Liternet – hodowla przyjemniaczków

Od kiedy Witkacy z przerażeniem zdiagnozował w swoim wierszu stan ducha kielczan Polski międzywojennej, ekscesy dzisiejsze młodego poety Przemysława Mańki tylko je potwierdzają.
Można być ponuro wdzięcznym portalowi Liternet, że dzięki niemu dowiadujemy się, że nienaruszone pokłady polskiej ohydy, nietknięte i nie zniszczone działaniem kultury, nieuległe jakimkolwiek pozytywnym wpływom (poeta Przemysław Mańka, o zgrozo przyznaje się do przyswojenia twórczości Szymborskiej i Herberta), kwitną w najlepsze nietknięte ręką moderatora portalu, mało, zdaje się, przy milczącej aprobacie reszty, nierzadko do rzeczy użytkowników, stają się z upływem godzin celną diagnozą całego sieciowego literackiego środowiska.
Poeta Przemysław Mańka, reprezentant poetyckiej frakcji psychicznych kalek uprawnionym z racji niedomogów mózgowych do wygłaszania wszelkiego głupstwa publicznie i nie zostania za to ukaranym, jest, jak czytałam w innych miejscach Sieci, poetą hołubionym przez kieleckie środowiska i Związki Twórcze, wspierany w życiu realnym dotacjami i recenzjami przez uznanych kieleckich poetów.
Oczywiście, nie jest moim celem pastwienie nie nad Bogu ducha winnym Przemysławem Mańką faszerowanym na co dzień Rispoletem, bo jest jedynie chemicznym orwellowskim tworem naszych czasów. Wiem, że Przemysław Mańka cierpi na bezsenność, pobudzenie, niepokój, ból głowy, zwiększenie stężenia prolaktyny we krwi co powoduje mlekotok, brak miesiączki, senność, zmęczenie, zaburzenia koncentracji, drżenie i sztywność mięśni, spowolnienie ruchowe, niepokój ruchowy, zaburzenia erekcji, zaburzenia ejakulacji, zaburzenia orgazmu, zawroty głowy związane z nagłą zmianą pozycji ciała, obniżenie ciśnienia tętniczego krwi, kołatanie serca, niekiedy zwiększenie ciśnienia tętniczego krwi.
Współczuję, jak każdemu niepełnosprawnemu takiej niewygody. Jednak są to stany dotyczące jego egzystencji i odwet za własne cierpienie w postaci wierszy i napaści na innych powoduje, jak pisał Nietzsche, zastąpienie pozycji słabej ofiary na kata i napastnika. Tak jest w wypadku czynienia krzywdy organizatorom trudnej i bolesnej akcji próbującej ratować życie umierającego na raka dwa lata temu w gliwickich szpitalach poety Romana Knapa. Ta ze wszech miar szlachetna akcja, w której kilka miesięcy lata poeci sieciowi oddali, dzięki natychmiastowej komunikacji za pośrednictwem portali, blogów, facebookowi, krew, pieniądze na godne umieranie, wsparcie psychiczne do ostatniego tchnienia chorego, odwiedzanie go w szpitalach i ocalenie jego całego dorobku literackiego, opracowanie do druku z wielkim trudem, gdyż teksty komputerowe są rozproszone i projekty za życia zmarłego nie sfinalizowane. I teraz portal Liternet daje głos obskurantowi Przemysławowi Mańce przy wtórze innych nienawistników i niepełnosprawnych chorych umysłowo chorych frustratów i pozwala niszczyć dobre imię najszlachetniejszych, najskuteczniejszych, oddanych z całym poświęceniem sprawie tego tragicznego lata 2013 Małgorzaty Köhler i Janka Strządały, rzucając bezpodstawne oskarżenia i niszcząc ich dobre imię.
Nie chodzi o to, że jeden z drugim idiota coś napisze w Sieci, bo tak dzieje się zawsze i takie są prawa demokracji. Natomiast niezaprzeczalną winą jest brak ingerencji właścicieli portali, którym użytkownicy powierzają swoje osobowości wirtualne ufając, że goszcząc u kogoś, nie zostaną pobici i sponiewierani ku aprobacie gospodarza.
Przykre tym bardziej, że forum Borderline opisujące takie przypadki jak osobowości Przemysława Mańki i wielonickowych dwóch Trolli portalowych, robi bardzo dobrą robotę niosąc pomoc tym chorym nieszczęśnikom właśnie dzięki krytycznym analizom ich czynów. Portal Liternet tę pożyteczną i przecież polegającą na wolontariacie oddolną, ciężką i mozolną pracę uporania się z niszczącymi skutkami psychicznych schorzeń dewiantów niszczy. Niszczy i zwielokrotnia hodowaniem i nie stawianiem oporu sieciowemu rozwydrzeniu rozsiewanemu poprzez wyszukiwarki, informacje kłamliwe i niesprawiedliwe, niejednokrotnie podchwytywane przez czytelników nie znających ani specyfiki portalu Liternet, ani dopuszczonych tam do głosu kreatur nazwanych i uwierzytelnionych drukiem tomików, poetami.

http://fenomenalny-skill.liternet.pl/tekst/nicosc-z-listow-do-a

 

Informacje o admin

Ewa Bieńczycka urodzona w 1952 roku w Przemyślu. Artysta malarz
Ten wpis został opublikowany w kategorii dziennik ciała i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

22 odpowiedzi na „Liternet – hodowla przyjemniaczków

  1. Małgorzata Köhler pisze:

    Słusznie piszesz o sednie całego problemu, Ewo, cyt.:
    „Nie chodzi o to, że jeden z drugim idiota coś napisze w Sieci, bo tak dzieje się zawsze i takie są prawa demokracji. Natomiast niezaprzeczalną winą jest brak ingerencji właścicieli portali, którym użytkownicy powierzają swoje osobowości wirtualne ufając, że goszcząc u kogoś, nie zostaną pobici i sponiewierani ku aprobacie gospodarza.”

    Mańki nie czytuję, ani jemu podobnych, więc pojęcia nie miałam o niczym, ale zajrzałam, ze zgrozą, pod jego nomen omen „nicość”, a teraz jeszcze dowiedziałam się, że nachodzi on prywatnie również Jana, który nic złego przecież mu nie zrobił, a dla Romka samo dobre, i to w najgorszym momencie był przy nim i wspierał. Nie wiem, czy Przemysław Mańka ma jakąkolwiek zdolność odpowiedzialności prawnej, sądząc po uwierzytelnionych wiadomościach na jego temat – chyba nie, ale Leszek Onak ma.

    Przypominałam mu o tym niejednokrotnie, niestety bez skutku. Pomijając aspekt prawny, chociaż nie jest on do zbagatelizowania, bo jak najbardziej istnieją w sieci ciała kontrolne, które za ułamek tego, co admin liternetu toleruje i tolerowal w przeszłości w swojej witrynie, są władne te witrynę zamknąć – to po prostu cholernie szkoda, że – i myślę tutaj nie tylko o tym jednym portalu – właściciele witryn nie sprostali zadaniu, nie znaleźli złotego środka, jakim mogło być życie portalowe „na kontrolowany żywioł”.

    Dyskusja z L. Onakiem nie doprowadziła nigdy do konkretnych ustaleń, a jedynie do pogłębiania się konfliktu, tak jakby admin liternetu i jego szeregowi (poza trollami) użytkownicy byli właśnie w konflickcie interesów, co prowadziło nawet do podejrzeń, że to admin sam animuje ‚naćpaną’. Zaznaczam, że w to nie wierzę, jakkolwiek nie wykluczam, iż przez jakiś czas admin mógł wzmożony ruch trollerski intepretować mylnie jako ożywienie portalu i stąd jego brak lub opóźnienia reakcji. Jednak jeżeli tak było, to najpóźniej po ostatnich kilku miesiącach, czyli powiedzmy po pażdzierniku, który to termin podał Leszek Onak w lecie jako przypuszczalnie realny do uporania się z trollami, musiał on przecież zauważyć, że na liternecie od lata nie odbywają się już żadne powaźniejsze dyskusje literackie a większość dobrze piszących ludzi zaniechała tam publikacji. Główny ruch w komentach robi wielopostaciowa naćpana i podobni Mańce grafomani, (nazwisk nawet nie wymienię, bo nie zasługują na reklamę) – poziom ich wypowiedzi oczywiście żałosny.

    Admin, za którego odwróconymi plecami trolle używają sobie do woli, linkując strony do fejsbuka z komentarzami o spermie na twarzy konkretnych osób, który tolerował miesiącami stałe wklejanie pornografii i obsceny jako satyrę na nieulubionych użytkowników, jest adminem nieudolnym i nieprzewidującym. Przy całym uznaniu dla Onaka za świetnie skrojony portal nalezy to powiedzieć głośno. Wielka szkoda, że tak kończą co ciekawsze przedsięwzięcia sieciowe – na inercji, braku wyobraźni czy wreszcie zaniechaniu.

    Teraz co do ostatnich pomówień, krótko, bo nie zamierzam się tłumaczyć przed trollami, a Ty sprawę znasz z detalami. Problemy natury technicznej przeciągnęły sprawę redakcji ogromnego materiału. Moje zwykłe życiowe problemy, jakie każdy z nas ma, nie pozwalają mi na zajmowanie się „Compositae” bardziej niż z doskoku, na swoją twórczość też nie mam czasu, nawet zaczęte tłumaczenia własnej prozy na niemiecki też musiałam wstrzymać, z rzadka piszę jakiś wiersz zaledwie. Sądzę, że ksiązkę Romka będę mogła porozsyłać w tym roku po wydawnictwach, co też będzie kawałkiem solidnej roboty. Wydawnictwo EGO wycofało się zaraz po śmierci Romka z propozycji. Pieniędzy pozostałych po Romku nie wystarczy nawet na tomik, a co dopiero powieść tej objętości, więc ewentualnych dalszych sponsorów będę musiała znaleźć też ja. Tak naprawdę zresztą Mańki i innych trolli to nie obchodzi, książki nigdy nie przeczytają. I nic im do tego, robią tylko ferment, żeby szkalować i pluć. Prawnie wygląda to tak, że wszystkie prawa mam ja, zresztą tylko mnie i garstce nielicznych miłośników talentu Romana Knapa na tym zależy.

    Napaści na Jana Strządałę są absurdalne, bo o ile mi wiadomo, wszystko na miejscu w hospicjum odbyło się zgodnie z prawem i ze świadkami. Roman sam chciał podarować Janowi laptop, który go zdaje się przekazał komuś potrzebującemu dalej; nie miałam z tym nic wspólnego, bo niestety nawet nie mogłam z przyczyn osobistych być przy Romku w tym ciężkim czasie. Janowi należy się wyłącznie wdzięczność i uznanie, a nie szkalowanie, Mańka doprawdy nie ma krzty przyzwoitości.
    Sama z wpłatami na konto Romka nie miałam nic wspolnego, propozycja na forum liternetu wyszła nie ode mnie, starałam się tylko szybko i sprawnie koordynować akcję. Z kwoty, którą mi przekazano, rozliczę się po wydaniu „Compositae”. Teraz myślę, Ewo, że to właściwie szczęście dla mnie, że nie mogłam pojechać wtedy na Śląsk, bo strach pomyśleć, co by się działo, gdybym była przy nim i np. miała upoważnienie do jego konta, co planowałyśmy dla jednej z opiekujących się nim wolontariuszek (ktoś przecież musiał robić Romkowi zakupy itd.) ale do czego nie doszło. Podłość ludzka nie ma granic, o czym niestety wciąż na nowo się przekonuję.

  2. Ewa pisze:

    Strasznie mi przykro Małgosiu, że to wszystko się tak potoczyło, bo przecież już nikt się chyba nie odważyłby na powtórzenie tego wielkiego zrywu internetowego w ratowaniu Romana Knapa wiedząc teraz, czym to się kończy: podłością, pomówieniem i jak piszesz, też odpowiedzialnością za skrzywdzenie innych ofiarnych osób, bo Janek Strządała, Prezes Katowickiego Związku Literatów z portalem Liternet nie był związany i dowiedział się wszystkiego pośrednio moim mailem. Więc ten post napisałam też i z wewnętrznej konieczności.
    Nie chcę tu sprowadzać sobie na głowę Troli, ani tym „robić” więcej wejść na blog, ale wstyd to wszystko zostawić bez zajęcia stanowiska. Nie mogę ostatnich lat mojego życia oddawać procesowaniu się z debilami, zresztą, miejsce każdego ustępującego debila zajmie następny debil sieciowy. Więc myślę, że lepiej napisać coś od czasu do czasu na blogu, niż czynnie walczyć.
    Twórczość Romana Knapa znam tylko z sieciowych fragmentów, jest to literatura bardzo skomplikowana i praca musi być przy tym tytaniczna. Na takie prace dostaje się granty, trzeba się na ten czas pożegnać z własną twórczością, bo światy się mylą, jeśli się tkwi w innej osobowości i klimatach. Podejmując się tego zadania najprawdopodobniej też nie zdawałaś sobie sprawy, co Cię czeka. Ja próbując ogarnąć zapiski z całego mojego życia – a teksty sprzed lat czyta się przecież jakby się ich nigdy nie czytało, po raz pierwszy – jestem tak zmęczona, jakbym fizycznie pracowała w kamieniołomie. A co dopiero robić przecież analogiczną pracę z cudzą twórczością, nie wiedząc, o co autorowi chodzi, a na dodatek jak mi pisałaś dzieląc się tymi trudami – teksty są rozproszone, pisane w różnych plikach i nawet wstępnie nie sortowane, nie wiadomo, jaki był autora zamysł, trzeba decydować za niego.
    I taki Mańka bezczelnie pyta na o książkę. Jeśli byłoby takie łatwe, to byśmy mieli w trymiga wszystko, co pisarze przedwcześnie zmarli w szufladach pozostawili powydawane zaraz po ich śmierci. Dzieje się to zazwyczaj z kilkuletnim poślizgiem, a i kilkunastoletnim. Dzieła Pessoi, pozostawione jedynie w kufrze, są jeszcze do dzisiaj w całości nie wydane. I to jedynie praca i troska, by zrobić to jak najlepiej. A zazwyczaj robi to sztab ludzi, a Ty to robisz zupełnie sama i to jeszcze pod presją, albo Szel, albo innych leniów od haiku.
    Ach, jak wczoraj powiedziała na Liternecie Naćpana, brak słów.

  3. Małgorzata Köhler pisze:

    Jednak na szczęście, Ewo, kilka osób zareagowało na liternecie i napisało Mańce, co myślą o jego działaniach, jestem szczerze poruszona.
    Zdecydowałam się też (za zgodą Jana Strządały) upublicznić tam pełną korespondencję w ostatnich miesięcy życia Romka w sprawie jego leczenia, konta, laptopa itd., a przede wszystkim pokazującą bardzo wyraźnie duży wkład Jana, jego naprawdę wspaniałe i bezinteresowne zaangażowanie, na jakie nie każdego byłoby stać.
    http://liternet.pl/grupa/komorka-oporu/forum/2666-compositae-na-zycie-i-smierc-romana-knapa

  4. Ewa pisze:

    Właśnie przeczytałam Twoje Małgosiu i Janka listy ze wzruszeniem, tym bardziej smutne te wszystkie głosy niszczące wasze szlachetne czyny którzy oddaliście bezinteresownie energię i czas upalnego lipca 2013.
    Specjalne podziękowania Elm inCrudo wypowiadającej się celnie w wątku niżej:
    http://liternet.pl/grupa/wolnosc-slowa/forum/2665-gdzie-jest-ksiazka-romana-knapa

  5. Ewa pisze:

    Ponieważ padają w linkowanym wątku oskarżenia pod moim adresem (p. Sochoń) podkreślam, że dla mnie jedynym usprawiedliwieniem rzucaniem nie popartych niczym ciężkich oskarżeń o kradzież pieniędzy powierzonych przez wspólnotę internetową jest choroba psychiczna rzucającego te oskarżenia. Co przecież nie niweluje krzywdy, którą wyrządził. I jeszcze ja krzywdzę Przemysława Mańkę! Ale to głupie.

  6. Ewa > Małgorzata Sochoń pisze:

    I Wy na Liternecie tak sobie gawędzicie jak gdyby nigdy nic? A kiedy mnie przeprosi Pani Karioka Lando? Te pogróżki pod moim adresem to nic, nic Was to nie rusza? Tylko Przemek ma przeprosić Małgosię?
    Pani Małgorzato Sochoń, dalej, proszę nakłonić Panią Kariokę, by mnie przeprosiła!
    Samo nazwanie mnie babulą jest już niedopuszczalne!

    Oczywiście, każdy w Sieci, który się Wam sprzeciwia, to bryluje! Oj, jacy zapyziali megalomanii! Brałam udział w akcji lata 2013, dotyczy to wszystko mnie.

  7. Małgorzata Köhler pisze:

    Dziekuję Ci bardzo, Ewo, za wszystko co zrobiłaś, przede wszystkim za dostrzeżenie i reakcję na te obrzydliwe posty w wątku pod tekstami Mańki i Naćpanej, na które na liternecie nikt poza Tobą nie zareagował, dopiero wątek forumowy wzbudził reakcję – tam komentarze trolli o spermie na mojej twarzy itp. wiszą do teraz, rozumiem że za aprobatą Leszka Onaka.
    Dla mnie w tym momencie liternet jak i jego admin traci ostatecznie twarz.

    Niczego już więcej nie napiszę w tej sprawie, bo nie mam po prostu siły. Gdy spotykam się z czymś takim, a ciągle trafiam na podobne wykwity życia netowego, pozbawia mnie to skutecznie na dłużysz czas energii i ochoty do tej formy życia publicznego, nie tylko, gdy rzecz mnie dotyczy. Przykre to jest bardzo, bo przenosi mi się też na wiersze, dyskusje, nie mogę przez jakiś czas patrzeć na portale literackie; na cały ten rój wokół poezji, gdzie jakby nie chodziło o wytwarzanie czegoś sensownego ale o kłucie i bzyczenie. Widzę, że więcej osób ma dość i reaguje podobnie. Swoją drogą dziwna to rzecz, Sieć. Jak szkło powiększające, mimo, że niby obraz zatarty.

  8. Karioka Lando pisze:

    komentarz skasowany przez admina

  9. Marcin pisze:

    @Karioka Lando
    Historia już nieraz udowodniła, że pisanie w sprawach administracyjnych do Onaka to rzucanie grochem o ścianę. On pewnie ma podobne jak Pani podejście do spraw cenzury. Zamykanie trollom ust myli mu się z opacznie pojętą wolnością. A i kapka kontrowersji nie zawadzi, żeby portal żywiej się kręcił. Ja na przykład Pani komentarz wypieprzyłbym na zbity pysk i żadnym wrzeszczeniem o cenzurze bym się nie przejmował. Ewa ma do was anielską cierpliwość. Świętej pamięci Kominek w jednym miał rację: plebs trzeba tępić bez litości, bo chamstwo tylko chamstwo przyciąga i replikuje. Liternet udowodnił to ponad wszelką wątpliwość. A z „Bieńczycką” to Pani bruderszaftu raczej nie piła, żeby teraz jej mówić, co ma robić. Chyba że o czymś nie wiem. Wtedy excuse me…

    • Ewa pisze:

      Tak, masz rację, wycięłam. Nie zauważyłam że jest komentarz od Naćpanej, bo umówiłyśmy się już w wewnętrznej poczcie, że żadnych klonów Trojanowskiego i kobiety, która z nim grasuje i podejrzewam kim jest, ale nie chcę pisać – tu na moim blogu nie będzie nigdy. Więc nie mam pojęcia po co to robi, a obie strony miałyby zawsze zaoszczędzone trochę czasu. Już dwa dni piszę o Ziętku i ciągle coś mi przerywa.

  10. Ewa pisze:

    Wróciłam właśnie z oglądania okropnego filmu „Mistyfikacja” Jacka Koprowicza o Witkacym, i teraz czytam Twój post.
    Nie zgadzam się z Tobą Małgosiu. Jeśli jest to możliwe, zawsze trzeba reagować. Tak jak powiedział Kubrick w wywiadzie o „Mechanicznej pomarańczy”, że Zło jest i będzie i nie powinno się nikogo resocjalizować, gdyż nic to nie daje i pomysł resocjalizacji Mańki, czy Naćpanej, czy Stankiewicza, to kompletna bzdura.
    Na liternecie trwa modelowa sytuacja terroryzowania dużej liczby użytkowników nijakich przez najwyżej dwie bardzo zdecydowane osobowości, manipulujące resztą, jak chcą. Wystarczyłoby tylko nim nie ulec. Ale uległo bardzo dużo osób, nawet Pan Janusz był zaskoczony. Dlatego powinno zacząć się od tępienia eskalacji chamstwa na samym początku, dlatego tak się upieram przy tej „babuli”, tego typu spoufalenie jest niedopuszczalne i obraźliwe, i będzie eskalować. Uważam, że ostracyzm, przemilczanie, byłoby wystarczające, ale po tym, jak Przemysław Mańka w ubiegłym roku Cię obraził, nigdy nie przeprosił, nie spotkał się z bojkotem. W proteście zrecenzowałam tu trzy tomiki negatywnie (nie musiałam wbrew sobie) i to nic nie dało. Więc trzeba rzeczy nazywać takimi, jakimi są w miarę możliwości, ale nie będę oddawać życia na bzdurne wikłanie się w głupiejący z dnia na dzień Liternet, bo mam inne rzeczy do roboty. Ta ostatnia sprawa dotyczyła nas wszystkich związanych ze śmiercią Romana Knapa, bo obraziła ludzi dobrej woli by na przyszłość nie chciało im się chcieć. I jak nie będzie nam się chciało stawiać temu opór, powtórzy się hitleryzm i Bóg wie co jeszcze gorszego.

  11. Karioka Lando pisze:

    Komentarz skasowany przez admina.

  12. Marcin pisze:

    @Małgorzata Köhler
    Pani Małgorzato, na wiosnę minie siódmy rok, jak siedzę w sieci i coś tam z większym lub mniejszym powodzeniem wrzucam. Jednego się z tych doświadczeń nauczyłem. Tak jak pisze Ewa, sieć to wspaniałe medium, nieporównywalne z niczym, co było wcześniej, ale szansę na zrobienie w niej czegokolwiek mają tylko samotni strzelcy albo małe grupki ludzi kierowanych wspólną ideą, zakładające wspólny portal tak, jak kiedyś zakładało się „Skamandra”, „Kulturę” czy „Wiadomości literackie”. Liternet i jemu podobne twory kierują się wypaczoną demokratycznością, którą praktyka – stety lub niestety – boleśnie weryfikuje. Nie wiem, jak to jest w innych krajach, bo znam tylko polskie portale, ale u nas tak po prostu jest. Może to, jak uważa Ewa, spuścizna PRL, a może zwykły jad, którego w powietrzu u nas stężenie niebywałe. Tak czy owak, więcej z tego szkody i złamanych biografii niż rzeczywistego pożytku. Fakt, gdyby nie Liternet, Roman Knap najpewniej nie natrafiłby na Panią. Ale – jak to głosi mądrość ludowa – wyjątki, nawet tak piękne, potwierdzają regułę.

  13. Crazy Duck pisze:

    komentarz skasowany przez admina, ostatni z zaznaczeniem kasacji, następne wycinam bez śladu.

  14. Małgorzata Köhler pisze:

    Ewo, ależ ja się z Tobą jak najbardziej zgadzam – trzeba reagować, nawet, jeżeli wyrażenie protestu ma małą siłę sprawczą. I liczy się każdy głos, nawet nawoływanie na puszczy.
    Pisałam wczoraj tylko o moim prywatnym zniechęceniu, zmęczeniu, to uczucie nawet bardziej fizyczne niż rozumowe, bo połączone z odrazą. A człowiek, który ma mdłości, sam wyłącza się z aktywności towarzysko – społecznych, zresztą od dawna zrozumiałam, że nie pasuję do żadnego portalu czy poetyckich stowarzyszeń i tutaj przyznaje całkowitą rację Panu Marcinowi – szkoda trwonić energię na ruchy w grupie, bo zbyt wiele jej idzie na tarcia i chaos. I coraz więcej ludzi odchodzi z portali, co zresztą jest logiczne i wyznaczone poniekąd każdemu, kogo wciąga sztuka, a nie tylko fermenty wokół niej. Pomijając już to nieznośne uczucie splugawienia się przez dotyk z czymś paskudnym, poskórnym i nie do wyleczenia – już dawno pisał Fobiak o Chorporze.

    Tym bardziej byłam wczoraj wzruszona, Ewo, najpierw Twoim wątkiem, a później reakcją kilku przyzwoitych ludzi na liternecie, i tym większym kontrastem są oni w moich oczach dla pozostałej pulpy.

    Prezencję netową Mańki mam wątpliwą przyjemność obserwować od klku lat, nie jestem więc nim w żadnym stopniu zdziwiona. Wiem też, kto kryje się za postami niejakiej Lamot, to co pisała jest niegodne, ale osoba nie miała nigdy godności. Jest smutne, że funkcjonują oni znakomicie w środowisku literackim, ale to smutek dziecinny, zdaję sobie z tego sprawę. Tak się to toczy i tyle.
    Ale portali szkoda, czy też może raczej szkoda tego, czym moglyby być. Gdyby, gdyby tylko, ech 🙂

  15. Witold Stankiewicz pisze:

    Pani Ewo Bieńczycka, poinformowano mnie wczoraj, że padło moje nazwisko, w dyskusji pod tym Pani postem, pozwolę sobie zacytować ów fragment gdzie Pani
    o mnie wspomniała :

    „Tak jak powiedział Kubrick w wywiadzie o „Mechanicznej pomarańczy”, że Zło jest i będzie i nie powinno się nikogo resocjalizować, gdyż nic to nie daje i pomysł resocjalizacji Mańki, czy Naćpanej, czy Stankiewicza, to kompletna bzdura.”

    Proszę mi zatem wyjaśnić, dlaczego moja skromna osoba powinna według
    Pani być resocjalizowana ? Nigdy przecież, nie miałem przyjemności z
    Panią rozmawiać i do wczoraj nie miałem pojęcia o Pani istnieniu,
    zatem skąd takie resocjalizacyjne insynuacje ? Będe wdzięczny za
    odpowiedź i argumenty przemawiające, że powinienem być resocjalizowany.

    z wyrazami szacunku ( jeszcze)

    Witold Stankiewicz

    • Ewa pisze:

      przecież napisałam, że nie trzeba Pana resocjalizować.
      Przygotowuję post o „Mechanicznej pomarańczy”, to może coś Panu wyjaśni, jeśli zechce Pan przeczytać.
      Nie musi Pan wyrażać swojego szacunku, zwyczajne zwracanie się jest zupełnie wystarczające w komunikacji międzyludzkiej.

  16. Dominik Stanisławski pisze:

    Oczywistą oczywistością jest dla ludzi przeciętnie inteligentnych, obdarzonych odrobiną smaku i resztkami poczucia przyzwoitości, że pomyje wylewane na głowę Małgorzaty K, i innych, są tylko tym, czym są, niestety.
    Nazywając rzecz po imieniu – śmierdzącym i nieświeżym strumieniem, a raczej kogucim strumyczkiem, który wydzielają, jak przepełnione szamba – chorzy z nienawiści, przy tym – głośni i napastliwi, a takich, jak wiadomo – lepiej unikać.
    Na nic tu argumentacje, dyskusje, dowody, głosy i glosy – trzeba bowiem zdać sobie sprawę, że to upuszczanie z szamba, to sposób życia, podstawowa i organiczna forma bycia i prezentacji. Rozpaczliwy – bo jedyny możliwy – sposób zaistnienia i – istnienia. Jedyny, dlatego groźny i przykry, cuchnie to z daleka, i na nic, na nic tłumaczenia – że obraziłem tak przy okazji, ale mam prawo pytać, itd. Fetor bowiem utrzymuje się w powietrzu długo; moja babcia mawiała nawet, że jednym czynem można narobić smrodu na trzy pokolenia.
    Rację miał hrabia Ponimirski, który Dyzmie, w końcu szwagrowi swemu – na przywitanie podawał…palec, tylko palec, wyczuwając – kto zacz.
    Rację miał pewien taksówkarz, który powiedział mi taką oto rzecz: są dwa rodzaje klientów – pierwsi, po puszczeniu bąka w aucie uchylają szybę, czasem przepraszają. Drudzy zatykają nos, mówiąc – fe, znowu studzienka wybiła.
    Tyle, że i babcia, i taksówkarz, i ja – pożylismy na tyle długo, żeby odróżnić – przyzwoitość od chamstwa, prawdę od szamba, i nie dziwię się, już nie, że nie każdy ma ochotę w nim pływać, albo choćby przejść blisko. Z paru oczywistych oczywistości jest to mało komfortowe.

    • Ewa pisze:

      Panie Dominiku, trzeba podkreślić, że nie jest to kwestia estetyki, a egzystencji. I słynne herbertowskie powiedzenie o smaku nie ma tu w przypadku liternetowym nic do rzeczy, bo to nie jest problem komfortu życia, a istoty życia. Nie umrę od odoru wypowiedzi Internautów, jeśli to będzie celne i na właściwym miejscu. Napaść na Małgorzatę Köhler za wklejenie wiersza po to, by opuściła portal, a potem sprytne podmienienie problemu na sprawę wydania książki Romana Knapa, to była strategia zimna, może nawet i pachnąca świeżą krwią, która nie ma złego zapachu.
      Bardzo dziękuję za odwiedziny, witam na moim blogu nowych gości, Pana Witolda i Pana Dominika. Ale wierzcie mi, nie cierpię na brak odwiedzin rozpaczliwie czepiając się Liternetu. Jestem typem samotnika, napisałam post jedynie z takiego samego powodu, jak napisała wczoraj Elm in Crudo na Liternecie: zareagowałam, bo każdy przyzwoity człowiek zareagować powinien.
      I nie wierzę, że nie da się tego robić na portalach i trzeba je skazywać na zagładę, bo ludzie wolą milczeć, odejść niż reagować. Tam są zaledwie dwie osoby zatruwające, jak Pan napisał, powietrze i wciągają innych. W czasie wojny przecież ludzie nie mający w planie nikogo mordować ulegali pokusie denuncjacji, grabieży, bo była taka okazja. Na Liternecie też Trolle kuszą okazjami. Pokusie uległ Przemysław Mańka.
      Kiedy następuje pastwienie się, milczy kilkaset osób. Mało tego, rozmawiają jak gdyby nigdy nic z agresorami (słynne „Przemku” Wandy Szczypiorskiej), daje się im wspierające komentarze i aprobujące „okienka”.
      Oczom nie wierzę, że to dzieje się naprawdę w dobie, kiedy nie grożą za to aresztowania, zsyłki, ludzie boją się Trolli i się im podlizują. Za ubiegłoroczną inwektywę skierowaną do Małgorzaty Köhler Przemysław Mańka powinien być zbojkotowany, aż spokornieje. A on rozwydrzył się jeszcze bardziej w roku bieżącym, zobaczymy, co dalej przy tak pomyślnej hodowli. Trolle są rozpoznawalne na kilometr, wystarczyłoby z nimi tylko nie gadać i uschną, bo to puste cyborgi, napełniają się tylko tym, czym dostaną zwrotnie.

      • Dominik Stanisławski pisze:

        Tak, pisałem właśnie, ze jest to kwestia istoty życia, jedyna forma egzystencji, dostępna i znana niektórym. Kobiet o czerwonych rękach nie wplątywałbym tu rzeczywiście; ich ręce są zbyt piękne.
        A, i jeszcze jedno – wierzę, że nie cierpi Pani na brak odwiedzin. Ja. Mówię od siebie, w liczbie rozpaczliwie pojedynczej, Pana Witolda niestety nie miałem przyjemności.
        Pozdrawiam po incydentalnej wizycie owej;)

    • Małgorzata Köhler pisze:

      O, Dominik! Dobrze, że Cię widzę. Wiem, ile też tam, na liternecie, próbowałeś. I tak, i inaczej, i spod nicka, i wprost – wszystko na nic. Chciałam Ci podziękować, bo kto wie, czy gdzieś tam się jeszcze spotkamy, czy to portale nas przetrwają, czy jednak my je przetrwamy, oddaleni już.

      Na razie wszystko wróży źle witrynom i mam zewsząd informacje, apele o pomoc lub głosy zniechęcenia. Zadziwiające, że Leszkowi Onakowi uciekły nawet krakowska i lubelska „awangarda”, i to po tym, jak ja sobie stamtąd poszłam, więc nie można już mnie obciążać winą (Arku W., tak, już nie ma czarnego Piotrusia, jest naga prawda 🙂 . Rynsztok opustoszał doszczętnie, z digartu skargi, że marazm, ludzie próbują sił w coraz to nowych stronach poetyckich fejsbuka, ale to jakoś nie do końca ma ten smak. Bardzo, bardzo szkoda mi rynsztoka (wiem, Ewo, wiem, ale ja go bardzo lubiłam), jednak po awanturze z Łoską nie odważyłabym się tam już wejść i próbować od nowa, zresztą – jak sobie teraz uświadamiam, rynsztok właśnie oduczył mnie spontaniczności. Co z jednej strony było niezłą lekcją, ale z drugiej jakoś mi dzisiaj żal.

      Fatalnym skutkiem ubocznym używania portali jest nabyta nieufność i wstyd przed blamażem, bo stale czuwa nad tobą sto wymierzonych do strzału ciężkich kobryniów i naładowanych światłem katiusz – powiesz, co myślisz, przypiszą ci intencje, o których byś w życiu nie pomyślał, nie powiesz – jesteś dwulicowy, milczysz – wynosisz się nad innych; w końcu boisz sie achnąć, bo wtedy jesteś wazeliniarzem, achasz sobie co najwyżej w duchu, jesteś coraz bardziej już tylko w duchu i w jakiś sposób karlejesz, aż w końcu wyrywa się z ciebie serdeczne „ja pierdolę!”, i wiesz już, że jesteś gdzie indziej, już po drugiej stronie. Jeżeli wierzysz w siebie, ratujesz się, bo i tak niczego innego nie możesz już uratować.

      No nic, niech będzie, że wazelina czy „piszesz listy”, p******ę i napiszę 🙂

      – Dominiku, Arturze Bakosiu, Marku, Wezuwiuszu, Krzysztofie, Roso, Słowniku (chociaż nie wiem, nieznośny outsajderze, czy jest Ci to na rękę ;), Kubo, mowo trawo, Jarku, Anko i Wy, wszyscy inni odważni, prawi ludzie i nicki, którzy nie baliście się narażać głowy – dziękuję Wam! Za ostatnie i poprzednie, i tyle innego, dobrego, (coś podobnego, to było nas aż tylu!)
      – jak i Tobie, Ewo, ale to już wiesz.

  17. Przemysław Mańka pisze:

    Za rok zapytam o to samo – Gdzie jest książka Knapa – z 2x większą mocą trollico wyskrobana Biełczyńsko

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *