WIERSZE CZARNE (9)

ROMEO I JULIA W RAKOWISKACH

A nuż poezji zwykłe słowa
wytrącą z dłoni ostre noże
i przy rodzinach już grudniowa
rzeź nie przytrafi się w kolorze
krwi, jak brukowca tani wzorzec.

A nuż czytanki jak odezwy
ujarzmią liter zwięzły szereg,
przewiercą mózg, ocenią: niezły.
Wiersz jak to wiersz, to rzecz z literek,
w sam raz dla synów i dla córek.

A nuż, gdy noc jest wyjątkowa,
brzemienna w klimat Morrisona
bo jak ją nazwą, żadne słowa
nie zatrzymają już dokonań,
to może wiersze będą ponad..?

A nuż opadnie mgła i grozy
by bać się tyle, ile trzeba,
będzie dla drżeń kinowej pozy,
by się już nigdy noża nie bać,
noża do pokrajania chleba.

Informacje o admin

Ewa Bieńczycka urodzona w 1952 roku w Przemyślu. Artysta malarz
Ten wpis został opublikowany w kategorii 2014, Nie daję ci czytać moich wierszy i oznaczony tagami , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

98 odpowiedzi na „WIERSZE CZARNE (9)

  1. Robert Mrówczyński pisze:

    Z pozoru, na tzw. pierwszy rzut oka „przesłanie” wiersza może wydawać się naiwne i życzeniowe. Ale to tylko z pozoru i to jedynie czytelnikowi tępemu, albo nieżyczliwemu Tobie. W rzeczywistości wiersz jest znakomity. To udane szyderstwo, kpina (ale taka czeska z dystansem i niemal ciepłem) z pewnika światopoglądowego, mocno zagnieżdżonego w moralności zachodu jakoby kultura, sztuka, edukacja była tamą dla zbrodni. Po raz kolejny okazuje się, po raz kolejny przy chóralnym i świętym oburzeniu całej sieci, że to mrzonka, że nawet wyedukowany człowiek może hierarchię wartości nieoczekiwanie, a zbrodniczo zmodyfikować pod wpływem presji otoczenia na swoje podstawowe wolności i interesy.
    Ale już wszyscy „sprawiedliwi i szlachetni” dyszą nienawiścią i rzucają w Julię i Romea kamieniami, domagając się oczywiście kary śmierci, nawet poczwórnej i wykonanej w ten sam sposób! Poeci grafomani również syczą jadem zadowolenia, że konkurencji trochę ubyło. Nawet zimny Dehnel, któremu żaden poeta nie podskoczy i nie zagrozi w drodze do nieśmiertelności, na nieszufladzie musiał z mety napluć – miast uronić choćby łzę nad zniszczonym życiem – na poezję Goniewicz twierdząc, że takich wierszy (Goniewicz) licealistki piszą dziennie miliony… A jest przeciwnie – to grafomanów są miliony, to on nie napisze nigdy choćby jednego z „takich” wierszy.
    Codziennie ktoś morduje kogoś i nikogo to nie obchodzi, ale jak się złamie tabu, jak się zamachnąć na świętą rodzinę, zabić matkę, ojca – to jak wydać na siebie wyrok bez procesu, już wiadomo, że to psychopaci, socjopaci, jednostki chore, zdemoralizowane ćpuny, pozbawione uczuć, zarażone filmami typu „urodzeni mordercy” cywilizacją śmierci, itp. mądrości.. Tak jakby instytucja matki i ojca była z definicji chroniona jakimś niewidzialnym immunitetem… ale tak niestety jest, matka z ojcem hasają bezkarnie, mając zezwolenie kościoła i prawicy na przemoc. A niby dlaczego zabicie matki, ojca przez syna, córkę ma być potworniejsze niż zabicie kogokolwiek, obcego? To przecież właśnie jest normalne, że 90% zbrodni odbywa się w rodzinie i na rodzinie, bo tam się odbywa codzienna przemoc fizyczna i psychiczna. Kiedy granice dominowania i opresji zostają przekroczone, kończy się tak właśnie. Ale nie sądzę, żeby śledztwo poszło tym tropem, szukając współwiny zamordowanych, czy katolickiego liceum. Już widzę, że nie idzie. Nikt nie wyłączając poetów nie chce wziąć na siebie choćby cząstki odpowiedzialności, winy za tę zbrodnię.

    • Ewa pisze:

      Ach, Robercie, jesteś niesprawiedliwy. Właśnie Jacek Dehnel zatroskał się na nieszufladzie jak i wszyscy, którzy w literackiej Sieci uczestniczą. Nie ma powodu osądzać za brak uczuć, czy empatii.
      Masz rację, dzieciobójczynie, czy matkobójcy, niedoszłych teściów zabójczynie, to przecież złamanie Prawa wypracowanego przez wieki cywilizacji dotyczącego każdego Człowieka. I bardzo ładnie Maciek Froński na liternecie napisał, że pisze, by to wszystko móc zrozumieć, móc sobie z tym poradzić. Bo cień się kładzie na nas wszystkich, jak piszesz, na pisarzy sieciowych. Wprawdzie Maria Goniewicz zdążyła wydać papierowy tomik, jednak większa część jej twórczości jest tutaj, w Sieci, na portalach wśród nas.
      Zaraz mi się przypomniały fascynacje zbrodniarzem w „Człowieku bez właściwości” Musilla, czy walka o oswobodzenie Geneta przez intelektualistów francuskich. Jednak zawsze tam była jakaś wstydliwość społeczna, jakieś niedopatrzenie, ograbienie sytych z możliwości twórczych Janków Muzykantów poprzez uniemożliwienie dostępu z nędzy materialnej. I okazuje się, że przy nadmiarze dostępu mordować też jest sposobność.

      Ach, to naprawdę jest przerażające, jak artysta, który to może wszystko przerobić w twórczości, jak robił to de Sade, robi naprawdę w realu. Jest to transgresja niewybaczalna i myślę, że ten gniew, o który masz pretensję, jest jak najbardziej na miejscu.

  2. Robert Mrówczyński pisze:

    Nie ma w historii sztuki spektakularnych zbrodniarzy? Przecież trzeba oddzielić dzieło od życia. Artyści w końcu tylko ludzie. I nie chodzi o fascynację zbrodnią, choć właściwie wszyscy się teraz nią fascynują. Odnotowuję jedynie fakt, że wykorzystuje się tę „niewybaczalną transgresję”, jak się wyraziłaś, do pogłębienia tabu, zamiast zrekonstruować rzetelnie tę drogę do zbrodni dla, jeśli nie naprawy, to przynajmniej wiedzy. Wykryć jak działa mechanizm w rodzinie, w szkole tworzący zło, obiektywnie i naukowo. Aby tak wielka ofiara, wszystkich w końcu osób dramatu, nie poszła na marne. Ale wiem, że to nie nastąpi. Nie ma przede wszystkim woli politycznej, na takie demaskujące śledztwa, które ujawniły by prawdę o „dobrych rodzinach”, ale też nie ma ludzi, którzy mogliby tak subtelne dochodzenie przeprowadzić. A wystarczy nawet wyobrazić sobie przywołaną przez Ciebie w wierszu prof. Pawłowicz w roli matki, a już jesteśmy wielki krok do przodu w zrozumieniu motywów zbrodni.

    • Ewa pisze:

      Może współczesny Dostojewski weźmie ten „bulwarowy” temat na warsztat i się, jak mówisz, nie zmarnuje. I może film powstanie. Dyskusji nigdy dosyć, bo, jak zauważyłeś, zbrodnia ekscytuje klasy średnie i idzie w kierunki libertyńskie, a nie czyniona jest dla zarobku, jak w wypadku dziewiętnastowiecznego Raskolnikowa. Jeśli sfery pracowników edukacji dzieci i młodzieży są najbardziej zbrodniczogenne, to najwyższy czas zastanowić się nad samokształceniem, zniesieniem szkół na wszystkich szczeblach i jak w Australii, uczyć komputerowo.

  3. Robert Mrówczyński pisze:

    Raskolnikow przecierał drogę tym wszystkim, którzy sądzą, że potrafią udźwignąć zbrodnię dokonaną jedynie w tym celu, czyli doświadczenia. Jemu jak wiemy się nie udało, niemal zeżarło go sumienie. Dzisiejsi „urodzeni mordercy” już z tym problemu nie mają, choć nie jest jasne dlaczego. Ale nie wiadomo czy zaszlachtowanie płk. i nauczycielki było jako „jedyne wyjście” pomyślane, czy dla doświadczenia duchowego. Pewno i jedno i drugie, bo przecież każdy „normalny” człowiek, mimo różnych myśli i ciężkich sytuacji życiowych, z reguły nie odważa się na taki czyn. Dlatego pewnie tak ci ludzie fascynują klasy średnie, bo „przekraczają”, uskuteczniają to, co może być tylko pomyślane. Ale lepiej żeby żadne dzieło, zwłaszcza filmowe nie powstało (chyba że dobre), bo takie już były i są oskarżane o podżeganie do zbrodni. Nie mamy Seidla (ten od Fritzla), nie wiem kto mógłby taki film zrobić. U nas twórcy na usługach partii, albo kościoła. Może jedynie Smarzowski. Bo chyba nie Zanussi, czy Stuhr…

  4. ech pisze:

    Ja tylko nieśmiało napiszę, że sprawa się powoli rozwija (dookreśla?), i to nie po myśli pierwszych przypuszczeń. Czyli pojawia się coraz więcej faktów (informacji), które trochę kłócą się z powyższym wierszem, i możliwe, że nie byli wcale parą (lub byli parą, ale „tylko” morderców), ona możliwe była innej orientacji, ich relacja miała inny wymiar, a to co było przyczyną zbrodni, może być inny niż głoszony powszechnie. I jej matka historyk zajmujący się starożytnością, min. pierwszymi chrześcijanami, persami nadaje temu dziwny kontekst. Ktoś nazwał te zbrodnie rytuałem i pasuje to określenie coraz bardziej.

    • Ewa pisze:

      No tak, wiersz jest zawsze bardziej o autorze, jak on to widzi, niż o tym, co zobaczył.
      Ale myślę, że dokopywanie zabójczyni jeszcze czynami pedofilskimi jest nie fair, gdyż w tych szczenięcych latach robi się wiele eksperymentów ze swoim ciałem i jeśli jest się w szponach zakazów katolickich, ciśnienie jest tak wielkie, że pewnie robi się ich poznawczo więcej, niż trzeba. Właśnie czytam dzienniki Susan Sontag niedawno spolszczone i ta inicjacja lesbijska jest u niej głównym motywem niemal całego pierwszego tomu. Motywem właśnie twórczym, naturalnym wzrastaniem artystki.
      Oczywiście, każdy orze jak może w tych sprawach, Sontag miała o wiele więcej możliwości penetracji obcych ciał, niż zwężona Zuzanna. Jakoś żal ściska dowiadując się o tych czynach nierządnych cichaczem i chałupniczo. No i gdyby teoria nie daj Boże sprawdziła się względem motywu religijnego zbrodni na chrześcijanach, doczekamy się jeszcze Trzech Świętych Męczenników. Jeden z nich, były milicjant, fajnie by go mieć w panteonie polskich świętych.

      • Robert Mrówczyński pisze:

        „ech” – czemu tak nieśmiało? Skąd te wahania, niepewność skoro widać gołym okiem, że to mord rytualny dewiantów, sekty religijnej wyznawców Szatana, który wpisuje się w nasilające się prześladowanie katolików, o którym kościół i prawica donosi codziennie.
        Swoją drogą sprawa o molestowanie seksualne niewiele od siebie młodszej koleżanki, co w tym wieku – wieku odkrywania i eksperymentowania, wielkiej ciekawości i doświadczeń seksualnych jest jakimś kuriozum, warta byłaby zbadania. Na koloniach, na które od dziecka jeździłem, prokuratorów z całego kraju by nie starczyło, tam molestowanie homoseksulane (czynne i bierne) niemal obligatoryjne było.
        Musiała Goniewicz nieźle zaleźć za skórę nie tylko uczniom, szkole, ale ich katolibskim mentorom, skoro posłużyli się tymiż uczniami, aby wybębnić ją ze społeczności klasowej (tym samym ze szkoły) przy pomocy haniebnej petycji. Toż to czysty Orwell! Tego nie widziałem nawet w bolszewii. Był w mojej klasie bandyta, który codziennie musiał komuś – jak mówił – przypierdolić, bo taką miał potrzebę psychiczną, ale tzw. społeczność klasowa nigdy nie zawarłaby paktu z nauczycielami przeciwko niemu. I nie tylko dlatego, że oni byli jeszcze gorsi, ale z powodu naturalnego obrzydzenia do donosu, który – a widzę to coraz cześciej – przeżywa swój plugawy renesans. Ten wątek to smakowity kąsek dla dziennikarskiego śledztwa, kopalnia wiedzy o przemianach moralnych i obyczajowych zaścianka Polski powiatowej.
        Tymczasem cała Polska kipi z oburzenia nie tyle, że zabili, ale że rodzicieli zabili, matkę ojca – jak można!? Ale z niedawnych badań wynika, że ci sami ludzie nie mają nic przeciwko przypierdoleniu własnemu dziecku! – co się później przełożyło na odrzucenie odnośnej ustawy w sejmie, bo posłowie to też zwolennicy piąchy. To ci dopiero paradoks!
        Ja też uważam, że motyw wyłącznie życiowo-finansowy, ale coś poszło nie tak…

        • Ewa pisze:

          Twój komentarz Robercie był w poczekalni, blog nie przepuścił słowa”przypierdolić”

          • Robert Mrówczyński pisze:

            Polska statystyczna rodzina i zwolennicy przemocy w rodzinie i wobec kobiet w sejmie wolą używać eufemistycznego i sympatycznego „klapa”, miast brutalnego i zakłamującego prawdziwe intencje „przypierdolenia” – co dla nich oznacza czułość i troskę. Kaczyński pytany o tę rzecz: „dostawałem czasami klapa i nic mi to nie zaszkodziło, ani bratu” – choć jest sporo ludzi odmiennego zdania, czy tak jest w jego przypadku. Statystyki, choć słabe, rzadkie i niechętnie robione, pokazują, że stosowanie przemocy rozkłada się równomiernie w całej populacji – od alkoholicznych socjopatów, po profesorów, a więc wykształcenie i tzw poziom społeczny nie kształtuje zachowań. Jest jasne jak słońce, że to jednak przemoc wobec dzieci jest głównym czynnikiem patogennym i kryminogennym, ale ludzie wolą się oburzać i pomstować na skutek niż przyczynę. Można być pewnym, że wobec naszych Romea i Julii stosowano taką przemoc, ale o tym się nie dowiemy, zostanie to ukryte. Natomiast słyszymy, że mieli cudowne warunki i jeszcze ptasie mleczko. Moja znajoma ze studiów miała za ojca też wojskowego, pedagoga na dodatek. Jej młodsza siostra odebrała sobie życie w okolicach 17 roku życia. Jak później się dowiedziałem, a raczej wydobyłem to od niej z niemałym wysiłkiem (bo rodziciele kazali milczeć jak grób) żyła w atmosferze terroru i przemocy (psychicznej) ze strony ojca, przy lękliwej i spantoflowanej matce. Gdyby miała więcej siły i odwagi i zabiła ojca, a nie siebie, z pewnością zrobiliby z niej również potwora. Taki mord jest natychmiast głęboko skrywany i nikt nic nie wie, a o pogrzebie z takimi honorami jak rodzice naszych urodzonych morderców nie było co marzyć, ledwie rodzinę dało się namówić, a grób nie wiadomo gdzie jest. Samobójców kościół nie chce w swojej ziemi, idą do piekła, a ogół potępia i przyklaskuje. A przecież to był mord, może jeszcze potworniejszy, rozciągnięty w czasie. Mordercy-tatusiowi włos z głowy nie spadł, wszyscy ich żałowali, że „takie nieszczęście ich spotkało”. Też już na szczęście nie żyje, ale jako wojskowy również miał salwę armatnią nad grobem.

        • ech pisze:

          Nie śmiej się ze mnie, bo chodziło mi trochę o inaczej rozumiany rytuał, ładnie to opisał ten pan: http://krysztofiak-wojciech.blogspot.com/2014/12/maria-goniewicz-pragnea-osiagnac-boski.html

          Religia miała tu duże znaczenie, ta dziewczyna kipiała do niej niechęcią, na samą o niej wzmiankę pisała – „fuj”. A w takim mosteczku wszędzie jest religia, przez co czuła się się stłamszona i ten akt przemocy był tego objawem. Czytałem też wypowiedzieć osoby, która pochodziła rodziny mundurowej, i miała chęć zatłuc swojego ojca, ale w tym wypadku chłopak się wyprowadził. Zwróć uwagę, że ten Kamil był najlepszym uczniem w całej szkole, miał najwyższą średnią, dostawał nawet nagrodę z rąk dyrektora, to było jeszcze w 2011 roku. Ktoś nad nim stał z linijką i go tresował. W końcu pojawiła się dziewczyna i go zluzowała.

          Ja nie wierze w motyw finansowy, lub inaczej nawet jeśli taki był, to z tyłu ich głów był taki z tragedii greckiej.

          • Ewa pisze:

            komentarz był w poczekalni ze względu na link. Dzięki wielkie, fajny link i fajny blog. Trop byłby wielce intelektualny, nie wiadomo co lepiej – czy zginać od „hołoty”, czy od przerafinowania.

          • Robert Mrówczyński pisze:

            …oczywiście, że religia duże tu miała znaczenie, bo od tego religia jest, żeby mieć duże znaczenie 24 godziny na dobę i trzymać tłuszczę za pysk. Nie ma już prawie sfery życia, której by nie kontrolowała, a jej apetyt nadal rośnie. Jak sam Pan donosi była i w miasteczku obecna wszędzie, dusiła, krępowała młodych, ale i starych także, choć z młodymi, jak wiadomo jest więcej roboty. Należy się zgodzić, że katolicyzm jest kryminogenny, bo zapewnia odpuszczenie grzechów, tych samych zresztą, których zabrania, ale nie demonizujmy, na tej wszak zasadzie można tłumaczyć każdą zbrodnię, ale to populizm i woda na młyn katoprawicy, bo wiemy, że ludzie mordują także w innych mniej chwalebnych celach i należy pierwej zweryfikować czynniki i motywy występujące najczęściej, których tu tyle, że starczyłoby na kilka innych spraw. Naród polski przyzwyczajony dziesiątki lat do dwójmyślenia i sprzeniewierzania się naukom nawet JPII, a co dopiero dekalogowi, znakomicie sobie radzi z opresją i zakazem jakimkolwiek, nie tylko kościoła. Ale także twórczość Goniewicz nie daje podstaw do wniosków, aby młodzi chcieli swoją niechęć do religii zideologizować, zrytualizować szlachtując rodzicieli. Oczywiście da się, przy pewnym wytrenowaniu w tej sztuce, w każdym wierszu doszukać się, spreparować sensy i przesłania, których tam nie było, nie ma i nie będzie, jak to można przeczytać na linkowanym blogu.
            Ale nawet jeśli rytuał, to dlaczego na pierwszy ogień nie poszedł prześladowca, ksiądz dobrodziej?, albo przynajmniej matka młodej, która troskała się o los prześladowanych chrześcijan i o wiele bardziej nadawała się na ofiarę rytualną?

          • ech pisze:

            Z informacji, które można znaleźć można wywnioskować, że dziewczyna była mocno wyzwolona z więzów społecznych, do szkoły nie chodziła, a w niej nikt jej nie znał, podobno (bo nie widziałem mocnego potwierdzenia) mieszkała z nie z matką, ale babcią, bo matka sobie z nią nie radziła. Moim zdaniem głównym pomysłodawcą zbrodni był chłopak, to on był bardziej stłamszony, ojciec oficer może być bardzo represyjny dla takiego chłopaka. Dziewczyna miała bardzo mocny charakter, ona pomysł zamieniła w czyn.

            Najbardziej mnie zastanawia nie uwzględnianie chłopaka w całej zbrodni, tak jakby nie bezwolną marionetką, a ja w to za bardzo nie wierze.

            Przy okazji w tym samym czasie, dwie dziewczyn z Staszowa popełniły samobójstwo, wszystko wskazuje na to, że były lesbijkami, które były szykanowane. O nich można śmiało napisać przejmujący wiersz, zachęcam, to one są bardziej jak „Romeo i Julia” lub jak „Julia i Julia w Staszowie”.

  5. misia pisze:

    według mnie, jak najbardziej Raskolnikow, tylko bez współczesnych wyrzutów sumienia, jak pisze Robert. Motywem był wyłącznie czyn rabunkowy. Willa była nowa, zamieszała dopiero od pół roku, dwa samochody w garażu. I pies. Czy wiecie co stało się z psem? Jakoś nie dałam rady doszukać, co Kamil zrobił ze swoim ukochanym psem, bo ten to już chyba niczego nie był winien, ani nie tej wiary co trzeba, ani też wychowawczo nie zawinił. Zamiarem według mnie była zbrodnia doskonała w celu pozyskania w spadku dóbr po rodzicach Kamila. Być może skutkiem nieposłuszeństwa synowskiego był trzymany na o wiele krótszej smyczy, niż ich pies, a dobra się na oczach marnowały.

  6. Małgorzata Köhler pisze:

    Zgadzam się z Misią w tym, że morderstwo, jakby nie wstrząsające było i przechodzące ludzkie pojęcie, ma zwykle swoją logiczną historię. Tym zajmie się policja i sąd, instytucje nawykłe do klasyfikacji i oceny czynów niezwykłych. Poznamy motyw i logikę, chociaż teraz wydaje się to nie do pojęcia.

    Przykre jest dodatkowo, że tragedia została rozdmuchana natychmiast przez media jako „zbrodnia poetki” i pod wpływem tego i innych absurdów odbywają się dyskusje publiczne.
    Głos na liternecie: „Strach teraz będzie chodzić na wieczorki poetyckie”.
    Na innych portalach: „- Była wielką, niedocenianą poetką. – Była grafomanką. – Sam grafoman.”
    Głosy dziennikarzy: chciała rozgłosu dla swojej poezji, dlatego zabiła.

    To już nieco mniej mnie dziwią skojarzenia z Romeo i Julią, bo zbrodnia w naszej kulturze kojarzy się automatycznie szekspirowsko. Z każdego z kilkuset morderstw popołnianych rocznie w Polce Szekspir zrobiłby tragedię – dziennikarze robią jednak farsę.

    W Polsce wydaje się rocznie zapewne tysiące tomików poetyckich (tylko na sam konkurs im. Szymborskiej zgłoszono ponad 200 pozycji), wiele, o ile nie większość, własnym sumptem, w co wliczam znalezienie sponsorów. Maria Goniewicz wydała swój debiutancki tomik w regionalnym Wydawnictwie Kalamarski, wyd. to zajmuje się głównie wydawaniem informatorów gospodarczych Grudziądza, albumów i kalendarzy. Można z dużym prawdopodobieństwem założyć, że ktoś, o ile nie rodzina, zasponsorował dziewczynie wydanie książeczki i chyba zrobił jej tym niedźwiedzią przysługę.
    W Polsce liczba morderstw wynosi 574 rocznie (dane statystyczne za 2013 r) i z rzadka tylko wspomina się o hobby mordercy, o ile nie jest ono bezpośrednio związane ze zbrodnią.

    Rozdmuchuje się też fatalny wpływu filmów na rozwinięcie się morderczego zamiaru. Od lat wałkowany to temat w mediach. Myślę, że jako inteligentna osoba (taką opinię wystawia jej szkoła) Zuzanna M. musiała wziąć pod uwagę tę wygodną możliwość przerzucenia części winy na społeczeństwo i kulturę. Za chwilę okaże się, że wszystkiemu była winna fraza z Witkacego.
    Owszem, są przypadki, że grający nałogowo w gry w zabijanego, spędzający życie przed ekranem komputera czy telewizora chłopak dorywa się do broni ojca i strzela, zazwyczaj do nauczycieli – ale to są przypadki skrajne, osobowość zaburzona od lat, zawsze totalne osamotnienie, delikwent kompletnie nieprzystosowany do życia, zaniedbane wychowanie itd. – inaczej, niż w wypadku tej parki.
    Serio, czy ktoś naprawdę uwierzy w to, że Kamil zabił swoich rodziców bo naoglądał się nieodpowiednich filmów? Przecież to wykręt szyty grubymi nicmi. A prasa dzielnie pomaga haftować te wykręty.

    Za to zdecydowanie za mało naświetlona jest kwestia możliwego wystąpienia psychozy pod wpływem THC, co byłoby wcale nie odosobnionym przypadkiem, bo szczególnie na młode organizmy możliwy jest i taki wpływ tego mającego przecież działać odprężająco narkotyku, z czego większość palących trawę nie zdaje sobie sprawy i nie chce o tym słyszeć. Pamiętam sprzed kilku lat w Berlinie amok nastolatka po marihuanie, w szaleńczym biegu przez miasto poranił nożem 17 osób zanim go złapano. Przed dokonaniem zbrodni Kamil i Zuzanna palili jointa – nie uspoiło ich to a tylko puściły wszelkie hamulce? Coś się tutaj nie zgadza.

    Ale przede wszystkim dziwi mnie, jak to się stało, że debata w mediach toczy się prawie wyłącznie wokół postaci dziewczyny, podczas gdy o wiele większą tragedią wydaje mi się zbrodnia Kamila, matko – i ojcobójcy?

  7. Robert Mrówczyński pisze:

    …a ja czytałem, że właśnie nie mieli maryśki w feralną godzinę, że właśnie jej nie zażyli celowo, aby się bardziej sprężyć i zmotywować do niełatwego przecież zadania. Bo joint odpręża i uspokaja, a człowiek dość flaczeje pod względem fizycznym i ma bardzo przyjacielski nastrój…

  8. Ewa pisze:

    misia coś się nie odzywa, więc ja odpowiem. Zgadzam się Małgosiu, że media nie informują należycie i każdy chce coś tragedią dla siebie ugrać. Zwolennicy działania Szatana obwinią filmy i czasy bez Boga, przeciwnicy legalizacji narkotyków marihuanę, chrześcijanie dybiących na nich islamistów, a grafomani Internetowi oburzą się nie chcąc zbrodniarki w swoich szeregach, jak wtedy, kiedy po wypadkach sierpniowych 80’ masowo partyjni oddawali legitymacje, a bezpartyjni nie chcieli ich w swoich szeregach.
    Mój ironiczny tytuł Romeo i Julia faktycznie odnosił się do pierwotnego newsa o charakterze romantycznym, jakoby nie chciano jej, jako żony dla swojego syna. Teraz media donoszą, że Zuzanna M. to sucza lesba i jest jedynie „koleżanką” Kamila. Wiadomo, że dla dobra śledztwa niczego się nie powinno ujawniać i może tak jest, a media konfabulują. Jednak jestem za dyskusją, tak jak Truman Capote jeździł do więzienia by napisać „Z zimną krwią” i ta powieść nam przybliżyła morderców o wiele bardziej, niż tony akt sądowych i specjalistyczne opinie biegłych lekarzy, a przecież musimy wiedzieć, czym się różni wiek XX od XXI, być może odległością od Szekspira. Jestem za badaniem tego, co nam się ludziom przydarza środkami artystycznymi i uważam, że powinny powstawać na ten temat ballady, wiersze, piosenki, powieści i filmy.

  9. Małgorzata Köhler pisze:

    Na wp.pl wypowiada się psycholog policyjny, Jan Gołębiowski: „(…)Na razie nic nie wskazuje na to, by nastolatkowie działali pod wpływem ciężkich narkotyków. Przyznali, że przed zabójstwem wypalili jedynie jointa. ” – a więc na podstawie zeznań oskarżonych.
    Podobno też rodzice Kamila podpisali oskarżenie przeciw niej właśnie o namawianie syna na palenie marihuany, czyli ta sprawa musiała się już jakiś czas ciągnąć. A osobnicza tolerancja na marihuanę jest bardzo różna – od pozytywnej aż do wystąpienia ostrej psychozy z manią prześladowczą i agresją (na szczęście w rzadkich przypadkach).

  10. Ewa pisze:

    Nie znam się, że zdaje się przejechanie człowieka na śmierć po pijaku nie jest okolicznością łagodzącą, a marihuana byłaby w tym wypadku. Nie zbrodnicze instynkty, nie z zimną krwią, a reakcja chemiczna w mózgu. Widocznie jestem dziewiętnastowieczna, ale bliższa mi jest zbrodnia i kara, niż czyn cyborgów. Być może, że jesteśmy już w erze cyborgów…

  11. Robert Mrówczyński pisze:

    niektórzy doznają wstrząsu anafilaktycznego i umierają po zażyciu panadolu, więc wypadałoby zakazać? Podkreślanie tej właściwości marihuany, która występuje niezwykle rzadko jest nadużyciem. Za to mordy po pół litra (np. na drogach) zdarzają się i owszem, niezwykle często, bo tu republika pijaków. A tak w ogóle Polacy mają kupę agresji całkowicie za darmochę, nie muszą do tego celu niczego brać.

  12. Małgorzata Köhler pisze:

    Ewo, media chyba nie zajmują się tym aspektem, a ja nie jestem jakąś nawiedzoną „przeciwniczką legalizacji marihuany” 🙂 Dziwię się jedynie, że wynajduje się absurdalne motywy, podczas gdy najbardziej prawdopodobne – wypadnięcie z torów plus uzależnienie od narkotyków i w związku z tym bunt, chęć usunięcia przeszkadzających „starych”, zemsta i chciwość – może wszystkie te elementy a może tylko kilka – bledną wobec faktu, że zbrodnicza dziewczynka wydała tomik słabych dość wierszy i potrafiła zgrabnie zrobić sobie PR, cytując Witkacego.

    Takie rzeczy zdarzają się częściej w slamsach Ameryki niż w osiedlach domków jednorodzinnych Europy, ale nie są niczym niezwykłym, niestety. To, co jest potworne – tu zgadzam się ze Słownikiem Polnym – to bezsensowny mord na rodzicach; cyt.:

    „W starożytności zbrodnie przeciwko własnej krwi, i w Grecji i Rzymie, traktowano jako potworność naruszającą podstawy ładu świata, i tego, i tamtego. Wymagały szczególnych rytuałów oczyszczenia od całej społeczności, a sprawców karano wedle odrębnej, okrutnej procedury, zresztą w przekonaniu, że na tym karom nie koniec, bo i na tamtym świecie czeka na nich coś więcej niż przerażającego.”

    Dodam może tylko, że gwałtowniejsze reakcje społeczności na zamordowanie matki, ojca czy dzieci niż na „zwykły mord” mogły służyć utrzymaniu rodu za wszelką cenę, za zabicie obcego kary byly mniejsze, chociaż każde życie przecież równie cenne.
    Racja też, że w rodzinie łatwiej o negatywne emocje a morderca często bywał ofiarą wcześniej, ale wg. tego tabu Kamil byłby bardziej winny niż Zuzanna.

    Dla mnie obie te zbrodnie są jednakowo straszne, ale jemu współczuję bardziej, bo czekają go męki piekielne – gdy dojrzeje podczas wielu lat w więzieniu, pewnie już za kilka lat nie będzie mógł zrozumieć opętania, które kazało mu dźgać nożem własną matkę dla jakiejś tam dziewczyny, po jakimś tam joincie, dwadzieścia lat temu. K. podciął sobie własną gałąź, jest nie tylko mordercą, ale i bankrutem, bez oparcia, możliwości odbicia się kiedykolwiek od dna. Tak, starożytni mieli rację, to zaburzenie ładu świata. I jeżeli gdzieś w tej tragedii jest coś z Szekspira, to właśnie w nagłym spotwornieniu postaci tego słabego, uzależnionego chłopaka, który zakochał się aż na śmierć.

    • Robert Mrówczyński pisze:

      „…słabych dość wierszy i potrafiła zgrabnie zrobić sobie PR…”,
      „…dla jakiejś tam dziewczyny, po jakimś tam joincie, dwadzieścia lat temu…”

      I jak Pani wierzyć, Pani Małgorzato, że przejmuje się losem nieszczęsnych morderców? Myślę, że takie wnikliwe uwagi, ten język, to lekceważenie, ta protekcjonalność może pchnąć w końcu każdego do rzeczy ostatecznych.
      Pani przeczyta głęboką analizę wierszy M. Goniewicz reklamowanego tu bloga (za darmo) Krzysztofiaka przez „ech”, który na kilku stronach bardzo fachowo i pracowicie rozebrał tę poezję i znalazł kupę diamentów, a przekona się jak bardzo się myliła w tej kwestii.
      Proszę spytać na koniec Słownika polnego, experta od mordów, co to takiego: „sensowny” mord na rodzicach.
      Obłudnie Polak z Polką się oburzają na mord, a przecież cały naród będzie pławił się już jutro w krwi niewinnych karpi, szlachtowanych nieudolnie, już od tygodnia niewyobrażalnie cierpiących, jutro będzie można w majestacie prawa i religii pofolgować wrodzonemu okrucieństwu pod pretekstem rzekomej tradycji.
      Smacznego i Wesołych Świąt!

      • Małgorzata Köhler pisze:

        Panie Robercie,”Bezsensowny mord” jest moim określeniem i odpowiadam za to, co piszę, nie ma więc potrzeby przywoływania i brania na spytki S.Polnego. Mimo, że znowu czepia się Pan słówek, wyjaśnię.
        Bezsensowny czyn to taki wydający się być bez motywu czyli z przypadkowym, błahym motywem. Niewspółmierny do motywu. Dotychczasowe spekulacje na temat motywów nie przekonują, że mogła to być np. straszna zemsta za straszną krzywdę.

        W sprawie sporu o jakość tej poezji: przeczytałam wiele wierszy Marii Goniewicz, porozrzucanych w necie, dwa wywarły na mnie wrażenie, reszta mnie nie przekonała, część jest bardzo kiczowata. Mogłabym udowodnić ale nie zamierzam pisać tu obszernej krytyki, to moje zdanie i mam takie samo prawo wyrażenia go, jak Pan pisząc o jej wybitności. Co miałam do napisania w tym wątku, z grubsza napisałam, a Pan znów wywołuje mnie do odpowiedzi.
        Jeśli miałabym w ogóle dyskutować z tezą Wojciecha Krzysztofiaka, to nie o jakości tej poezji, czytałam zresztą inne opracowania krytyczne o poezji M. Goniewicz, już nie tak pochlebne. Ale przede wszystkim artykuł ten wydaje mi się fałszywy, napisany ze z góry postawioną zgrabną tezą i to w momencie, w którym śledztwo dopiero co się rozpoczęło, pozwalający sobie na stawianie diagnozy psychiatrycznej – czyli autor robi coś, czy dopiero zajmą się biegli i będą potrzebowali na to tygodni, jeżeli nie miesięcy.
        Dwa razy powtarza autor, jakby raz nie było dość: „Maria Goniewicz nie jest ani psychicznie chora ani psychopatką.” Nastawia w ten sposób opinię publiczną, stawia diagnozy, diagnozuje wychowanie, szkołę, wpływ lektury, filozoficzne poszukiwania. Bardzo to ładnie, ale trochę za wcześnie, bo na razie jednak nic nie wiemy. Nie wiemy nawet, dlaczego użyto TRZECH noży. Czy naprawdę czekające w samochodzie osoby nic nie wiedziały. Któraś z gazet, zapewne w porozumieniu z policją, wspomina o możliwości nowych zatrzymań i przesłuchań, możliwe, że są zamieszane jeszcze inne osoby. Tymczasem Wojciech Krzysztofiak już wie wszystko. Ja boję się ludzi, którzy wszystko wiedzą a w ich wywodach nie ma znaków zapytania.

        Co tam jeszcze Pan mi zarzuca, wiedząc lepiej, czyli że moje współczucie jest fałszywe? A prawda: że robiła sobie PR. Ależ to szczera prawda, odsyłam do artykułów w prasie, sama wydała tomik, sama przyszła do redakcji, (wspomina dziennikarka, robiąca z nią wywiad) poprosiła o ten wywiad, robiła książce reklamę na fejsbuku, po morderstwie organizowała sprzedaż tomiku. Jej wypowiedzi w wywiadzie są wyważone, obliczone na efekt. To widać, a dodatkowo mówią fakty.
        Nie wartościowałam zresztą, a nawet podkreślałam inteligencję Z.M., nie wiem więc, skąd wywnioskował Pan jakąś napaść. A ta zbrodnia mnie brzydzi i przeraża, jak napisałam, w wypadku obojga morderców.

        Pisząc: „„…dla jakiejś tam dziewczyny, po jakimś tam joincie, dwadzieścia lat temu…” odnosiłam się tylko do sytuacji, w której Kamil po wielu, wielu ciężkich i trzeźwych latach, już dojrzały, najprawdopodobniej nie będzie mógł zrozumieć swoich motywów. Wielkie pierwsze miłości bledną z czasem, a namiętność mija. 20 lat to szmat czasu.

        Tak, mniej współczuję Zuzannie niż Kamilowi, z powodów które wyjaśniłam w poprzednich postach. Czy to coś złego, że bardziej współczuję matkobójcy? Mało, że morderca, dodatkowo sierota.

        Karpia nie zabijam, zwierząt nie jadam.

        Widzi Pan, znowu zmusił mnie Pan do długiego postu, do jakichś idiotycznych tłumaczeń, że nie jestem wielbłądem. Ponawiam wyrażoną już kiedyś prośbę, żeby nie dzielił Pan się ze mną swoimi przemyśleniami na temat mojej osoby (Cyt. „I jak tu Pani wierzyć?”) Wrzucone zgrabnie obok „obłudnego oburzania się na mord”. Po co to, w wątku dostatecznie już przecież przykrym.

        • ech pisze:

          Muszę się zgodzić, trochę, co do podejrzeń wobec Krzysztofiaka, bo choć podoba mi się jak to jest napisane i wnioski są intrygujące, autor nie ukrywa, co zacytuje: „Ja sie zajmuje stanami transowymi swiadomosci, ale tymi granicznymi; wiele lat temu – stanami seksu zoofilskiego (pisałem o tym – tu na blogu); ale również – stanami intencjonalnymi seryjnych morderców; zamierzam w przyszłosci napisac książkę pt. „Fenomenologia granicznych stanów świadomosci” – stad tez moje zainteresowanie Goniewicz. pewnie bede modelował formalnie te stany (jak zwykle – być moze da sie wykryć jakas ich gramatykę) – ale najpierw musze sprawdzić jak swiat przyjmie takie badania – zamierzam w tym roku opublikowac kilka prac w tzw. prestiżowych czasopismach fenomenologicznych”

          Czyli autor, ma z tyłu głowy swój temat, on dostrzegł w tej sprawie coś, co jest mu bliskie, i tak jak piszesz, mógł go nagiąć do swojego wywodu. Ale to czas pokaże. I tak jest to jeden z najbardziej wartościowych tekstów o tej sprawie, oprócz tych kto, co i ile.

          Co do choroby, dziewczyna była już raz badana, i to parę miesięcy wcześniej przy okazji tej sprawy z tą nastolatką. Wtedy była w pełni poczytalna, można założyć, że wciąż jest.

          Taka ciekawostka, co do jej inteligencji, była kilkakrotnie nagradzana nagrodą prezydenta miasta jako jedna z najlepszych uczennic w mieście. Nie wiem, ale jeśli dostaje się taką nagrodę kilka razy, to chyba w człowieku rośnie spore ego. Do tego sukcesy w sporcie.

  13. Ewa pisze:

    Tak, masz rację Małgosiu, więzienie degraduje, ale może stanie się cud i nie, bo w końcu wiele więźniów napisało swoje arcydzieła w więzieniach, de Sade, Genet, Róża Luksemburg, Walerian Łukasiński, tak sobie trochę nazwisk przypominam, Dostojewski był niemal stworzony na nowo zsyłką. Trzeba być dobrej myśli i nie przekreślać ludzi, jestem wielką przeciwniczką kary śmierci.
    Waga wielu ludzi czynów na co dzień nie tak spektakularnych są przecież morderstwami nigdy nie ukaranymi, chociażby czyny Trolli w Internecie.
    Nie potrafiłabym poderżnąć gardła nawet karpiowi wigilijnemu i ten czyn wydaje mi się sprawą o wiele trudniejszą, niż napisanie nawet genialnych wierszy.
    A mordowanie bliskich, krewnych, rodziców to sprawa chyba prostsza, niż obcych, a kontekst starożytnych w dzisiejszych czasach jest bez znaczenia. Żeby sobie coś krwawego upolować należy natrudzić się o wiele bardziej, a najbliżsi są jak na widelcu, zna się ich zwyczaje, rozkład mieszkania, posiada się klucz. Już Różewicz pisał w wierszu, że się nie zna nawet koloru oczu współmałżonka i to, że związki międzyludzkie się wyalienowały już dawno, jest niezbitym faktem. O uczuciach wyższych mowy nie ma, bo dzieci nie prosiły się na świat. Dlatego rodzicielstwo jest zawsze najwyższym zagrożeniem życia, a na krąg dla matkobójców i ojcobójców w „Piekle” Dante przeznaczył obszar ogromny. Tak, że poeci na wieczorkach poetyckich mogą być spokojni, bo to gołodupcy.

  14. Ewa > ech pisze:

    napisałam wiersz dlatego, że tragedia dotyczyła poetki działającej w literackiej Sieci, na portalach literackich, stronach autorskich i periodykach sieciowych, czyli wśród nas. Tak jak napisała Małgosia, ilość przestępstw kryminalnych, samobójstw nie maleje, w Polsce też jest ich mnóstwo, jednak niewielu zbrodniarzy aspiruje do Poezji, czegoś przez kulturę wyróżnianego i wywyższanego. Jak widać niesłusznie, jakość poezji – czy to są utwory wartościowe, czy grafomania – nie zmienia oceny czynu. Niemniej warto się nad tym zadumać tak samo jak zdumiewały subtelne potrzeby duchowe hitlerowców pracujących gorliwie w obozach koncentracyjnych, którzy po pracy kontemplowali sztukę wysoką, byli jej smakoszami i koneserami.

    • Małgorzata Köhler pisze:

      Chyba już pierwszego dnia po wiadomościach o morderstwie na literenet zalogowała się Naćpana, pod dwoma nickami – Zuzanna M. i Maria Goniewicz, z krwawymi pogróżkami „wam wszystkim”. Admin sprzątnął szybko te pogróżki, nie wiem, czy słusznie, powinny chyba wisieć dla przykładu, przestrogi i jako dowód dewiacji, coraz brutalniej szerzącej się na portalach. Na Nieszufladzie niczym niecodziennym są sugesie o samobójstwie, kłótnie trolli między sobą, okazjonalne wylewanie wiader nienawiści na siebie nawzajem przez kilka osób, zarzucających sobie wciągnięcie w jakieś manipulacje itd. Teraz jest tego na Ns mniej, bo admin jednak jest obecny, ale ponieważ towarzystwo przeniosło się na liternet, widać, że nadal istnieją i nadal nienawidzą.
      Wpisów w stanie nietrzeźwym, zwyklle dalekich od rzeczowych i literackich, jest mnóstwo. Po narkotykach pisze kilka osób, które mogłabym wymienić z nazwiska oraz kilku trolli, to wiem na pewno – nie tylko dedukuję, ale wiem, bo się tym chwalili. Oczywiście hamulce puszczają, poziom spada do dna.
      A to tylko to, co wiem ja, która nie obserwuję już uważnie i stale tych portali, czyli czubek góry lodowej, Ewo.

      • Ewa > ech pisze:

        mnie Małgosiu bardziej chodziło o zabójstwa wirtualne dokonywane przez Trolli przez całe lata na portalach literackich, które porównuję do ohydnych mordów w realu. Czy może coś wiesz o portalu „Rynsztok”? Czy zakończył działalność? Może o tym się rozmawia na fb?
        Zawsze będzie wiele interpretacji złych czynów młodych ludzi w czasach wolnych od wojen i zewnętrznego zła. Warto porównać z tezami z „Ja, Piotr Rivière, skorom już zaszlachtował moją matkę, moją siostrę i brata mojego… Przypadek matkobójcy z XIX wieku” i „Nadzorować i karać” Michela Foucault ubiegłowiecznymi, gdzie Foucault bardziej opowiada się za zbrodnią spektakularną, bardziej „ludzką” niż tajną, urzędniczą, reżimową. I może jest w tym wszystkim jakieś wytłumaczenie, które na pewno nie zostanie podane przez media, a szukać zawsze można.

    • ech pisze:

      Rozumiem motyw, mam wrażenie tylko, że trochę zbyt szybko wciągnęłaś wnioski. Bardziej tragiczna jest śmierć pary zakochany nastolatek, niż morderstwo. Ale żebyś mnie źle nie zrozumiała, jak się bardzo ciesze, że napisałaś, bo jestem zwolennikiem pisania niż nie pisania.

      Co do wartości jej twórczości, to na tym etapie trudno wyrokować, jeden wiersze są naprawdę bardzo dobre, inne już nie, brzmią znajomo, wtórnie. Ale wszystko co czytałem ma wyczucie języka, ma odpowiedni rytm. Nie wiem czy czytałaś książki wydawane niemal własnym sumptem przez znany i cenionych autorów, np. Vargi, jego pierwsze „Pijany anioł na skrzyżowaniu ulic”, jest trudnym kawałkiem literatury, polecam ten artykuł o piekle debiutów: http://www.dwutygodnik.com/artykul/3330-debiuty-wyszperane-z-lochow.html

      Ja bym nie mieszał do tej sprawy nazistów, naprawdę, do tego ich oczytanie i duża kultura jest delikatnie mówiąc zmitologizowana. Zwyczajnie wielu nazistów tak jak każdy przeciętny uczeń niemieckiej szkoły musiał uczyć się na pamięć poezji Goethego i Rilkego. Dla kontrastu wspomnę o amerykańskim generale Pattonie, który pisywał wiersze, a żołnierzom często je recytował.

      • Ewa pisze:

        Nie mam pojęcia, czy wiersze maturzystów dzisiejszych są na poziomie Marii Goniewicz, czy ona jest ponad, czy poniżej. Skoro była prymuską i miała dostęp do Internetu, to chyba takich wierszy można napisać mnóstwo i tak pokonywać swoje egzystencjalne niepokoje. Trudno coś zawyrokować, wszystko jest w drodze. Można przechodzić młodzieńczą fazę nihilizmu jak odrę, a można już zachorować śmiertelnie. Przeczytałam zalinkowany przez Ciebie artykuł o pierwszych próbach literackich, które dzięki, mimo ich niedoskonałości, namaściły przyszłych pisarzy i mianowały ich oraz zdeterminowały, przypieczętowały niełatwy los pisarza. Być może radość wydania tomiku przez Marię Goniewicz łączyła się radością odnalezienia swojego przeznaczenia. Jeśli chciała zdobyć pieniądze spieniężając spadek po zabitych rodzicach narzeczonego, czyli dojść po trupach do niezbędnego każdej twórczości luzu finansowego, to jak nic, Raskolnikow.
        A porównanie do nazistów… Czytam teraz Susan Sontag i ona psy wiesza na Leni Riefenstahl, a przecież trudno ją tak w czambuł zanegować. Ja do dzisiaj nie mogę zrozumieć Goethego, a oni tak w lot go pojmowali, cytowali i wykonywali swoją mokrą robotę… Tak, jakby zdobycze światowej kultury były na nic.

        • ech pisze:

          Leni i naziści to jak najbardziej, to co czyniło ją artystką to właśnie nazizm. Może to okropne ale tak było.

          Tak jak się zastanawiam, to co ona zrobiła do dla mnie coraz bardziej rodzaj samobójstwa, cytując Dostojewskiego, chciała być „żywcem pogrzebana”.

          A to wygrzebana piosenka do jej wiersza, śpiewająca go dziewczyn ma uroczą wadę wymowy: https://www.youtube.com/watch?v=nCrb2UpBjJA

          A to komentująca to piosenka, nie za dobra: https://www.youtube.com/watch?v=dAIQ6STztgA&feature=youtu.be

          • Ewa pisze:

            według ostaniach doniesień zbrodnia nie miała charakteru ani metafizycznego, ani romantycznego, jedynie wymiar rabunkowy. Podobno jedyny spadkobierca majątku po zamordowanych staje się automatycznie milionerem.
            A poezja ta to tak jak nazizm Leni, zrodziła ją zbrodnia. Może najprostsze wyjaśnienia są w tym wypadku najlepsze.

          • ech pisze:

            Dziwny to rabunek, mało efektywny. Akurat poezja zrodziła się przed zbrodnią, może będzie ciąg dalszy, ale kto to wie. A Leni była cała z nazizmu, jej film są genialne, ale ideologicznie złe.

            A to taki krótki reportaż: http://wyborcza.pl/1,76842,17172933,Co_sie_stalo_z_Zuzka_M__.html

            Przyznam, że nigdy pobudki finansowe nie robił na mnie wrażenia, pieniądze to coś marnego – potrzebne po to, aby co jeść i gdzieś mieszkać, pewnie dlatego jestem wielbicielem „Głodu” Knuta Hamsuna.

  15. Małgorzata Köhler pisze:

    Ewo, na fejsbuku jest „grupa” Rynsztok, ale nikt tam niczego nie pisze ani nie zapytał o nic, chociaż to już ładnych kilka dni. Ostatnio od miesięcy publikowało tam zaledwie kilka osób, ale gdyby to miał być koniec, to jednak szkoda wielka, że tak po prostu nagle zniknął. Może jeszcze się pojawi – już tak bywało przecież, chociaż nigdy tak długo.

    Mówiąc o mordach wirtualnych nie można nie zadawać sobie pytań o motywy i osobowość sprawcy, dokładnie tak samo, jak w wypadku „realnym” mamy do czynienie z brakiem hamulców i pozornie niezrozumiałą agresją. A obserwacje życia publicznego, nie tylko przecież wirtualnego, pokazują obraz społeczeństwa, któremu puszczają hamulce. Nie tylko w Polsce zresztą, i wcale nie jest to jakimś zaskoczeniem – takie były prognozy już chyba z dziesięc lat temu. Więc to się wszystko zazębia i w necie, miejscu pozornie wyjętym spod prawa, bardziej tylko uwidacznia.

    • Ewa pisze:

      tak, szkoda by było, by Rynsztok zniknął na amen i zatarł ślady początków netowego terroryzmu. Jeśli zniknie na amen, to chyba w tym właśnie celu. Ja tam żyję jedynie w poście na forum Zofii Serafińskiej jako worek treningowy do bicia, więc w moim interesie jest, by zniknął z Sieci raz a dobrze, tak jak ś.p. kumple.

      • Małgorzata Köhler pisze:

        Ewo, jeżeli jestem na bieżąco, to chyba nadal od jakichś dwóch lat właścicielem Rynsztoka jest Tomasz Greszberg, a jego moim zdaniem naprawdę nie można posądzić o zacieranie śladów czy tym bardziej terrozryzm. Czytałam wiele dawnych postów, z czasu, gdy jeszcze tam nie pisałam, i wiem, że Tomasz nie bawił się nigdy w żadne wojny. Najpewniej to awaria, może Tomka nie ma, nie wie i nie może reagować, bo nie sądzę, aby tak z dnia na dzień zamknął portal, nie uprzedzając.

  16. Ewa > ech pisze:

    Hamsun podobno też nazista.
    Jeśli na Tobie kasa nie robi wrażenia, to nie znaczy, że nie na Goniwicz. W linkowanym przez Ciebie artykule wyczytałam, że lubiła markowe ciuchy i markowych chłopaków z bogatych domów. Żeby narobić w tak krótkim życiu tyle świństw potrzebna jest kasa, o tym wiedział Hitler rabując na potęgę Europę i Leni, której kopano specjalnie doły, by mogła sportowców filmować z żabiej perspektywy. Na takie fanaberie filmowe potrzebne były większe środki.
    Nie zgadzam się z demonizacją Zła. Dla mnie Zło to życie na skróty, realizacja planów życiowych za wszelką cenę. Przykładem jest Maria Goniewicz i te tabuny fanów, zafascynowanych skutecznością Zła. Bo kto by o takiej poetce usłyszał kiedykolwiek? Mrówczo by sobie wklejała te wierszyki na portale i mijały by lata i nic. Była podobno masowo odwiedzana na fb przed zbrodnią, ale te wiersze mają przecież zbrodnię w trybie niedokonanym, ale mają.
    Tu jest napisane, że pieniądze są, nie tylko na adwokata, ale na życie po wyjściu z więzienia:
    http://www.se.pl/wydarzenia/kraj/kamil-n-morderca-z-rakowisk-zostal-milionerem-czy-ktos-kupi-wille-zbryzgana-krwia_493768.html

  17. Małgorzata Köhler pisze:

    Ech,
    wydaje mi się, że przywołanie tutaj postaci Leni Riefenstahl jest dość niefortunne, a rozwinęlo się teraz w dyskusji od : „nazim uczynił ją artystką” do: „zrodziła ją (pozje Zuzanny, dop. mój) zbrodnia”. To pośpieszne wnioski, sorry, nie chcę się sprzeczać teraz przedświątecznie, ale czuje, że muszę napisać: nie tak było z Leni R.

    Arstystką była urodzoną: taniec od 5-go roku życia, (plus fascynacja pływaniem i kulturą fizyczną) solidne studia baletu i tańca „wyrazu”, ale również 5 lat szkoły muzycznej, póżniej również studia malarstwa na akademii sztuk pięknych; w wieku lat 23-23 solowe występy na czołowych scenach, kariera wbrew woli i drakońskim ograniczeniom stawianym przez ojca, ltóry chciał z niej zrobić ‚normalną’ kobietę; wczesna, w latach 20 tych fascynacja filmem, współtworzenie filmu „Drogi do siły i piękna” z Arnoldem Fanckiem, aktorstwo w latach 1925=31, a więc jeszcze przed rozwitem nazizmu – nie róbmy krzywdy tej wspaniałej tancerce i reżyserce, której nawet oskarżenie o nazizm nie zdołało podważyć jej sukcesów w oczach świata, zresztą z zarzutu współpracy została uwolniona, zarzucano jej właśnie tylko fascynację. Chociaż bardzo starano się jej to udowodnić. Została jednak po kilku, cztery lata ciągnących się prozesach uwolniona od zarzutu nazizmu, ale oskarżenia kleiły się do niej, miała kłopoty ze znalezieniem sponsorów dla swoich filmów i zdaje się, że to, co zyskała za czasów hitlerowskicj, straciła z nawiązką. Pracowała jednak dalej, przerabiała swoje ‚olimpijskie’ filmy, nurkowała, jej zdjęcia z Morza Czerwonego były objawieniem podmorkiej fotograii, pracowała twórczo przez całe życie. Do śmierci, brakowalo jej tylko 2 lata gdy 99 -letnia miała wypadek – spadł w Afryce jej helikopter, gdzie pracowała nad fogografiamu plemienia Nuba (przepiekne te zdjęcia, na pewno nie rasistowskie, mieszkała zresztą z nimi wiele tygodni, uczuła się ich zwyczajów i języka.)

    Sztuka Leni jednak to nie tylko lata 30-40 te, pisała, fotografowała, nurkowała, kręciła filmy prawie do śmierci, a żyła 101 lat! Nie można więc pisząc o tej niezwykłej kobiecie ograniczać się jedynie do jej kilkanaście lat trwającej fascynacji nazizmem, z punktem ciężkości na kult ciała i siły ludzkiej.

    Przepraszam, że trochę odbiegłam, ale nie całkiem jednak.
    Bo tak, jak należy moim zdaniem odłączyć osąd dzieła sztuki człowieka i osąd jego zachowań ludzkich, społecznych, tak wydają mi się błędem pochopne domysły, że poezja zaprowadzila Zuzannę M. tam, gdzie teraz ona jest. A gdyby ambitna Z. nie pisała, a powiedzmy grała pilnie na fortepianie z zamiarem wzięcia udziału w konkursie szopenowskim, mówilibyśmy, że jej zbrodni winna jest muzyka?
    O tym piszę od samego początku, abu nie dociągać teorii na siłę, traktować wszystko jako płynne, trudne – tak, trudno, niech Pan Robert na mnie znowu wjedzie – lepiej jest relatywizować, myslę, niż stawiać werdykty, gdy one jeszcze nie zapadły, czyli to, czym zyla niedawno Polska z nieszczęsnej „okazji” „matki Madzi”. Bo w tym wieku – 18 lat – niby jest już pełna odpowiedzialność i rozeznanie czynu, ale osobowość (w tym osobowośc twórcza) jest też jeszcze plynna, na pewno nie w pełni ukształtowana. A czy i jak będzie miała okazję ukształtować się w trudnych warunkach odosobnienia, to zobaczymy.
    Na resocjalizację podobno szanse są.

    • Małgorzata Köhler pisze:

      korekta: w wieku 23-25 lat. Sorry za tysiąc literówek, pisałam z doskoku.

    • ech pisze:

      Zbyt szybko czytasz, napisałem: „Akurat poezja zrodziła się przed zbrodnią.”, a nie „zrodziła ją (pozje Zuzanny, dop. mój) zbrodnia”. Czyli jest jej poezja nie jest konsekwencją zbrodni, jest tylko jej kontekstem. Także nie napisałem „nazizm uczynił ją artystką”, a „Leni była cała z nazizmu”, co doprecyzuje: jej sztuka w każdym szczególe – nawet ta wcześniejsza – była spójna z nazizmem, bo ją fascynowało perfekcyjne ciało ludzie, perfekcyjny jego ruch. Ale też przekraczanie granic wyrozumiałości ludzkiego ciała, jego siła, moc, potęga. To wszystko było wspólne z ideologią nazistowską, odnalazło tam swojej miejsce.

      • Małgorzata Köhler pisze:

        Ech, nieporozumienie, czytam chyba dokladnie, a cytowałam to: „Leni i naziści to jak najbardziej, to co czyniło ją artystką to właśnie nazizm” (Twoje) i to (Ewy): „A poezja ta to tak jak nazizm Leni, zrodziła ją zbrodnia.” – i to podważałam, bo wydało mi się wnioskiem zbyt pośpiesznym 🙂
        A dlaczego uważam, że nie nazizm uczynił artystkę z Riefenstahl? No z prostego powodu – bo gdy ona ulegała fasynacjom ciała i siły i odnosiła swoje pierwsze duże sukcesy, (taniec, balet) to nazizmu jeszcze nie było 🙂

        • ech pisze:

          Napiszę tak, nawet nim stało się faktem to co nazywamy teraz nazizmem, to w Niemczech, w samych Niemcach było nazizm, ale nie nazwany. Nazizm nadał temu formę, a twórczość Leni była jedną najbardziej z nią zbieżnych, co ciekawe widać tendencje (estetyczne) nazistowskie w filmach Fritza Langa, który był na szczęście złego pochodzenia.

          • Małgorzata Köhler pisze:

            „który był na szczęście złego pochodzenia.” – :)))

            Nie bardzo mogę dyskutować z Twoją tezą, brak mi koniecznej wiedzy z historii estetyk w sztuce – ale czy przypadkiem nie żonglujesz tu trochę pojęciami? Chodzi o nacjonalizm więc – czy nazizm, narodowy socjalizm? Tendencje tylko w Niemczech – czy jednak dreszcze w estetyce idący przez całą Europę? I tak naprawdę od kiedy, bo zdaje mi się, że to dluższa historia? Fascynacje u artystów godne potępienia – czy jednak dość naturalne, bo kto, jak nie oni czuje ducha nadchodzącego czasu i bije się z nim, lub mu ulega? Fritz Lang wykazał się nadzwyczajnym wyczuciem (no i nadzwyczajną przyzwoitością) nie ulegając namowom Goebellsa i uciekając ciemną nocą, ale jeżeli zadajemy sobie pytanie, dlaczego, do diabła, nie wszyscy artyści uciekli, to jest to jeszcze bardziej naiwne pytanie, niż to, które miało odrobinę odciążyć sumienie Europy i Ameryki: dlaczego nie wszyscy Żydzi uciekli. Trudne pytania a w dodatku dzisiaj tysiąckrotnie zafałszowane, m.in. ze strachu – grozy jaką wzbudził faszyzm i strachu, jaki odczuwa człowiek tzw. przyzwoity na wyobrażenie sobie, co w nim, człowieku, potencjalnie drzemie. Trudne kwestie, dla których ten wątek jest zdecydowanie za wąski, nie da się tego w kilku słowach załatwić przy okazji. Tym bardziej, że jak to zwykle bywa, już zaczął mutować wg Godwina.

          • ech pisze:

            Chodzi mi o nazizm, w skrócie lubowali się w takich elementach jak: dominująca nad przeciętnymi ludźmi dekoracja (monumentalne budynki, góry), ludzie w masowych pochodach (pozbawieni indywidualności), oraz jednostka potrafiąca zdominować ludzi i przestrzeń, do tego doskonała pod względem fizycznym. Takie są filmy górskie Leni, w których ujarzmia góry, taka też jest jeśli się dokładnie wgryźć fabuła i estetyka „Metropolis”, dodatkowo współautorka filmu – Thea von Harbou – była gorliwą nazistką (była też żoną Langa). Te opowieści o spotkaniu z Goebellsem były kilkakrotnie dokładnie badane, i okazywały się w dużej mierze konfabulacjami Langa. Zresztą lubił fabularyzować swoje życie.

    • Robert Mrówczyński pisze:

      Najpierw miłość do jednego „socjalizmu”, teraz do drugiego, tym razem narodowego, hitlerowskiego. Jak Pani nie wstyd wypisywać peany na cześć głównej propagandystki nazizmu, który dzięki wsparciu duchowemu takich riefenstahlów wymordował miliony, a w nich tysiące wybitnych ludzi, nauki, kultury. I co z tego, że sama nikogo nie zaszlachtowała? Staram się unikać kontaktu z Panią, bo nie mój blog i rzeczywiście mogę ludzi przepłaszać, ale w Pani przypadku widzę, że wywoływanie konfliktu jest Pani celem, wywołanie Mrówczyńskiego do tablicy. O gustach się podobno nie dyskutuje, więc trudno i darmo, nic nie poradzę, że kocha Pani Leni i jej dzieło i nie leni się o tym przekonywać świat. Choć wątpię, nie wierzę, że ogląda Pani „dzieła” tej artystki, bo dzisiaj tego nie da się oglądać, tego wówczas też się nie dało, te przesłania nachalne do wyrzygu, potworna pompa i jakaś nabożność, ten panoszący się „duch ciała”, kult siły fizycznej, bezmózgiej, ta egzaltacja gówniarska – słowem pełno tam wszystkiego czego w dziele sztuki być nie powinno. Nie poradzę, że działa na Panią magicznie kłamstwo Leni, ale w jej przypadku i jej podobnym nie można sobie pozwolić na akt łaski oddzielenia życia od dzieła, bo w jej przypadku jest to tożsame. To nie tak, że obok pracy na rzecz propagandy hitlerowskiej robiła na boku jakieś „cantos” jak Pound. Nic takiego nie robiła, robiła tylko i wyłącznie tępą propagandę i tylko to po niej zostanie, jako negatywny przykład artysty na służbie władzy, więc co tu oddzielać? Robiła zresztą rzeczy o wiele gorsze (posługiwanie się więźniami obozu w filmie), trochę za to zapłaciła, ale nigdy nie poczuwała się do żadnej odpowiedzialności i do niczego się nie przyznawała.
      Dlaczego nie jest Pani równie miłościwa wobec Goniewicz, która ma jedynie dwie ofiary na koncie, a nie miliony (pośrednio) jak Leni ? Goniewicz przecież też artystka od urodzenia, zdolna i nagradzana, nie jest ani trochę gorsza od Leni, a może nawet lepsza, bo czarną robotę wykonała własnymi rękami, osobiście, z pełną świadomością, nie udawała, że o niczym nie widziała. I też dla pieniędzy, choć o wiele mniejszych. Leni była protegowaną Hitlera i miała wszystko i wszystkich u stóp.
      Oddzielać dzieło od życia można, jeśli „zbrodnie” człowieka mieszczą się na skali ludzkich słabości, bo można jeszcze wrócić do rodziny człowieczej. Nie wspomnę, że ten akces powrotu musi poprzedzać wyznanie win i ich naprawa. Leni nigdy do niczego się nie przyznała, a do odpowiedzialności żadnej się nie poczuwa, więc nie można jej wybaczyć i przyjąć ją do wspólnoty ludzkiej. A dlaczego tak sobie może gwizdać światu na nosie, dlaczego ją oczyszczają i uniewinniają? To rzeczy wiadome od dawna.
      Poza Norymbergą tysiące nazistowskich aparatczyków, brunatnych zbirów uniknęło procesów i kary, wspierani przez powojenne władze i sympatię społeczeństwa wrócili do polityki, administracji, więksi bandyci dzięki Watykanowi uciekli do Ameryki Płd.
      Niemcy przegrały wojnę, ale nie zwróciły się przeciwko narodowemu socjalizmowi, NIGDY TAM NIE BYŁO ŻADNEJ REWOLUCJI przeciwko ideologii narodowego socjalizmu. Dlatego tacy jak Leni mogli cieszyć się ochroną i wyrozumiałością, dlatego mogła sobie fotografować do woli ludy Nuba, a w wieku 90 lat nurkować i robić „przepiękne” zdjęcia, jakby to miało coś do rzeczy. Dopiero następne pokolenie Niemców kosztem krwi i ofiar niewinnych dokonało zmian, jakiejś rewizji w polityce, która kultywowała wzorce państwa policyjnego – narodowego socjalizmu z zapleczem z byłych nazistów, i zmian w mentalności niemieckiej. Ale i tak w historii Niemiec ruch ten (RAF) funkcjonuje jako terroryzm.

      Ale nawet po oddzielaniu dzieła Leni od jej życia, zostaje tylko kicz, to tylko propaganda, fałsz podszywający się pod dokument, i nic nie pomoże wyciąganie absurdalnych argumentów, że tańczyła od 5 roku. Te relacje z olimpiady to jedno wielkie kłamstwo, tak wielkie jak użyte środki. Tysiące kamer i setki pomagierów, którymi przepadała komenderować, pompatyczne sceny pokazujące wysiłek sportowców, kręcone wcale nie na gorąco, na basenach, bieżniach – całkowicie reżyserowane z udziałem wynajętych sportowców, przemontowanych, pomieszanych ze zdjęciami prawdziwymi. Już wtedy musiała wiedzieć, że kłamie, że jest propagandystką, a nie artystką. No i jeśliby ten jej język, metody, retoryka były coś warte, byłaby kontynuacja w tej dziedzinie. Nic takiego się nie stało, przeciwnie, film dokumentalny poszedł w kompletnie inną stronę, a jej spuścizna możne inspirować co najwyżej jej wiernych uczniów z Korei Płn czy z Moskwy, oraz takich miłośników sztuki jak Pani, których niestety nigdy nie zabraknie.

      • Małgorzata Köhler pisze:

        Cóż, zaprzeczam dla porządku, jakobym kiedykolwiek czymkolwiek dała wyraz do miłości do socjalizmu czy faszyzmu, uczuć przeciwnych do tych, które odczuwam.

        Gdyby zadał Pan sobie trud czytania bez uprzedzeń, rozumiałby Pan też, że nie broniłam całości dzieła życia Riefenstahl, które to dzieło aż tak mnie znowu nie fasynuje, (chociaż sama postać artystki jest na pewno niezwyczajna i niezmiernie ciekawa) ale logiki dyskusji oraz tzw. obiektywnej prawdy historycznej.

        Z cała resztą Pańskiego wywodu nie chce mi się dyskutować, gdyż oparty jest na falszywych przesłankach. Ale to i tak Panu nie przeszkodzi, więc – na zdrowie.

        • Robert Mrówczyński pisze:

          Jeśli już, to od biedy fascynująca i niezmiernie ciekawa jest twórczość Leni, a nie jej postać, która całkowicie zwyczajna i pospolita jest. A ciekawa chyba tylko dla historyków nazizmu i roli w nim tzw. artystów kolaborantów.
          Ale jeśli Panią fascynują takie szemrane osobniki, nie rozumiem dlaczego nie ma Pani odrobiny tej miłości do Zuzanny – morderczyni na swój własny użytek? Żadnego uznania dla jej triumfu woli? Przecież nie każdy morduje rodziców, choć jest pewnie sporo takich, którzy o tym rozmyślają, więc to musi być osobowość niezwykle fascynująca i ma nad Leni tę przewagę, że jej twórczość powstała zanim zabiła, podczas kiedy u Leni liczy się tylko (a nie żadne zdjęcia podwodne) jej twórczość hitlerowska, tylko to przetrwało i tylko jako przykład na jakie wyżyny służalczości może twórca się wspiąć

  18. Ewa pisze:

    Małgosiu, dla ścisłości, to ja przywołałam tutaj Leni Riefenstahl, a nie ech.
    Nie przekonała mnie Twoja obrona Leni, w dalszym ciągu jest dla mnie postacią obrzydliwą, była materacem dla całej hitlerowskiej wierchuszki w czasach, gdy ich krwawe czyny były już powszechnie znane i nie da się powiedzieć, że nie wiedziała uprawiając seks ze zbrodniarzami dla rozkwitu swojego talentu. Porównanie do Leni w moim odczuciu trafne, obie rozwijały talent po trupach (na podstawie linka z GW podanego to przez ech).
    Oddam może głos Susan Sontag, napisała ważny esej o Leni:
    „(…) „Triumf woli” to najczystszy przykład filmu propagandowego wszech czasów, którego sama idea wyklucza coś więcej niż samą propagandę(…)
    (…) Filmy Riefenstahl wciąż oddziałują, ponieważ, między innymi, ich tęsknota jest wciąż odczuwana, a treść stanowi romantyczny ideał, do którego wiele osób jest wciąż przywiązanych. Wyraża się on w zróżnicowanych formach kulturowej rozbieżności i propagandy dla nowych form społeczności jak kultura młodzieżowa/rockowa, terapia pierwotna, antypsychiatria, teorie rodem z Trzeciego Świata oraz wiara w okultyzm (…)”
    I oddziałują wiersze Marii na fb, pierwszy na nieszufladzie zachwycił się nimi znany nam Troll, którego tożsamość już wspólnie odszyfrowałyśmy, Troll zafascynowany Złem, jak każdy kiczowaty romantyk, uważający, że człowiek rodzi się zły i jest ono pierwotne.

    • ech pisze:

      Odpiszę tu. Nie przypadkowo przywołałem Hamsuna, bo jest to genialny artysta, który było przekonany do niesłusznej, więcej złej, ideologi. Nie był jedyny, genialny Celine, który nawet pisząc najobrzydliwsze antysemickie paszkwile nie schodzi poza swój wysoki poziom. A taki Ezra Pound, absolutny geniusz, człowiek o niezwykłej wiedzy, a jednocześnie apologeta nazizmu, głos rasistowskiej propagandy, który nie zmieniając poglądów pisał „Pieśni”, pisał tam o lichwie, i pisał pięknie, choć jest to wszystko przesiąknięte jego szowinizmem. To tylko przykłady, i moim zdaniem nie pasujące, i tak do głównego tematu, to wciąż nie ten poziom, bo wszyscy oni uwiedzeni przez ideologie, jednocześnie byli w pełni dojrzałymi twórcami. A ta dziewczyna ma wszystko przed sobą, całe życie, a ta zbrodni jest niemal prowincjonalna.

      Im dłużej się przyglądam tej sprawie, tym bardziej widzę analogie do zabójstwa z lat 50. Tam też mieliśmy parę zabójczyń (przyjaciółek, trochę platonicznych kochanek), obie rozmiłowane w literaturze, uwielbiające kino, jedna z nich była bardzo dobrą uczennicą, chodziła do najlepszej szkoły, a zbrodnia to zabójstwo matki jednej z nich, której nie podobał się wpływ dziewczyn na jej córkę (co raz gorzej się uczyła). Samo zabójstwo, bardzo okrutne, za pomocą kamienia, uderzając w głowę matki 20 razy i miażdżąc tym samy jej czaszkę. Cel – zdobycie pieniędzy na wspólną ucieczkę. Zostały złapane i osądzone. Dostały krótkie wyroki z powodu młodego wieku, po wyjściu z więzienia zabroniono im się spotykać, już nigdy się więcej nie spotkały. Ich późniejsze losy, jedna założyła rodzinę, miała męża i dzieci, kura domowa; druga opuściła kraj, zmieniła nazwisko i została popularną pisarką, kilka z jej książek można w każdej chwili kupić przez internet po polsku. Dlaczego doszło do zbrodni, wyjaśnienie: dziewczyny zaczęły fantazjować, to co realne zaczęły same dla siebie fabularyzować, i naglę fantazje przekuły w czyn. Tak samo mamy w tym wypadku.

      Za każdym razem jak tu zaglądam staram się przeczytać jeszcze raz twój wiersz, i co raz bardziej mi się podoba ta klamra:

      „A nuż poezji zwykłe słowa
      (…)
      noża do pokrajania chleba.”

      Poezja zamienia się w noże, i to banalne, pospolite, te kuchenne. Coś co miało być z wysokiej póki, leży tam gdzie przygotowuje się śniadanie.

      • Ewa pisze:

        tak, wiem, że to z nożem i chlebem wyświechtane i banalne, ale w końcu wszystko się w kulturze zaczyna powtarzać.
        A Susan Sontag nie znosiła Pounda, ale wiem, że o gustach się nie dyskutuje.

        • ech pisze:

          Chodziło mi o noże jako noże, że są banalne, bo kuchenne, a nie wykorzystanie tego w wierszu.

          • Ewa pisze:

            tak, wiem, ale chciałam jakoś umniejszyć ten komplement, za który bardzo dziękuję.
            Wiesz, oprócz piszącego tu od lat Roberta Mrówczyńskiego, którego traktuję jak niemal rodzinę, to nikt nigdy nie pochwalił mojego żadnego wiersza, wręcz przeciwnie. Dlatego boję się komplementów jak diabeł święconej wody.

  19. Małgorzata Köhler pisze:

    Ewo, nie znam tego – o jakich konkretnie nazistach pisze Susan Sontag, że Leni byla ich materacem? Bo czytam jej bardzo dokładną tabelaryczną biografię i ani słowa o tym – najpierw miała długi związek z własnym kamerzystą, później ze znanym narciarzem, wreszcie w sierpniu 1940 poznaje Petera Jacoba, oficera Strzelców Górskich (to był żołnierz, nie hitlerowski wysoki funkcjonariusz) i ma z nim długą, burzliwą aferę, w czasie tego związku cierpi na depresję (on jest niewierny), mimo tego borą ślub w 1944, no a potem jest koniec wojny i nie już hitlerowskiej wierchuszki. Może S.Sontag się rozpędziła, lub ktoś zagalopowal z tłumaczeniem ‚playmate’?

    Ale mów co chcesz, Ewo, mozna jej oczywiście nie wybaczyć tych fascynacji, nawet negować jej „Wege zu Kraft und Schoenheit” czy filmy z igrzysk olimpijskich, jednogłośnie przez krytyke Europy przyjmowane wtedy jako dobre, bo to się dziś źle kojarzy z estetyką nazizmu, ale trudno negować jej inne liczne osiągnięcia – od występów na wielkich scenach na długo przed faszyzmem aż po niesamowite filmy podwodne czy zdjęcia z Afryki, jakie robiła już jako bardzo stara kobieta. Trzymajmy się faktów, jeśli chcemy oceniac – Riefenstahl nie była zbrodniarką wojenną, nie zło ją też fascynowało, jak głosi wieśc, zemdlała na widok zabitego, gdy pojechała na front wschodni jako korespondentka wojenna.

    Piszesz o fascynacji złem – podatni są na nia raczej młodzi ludzie. Dziwię się, że ‚troll’ się zachwycił – co wkrótce zresztą odwołał – wierszami Zuzanny M. (jakkolwiek były to wiersze przeciez przeważnie miłosne), ale jeszcze bardziej zdumiewające jest te 5000 lajków na jej fejsbukowym profilu, znaczna ich część przybyła podobno po wiadomościach o morderstwie. I tu masz racje, to świadczyłoby, że jest się czego bać.

    • Ewa pisze:

      nie, Susan Sontag się nie poniżała do analiz łóżkowych, wystarczyła jej wiedza o Leni fascynacji Hitlerem i zachwytem jego literackim dziełem „Mein Kampf „.
      Tak, biografie są po to pisane by wybielać, bo tak niestety przeważnie jest, że jak ktoś się zabiera za pisanie biografii, to spędza z taką osobą część swojego życia i żeby to pokonać psychicznie najczęściej się w niej zakochuje.
      Być może, że następne pokolenia zobaczą jedynie śmieszne, patetyczne obrazki w jej dziele i kontekst ideologiczny będzie jedynie komiczny w jej patosie i egzaltacji.
      Tak jak piszesz, należy się bać, bo to są niebezpieczne pokusy, a wiadomo, proces dojrzewania jest złożony i pewne uwodzenia mogą być na tyle skuteczne, że nie będzie się już dało wyeliminować złych elementów.

  20. Małgorzata Köhler pisze:

    Pan, Panie Robercie, jak nie karpiem, to miłością bliżniego? Najwyraźniej jeść Pan nie może, nastrój świąteczny diabli biorą. No cóż, rozum mówi: milcz, ale dobra wola: próbuj, z każdym można się porozumieć. Więc odpowiem, trzykrotnie mnie Pan atakuje pytaniami, więc nawet po trzykroć Panu odpowiem, tu niżej, bo potrzebuję trochę szerszej szpalty na cytat literacki; byłoby cudnie, gdyby po tym cytacie ustały problemy w dyskusji, ale że nie przypuszczam, to jeszcze dorzucę objaśnienia. Proszę dać mi chwilę (a proszę mi wierzyć, że namyślałam się długo i rzetelnie).

  21. Małgorzata Köhler pisze:

    Odp. Nr 1 – na zarzuty i pytania z rodzaju „Jak Pani może!”

    Cyt. z „Pociągu do życia wiecznego” Jerzego Pilcha, fragment datowany 2004, jakże aktualny:
    „(…) Biesiadował długo, z niesłychanym wykwintem manipulował aluminiowymi sztućcami, z wrogą wyższością rozglądał się po mrocznym wnętrzu. Jego wroga wyższość brała się ze sprzeciwu wobec widocznego na każdym kroku upadku obyczajów i estetyki. Był człowiekiem starej daty i specjalnie bolesna dlań była nowoczesność kobiecych strojów, fryzur i makijaży.
    – A fe! – krzyczał nagle, snadź boleśnie złym smakiem ugodzony. – A fe! Tak pani jest umalowana, że ja jeść nie mogę!
    I z naganą przyglądał się jakiejś barowej nieszczęśnicy, co pobladłe usta pociągnęła najtańszą szminką, i w oburzeniu odsuwał talerz, i dla wszystkich było jasne, że teraz trzeba będzie go długo przepraszać, zanim zechce dokończyć resztkę zdobycznego puree okraszonego buraczaną mazią.
    – A fe! – krzyczał raz po raz, nieustannie znajdując nowe ofiary. – A fe! Doprawdy, jak można tak tlenić włosy? A fe! Ja jeść nie mogę! – krzyczał i odsuwał talerz z nadgryzionym przez kogoś pierogiem. – A fe! Cóż to za odpustowe cienie do powiek? Ja jeść nie mogę! – krzyczał i demonstracyjnie odsuwał talerz z rozbebeszonym przez poprzedniego konsumenta krokietem. – A fe! Jak kobieta może się tak oszpecać? Ja jeść nie mogę! – krzyczał i z furią odsuwał kubek z przez kogoś niedopitą resztką zimnego barszczu. – A fe! Ja jeść nie mogę!
    Zapamiętałem tę postać dobrze, nie tyle z powodu jej oczywistej metaforyczności, ile z powodu osobliwej dosłowności. Od tamtych czasów, od krakowskich lat 70-tych minionego wieku, moje życie tak się potoczyło, że w zasadzie nieustannie pojawiał się obok mnie ktoś, kto na mój widok nie mógł jeść. Ktoś, kto w wyniku moich decyzji nie mógł jeść. Ktoś, kto po przeczytaniu tego, co napisałem, nie mógł jeść. Ktoś, kto po moich osobistych wyborach nie mógł jeść. Itd. Itp. Nie mówię, że stało się to moją obsesją, że z czasem nabrałem fantazyjnej pewności, że kloszard z baru przy Kościuszki dalej żyje, przybiera rozmaite wcielenia, łazi za mną, prześladuje mnie, miewa rozmaite postaci, patrzy na mnie wrogo i niezmiennie oświadcza, że jak mnie widzi – jeść nie może. Tego nie mówię, ale też nie mówię, że taka wersja nigdy nie przyszła mi do głowy. Bo jego głos słyszałem nieustannie. Wciąż słyszałem pełen starannej modulacji głos i szurgot odsuwanego z oburzeniem talerza, i furię w szurgocie, i święte oburzenie w głosie:
    – Jak można tak a tak postąpić? Ja jeść nie mogę! Jak można pójść na takie studia? Ja nie mogę jeść! Jak można pójść do takiej pracy? Ja nie mogę jeść! Jak można odejść z takiej pracy? Ja nie mogę jeść! Jak można pisać w „Tygodniku Powszechnym”? Ja nie mogę jeść! Jak ewangelik może być w katolickim piśmie? Ja nie mogę jeść!
    W ostatnich latach głos widmowego kloszarda wzmógł się, a postać jęła stopniowo materializować.
    – Jak można opuścić Kraków? Ja jeść nie mogę! – darło się widmo. – Jak można przeprowadzić się z przepięknego i pełnego swoistej atmosfery Grodu Kraka do bezdusznej Warszawy? Ja jeść nie mogę! Jak można przejść z szacownego „Tygodnika Powszechnego” do komuszej „Polityki”? Ja nie mogę jeść! Jak można pisać o piciu? Ja nie mogę jeść! Jak można takie rzeczy mówić? Ja nie mogę jeść! Jak można tak wyglądać? Ja nie mogę jeść! Jak można w takich okolicznościach występować?(…)”

    Otóż ja, Panie Robercie, gdy słyszę takie i podobne głosy, to po prostu odruchowo myślę: „To nie jedz”.

  22. Małgorzata Köhler pisze:

    Odp. Nr 2 Panu Robertowi Mrówczyńskiemu, na pytania z rodzaju: „Dlaczego nie jest Pani równie miłościwa wobec Goniewicz(…)?” czy „Ale jeśli Panią fascynują takie szemrane osobniki, nie rozumiem dlaczego nie ma Pani odrobiny tej miłości do Zuzanny – morderczyni na swój własny użytek?”

    Ponieważ pytanie jest w duchu miłującego i wojującego katolicyzmu, odpowiem w duchu religijnym, a jeżeli nawet nie jest Pan miłującym i wojującym katolikiem, to też nic specjalnie nie zmienia, bo odpowiedź będzie adekwatna do pytania.

    Otóż jeżeli dobry Bóg chciałby, abym zachowała w sercu tak wiele pustych miejsc, aby pomieścić tam wszystkich, którzy niewątpliwie zasługują na miłośc bożą, nie byłby mnie zaniechał definitywnie, nasyłając na mnie szatana pod postacią biskupa wciskającego mi, niewinnej 11 latce, pod nos swoją tłustą księżą dłoń do ucałowania i tym sposobem pozbawił mnie na naturalnych zdolności obdarzania milością bliżniego wszystkich oraz mniej naturalną umiejętnością odczuwania pokory na komendę w duchu miłującego i wojującego katolicyzmu. Ale ta wyrafinowana akcja Pana sprawiła, że od tej pory kwestionuję wiele wyborów i gruntownie zastanawiam się nad korzeniami emocji.
    Pozbawiona więc błogosławieństwa bożego z miejscem w sercu wyraźnie umniejszonym, nie boskim, a zwyczajnie ludzkim, daję piewszeństwo ofiarom, a więc w całej tej smutnej historii jest we mnie natychmiastowa gotowość do współ-czucia z zamordowanymi rodzicami, szczególnie w ich ostatnich momentach życia, do współ-czucia z matką Zuzanny M., chcoiaż nie jestem w stanie ogranąć nawet rozmiaru jej tragedii; do współczucia wreszcie wobec ojco- i matkobójcy ale dopiero w momencie, gdy zacznie on zdawać sobie w pełni sprawę z tego, co zrobił; Zuzanna M. jest dla mnie ostatnia w kolejce po miejsce w sercu, gdyż najprawdopodobniej najpóźniej będzie jej moje współczucie potrzebne, o ile w ogóle.

  23. Małgorzata Köhler pisze:

    I może jeszcze odp. Nr 3, czyli próba racjonalizacji nieracjonalnego i wymykającego się tak rozumowi, jak i sercu.
    Trwa śledztwo i wszyscy poniekąd to robimy, przerażeni tym, co się stało. To co napiszę, proszę traktować jako przypuszczenia i hipotezy, wyobrazić sobie wszędzie, gdzie się da, odpowiednią ilość „być może” i znaków zapytania.

    To, co wiem do tej pory rysuje mi taki scenariusz zdarzenia: Zuzanna B. i Kamil N. znajdowali się w punkcie decyzji o dokonaniu mordu w sytuacji już wyjętych spod prawa. Przeciw niej toczyła się sprawa sądowa, wg. nauczycieli miała nie ukończyć semestru. W nowej klasie też raczej poza społecznością, częściowo zapewne z własnej winy, gdyż gardziła osobami myślącymi inaczej niż ona; najprawdopodobniej już mocno uzależniona od narkotyków (koleżanka opowiada, że zawsze miala ze sobą marihuanę i „tablety” oraz że była chętna do załatwiania „czegoś mocniejszego” na imprezy i miała kontakty w „szemranych” kręgach. W tej sytacji dlugi u dilerów bywają bardzo częste. Kamil N. być może też był uzależniony, być może rodzice próbowali temu przeciwdziałać przez groźby cofnięcia dopływu gotówki wczesniej rozpieszczonemu jedynakowi, tak jak próbowali wyrwać go z kręgu wpływu Zuzanny, którą czynili odpowiedzialną za „zepsucie” syna. Na pewno groziło mu wyrzucenie ze szkoły, list w tej sprawie został wysłany ale zamordowani nie zdążyli go już odebrać.
    Tej parze paliła się więc już ziemia pod stopami.
    Wybrali najgorsze wyjście z możliwych.
    Dlaczego? – nad tym będą zastanawiali się biegli psychiatrzy i sąd. A przecież mord rabunkowy z powodu narkotyków jest tak częsty, że to niezwykłe poruszenie musi być spowodowane chyba tylko wyjątkową brutalnością wykonania. No i ojcobójstwem.

    Parakoksalnie ta brutalność, rytualne uderzanie nożem w już konających, euforia po dokonaniu zbrodni, świadczy w moim odczuciu na korzyść oskarżonych. To jest bowiem zachowanie dziecięce, rozzłoszczone dzieci, gdy nie wiedzą, co i jak dalej, gdy doszły do kresu pojęcia, biją lub psują swoje zabawki.
    Zuzanna M. śniła mi się dzisiejszej nocy, bardzo paskudnie – jej twarz, ewidentnie martwa, wykrzywiona w ostatnim stężonym zdumieniu, wciśnięta pomiędzu siedzenie samochodu, jakoś tak skurczona, jakby ktoś jej zlamał kręgosłup, „patrzyła” szklanymi oczami i była to twarz zabitego dziecka. Odczułam to, co odczuwa się w takich wypadkach, czyli współczucie.
    Racjonalizując należałoby pamiętać, że sfera socjalnego dostosowania, na którą, jak już udowodniła psychologia, ogromny wpływ ma postać ojca, była u Z. M. wyraźnie zaburzona – ojca nigdy nie poznała, a potrzebowała go do tego stopnia, że dwa lata temu wymyśliła go sobie i jednocześnie uśmierciła, tę bajkę opowiadała w wywiadach. Być może był to moment, w którym rozpoczął się jej socjalny zjazd – przestała się uczyć, zrezygnowała ze sportu, może już wtedy ćpała.
    Te zranienia (dziecko odrzucone przez ojca czyli w podtekście przez społczeństwo) są tak głębokie, że uleczyć je może tylko, o ile w ogóle, wieloletnia psychoterapia. Mimo tego na świecie są setki milionów dzieci wychowujących się bez ojca i nie zabijają w odwecie. To jest niestety stopień w rozwoju Zuzanny M., w którym uważa ona, że wolno jej było zabić (a pamiętajmy, że mordowała ze szczególną zaciekłością właśnie ojca swojego chłopaka) i dostać za to jeszcze nagrodę (łup, spadek), więc trudno jest z nią współ – czuć. Czy kiedykolwiek będzie to możliwe, to się dopiero okaże, jak wykorzysta ona przymusowo długi okres na myślenie o tym. Być może – a piszę to bez żadnej złośliwości – zaowocuje on jedynie książką, która się dobrze sprzeda, pod tytułem powiedzmy „Ja, Zuzanna M.”. Na tym etapie rozwoju wydarzeń trudno mi więc odczuwać jakąkolwiek bliskość z nią, chociaż nawyraźniej moja podświadomość próbuje.

  24. Ewa pisze:

    Wspieram tu głos Roberta Mrówczyńskiego. Ani Leni Riefenstahl, ani Maria Goniewicz nie należą już do rodziny człowieczej. Pierwsza nie wkupiła się zdjęciami z Afryki, druga jeszcze ma to wszystko przed sobą, na razie jest poza ludzkością. Tak jak pisze ech, artystami przez wieki byli też i zbrodniarze, z malarzy dorzuciłabym Caravaggia. Stopień zwyrodnienia zależał od poszczególnych przypadków, nie da się wszystkich wrzucić do jednego worka. Według mnie Leni jest nie do obrony, tak jak wszystkie pomniki Leninów we wszystkich republikach ZSRR wyrzeźbione genialnie, bo tak odpowiedzialnego zdania nie dawno byle komu. Mogli go rzeźbić jedynie wybitnie utalentowani artyści, którzy przeszli wszelkie możliwe weryfikacje dopuszczające ich do publicznego głosu.
    Wspieram też głos Romana Graczyka:
    http://wpolityce.pl/spoleczenstwo/227179-zuzanna-m-profesor-platek-i-gazeta-wyborcza

    • ech pisze:

      Wszyscy jesteśmy ludźmi, bez względu na to co robimy. Dobrego, czy złego.

      Co do Leni, jej filmy są bardzo ważne dla kultury, ich wpływy jest nieoceniony, niech wspomnę o najbardziej znanym tworze kultury, który powstały pod wpływem „Triumfu woli”, czyli wszystkim nam znane „Gwiezdne wojny”.

      Wypowiedź Graczyka mi się nie podoba, nic z niej nie wynika. Mam też wrażenie, że nie zna praktyki karnej w Polsce. Bo z młodymi przestępcami jest podwójny kłopot, trzeba ich jednocześnie ukarać i zresocjalizować (autor przewołanego tekst nie wierzy w resocjalizacje, a szkoda). Są młodzi i kiedyś z tego więzienia wyjdą, bo wbrew temu czego pragną niektórzy, prawie nigdy tak młode osoby nie dostają dożywocia, nawet 25 lat, obstawiam, że wyrok może oscylować wokół 15 lat. I trzeba liczyć, że więzienie nie zamieni ich jeszcze gorsze. A tak może być. Przy okazji tej sprawy wypowiadał się specjalista od resocjalizacji, który zajmował się chłopakiem, który popełnił równie okrutne przestępstwo, zmienił się, zaczął pracować w hospicjum, i jest cenionym i lubianym pracownikiem. Można się zmienić, można. Dodał, co mnie najbardziej zdziwiło, że liczy, że uczucie tych dwojga ludzi przetrwa za kratami. Resocjalizacja i romantyzm, tego się nie spodziewałem.

      Inna kwestia, którą podejmują zwłaszcza prawicowe media, że nikt nie przejmuje się ofiarami. Tu jest ten problem, że w pewnym senie zwykle przedstawicielem ofiar jest ktoś żyjący z rodziny ofiar/y. On wyraża żal i oburzenie. Tu takiej osoby nie ma. Zapewne dlatego, że była to zbrodnia w rodzinie, a inni jej członkowie, ci dalsi, czują pewien wstyd za wyrodnego syna. Wypowiadając się publicznie czuli by się niekomfortowo. Ale za jakiś czas pojawią się także ich wypowiedzi, dodadzą do tego inny kontekst.

  25. Robert Mrówczyński pisze:

    Pan się wypowiada jako stwórca? Jako biolog? Antropolog? Klecha katolicki? Wszyscy ludzie są ludźmi, ale nie bez względu na to co robią, tylko z powodów gatunkowych, genotypu, DNA, i co tam jeszcze. Słowo „człowiek” ma również sens, definicję społeczną, z przyporządkowaną do niego dziedziną określonych kodeksem postaw i zachowań i tylko w tym obrębie jest człowiekiem. Ci którzy wykraczają poza te dziedziny wykluczają się z rodziny człowieczej. Jedynie katolicyzm, jak Pan, uważa „wszystkich” – niezależnie co by zrobili, w tym potworów III Rzeszy za ludzi i im pomógł przetrwać. Architekci holokaustu, ale i morderczyni z Rakowisk, wedle norm humanistycznych, już do niej nie należą. Słusznie prawi Graczyk, że najpierw musi być kara, a nie pochylanie się z czułością i troską na biednymi mordercami. O resocjalizacji można gadać, jeśli potwór zrozumie co zrobił, wyrazi żal i chęć naprawienia zła. Niestety dzieje się to na tyle rzadko, że takie przykłady jak Pan przytoczył, choć może to w ogóle być z kapelusza (nie ma jak zweryfikować) są wyjątkami potwierdzającymi regułę, że bandzior się nie uczłowiecza. Nie mówiąc już o tym, że potwory największe jakoś w ogóle unikają kary, a nawet dorabiają się pomników, więc tylko w tym kontekście, niesprawiedliwości w karaniu, można „żałować” polskich ripprerów z Rakowisk.
    Nie wiem co mają wspólnego Gwiezdne Wojny ze „sztuką” Leni? Chyba tylko wojnę w tytule. Już pomijam, że te Wojny gwiezdne nie są istotne dla sztuki istotnej, to zwykły komercyjniak, którego niebotyczna popularność obnażyła zdziecinnienie współczesnego świata.

    • ech pisze:

      Dla Graczyka karanie jest czymś bezmyślnym, w Polskim systemie prawnym sprowadzającym się do zamknięcia kogoś w celi. Tyle. To cała kara. Bez resocjalizacji to nie ma absolutnie żadnego sensu, to głupota, zwłaszcza, że osoba pozostająca w zamknięciu za jakiś czas wyjdzie, dla Pana dobra będzie, żeby wyszła lepsza niż przed wejściem do więzienia. Bo, że wyjdzie jest bardziej niż pewne. Wszyscy specjaliści od resocjalizacji twierdzą, że osoby w tak młodym wieku można zmienić, ale należy je podać resocjalizacji, nie można ich umieszcza w celach ze zbyt demoralizowanymi współwięźniami.

      Nie wiem, czy Pan się czuje lepiej, gdy nazywa ją potworem. Ja staram oceniać tylko samego siebie. Mam też wrażenie, że niedługo oboje nie będą w stanie pojąć kim były osoby, które zabijały. Ja się nad nią nie użalam, patrze na jej przypadek na zimno, nie podobają mi się tylko wypowiedzi, które są podszyte czymś nieludzkim, jakimś wezwaniem do linczu. On i ona byli, są, będą ludźmi, niezależnie od tego co zrobili. Okrucieństwo jest wpisane w naturę ludzką.

      Dlaczego pan nie wierzy w słowa specjalisty od resocjalizacji, który pracuje w więzieniu. Po co miałby zmyślać, przecież to osoba publiczna, niech się Pan zastanowi. Praca z osobami niepełnosprawnymi, w szpitalach, hospicjach, przy zwierzętach, jest jednym z lepszych sposób resocjalizacji, uczy empatii. Przypominam o wspomnianej przez mnie pisarce, która z przyjaciółka zatłukła kamieniem jej matkę. Bardzo okrutne morderstwo. Obydwie żyją na wolności i już nigdy nie popełniły żadnego przestępstwa. Jest o nich dobry film z Kate Winslet.

      Podałem najbardziej znany przykład wykorzystania sztuki Leni, oczywiście nie jest jedyny! Wydawał mi się, że on oczywisty. Bo twórcy „Gwiezdnych wojen” wielokrotnie mówili, że odwoływali się przy ich tworzeniu do starcia aliantów z państwami osi, Rebelianci i Imperium, to oczywistość, cała ikonografia Imperium jest zaczerpnięta z filmów Leni (np. pochody gwizdanych szturmowców), główny zły wykonuje gesty jak Hitler (unoszenie ręki do góry, nie chodzi o hajlowanie). To takie oczywiste. Polecam naprawdę jeszcze raz obejrzeć, niby to komercja, ale bardzo inteligentna.

      • Robert Mrówczyński pisze:

        Roman Graczyk nie zajmuje się czym ma być kara, a już z pewnością nie posuwa się do fantazjowania czym kara miałaby być według niego. Roman Graczyk ma świetne, zwięzłe pióro i metodykę historyka. Zdanie, że „dla Graczyka karanie jest czymś bezmyślnym” nie ma, nie tylko sensu logicznego, ale żadnego. Wiadomo wszystkim, że prawo karne przewiduje jedną karę: karę pozbawienia wolności i nie ma się co gniewać. To nie Graczyk wymyślił karę więzienia, nie on wsadza ludzi do więzień, a Państwo. Uwięzienie, odosobnienie, jest i ma być KARĄ. I nie jest działanie bezmyślne. Ponieważ kara nie ma być zemstą, a wychowaniem i przywróceniem „osadzonych” do społeczeństwa istnieją programy resocjalizacyjne, choć to tylko teoria i utopia. Ale najpierw musi być wyrok, do wyroku obowiązkowo w celi i o żadnych pieskach schroniskowych, czy hospicjach mowy być wówczas nie może. To grubo za wcześnie! Potem wyrok i bezwzględna ciupa. A jak więzień „dobrze się sprawuje” i „zrozumiał”, to resocjalizacja, bo są więźniowie, którzy mimo dolegliwości lat odosobnienia nie chcą „skruszeć”, więc nie dla nich te luksusy, bo na resocjalizację trzeba zasłużyć! A tak w ogóle resocjalizacja w więzieniu to mit, musi Pan być nastolatkiem, albo idealistą, albo jednym i drugim, żeby w to wierzyć. Więzienie jedynie kryminalizuje. Ci, którzy idą tam za drobiazgi, wychodzą ciężko zdemoralizowanymi, prawdziwymi przestępcami, wychodzą, aby tam wkrótce wrócić.
        Zabawny przykład z pisarką i jej kumpelą, które zatłukły matkę, ale po wyjściu z ciupy nikogo już nie zabiły, choć pewnie codziennie zmagały się z pokusami. Bo zadziałał program resocjalizacyjny? Wiadomo, że większość morderców morduje tylko raz (najbliższa rodzina w 99%) i to nie z nudów, a z wyższej konieczności. Nasza para także zabiła kogo miała zabić i już – kiedy wyjdą na wolność – tego więcej nie zrobi, więc po kiego resocjalizacja? Chyba, że biegli ustalą, że mają osobowość Kuby rozpruwacza. A takich przecież nikt nie odważy się dać do hospicjum w ramach resocjalizacji.

        • ech pisze:

          Wiem, dla Graczyka jest ważna tylko karanie dla karania. Tylko tyle. To jest bezmyślne. On tego nie rozwija. I to jest też bezmyślne. Przeczytałem ten artykuł i poczułem bijący z niego nihilizm.

          Resocjalizacja jest najskuteczniejsza, gdy dotyczy młodych ludzi. To nie jest idealizm, czy utopia, bo to jest udokumentowane. Nie przypadkowo istnieje takie określenie jak recydywista. Moim zdaniem wiara, że człowiek może się zmienić jest wartością, którą warto pielęgnować. Już pomijam te Pańskie pretensje o to co ma być kiedy i w jakiej kolejności, bo nigdzie tego nie precyzje. Niech tym się zajmują w więzieniu.

          Pisarka podkreślała, że to co zrobiła wynikał z obsesyjnej relacji z przyjaciółka/ukochaną. W więzieniu obydwie siedziały bardzo krótko, ważniejszy w wyroku był nakaz aby nigdy się więcej nie spotkały, i czego nigdy nie zrobiły. Tutaj ma wrażenie, też mamy takiego obsesyjnej relacji, podbudowanej różnymi narkotykami, alkoholem, może filmami – bez tego wszystkiego te osoby są całkowicie niegroźne.

  26. Ewa pisze:

    chodzi o Anne Perry i film „Niebiańskie stworzenia” z 1994 Petera Jacksona.
    Anne Perry w nowej tożsamości napisała 70 thrillerów kryminalnych, które pewnie by nie powstały, gdyby nie nasłuchała się w więzieniu opowieści. Tak też więzienie stworzyło Andrzeja Stasiuka, uważam „Mury Hebronu” za jego najlepszą powieść.
    Różnie z mordercami bywa. Kara śmierci za zabójstwo była między innymi po to, by w przyszłości znowu nie zabił. Wszystkie te spektakularne przedstawienia kaźni miały dawniej na celu odstraszyć ewentualnych potencjalnych zabójców. Mordercy często mordują na przepustkach, tak im się ta robota podoba.
    Nie lubię kryminałów, nie lubię tego gatunku, ale widocznie jest formą sublimacji aktu mordowania, jak modlitwa dla popędu płciowego w klasztorach. Nie mnie karać, ani osądzać, od tego są specjalnie powołane instytucje. System penitencjarny zmieniał się przez wieki, o tym jest „Nadzorować i karać” Michela Foucault. Dyskutować trzeba, by był coraz lepszy. Niemniej warto nazwać rzecz tak, jaką jest, bez eufemizmów, o co apeluje Graczyk.

    • ech pisze:

      Specjalnie nie podawałem nazwiska autorki, nie za bardzo chciałem ją reklamować. Przynajmniej w nie w kontekście poza literackim. A mechanizm zbrodni i relacji będzie parą zabójców jest bardzo podobny.

      Bez eufemizmów to każdy może, nie ma w tym ani trochę odwagi, jest to powszechne. Graczyk udaje, że mówi coś osobnego. A większość artykułów tak ujmuje ten temat, zwłaszcza te czytane powszechnie w tabloidach. Gazety krzyczą: zbrodnia, kara. Bez eufemizmów. Nikt się nad nimi nie lituje, są raczej pożywką dla taniej rozrywki.

  27. Ewa pisze:

    Oj, to ja zareklamuję, by mój blog nie był tabloidem dla taniej rozrywki. W końcu to pisarka światowej sławy pisząca dwie powieści rocznie.
    Tu jest wywiad i fragment filmu, po którym dopadła ją przeszłość:
    https://www.youtube.com/watch?v=b_oYT9mvChw

    a tu o wypadkach z 1954 roku:
    https://www.youtube.com/watch?v=eVaqw-e73Ds

    Z doniesień wiemy, że morderstwo maturzystów było planowane miesiącami i uzgadniane ze wszystkimi szczegółami, musieliby być na haju non stop, by obwinić za to narkotyki. We więźniu być może wpadną w objęcia, jak Juliet Hulme, Pana Jezusa i dybiącą na takich nieszczęśników sektę religijną. A potem to już robota non stop do końca życia po dziewięć godzin dziennie bez wolnych nawet niedziel. Anne Perry nie pisze tylko w jednym dniu w roku, w Boże Narodzenie.
    Być może, gdyby Maria Goniewicz też goniła za sławą, nie miałaby czasu na takie fanaberie, jak mordowanie i spotkania autorskie. Ale była przed resocjalizacją

    • ech pisze:

      Nie śmiej się, trochę innymi kryteriami ujmuje się karierę w tego typu literaturze, jest bardzo popularna. Choć nie w Polsce. A i tak Georgesa Simenona nigdy nie przebije w tępię pisania, który był jednocześnie mistrzem pióra.

      I hola, hola, z tym planowaniem miesiącami, z doniesień prokuratury wiemy, że były to dwa tygodnie, a narkotyki mogą tylko potęgować pewne tendencje.

      I jak widzę nikt nie wierzy odmianę w człowieku, co za naród. Tylko ironia im w głowie.

  28. Ewa pisze:

    resocjalizacja w wydaniu Anthony Burgessa polegającej na odruchach Pawłowa nie znalazła zastosowania. Aleks z „Mechanicznej pomarańczy” po odbyciu kuracji wstrząsowej wraca do swojego pierwotnego ulubionego zajęcia, jakim jest brutalne mordowanie.
    Z ostatnich doniesień o zbrodni w Rakowiskach wynika, że nastoletni mordercy brutalnie zabijali nie z powodu przeszkód technicznych, a z potrzeby znęcania się i rozkoszowania zbrodnią.
    Przywołany tu nowozelandzki duet Parker–Hulme może i jest analogiczny do przypadku polskiego i być może ich losy potoczą się podobnie. Hume to córka profesora, obie nastolatki zakochane w literaturze, mające już napisane utwory literackie, Parker prowadziła skrupulatnie dziennik. Obie przekonane o swojej genialności i pragnące wykorzystania swych utworów w Hollywood po skutecznym dokonaniu zbrodni i uzyskaniu wolności od rodziców.
    Życie młodocianych morderczyń po odbyciu pięcioletniej kary w więzieniu za zabicie matki Parker półcegłówką włożoną do pończochy jest przede wszystkim bardzo pobożne. Hilary Nathan – bo taką tożsamość wybrała Parker zostając katoliczką – imię proroka Nathana – mieszka w Wielkiej Brytanii nie udzielając wywiadów. Żyje samotnie, prowadzi szkółkę jady końskiej dla dzieci.
    Anne Perry też mieszka w Wielkiej Brytanii, ale się już po odbyciu pięcioletniej kary więzienia nie spotkała z przyjaciółką. Jest mormonką, na forum internauci pytają, czy daje jakieś datki z książek poszkodowanej rodzinie, czy tylko mormonom.
    Tak piszę dla porządku blogowego, bo tę wyszukiwawczą robotę w necie wykonałam i się nią dzielę. Zastanawiają natomiast alarmujące opinię publiczną wieści o polskim więziennictwie. Ubogie kraje, a takim jest w dalszym ciągu Polska, mają więziennictwo kryminogenne, według statystyk więcej wraca niż powinno. I to ech nie jest przecież kwestią wiary w resocjalizację. Poprawa polega na dojrzewaniu wewnętrznym, które wymaga przecież cieplarnianych warunków, lepszych, niż domy rodzinne w których wzrastali.

    • ech pisze:

      Dzisiaj w telewizji była rozmowa z bliskim znajomym zabójczej pary, podkreślał, że byli przyjaciółmi, a w ostatnim czasie zażywali bardzo dużo rożnego typu narkotyków – LSD, amfetamina, dopalacze, do tego alkohol. Moim zdaniem mieszanka wybuchowa, niektóre z tych środków mogą wywoływać napady agresji oraz powodować inne zmiany zachowania. Dodatkowo, jeśli porównać jej zdjęcie po aresztowaniu ze starszymi to widać, że jej twarz jest zmieniona, jakby napuchnięta, co jest może objawem nadużywania różnych środków, choć może tylko utyła. Ten znajomy nie może racjonalnie stwierdzić jaki był cel tej zbrodni.

      Po Polskich wiezieniach krąży sporo księży, więc będą próbować ich nawrócić. Niby więziennictwo jest niedofinansowane, ale głównie objawia się to w przepełnionych celach. W resocjalizacji pracuje dużo ludzi z powołaniem, bo to niewdzięczna robota, słabo płatna, a zdarza się, że niebezpieczna. Jestem pewien, że zwłaszcza ta dziewczyna będzie dla nich wyzwaniem, ale na pewno je podejmą. Tak na marginesie, ale bez szczegółów, można powiedzieć, że sam byłem obiektem resocjalizacji i obiektem resocjalizującym. Takie środowisko, i jak wiem, że niektórzy moi znajomi źle skończyli lub raczej tak jak chcieli.

      Widzę, że wkradły mi się pewne nieścisłości co do historii Parker–Hulme. Z pamięci o tym pisałem, i jak widać czasem ona zawodzi.

      • ech pisze:

        I jeszcze taka próba zrobienia z tej historii wiersza, moim zdaniem nieudana, bo brzmi jak połączenie najpopularniejszych komentarzy internetowych. Taki ulepek, bardzo doraźny, twój wiersz jest bardziej uniwersalny, można go czytać bez kontekstu. Ale co będę pisał, przeczytaj: http://blogpoezjianormalnej.blox.pl/html

        • Ewa pisze:

          Wiesz, myślę, że duet Niedźwiedź-Maksymiuk będzie badany w kierunku narkotyków (sprawdziłaby się hipoteza Małgosi), jako linia obrony i powód lżejszej kary. To wszystko domniemania przecież, bo kto tam ich wie, co brali i ile brali przez ten, jak napisałeś tydzień, czy dwa tygodnie obmyślania zbrodni, która nie była w afekcie. Niestety, tak jak Robert napisał, nikogo nie obchodzi ich wewnętrzna przemiana i uzmysłowienie im co wyrządzili światu i sobie (według Bierdiajewa to się dzieje już we Wszechświecie i Natura odchodzi, rozszczepia się, burzy odwieczny porządek boski). Taki Michel Foucault, ateista, tęskni za metodami drastycznymi karami minionych wieków, co coś w tym jest.
          A Florian Konrad z Nieszuflady to Ty? Bardzo się cieszę, że odwiedzają mnie portalowi poeci, zawsze chciałam, by portale trwały i by było ich więcej i uwierzytelniały zasadność twórczości sieciowej.
          Widzę, że ktoś opłacił rynsztok i reaktywował. Przynajmniej ściągnę sobie wypowiedzi głównych sieciowych Trolli, którzy nigdy nie ukarani, rozwijali tam swoje talenta mordercze przez lata, warto ich w swoich archiwach mieć, nim prawdziwy ściek wirtualny unicestwi ich na amen.

          • ech pisze:

            Przykro mi, ja tylko zalinkowałem wiersz, który i tak nie wydaje się najlepszy, bo zaczyna i kończy na złośliwościach, to trochę mało. Przyznam, że szukam wciąż nowych na ten temat, czytałem coś jeszcze ale były to bardziej żarty niż poezja.

            Narkotyki, jak i alkohol nie decydują o wysokości kary. Są tylko kontekstem. Bardziej ich wiek oraz stan psychiczny, który będzie badany.

            Ach ten Foucault, miał ogólnie bardzo osobne poglądy.

  29. Ewa pisze:

    Poezja Marii Goniewicz przypomniana mi o tym, że Trolle też potrafią zabić jak człowiek śpi, znienacka, na dodatek kogoś obcego, tak jak ten śpiący, teraz nieboszczyk, który nic do Goniewicz nie miał oprócz trafnego rozpoznania.
    Długo badają tę krew morderców pod kątem narkotyków. To podobno 5 minut.
    Może sam napisz wiersz i tu wklej? Proponuję tytuł NOC TRUPÓW.
    Tak, na dodatek Foucault wycofywał się pod koniec życia z wcześniejszych poglądów.

    • ech pisze:

      No nie, można jej dużo przypisać, ale akurat trollem chyba nie była lub czegoś nie wychwyciłem. Dziś słuchałem jak stwierdzono, że facet który spalił swoją żonę i czwórkę dzieci (we śnie) jest w pełni poczytalny, zabił bo kierował się innym systemem wartości (cytat z telewizji). Każdy ma swoją moralność, ktoś kiedyś tak napisał. I nie muszą nas na bieżąco informować, słyszałem, że prokurator mówi o badaniu i tyle. Co do mojego wklejania, moje wszystkie poetyckie próby kończyły się humorystycznie, więc pominę to milczeniem.

  30. Ewa pisze:

    Zawsze uważałam, że zagadki kryminalne, to wielkie ludzkie zmarnowanie, nigdy mnie nie odchodziło „kto zabił” i satysfakcja rozpoznawania mordercy na pierwszych już stronach książki, czy sekwencji filmu. Podobnie sensacje prawdziwe, będące pokarmem gazet i tzw. opinii publicznej, bo przecież żołnierz zabija, rzeźnik zabija (wprawdzie inny gatunek, ale jak na to nie popatrzeć, zabija z zimną krwią) i te wszystkie śmierci, jak piszesz, mają swoją moralność. Tak, jakby ludzkość nie chciała żyć sprawami istotnymi, zadbaniem o jak najlepsze wykorzystanie czasu pobytu tu na Ziemi (bo czynne życie człowiecze jest bardzo krótkie, wyzwania jednostkowe nie starczają na jeden żywot, musi je kontynuować następny, który się rodzi), tylko przeszkadzaniem tym, którzy chcą coś wartościowego robić.
    Wtrącam tu o Trollach, przepraszam, że Cię tym jakoś dotykam, ale nie chcę zakładać osobnego wątku, a rozpoczynając rok, chciałam coś uporządkować w swoim życiu. Swego czasu wsparłam Trolli i przystąpiłam do bloga trollerskiego nie mając pojęcia o jego charakterze. Winą moją było to, że nie czytałam portali literackich, nie czytałam wcześniej portalu rynsztok, ani nie miałam pojęcia o innych portalach, które już strollowane upadły i poszły w niebyt. I teraz, chcąc się dowiedzieć, co robiłam w pierwszej dekadzie 21 wieku, z kim się zadawałam i co w Internecie pozyskałam, a co straciłam, musiałabym przeryć jak uczeń te wszystkie brednie sieciowych Trolli. Przeraża ogrom zmarnowanego czasu sieciowego, te potyczki słowne nie dające w rezultacie nic, oprócz stałej traumy i obawy przed Trollami, że przyjdą, że wnikną, że zranią znienacka, jak człowiek śpi, a komputer jest wyłączony, zburzą blog i zostawią kupę na wycieraczce. I przede wszystkim odbiorą nadzieję. A mój wiersz jest właśnie o nadziei. Gdyby jej nie było, nie dotarłabym do tak późnego wieku żyjąc w komunistycznym reżimie, moim w nim dzieciństwie, młodości i wieku dojrzałym. Nigdy nie dotarłabym do momentu wręcz euforycznego, kiedy wreszcie mogę mówić bez państwowej cenzury i mieć własny blog.
    Problemem ludzkości w sztuce powinien być problem Poety zamordowanego Guillaume’a Apollinaire’a, a nie Poety mordercy i mam nadzieję, że tak z czasem się stanie, mimo gróźb Trolli i medialnych doniesień ze świata.
    A problem obywatelski, to protest z odsłoniętą twarzą, imienny, taki chociażby, jak w Berlinie 1943 protest na Rosenstraße http://pl.wikipedia.org/wiki/Protest_na_Rosenstraße

    • ech pisze:

      Niczym mnie nie dotknęłaś, po prostu ten temat jest dla mnie trochę enigmatyczny. Nie wiem za bardzo do czego to się odnosi.

      Ostatnio czytałem książkę o Apollinairze, umarł w wyniku choroby, na hiszpankę. Moim zdaniem tematycznie był bardzo blisko tego o czym pisała ta dziewczyna, bo on obsesyjnie pisał o kobietach, które kochał, jest mnóstwo o tym jego wierszy, ale dużo jeszcze czeka na przełożenie na polski, taki soczysty fragment jego wiersza:

      „wyborny cycuszek cichuteńkiej nocy
      upadająca łechtaczka balsamicznej bryzy”

      Gdyby nie nazwisko, niektórzy by pewnie zakrzyknęli: grafoman!

      Znam sprawę Rosenstraße, żaden mąż nie wstawił się za swoją żydowską żoną, tylko niemieckie kobiety za swymi żydowskimi mężami. Wstyd to przypominać mężczyzną.

  31. Ewa pisze:

    Tak, masz rację z tymi mężczyznami, też tak pomyślałam, jak oglądałam film Margarethe von Trotta „Rosenstraße”.
    Zresztą, tylko z tego filmu dowiedziałam się o całym zdarzeniu i poszłam na wikipedię. Tajone było w Niemczech, by się nie wydało, że protest był jednak możliwy.
    W Sieci protest przeciwko terroryzmowi sieciowemu też jest możliwy. Wystarczy trochę fatygi z wycinaniem komentarzy, co przed chwilą zrobiłam.

    • ech pisze:

      A to kolejny wiersz o tej dziewczynie, lepszy od poprzedniego, ale twój wciąż wygrywa: http://bogowieosiedla.blogspot.com/2015/01/maria-goniewicz.html

      Jak tak dalej się potoczy, to zrobi się z tego jakiś nurt literacki. I będziesz na samym początku.

      • Ewa pisze:

        czyje to zdjęcie pod wierszem? Tak niepokoi szafowanie wizerunkami w Sieci, dla mnie zdjęcie portretowe ma taką samą wagę jak pierwotnie, religijną. Nic dziwnego, że za zbezczeszczenie portretu Stalina szło się do gułagu. Jednak tęsknię do przywrócenia tej wagi. Bo poniżej czytam, że właścicielem bloga jest Maciej Sojka. Więc nie jest to autoportret autora.

        • solei pisze:

          gdybyś oglądała film, skojarzyła tekst, wiedziałabyś czyje to zdjęcie.
          ciekawy wiersz napisałaś.

        • ech pisze:

          Jest to kadr z filmu „Przerwana lekcja muzyki”, do którego odnosi się wiersz. Na zdjęciu znana aktorka Angelina Jolie, grającą toksyczną dziewczynę namawiającą koleżanki do złego.

          • Ewa pisze:

            Bardzo dziękuję za podpowiedź, nie skojarzyłam. Film widziałam bardzo dawno i mi się nie spodobał, może dlatego nie pamiętałam złej twarzy Angeliny Jolie. Jutro pożyczę Susanny Kaysen „Przerwaną lekcję muzyki” jest w naszej osiedlowej bibliotece jak widzę, pewnie jest lepsza od filmu, zawsze to jednak twórczość z autopsji bez topowych gwiazd Hollywoodu, które to opacznie interpretują.
            Interesują mnie lata sześćdziesiąte, zatem dzięki wielkie.

            Myślę, że tu analogii nie ma z Marią Goniewicz, może się mylę bo nie znamy jeszcze jej pamiętnika pisanego na papierze w kratkę (tę metaforę więzienia pamiętam szczególnie z wiersza Brodskiego, przywoływał więzienie jak były zasłony kuchenne w kratkę, na które miał uraz).
            Oczywiście też wołałabym wierzyć, że mamy do czynienia ze skrzywdzoną w dzieciństwie dziewczynką, która jest ofiarą i płaci za to najwyższą cenę, a nie patologią samoistną „od urodzenia” w co nie wierzę, ale niestety jest to w dalszym ciągu kwestia wiary, a nie nauki… Nie podobają mi się komentarze do polskiego mordu nastolatków pełne pożądliwości krwi i linczu, ale i przeciwne skrajności, czyli użalania się też nie. Dlatego cieszę się, że wiersze powstają i szukają różnymi porównaniami wyjaśnień przyczyn zbrodni. Myślę, że najlepiej zrobi to sztuka, przeciw interpretacji, jak pisała Susan Sontag. Bo tylko adwokaci będą manipulować i grupy społeczne chcące coś ugrać na korzyść wiarygodności ich tez.

          • ech pisze:

            Dawno nic nie znalazłem, i zresztą nie szukałem, ale to może cię zaciekawi. Jest to „wywiad” z Goniewicz, a raczej jego poetycki ekwiwalent. Moim zdaniem najciekawsza rzecz jaką czytałem na ten temat:
            (ten link nie wchodzi, więc usunęłam- Ewa)

            Znalazłem też drugi tekst, umiarkowanie ciekawy artykuł, bo wpisując się w pewnie konkretny sposób patrzenia, ale dobrze z nim kontrastuje i go dopowiada jedyny pod nim komentarz (który mi się bardzo podoba i podnosi wartość całości): http://publica.pl/teksty/czarno-bialy-disneyland-49136.html

  32. Małgorzata Köhler pisze:

    Nie wiem, gdzie napisać o czymś bardzo ważnym i strasznym, o czym koniecznie powinno być pisane, więc zrobię to tutaj, pod „wierszem czarnym”, bo to przecież o samej kwintesencji zła. (A jeśli uznasz to za ważne, to może wkleisz w jakimś nowym wątku, bo nie wątpię, że porusza Cię sprawa Charlie Hebdo.)

    Cały świat porusza teraz sprawa egzekucji na redaktorach i rysownikach tej gazety. Oczywiście to tylko kilkanaście wyroków śmierci w wykonaniu dżihadystów, znakomity pisarz Rushdie stoi już na liście do odstrzału od kilkudziesięciu lat. Ale nigdy nie było tak blisko polskiego środowiska literackiego. Dzisiaj nasza m.in. liternetowa i nie tylko poetka Anna Grabowska, (właśnie po nagrodzonym debiucie książkowym) od kilku lat wspólpracująca i publikująca w Charlie Hebdo, dowiedziała się, że za słowa – za poezję m.in. – jest na liście dżihadu.
    Anny domu pilnuje policja, policja doprowadza dziecko do i ze szkoły, Ance nie wolno opuszczać mieszkania. Najprawdopodobniej będzie musiała uciekać, zmienić mieszkanie, może tożsamość – jak wielu innych – ma dzieci, nie może siedzieć w domu i czekać czy jej nie odstrzelą!

    Anka pisze do mnie: „nikomu nigdy nic nie zrobilam, to jest za słowa, za wiersze”.
    Dzisiaj byl straszny dzień we Francji. Program tv czasowo wyłączony, w dzielnicy Anny wyły non stop syreny (tylko 1 km od miejsca, gdzie zabarykadowali się terroryści), częściowo padła sieć telefoniczna, ludzie porozumiewali się tylko smsami, chodziły pogłoski, że wyłączy się internet, Anna czekała w panice, czy dziecko wróci cało ze szkoły. Prosiła, żeby pisać o tym, żeby udostępniać informacje, bo sama boi się, że „zniknie, i żeby o niej nie zapominać”.

    • ech pisze:

      Przeczytałem kilka jej wierszy w internecie, naprawdę nie wiem za co na nią polują. Są takie zwykłe, obyczajowe.

      Przyznam, że „Charlie Hebdo” to gazeta jak patrze intrygująca. Szkoda, że my tu u nas takiej nie mamy, i mam nadziej, że będzie tam twoja koleżanka wciąż publikować. Pomimo wszystko.

  33. Ewa pisze:

    Dzięki Małgosiu za wklejenie, niestety niewiele o tym wszystkim wiem, jedynie coś wie moja 91 letnia mama, która ogląda telewizor. Też jestem cała w strachu, bo syn wylatuje jutro do Turcji kręcić film o uciekinierach z Iraku dla amerykańskiej radiostacji telewizyjnej i nawet nie chcę wiedzieć, co mu grozi. Na razie skarmiamy go pierogami i kutią zamrożoną z wigilii. Ale tak jak piszesz, trzeba to upowszechniać i się nie bać ani terrorystów w Sieci, na świecie. Ale jakże się tu nie bać.

  34. Ewa pisze:

    Dzisiaj na lotnisku ochrona skasowała mi z aparatu fotograficznego sceny, jak syn z bagażem podchodzi do odprawy przed lotem. Nie wiadomo gdzie jest granica między ochroną a szykaną, bo gdybym była terrorystką, nie robiłabym zdjęć tak głupio.

    Atak na w końcu bądź co bądź na artystów z „Charlie Hebdo”, a nie polityków niepokoi tak, jak piszesz Małgosiu, fatwa na Rushdiego. Trudno się nawet w tym połapać i zrozumieć, co terrorystom się nie spodoba w czyjejś twórczości i kiedy zasłużą sobie na sprzątnięcie ze świata. Internet, gdzie Małgosiu proponujesz akcję protestacyjną charakteryzuje się podobnymi aktami terroru polegającymi na zastraszaniu, atomizowaniu wspólnot, formowaniu akacji odwetowych, wybębnianiu osobników innej krwi i Książąt Krwi. Pamiętam, że Anna Grabowska sprzeciwiła się też Leszkowi Onakowi wytykając mu nieprofesjonalne prowadzenie portalu Lnternet (opóźniające się, nawet miesięczne zaniedbania w usuwaniu obraźliwych komentarzy, które i tak wszyscy już kilkakrotnie przeczytali) i w ramach protestu opuściła ten portal. Jej działalność w periodyku francuskim „Charlie Hebdo” to wielki przecież sukces i prestiż. Trzeba mieć nadzieję, że jednak ochronią ją i jej rodzinę francuskie służby porządkowe, które nie będą robić tego głupio i że odwaga obywatelska nie zginie.
    Nie dajmy się sterroryzować, wierzę w postawę Oriany Fallaci, bez takich osobowości dalibyśmy się już dawno zastraszyć.

  35. Ewa > ech pisze:

    ten ostatni polecany przez Ciebie tekst przeintelektualizowany.
    Ot, zwyczajny mord i tyle. Są ludzie, którzy muszą sobie czasem coś zamordować.
    Idę oglądać Holland na TVP KULTURA. Dzięki za kontakt.

  36. Ewa pisze:

    Holland nie najlepszy (dzieci grały rewelacyjnie), ale dzisiaj „Combat girls. Krew i honor” Davida Wnendta. I ten film jest dobrym komentarzem do polskiej zbrodni młodocianych morderców. Podobno scenariusz napisany między innymi z wykorzystaniem rozmów na portalach randkowych.
    Ach, Baudrillard. Przecież zupełnie nieadekwatne narzędzia do tego przypadku. Tu nie ma mowy o żadnej subtelności i intelektualnym wyrafinowaniu.

  37. maria pisze:

    Trafiłam tu przypadkiem i jestem zażenowana poziomem dyskusji o morderstwie w Rakowiskach.
    Owszem forma wyrafinowana, bogaty zasób słów , ale w warstwie merytorycznej poziom tabloidowy – podawanie niesprawdzonych faktów, pomówienia, ferowanie wyroków bez żadnych podstaw.

    @Robert Mrówczyński:
    „To przecież właśnie jest normalne, że 90% zbrodni odbywa się w rodzinie i na rodzinie, bo tam się odbywa codzienna przemoc fizyczna i psychiczna. Kiedy granice dominowania i opresji zostają przekroczone, kończy się tak właśnie.
    Można być pewnym, że wobec naszych Romea i Julii stosowano taką przemoc, ale o tym się nie dowiemy, zostanie to ukryte.”

    Nie dość, że bez żadnych jak na razie dowodów pomawia Pan rodziców Kamila o przemoc wobec niego, to jeszcze sugeruje Pan, że jest to bezwzględna prawda i tylko prawda, nieważne co wykaże śledztwo !!!
    Poza tym sugerowanie, że każdy mundurowy jest domowym tyranem, to uproszczenie i banał.

    @ech:
    „Kamil był najlepszym uczniem w całej szkole, miał najwyższą średnią, dostawał nawet nagrodę z rąk dyrektora, to było jeszcze w 2011 roku. Ktoś nad nim stał z linijką i go tresował.”
    Nierzetelna informacja, nie dotyczy Kamila Niedźwiedzia – mordercy, tylko jego imiennika z tej samej miejscowości.
    Kamil – morderca był uczniem dobrym (nie bardzo dobrym), nie uprawiał ani nie odnosił sukcesów w sporcie (koszykówce) – jak jego imiennik.

    Na zakończenie -żeby nie było niedomówień i insynuacji – jestem ateistką.
    Pozdrawiam

    • Robert Mrówczyński pisze:

      Tak to jest z ludźmi przypadkowymi, którzy poznają świat nie z konieczności wewnętrznej, z ciekawości, a z nudów, przypadkiem. Tu zajrzą, tam coś przebiegną wzrokiem, gdzie indziej pooglądają obrazki, niczego z niczym nie potrafiąc powiązać. Ta metoda poznawcza jak to widzimy w wypadku marii, doprowadziła ją do zażenowania. A tyle wyrafinowanych słów zostało tu użytych, subtelnych konstrukcji logicznych, tyle faktów przywołanych, tyle intelektualnego wysiłku! I nic, maria odczuwa tylko zażenowanie, marii dogodzić się nie da.
      Miejmy nadzieję, że dzięki, w końcu uchwalonej ustawie o przemocy wobec kobiet, nastąpi odczuwalny wzrost liczby kobiet ciekawych świata i ludzi, a tym samym lepiej rozumiejących dyskurs jaki się tam toczy.

  38. Ewa > maria pisze:

    Pani Mario, cóż, to tylko blog, mówi się tutaj – za Woody Allenem – o wszystkim, co chcielibyście wiedzieć, ale baliście się zapytać. A że trafiła Pani tutaj przypadkowo – to za Sigmundem Freudem – przypadki nie istnieją.
    Dziękuję za sprostowania, nikt z pewnością tu nie uchybiał nikomu z premedytacją. A dyskusji nigdy dość, jeśli bohaterowie zawładnęli już wyobraźnią publiczną i stali się częścią popkultury, czy tego chcą, czy nie, tak się dzieje, może i dobrze właśnie tak oswajać przerażenie.
    Również serdecznie pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *