą na tę niedogodność techniczną jest założenie konta pocztowego na portalu gazeta.pl i posługiwanie się jego nazwą jako nickiem przy komentowaniu (wpisując hasło to samo co na poczcie).
    Już wiele osób na to narzekało, ale niestety nie mam żadnego wpływu na obyczaje techniczne blox.pl
    Pozdrawiam i zapraszam:)

    • Małgorzata Köhler pisze:

      ach, to takie proste! a już myślalam, że jestem znowu persona non grata (bo tu i tam jestem). Spróbuję zatem, gdy znowu będzie mi się wydawało, że mam coś do powiedzenia:), na razie czytam z satysfakcją.

  10. Małgorzata Köhler pisze:

    Ewo, ja nawet tej Szel nie czytam. Tego się nie da, to bełkot nie tylko werbalny, ale i szum mózgowy. Dyskutować nie ma jak, od dawna zaniechałam rozmów z muszelkami. Znacznie gorsze i wymagające interwencji, choćby dla tzw. ludzkiej przyzwoitości, wydają mi się wypowiedzi ludzi potrafiących mówić i pisać, mających pewien wpływ na środowisko, a których dotknął również strach i nacjonalizm. Zamęczam się brutalnie rozmowami, godzinami przytaczam dowody, linkuję, prostuję brednie i kłamstwa a jako efekt mam jednego jedynego oświeconego i kilkudziesięciu znajomych mniej (w tym niektórych niegdyś bliskich, co jest groteskowe z przewagą śmiesznego).

    Zdzisław Antolski, nosiciel krzyży rozmaitych zasług a przede wszystkim laureat nagrody Bursy, poety wyklętego i jak zapisane w wikipedii „szukającego trwałych wartości humanistycznych i prawd o człowieku”, jest przedstawicielem nurtu sceptycznego wśród polskich humanistów. Nie pisałabym o nim wcale, gdyby nie to, że nurt ów wcale nie jest mały, a Antolscy mają rzesze wiernych fanów. Jest on, Zdzichu, zagorzałym eurosceptykiem, islamosceptykiem, uchodźcosceptykiem itd., czemu daje wyraz w licznych codziennych postach na fb, cieszących się ogromną popularnością. Nurt sceptyczny jest o tyle groźny, że odbywa się pod pozorem ‚szukania prawdy o człowieku’. niewinnie postawione pytania typu „czy ktoś zna jakiegos Araba, który (…)”, linki do prawicowych blogów ze sfakowanymi filmikami, opatrzone przerażonym „no, jeżeli to prawda, to już koniec z Polską” itd. wymykają się zgrabnie z pozycji, w której kontra byłaby możliwa, bo w końcu flegmatyk Antolski nie krzyczy jak choleryk Majewski „jebać najeźdżców” (czy jakoś tak), z czym można byłoby po męsku sobie popolemizować i pójść na wódkę, ale sączy jad, podszeptuje, sieje sceptyzm, szukając owej prawdy, bo jak wiadomo, prawda o człowieku nie jest prosta.

    Antolscy tego świata wydają mi się o wiele groźniejsi niż Szelki, bo tak jak prezentowali niegłośno swój bardzo umiarkowany sceptycyzm w czasach, w których bycie głośnym sceptykiem było po prostu niebezpieczne, tak teraz ich niewiara w sens unijnych ustaleń, konwencji genewskich, rozum władz w Brukseli a przede wszystkim w czystość intencji tych wszystkich, którzy mają na sumieniu czytanie Gazety Koszernej czy kłamliwej prasy zachodniej jest umiarkowanie bezpieczna a nawet mile widziana, kwitną więc. Antolscy tego świata wiedzą, że trendy zmienne a człowiek ma jedno życie, to za mało, żeby się zdecydowanie określić. Bardzo mnie niepokoi ich ironiczny uśmieszek, fajeczka z dymkiem „poczekamy, zobaczymy”, ich szczodre rozdawanie lajków wszystkim przelęknionym, ‚zatroskanym obywatelom’, wspieranie ‚prostego człowieka’ w prostocie jego lęku aż do koleżeńskiego potrząsania prawicą ‚sfrustrownej masy’ (to ostatnie akurat to publicysta Betlejemski, elitosceptyk, wzruszony „mocą, siłą, autentycznością” narodowców). Dużo bardziej mnie to niepokoi, niż bełkotliwe utworki Szel, adresowane do wopistów, bo oni jej na szczęście nigdy nie przeczytają, a jeśli przeczytają, to popukają się w głowę. Antolskich i Betlejemskich tego świata drukuje bowiem, czyta i wspiera nie tylko liternet.pl, który Ty, Ewo, masz za mikrokosmos, odbicie tego świata, a ja przeciwnie, za tor zupełnie boczny.

    • Ewa pisze:

      Małgosiu, Zdzisław Antolski już na portalu Liternet zademonstrował za czym się opowiada wsparciem poety Przemysława Mańki, który w sposób ordynarny zwracał się do współużytkowników, Bursa w grobie się przewraca.
      Niemniej ocena, co jest gorsze, czy ludyczna głupota Szel, czy sofizm à la Antolski który Sokrates zwalczał u sofistów, a potem Jezus u faryzeuszy, jest o tyle otwarta, że aktywizują się w takich jak mamy zawirowaniach i przyciągają na swoją stronę niezdecydowanych swoimi tyradami.
      Trzeba przyjąć, że ludzie to też ławica ryb, płyną na oślep wraz ze wszystkimi. Najsmutniejsze to, że to wszystko poeci… a wiadomo, co ma robić poeta według Miłosza. Poeta pamięta. Ale czy nie cenniejsza jest pamiętać, co poeta pamiętał w czasie próby Historii, kiedy w najlepsze szczuł na prostego człowieka krzywdy jego nie pamiętając? Bo przecież nie trzeba być mędrcem, żeby przewidzieć, że to szczucie zmierza do konfrontacji, czyli przelewu niewinnej krwi.

  11. ElminCrudo pisze:

    Dla równowagi warto porównać dane z danymi z innych krajów w Europie.
    http://pokazywarka.pl/ptnftf/#utm_medium=frame&utm_campaign=wyrzucenie_z_ramki&utm_source=www.wykop.pl

    Można sobie też przeczytać artykuł na innym blogu
    http://www.hoplofobia.info/czy-polacy-sa-agresywni/

    Mam także pytanie, gdzie można potwierdzić dane ze zdania
    „Wielu to może zaskoczyć, ale okazuje się, że w Polsce 99.9% przestępstw popełniają Polacy. ”
    ?
    Pytam o materiał źródłowy dla tego jednego zdania i podanego w zdaniu faktu, że „w Polsce 99.9% przestępstw popełniają Polacy”.

    • Ewa pisze:

      Pani Emilio, to ironia Moskwy Sadowej, może zrobiłam niedźwiedzią przysługę mojemu ukochanemu blogowi, że zdania te wyrwałam z kontekstu.
      Wiem, że mogę obrazić uczucia patriotyczne, cenne przecież w każdym narodzie, gdzie nie rzucim ziemi skąd nasz ród. Ale trzeba pamiętać, że nowoczesne Państwo XXI wieku wymaga od prawnuków Konopnickiej innego, niż miało jej pokolenie, wysiłku. I tego wysiłku nie podejmuje się, a jeśli, to idzie to legawo i zbyt powoli, a teraz jak widzimy, chętnie się cofamy.
      Tegoroczna noblistka Swietłana Aleksijewicz bardzo dobrze opisała w swojej twórczości istotę Czerwonego Człowieka. Jak widać tkwi on cały czas w nas, w byłych demoludach, nawet, jak przybierze barwy prawicowe.

  12. ElminCrudo pisze:

    Popadanie w skrajności nie jest najlepszą metodą na podjęcie wysiłku mądrego życia w nowoczesnym państwie XXI wieku.
    Po jednej stronie wsłuchuję w głosy histeryków bojących się dosłownie wszystkich, którzy już przybyli do Europy, i nie są to jedynie histerycy mieszkający w Polsce. A po drugiej stronie natychmiast udzielają im odpowiedzi rozgorączkowani zwolennicy nie sprawdzającej się jak do tej pory idei multikulturowości w Europie.
    Brakuje mi głosów ludzi zrównoważonych. Zarówno wśród polityków europejskich, jak i w mediach, czy też dyskusjach na licznych forach.

    Sytuacja komplikuje się ponieważ nie da się zaprzeczyć, że doszło do rozlewu krwi, i nie da się zaprzeczyć także, iż masa ludzi, która napłynęła do Europy witana jest zasiekami. Jeśli po zapraszającym geście otwarcia się Europa miała w ofercie bezradne grodzenie się i wybuch sporów o paskudnie brzmiące „kwotowanie”, to mam prawo zapytać wprost o jasność prowadzenia polityki unijnej?
    Do czego na przykład miało/ma zmierzać wykrzyczenie, że Polacy mają największe zobowiązania moralne ze względu na liczbę emigrantów? Czyżby polityk wyciągający nagle takie argumenty, jak asa z rękawa nie wiedział, że na świecie żyje 160 milionów obywateli jego państwa, a zaledwie połowa z nich mieszka na terenie swojego kraju?
    Czy obecnie na świecie jest jakiś kraj, w którym od urodzenia do końca życia żyją wszyscy od pradziada pradziada, więc zjawisko emigrowania tego kraju nie dotyczy?

    Czy temu podobne mowy są zdrowymi relacjami w Europie prowadzącymi do tego, by w mądry sposób i w zgodzie podejmować wysiłki do zajęcia się napływającymi uchodźcami i emigrantami?

    Zbliża się zima, bowiem w Europie mamy cztery pory roku, a zima jest najtrudniejszą. Już nie ma czasu na to, by po próżnicy pyskować, dowodzić jedni drugim jaka ma być ta tolerancja i dlaczego taka, a nie inna. Przed nadejściem chłodów po ludzku trzeba dać ludziom dach nad głową, bo inaczej zamiast doniesień o utonięciach zaczną się doniesienia o zamarzaniu ludzi w szczerym polu.
    Ludzkie podejście do drugiego człowieka, do człowieka potrzebującego pomocy wymaga współodczuwania i wyobraźni, wyobrażenia sobie skutków nie udzielenia pomocy osobie bezbronnej i potrzebującej pomocy.

    Zawsze istnieje obawa, że człowiek pobije człowieka, że człowiek zamierzy się na życie drugiego, że skrzywdzi. Ale nie wyobrażam sobie, by lęk tak miał zdominować ludzi, że przestaną być ludzcy, że zamkną się w bezduszności i w milczeniu będą od siebie odtrącać bezbronnych potrzebujących, cierpiących, głodnych, bezdomnych, innych.

    Jeśli nie zobaczę w tym kraju pozytywnych ludzkich odniesień wyrażających się konkretnymi działań na rzecz niesienia pomocy, i to od samej góry poczynając, zaczynając od polityków, a na uświadomieniu dzieci: o potrzebie niesienia pomocy ludziom potrzebującym, kończąc – naprawdę zwątpię.

  13. Małgorzata Köhler pisze:

    Powiedziałaś w tej chwili coś, co wcześniej w podobny sposób wyraziła Angela Merkel, w odpowiedzi na ataki (szczególnie z kręgów prawicy chrześcijańskiej) za wpuszczenie tych biedaków, którzy utknęli na Węgrzech i ruszyli na piechotę do Niemiec: „Jeżeli teraz musimy się jeszcze tłumaczyć z tego, że w sytuacji katastrofy pokazaliśmy przyjazną twarz, to nie jest to mój kraj”.

    Multikulturowość sprawdziła się (chociaż nie bez bólu) w największym światowym projekcie Ameryka i za to kiedyś kochaliśmy Amerykę. Przynajmniej za wolność i braterstwo.
    Dość dobrze sprawdzała się też w niektórych zachodnich krajach Europy (np. w Niemczech) do czasu, gdy nie zaczęto nią ugrywać lokalnych profitów politycznych i przetargowych atutów w pociągnięciach polityki światowej, mam na myśli tworzenie ognisk terrorystycznych na świecie i zmuszanie sojuszników do interwencji.

    Aktualnie u nas w Niemczech serwuje się prezencję sił antyterrorystycznych w całej krasie, łącznie z obławami na pół miasta, bo jakaś pani w dyskoncie zauważyła kogoś podobnego do terrorysty. Przypuszczam, że te dreszcze przejdą przez wszystkie kraje sojusznicze i przełkniemy trzecią światową grzecznie i bez protestów jak tabletkę na ból głowy.
    Tymczasem, co zauważyłaś, idzie zima, i trzeba coś zrobić, aby ludzie nie zamarzali na granicach. Dziękuję Ci za tę prostą myśl, tak trudną do zrozumienia dla większości.

  14. Ewa pisze:

    sprawa jest skomplikowana, nie na plecy blogerów, ale najgorszy jest populizm i młotkowanie, że oprócz tych dwóch opcji – pani Szel, że trzeba strzelać do islamistów i ironiczna opcja Michela Houellebecq’a, że możliwa jest też „Uległość” i że innej drogi nie ma.

    • Małgorzata Köhler pisze:

      Z tym Houellebecqiem mam tak, że wciąż działa i drąży. Nie przyjmuję tej książki w ogóle jako wizji Europy przegranej z Islamem, lecz jako ostrzeżenie przed mechanizmami, jakie puszczane są w ruch, aby wywołac uległość. To jest genialne studium psychologiczne, a zarazem proroctwo, bo patrz, jak łatwo było, jak prędko zostalo teraz pół Europy doprowadzone do stadium ogłupienia i potencjalnej zgody na wszystko.

      Fabuła przewiduje po kolei: rozgrywki polityczne przed wyborami, w których liderzy i ich agitki grają wielką rolę, są zaledwie nawozem przygotowującym grunt, punktem siewu są bomby, których wcale nie jest aż tak dużo, zamieszki w Paryzu trwają kilka dni zaledwie. Widać dym, nie bardzo wiadomo, kto i co wysadza. Opór mentalny bohatera maleje wraz z przymusowym urlopem, następuje wyciszenie i złagodnienie. Życzy on sobie normalności, za tę normalność okazuje się być zdolnym do podpisania wszystkiego.

      To dzieje się teraz na naszych oczach. Media tłumaczą, że siły bezpieczeństwa Francji nie zostały wystarczająco przeszkolone (oraz nie miały wystarczajacych środków), gdyż zaniedbano je z powodu rozgrywem przedwyborczych. Kurtuazyjnie nie wytyka się Francji głośno rażących błędów i dopuszczenia do terroru (kilkukrotnego zlekceważenia ostrzeżeń o poszczególnych konkretnych terrorystach, którzy dokonali później zamachu, puszczenia wolno głównego zamachowca, skontrolowanego bezpośrednio po zmachu w Bataclanie itp).
      Tymczasem ze strony francuskiej przychodzi cynk do kolegów ze służb bezpieczeństwa w Niemczech o planowanym zamachu w Hanowerze, jest nawet dokładny plan zamachu, ilość terrorystów, sposób działania i miejsca podłożenia bomb, co po odwolaniu wielkiego meczu, przeszukaniu połowy miasta i dworca, okazuje się być humbugiem, stawia jednak na równe nogi opinię publiczną i przekonuje ją, że terror grozi i Niemcom.

      Odczeka się dla przyzwoitości 1-2 dni i będzie się przekonywac naród, że mamy obowiązek zbombardować Syrię. No i ta wstydliwa sprawa z uchodźcami – przecież tak nie może być, najwyższa pora coś „z tym” zrobić.

      I my to łykniemy. Paru pomylonych aktywistów zorganizuje marsze pokoju, parę tysięcy się dołączy, ale kilkadziesiąt milionów łyknie to i ani przy tym mrugnie.

  15. Ewa pisze:

    Bohater „Uległości” François w sumie jest bardzo zadowolony z islamizacji Francji i z tego, że islamiści przejęli panowanie nad wcześniejszym chaosem i stanęli na czele władzy. Michel Houellebecq pokazuje, że skutki wcześniejszych zachowań nie mogą być inne. Ale chyba nie chodzi mu o taki grzech Pinokia, który lubił bawić się, lenić i został ze to sprzedany do cyrku, bo wyrosły mu ogon i ośle uszy, gdyż się zapuścił i nie pracował nad sobą. Faktem jest, że François jest typem odrażającym, ale też i poniekąd usprawiedliwianym w miarę rozwoju fabuły.
    Michel Houellebecq raczej apeluje tak jak Markiz de Sade „Francuzi, Jeszcze Jeden Wysiłek, Jeżeli Chcecie Stać Się Republikanami”, o zakaz wszelkich religii.
    Bo taki scenariusz, podmiany jednego Boga identycznym, to już przerabialiśmy. Polska już w swojej historii dostała Cara, potem Stalina, teraz szykuje się nowy Bóg. I przecież za każdym razem były tabuny uległych, którym się to podobało, którzy wystawnie żyli dzięki temu.
    Wolność kosztuje, zawsze kosztowała, uległość jest łatwiejsza. Ale jak? Nie można pozwolić, by wolność kosztowała morze krwi.

    • Małgorzata Köhler pisze:

      Nie ma innego sposobu na spokój i pokój, niż silne ruchu pokojowe, takie to proste. Nikt mający się za humanistę nie ma prawa opowiadać się po stronie wojny (wymijająco nazywanej „interwencją militarną”) , jakby nie było dyplomacji albo innych, mniej krwawych środków politycznego nacisku; żaden pisarz nie ma prawa szczuć przeciwko innym rasom czy narodom.

      • Ewa pisze:

        też bym tak chciała, ale nie jest to takie proste jak Małgosiu piszesz. Na przykładzie liternetu widzieliśmy wszyscy, że nikt tam nie bronił przed terrorem, ani szef portalu, ani wspólnota. I, żeby ujść z życiem, można było tylko się wycofać, oddać pole najeźdźcom, którzy zorganizowali portal sobie po swojemu.
        Idąc tropem „Uległości”, sf houellebecqowskiej przypowiastki à la współczesny Wolter, można zrezygnować z przelewu kwi i walki, i pogodzić się na kalifat.
        Np. islam w Kordobie, gdzie było żyć nie umierać, gdzie życie było słodkie, a architektura cudownie wysmakowana, gdzie powstały arcydzieła średniowiecznej Europy sam się rozpadł, bo był za duży, a kalifowie zbyt libertyńscy.
        Myślę, że przemija postać świata, oby, jak piszesz, pokojowo.

        • Małgorzata Köhler pisze:

          W poprzednich postach pisałaś, Ewo: „Wolność kosztuje, zawsze kosztowała, uległość jest łatwiejsza. Ale jak? Nie można pozwolić, by wolność kosztowała morze krwi.”
          i:
          „ale najgorszy jest populizm i młotkowanie, że oprócz tych dwóch opcji – pani Szel, że trzeba strzelać do islamistów i ironiczna opcja Michela Houellebecq’a, że możliwa jest też „Uległość” i że innej drogi nie ma.”

          Do tego się odniosłam. Moim zdaniem jest jak najbardziej inna droga, są na niej jednak potężne przeszkody w postaci ignorancji, niedoinformowania, niechęci ludzi do samodzielnego myślenia i zamiast tego poddawanie się manipulacji. Otwarta debata publiczna jest sporą szansą na przezwyciężanie tych przeszkód, do tego potrzebna jest jednak ogromna wytrwalośc, bo zwykły czlowiek, nie mający często nawet czasu na doinformowywanie się, reaguje prymitywnie, strachem i przejmuje podsuwane gotowce; narodowcy we wszystkich krajach wykorzystują tę lukę (jak u Houellebecqa).
          Moim zdaniem nie ma żadnego zagrożenia islamizacją Europy, na pewno nie w tym stuleciu. A jeżeli do tego kiedyś dojdzie, po 100 czy 200 latach np. z takich powodów, że wyznawcy islamu będą rozmnażać się szybciej niż chrześcijanie, to będzie to naturalnym poradkiem rzeczy i trudno.
          Obecnie większym zagrożeniem jest wszechobecny odradzający się faszyzm, niż terroryzm ISIS. Jak pisałam, ponad 500 aktów terrorystycznych w Niemczech w ostatnich latach zostało dokonane z pobudek rasistowskich przez Niemców i ani jeden przez uchodźców, gastarbeiterów czy ich potomków. (Francja ma jeszcze inną sytuację, bo pamiętamy przecież OAS, oni się borykają z terroryzmem od dawna w wyniku swojej polityki kolonialnej i terroryzm ma tam duże tradycje i zaplecze.)
          W Polsce naprawdę realnym zagrożeniem są narodowcy, a strach przed uchodźcami jest po prostu absurdalny, tym bardziej, że Polska terrorystów ISIS po prostu nie interesuje i nie mieliby żadnego interesu w zakładaniu w niej komórek terrorystycznych, kiedy ich celem są wielkie miasta zachodniej, „zgniłej” Europy. Zsyłka do Polski jest za to realnym zagrożeniem dla uchodźców, ludzi uciekających przed ISIS, bo wpadają z deszczu pod rynnę, co widać było niedawno po hasłach typu „Islamskie świenie czekamy łby poobcinamy”.

          Przed każdą wojną dochodziło do aktów terroru. Zmęczone społeczeństwo rezygnuje w pewnym momencie i godzi się na wojnę. Która oczywiście nie rozwiązuje niczego, a często przesuwa tylko ognisko zapalne na mapie. Jedynym więc sensownym działaniem wydaje się, jak powiedział odnośnie zamachów we Francji Dalaj Lama, nie modlitwa za Paryż, ale intensywna praca u podstaw w intencji pokoju.
          Bardzo ważny wydaje mi się ten fragment wypowiedzi Dalaj Lamy:
          ” Wojny prowadzone są w imię prozaicznych powodów, a konflikty, które dziś tworzymy, mają bardzo powierzchowne uzasadnienie w pozornych różnicach rasowych, narodowościowych czy religijnych.

          Jesteśmy jedną ludzkością.”

          Powinniśmy wziąć sobie za cel, aby nie dać się ogłupić, godzić jak barany na rozwiązania złe dla wszystkich, złe dla świata. Uważać na wszelkie przejawy szczucia, szerzenia strachu i kłamstw, kategorycznie protestować naprawdę wspólnymi siłami, bo im więcej będzie przyzwoitych ludzi, stawiających opór, tym większa szansa, że ten naprawdę bardzo poważny kryzys (a i rozłam) w Europie uda się załatwić pokojowymi środkami.
          Uchodźców trzeba przyjąć, ale nie można dopuścić, aby terroryzm – tak islamski jak i terrorystyczne machlojki potęg światowych – wyludnil całą Azję mniejszą i przysłał ją tutaj. Rządy nieinwazyjne powinny używać wszelkiego nacisku, tak dyplomatycznego, jak i sakcji, żeby państwa inwazyjne przestaly wyniszczać słabsze regiony świata. Ludzie powinni się obudzić i zmuszać do tego swoje rządy za pomocą upartych akcji protestacyjnych, aż do skutku. To przynosiło pewne efekty w latach 1991 – 2003 i jest nadzieja, że przyniesie i teraz. Intelektualiści mają tutaj doprawdy wiele do zrobienia. Ci, którzy zostali obdarzeni talentem np. pisania, mają obowiązek używać go do tego celu. Żyjemy w przykrym czasie i mozna go oczywiście przesiedzieć przy fejsbuku, ale wtedy obudzimy się z ręką w nocniku i będzie już za późno. Moim zdaniem to jest ostatni dzwnek, tak to niestety widzę.

  16. Ewa pisze:

    Małgosiu, to bardzo szlachetne co piszesz, ale przecież wszyscy wiemy, że łatwe to nie jest. We Francji jest około 6 mln muzułmanów i rozmnażają się o wiele bujniej niż chrześcijanie i dzisiejsi terroryści to właśnie dzieci emigrantów, którzy się tam przed laty osiedlili. Nie wiem, czy środki jak modlitwa Dalajlamy, czy demonstracje na ulicach są decydujące. Przed wybuchem II wojny światowej było mnóstwo demonstracji pokojowych (dadaiści natychmiast uciekli do USA, intelektualiści na Lazurowe Wybrzeże), nikt tej wojny nie chciał, a wspomnienie I uświadamiało, co to będzie. Wątpię, by ktoś teraz wiedział, jak świat ma się zachować, by zahamować umacnianie się Państwa Islamskiego. A gra uchodźcami, rodzinami i dziećmi, to element tej wojny, z początku zawsze wojny są na poziomie wojny medialnej i zastraszania, prowokacji, aktów terrorystycznych (u nas prowokacja gliwicka w 1939) i cierpią najbardziej zwykli ludzie.
    Przyjąć postawę, że nic się nie dzieje, że nie ma żadnego zagrożenia, to chyba też niedobrze.
    Ale tak jak piszesz, artyści całego świata powinni się łączyć w pacyfistycznych ruchach, które pewnie i tak nikogo nie obejdą, ale są przynajmniej spektakularne i łagodzą ponurość faszystowskich prymitywów. Napisałam, że między pomysłem szel a Houellebecqiem jest z pewnością lepsze rozwiązanie, ale myślę, że bardziej w gestii polityków, niż ludzi dobrej woli.

    • Małgorzata Köhler pisze:

      Ależ Dalajlama właśnie mówi, aby się nie modlić za Paryż, tylko działać, każdy zaczynając od siebie 🙂
      „Nie rozwiążemy problemów tylko przez modlitwę. Jestem buddystą i wierzę w siłę modlitwy. Ale to ludzie stworzyli ten problem, więc prosić teraz Boga, żeby go rozwiązał? To nielogiczne i dziecinne.”

      Rządy są takie, jakie im pozwalamy, żeby były. Jeżeli rząd traci gwałtownie popularność, to zmienia metody działania. O tyle więc nie jesteśmy bezsilni i rozporządzamy siłą nacisku. Ale oczywiście możemy zostawić te robotę innym, i jak ktoś napisał dziś na fb, wrócić do oglądania „Rolnik szuka żony”.

      • Robert Mrówczyński pisze:

        Wszystko pięknie, marsze pokojowe, odezwy – to wszystko działania uspokajająco, nie przynoszące żadnej poprawy. Ale co jeśli z islamem jest tak jak twierdzi Alain Besançon? http://www4.rp.pl/Zamach-w-Paryzu/311169810-Islamu-nie-da-sie-pogodzic-z-republika.html
        Wydaje się to diagnozą czarną, ale prawdziwą. Niestety, tak jak w życiu – nie ze wszystkich chorób się wychodzi – niektóre są po prostu ostatnie, śmiertelne.
        Dziękuję za informacje o mentalności Polaków, polskiej emigracji w Niemczech. To są rzeczy kompletnie nieznane, a warte upubliczniania dla zrównoważenia nienawiści do uchodźców, o ile w ogóle coś może dać takie podstawienie lustra temu ksenofobicznemu społeczeństwu.

        • Małgorzata Köhler pisze:

          Ech, Panie Roberie, jak czytam, że „Niestety, Francja równie mało wie o Rosji, co o świecie muzułmańskim.” wrzucone przez eksperta, który wszystko wie, śmiejąc się dość dziwacznie z tego, że nazwano go kiedyś rasistą, to zapala mi sie lampka ostrzegawcza, bowiem rzadko jest tak, aby jeden ekspert wiedział coś lepiej niż tysiące innych ekspertów.

          Zagrożenie oczywiście istnieje, tak terroryzmem muzułmańskim, jak faszyzmem, w tych krajach, które mają „większe mniejszości” narodowe bardziej niż w innych, to fakt. Francja sama przyznaje się do błędów, do zaniedbania mniejszości, niedofinasowania i niedoszkolenia policji itd., są zapewnienia, że będzie się nad tym pracowało. Ale proszę zwrócić uwagę, że takim strasznym momencie społoeczeństwo francuskie zachowało się z klasą, na każdym kroku podkreslając, że wini za zamachy terrorystów, a nie islam, i nie uchodżców, natomiast polskie spoleczeństwo zareagowało natychmiast szczuciem na nich, rząd odmówił wypełnienie zobowiązań wobec Unii w tej sprawie podobnie zresztą jak niektóre Stany Ameryki, a populistyczni politycy wielu krajów zbijają zaraz na zamachu niezły interes.
          W konflikcie cytowany ekspert vs społeczeństwo francuskie przyznałabym intuicyjnie rację społeczeństwu.

          • Małgorzata Köhler pisze:

            dopowiem: bo to ono, społeczeństwo francuskie, żyje z islamem od kilkudziesięciu lat.

          • Robert Mrówczyński pisze:

            No to mi kamień z serca spadł, Pani Małogosiu, że jednak ten Besancon racji nie ma. Ostatecznie przekonał mnie Pani argument, z którym nie sposób polemizować, że: „rzadko jest tak, aby jeden ekspert wiedział coś lepiej niż tysiące innych ekspertów”. Ale nie znałem stanowiska tych tysiąca, nawet połowy z nich nie znałem, co ja mówię, dziesiątej części także, dlatego dałem się zwieść A. Besanconowi, ale co tam w obliczu tylu ekspertów, nie będę się spierał, bo co ja mogę wiedzieć w ogóle, a co dopiero o innych nacjach, skoro tu wszystko homogeniczne, białe, katolickie. Ja tu żyję w małym miasteczku, żadnego uchodźcy jeszcze nie widziałem i już straciłem nadzieję na takie spotkanie, bo zdaje się rząd się wycofa z tych „kwot”, do których się zobowiązał i już nigdy się nie dowiem jacy naprawdę są uchodźcy, czy tacy straszni jak to przedstawia szel. W moim zatęchłym nudnym miasteczku przed wojną jedną trzecią stanowili Żydzi i podobno było całkiem wesoło, zgodnie i twórczo. Kiedy już się wydawało, że problem ostatecznie rozwiązał Hitler, w 68 znaleziono jeszcze 150 osób i ich przepędzono. Teraz moja społeczność głodna mocnych wrażeń możne już tylko liczyć na świeżą krew z Syrii. Ale czy im dadzą taki prezent?

        • Małgorzata Köhler pisze:

          Panie Robercie, czytam ironię 🙂 Ale chce Pan ekspertów – proszę bardzo. Np. prof.dr. Dawud Gholamasad, Niemiec irańskiego pochodzenia, socjolog, kontynuujący badania i opierający się w swoich pracach na osiągnięciach socjologa Norberta Eliasa (tego, którego książka „O procesach cywilizacji” jest jedną z najbardziej znaczących prac XX wieku w tej dziedzinie) przestrzega przed uproszczeniami w badaniu kompatybilności islamu z demokracją. Zwraca uwagę na to, że np. bez demokratyzacji społeczeństw islamskich arabska rewolucja nie byłaby w ogóle możliwa, oraz – co najważniejsze, że sam islam znajduje się w permanentnym stanie zmiany, a religijność i demokracja to pojęcia zawierające wiele sfer, i bywają one mylone. Na ten stan zmiany duży wpływ mają czynniki zewnętrzne, więc aby rzetelnie badać problem kompatybilności, należy badać zjawisko w ruchu. Religie zaś (każda) w niektórych sferach harmonizują z demokracją, a w innych nie, lecz że nie jest to constans, i że nie wysnuwa się wniosku o niekopmatyblilności chrześcijaństwa z demokracją, mimo iż Watykan uznał prawa człowieka dopiero w 1964. Nie będę tłumaczyła tutaj obszernych fragmentów, bo nie chcę Ewie zabierać miejsca, ale zapewniam, że czytałam wiele artykułów zajmujących się tym problemem, i że ich autorzy byli o wiele bardziej ostrożni w formułowaniu tak radykalnych wniosków niż Alain Besançon.

          Mnie jednak, gdy pisałam o „tysiącach ekspertów” vs Alain Besançon z jego tezą, że Francja, w której żyje kilka milionów muzułmanów, nie ma pojęcia o świecie muzułmańskim, przyszły na myśl raczej tysiące socjologów, psychologów, nauczycieli itp., którzy w zachodniej Europie od kilkudziesięciu lat pracują w środowiskach migrantów i prawie zgodnie twierdzą, że radykalizm powstaje w grupach zaniedbanych, (tak jak wszędzie na świecie gettoizacja prowadzi do wzrostu przestępczośći), a znakomita zaś część wyznawców islamu wpasowuje się w społeczeństwo demokratyczne, najpóźniej w 2-gim pokoleniu, (co i ja miałam możliwość obserwować w Berlinie.)

        • Małgorzata Köhler pisze:

          No i może jeszcze, kończąc o terrorystach, aby nie zawężać tematu: ojciec zabitego w ostatniej obławie organizatora paryskich zamachów wyraził przez swoją adwokatkę uczucie ulgi, (nie radość, ale ulgę) że jego psychopatyczny syn nie żyje. Już kilka lat temu, gdy okazało sie, że Abdelhamid Abaaoud nalezy do czołówki terroryzmu, ojciec żyjący obecnie w Maroku muzułmanin, ubolewał, że syn ściągnął hańbę na rodzinę. Utożsamianie wyznawców islamu z islamskimi terrorystami jest w moim odczuciu krzywdzące, to jakby KKK utożsamiać z chrześcijanami. Jeżeli we Francji żyje 6 mln muzułmanów, w tym 4 czy 5 tys. osób podejrzanych o terroryzm (dlaczego ich nie wyłapują właściwie?) to nie jest to nawet 0,01 %.

          • Robert Mrówczyński pisze:

            To wszystko co Pani pisze nie podważa zasadności uwag Besancona w kwestii islamu. To nie demokracja go nie chce, to on nie chce demokracji. I nie chodzi bynajmniej o żaden terroryzm i biednych uchodźców, ale o islam, ten legalny właśnie. Jak pogodzić religię, która skazuje poetę na śmierć za obrazę Allaha, kamienuje niewierne żony itd z demokracją i zdobyczami humanizmu zachodniego? Jak długo można udawać, że te dwa światy mogą obok siebie egzystować? Na naszych oczach ta iluzja się rozsypuje. I na nic modlitwy, zaklinanie, marsze i protesty. Będzie strasznie.

  17. Ewa pisze:

    no tak, nie doczytałam z Dalajlamą, dzięki. Ale modlić się, by ktoś mądry ustalił jakieś rozwiązania na miarę XXI wieku pewnie nie zaszkodzi. Bo ulica, internet, to najczęściej tylko sprzeciw, ale potrzebne są przecież kuracje lecznicze.
    (nie mam pojęcia dlaczego komentarz oczekiwał, niezbadane są mechanizmy bloga)

  18. Ewa pisze:

    Dla pełnego obrazu literackiej Sieci zacytuję wczorajszy wpis na portalu Nieszuflada, który pozostawiając takie komentarze łamie prawo, szerząc mowę nienawiści nawołuje do zbrodni i rasizmu:

    poprawki kosmetyczne, praca umysłowa, żeby je wprowadzić, duża; i żadnej zapłaty za to nie ma; i dobrze: ważne, żeby wierszami zajmowali się ludzie, którzy to lubią; sfera opłacalności w poezji jest wypełniona przez żydowskich hochsztaplerów: ludzi, których nie umieją pisać ale umieją zarabiać

    mimo całych wysiłków Hitlera i oddanych oddziałów SS nie udało się tych luydzi wytępić; trzeba ich niestety tolerować i dać im zarabiać bez wykonania pracy umysłowej (choć chłopaki z ISIS próbują ich odesłać na tamten świat)

    „kiedyś wrzucimy wszystkich Żydów do morza” powiedział mi z błyskiem w oku Egipcjanin, z którym pracowałem tu w Anglii

    trzeba zachować wiarę 😀

    not not | 2015-11-28 22:52:47

    • Małgorzata Köhler pisze:

      Przerażające jest, że poeta pisze coś takiego. Not-not zajmuje się bowiem rzetelnie poezją, pracując wiele i teoretyzując. Niestety traktuje portal również jako miejsce zlewu swoich nocnych przeważnie, nienawistnych miazmatów mózgowych. To jednak drobiazg.
      O wiele bardziej przerażające jest jednak, że not-not pracuje w Anglii z dziećmi, o czym niejednokrotnie wspominał. W kontekście tych i podobnych wpisów włos się jeży:

      „gdyby Hitler żył, byłbym jego najwierniejszym esesmanem 😀
      bym wam kurwa pokazał, kto jest największą jaszczurką heh

      not not | 2015-12-01 23:38:17
      całą tę kurewską matkę ziemię trzeba zajebać!
      allahu akbar!

      not not | 2015-12-01 23:39:55
      urodziłem się 100 lat za późno 🙁

      not not | 2015-12-01 23:42:01
      plan na przyszłość: zajebać własną matkę i planetę Ziemia;
      żeby tylko te kurwy nie bombardowały państwa islamskiego, to bym się tam przeniósł
      i zajebał każdą napotkaną kobietę

      not not | 2015-12-01 23:54:31
      ciężki jest żywot socjopaty: jak wchodzisz na oddział z psychopatami, choć wieje od nich chłód, ci ludzie są na swój sposób szczęśliwi „Mam braki emocjonalne, cóż, taki się urodziłem, takiego stworzył mnie bóg”

      na moim oddziale złożonym z socjopatów schizofreników było inaczej: ktoś mógł podejść, przytulić cię, podzielić się papierosem, a jak się odwróciłeś mogłeś dostać krzesłem; większość wybierała samookaleczenie, wychodząc z zasady: lepiej zrobić kuku sobie niż komuś

      zabawne, że jak z nimi rozmawiałem niemal każdy przeszedł tę samą inicjację przy stole co ja – żeby gryźć, żeby być na siłę przerobionym w dinozaura mięsożernego; i ci wszyscy pożal się boże psychiatrzy ładujący nas tabletkami, po których człowiek chodzi od ściany do ściany, albo ciągle śpi
      (…)

      not not | 2015-12-02 07:17:41″

      • Ewa pisze:

        Tak, aktywność not not w pedagogice krajów europejskich jest przerażająca. Ale z dwojga złego to lepiej, by działał na niwie poetyckiej, niż jako belfer. W poezji trudno się ukryć ze swoim światopoglądem, a w szkole łatwo.
        Aż strach pomyśleć, co się teraz dzieje w realu, kiedy portal Liternet jest chwilowo nieczynny. W tym sensie portale literackie są zbawienne.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *