NAGRODA GŁÓWNA XIV Ogólnopolskiego Konkursu Poetyckiego im. Jacka Bierezina Magdalena Gałkowska „Fabryka tanich butów” (2009)

Dwadzieścia pięć debiutanckich wierszy w tomiku spiętym tytułem wiersza „Fabryka tanich butów” jest sztandarowym przykładem polskiej poezji dzisiejszych trzydziestolatków, wyzbytych wewnętrznych powodów poetyckiego zapisu. Fabrykowanie wierszy nie jest tanie, potrzebuje odbiorcy, festiwali, konkursów, turniejów, absorbowania masy ludzi, by je ukonkretnić, zuniwersalizować, by wyszły z nadajnika do odbiorcy. Najczęściej dzieje się tak, że dla świętego spokoju odbiorca ulega pod presją inwazji i terroru, gwałtu na duszy i działaniami znienacka i z zaskoczenia. Czasami bogu ducha winien miłośnik poezji zostaje nagle spętany i uwikłany siecią nie tylko internetową, ale mnóstwem towarzyskich zależności, jakimiś łańcuszkami szczęścia, dociera do wierszy, które mają większą moc przebicia zupełnie z innych powodów, niż ich jakość. Średniość dzisiejszej poezji, która zyskała popularność wskutek samouwielbienia, wmówienia i na mocy zasady rewanżu grup wsparcia, staje się powoli normą, umacnia się i zdaje się docelowa.

Poezja Magdy Gałkowskiej właśnie chodzi w takich tanich butach. Taka ubogość daje polskiej poezji takie same oszczędności, jak koza Mahatmy Ghandiego, którego finansowanie spektakularnej ascezy i licznych głodówek było o wiele kosztowniejszym obciążeniem dla dworu, większym, niż wydatki normalnie jedzących i funkcjonujących władców innych państw.
Zakres zainteresowań poetyckich Magdy Gałkowskiej nie wychodzi poza badanie jednego człowieka, powołanego w tym celu narratora, który jest kobietą ze złamanym sercem, który lubi wróble, spędza miłosną noc w Warszawie, przekracza wiek chrystusowy i zna brzydkie wyrazy. Słowem, z tak nieciekawie prezentującej się bohaterki bardzo trudno coś zrobić, dlatego autorka ją trochę przyozdabia w egzystencjalny heroizm istnienia, bo wiadomo z filozofii, że samo istnienie jest samym w sobie problemem. Przy tak niewielkim wkładzie znaczeniowym i zupełnie nieruszonych pokładów podświadomości, nadświadomości i zwyczajnej świadomości – bo czasami czytelnik przyłapuje się na tym, że podejrzewa, że podmiot liryczny jest dziewicą nieuświadomioną, która zbyt późno dowiaduje się o wszystkim w osiedlowej bramie – wierszowane utwory literackie wnoszą wyłącznie wypełniacze, czyli mówią o sprawach bez znaczenia. Bez znaczenia dla poezji jak i poetyckiej perswazji.

I tak, jak rozumiem, jest z najważniejszym z zestawu wierszem, który dał tytuł całemu tomikowi. Wiersz „fabryka tanich butów”, jak się dowiaduję po przeczytaniu na portalu liternet.pl nie mówi o fellatio, ale o konformizmie. Niestety, nie dowiadujemy się, dlaczego postawa na kolanach jest obowiązująca, rozgrzeszona i nagminna. Pozycja ta, znana od starożytności, zmuszająca do chodzenia też na czworakach, nie jest wynalazkiem naszych czasów i gorycz tych wersów nie bardzo jest zrozumiała:

„możesz ugiąć kolana, maleńka,

jeśli wytrzymasz w tej pozycji,

nabrać w usta. i tylko ruchy zdradzą,

co dzieje się tutaj naprawdę.(…)”
[fabryka tanich butów]

Co się dzieje naprawdę niestety nie dowiemy się nigdy. Wieloznaczność tego wiersza polega właśnie na tym tajemniczym zawieszeniu, gdzie spotykamy się oko w oko z uniwersalnością. Możemy sobie dowolnie fabularyzować i mistyfikować tę przestrzeń zupełnie porzuconą przez autorkę, to pole na interpretację oddane za darmo czytelnikowi.
Taki bezwzględny sposób traktowania czytelnika, gdzie wszystko znaczy wszystko odnajdujemy w pozostałych dwudziestu czterech wierszach. Ponieważ czytałam je na różne sposoby, od początku do końca, od końca do początku, potem po przekątnej, zorientowałam się, że mają swoją chronologię i zdecydowałam się na potrzeby ich rozbiórki, ją utrzymać.

W pierwszym wierszu podmiot liryczny kończy 33 lata i ubolewa nad upływem czasu, zgłasza buńczucznie pretensję do sił wyższych, jest po przejściach, ale się podnosi, odradza:

„(…)leczę rany

po wybuchu, wystawiam na słońce, jak twarz.”
[trzydzieści trzy].

Jest to typowa wypowiedź, mająca na celu wzbudzić w odbiorcy pożałowanie i współczucie. Zgodnie z schopenhauerowskim odkryciem, że miłość nie istnieje, natomiast istnieje współczucie, dostajemy na dzień dobry takie oto humanitarne zobowiązanie: jesteśmy ludźmi i musimy powołanemu do istnienia podmiotowi lirycznemu, przynajmniej na czas czytania tych wierszy, współczuć.
Wiersz „Vaya con dios” najprawdopodobniej tytułem nawiązujący do radosnego pochodu prostytutek ulicą miasta, skrótowo prezentuje sposoby damskiego wabienia, uwodzenia i finalizacji miłosnych zbliżeń. Mimo urody tytułowej piosenki i wyliczenia splendorów ludzkich godów, gorycz nie opuszcza podmiotu lirycznego. Nie znamy motywów biograficznych autorki, możemy tylko snuć spekulacje, co do hiszpańskiego rodowodu tytułu, czy pojawienia się rywalki o hiszpańskim imieniu Rita. Przesłanie tego wiersza ma podobną wagę mentalną jak wszystkie złote myśli zawierające mądrości życiowe traktujące o tym, jak to żyć się nie opłaca wcale. Więcej mówi podmiot liryczny w wierszu następnym. Tam dowiadujemy się, że mimo spełnionej miłości kochanków, bohaterka wierszy ulokowała nogi „w nieodpowiednich butach”.  Być może symbolicznie chce czytelnikowi w zakamuflowany sposób przemycić myśl dotyczącą wrocławskiego periodyku „Rita Baum”:

(…)klatka schodowa pachnie jak pół roku temu,

a koty są teraz bardziej podobne do Rity.(…)
[o konieczności trzymania bambusa w przegotowanej wodzie]

Dlatego pewnie, licząc na sukces wydawniczy w Ricie Baum, bohaterka wierszy, która jest poetką, zaniedbuje inne szanse:

(…)nie wysyłam wierszy na konkursy,(…)”
[o konieczności trzymania bambusa w przegotowanej wodzie]

Jednak koniec wiersza tak przepełniony różnymi tkaninami (biała firanka, czerwona sukienka) symbolizującymi różnorakie życiowe aktywności poetki, kończy się na próbie ucieczki w alkohol i egzystencjalną czerń ubioru:

„(…)poetka z nogami w czarnych rajstopach

puszcza do mnie oczko, jakby mi zależało.”

[o konieczności trzymania bambusa w przegotowanej wodzie]

Następny wiersz mówi o zemście. Zemsta jest hiszpańska i nie wiadomo, czy obiekt skrzywdzony i żądny zemsty został skrzywdzony przez Hiszpana. Nic na to nie wskazuje, przekleństwa, rzucane pod adresem krzywdziciela są zwykłą bramową rzeczywistością polską. Natomiast definitywne pożegnanie wypowiedziane jest po angielsku:

„(…)bo prawda pochodzi z głębi. na powierzchni

brzmi jak song to say goodbye.(…)”

[venganza]

Opuszczona bohaterka wierszy, pozbawiona „pieszczoty języka”, witalna i sprawna seksualnie, przystępuje do samozaspokojenia, czyli onanizmu niemego i bezjęzycznego. Onanizm jest w poezji pustą plamą niemą i trudno rozwiązywalną formalnie. Narzędzia pierwotne, pozbawione są swojej przynależności narodowej – w każdym razie moment szczytowania nie odbywa się ani po angielsku, ani po francusku, ani po hiszpańsku, ani po polsku:

„(…)wprawnym ruchem wygładzam zagięcia,

nie słucham bełkotu przy uchu (…)”
[psychokinetyczne niedorozwinięcie migdałków]

Ale język polski jest przyrodzonym językiem świata podmiotu lirycznego wierszy tego zestawu. Bohaterka wie, że choćby mówiła językami ludzkimi i anielskimi, a miłości by nie miała, stałaby się jako miedź brząkająca albo cymbał brzmiący. Wie, że miłości może poszukać jedynie w języku ojczystym, języku swojej prababci i tych, którzy tak jak dzisiaj, słodko wymawiają kurwa, pierdol się i wyjebałeś. Kolejny wiersz mówi o powrocie do dzieciństwa, o słodkości polskich rymów, które, jak znam z późniejszych wierszy Magdy Gałkowskiej, przyswoi z całym bogactwem ich mentalnych znaczeń:

„(…)a matka

znów na nas krzyczała, gdy ubłoconymi palcami

wypychaliśmy sobie usta. kapusta, głowa pusta,

świnia tłusta(…)”
[starszy odprawiacz pociągów]

Kolejny wiersz jest o urokach macierzyństwa, etosie matki wychowującej samotnie dziecko. Ale już w następnym bohaterka przystępuje do zabliźnień złamanego serca:

„(…)cześć Murzyn, kurwa, na której stacji wyjebałeś?(…)”
[piosenka o dziewczynie w stylu new romantic]

ni to cytat, ni to pytanie, ni okrzyk godowy rzucone jako motto w wierszu bynajmniej nie po to, by wskazywać bohaterce możliwości poszukania nowej miłości fizycznej:

„(…) zmienię wszystko jak podróżni peron.

dzisiaj zniszcz mnie w ten sposób.(…)”
[piosenka o dziewczynie w stylu new romantic]

zasugeruje bohaterka, która zdecydowała się jednak, wbrew intencji autorki na dużą rotację przygód erotycznych, na tak zwane pójście w Polskę, na suczą pielgrzymkę po Nocy Ciemnej. Dwa kolejne wiersze dydaktycznie przestrzegają polskie kobiety przed wyborem takiego stylu życia, po którym pozostają puste butelki i pełne popielniczki. Po „gigancie” bohaterka wraca na swoje podwórko szarzyzny dnia, czyli do ukochanych wróbli. Wiersz „wróble”, chyba najbardziej umiłowany wiersz Magdy Gałkowskiej na portalu liternet.pl jest tam bogato komentowany i nie chciałabym psuć tej apologii. Dalsze wiersze ilustrują kolejną degradację podmiotu lirycznego, a jej stan psychiczny porównywany jest do stanu ofiary drugiej wojny światowej. Zafundowane sobie cierpienie tym się różni od obrazów samogwałtu, że egzystencjalna glątwa staje się chroniczna. Tak jak orgazm przynajmniej kończy pewną mechaniczną czynność, to tutaj mamy pochód czarnych, mechanicznych obrazów sugerujących wnętrze bohaterki w ciągu nieskończoności. Właściwie już wszystkie kolejne wiersze do końca zestawu traktują tylko o tym: że skrzywdzona kobieta się nie podniesie nigdy, jest władna dawać cenne wskazówki swojej córce (wiersze dedykowane Romce), natomiast sama brnie w zatracenie się w alienacji, autodestrukcji i rezygnacji. Te najsłabsze z cyklu wiersze niewnoszące, obok rejestracji marazmu, nihilizmu i abnegacji niczego twórczego, są świadectwem pasywnej postawy nie tyle artystycznej, ale życiowej stworzonej na czas poezji postaci.
Wierszom natomiast nie można zarzucić poprawności budowy wersów i braku zawartego w nich ładunku emocji.

Szukając w polskiej poezji najnowszej formalnych rozwiązań dla poetyckiego opisu dzisiejszej młodej kobiety, nie odnajdujemy w „Fabryce tanich butów” niczego, prócz rejestracji beznadziei. Być może, że celem poetyckich wynurzeń było dydaktyczne pytanie, czy prześledzenie narzędziami poetyckimi przeciętnego losu ludzkiego da w rezultacie przestrogę matki, która mówi synowi idącemu na szafot „masz na co zasłużyłeś”.
Nie sądzę. Polską poezję dzisiejszą trawi mielizna publicznego przekazu. Nie każda konfesja wnosi coś ważnego w zbiorowość.

Informacje o admin

Ewa Bieńczycka urodzona w 1952 roku w Przemyślu. Artysta malarz
Ten wpis został opublikowany w kategorii czytam więc jestem i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

38 odpowiedzi na „NAGRODA GŁÓWNA XIV Ogólnopolskiego Konkursu Poetyckiego im. Jacka Bierezina Magdalena Gałkowska „Fabryka tanich butów” (2009)

  1. Marcin pisze:

    Mam właśnie przed oczami tomik Gałkowskiej. Na pierwszy rzut oka rzeczywiście trudno dopatrzyć się tu jakiegoś głębszego, spójniejszego projektu poetyckiego. Ale może właśnie ten brak sam w sobie jest jakimś projektem?
    Poezje można wszak czytać według dwóch kluczu: jako dialog z dziedzictwem i jako świadectwo epoki, w której żyje poeta. O ile w tym pierwszym wymiarze istotnie trudno bronić Gałkowską, o tyle w drugim można by się już pokusić o pewne konstatacje. W mojej opinii można spróbować te wiersze przeczytać jako pewien typ poezji socjologizującej.
    W tyn sensie ja na mapie poetyckiej umieściłbym Gałkowską w tej samej przestrzeni, co Szczepana Kopyta. Jednak o ile on zaplątał się w sieć dyskursów, co całkowicie go pogrążyło, o tyle tu pewną liną ratunkową może być przebijający tu i ówdzie ton konfesyjny. Ona tu wyraźnie rysuje portret kobiety pozornie wyemancypowanej, niby już po rewolucji feministycznej, niby trzymającej gardę, ale w istocie poddanej represji rzeczywistości, poruszającej się po tej dychotomii jak po ostrzu żyletki. Tę represyjność symbolizują właśnie owe tanie buty. Buty – atrybut kobiecości, „Seks w wielkim mieście”, fetysz erotyczny etc. A tu są zwykłą taniochą i flagują seksualne upokorzenie.
    Te bluzgi doklejone np. do wiersza „Piosenka o dziewczynie w stylu New Romantic”, na które utyskiwałaś… nie sądzisz, że one tam zostały użyte po to, by ten właśnie język zdekonstruować?

    Miałbym też do Ciebie uwagę, że się tak górnolotnie wyrażę, metodologiczną. Wiem, że to, co robisz na blogu, nie jest krytyką literacką w dosłownym sensie – co oczywiście daje Ci większą dowolność w opisywaniu obiektów Twoich analiz – ale nie mogę zrozumieć, dlaczego tak uporczywie łączysz samą wymowę wierszy z okolicznościami, w jakich trafiły w obieg publiczny.
    Czy naprawdę fakt, że Magdalena Gałkowska jest laureatką Bierezina, ma jakieś szczególne znaczenie dla odbioru jej twórczości? Według mnie to są dwie różne płaszczyzny.

  2. Ewa pisze:

    Ma. Napisałam Marcinie tylko w nagłówku, ponieważ będę na blogu analizować wszystkich laureatów tej Nagrody.
    Poza tym, jak dobrze zrozumiałam intencje tego ważnego Konkursu Poetyckiego, któremu patronuje poeta, opozycjonista z mojego pokolenia, Jacek Bierezin, to odwaga i bezkompromisowość. Kwartalnik „Puls” zdobywaliśmy na Śląsku z niemałym trudem. Nie chciałabym, by ta nagroda była dla poezji o niczym, Od tego są inni patroni.
    Myślę, że poezja poetek, które weszły w skład antologii „Solistek” zniszczyła właśnie Sylvia Plath. Ty Marcinie znasz poezję Sylvi Plath i możesz to porównać. Magda Gałkowska ma w „Solistkach” trzy wiersze z tego tomiku w tym tytułowy. Kiedy Sylvia Plath pisała swoje odważne wiersze było to po Raporcie Kinseya, bardzo opornie w Ameryce przyjętym i w tym sensie była rewolucyjna. Jest już mocno nieaktualna po pół wieku, jeśli chodzi o obyczajowość. Magda Gałkowska używa brzydkich wyrazów jak wszyscy dzisiejsi poeci zakochani w Bukowskim. Niczego nie burzy, nie demaskuje. Potulnie, zgodnie z modą nie używa dużych liter i nie wiedziałam już, jak mam pisać tytułu wierszy, by nie urazić autorki.
    Poza tym Sylvi Plath naprawdę o coś chodziło. Nie wiem, o co chodzi poetce Magdzie Gałkowskiej. Że mężczyźni to szuje i krwiopijcy to to jest przecież oczywistość. To, że kobiety to zimne, chytre suki i kurwy, to też wiadomo. Literatura ma za zadanie rzecz pokazać bardziej problemowo, a nie jako konstatację. Poezja to nie księga Guinnessa, nie trzeba się ścigać, by coś nowego powiedzieć. Ale też poezja nie może przekazywać treści zwyczajnych, odpowiednio ponazywanych poetyckim słowem, ponieważ każdy trochę oczytany w poezji potrafi napisać wtedy zupełnie poprawny wiersz. I jaka dekonstrukcja? Czego? Języka? Magda Gałkowska ma rozpocząć dekonstrukcję poezji za pomocą języka, a nie samego języka. Poezję pisze się wszystkimi częściami ciała.

  3. Marcin pisze:

    Okej, dzięki za wyjaśnienia. W takim razie wycofuję uwagę. O Plath nawet miałem tu wspomnieć, ale przestraszyłem się, że mi zarzucisz, że teraz wszystko mi się z nią kojarzy. Ale rzeczywiście, są tu pewne odniesienia. Mówi się, że historia podobno wraca jako własna karykatura. Może zatem po części da się to odnieść i do tych wierszy.
    Ale – skoro już trzymamy się nitki Plath – ja zauważam tu jednak pewne przesunięcie w stosunku do niej. Ona walczyła o wyzwolenie się z zakłamanego, tłumiącego zdrowe odruchy purytanizmu społeczeństwa lat 50. W „Szklanym kloszu” obok przyczyn klinicznych choroby Esther, źródłem załamania jest również konflikt między jej osobowością i normami, w które musi się wtłoczyć.
    Gałkowska pisze w świecie, w którym kobiety już sobie tę niezależność – pozornie – wywalczyły. A jednak ona komunikuje, że wciąż coś tu jest cholernie nie w porządku.
    Natomiast zgodzę się z Tobą co do formy, w jaką te konstatacje ubrała. O tym w poprzednim wpisie nie mówiłem, bo chciałem się skupić na przesłaniu. Ale rzeczywiście, forma jest dość ugłaskana. Ja chcę jednak pomimo to wydobyć pewną zakodowaną tam wiadomość. Stąd ta moja nieśmiała próba obrony.

  4. Goszka pisze:

    Wszeteczne analizy…”jakbypoetyckich” wypocin Gałkowskiej. Szkoda Twojego pióra, Ewa.

  5. Ewa > Marcin pisze:

    bardzo Marcinie bym chciała nareszcie się dowiedzieć, gdzie poetka Magda Gałkowska, zapewne w obawie przed cenzurą, zakodowała tę wiadomość. Prosiłam poetkę Mirkę Szychowiak i poetę Jarosława Trześniewskiego, by mi pomogli w właściwym odczytaniu poetyckiego przesłania wierszy Magdy Gałkowskiej.
    Przed napisaniem notki przeczytałam jej dwadzieścia wierszy z nieszuflady wraz z komentarzami. Przeczytałam wszystkie komentarze do usuniętych wierszy z tego tomiku na liternet.pl i przeczytałam nowe w konwencji kultury hip-hopowej (według mnie eksperyment chybiony). Właściwie wiersze tego tomiku to najlepsza rzecz pióra Magdy Gałkowskiej. Rzecz sprzed dwóch lat. Oczywiście już lepszy wpływ Sylvi Plath, niż Ludwika Jerzego Kerna. Ale już Andrzej Bobkowski utyskiwał pół wieku temu, że polska literatura przedwojenna jest na okrągło o porzuconej ciężarnej. A tu sto lat mija, i jak piszesz, wszystko wraca. A wiesz, przecież feminizm doczekał się już krytyki! Judyt Butler wydaje Krytyka Polityczna. Cokolwiek na nich powiedzieć, chwała im za to, nawet za teksty sprzed kilkudziesięciu lat…

  6. Marcin pisze:

    W takim razie zasadne byłoby zapytać o powszechność przedstawionego przez Gałkowską odczucia kobiecej opresji i osaczenia. Na ile jest to wtórna feminizująca kreacja, która – jak zauważasz – doczekała się już krytyki, a na ile zapis doświadczeń zbiorowych, dzielonych przez kobiety w przedziale 30 +. Bo jednak ten wiersz otwierający tomik sugerowałby jakieś ambicje pokoleniowe. Ja to pytanie tak trochę rzucam w przestrzeń i zostawiam otwarte, bo mówiąc szczerze nie podejmuję się – zarówno z racji bycia samcem, jak i pozostawania na marginesie tzw. normalnego życia – tej kwestii definitywnie rozstrzygać. Mówię, że ten problem u Gałkowskiej dostrzegam. To jest właśnie w moim odczuciu ta zakodowana wiadomość.
    Ja w ogóle nie wiem, czy właściwie to interpretuję. Bo ja w ogóle w poezji niewielu spraw jestem pewien. Być może Gałkowska powiedziałaby, że nic nie zrozumiałem, ale ja tak te wiersze widzę.

  7. mirka pisze:

    Ponieważ wchodzę niejako do Pani domu, postaram się być szczególnie elegancka. Pani Ewo, żeby nie upubliczniać naszej korespondencji, posłużę się jedynie tym, co wisi w sieci:

    Można znaleźć na Świniobiciu Marka Trojanowskiego:

    „Z całą stanowczością będę mimo wszystko uważać, że poezja Mirki Szychowiak jest poezją knajacką, prostacką, a nie prostą.”

    „Ja naprawdę nie chcę krzywdzić autorki, ani się pastwić nad tym wierszem. Tylko chcę udowodnić, jak miałkie jest przesłanie tych wierszy, jak nieważne są w sumie i jak każda zła sztuka wyniesiona jako wartościowa (namaszczona nagrodą konkursu) szkodliwa.”

    To tylko dwa niewielkie fragmenty Pani wypowiedzi.

    Nie rozumiem zatem, jak pozbawiona talentu Mirka Szychowiak, nazwana przez Panią życzliwie „poetką Mirką Szychowiak” mogłaby pomóc we „w właściwym odczytaniu poetyckiego przesłania wierszy Magdy Gałkowskiej”? Co mogłaby napisać taka miernota jak ja?
    To po pierwsze. Po drugie – nie czytałam „Fabryki tanich butów”.

    pozdrawiam

  8. Ewa > Marcin pisze:

    Wracając Marcinie do Sylvii Plath, to ja nie uważam, że tylko potencjalne samobójczynie mają prawo pisać wiersze o porzuconych kobietach. Bo o tym jest tomik Gałkowskiej. Powstał z bardzo emocjonalnego stanu kobiety skrzywdzonej i ja wierzę tym wierszom. Ja je odczytałam jednoznacznie, dla mnie one nie przedstawiają żadnych tajemnic. Czytelnik nie ma żadnych powodów doszukiwać się autobiografii w utworach poety. To się zostawia biografom. I ja jako kobieta, jako czytelniczka, uważam, że odebrałam je prawidłowo. Jest to opowieść o kobiecie zdradzonej, która odeszła z małym dzieckiem od mężczyzny, która próbuje sobie ułożyć życie bez niego i nie bardzo jej to wychodzi. Próbuje imprezować, leczyć pustkę kochankami, wpada w nałogi. Ale to przydarza się mniej więcej każdej kobiecie w czasach rozkładu instytucji rodziny, jakie teraz przechodzimy. Notką chciałam dowieść, że wiersze nie są na tyle silne, by mogły unieść szerszy problem, ponieważ scenariusz jest zbyt banalny i prócz opisów pewnego dyskomfortu psychicznego współczesnej kobiety niczego nie wnosi. Dramat zbyt mało dramatyczny, raczej egzaltacja, niż prawdziwe cierpienie.
    Samobójstwo Sylvii Plath i zbiór przedśmiertnych wierszy pisanych na samobójczym haju zebranych w „Arielu” to utwory pisane w bardzo szerokim kontekście. Małżeństwo poetów było niezwykle oczytane, wyśmienicie wykształcone, wzajemnie się korygujące, mające perfekcyjnie opanowane narzędzia poetyckiego języka, znające klasyków na pamięć, to był ich przecież też zawód wykonywany. Po śmierci Sylvii Plath Ted Hughes wydał tomik, poprawił go i edytował. Nigdy by nie stała się sławną poetką, gdyby nie Ted Hughes. Trzeba oddzielić rzemiosło od dramatu autorów.
    Poeta jest czymś więcej, niż skarżąca się kobieta. Gdyby każda kobieta miała możliwość przetworzyć swoje smutki na poezję, mielibyśmy same na świecie poetki. Opowieść bulwarowa może być materiałem literackim, ale nigdy na odwrót.
    Na potrzebę pisania o poezji Magdy Gałkowskiej i Ewy Marii Brzozy Birk przeczytałam wszystkie utwory poetyckie Sylvii Plath spolszczone.

  9. Ewa > mirka pisze:

    Dziękuję Pani mirko, że nie zabiera Pani głosu nie przeczytawszy tomiku. Bardzo tego nie lubię i faktycznie, usunięcie tych kilku wierszy z liternet pl. bardzo komplikuje dyskusję.
    Mogłaby Pani pożyczyć egzemplarz od córki „Solistek”, tam są trzy wiersze Magdy Gałkowskiej, ale córka może nie mieć egzemplarza autorskiego. Być może, nie rozdawano egzemplarzy autorskich. Ja mam egzemplarz papierowy „Solistek” i „Fabryki tanich butów”, ale skoro autorka zabrała wiersze z portali, to boję się już tu cokolwiek cytować.
    Nie każdy piszący o poezji musi być sam poetą.
    Mimo wszystko zapraszam na analizę tomiku Ewy Marii Brzozy Birk, nominowanej do konkursu im. Jacka Berezina. Widzi Pani, Pani mirko, ja posyłając zestawy moich wierszy na konkursy nigdy nie zakwalifikowałam się do niczego. Ponieważ niczego nie wydałam, jestem cały czas regulaminową kandydatką do konkursu im. Jacka Berezina. Wiem, że nie mam szans przy takiej konkurencji, a jednak mam odwagę, nie będąc poetką o niej pisać. Odwagi Pani mirko.

  10. Marcin pisze:

    Rzeczywiście, odczytałaś to prościej, bardziej bezpośrednio niż ja. Może dlatego, że jesteś kobietą. Ja zaraz doszukuję się społecznych i kulturowych konotacji. I właśnie w tym świetle postawiłem tezę, że „Fabryka tanich butów” jest diagnozą opresji, jakiej ulega nowoczesna kobieta pozornie wyzwolona, ale w rzeczywistości nie radząca sobie z nadmiarem wolności, jaką dla niej wywalczyła Silvia Plath czy Anais Nin.
    Natomiast zupełnie odrębną kwestią jest erudycyjna płytkość tej poezji. To jest swoją drogą ciekawy proces, dotykający dziś sporej części literatury. Nie wiem , czy to wynika z niedouczenia piszących, czy z ich przekonania, że literatura dziś już w sumie nic nie znaczy, że zmieniła się w taką sobie zabawę w gronie znajomych.
    Ale jednak ten (zamierzony?) minimalizm daje się wyraźnie dostrzec choćby w produkcji portalowej. To jest symptom jakiejś kulturowej inflacji słowa pisanego. A może po prostu szukanie dla siebie nowej drogi, nowego wyrazu w nieprzyjaznej, płynnej ponowoczesności.
    O tej dezercji literatury mówiło się i pisało już parę lat temu, choćby w takiej swego czasu słynnej dyskusji w „Tygodniku Powszechnym” o kondycji polskiej literatury po ’89 roku. Tam Klejnocki postawił taką, moim zdaniem niezłą tezę, że literatura przestała wierzyć w swoje możliwości, zapadła się. Nazwał to – jeśli dobrze pamiętam – pejzażem z wisielcem, czy jakoś podobnie.

  11. Ewa > Marcin pisze:

    Marcinie, to jest polskie zjawisko. Obniżanie poprzeczki przez Klejnockiego czy Sosnowskiego w stosunku do najmłodszych pokoleń poetów to chyba jakaś strusia polityka, by sami nie musieli pracować nad sobą. To, że polscy lekarze podobno nie czytają literatury fachowej, piją i palą, to nie znaczy, że tak postępują lekarze na całym świecie. Doktor House ma dlatego takie powodzenie i dlatego mają takie powodzenie Kiepscy, bo satyra brana jest tutaj za instruktaż. Być może, że są to choroby postkomunistyczne, gdzie kabarety uprzednio poinstruowane przez Mysią, dawały ludziom namiastkę prawdy politycznej. Ja już bym nawet odpuściła Magdzie Gałkowskiej i nie pisała o niej na blogu, ale po przeczytaniu tych jej okropnych wierszy rymowanych na liternet.pl, i na nieszufladzie, którymi wszyscy się jednogłośnie zachwycili, to widzę, że podobnie jak Jacek Dehnel, nie rozwija się, głupieje i może nawet i tyje, jak napisał swego czasu w wierszu Julian Tuwim o prowincji. Bo portale literackie zamieniły się w jakąś straszną polską prowincję, w jakiś upiorny kicz. Teraz to nikt polskiej Sieci nie potraktuje poważnie i chyba o to chodziło. Dla mnie to jest właśnie dezercja ze zwykłej przyzwoitości.

  12. Magda Galkowska pisze:

    Dziękuję za wnikliwą moich wierszy, ze też się chciało Pani ślęczeć nad tą marnotą 🙂
    Nie miałam pojęcia, że piszę o porzuconej kobiecie, ale dziękuję za oświecenie mnie 🙂

  13. Winnetou pisze:

    Płynna ponowoczesność w skorroborowanej,, łupanej” rzeczywistości. I konotator, a może komutator rzeczywistości. Jakem zauważył, że erudycja skończyła się z końcem XIX wieku, tak jak dziś nie wiem z czego wyzwolona ma być kobieta?- z fallicznej nieśmiałości, z okowów iluzji, solipsyzmu, z kiełbasy?, z nadętej gadaniny, niszczącej język polski, bo każdy niczym psor pompuje swą wypowiedź, z wolności w sensie Berlina, nie tego mieszczańskiego.
    Także, tudzież, onegdaj, a zatem, kończę smagając się w pysk batem

  14. Ewa > Magda Galkowska pisze:

    Może nie porzucona, może sama porzuciła, ale zdradzona, a więc porzucona. Tak odczytałam warstwę fabularną Pani wierszy w tym zestawie. Nie napisałam, że wiersze to miernoty. To są najlepsze wiersze, jakie u Pani, Pani Magdo, przeczytałam. Zaniepokoiła mnie Pani dzisiejsza twórczość rymowana, ponieważ mnie bolą złe rymy, ale ich złe użycie jest o wiele szybciej wykrywalne. Mieliznę mentalną szybciej w nich widać. To tak, jak malarstwo abstrakcyjne i figuratywne. Teraz w malarstwie wchodzi nowa figuracja (Maciejewski), ale ona jest opatrzona wieloma dystansującymi, ironicznymi odnośnikami. Ale nie myślę, że ten nurt wybrnie ze swojego samounicestwienia.
    Proszę nie pisać wierszy dla Maćka Frońskiego. To fatalny poeta.
    I niech Pani się na mnie nie gniewa. Napisałam, jak umiałam. Napisałam naprawdę szczerze.

  15. Magda Galkowska pisze:

    Pani Ewo, ależ Pani pisze co chce, ja pozostaję ubawiona 🙂 a z rad Pani, wybaczy Pani – nie skorzystam 🙂 Pozdrawiam.

  16. Robert Mrówczyński pisze:

    Mnie się wydaje, że Pani Ewa raczej pisze o stanie polskiej poezji, tej namaszczanej, nobilitowanej, a nie zajmuje się personalnie Panią Gałkowską. I chyba pisze trafnie, a tę bolesną diagnozę potwierdza i nawet wzmacnia odpowiedź omawianej poetki p. Gałkowskiej. Można było oczekiwać czegoś bardziej na poziomie. To już lepiej cicho siedzieć…

  17. kazimierz poznanski > ewa pisze:

    Ewo, ty masz ucho do zlej poezji, wiec trudno jest przez to ucho przejsc. Musi byc tego sporo bo co i rusz jest o zlej poezji. To moze wygladac na obsesje, ale byc moze taki jest ten stan polskiej poezji. Moze nawet jest gorzej, ze powstala matnia – konkursow, pochlebstwa, koterii — o czym nie moge sie wypowiadac. Robert Mrowczynski o tym napisal, ze system miazdzy talent, jesli nawet jest. I, ze tobie, glownie o to chodzi a nie tak bardzo o kolejne postacie – poetow. Zostawiam wam ta ocene, ale mysle ze moze dla porzadku mozna by sobie wprowadzic jakies kategorie zlej poezji.Mysle, ze sa trzy kategorie zlej – niepotrzebnej – poezji. Po pierwsze – jest zla poezja ktora konczy sie na roznych jezykowych wyczynach. To dla jezykoznawcow, nie dla wielbicieli poezji. Jezyk to nosnik dla mysli i wrazen. Po drugie – zla jest tez poezja gdzie chodzi tylko o filozofowanie, jakies abstrakcje, bo filozofowanie nie musi sie rymowac, no i gdzie jest miejce na improwizacje albo ucieczka w sen, jako druga polowe naszego zyca. I co z potoczna prawda – naszego doswiadczenia – bez filozofii. Po trzecie – zla jest tez poezji, w ktorej ktos prezentuje, nazwijmy to, bezposrednie doswiadczenie, wlasne lub nie. To jest taka poezja ekshibicjonistyczna, ktora epatuje odwaga i tyle. Niby w imie odkrywania czym jest prawdziwy czlowiek. Tyle ze taki czlowiek nie odkrywa sie ale bladzi bo malo wie.

  18. Wanda Szczypiorska pisze:

    >kazimierz poznański
    Dziwne. Każda z kategorii, które Pan wymienił jako powód powstania złej poezji wydaje mi się niezbędna, żeby powstało jakiekolwiek dzieło literackie. Jako powód do powstania takiego dzieła wykluczam stanowczo sen.

  19. mirka pisze:

    Wando, ja bym aż tak stanowczo nie wykluczała żadnego powodu postania dobrej poezji. Myślę, że wiersz po prostu można położyć lub unieść i nie ma znaczenia, co nas popchnęło do napisania tekstu.

    Myślę, ze najgorszym powodem do napisania tekstu jest przymus napisania tekstu.
    „Dzień bez wiersza – dniem straconym” – jest największą pułapką dla piszącego. Wtedy się tekst wymyśla.

    Panie Kazimierzu, trochę wywołuje Pan wilka z lasu, ale chyba udam przygluchawą i postanowię nie uslyszeć tego wilka:)

  20. Wanda Szczypiorska pisze:

    Cierpię, jak mi ktoś opowiada sny

  21. Ewa pisze:

    Skłaniam się ku poglądom Profesora, ponieważ słynne powiedzenie „a kogo to obchodzi” dotyczy też poezji. Poezja to sztuki piękne, gdzie nie chodzi o cyrkową ekwilibrystykę, ideologię i terapię psychiatryczną. Poezja ma takie same zadania jak każda sztuka, ma na celu indywidualny los uniwersalizować tak, że epoka, w jakiej artysta żyje, ma się w tych śladach ludzkiego życia odnaleźć. Poezja nie ma łechtać kubków smakowych, nie ma karmić oczu, nie ma szczuć i przeciwstawiać sobie grup ludzi. Profesor wymienił, czego nie ma robić i ja się pod tym podpisuję.
    Tu kiedyś na blogu pisał Jaromir Bury i napisał, że poezję można robić ze wszystkiego. I to jest prawda, ale trzeba być poetą, by to robić.

    Bardzo trudno mi pisać te notki o poetkach kandydujących do nagród lub laureatkach, czyli wybranych z wybranych mnóstwa piszących poezję kobiet, ponieważ tomik finalny, to jest też ingerencja licznych korekt, często fachowych rad innych przyjaciół poetów, bardzo niejednokrotnie słusznych. Nagrodzony tomik ogólnopolską nagrodą działa bardzo demoralizująco, ponieważ działa tu mechanizm ssania krwi. Natychmiast wampir, który kąsa ofiarę robi z niej wampira, podobnie działają nagrody. Laureaci mają CV, stają się jurorami i promują swoją estetykę i postawę poetycką. Bardzo to trudno obalić. Widzę, że nie bardzo jestem w dalszym ciągu rozumiana, bo przecież to tylko przykłady. Nie chcę nikogo krzywdzić. Uważam tylko, że fałszywe poetki powinny się wycofać z tej sztafety. Ale wiem, że to jest niemożliwe, bo są już ukąszone, są wampirami. Zresztą, jeszcze żaden głupiec nie pojął, że nie posiada rozumu, ponieważ jest głupi.
    Moje pokolenie było ukąszone Heglem i dawało to niezłe profity finansowe. Nie wiem, jak jest dzisiaj, jak działa ukąszenie poezją. Być może też daje jakieś profity, ja tego nie wiem.

    >Wanda
    Poezja powstała z badań nad podświadomością dała niespotykanie arcydzieła. Cała cudowna poezja opiumowa Williama Wordswortha, Samuela Taylora Coleridge’a to przecież zanotowane wizje senne. Już nie mówiąc o naszym Juliuszu Słowackim, czy późniejsze badania narkotyczne Witkacego.

  22. Wanda Szczypiorska pisze:

    Nie czytam wszystkiego. Przeprowadzam ścisłą selekcję. Właśnie po to, żeby unikać wizji sennych

  23. kazimierz poznanski > wanda szczypiorska pisze:

    chyba sie zgodzimy, ze jest zla poezja i dobra poezja, zla sie bierzez ze skrajnsci, mi nie chodzi, ze jak ktos filozofuje w wierszu to to jest automatycznie zly wiersz, chodzi o to, ze jest zly jak to jest – jak napisalem — tylko filozofowanie, jest oczywiscie w dobrym wierszu miejsce na to bezosrednie doswiadczenie — przekraczanie granic intymnosci, ale, znowu, nie moze sie na tym wiersz skonczyc, powinnno byc miejsce na niedpowiedzenie, takie wejscie w sen to wlasnie niedopowiedzenie, wyjscie poza realnosc w nierealnosc , snu nie musi sie tworzyc to jest tworzywo

  24. Robert Mrówczyński> Wanda Szczypiorska pisze:

    Przez ten ścisły reżim selekcyjny nie wyszła Pani z Tadeusza Brezy i Białoszewskiego, o ile dobrze pamiętam z wynurzeń Pani na tym blogu.
    Śpi Pani, snem czytelniczym i sama o tym nie wie.

  25. Wanda Szczypiorska pisze:

    Nie o to chodzi. (Snów się nie pamięta, sny się dla potrzeb literackich wymyśla). Chodzi o to, że Pana diagnoza jest nietrafna. Bez pracy nad jezykiem, bez uogólniajacej myśli, bez przeżycia i bólu można pisać jedynie sentymentalne kicze.

  26. Wanda Szczypiorska pisze:

    > Mrówczyński
    Szanowny panie Mrówczyński. O ile się orientuję, Pan nic o mnie nie wie. Moich wynurzeń Pan nie zna, bo ich nie upubliczniam, szczególnie na cudzych blogach. Zabrałam głos wyjątkowo, ponieważ wypowiedź pana Poznańskiego wydała mi się co najmniej nierozsądna

  27. Robert Mrówczyński> Wanda Szczypiorska pisze:

    Pani tu się wynurzała jako WS, ja tego nie muszę wiedzieć od Pani. Za nickiem jest człowiek, choćby nie wiem jak chciał się zamaskować, ze swoim cechami charakterystycznymi; stylem, mentalnością, klasą, błędami itd., które go zdradzają.
    Np. z mety rozpoznałem, że Staliński to Kisielewski, i bezpieka pewnie też, ale trzeba było mieć dowody. Nie mieli ich. Ja też.

  28. kazimierz poznanski >robert pisze:

    nie chodzi o to, ze sen jest we snie a reszta jest na jawie, mozliwy jest sen na jawie, odrealnienie w refleksji albo szoku, w reakcji na zachwyt albo na bol mozna tez przksztalcic obraz w sen, zeby pokazac – nazwijmy to – superrealnosc

  29. Robert Mrówczyński> Kazimierz Poznański pisze:

    Tak Panie Kazimierzu święta racja, nawet, można powiedzieć oczywistość, tylko nie wiadomo czemu WS uważa to za „co najmniej nierozsądne.” (jak kulturalnie się hamuje, by Pana nie obrazić jakimś grubszym słowem!)
    Ona tu jak V kolumna rozsiewa jakiś intelektualny obskurantyzm, i jest przy tym zabawnie buńczuczna.

  30. Ewa pisze:

    Panie Robercie, nie żadna „ona”, tylko pisarka, Pani Wanda Szczypiorska.
    Przepraszam, Wando.

  31. Robert Mrówczyński> Ewa pisze:

    Pani Ewo, ja człowiek starej daty, form umiem przestrzegać, do głowy by mi nie przyszło tak brzydko się spoufalać, a zwłaszcza z pisarką. „Ona” odnosi się do zdania poprzedniego o V kolumnie. Ona, znaczy się V kolumna…

  32. Ewa > Robert Mrówczyński pisze:

    Panie Robercie, to zwracam honor. Odnośnie nicków i przebieranek, to pisząc notkę o Ewie Brzozie Birk weszłam na portal poetycki nieszuflada i z przerażeniem (Dziedzictwo Narodowe!) zobaczyłam, że nie ma jej profilu. Tyle lat pracy na tym portalu i n i e m a!
    Dopiero na blogu poetki dowiedziałam się, że rozpoczęła nowe życie portalowe w postaci trzydziestoparoletniego mężczyzny Filipa i pisze pod nickiem Filip Bez Konopii Ani Róż. Jeśli u takiej Marii Komornickiej zmiana płci łączyła się z zupełną zmianą osobowości i sposobu pisania, wiersze, które przeczytałam Filipa Bez Róż nie różnią się niczym od twórczości jego pierwotnego wcielenia. Może Wanda Szczypiorska jeszcze tutaj udowodni sposobem pisania, że w odróżnieniu od poetki Ewy Brzozy Birk, przeszła wewnętrzną transformację z powodu zmiany avatara.
    A tak na marginesie, to wielka szkoda, że to wszystko takie niepoważne. Ja piszę śmiertelnie poważnie, jak Sylvia Plath przed włożeniem głowy do piekarnika. To nie zabawa.
    Faktycznie, teza Wandy jest nie do obronienia.

  33. Ewa > kazimierz poznanski pisze:

    Profesorze, bardzo lubię Twoje komentarze, bo są bardzo klarowne i oszczędne, a zarazem jednoznaczne i precyzyjne.
    W dyskusjach, gdzie chce się rzecz zamydlić można w nieskończoność upierać się przy jednej tezie i obracać ją na wiele sposobów mimo jej ewidentnej nieprawdy. Można całe życie spędzić na pokonanie jakiejś naukowej dysertacji w której udowodniono (co zdarzyło się naprawdę na Uniwersytecie Opolskim), że cyklon B nie miał w Oświęcimiu zastosowania. Nie wiem, po co to marnotrawstwo. Wiadomo, że sen dał asumpt wspaniałym przecież kierunkom w sztuce, jak nadrealizm, surrealizm, oniryzm, był dominujący w secesji czy modernizmie, jak zwał tak zwał. W sumie to Pan Robert ma rację sugerując, że tu się chce dyskusje przekierować na jakiś absurd.
    Akurat twórczość Magdy Gałkowskiej ze snem nie ma nic wspólnego.

  34. Robert Mrówczyński> Ewa pisze:

    No właśnie, ja w trosce o powagę bloga ingerowałem, by nie robić tu bydła. Ja do takich rzeczy mam nosa.
    Też nie rozumiem czemu służy częsta zmiana nicków, bo jak się rzekło wcześniej, pismo przed zmianą i po równie głupie. Wydaje się, że inwencja avatarowa to jakaś działalność docelowa, sztuka sama w sobie, oparta najczęściej na kalamburze, ukochanej formie literackiej polskiego sieciowicza.

  35. kazimierz poznanski > magda galkowska pisze:

    recenzja – omowienie – Ewy nie podwaza wcale Pani warsztatu poetyckiego, jest wprost napisane, ze te wiersze sie skladaja – czyli ze one sa dobre techniczne, to oczywiscie calkiem niezly komplement, wiec nie ma sie o co obrazac, no i jeszcze Ewa dodala, ze to najlepsze Pani poetyckie utwory, czyli ze ta tworczosc sie rozwija, to kolejny – niezly — komplement, Ewy krytyka – jak odbieram – dotyczy wizji poezji, czyli do czego jest poezja, jedna wizja jest taka, ze to jest wybrana dziedzina, dla wybrancow, ze probuje sie rzeczy niemozliwych w dialogu ze swiatem, czy wszechswiatem, zeby go dokreslic, no i chyba, zeby stal sie on stal znosniejszy, przynajmniej bardziej zrozumialy dla nas, oraz inna, bardziej robocza, ze to o samym zyciu, wlasnym,bez przemyslen, no i o roznych detalach, nie skladajacych sie na zadne wazne znaczenie, a wiec bez takich gornolotnych ambicji, ktos powiedzialby ze to dezercja a inny ze to odwaga

  36. Wanda Szczypiorska pisze:

    Jakiego awatara? Od urodzenia jestem Wandą Szczypiorską po mężu Firląg. Skrótu WS używam czasami, żeby nie wylądować z byle czym w googlach. Co też mnie podkusiło żeby zabrać głos….

  37. Ewa pisze:

    Poezja Pani Magdy dotyczy wierszy sprzed co najmniej dwóch lat. Czytając regularnie eksperymenty poetyckie Magdy Gałkowskiej na portalach literackich obserwuję tylko regres. Tomik „Fabryka tanich butów” jest więc czymś podobnym do pracy magisterskiej, pisanej na uczelni pod kontrolą i opieką profesorów. Samodzielna praca poetki pozbawionej korekty w tej chwili nie jest już żadną poezją. Najnowsze wiersze Magdy Gałkowskiej można przeczytać na blogu „Fabryka tanich butów”.
    Zgadzam się, że są różne wizje twórczości artystycznej. Ja mam właśnie taką, jaką z trudem chcę przekazać na swoim blogu na licznych przykładach. I nic dziwnego, że bronię swojej wizji.
    Mam też hipotezę dotyczącą artystycznej deprawacji. Konkurs pod tak chwalebnym patronatem opozycyjnego poety, którego i być może zabiło w Paryżu SB – nic tak naprawdę nie wiadomo, czy nie była to śmierć męczeńska – służy w tej chwili jako trampolina do różnorakich namaszczeń i mianowań na poetów. Bardzo łatwo prześledzić dalsze drogi laureatów kilkunastu edycji tego konkursu.

  38. Magda Galkowska pisze:

    Panie Kazimierzu – o obrażaniu się mowy nie ma, wyciąga Pan błędne wnioski 🙂 Pani Ewa napisała co uznała za stosowne, a ja uznałam za stosowne mieć to gdzieś, co mi wolno, Panu pozostawiam dalszą interpretację moich słów, bo widzę, że lepiej Pan wie,co ja myślę, czuję itd 🙂 więc powodzenia 🙂 idę obejrzeć film.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *