„Ekran kontrolny” nie przynosi niczego nowego w twórczości Jacka Dehnela, nie rozwija, zadawało się, obiecujących w poprzednich utworach możliwości, nie wzbogaca poznawczo ani samego autora, ani na planie szerszym wypowiedzi wstępującego jego pokolenia, które Jacek Dehnel reprezentuje.
Jeśli, czytając jego wszystkie tomiki miałam jakiś wzgląd na młodzieńczy, niedojrzały charakter jego utworów, na roztaczane feromony „arytysty-jeszcze-dziecka” – bo wiadomo, młody, ambitny, ale przecież jeszcze nie zdążył poznać świata i życia – wspiera się licznymi zastępczymi maskami i pozami, by to drzemiące w nim jądro poezji mogło dojrzeć i się dopiero wtedy uzewnętrznić i z całą okazałością objawić, to widzę, że się myliłam. Właśnie „Ekran kontrolny” jest takim stanem granicznym, jest takim ekranem sprawdzającym na tym etapie twórczości artystę, który mówi, czy rokuje, czy nosi ze sobą unikalne pokłady nieuświadomionego, które nam czytelnikom, jak wulkan, objawi. I wstawiam ten ekran kontrolny i nie widzę tam nic, oprócz pustej, estetycznej poezji, widzę symulacje wytartych i modnych tematów, które się tutaj podaje jako osobiste objawienia i katharsis.
Przy najlepszej woli i braku uprzedzeń, bardzo trudno uwierzyć egzaltowanym strofom wierszy powstałych jak gdyby na zamówienie społeczne, mówiących o ujarzmionym niepokoju poety, dokładnie zaplanowanym i całkowicie kontrolowanym.
Prawdę mówiąc, czytając ten tomik, miałam wrażenie, że kontroluje mnie nie orwellowski Wielki Brat, że nie znajduję się w przestrzeni Matrixa, ale jestem w uścisku bardzo zasadniczej i jednoznacznej kontroli Wielkiego Jacka Dehnela, który sterroryzował świat, by narzucić mu swoje obrazowanie.
Dzieje się w tej poezji coś zupełnie odwrotnego, niż powinno się dziać w poetyckiej przestrzeni: to poeta-demiurg stwarza światy, zakrywając swoją wizją jakby istniejące, jakby potrzebował robić to nie dla poznania, ale właśnie dla totalitarnego reżimu, jakby tę całą naturalność poezji, która wyzwolona ze świata realnego, świata obłudy i zakłamania, została w twórczości Jacka Dehnela zagospodarowana ponownie, właśnie dla przyporządkowania jego potrzebom i przebywania na jego usługach. Ten nierozpoznawalny, być może, dla prostego czytelnika zabieg podmiany szlachetnego kruszcu poezji, który zabezpieczał ludzkość od zarania jego dziejów, który jest i w glinianych tablicach i hieroglifach, Jacek Dehnel podmienia na inteligentną symulację poetyckiej prawdy. Myli larkinowski sposób obrazowania, myli zabawę z formą, myli wielość i różnorodność wersyfikacji z ekwilibrystyką stylistyczną, a przesłanie moralne z rzekomą empatią do przedstawianych ofiar dzisiejszej cywilizacji. Kicz tej poezji jest trudno uchwytny, zakrywa ją pozór wtajemniczenia, który jeszcze trudniejszy jest do zweryfikowania, ponieważ łatwa dostępność internetowej wiedzy kamufluje też i prawdziwą niewiedzę. Jacek Dehnel nie wie, kim jest prawdziwy poeta, nie ma pojęcia, do czego służy prawdziwa poezja i jakie są powinności orędownika tej znaczonej przecież różnymi odnogami w czasie i osobach, spuściźnie. Anektuje tereny nie swoje, przyswaja ubiegłowieczne techniki w złej sprawie, jak barbarzyńca wydziera, wysnuwa z otaczającej nas rzeczywistości obrazy i przysposabia do służby nie poezji, a tyrańskiej metodzie jedynie własnej poetyckiej pracy.
I teraz warto by się przyjrzeć tej metodzie, o której, by nie pisać za dużo, wiele naczytałam się pod wierszami, które weszły do tego tomiku, a wcześniej zamieszczonych przez Jacka Dehnela na nieszuflada.pl w tasiemcowych komentarzach internautów.
Tomik to zbieranina utworów z kilku lat i trudno właściwie w tej jednorodności doszukać się przesłania, o którym reklamujące wydawnictwo książkę mówi: „Jacek Dehnel próbuje pokazać szanse i zagrożenia, jakie stają przed współczesnym człowiekiem uwikłanym w mass media.”
Można te wiersze podzielić dla ułatwienia analizy, na te, pisane pod bezpośrednim wpływem siedzenia przed telewizorem, internetowych filmikach YouTube czy innych mediach dostarczających mam wiedzy o świecie w sensie szerszym. I te z licznych podróży poety, spisywanych refleksji w hotelach, dworcach, pociągach czy z ulicznych przechadzek. Wszędzie towarzyszy poecie tzw. „oko Boga”, czyli perspektywa kosmiczna, co miejscami jest niezamierzenie bardzo śmieszne, bo zwyczajność Jacek Dehnel demonizuje, jakby odwrotnie do zamierzeń. Ponieważ nie jest osobą duchową i nie ma pojęcia, co oznacza duchowość, naturalnym dla niego zdają się przymiarki do obrazowania ze spotkań ze zwykłą rzeczywistością, traktując je, jako zjawiska nadprzyrodzone. Bo jeśli u Marii Konopnickiej, chłop Skrobek faktycznie widzi w taszczonej na jego wóz przez krasnoludki nie słomę, a sztabki złota, a zamiast rosy brylanty, to Jacek Dehnel, pozbawiony od urodzenia magiczności i baśniowości, widzi jedynie przysłowiową słomę. Analizowany niemiłosiernie długo na portalu nieszuflady wiersz „Pleśń (Warszawa Centralna)” pisany jest właśnie z pozycji pogardy paniczyka do grającej na dworcu ubogo ubranej kobiety i jakkolwiek poetycko ten obraz Jacek Dehnel uwzniośla i stara się powiedzieć czytelnikowi, że kocha tę grającą zarobkowo na instrumencie panią, to uzyskuje efekt zawsze odwrotny: uzyskuje prawdziwą, apoetycką pleśń i cuchnące, niesmaczne strofy.
Podobnie rzecz dzieje się w wierszu „Bażant”. Nic nie pomaga ptakowi, ani przyrównywanie go do szlachetnej plamki rdzy, do paciorka, do czegoś metafizycznego, do magicznego zjawiska. Im bardziej poeta stara się rzecz czytelnikowi zaczarować, tym bardziej ptak zwyczajnieje i staje się nie tyle nawet nieważny, co jakimś już martwym, gipsowym krasnalem ogrodowym.
Odłam wierszy zżymających się, bądź wychwalających sławne postacie z filmików YouTube niesie w sobie zamysł konfrontacji z tą technologiczną nowością kulturową, jednak nie wyczuwam tam ani troski, ani żalu, ani zachwytu, ani potrzeby pisania o tym wierszy. Nie wiem, co mówi nam ocena dzisiejszej interpretacji pieśni Szuberta poza pogardą i szyderstwem zawartym wobec nie tyle dziwaczności świata, ile nieprzypadkowej konfrontacji poety z niesmakiem.
Ale najszerszy komentarz należy się kończącemu tomik obszernemu utworowi „Ekran kontrolny”, zawierający mocny akcent protestu i wyjaśniający wprost, o co poecie Jackowi Dehnelowi właściwie chodzi.
Otóż poecie Dehnelowi chodzi o to, by nie zajmować żadnego stanowiska wobec dziejących się na jego oczach przemian. Zastępczo znów jest ta pogarda w kształtowaniu nazwisk, charakterystyczna dla wszystkich niemal utworów Jacka Dehnela – czy poezji, czy prozy – to zirytowane wydziwianie i niezamierzone podkreślanie ich gminnej proweniencji . Bo nawet, jeśli jest dziennikarz Damian Michał Dziądziel i nawet, jeśli Jacek Dehnel jest tutaj niewinny, jako używający tylko przeniesienia z rzeczywistości i cytujący, to ten wybór go wini, bo dziennikarzem tutaj nie jest Radziwiłł, a przecież mamy dziennikarzy i postacie medialne i o tym nazwisku. Pogarda, tak charakterystyczna dla wszystkiego, o czym mówi poeta, mieści się właśnie w tym dystansie i niewinności, na krytyce świata, który powstał przeciwko niemu, świata, gdzie nie da się Goethego śpiewać szlachetnie i nie da się zapobiec masakrom w odległych zakątkach kuli ziemskiej.
Przypomina to wszystko pogadanki misjonarzy z Radia Maryja, którzy słuchaczom mieszkającym w zacofanych polskich dziurach serwują opowiastki, jak to małym Indiankom w dżungli tłumaczą cierpliwie, acz bezskutecznie, co to jest AIDS i jak temu zapobiec, a słuchacze z czerwonymi od lubieżności uszami chłoną każde ich słowo.
Bo kicz, totalny, światowy i międzynarodowy kicz kulturowy nie polega na tym, że kultura wysoka schodzi na psy i że płaczemy przed wylanym mlekiem. Dzisiejszy artysta ma obowiązek odsłaniać niedostępne zwykłemu zjadaczowi chleba tajniki globalnego zniewolenia nie tyle konsumpcją, nie tyle zaprojektowanym od kołyski mu życiem, ile właśnie ochroną jego indywidualności, jego prawa do innego oglądu świata, niż pokazują mass media. I, jeśli wiersze w „Ekranie kontrolnym” o to wołają, to tu zostało zrobione akuratnie coś odwrotnego: „Ekran kontrolny” utrwala stereotypy, utrwala wszystko, co wiemy o dzisiejszym świecie, łącznie z tą nieprawdą, że nie mamy z tej pułapki wyjścia. A prawdziwa sztuka jest, była i będzie zawsze ratunkiem i zabezpieczeniem.
I jeśli konfesyjnie pada skarga podmiotu lirycznego w kolejnych zwrotkach utworu o jego rzekomej męce i cierpieniach za miliony, to przecież i tak Jacek Dehnel postąpi tak, jak zawsze, jak we wszystkich swoich utworach:
(…)Bierzesz pamięć jak otwartą kasztę
i wyjmujesz przyjemne wspomnienia; jak ptaszek
wydziobujesz z niej czcionki-ozdobniki. Słodkie,
z pamiętającym lepsze czasy zawijaskiem(…)”

128 responses so far ↓
1 Rysiek listonosz // lip 1, 2010 at 11:20:39
Czytam właśnie dowcipny tekst na blogu Patryka o Franaszku: http://nacodzien.blog.pl/
i tak zastanawiam się, dlaczego w Tobie jest tyle jadu i goryczy, a przecież można to samo napisać w taki szyderczy i zabawowy sposób, jak Patryk. Najprawdopodobniej poezja dzisiaj służy tylko franaszkom, by mieli o czym pisać, a poeci, o których się pisze, też przecież coś z tego mają i tak to się wszystko kręci. Nie wiadomo, po co wkraczasz w ten bardzo spójny, przejrzysty i ze wszech miar pożyteczny układ, bo przecież normalny człowiek poezji nie czyta i cieszy się, że nie musi, i że robią to za niego inni, bo ma wmówione w szkole, że poezja jest niezbędna ludzkości, więc cicho siedzi i nie kwestionuje. A Ty, jako trzecia siła, to wszystko niszczysz. Możesz mi powiedzieć, po co?
2 Ewa // lip 1, 2010 at 13:31:20
Rysiu, co ja Ci będę tłumaczyć do czego potrzebna jest Trzecia Siła. O tym już się wypowiedzieli rewolucjoniści, męczennicy idei, o tym pisał Raoul Vaneigem, Guy Debord, trąbiły wszelkie ruchy artystyczno społeczne, anarchiści i wywrotowcy, buntownicy i prorocy.
A ja przecież jestem tylko blogerką, która sobie tutaj pisze, która wie, że nikt się tym nie przejmuje, że mój trud łatwo wszystko zamienić na jeszcze większą afirmację tego, przeciwko czemu występuję, ponieważ zawsze jednak ktoś o tym pisze i się wścieka, a jak się wścieka, to jest to znak, że działa podczas permanentnej martwoty, i jak Patryk pisze, sztucznego, prowincjonalnego fermentu nachalnie wszczynanego po różnych periodykach. Takie teksty tylko umacniają władzę i terror autorytetów, mogę jedynie pomóc jakimś siłom, które właśnie aspirują, a na razie są w odwodzie, ale przecież to wszystko ruchy skutkujące już przeze mnie wywołanymi drgawkami i ja na to wpływu nie mam. Uwierz mi, że ja się autentycznie przejmuję, zadziwiam i czytam tylko po to, by wiedzieć, co mówią nam, maluczkim, wybrani z wybranych. Tak, jak w polityce, wybiera się elity i to jest przecież kosztowne, to trud wielu i szkoda, by taki polityk przepadł, skoro nic a nic nie różni się od innych polityków. I jeśli np. na tegorocznych wyborach prezydenckich ogólnie się szemrze, że tak naprawdę, to żaden z kandydatów się nie nadaje, to jednak nikt nie wyobraża sobie, by było tutaj bezkrólewie. Trzeba kogoś wybrać i już. Podobnie jest na rynku sztuki.
3 Marcin // lip 1, 2010 at 14:22:47
Na rynku sztuki niezupełnie jest podobnie. Bez niej można – jak kiedyś napisał chyba Jeleński – spokojnie się obyć. Bez polityki ponoć też, ale jednak ona ma na nasze życie większy wpływ niż wymuskane syntaksy Jacka Dehnela i frakcje epigonów bądź antagonistów. To nie Dehnel, Kaczka ani Maliszewski decydują o budżecie, wysokości podatków czy kodeksie karnym. Oni (my zresztą też) są jak wisienki na torcie rzeczywistości – wzbogacają estetykę i smak, ale bez nich tort też byłby zjadliwy.
4 Ewa // lip 1, 2010 at 15:17:49
No właśnie, wszyscy chcą mój blog kierować na te rejony, które mnie ani nie interesują, ani do badania nie są potrzebne. Jeśli ja piszę o pewnych mechanizmach, to tylko po to, by udowodnić, że nic wspólnego ze sztuką nie mają i jeśli ludzie jak barany idą głosować, bo nie wyobrażają sobie innej postawy obywatelskiej, to podobnie jest ze sztuką. Jeśli tutaj na blog najdzie jeden za drugim komentarz w którym napiszą, że jednak szybciej uwierzą uznanemu krytykowi Winiarskiemu a nie mnie co do pewnych ocen, bo sobie nie wyobrażają, że ktoś bez społecznego przyzwolenia nie może zabierać głosu o tym, o czym czyta, to ja jestem bezsilna. Pewnie, że chałupnictwo chałupnictwu nie równe, że znachor jest czymś zupełnie innym od dyplomowanego lekarza, ale też i rejony sztuki na całe szczęście nie poddają się takiej rejonizacji i w tym leży ich siła.
A jeśli chodzi Marcinie o te wisienki, to ja nie piszę nigdy o wypowiedzi artystycznej w kategoriach ozdoby, czy sprostaniu wymogom kubków smakowych. Ja piszę o przeżyciu metafizycznym, odwiecznie związanym z człowiekiem na ziemi. Piszę o tym, co towarzyszyło człowiekowi w grotach Altamiry i jaskiniach Lascaux, i wtedy, gdy nie było ani krytyków, ani rynku sztuki, a potrzeba jednak była i jeśli te malunki powstały, to jednak człowiek nie mógł się bez nich obejść.
5 Rysiek listonosz // lip 1, 2010 at 15:54:42
Chętnie bym zacytował jakiś fragment z recenzji Jakuba Winiarskiego na dowód, że czytał chyba zupełnie inną książkę niż Ty, ale tam, na tym seksualnym blogu, jest wszystko zabezpieczone niemożnością kopiowania, a nie będę przecież prosił autora o pozwolenie wykorzystania jego tekstów w tak niecnym celu.
Ale jeśli chodzi o końcową wymowę komentarza Marcina i Twojego, to jednak przyznam się, że wolałabym, by Jacek Dehnel nie cierpiał za miliony, nie ślipiał przy „czaszce” czarnego ekranu kontrolnego, tylko pisał tak, jak zakończyłaś cytatem swój tekst o tej książce: o wisienkach, o ptaszkach i o zawijaskach. W końcu to też jest nasze życie i ważna strona człowieczego przeżywania. Właśnie pisanie o zwierzątku jak je Pan Bóg stworzył, a nie jakieś karkołomne przymiarki człowieka do zwierzątka. No i ten złoty chłopak… czemu nie napisałaś o tym? Na nieszufladzie dyskusjom na temat wiersza „Golden Boy (New York 1990)” nie było końca i jego analiza toczyła się wartko jak złoto.
6 Ewa // lip 1, 2010 at 16:48:49
A bo wiesz, Rysiu, ja już nie mam siły do poetyckich opisów malarstwa w wierszach. Czy Ty zauważyłeś ile dziennie powstaje na portalach wierszy o Van Goghu? Ile na „rynsztoku” Arkadiusz Burda wyprodukował wersów o czymś, o czym nie ma pojęcia, kim był ten malarz i jego brat? Teraz piszą o nim jak wściekli na portalu „Truml”. I oczywiście u Jacka Dehnela nie obeszło się bez przysłowiowych „słoneczników”. Pamiętasz scenę u Barei, jak pomylono piętra, a tu wszystko identyczne, i tu i tam wiszą na ścianie „Słoneczniki”. W przypisach do wiersza „Windsent van Gogh, Aries, oczy szeroko otwarte”, tłumaczy się Jacek Dehnel, że inspiracją do jego napisania był wiersz Kamila Brewińskiego. Ja jednak widzę w nim wyraźne wpływy Arkadiusza Burdy, bo wiesz, jak u Barei, to jest bez znaczenia.
Podobnie jest z tym goldenboyem. Napisanie miłosnego aktu strzelistego do wizerunku na bilbordzie z fotografii Alberta Watsona jest o tyle niebezpieczne, że tam są odwołania do sztuki wysokiej, do Szekspira, a właśnie Szekspir jest takim odcięciem się od charakteru sztuki w służbie podniety, epatowania erotyką dla wywołania emocji seksualnej. Watson reprezentuje właśnie ten medialny styl przejścia na inną stronę, tę bezwstydną. To tak, jak w renesansie wielkim nietaktem i barbarzyństwem były odlewy z ciała, artysta musiał ciało wyrzeźbić i jakby „przepuścić” przez własną osobowość. Podobnie jest z fotografią, która jakby obrazuje już z pośrednikiem, z aparatem i to jest dla wywołania jednoznacznego efektu. Ociera się to o kicz jak te Pin-up girl w szoferkach tirowców, służące im do jednego celu. Jacek Dehnel musiałby w tym wierszu się bardziej zdystansować, zironizować rzecz lub ją jawnie zwulgaryzować (czego nie może zrobić, jako dandys), a nie się to tego boya modlić, bo nie jest pedofilem, tylko artystą.
7 Marcin // lip 2, 2010 at 02:45:32
Poczytałem sobie trochę Dehnela na Nieszufladzie. Jest w jego wierszach coś takiego, jakaś jakby pretensja do świata, że jest brzydki. A on ogląda go z grymasem niesmaku niczym turysta, który wszedł do pawilonu z zamkniętymi w gablotach dziwolągami.
Nie wiem czy to u niego naturalne, czy raczej bierze się z tej idiotycznej pozy dandysa, artysty archaicznego, dzięki której się wykreował, a teraz nie może się od niej uwolnić. Jemu już po prostu nie wypada pisać inaczej niż z piedestału i mając za plecami oddech dawnych lepszych epok.
Rzeczywiście, jest w tych wierszach coś takiego jak piszesz, że czytając je, zaczynam odruchowo czuć się winny, że pochodzę z zabitej dechami mazowieckiej wsi i pierwszy w rodzinie zrobiłem maturę.
A odnośnie Twojej nieważności jako piszącej sobie gdzieś na peryferiach blogerki. Sieciowi krytycy są ważniejsi niż im samym się wydaje. W pewnym sensie skorumpowali zawód krytyka doprowadzając do tego, że czasopisma i portale nie chcą płacić zawodowcom, bo wolą darmowe opinie klientów internetowych księgarń czy właśnie blogerów.
Stare wygi oczywiście trzymają się twardo, w pionie trzyma ich ranga nazwiska. Ale początkującemu właśnie przez sieciową produkcję cholernie trudno wejść do zawodu i z tego żyć. Coś o tym wiem, jako zmuszony ostatnio szukać alternatywnych źródeł zarobkowania.
8 Ewa // lip 2, 2010 at 12:08:39
Marcinie, uwierz mi, że ja też bym chciała za to, co piszę dostawać kasę, bo ja wyjeżdżając z psem na wieś jako stuprocentowa wegetarianka odżywiam się tylko rosołem po porcji rosołowej, która tu jest w sklepie gminnym wyjątkowo tania, 1,80 za kg i mój szesnastoletni pies nie bierze tego rosołu do pyska. Więc ja piję rosół, a pies zjada resztę. I tak od miesiąca. Marzę o chałwie, która w tym samym sklepie gminnym jest dla mnie za droga, a o jakiś dopalaczach czy substancjach poszerzających wyobraźnię, nie mam co marzyć, bo się przecież próżniaczę i nie zarobkuję, a „kto nie pracuje, ten nie je” (zdaje się, Lenin).
Wiesz, ja naprawdę chciałam napisać tutaj afirmujący i strzelisty akt miłosny do Jacka Dehnela (a nie wiedziałam jeszcze, że wiersze z nieszuflady, które wcześniej czytałam, weszły w skład tego tomiku, myślałam że to zupełnie nowe utwory, stąd ta nominacja), uwielbiam mężczyzn o takiej orientacji seksualnej i niejednokrotnie to na blogu pisałam. I chciałam też na złość zrobić wszystkim, którzy go nienawidzą i dają temu w Sieci wyraz. I czytając, i potem to pisząc, robiłam to w wielkim stresie i niezgodzie, ale ja nie mogę pisać tego, czego nie przeżywam w czasie czytania, bo ja przecież tylko po to to robię. Zawsze wierzyłam w talent Jacka Dehnela i w dalszym ciągu wierzę, bo mimo wszystko na tle tych „świetnych” nieszufladowych czy teraz, trumlowych wierszy Jacek Dehnel w dalszym ciągu wszystkich dystansuje, bo przecież tamci też reprezentują ten sam syndrom alienacji kulturowej, w której znalazło się Wasze pokolenie. I jeśli piszesz o pozach, to przecież, przywołany w tomiku poeta Kamil Brewiński i jest taką odwrotnością Jacka Dehnela, bo w miejscu dandysa wystarczy wstawić punkowca którego kreuje Brewiński, a kim wcale nie jest. Przebrania się wyalienowały i służą, jak piszesz i jak ja pisałam, do terroru. Przemoc będzie zawsze takim mechanizmem, nawet jak jest stosowana na wstępie twórczości, by się wybić: tak jak prostytutka, która składa pieniądze, by założyć nobliwą i szacowną rodzinę. To się nie udaje, bo kłamstwo i sprzeniewierzenie, tak niewidoczne w życiu, zawsze w sztuce wyjdzie. Dlatego jawność artystów morderców, bandytów i kanalii, którzy tworzyli w oparciu o afirmację zła, będzie zawsze ponadczasowa i genialna (de Sade), bo jest nie dla terroru, a dla uwolnienia. Sztuka, poezja, to uwolnienie poprzez samego artystę siebie i tych, którzy go odbierają. Bo przecież nie da się oddzielić nadajnika od odbiorcy. I jeśli Pan Jacek się wścieka, że ktoś mu tu na blogu bruździ, to można tylko go nie czytać. Ale jak się przekonać, nie czytając?
9 Jacek Dehnel 87.205.87.234 von.dehnel@wp.pl // lip 2, 2010 at 20:37:53
Etam, przecenia Pani swoje możliwości. Nie wściekam się. Ale dziwię się, że można przeczytać książkę i tak zupełnie się minąć z jej sensami.
Proponuję jeszcze raz zaangażować “pełnię dobrej woli” i spróbować zrozumieć o co tam chodzi.
Pozdrawiam
JD
10 Ewa // lip 2, 2010 at 21:05:17
Dodałam do Pańskiego nazwiska IP i adres mailowy, bo może to nie Pan.
Faktycznie, nadmiarowo napisałam, że się Pan wścieka, nie powinnam liczyć na żadne emocje. Pan napisał, ja przeczytałam i nie da się tych dwóch faktów zakwestionować. A jak Pan napisał i jak ja przeczytałam, też.
Również serdecznie pozdrawiam.
11 Jacek Dehnel // lip 2, 2010 at 21:11:35
Dziękuję. Adres prawdziwy (ten sam, co na Nieszufladzie). Chce Pani osobnego maila potwierdzającego?
Nie da się zakwestionować tego, że przeczytała Pani “Ekran” i wyciągnęła takie wnioski jak powyżej. Na szczęście ma Pani szansę przeczytać jeszcze raz i zrozumieć lepiej. Choć nie sądzę, żeby się Pani skusiła, bo i w dobrą wolę niespecjalnie wierzę.
DJ JD
12 Ewa // lip 2, 2010 at 21:35:07
Nie, nie trzeba maila, cieszę się, że to jednak Pan.
Ach Panie Jacku, Pana stara indiańska metoda, by na wstępie deprecjonować dyskutanta i imputować mu mały rozumek. Wchodzi Pan tylko po to by mnie pomniejszyć. Inni pofatygowali się nawet zacytować tu moją twórczość i ogłosić moją grafomanię, Pan wchodząc tutaj, jak Pan określił wcześniej, na ten „bazarek” ogranicza się jedynie do dyskusji o sobie. Nie zauważył Pan, że wykonałam tu kawał roboty, podczas gdy Pan ogranicza się do kilku szyderczych słów. Nie wyczuwa Pan tutaj braku symetrii i w sumie nieprzyzwoitości, bo mimo wszystko, Pan na moim blogu jest gościem i jeśli mówię tutaj o Pana własności, czyli o tomiku „Ekran kontrolny” to chyba zdaje sobie Pan sprawę, że wydając go, staje się własnością publiczną, czyli i moją. Oczywiście, mówię o własności mentalnej. I tu już Pana władza nad utworem się kończy, bo przecież nawet jak Pan będzie dowodził, że nieodpowiednie osoby czytają Pana i się na dodatek o tym wypowiadają, to musi Pan pogodzić się i z tym, że robią to i takie, według Pana, nieodpowiednie osoby, jak ja.
13 Marcin // lip 2, 2010 at 21:52:06
Dzięki Tobie Ewa znów po kilku latach zajrzałem na Nieszufladę. I muszę przyznać, że kilka rzeczy zmieniło się tam na plus – na przykład to, że niektórzy autorzy podpisują się imionami i nazwiskami, czy też czymś co przynajmniej je przypomina. To może rodzaj zboczenia, ale ja jakoś wolę czytać Jacka Dehnela, czy choćby Grażynę “Grażkę” niż Naćpaną Światem albo Ugabuga!!!
Może nawet bym się tam zarejestrował, gdybym częściej pisywał wiersze i bardziej w poezję wierzył. Ale kto wie – może się skuszę.
No cóż, etos krytyki literackiej niewątpliwie się zmienił. Dziś to, za co 30, 40 lat temu płacili Wyce lub Błońskiemu – czyli traktowanie literatury tak jak piszesz, jako przeżycia metafizycznego – przeniosło się do Sieci i trudno na tym zarobić. Dziś płaci się za teksty reklamowe. Tak więc krytyka jako profesja się spauperyzowała, ale za to rozkwita, miejscami nawet bujnie, na blogach czy choćby w BiblioNETce (niektóre z zamieszczonych tam tekstów to prawdziwe eseje w starym dobrym stylu).
14 Jacek Dehnel // lip 2, 2010 at 22:13:58
Pani Ewo,
gdybym uważał, że ma Pani mały rozumek, to wzywanie Pani do kolejnej pracy nad lekturą nie miałoby sensu. Właśnie dlatego Panią do tego zachęcam, że wierzę w Pani rozum (a nieszczególnie w wysiłek czytelniczy). Zna Pani “Sen Nocy Letniej”, rozumie Pani tekst pisany, poświęca czas na czytanie – jak zatem może Pani podejrzewać nawet, że “Golden Boy” to jakiś akt strzelisty miłości? Co to w ogóle ma do rzeczy? Przecież ten tekst w ogóle nie ma nic wspólnego z miłością, z seksem, itp, to jest – na Boga! – zdjęcie dziecka. Dla mnie zupełnie aseksualne, bo zdjęcia dzieci są dla mnie aseksualne z zasady.
Nie ogłaszam Pani grafomanii, niczego nie chcę Pani umniejszać czy powiększać. Napisała Pani tekst, w którym raczej pisze Pani o odczuwaniu mnie i Pani wyobrażeniach na temat tego, co chcę robić w tekstach, a nie o samych tekstach – ocenia mnie Pani, że nie mam pojęcia o duchowości (do głowy by mi nie przyszło żeby coś takiego zarzucać osobie, której w ogóle nie znam) a tam, gdzie rzeczywiście o wierszach, to rozczarowująco mija się Pani z tekstem. Tak dalece, że – mam wrażenie – w ogóle nie przyłożyła się Pani do jego lektury.
Oczywiście, że autor publikując książkę daje ją na pożarcie czytelnikom. Ale tak, jak czytelnik ma prawo oczekiwać od autora rzetelnosci w pisaniu (choć często się zawiedzie), tak i autor może od czytelnika oczekiwać rzetelności w lekturze (choć i on się często zawiedzie). Pani w swoim tekście mówi o rozczarowaniu moją pracą – czemuż ja nie miałbym prawa do zaznaczenia mojego rozczarowania pracą Pani?
15 Ewa > Marcin // lip 2, 2010 at 22:25:08
Mylisz Marcinie pożyteczną zabawę portalową z nagrodą Nike, z książką wybraną, wyselekcjonowaną z wyjątkowo obfitej w dzisiejszej Polsce twórczości poetyckiej. Ja tu analizowałam nie to, co mi się podoba, czy nie podoba, tylko próbowałam dociec, co polski poeta, tak wysoko wyceniony nominacją mówi nam dzisiaj. Uważam, że bardzo precyzyjnie to wypunktowałam i nie ma sensu się powtarzać.
Natomiast, jeśli przywołałeś portal nieszuflady, to faktycznie, w jednym z komentarzy Jacek Dehnel pod swoim wierszem, który wszedł do tego tomu napisał, że daje je na portal przed oficjalnym drukiem, by móc ewentualnie ustrzec się błędów i wiersze zmodyfikować, jeśli komentarz uzna za trafny i właściwy.
A jeśli chodzi o innych użytkowników nieszuflady, to Naćpana Światem została stamtąd wyrzucona i nie możesz jej już czytać i jak piszesz, psuć sobie jej twórczością poetyckiego gustu. Ja tego nie potwierdzam, to młoda dziewczyna i nie pisze gorzej od innych, po prostu była pod złym wpływem poetów nieszuflady, a teraz jest Trumla, w końcu to ci sami ludzie.
Był tam w pewnym momencie bardzo pozytywny ferment takiej grupy: Szel, Krzynio, Naćpana pod wodzą Feliksa Lokatora, który najprawdopodobniej inspirował się estetyką futurystów i to było bardzo gorące i bardzo twórcze. Nie wiem jak to się wszystko zakończyło, bo nie wszystko czytałam. Poezja musi mieć element zabawy, musi próbować i smakować wszelkich możliwości twórczych, nie może mieć ograniczeń, szczególnie na poziomie laboratorium, czy warsztatu, a taki ma charakter ta część nieszuflady. Śmiercią poezji jest jej zastygła forma i służba jakiejś sprawie czy grupie ludzi. Im bardziej świat jest zniewolony, tym bardziej powinny być wykorzystywane wszelkie wolnościowe możliwości i tym jest Internet.
16 Ewa > Jacek Dehnel // lip 2, 2010 at 22:56:56
Rozczarowanie.
Proszę Pana, Pan mi tutaj imputuje, że ja nie przeczytałam tekstu dokładnie, że mam przeczytać jeszcze raz. Ja Panu nie napisałam, niech no się Pan weźmie porządnie do pracy i napisze takie wiersze, które by były godne nagrody Nike! A Pana słowa odczytuję w ten sposób: niech no Bieńczycka weźmie te szmatę i tu jeszcze raz przetrze podłogę, bo tu w dalszym ciągu nie posprzątane!
Przecież Pan tak oddziela człowieka od twórczości, dlaczego Pan uważa, że ja mam Pana osobiście znać, by wiedzieć, czy Pan jest osobą uduchowioną. Uważam, że w Pańskiej twórczości nie ma duchowości, ponieważ widzi Pan powinowactwo z Szekspirem w reklamowych fotosach, co, analizując ten wiersz „Golnen Boy” wyjaśniłam. Właśnie dział reklamy ma oficjalnie zakodowane impulsy seksualne, mały chłopak je właśnie wysyła u Alberta Watsona, a u Szekspira Puk nie. U Szekspira nie ma przyzwolenia na oddzielenie, tam seksualność jest związana z miłością, tam nie nastąpiło jeszcze burżuazyjne zniszczenie cudzołóstwem, tajną płatną miłością i zniszczenie jedności człowieka z Logosem poprzez miłosne współistnienie. W każdym razie Szekspir się zawsze za taką wizją świata opowiada, kreśląc jego najczarniejsze strony. Napisałam, że Złoty chłopak jest właśnie reprezentantem tego, co wymaga krytyki, a Pan się zachwyca jego czystością. Czysty był Puk, Złoty chłopak nie jest czysty, bo on nie dla czystości został wyprodukowany w tych złotych barwach. Jeśli Pan nie jest tak przenikliwy i nie widzi erotyzmu tego chłopca, w co wierzę, to przecież tylko na minus, bo artystę nie usprawiedliwia to, że nie ma robaczywych myśli. To tak jak brzydka kobieta, która jest dumna, że żyje w czystości.
I wracając do rozczarowania, miałam nadzieję, że Pan diabelstwo świata wyszczególni, bo poeta to taki ktoś, kto jest zawsze przeciw swojej epoce. A Pan, jak ten wieloryb, płynie za ławicą.
17 Jacek Dehnel // lip 2, 2010 at 23:53:39
Cóż, jeśli nadal w tekście, gdzie nie ma nic o szmacie, sprzątaniu, itp. będzie Pani to znajdowała (czyli: będzie Pani czytała swoje uprzedzenia, nie mój tekst), to dalej do niczego Pani nie dojdzie. Ale to Pani święte czytelnicze prawo.
Widzi Pani: żeby powiedzieć o moich wierszach “są pozbawione duchowości” wystarczy je przeczytać i nabrać takiego (prawdziwego lub nie) poglądu. Ale Pani nie napisała: “wiersze Jacka Dehnela są pozbawione duchowości”. Napisała Pani – widocznie Pani zapomniała, więc zacytuję: “[Jacek Dehnel] nie jest osobą duchową i nie ma pojęcia, co oznacza duchowość”. Żeby wyrażać takie kategoryczne sądy o człowieku (nie o twórczości) trzeba kogoś bardzo, bardzo dobrze znać.
Dla mnie Golden Boy nie jest w ogóle zdjęciem erotycznym (ale co się komu kojarzy; natomiast proszę nie oczekiwać, że każdemu się będzie kojarzyło tak, jak Pani), nie był też chyba zdjęciem reklamowym (ale co do tego nie jestem pewien akurat); powinowactwo z Szekspirem łatwo zrozumieć znając “Sen Nocy Letniej” i zdjęcie (proszę sobie przypomnieć czym czarował Puck, na przykład). Teoria, że u Szekspira nie nastąpiło oddzielenie miłości od seksu jest nader śmiała, ale zostawmy to na boku.
Nie zachwycam się też czystością Golden Boya. Niech Pani przeczyta uważnie ten tekst – bardzo proszę – i niech Pani spróbuje napisać co Pani zdaniem mówi, ok?
A co do diabelstwa świata – hm, właśnie o tym jest sporo w tej książce. Że Pani tego nie widzi – trudno. Inni widzą.
18 Ewa // lip 3, 2010 at 00:41:15
Pan rozmawia ze mną jak prokurator ze swoją sprzątaczką. Takie mam odczucie, nic na to nie poradzę, tak jak nic na to nie poradzę, że jestem tak lubieżna, że w Złotym chłopcu widzę dwudziesto pierwszo wieczny, nieznany wcześniejszym wiekom, zakamuflowany bezwstyd, ponieważ pod pozorem skrzywdzonej minki chłopca artysta zawarł podtekst seksualny. Nic na to nie poradzę, że widzę to, co ludzie chcą ukryć, ponieważ uważam, że artysta tylko się po to narodził, by to wszystko demaskować. Nie ma ozdabiać pięknymi strofami swojego więzienia, tylko ma wygarnąć, jak jest w dzisiejszym świecie uwieziony, uprzedmiotowiony i oszukany. Jeśli podmiot liryczny Pańskiego wiersza został zahipnotyzowany tym ogromnym fotogramem, bo pisze Pan w wierszu, że on uwiódł swoją urodą całe miasto, to właśnie od poety domagam się głosu diagnozującego ten fakt uwiedzenia. W końcu wizerunki Stalina były podobnej wielkości i kobiety mdlały na jego widok właśnie z powodu gruzińskiej urody, a jednak pewien niesforny poeta zobaczył w nim jedynie wąsatego karalucha. Reżim reklam, konsumpcji jest bardzo trudny do potępienia, ponieważ jest uwodzicielski i posługuje się pięknem. Właśnie dlatego, że tej książce patronuje idea rozszyfrowania, co się na tym świecie dzieje, Pan temu zadaniu nie podołał. Musiałyby być to bardzo wstrząsające wiersze i nie wymagam od Pana, by Pan podawał w poezji rzeczy nam, zwykłym ludziom, zakulisowe, nieznane. Ale Pan podaje fakty ogólnie znane, jakby Pan czerpał to wszystko z telewizji czy mediów służących do podania odpowiedniej racji papki tłumom. To jest zbyt populistyczne. Nie wiem, czy Pan nie chce mnie zrozumieć, czy Pan mnie celowo nie rozumie. To są bardzo trudne zagadnienia, bo jesteśmy w świecie cały czas skłamanym przez różne siły i różne interesy, w świecie walki tych władz (pieniądza, strefy wpływów, niewolnictwa, walki o rząd dusz, czyli sekt religijnych itp.) . Duchowość polega właśnie na przenikaniu tych skorup, tych stereotypów, to nie musi być kasandryczne, ale fluidy, niepokój towarzyszył każdej epoce i to prawdziwi artyści potrafili wychwycić. Myli Pan duchowość Złotego boya, bo to jest atrapa, to jest sztuczność i podmiana. I już nie czepiajmy się czy chodzi o Pańską prywatną duchowość, czy poety, czy podmiotu lirycznego, bo tak można dyskutować w nieskończoność, szczególnie, że sam termin można interpretować wieloznacznie. Użyłam tego określenia w sensie braku trzeciego zmysłu, intuicji, magiczności, czegoś, co artyście pozwala powiedzieć więcej, niż powiedział.
19 Marcin // lip 3, 2010 at 00:43:15
Aż normalnie ja ten wiersz o Złotym Chłopcu jeszcze raz przeczytałem i nieśmiało wcinam się do dyskusji drżąc, że trywialność i naiwność mojej interpretacji narazi mnie na śmieszność.
Według mnie ten wiersz jest o tym jak popkultura konsumuje jednostkę ludzką, przetwarza ją, odrealnia, uwzniośla w ikonę i zarazem upadla, prostytuuje. Miasto przegląda się w Chłopcu jak w niedościgłym marzeniu o sobie samym jako czymś lepszym, co on uosabia i symbolizuje. Ale prawdziwy człowiek, który posłużył za model do stworzenia tego Idola, jest nieważny, nie ma z tworem nic wspólnego. Nigdy nie byli tak naprawdę tożsami. Złoty Chłopiec to symulakra.
W tym sensie jawi się raczej jako byt anty szekspirowski. Jeśli może wywołać jakiekolwiek odczucia seksualne, to będą one równie fantomatyczne jak on sam. Nie ma zatem nic wspólnego z żywiołem natury, stanowi raczej jej antytezę.
Ewa, nie wiem, czy zauważyłaś, ale Twoje wpisy często przyjmują postać dość wojowniczych manifestów programowych. Płoniesz w nich w obronie czystości sztuki niemal jak Fidel Castro w swoich dobrych latach deklarujący, że Ojczyzna albo śmierć.
Ale to tylko tak na marginesie
20 Ewa> Marcin // lip 3, 2010 at 01:00:51
Właśnie wręcz przeciwnie, Marcinie. To nie ja jestem w tym dialogu tyranem, to ja próbuję wrócić sztuce jej pierwotny sens, czyli opowiadam się za rolą artysty wolnego, nie będącego ani tubą pozornej rzeczywistości, ani narzucania światu własnej choroby. Cały czas tutaj powtarzam, że świat sztuki jest światem prawdziwym, natomiast żyjemy w świecie permanentnie skłamanym. Nie ma sensu, by fałszywi poeci powielali i utrwalali te kłamstwa.
Pewnie, że Złoty chłopiec nie jest jawnie pedofilski, bo żadne miasto by nie dopuściło, by był, zaraz by były procesy, jak ten o bilbord księdza z całującą się zakonnicą. Przecież mnie te wszystkie reklamy się piekielnie podobają, ja w Nowym Jorku płakałam z zachwytu. Co wcale nie znaczy, że to jest niewinne.
21 Jacek Dehnel // lip 3, 2010 at 01:06:50
Pani Ewo,
nie wiem, nie byłem nigdy świadkiem rozmowy prokuratora ze sprzątaczką, nie odpowiadam za Pani odczucia. Skoro jednak pracujemy na tekstach (wierszy i komentarzy) to skupmy się może na tym, co jest w tekstach.
Nie twierdzę, że Pani Golden Boy nie kojarzy się seksualnie. Ale proszę nie mieć pretensji, że ktoś pisze wiersz wychodząc ze skojarzeń własnych, a nie Pani. Że demaskuje co innego niż Pani by zdemaskowała w swoim wierszu (który zawsze może Pani napisać o tym zdjęciu).
Nigdzie nie piszę, że “uwiódł swoją urodą całe miasto” – to Pani dopowiedzenie/fantazja. W wierszu jest tylko o jego wszechobecności i pożerczej sile. I tajemnicy (groźnej i niewyjaśnialnej) która w nim siedzi (w nim – obrazie, nie w nim – rzeczywistej osobie, z której się ulotniła). W tym sensie rację ma Pan Marcin w swoich intuicjach, że to nie model jest ważny, ale obraz modela. Który odsyła do czegoś większego, co wprawdzie się w nim (człowieku) zawiera, ale do czego sam nie ma dostępu. Tutaj proponuję Pani zajrzeć do innego wiersza z tego tomu (Ph. Glass, Facades), który nieco tu dopowiada.
Pani cały czas wchodzą w głowę te reklamy, ale gdyby Pani się przyjrzała, to z tekstu w ogóle nie wynika, że Golden Boy jest zdjęciem reklamowym – jest po prostu głównym obrazem wystawy (tak samo Nike z Samotrake nie jest “rzeźbą reklamową” tylko dlatego, że reklamuje Luwr). Watson robił trochę zdjęć reklamowych, ale to (o ile dobrze pamiętam) pstryknął po godzinach w wolnym czasie.
PS: Czemu Pani pisze nagle “nie czepiajmy się czy chodzi o Pańską prywatną duchowość, czy poety, czy podmiotu lirycznego, bo tak można dyskutować w nieskończoność”, skoro napisała Pani, że chodzi o moją duchowość, osobistą? Jeśli się Pani pomyliła i zagalopowała, to wystarczy ugryźć się w język/klawiaturę i przeprosić, każdemu się zdarza. Ale proszę nie robić uników w stylu “tak można dyskutować w nieskończoność, szczególnie, że sam termin można interpretować wieloznacznie.” Użyła Pani terminu w stosunku do mnie, nie do wierszy, koniec, kropka – tekst jest wklejony u góry i widać to jak na dłoni.
22 Jacek Dehnel // lip 3, 2010 at 01:10:03
A Pani mówienie o niejawnej pedofilii zdjęcia Watsona przypomina mi nieco ten dowcip o seksuologu, który rysuje pacjentowi figury geometryczne. Trójkąt:
- Z czym się panu to kojarzy?
- Z dupą.
Koło.
- A to z czym się panu kojarzy?
- Z dupą.
Kwadrat
- A to?
- Z dupą.
- Panie, pan jesteś zboczony.
- Ja, ja jestem zboczony? A kto mi te świństwa rysuje?
Nie jest moją winą, że kwadrat kojarzy się Pani z dupą. Ale niech Pani nie wymaga ode mnie, żebym w kwadracie dupę demaskował, skoro to Pani ją tam widzi, a nie ja. Ja sobie będę pisał o kwadracie, ewentualnie o sześcianie czy prostopadłościanie, który się otwiera wewnątrz tego kwadratu.
23 Ewa // lip 3, 2010 at 01:44:39
Ależ Pan jest prostacki, Panie Jacku. Po tych Pana tutaj komentarzach, a już niemal uwierzyłam, że Pan chce ze mną przeprowadzić, jeśli już nie profesjonalną dyskusję, ale uczciwą rozmowę, to teraz z całą odpowiedzialnością tu piszę, że Pana już poznałam na wylot, że w Panu nie ma duchowości, ani w człowieku, ani w poecie, ani w narratorach i bohaterach Pana wierszy. Smutne to bardzo, że Pan ośmiela się ze mną rozmawiać na takim poziomie, tak nisko mnie wyceniając. Kończmy, więc, pozostańmy w stanie wyjściowym, czyli permanentnego i obopólnego rozczarowania. Dobranoc.
24 Jacek Dehnel // lip 3, 2010 at 10:36:39
Och, jakie to rozczulające, że wzywa Pani do łamania reguł, przywołuje de Sade’a, a kiedy przywołuję jako przykład dowcip ze słowem “dupa”, Pani skupia się nie na sensie, tylko na dupie, szura falbanami i wypowiada kwestie fukającej mieszczki.
Zawsze mnie wzrusza, kiedy spod frazesów o wolności i bezkompromisowości wychodzi ta sama, dobrze znana Dulska.
25 Ewa // lip 3, 2010 at 11:10:12
Mówi Pan, Dulska? Pan widzę, ma takie samo rozeznanie w świecie bezpośrednio Pana otaczającym, jak i w Pańskiej poezji. Myślałam, że ja rozmawiam z człowiekiem na poziomie, a widzę prostaka poszywającego się pod intelektualistę.
Nie przywoływałam, jak Marcin, symulakrów, bo deszyfracja dzisiejszego świata Baudrillardem to podstawa i elementarz, nie będę się tutaj przecież popisywać. Ale nie wiem, czy Pan tę rozmowę specjalnie sprowadza do magla, by udowodnić różnym głupcom, którzy to teraz czytają, że ja jestem na tym poziomie? To taka Pana strategia? Bo że jest to nagminna metoda Pana przyjaciół z nieszuflady, to wiadomo. Ale oni nie są sztandarowymi polskimi poetami, pretendującymi go głównej polskie nagrody literackiej. Proszę się tak nie kompromitować.
I proszę sobie przypomnieć ze szkoły, o czym był de Sade, bo zdaje się w Pana rocznikach wszedł już do lektur obowiązkowych. De Sade nie pisał o dupie Maryni, tylko pisał o obłudzie świata, który bardzo sprytnie wykorzystał ludzki popęd płciowy do władzy nad drugim człowiekiem i do utrzymania niewolnictwa, które praktycznie trwa do teraz.
26 Jacek Dehnel // lip 3, 2010 at 11:21:55
Do poziomu magla? Ależ to Pani od początku tego wątku mówi o mnie (nieodmiennie niepochlebnie), ja wyłącznie o Pani komentarzach. To zasadnicza różnica (najmądrzejszemu człowiekowi zdarza się palnąć głupstwo – co nie znaczy, że jest głupcem; dlatego lepiej mówić o tekstach, niż o osobach).
Mógłbym napisać tu wiele o Pani – byłoby to z pewnością niemiłe, bo łatwo mówić niemiłe słowa w sporze – ale nie jest to moją strategią właśnie. Szanuję Panią jako podmiot, ale trudno mi szanować Pani niemiłe komentarze.
Niech Pani jeszcze raz przeczyta komentarz o seksuologu i spróbuje zobaczyć las, a nie drzewa.
PS: De Sade nie był – o ile wiem – nigdy lekturą szkolną, ale (z niejakim znudzeniem) przeczytałem z niego to i owo. Nie twierdziłem, że pisał o dupie Maryni (czy raczej: dupie Justyni)
27 Ewa // lip 3, 2010 at 12:05:51
Więc czego Pan jeszcze na tym blogu ode mnie oczekuje? Dyskusja jest wysoce niemiła, mimo, że ani Panu z tego mojego pisania korona z głowy nie spadnie, ani mnie niczego nie przysporzy, a jednak odmawia Pan ze mną dialogu od początku, jak Pan się tylko pojawił. Na wstępie Pan zakwestionował zupełnie elementarne kwalifikacje pozwalające mi pisania o Panu. Pan zakwestionował sam proces mojego czytania Pana utworów. Więc czego Pan jeszcze ode mnie oczekuje. Przejdę do kolejnej przeczytanej przeze mnie książki innego autora i wszystko na blogu potoczy się życiem blogowym. Jeśli Pana nie zaciekawiła rozmowa z Pana czytelnikiem, czyli ze mną, jeśli jako czytelnik nie sprostałam Pańskim wymaganiom, to nie ma sensu tego kontynuować. Jestem po prostu przerażona Pańską osobowością i tym, że takie opcje na terenie sztuki wysokiej teraz wygrywają. Ale przecież nigdy się nie dowiem, jak się nie przekonam na własnej skórze. Przekonał mnie Pan już, już nie mam żadnych złudzeń.
28 Jacek Dehnel // lip 3, 2010 at 13:10:17
Prosiłem Panią o jedno: o uważne, nieuprzedzone czytanie tekstów. Skoro jest to niewykonalne i cały czas prze Pani do pisania (niepochlebnego, ale akurat wszystko jedno jakiego) o mnie, nie o moich tekstach, to trudno.
Widzi Pani, ja bardzo uważam na zdanie czytelników – co roku jeżdżę na całkiem sporą ilość spotkań (w ubiegłym roku było ich pół setki) i rozmawiam z czytelnikami. Ale też są to na ogół rozmowy o tekstach, nie o mnie. To, co Pani ma do powiedzenia o mnie, zupełnie mnie nie obchodzi. A o tekstach mówi Pani niewiele i zawsze obok.
29 Ewa // lip 3, 2010 at 13:47:32
Czyli ten cały tekst o „Ekranie kontrolnym” jest o Pańskiej osobie? Co Pan tu za bzdury imputuje. Przeanalizowałam Pana wiersze, napisałam, co miałam do powiedzenia i wybrałam najistotniejsze refleksje. Jeśli nie jeżdżę na Pana spotkania z czytelnikami, to chyba jest najlepszym dowodem, że Pana osoba prywatnie mnie nie interesuje. I niech Pan nie insynuuje mojej tendencyjności, bo o większości tekstów literatury współczesnej na moim blogu pisze źle i niepochlebnie, i nie widzę żadnego powodu traktowania Pana twórczości inaczej.
Skoro Pan pisze, że moja ocena „Ekranu kontrolnego” jest odosobniona, jeśli, jak Pan napisał, inni mają inne zdanie, to cóż Panu szkodzą te moje tutaj słowa, z którymi Pan się nie zgadza i nie zgadza się kilkaset Pańskich czytelników, którzy mówią to Panu osobiście. Ja rozumiem niezręczność sytuacji, że ja Panu napisałam tutaj nieprzychylny tekst o Pana twórczości, a Pan mnie jednak wizytuje. Jeśli celem Pana wizyty byłoby wyjaśnienie czegokolwiek, to może to byłoby zasadne. Ale Pan przychodzi tu tylko, by mnie sprowokować i wyśmiać, Pan szuka tylko w moich słowach zaczepki. Ja nie walczę z Panem, moim zadaniem jest zapoznanie sie ze zjawiskiem artystycznym „Ekran kontrolny” i nic więcej. Nie mogę napisać tak jak Pan napisał o geniuszu epoki, Markizie, że się nie podoba, bo to nie jest problem podobania się. Przez pewne utwory trzeba po prostu przejść.
30 Jacek Dehnel // lip 3, 2010 at 15:29:42
Pani Ewo,
proszę czytać uważnie. Zarzuca mi Pani opinie (po raz kolejny), które nie mają żadnego pokrycia w moich komentarzach. Napisałem, że o fragmenty o samych tekstach są (moim zdaniem) nieuważne i że skupia się Pani na mojej osobie. Czy mam wypisać Pani wszystkie fragmenty w tych wypowiedziach, gdzie pisała Pani o mnie, a nie o tekstach? Jest tego całe multum w tym wątku. NAPRAWDĘ Pani tego nie zauważa?
Nie mam nic przeciwko tendencyjności; każdy sąd estetyczny jest subiektywy, ergo tendencyjny. Mam natomiast przeciwko niechlujnemu czytaniu.
Nie wiem, czy Pani ocena “Ekranu” jest odosobniona – nie prowadzę badań statystycznych; zauważam tylko (z kontaktów z czytelnikami) że wchodzą oni znacznie głębiej w te teksty i znajdują tam o wiele ciekawsze rzeczy niż Pani opisała w tym tekście.
Mam zatem wrażenie, że jest Pani zdegustowana brakiem grzybów w lesie, z którego inni wychodzą z pełnymi koszykami, ot co. Ale to Pani sprawa, w sumie – może Pani nie mieć grzybów w wiankach tylko sam sznurek. Egal.
31 Jacek Dehnel // lip 3, 2010 at 15:30:42
(ale gdyby Pani rzeczywiście chciała poznać te teksty i wgryźć się w nie, to proszę bardzo – podejmuję się roli cierpliwego przewodnika; ale w tym celu musimy pracować na tekstach w książce, a nie na tym, co Pani sądzi o autorze, którego Pani nie zna).
32 Ewa // lip 3, 2010 at 18:38:41
Panie Jacku, zastanawiam się tylko, czy ten ton politowania, serwowany mi tutaj, obecny przy wszystkich analizowanych tutaj przeze mnie Pana utworach z udziałem Pańskiego głosu w dyskusji komentarzowej, towarzyszył też tej pół setce spotkań autorskich, o których Pan pisze. Oglądając filmiki YouTube nie uchwyciłam takiej relacji z czytelnikiem, widocznie jestem jedynym takim czytelnikiem na świecie, który wymaga na gwałt perswazyjnej interwencji. Wysyłając mnie na lekcje do Pana, które litościwie i charytatywnie chce mi Pan udzielić w oparciu o własną twórczość, w ramach – pewnie poprawy kondycji Świata Ducha, który według „Ekranu kontrolnego” chyli się ku upadkowi – chce mnie też Pan uleczyć z choroby złego czytania Pana utworów. Proszę naprawdę uwierzyć w moc swoich wierszy, które mówią same za siebie i nie potrzebują adwokata.
Pomijając przecież obopólne zmarnowanie czasu, a piszę to naprawdę poważnie i proszę się na mnie nie gniewać, że odmawiam: ja bardzo długo się przygotowywałam do pisania o „Ekranie kontrolnym” na moim blogu. Czytałam wiesze kilkakrotnie, przeczytałam powtórnie tłumaczone przez Pana wiersze Larkina i wyszukiwałam na YouTube te wiersze, które Pan przetłumaczył czytane przez Larkina. Powtórnie przeczytałam wszystkie komentarze do wszystkich wierszy opublikowanych na nieszufladzie, które weszły w skład tego tomiku. Pan tam bardzo szczegółowo odpowiada nieszufladowcom i referuje wszystkie problemy tych wierszy. Ja wiem, o co Panu chodzi, może Pan złośliwie, jak w szkole tu napisać, że skoro tyle czasu na to wszystko poświęciłam i nic, to znaczy, że jestem zbyt mało rozgarnięta.
Poezja niestety, jak i polityka, podlega też takiemu mechanizmowi narzucania. Osobowość o władczej naturze potrafi narzucić swoją wizję świata nie dlatego, że ona wynika z tego świata, tylko dlatego, że ona wynika tylko z tej osobowości. Mój blog mówi o wolności, która spełnić się może w twórczej jednostce pod wpływem właśnie uwolnienia z gorsetu estetyki, ideologii czy fałszywego humanizmu. Poszukuję takich artystycznych wypowiedzi i uważam, że to jest jedyny powód pisania wierszy. Nie znalazłam tego w Pana tomiku. Nasze wspólne poszukiwanie, jakie mi Pan proponuje w relacji uczeń-belfer, gdzie ja jestem uczniem, niczego nie stworzą. Przecież świat pana uznał, czego Pan jeszcze się domaga. Nominacja to już jest wygrana. Ja jestem przeciwko temu światu.
Gdyby Pan czytał mój blog, nigdy by Pan mi czegoś podobnego nie zaproponował. Proszę tylko o sprawiedliwość, i jeśli Pan mi pisze, że Pana źle czytam, to jakkolwiek czytam, to czytam. Pan czyta tylko siebie na moim blogu.
33 Jacek Dehnel // lip 3, 2010 at 18:48:50
Wie Pani, poza tzw. “świrami spotkaniowymi” (o których pani bibliotekarka mówi pólgłosem: proszę się nie przejmować, to pan Waldemar, on tak ma) ludzie na ogół nie rozpoczynają rozmowy od “a pan to jest taki, siaki i ogólnie beznadziejny” – a takie otwarcie (daję to Pani pod rozwagę) ustawia nieco rozmowę.
Nie chcę Pani leczyć – zaproponowałem rozmowę, która koncentrowałaby się na tekście, a nie na epitetach personalnych i przedsądach o autorze. Ale szanuję Pani decyzję, że ma Pani moją propozycję w nosie.
Bye.
34 M.R // lip 4, 2010 at 12:22:00
Nie widzę powodów dla których Pani Ewa miała by się leczyć. Niezależenie co sądzimy/sądzę o poezji pana Dehnela i kto ma rację (bo ja jako człowiek zajmujący się zgoła czym innym nie mam czasu na śledzenie czy nawet czytanie poezji) i nawet niezależnie od tego co dzieje się w polskiej poezji jest to szersze zjawisko w kulturze polskiej a i może ogólniej. A dlaczego piszę, że nie ma powodów aby Pani Ewa leczyła się : bo ja myślę identycznie (i dlaczego z dużym zainteresowaniem czytam ten blog), choć nie o poezji lecz o innych sferach kultury. Moim zdaniem pani Ewa trafnie diagnozuje to co się dzieje w kulturze i nie tylko. Szczegóły (czyli ten czy inny poeta) są nieistotne dla mnie. Czyli jeśli już leczyć to ja też. Może inni też. Choć ja jestem tak normalny zewnętrznie i stabilny emocjonalnie, że nikt mnie nie może podejrzewać o “świrowanie spotkaniowe” bo z zasady nigdzie nie chadzam
A ostatnio w bibliotece spotkałem panią artystkę, co za bardzo chyba jest artystką. Planowała swoje spotkanie z czytelnikami z bibliotekarką. Ostatnio prześladują mnie poeci i artyści, bo przypadkiem oglądając lokalną telewizję znów natrafiłem na jakiegoś Przemysława Owczarka rowerzystę (nie wiem czy to ten poeta). Tym razem wypowiadał się jako anonimowy rowerzysta, którego przypadkiem reporter na ul. Piotrkowskiej zaczepił i pytał w ulicznej sondzie o stojaki dla rowerów. Jeśli to ten to ciekawy zbieg okoliczności byłby
35 M.R // lip 4, 2010 at 12:50:03
A oglądałem lokalną telewizję aby obejrzeć program o miejscowym teatrze. Wszystkie możliwe nagrody (przyznawane przez lokalnych recenzentów), rozgłos ze strony mediów, uznanie i wsparcie polityków. Po prostu geniusze i bogowie, wielcy artyści… namaszczeni i wspierani przez miejscowe elity. A pieniądze jakie… wiele nagród i stypendiów dla anonimowych a nawet znanych poetów można ufundować Jak to obejrzałem to tylko paść na kolana i modlić się do nich… Potęga i sława na tronie (na tronie bo w programie telewizyjnym występowali na tronie na podwyższeniu jeszcze). Trochę z innej beczki ale o poezji też coś było tzn anonimowy poeta na rowerze w anonimowym wywiadzie. Może mam jednak urojenia i natręctwa więc kto wie z tym leczeniem
36 Ewa // lip 4, 2010 at 16:51:44
Pan Jacek pisze, że mam w nosie. Tylko apeluję o zdrowy rozsądek. W odróżnieniu od Pana, Panie Marku, jestem z branży, mam przez Państwo w dyplomie ukończenia uczelni wyższej nadany tytuł „magistra sztuki” i poniekąd mam obywatelski obowiązek, bym tymi sprawami się interesowała z Urzędu, bo jak Pan wie, w komunizmie szkoła była z a d a r m o, i jestem zobligowana jako obywatelka do lojalności społecznej. Ale przecież ten dyplom ukończenia Akademii Sztuk Pięknych dał mi też tytuł „artysty malarza” i idąc tym państwowym rozumowaniem, to ja jestem bardziej artystką, niż urzędnikiem. Dlatego prowadząc blog 10 lat, nie zajmuję się tropieniem nieścisłości i podziałem pieniędzy podatnika wydatkowanych na artystyczne imprezy, tylko artefaktami. I jeśli piszę o tym, co je upowszechnia, winduje, lansuje i sprzedaje publiczności, to to przecież nie jest docelowo tym, czym się zajmuję. Jestem u schyłku życia i mnie nie interesuje już właściwie życie artystyczne, bo przez to wszystko już przeszłam i mam to za sobą. Ale przecież jestem tylko człowiekiem i nie mogę się nadziwić widocznym analogiom ze starym systemem, polegającym przede wszystkim na lenistwie. Widzi Pan, dziennikarzowi wygodniej, jak w Pana przykładzie, symulować wywiad, niż realizować swój zawód, przecież pełen zagadek niespodzianek i umożliwiający wkraczanie w tajemnice mieszkańców wywiadem, poznaniem, przygodą. Podobnie te bibliotekarki, o których mówi Pan Jacek. Najprawdopodobniej Waldemar był w tym miasteczku – gdzie odbywało się spotkanie autorskie ze sławnym polskim poetą współczesnym, Jackiem Dehnelem, nagrodzonym Nagrodą Kościelskich i i Paszportem Polityki, mianowanym kilkakrotnie do nagrody Nike – jedynym potencjalnym poetą, który poezję naprawdę rozumie. Oczywiście dla oficjalnego tzw. ruchu kulturalnego najwłaściwszym miejscem przebywania prawdziwych artystów jest tylko szpital psychiatryczny, i oni faktycznie za jego przyczyną tam zamieszkują. Jeśli Pan Panie Marku, tak się interesuje, to niech Pan przepyta na okoliczność sztuki, losowo wybraną bibliotekarkę, zazwyczaj to są tłuki straszne, nabzdyczone i nafumane kulturą. A zasiadają w jury prowincjonalnych konkursów. Po prostu nie ci ludzie, nie na tych posadach. Artysta w psychiatryku, a potworny babus na etacie. A przecież synekura w magistracie w Zamościu uratowała Bolesława Leśmiana, on by nigdy bez niej o tym malinowym chruśniaku nie napisał.
37 Jacek Dehnel // lip 4, 2010 at 19:29:45
Świr spotkaniowy z reguły w ogóle nie zajmuje się sztuką, przychodzi na spotkanie żeby się wygadać, pokazać, przemówić. Opowiedzieć o swoich fikusach, sprzeciwić się wyrębowi topoli na ulicy takiej a takiej. To są głęboko nieszczęśliwi ludzie (na ogół) i należy im dać się wygadać. Z rzadka tylko są agresywni i zaczynają od personalnych komentarzy pod adresem osoby, z którą prowadzi się spotkanie.
Spotkałem ogromną liczbę bibliotekarek i myślę, że Pani zdanie jest bardzo krzywdzące i niesprawiedliwe. Ale wiem też, że na nic jakakolwiek rzetelna rozmowa na tym blożku.
38 Ewa // lip 4, 2010 at 20:45:40
O, widzę Panie Jacku, że na dniach Pan założy własnego bloga, który nie będzie żadnym „blożkiem”, ani „bazarkiem”, tylko prawdziwym, rasowym blogiem.
Bo jeśli Pan na portalu nieszuflada ciągle komuś radzi, by sobie założył bloga i się na portalu nie wpisywał, to przecież nie wierzę, by Pan dawał rady komuś nie będąc przekonanym o ich słuszności. Nie czyni przecież Pan nikomu tego, co Panu niemiłe. I z pewnością na Pańskim blogu będzie wiele o ochronie bibliotekarek, zaszczutych i pomawianych na innych blogach.
Ale zapewniam Pana, że znam o wiele więcej bibliotekarek niż Pan, z racji mojego sędziwego wieku i tego, że jeździłam na plenery malarskie po całej Polsce, a plenery wtedy trwały miesiąc i poznawałam lokalne zwyczaje na wylot kulturalnej prowincji w tym i bibliotek. Znam też biblioteki nie tylko Wrocławia, z czasów moich pięcioletnich studiów, ale też blisko czterdzieści fili mojego miasta w większości których jestem zapisana. Wiele kierowniczek jeszcze pracuje i znam je dziesiątki lat. Jednak nie zaprzeczam, że w każdym zawodzie zdarzają się przyzwoici ludzie. Nawet podobno esesmani się zdarzali.
39 Jacek Dehnel // lip 4, 2010 at 20:51:03
A, to zabawne. Bo akurat dzisiaj po południu założyłem sobie bloga.
Porównanie bibliotekarek do esesmanów – bezcenne. Dziękuję Pani za tę finezję.
40 Ewa // lip 4, 2010 at 21:02:34
Pan mi zarzuca, że źle czytam. Ale nie czytam tak tendencyjnie, jak Pan. Gdzie ja porównałam bibliotekarki do esesmanów? Gdzie to Pan wyczytał? Napisałam, że anioły zdarzają się wszędzie, w każdej grupie zawodowej. W czasie wojny przecież odnotowano też heroiczne czyny przeciwstawienia się, nie wykonania rozkazu przez Niemca o wysokiej randze oficerskiej.
To powodzenia życzę Panu w pracy blogerskiej. Ja tam na pewno Pana bloga tak pogardliwie nie będę nazywać.
41 Jacek Dehnel // lip 5, 2010 at 01:50:16
No to proszę przeczytać sobie jeszcze raz ten post, w którym Panią poniosło.
42 andrzej // lip 8, 2010 at 19:21:04
Boże, jaki ten Pan Dehnel maleńki. A ja myślałem o nim, jak o zarodku giganta.
43 Ewa // lip 8, 2010 at 19:58:47
A, witam Panie Andrzeju!
Przeczytał Pan wiersze Jacka Dehnela w tomiku „Ekran kontrolny”? Są na portalu Nieszuflady i na portalu Biura Literackiego.
44 andrzej // lip 8, 2010 at 21:31:39
Powiem tak: moja ocena wynikła z oceny zachowania się Pana Dehnela w dyskusji, wynikała z oceny jego argumentacji, dość, a może bardzo, płaskiej, takiej, jaka używają stare kłótliwe przekupki. Ale zaraz potem zabrałem się do czytania wierszy Pan Dehnela, starając się czytać te właśnie z omawianego tomiku. Bo wcześniej do czynienia z poezją Pana Dehnela miałem raz jedynie, jak szukałem wzorców do napisania vilanelli, znalazłem ze dwie (dzisiaj także) ale ostatecznie zaimponował mi Barańczak. Dzisiaj przeczytałem z uwagą z 15, wierszy i przyznam szczerze, że więcej mi się nie chce. Akurat jestem w trakcie poznawania poezji Aleksandra Wata, jestem nią zafascynowany, i szkoda mi czasu na inne wiersze, a czasu mam niewiele. Bo w mojej ocenie Pan Dehnel jest świetnym poetą od opisywania nie sztuki samej, nie życia, które pulsuje, ale dekoracji, w jakich ta sztuka, życie się odgrywa. To piękne wiersze, ubrane w słowa, dużo słów, by upiększyć, by zapełnić wers sylabami, ale to tylko opisujące dekoracje ozdobniki.
Jak sam pisze w jednym z wierszy:
„i że nic nie wynika z tego, że jest brzuch,
firana, gg, email. Bo pod wszystkim jest
inna rzeka, najgłębsza, i płynie bez słów”.
Takie jest marzenie Pana Dehnela, by to życie płynęło pod dekoracjami bez słów. Ono płynie, ale nie w tych wierszach.
Przykro mi. Zapewne tym, że nie zachwyciłem się wierszami Pana Dehnela, że wolę czytać Wata, Pan Dehnel się zupełnie nie przejmie. Ja też się nie przejmuję tym, co twórca sobie o mnie pomyśli i piszę co myślę, mimo żem nie kształcony w literaturze. Ale mi wolno. Ale mimo tego życzę Panu Dehnelowi odkrycia tego nurtu, który płynie nawet bez słów, choć tak całkiem bez słów nie może, bo na cóż by byli poeci. A nawet jeśli może, to tylko wtedy, jak jest zauważony, jak poeta go czuje. A mam przeświadczenie, że Pan Dehnel nie czuje go, że jest tylko bystrym obserwatorem dekoracji, pod którymi, w których coś się dzieje..
Pozdrawiam i Panią Ewę i Pana Dehnela
45 Ewa // lip 8, 2010 at 22:10:12
To, że Jacek Dehnel jest według Pana, Panie Andrzeju poetą dekoracji, to nie jest żaden zarzut. Takim malarzem życia sztucznego i właśnie dekoracji, szminki i nienaturalności był dziewiętnastowieczny dandys francuski, Charles Baudelaire. Na pewno się za to określenie Pan Jacek nie pogniewa, bo żyjemy w matrixowej nierzeczywistości i to tylko na plus.
I nie wolno dziennie czytać tylu wierszy na raz. (15!) Najwyżej jeden.
Pozwoliłam sobie edytować Pana komentarz, bo w poprzednim komentarzu Pan poprawnie napisał nazwisko omawianego tutaj poety i myślę, że pomyłka wskutek lipcowego upału, a nie celowe działanie, by wyszukiwarka tego nie odnalazła. Chociaż, kto wie. Jeśli celowe, to proszę napisać, a cofnę korektę.
46 Andrzej Talarek // lip 9, 2010 at 07:37:43
Dziękuję za korektę. Jednak dla mnie to jest zarzut w stosunku do poezji Pana Dehnela, który w prostszych słowach sprowadza się do tego, że poezja ta reprezentuje wyrafinowane rzemiosło, które potrafi stworzyć piękne opakowanie, ale które to opakowanie jest puste w środku. Więcej może innym razem
Pozdrawiam
47 Jacek Dehnel // lip 9, 2010 at 11:35:38
Pfif! Gdybym był Panem czy kimkolwiek innym i miał na stoliku wiersze Wata i Dehnela, to też bym wybrał Wata, bo to świetny poeta. A ja jestem dopiero czeladnikiem, któremu ledwie stuknęła trzydziestka.
48 Jacek Dehnel // lip 9, 2010 at 11:39:16
(a przy okazji polecam niedawno opublikowane w słowo/obraz terytoria “Wiersze zebrane” Brunona Jasieńskiego: pięknie edytorsko przygotowany zbiór całości polskojęzycznych utworów z obszernymi komentarzami, opracowaniem, itd., ponad 500 str.)
49 andrzej152 // lip 9, 2010 at 12:30:24
Do Pani Ewy a przy okazji także do Pana Jacka Dehnela
Pani Ewo. Może znowu źle uczynię wklejając ten tekst, ale taka już moja natura niesforna i na opak. W jakiś sposób czuję, że powinienem odpowiedzieć na Państwa wpisy, chociaż uwagi od Pana Dehnela raczej się nie spodziewałem. Nie powiem, że mi nie jest przyjemnie, ale ponieważ nie chciałbym, mimo wszystko, wypaść jak stróż i obniżyć tym samym poziom Pani Portalu, to ucieknę się do zabiegu, który już kiedyś Pani się niezbyt spodobał. Proszę jednak nie traktować tego mojego pisania jak autoreklamy, po prostu szybciej nic na jakim takim poziomie nie wyduszę z siebie. Zresztą, Pani mnie ciut zna, a Pan Dehnel nie i niech tak zostanie.
Pamięta Pani, kiedyś dyskutowaliśmy nad tomikiem Szymborskiej „Tutaj”. Wtedy już miałem niezbyt dobre zdanie o jej wierszach. Pogłębiło się ono i utrwaliło po moim intensywnym pobycie w szpitalu, kiedy zadałem sobie trud przeglądnięcia – bo słowo przeanalizowanie było kłamstwem – jej wierszy pod katem spraw dla mnie ważnych, spraw metafizycznych, podstawowych i – według mnie niezmiennych od lat – dla egzystencji ludzi, spraw, dla których zmieniamy wciąż dekoracje, ale one same, ich istota, pozostają od wieków prawie takie same.
Z takiego podejścia do poezji i pojmowania świata wynikają dwie sprawy, a właściwie jedna, będąca ich sumą. Bo jedna to stosunek do tradycji w poezji i druga to stosunek do współczesnej poezji.
Mój stosunek do tradycji jest taki, że nie odrzucam form z przeszłości, tylko dlatego, że ileś razy je użyto, jeśli dobrze wyrażają sprawy dla człowieka najważniejsze, podstawowe. Dlatego tak lubię rymowanki, tradycyjne formy wersyfikacji, chociaż – na ile pozwala mi mój mały talent i nie tak duży rozumek – staram się z nimi robić to, co mi akurat pasuje. Bo i po cóż na siłę szukać nowych środków wyrazu, jeśli stare docierają łatwiej do ludzi nie uwikłanych na co dzień w poezję, jeśli podstawowe dla człowieka sprawy są prawie niezmienne – w końcu wersy Safony nie przedawniły się na jotę?
A druga sprawa, a właściwie wciąż ta sama, to stosunek do poezji dzisiejszej. Każdy sobie pisze , jak chce, i dobrze. Czy sięga po stare naczynia i dekoracje, czy nie, jego sprawa. Każda forma może być dobra, jeśli jest w niej coś, co nazwałbym duszą poezji, coś, co wyraża najważniejsze dla człowieka, i od wieków niezmienne, sprawy. A konkluzja jest taka, że jak człowiek ma coś do przekazania ważnego, mądrego, zasadniczego, to nie najważniejsza jest forma. Tak ja uważam, bo o tym, że ogół społeczeństwa uważa inaczej, może przekonywać stosunek do poezji Szymborskiej, a trochę pewnie i pana Dehnela, co na swój użytek będę mógł bez wahania stwierdzić za jakiś czas, gdy jednak przeczytam więcej jego wierszy. Ale to po Wacie.
Panu Dehnelowi daleko jeszcze w maestrii do poezji Szymborskiej. Idzie jej śladem i może znajdzie się w pobliżu. I może nawet dostanie nagrodę Nobla, czego mu życzę. Ale wolałbym, żeby poezja, która stworzy, była nieśmiertelna, a nieśmiertelna jest tylko ta poezja, która ma duszę. Dlatego załączam poniżej takie krótkie opowiadania z sali szpitalnej, opowiadanie „na temat”. I proszę mi to wybaczyć, Pani Ewo
Rozmowa z Charonem, czyli o tym, jak się wybierałem z poezją Szymborskiej w zaświaty.
Prawie umarłem. Na chwilę. Woda w Styksie była zimna, cierpły mi zanurzone nogi, ale nie wypływałem jeszcze, to tylko zwykła ciekawość, jak może być kiedyś i czy tam także panta rhei. Ryb nie widziałem, tylko bąble, jakby pęcherzykowate dusze, spływały z prądem, miło łaskocąc w pięty. Czegoś szukasz? – zapytał. Stał oparty o wiosło, kosmyki brody poruszały się niepokojąco. Patrzę – odrzekłem. To można. A na co patrzysz? Co zabierają na drugą stronę. Nic. No chyba że to nic ma duszę – zarechotał. Ale to rzadkość, by prócz człowieka coś miało duszę. Znasz coś takiego? Poezja? – zapytałem. Zadumał się. Nooo, może jakiś przykład? O, choćby „Nad Styksem” – szybko pomyślałem że coś takiego kupi na pewno. Kogo? Tej poetessy? Tak – odrzekłem przestraszony. Spróbuj – rzekł – wrzucę cię wraz z nim do wody! Transatlantyk ze mnie zrobiła, port oceaniczny na żetony z megafonową muzyką, wyścigi regat z umrzykami! Gdzie ty czujesz w tym duszę? Przemyśl czasami , zanim coś palniesz! W psie więcej duchowości niż w takim wierszu!
Cholera, jak znaleźć inteligentowi wspólny system wartości z galernikiem? Wróciłem do białej Sali neurologii. Zaległem, znieruchomiałem i uduchowieniem próbując zastąpić kroplówkę, wciąż słabszy, wertowałem trzysta pięćdziesiąt stron wierszy. Wziąłem je na chwile słabości, może ostatnie. Kiedym czytał je przed laty, tak były piękne i pełne życia. Tak wtedy myślałem. Zacząłem szukać. Może coś o matce, ojcu? W takich chwilach się wspomina. Znalazłem dwa słowa w wierszu „Pochwała siostry”, że nie piszą wierszy jak siostra. Może nie ma pamięci rodziców, może z piany morskiej i powiewu wiatru powstała? To może coś o dzieciństwie, jest takie piękne i wzruszające? Znowu nie, bo tylko „Dzieci epoki” z epoki politycznej. A może coś o miłości? Ona wyzwala w człowieku naprawdę głębokie uczucia, pamiętane całe życie, wzrusza. Jeeest o „Miłości szczęśliwej”. A w niej pytanie jedynie, czy ona jest konieczna. O Boże! Jest jeszcze o „Miłości od pierwszego wejrzenia”! Spokojnie, jak o sekcji pędraka i tyle. No to może o Bogu? Brak Boga, najmniejszego Bożka, przejawów Boga, brak wiary, brak metafizyki, życia brak, choroby i bólu! Jej „Relacja ze szpitala” przyprawia o mdłości brakiem współczucia, dwa Pogrzeby zupełnie bez uczuć, ale za to z intensywnym liczeniem i na koniec „Psalm o chmurach”, pod którymi nawet Żydzi w „Jeszcze” jadą na śmierć w czterdziestym pierwszym wagonie. Z resztką nadziei pomyślałem, że może „Obmyślanie świata” będzie o prawdziwym życiu. Wszak tyle lat doświadczeń. I znowu niestety efekt kłamliwy. Lekka śmierć i starość jako morał prawdziwie egzystencjalny, murtibingizm, zakłamanie świata tym, którzy odeszli od najważniejszych wartości ich przeszłości, zamiast tego szczęście w materii, zatracenie dla wszystkich. Moje przerażenie tężało z każdym czytanym wierszem. Wszak te wspaniałe cacka poetyckiej sztuki to wyłącznie wiersze o rzeczach zasłaniających oczy, myśli, mózgi. Rzeczy nie mają duszy i wiersze, w które są odziewane, w te wspaniałe kreacje ze słów, też jej nie mają. Opadły mi zupełnie ręce, gdy dowiedziałem się, że najbardziej jest „Podziwu godna liczba pi”.
Wróciłem nad Styks. Charon patrzył kpiąco. Który zabierasz z tych wierszy sytego mieszczaństwa, udającego że nie ma lęków, śmierci, rodziny, nienawiści, miłości, bólu, z tych wierszy drogocennych, jak wspaniałe szkatułki ze złotem z ich ciężkich komód, jak wielkie brylanty, nieskończenie grające pustotą bezmyślnie rozbijanego światła, jak złote jaja Faberge, z których nawet kalekie pisklę się nie wykluje? Czyś zauważył w którymkolwiek z nich choćby odruch życia? Może tyle co w przyszpilonej ważce. Żaden z nich nie jest wart jednego obola, ba nawet nie jest wart jednego obla, no chyba że ktoś zapłaci jednego nobla, ale przez Styks się z tym nie wybieraj. Wiesz co? – wyrzuć to do wody. Masz rację odrzekłem. Wrzuciliśmy wszystkie do rzeki. Poszły na dno, nawet bąbelki nie wypłynęły. Na koniec tylko zapytał: nie wiesz co to Stalin? Nie wiem – powiedziałem – chyba kawałek stali w dopełniaczu. To dlatego tak szybko utonęły – domyślił się inteligentnie. Wróciłem do Sali, zegary pikały, rosło ciśnienie, spadała szybkość liter przed oczami. Jakbym akurat odszedł, to samotnie. Złapałem ostatkiem sił wiersze Herberta. Powoli zaczął z nich przepływać na mnie kropelkami absolutny spokój, jakby zaczęła działać kroplówka.
Ja jednak życzę Panu Dehnelowi, by jego poezja była jak poezja Herberta, mimo że nie dostał nagrody Nobla.
50 Ewa // lip 9, 2010 at 12:36:29
chciałam sprowokować dyskusję o wariancie estetycznym „Ekranu kontrolnego”, bo ja się z Panem Andrzejem zgadzam, że Pan, Panie Jacku mylnie diagnozuje rzeczywistość i to nie jest kwestia wieku, tylko najprawdopodobniej za dużo Pan przebywa z biblioterkami, które Panu wciskają swoje ubogie wizje świata w podświadomość, a te przenikają do Pana poezji. Poeta to bardzo delikatny mechanizm, kto z kim przystaje, takim się staje.
Nie mam kiedy napisać tutaj o „Dzieniku” Anny Kowalskiej, bo przed malinami muszę zebrać agrest, ale tam dużo i źle o Aleksandrze Wacie, co piszę na dowód, że to, że Wat taki teraz genialny i że zupełna oczywistość, to przecież jest bardzo względne.
Wypowiadają się o Wacie nie zaledwie trzydziestoletni czeladnik, jak Pan, pisze o sobie, Panie Jacku i nie starszy o ponad dwie dekady miłośnik poezji, Pan Andrzej, tylko stare, profesjonalne wygi, które nic innego nie robią w życiu tylko się od lat tym zajmują. Kowalska przytacza recenzję Kazimierza Maciąga w „Życiu Literackim” z lutego 1964 roku i słowa Juliana Przybosia o tym tomiku i o tej recenzji:
„(…)co do wartości taki pisze o Aleksandrze Wacie: A na pytanie, co sądzi o ostatnim tomie Wata, odpowiadał: „Zgadzam się w zupełności z Maciągiem. Poezja rozstrojonego instrumentu to jedna z najbardziej rzeczowych recenzji, jakie się ukazały w «Życiu Literackim”.(…)”
Swojej niechęci to tego typu poezjowania nie omieszkuje wyrazić sama Kowalska, dla której Wat jako człowiek też jest odrażający. Kowalska pisze o tym poprzez Marię Dąbrowską:
„(…)Marysia bardzo zgnębiona powrotem Watów. Wracają ze Stanów, nie mając mieszkania, pieniędzy. Nikt z nich nie pracuje. Syn również nie. Wat się skompromitował jako wykładowca. Nic nie umiał zrobić. Miłosz ratował sytuację, prowadząc z nim gawędy o literaturze. Watowie to zdumiewająca historia. Naciągali latami wszystkie instytucje na pieniądze. On chorował „jak książę”. Gdy przypadkiem go się spotykało – szedł żwawo, wesoło, ledwo zauważył, że jest dostrzeżony – gest chorego. Kilka razy sama tę komedyjkę widziałam, kiedy, wracając z Komorowa, wysiadałam przy Grójeckiej i tam go właśnie spotykałam.(…)”
Wat, ten symulant, niedługo umrze, za dwa lata. A Bruno Jasieński to przede wszystkim poeta zaangażowany. Cenę, jaką za to zapłacił, była ogromna. Dlatego Panie Jacku tu piszę, że poezja nie może być taka populistyczna i pusta, jaką Pan uprawia, nawet w wieku zamazanych wartości, bo to nie przelewki.
51 Ewa > andrzej 152 // lip 9, 2010 at 13:19:42
Równocześnie wklejaliśmy komentarze, Panie Andrzeju, więc parę sów o tym Pana ostatnim komentarzu. Dziękuję za opowiadanie o Śmierci i pewnie na wieczorkach poetyckich Pan Jacek nasłucha się niejednego o kojącej roli poezji dla czytelnika, szczególnie, że faktycznie, są udokumentowane fakty powtarzania sobie wyuczonych na pamięć wersów np. Goethego w obozach koncentracyjnych i dzięki temu pomagających uwiezionym przetrwać i przeczekać. Moja koleżanka, moja rówieśnica, przed ostatnimi naświetleniami w szpitalu, jak ją odwiedziłam w domu, bo tam na oddział nie wolno było wchodzić, miała na biurku tylko książeczki do nabożeństwa i poezję religijną niewysokiej próby, a to przecież absolwentka ASP, czyli kobieta z tych „jaśniejszych”, mówiąc językiem Gombrowicza.
Ja jednak chciałabym mówić o poezji w sensie szerszym, nie w jej roli terapeutycznej, czy podobania się, bo sztuka nie jest od tego, chciałam o tych właśnie baudelaireowskich mostach, które pozwalają nam ludziom, przechodzić z epoki do epoki. I nie mogą być miarą piękna, bo epoki są ohydne niejednokrotnie, ludzkość raz upada w mroki i brak rozumu, potem się otrząsa i temu właśnie towarzyszy i sekunduje głos Poety. Jacek Dehnel swoją nominacją do najważniejszej literackiej Nagrody NIKE jest takim, czy chce, czy nie chce, takim głosem Poety. Jakie były głosy poetów jeszcze niedawno, pisze w „Dzienniku” Anna Kowalska. Pisze tam źle o Słonimskim. Antoni Słonimski wojował z całym światem literackim i on został i został Aleksander Wat, reszta już powoli nie istnieje. Nie jestem zwolenniczką poezji Zbigniewa Herberta, czemu dawałam tutaj niejednokrotnie wyraz. Nie jestem za pomnikami, za sztucznym wskrzeszaniem antyku, za takim wysokim tonem. Ale przecież nie odmawiam wielkości, wśród takiej małości.
52 Jacek Dehnel // lip 9, 2010 at 17:02:54
O, awansowałem na starego wygę-populistę. Im dalej w las, tym więcej grzybków. Halucynogennych.
53 Ewa // lip 9, 2010 at 19:17:46
Panie Jacku, może ktoś się jeszcze wypowie, celowo nie daję następnej notki, ja już swoje powiedziałam i napisałam. Może jednak Pan Andrzej się wycofa ze swoich słów, może trzeba trochę nad nim popracować, ma swojego bloga.
Być może pod wpływem psylocybków napisałabym inaczej, w tych stronach, gdzie jestem takie nie rosną, ale ja i tak piszę zawsze tylko przy herbacie.
54 andrzej // lip 9, 2010 at 20:07:16
Do Pana Jacka Dehnela
Może coś napiszę, chociaż pewnie się już wypisałem, jak stary długopis. To może podsumuję. Powiem tak: blog Pani Ewy jest absolutnie arystokratyczny i wypada na nim zachowywać się zgodnie z zasadami savoir-vivru, których już nie uczą w dzisiejszych szkołach, a i domach nieczęsto. Jak pani Ewa była łaskawa wspomnieć, pochodzę z pokolenia ludzi starych, tak starych, że mam syna akurat w wieku Pana Jacka. Dlatego z taką śmiałością, by nie powiedzieć, bezczelnością, przekazuję swoje uwagi niewprawnego w pisaniu człowieka, człowiekowi o półtora pokolenia młodszemu, acz niepomiernie bardziej niż ja znanemu opinii publicznej, nawet nie czytającej poezji. W blogu Pani Ewy zawsze fascynowała mnie głębia przemyśleń właścicielki, choć często nacechowanych zbyt dużą dozą krytycyzmu. Pytanie, czy za dużą, czy w świecie powszechnego spłaszczenia nie potrzeba kogoś mówiącego wprost i nawet ostrzej niż można by, pozostaje do rozstrzygnięcia. I zawsze miałem, pisząc coś na tym blogu, poczucie niższości, wynikające głównie z braku wykształcenia humanistycznego i z braku oczytania. Czy moje życiowe przemyślenia dorastały choć trochę do poziomu tutejszych dyskusji, nie mnie oceniać. Piszę to po to, by zasugerować Panu Jackowi dwie sprawy. Po pierwsze by zaglądał na ten blog, bo warto, nawet jak nie będzie o jego wierszach. By zaglądał, nawet jak go sądy Pani Ewy będą wkurzały. A po drugie, jak już zaglądnie, to niech wie, że nie da się tu wykpić byle czym, że potrzebna jest i wiedza (Pan Jacek ja posiada) i głębia przemyśleń, i zaangażowanie w dyskusję, nie ograniczające się do napisania paru zdań. A gdy Pan czasami wkurzy się zupełnie, jak kiedyś ja, to i tak Pan pewnie powróci. A co do Szymborskiej to zdania nie zmienię, Herberta uważam za największego współczesnego poetę polskiego, a o Wacie i Panu Dehnelu będę miał zdanie za jakiś czas. Póki co, Wat mi się bardzo podoba, jego wiersze oczywiście, nawet wtedy, jak bił żonę i kradł.
Pozdrawiam ..
55 Jacek Dehnel // lip 9, 2010 at 21:40:26
Panie Andrzeju,
to miła reklama, ale o opiniach Pani Ewy i jej kolegów z innego bloga na ogół nie mam wygórowanego zdania.
56 Przechodzień> andrzej // lip 10, 2010 at 00:56:33
Bardzo łaskawe są Pana opinie o blogu Pani Ewy, ale już odwoływanie się do potencjalnej wiedzy i głębi przemyśleń Pana Dehnela, apelowanie, by wiedział, że wchodząc tu, byle czym wykpić się nie może, to zbyteczna galanteria i po prostu głęboko nietrafne.
Trudno nie dostrzec, że Pan Dehnel pojawia się u Pani Ewy tylko i wyłącznie kiedy o nim mowa i bynajmniej nie po to, by rozmawiać o pryncypiach na poziomie, lecz przeciwnie, by ten poziom obniżyć jak tylko się da, co ma zdyskredytować autorkę, zamazać, wypaczyć sens i wymowę jej pisma.
Kolokwialnie mówiąc Pan Dehnel przychodzi tu po prostu zrobić przysłowiową kupę na wycieraczkę, albo delikatniej – uprawiać trolling.
57 Jacek Dehnel // lip 10, 2010 at 16:01:09
O, jest jeszcze oskarżenie o kupę na wycieraczce (przysłowiową? Z jakiego to przysłowia?), wszystko w trosce o kulturę. Brawo.
58 Marcin // lip 10, 2010 at 16:57:16
Zarzucono mi, że jestem na tym blogu tylko obserwatorem i nie angażuję się naprawdę i do głębi w dyskusje – zwłaszcza, gdy autorka jest opluwana. No to teraz się zrehabilituję.
Jacek (przepraszam, że na Ty, ale jesteś ode mnie rok młodszy i nie widzę powodu dla zachowywania sztucznego dystansu) zrobiłeś tu zwykłe siano. Nie przeczę, że jesteś mądry, inteligentny i wrażliwy, ale tu Cię poniosło. Ja gdy widzę, że dyskusja zaczyna skręcać w stronę mordobicia, albo zadaję ostateczny cios i idę do domu (a potem czekam na wezwanie na kolegium he he) albo dyplomatycznie się wycofuję.
To prawda, że Ewa w swojej recenzji poczyniła wycieczki osobiste wykraczające poza relację książka – czytelnik. I być może masz prawo czuć się urażony. Ale poniekąd sam jesteś sobie winien, bo stworzyłeś taką kreację artystyczną, że trudno oddzielić pisarstwo od człowieka. To jest zresztą choroba naszych czasów i przekleństwo wszystkich artystów, którzy udzielają się w mediach. Dla pisarza w zasadzie sytuacja idealna jest wówczas, gdy wszyscy znają jego książki, ale gdy on sam wejdzie do warzywniaka, nikt nie wie, że on to Właśnie Ten On.
Dziś w mediokratycznej kulturze, kiedy wydawcy wręcz wymuszają na pisarzach wdzięczenie się do obiektywów, niestety to nie jest możliwe. A ty nie dość, że jesteś osobą publiczną – okej, ostatnio jakby mniej, ale jednak nie jesteś anonimowy – to jeszcze stworzyłeś wyjątkowo charakterystyczny i obrazoburczy image. Więc teraz nie dziw się, że Ty jako Jacek Dehnel z laseczką i twoje książki są rozpatrywane w nierozerwalnej symbiozie. Nawet ja dałem się w tę pułapkę schwytać. Ewa pewnie zaprzeczy, że zadziałał właśnie ów mechanizm asocjacji, będzie się zarzekać, że swoje sądy opiera tylko na lekturze, ale ja myślę, że podświadomie również padła ofiarą celebryckiej nierzeczywistości.
Nie wiem czy rzeczywiście jesteś taki trochę sepiowy i XIX-wieczny, czy tylko tak siebie wymyśliłeś, ale fakt jest faktem – Ty i twoje dzieło to jedność. I ponosisz tego konsekwencje.
> Ewa
Jeśli uważasz, że nie jestem dość radykalny (establishment albo Ty), że uprawiam jakąś woltyżerkę, to po prostu zbanuj obydwa moje IP. I nie rób bloga przeciw komuś lub czemuś dla zasady. Po prostu rób swoje i olewaj establishment, jeśli ci nie pasuje.
59 Ewa > Marcin // lip 10, 2010 at 17:55:49
Błędem jest Marcinie to, że przechodzisz z Panem Jackiem na „Ty”, a on sobie tego wyraźnie nie życzy i tę formę powinieneś zachować dla zasady, nawet, jak cały świat będzie na „ty”, to tutaj, na moim blogu powinieneś pisać do Pana Jacka per „Pan”.
Dlatego, ponieważ nie trzeba mnożyć utrudnień w komunikacji. Miałam nadzieje, że wypowiesz się o utworach Pana Jacka, a nie o samym Panu Jacku, który, jak słusznie mąż z Katowic napisał, mnie tutaj deprecjonuje i obniża poziom dyskusji, by wszystkim w Polsce bibliotekarkom, które Pana Jacka kochają i z wypiekami na twarzy spijają każde Jego słowo w necie, dać do zrozumienia, jaka ja jestem głupia, że nie potrafię zrozumieć źle czytając oczywistości przesłania wierszy „Ekranu kontrolnego”. Czy Ty zdajesz sobie Marcinie sprawę, ile w Polsce jest bibliotekarek? Ile ich jeszcze dodatkowo ocaliła niefortunna akcja pisarza Tomasza Piątka, uniemożliwiająca pozamykanie i zlikwidowanie martwych bibliotek w gminach, gdzie dzieci grają tylko w gry na darmowym komputerze i nic nie czytają, i gdzie nie czytają też same bibliotekarki? To jest Marcinie ewangeliczny legion! I Ty chcesz, bym ja samotnie na małym, jak się wyraził Jacek Dehnel „blożku” mogła zwyciężyć te tabuny entuzjastów Pana Jacka?
Nie wiem więc Marcinie, o jaką pretensję Ci chodzi. Widzę, że trollujesz podobnie jak Jacek Dehnel. Ja chcę byś się wypowiedział na temat wierszy, a nie na temat mojego stosunku do establishmentu, który przecież dla mnie nie istnieje. Nie zakwalifikowano nigdy ani jednej mojej literackiej pracy do konkursu, wydawnictwa odrzuciły mój komiks i nikt mi nic nie chce wydać. W Sieci jestem przemilczana, nikt nie powołuje się na moje teksty, nie polemizuje ze mną. Wygraną w jedynym konkursie translatorskim po kumotersku załatwił mi Patryk.
I czego jeszcze Marcinie ode mnie oczekujesz? Ja od 10 lat robię przecież swoje. Cóż to znowu za banały piszesz? I dlaczegóż to miałabym Cię banować? Za co?
60 Przechodzień> Dehnel // lip 10, 2010 at 18:52:03
Mimo, że zjawisko zostawiania klocka na wycieraczce jest niezwykle w Polsce rozpowszechnione (pisał o tym Mrożek w “Dzienniku powrotu” bodaj; że Meksykanin nigdy czegoś podobnego nie zrobi, raczej wbije nóż, zabije, ale kupy na wycieraczkę, jak Polak, przenigdy!), wydaje się, że rzeczywiście odnośnego przysłowia nie ma, a szkoda, bo sprawa wydaje się nabrzmiała, stare przysłowia się dewaluują w Virtualu (jak np. to o kopaniu dołków) mógłby je Pan, jako uzdolniony literat i jakże dobry w te, nomen omen klocki, stworzyć i wyryć na trwałe swój podpis w krwiobiegu kultury.
61 Robert Mrówczyński // lip 10, 2010 at 18:57:51
Podczytuję ten blog i ponieważ nie mam czasu na czytanie wszystkich komentarzy, najczęściej poprzestaję na przeczytaniu tylko notek wiodących. Zaintrygowany długością dyskusji, po części ją przeczytałem i nie wiem, dlaczego cały czas wmawia się autorce tekstu o „Ekranie kontrolnym” Jacka Dehnela, że pisze tam o autorze. Jeszcze raz przeczytałem i jest tam analiza wierszy, a nie wizerunku medialnego poety. Niczego nie napisała ani o żadnej laseczce, ani o modzie retro. Tekst wynikły, jak wnioskuję, z wnikliwej lektury wierszy Jacka Dehnela jest napisany bardzo dobrze. Faktem jest, że udział autora w tak krytycznym spojrzeniu na jego twórczość jest cokolwiek niesmaczny. Natomiast, pamiętam sprzed lat, do nagrody NIKE pretendowały bardzo słabe książki, np. „Pola” Manueli Gretkowskiej i nie jest to żaden miernik ich wartości.
62 Marcin // lip 10, 2010 at 19:17:58
Jestem właśnie w trakcie czytania tej jakże już tu osławionej książki. Część wierszy znam już z Nieszuflady. Wypowiem się wkrótce na jej temat, ale – jeśli pozwolisz – na moim blogu. Nie obchodzi mnie, czego chce Jacek Dehnel – nie zamierzam facetowi w moim wieku bić pokłonów. A co do bibliotekarek przyznaję Ci pełną słuszność.
A zbanować mnie być może zechcesz, bo nie staję zdecydowanie po Twojej stronie. Ale ja staram się ważyć racje – w życiu naprawdę sporadycznie zdarzają się okoliczności, gdy trzeba stosować binarne myślenie.
Domagasz się polemiki? Być może będziesz ją mieć – nie wiem, to będzie zależało od wyniku mojej przygody z “Ekranem kontrolnym”.
63 Ewa // lip 10, 2010 at 19:26:47
Ok, Marcinie, bo już tutaj jestem tym wszystkim zmęczona.
Panie Robercie, dzięki, bo przecież ja naprawdę nie pisałam o człowieku, tylko o utworach.
64 andrzej // lip 10, 2010 at 21:05:43
Często się potwierdza, że pierwszy sąd o człowieku jest najprawdziwszy. Ja napisałem w pierwszym odruchu te swoje “Boże, jaki ten Pan Dehnel maleńki. A ja myślałem o nim, jak o zarodku giganta ” i powiem szczerze, trochę potem się speszyłem. Ale po tych kolejnych wpisach twórcy poezji, o której dyskutujemy, widzę, że nawet jeśli nie powiedziałem w swoim osądzie pełni prawdy, bo o to trudno, to jednak wskazałem na jej zasadniczą część.
Pani Ewo, to, że Pani praca jest ważna, potwierdza sam Pan Dehnel tymi swoimi niezbornymi wypowiedziami. Jeśliby to, co Pani pisze, nie było ważne, zupełnie by się tym nie przejął. Może zlekceważyć moje niefachowe wpisy, ale Pani głębokich osądów nie może. M0że spróbować je wykpić, ale – jak widać – nie potrafi tego nawet dowcipnie zrobić.
Pani się trzyma, Pani Ewo.
65 Ewa // lip 10, 2010 at 22:54:40
Dziękuję, Panie Andrzeju. Przenosimy się na blog Marcina…
Pamiętam zapiski Zofii Nałkowskiej, która prowadziła po wojnie Koło Młodych przy Związku Literatów i była przerażona. Myślę, że niewiele się zmieniło.
66 Jacek Dehnel // lip 11, 2010 at 00:10:21
P. Marcin:
Nie wiem za bardzo jaki “obrazoburczy” image stworzyłem, jakież to szargam świętości? Ale mniejsza o to.
Nie mogę się zgodzić, że to autor jest odpowiedzialny za to, że czytelnik atakuje jego osobę, a nie jego teksty. To jest wina tylko i wyłącznie czytelnika. Zawsze można powiedzieć: te wiersze są głupie/chamskie/niedojrzałe a nie mówić ten autor jest głupi/chamski/niedojrzały. Różnica jest zasadnicza: mówiąc o tekstach (wierszach czy komentarzach) mówimy o czymś, co mamy wyłożone jak na dłoni, co do przecinka, i oboje poznać możemy równie dogłębnie (abstrahuję od osobistych możliwości poznania każdego z nas, mówię o możliwościach potencjalnych), natomiast mówiąc o osobach poruszamy się po bardzo kruchym lodzie. Pani Bieńczycka może oczywiście pisać o mnie to, czy siamto, ja mógłbym o niej też napisać to czy owo, ale nie znamy siebie, a wyłącznie jakieś emanacje: słowa znalezione w necie czy w książce. Sądzenie po słowach o człowieku, jego motywacjach, cechach, itp. jest nader niepewne i, na ogół, szkodliwe.
P. Mrówczyński:
Mam wypisać wszystkie personalne (czyli tyczące mnie, a nie tekstów) uwagi Pani Ewy w tekście u góry i komentarzach, czy sam Pan znajdzie?
67 Robert Mrówczyński // lip 11, 2010 at 04:02:48
Już naprawdę przykro czytać Pana wyżalanie się na krzywdy i niesprawiedliwości, jakie tu Pana spotykają i te żenujące próby, by odwrócić bieg wypadków. Proszę się opamiętać, stało się, rzecz została napisana, przeczytałem Tekst Pani Ewy ponownie, by wyłapać, jak mi Pan radzi ataki personalne i przyznaję, może czuć się Pan dotknięty; Pan przyzwyczajony już jedynie do chóru podziwiaczy i potakiwaczy, ale nie tym, co Pan usiłuje tu wmówić, lecz niezwykłą przenikliwością i celnością, z jaką Pani Ewa rozbiera „Ekran kontrolny”, a z tego rozbioru widać, że… król jest nagi. Ale nie ma w nim cienia aluzji do Pana prywatności, nie tylko zresztą wobec Pana, nigdy nie zauważyłem, aby wobec osób, o których twórczości Pani Ewa pisze, posuwała się do niegodziwych aluzji, czy jakoś uwłaczała. Pani Ewa to wielka rzadkość; połączenie niezwykłej przenikliwości, dowcipu i bezkompromisowości, a jej cykl o chorobach blogowych to majstersztyk. Właściwie powinien Pan, jeśli już nie jako czytelnik, ale artysta dziękować bogu, że kogoś takiego spotkał, bo może Pan wiele skorzystać, o ile weźmie Pan sobie do serca diagnozy Pani Ewy, która zupełnie gratisowo i samotniczo diagnozuje stan polskiej kultury.
Jedyne co można, od biedy poczytać w tekście jako przekroczenie granicy, to uwaga o braku duchowości.
Ale duchowość lub jej brak jest właśnie tym, co decyduje o byciu poetą lub nie i jeśli pytamy, dlaczego wiersze są złe, to taka odpowiedź jest całkowicie uzasadniona. I w niczym nie narusza dóbr osobistych, to raczej kategoria poznawcza, a nie inwektywa. No i przecież można tworzyć sztukę pozbawioną duchowości, zarabiać na tym, być uznanym, dostawać nagrody. Czyż nie tak funkcjonuje polskie życie artystyczne? Wszystko zależy jak wysoką się sztuce wyznaczy poprzeczkę. Dlaczego chce Pan koniecznie przekabacić również Panią Ewę, zniżyć lub podnieść do swojego poziomu i zyskać jej uznanie, skoro żyjecie w światach nieprzystawalnych i innym panom służycie?
Prawdę mówiąc, wobec pańskiego uporu i braku widoków na „rozstrzygnięcia sporu” pozostaje Panu jedynie droga sądowa dla udowodnienia swoich racji, zwłaszcza, że są one tak ewidentne. Być może sąd znajdzie dla nich zrozumienie. Przemawia Pan tutaj językiem bardziej zbliżonym do sfer prawniczych niż artystycznych.
Komentarzami i ich zawartością nie będę się zajmował, to Pana działka, jak rasowy prokurator łapie Pan za słówka, wmawia rzeczy, których podsądni nie wypowiedzieli, nieustannie próbuje Pan wyprowadzić rozmówcę z równowagi, by przestał się kontrolować i palnął coś, na czym Pan dalej buduje swoją linię ataku, by zaczęła się pyskówka i magiel na całego, no mniej więcej tak jak to napisał Przechodzień. Pan naprawdę wydaje się nie wiedzieć gdzie jest i z kim rozmawia.
68 Jacek Dehnel // lip 11, 2010 at 08:43:48
P. Mrówczyński:
Pan Przechodzień to osoba, która jakiś czas temu publicznie na tym blogu podała słowa, których nigdy nie wypowiedziałem, jako moją wypowiedź w radiu.Spierał się ze mną, żądał satysfakcji, udowadniał mi, że jestem wielbłądem, a kiedy wyszło na moje (okazało się, że w tej samej audycji powiedział to inny gość), to oskarżył mnie, że to moja wina. Pan Przechodzień może sobie twierdzić cokolwiek, mam do jego wypowiedzi bardziej niż ograniczone zaufanie.
Rzeczywiście, wydaję się, że nie wiedziałem, gdzie jestem i z kim rozmawiałem. Dałem temu logowi kredyt zaufania, wbrew poprzednim doświadczeniom. A należało sobie powiedzieć, że są to sprawy niereformowalne i szkoda papieru i atramentu, tudzież peiperu i putramentu.
69 Ewa // lip 11, 2010 at 11:37:43
Całość konfliktu Przechodnia z Panem Jackiem Dehnelem jest tutaj
http://bienczycka.com/blog/?p=718#more-718
Jako właścicielka bloga streszczam, że Przechodzień nie ze złej woli, lecz z zamazanej informacyjnie audycji pomylił wypowiedź radiową Igora Stokfiszewskiego z wypowiedzią Jacka Dehnela. Histeryczna reakcja Pana Jacka na tę, przecież nie tendencyjną pomyłkę, którą Przechodzień nie szczędząc sił i czasu, wbrew hamującym sprawę telefonom do Radia przez poszkodowanego, wyjaśnił, świadczy tylko o tym, że ten ogromny, blogowy wysiłek, jaki podejmuję pisząc o twórczości, celowo kieruje się na sprawy nie mające z nią nic wspólnego.
Panie Jacku, dyskusja przenosi się na blog Marcina (jeśli jeszcze się nie zniechęcił) on ma aktywny link do bloga w imieniu Marcin w komentarzu. Serdecznie tam Pana zapraszam, tam Pański kredyt zaufania na pewno nie zostanie nadwątlony.
70 Przechodzień> Dehnel // lip 11, 2010 at 12:43:03
No właśnie, jeśli Pana zamiarem było wznowić dawny spór, bo ma Pan coś nowego w tej sprawie (np. chce Pan wkleić materiał dźwiękowy z rzeczonej audycji), należało się skierować pod podany wyżej link.
Jeśli chodzi o kredyt zaufania, trzeba było na dzień dobry zapowiedzieć, że go Pan łaskawie udzieli, a nie na końcu, kiedy już został tak bezpowrotnie zmarnowany. Toż to straszne marnotrawstwo! Naprawdę, wielka szkoda!
Ale z drugiej strony powiało przedwojenną arystokracją, która też w końcu wszystko zmarnowała.
71 Marcin // lip 11, 2010 at 17:04:40
Spokojnie, jeszcze nie skończyłem pisać recenzji. Dajcie mi jeszcze godzinę, dwie. A wracając do sprawy symbiozy twórcy i jego dzieła, to pisząc o relacji Ewy z Dehnelem jak najbardziej odniosłem się również do jego pracy twórczej. Śmiem twierdzić, że w dzisiejszych celebryckich czasach człowiek i jego twórczość to jedno. Nie twierdzę, że to źle, ani dobrze – to kulturowy fakt. Chyba, że komuś uda się tak zaszyć jak Pynchonowi czy Salingerowi.
72 Jacek Dehnel // lip 11, 2010 at 17:13:06
Celebryckie czasy to nie jest oczywistość, tylko opcja. Czytelnicy “Pudelka” żyją w czasach celebryckich, moi znajomi, przyjaciele i ja – w niecelebryckich. To kwestia wyboru, Panie Marcinie.
P. Przechodzień:
Z Panem już się narozmawiałem, dziękuję.
P. Ewa:
Insynuowanie, że jeszcze coś próbowałem blokować w Radiu, jest 1. niczym niepoparte 2. kompletnie fałszywe 3. po prostu świńskie ale 4. znakomicie pasuje do Państwa stylu.
73 Ewa // lip 11, 2010 at 17:53:52
Panie Jacku, kto będzie chciał się dowiedzieć, jaki jest nasz styl i jak został Pan przez nas skrzywdzony, pokona te wszystkie komentarze i sam wyciągnie wnioski. W nich jasno wynika, że nie chciano udzielić mężowi w Radiu szybkich wyjaśnień, kto był autorem tych słów, a Pan miał z ludźmi z Radia bliższy kontakt.
Ale wie Pan, jakoś poczułam się solidarna z trudną w to upalne lato pracą Marcina, bo nie miał w planie pisania recenzji z Pana tomiku i winna, że ją sprowokowałam, i chciałam zabrać głos na jego blogu w dyskusji. Nawet jeszcze raz dzisiaj przeczytałam cały tomik, który tutaj na wieś zabrałam. Ale naprawdę, już po tym wszystkim, co się na blogu wydarzyło, nie jestem w stanie. Więc bardzo proszę Panów o przeniesienie się na blog Marcina i tam przeprowadzenie, tak jak Pan chciał ze mną, analizę Pana wierszy. Życzę powodzenia.
Jeszcze uwaga techniczna: nie wiem, czemu dwa ostatnie komentarze Pana Jacka znalazły się w spamie i cudem je uratowałam. To jest wyjaśnienie, dlaczego nie pokazały się od razu.
74 Jacek Dehnel // lip 11, 2010 at 18:05:17
Zapomniała Pani tylko powiedzieć, że Pan Przechodzień nie potrafił powiedzieć, o które radio chodziło i próbowałem sprawę załatwić nie z tą redakcją. Pomóc, nie przeszkodzić.
Napisała Pani, że moje telefony coś hamowały. To zwykłe, niskie kłamstwo. Gratuluję.
75 Ewa // lip 11, 2010 at 19:30:41
Ach, Panie Jacku, nastąpiła pomyłka i mąż starał się wszelkimi siłami rzecz wyjaśnić. Wyjaśniał tak, jak w tych komentarzach jest napisane: nie szczędząc czasu i środków, pisał przecież do Radia. A Pan brał w tej dyskusji udział i nic nie pomógł. Gdybyśmy mieli złą wolę, to przecież nie wyjaśniałby mąż tej sprawy, wystarczyłoby, jak Pan pisze, kłamstwo. To było oddanie czasu jego i innych w celu naprawienia pomyłki. Jak miał się dowiedzieć, że to Stokfiszewski. Na końcu audycji reporterka podziękowała Jackowi Dehnelowi. Wymieniła Pana nazwisko. Stało się, a Pan od razu jakiś spisek. A przecież to wszystko był wielki wysiłek i spawa się wyjaśniła, gdyby Pan pomógł, wyjaśniłaby się prędzej. O tym telefonie tam jest, ale może to niech czytają jacyś postronni, niech Marcin nie pisze tej recenzji i niech zajmie się tamtą sprawą, skoro to takie nas obciążające. W końcu napisał, że twórczość i człowiek to jedno, więc co mu za różnica.
76 Marcin // lip 11, 2010 at 19:34:19
Z małym poślizgiem spowodowanym chyba przegrzaniem modemu, jest już na moim blogu recenzja “Ekranu”. Więc jakby co, zapraszam – wystarczy kliknąć w moje imię.
77 Marcin // lip 11, 2010 at 19:39:13
Ewa, nie przekręcaj moich słów. Nie twierdzę, że człowiek i twórczość to jedno, tylko że tak się dziś zrobiło wskutek medialności sztuki. Mało komu udaje się istnieć w świecie tylko poprzez swoje dzieła. Udzielając się w środkach masowego przekazu mimowolnie tworzymy tę symbiozę. To trochę jak internetowy hipertekst. Myślę, ze ten stan należy próbować jednak przełamywać.
78 Ewa // lip 11, 2010 at 19:52:33
To przecież Marcinie właśnie mówię, że hipertekst. Nie przekręcam. Ta sprawa z Przechodniem i Panem Jackiem w Radiu, to nic innego. A że nudy potworne, to nic nie szkodzi, bo widać potrzebne, skoro się je tak przywołuje, nie w celu przełamania, ale hodowania. Marcinie, ja naprawdę jestem wycieńczona, jeszcze dzisiaj się pożarłam z Naćpaną, i ja Ciebie bardzo przepraszam, że zamilknę. Ale chętnie to, co się na Twoim blogu będzie działo, podglądnę. Powodzenia.
79 Marcin // lip 11, 2010 at 21:52:38
Rany, jak można się pożreć z Naćpaną? Ale ty jednak fajterka jesteś – choć wycieńczona wojowaniem. Na nic się nie gniewam i nie gniewałem się nigdy. Książkę Dehnela przeczytałem od dechy do dechy i postarałem się jak najdokładniej spisać, co mi się nasuwa z tej lektury. I bardzo Ci dziękuję, że zmusiłaś mnie do tego wysiłku, bo ja mam poczucie, że za mało piszę o sztuce.
A będziesz?
A tamta druga sprawa jakiś się załatwi. Najwyżej będziesz mi wysyłać paczki z książkami do ciupy.
80 Ewa > Marcin // lip 11, 2010 at 23:26:51
Tak, frajerka, nie powinnam rozmawiać z niepełnoletnimi. Tak, ale tylko książki, bo na paczki żywnościowe to mnie nie stać. Jutro będę już aktywna na Twoim blogu, miałam kryzys.
81 Sarnata // lip 12, 2010 at 20:23:31
Miał być koniec wojny polsko-polskiej, a tu ostra walka. Na noże. Mam nadzieję, że papierowe: nie z twardej tektury, a z miękkich serwetek; choćby i z papieru toaletowego – mowa tu była o “klockach”
A propos duchowości: http://www.youtube.com/watch?v=PPnhiVe9B0A
82 Rysiek listonosz // lip 12, 2010 at 22:22:23
O, witam Panie Sarnato!
Tu nic nie ma o papierze toaletowym.
I widzę, że Pan konsekwentnie lansuje na blogu kreacjonizm. Czy to jest aluzja do duchowości Pana Jacka? Bo z całą pewnością Jacek Dehnel nie ma korzeni indiańskich. Wolałbym analizę wierszy, a nie tak na łatwiznę…
83 Marcin // lip 12, 2010 at 23:16:51
A no właśnie mr Sarnata – tu byle czym się nie wykpiwamy. A z papierem toaletowym i serwetkami to na powtórny przemiał Tu wojna idzie o literackie pryncypia. Kiedyś pisarze szli za to na ubitą glebę i gołe klaty. Teraz na szczęście załatwiamy to nieco bardziej humanitarnie za pomocą klawiatury.
84 Sarnata // lip 14, 2010 at 15:03:04
1) Słowa Indianina utrwalone na YouTube wydały mi się odpowiednim komentarzem do problemu duchowości obecnego na tej stronie (i świszczącego jak tomahawk); przecież dotyczą „poprawy kondycji Świata Ducha, który według „Ekranu kontrolnego” chyli się ku upadkowi”.
- „Wszędzie towarzyszy poecie tzw. „oko Boga”, czyli perspektywa kosmiczna, co miejscami jest niezamierzenie bardzo śmieszne, bo zwyczajność Jacek Dehnel demonizuje, jakby odwrotnie do zamierzeń. Ponieważ nie jest osobą duchową i nie ma pojęcia, co oznacza duchowość, naturalnym dla niego zdają się przymiarki do obrazowania ze spotkań ze zwykłą rzeczywistością, traktując je, jako zjawiska nadprzyrodzone. Bo jeśli u Marii Konopnickiej, chłop Skrobek faktycznie widzi w taszczonej na jego wóz przez krasnoludki nie słomę, a sztabki złota, a zamiast rosy brylanty, to Jacek Dehnel, pozbawiony od urodzenia magiczności i baśniowości, widzi jedynie przysłowiową słomę.”
- „Widzi Pani: żeby powiedzieć o moich wierszach “są pozbawione duchowości” wystarczy je przeczytać i nabrać takiego (prawdziwego lub nie) poglądu. Ale Pani nie napisała: “wiersze Jacka Dehnela są pozbawione duchowości”. Napisała Pani – widocznie Pani zapomniała, więc zacytuję: “[Jacek Dehnel] nie jest osobą duchową i nie ma pojęcia, co oznacza duchowość”. Żeby wyrażać takie kategoryczne sądy o człowieku (nie o twórczości) trzeba kogoś bardzo, bardzo dobrze znać.”
- „(…) jesteśmy w świecie cały czas skłamanym przez różne siły i różne interesy, w świecie walki tych władz (pieniądza, strefy wpływów, niewolnictwa, walki o rząd dusz, czyli sekt religijnych itp.) . Duchowość polega właśnie na przenikaniu tych skorup, tych stereotypów, to nie musi być kasandryczne, ale fluidy, niepokój towarzyszył każdej epoce i to prawdziwi artyści potrafili wychwycić. Myli Pan duchowość Złotego boya, bo to jest atrapa, to jest sztuczność i podmiana. I już nie czepiajmy się czy chodzi o Pańską prywatną duchowość, czy poety, czy podmiotu lirycznego, bo tak można dyskutować w nieskończoność, szczególnie, że sam termin można interpretować wieloznacznie. Użyłam tego określenia w sensie braku trzeciego zmysłu, intuicji, magiczności, czegoś, co artyście pozwala powiedzieć więcej, niż powiedział.”
Kreacjonizm… Z pewnością Jacek Dehnel nie pochodzi od małpy (jeno od Ducha, podobnie jak małpa; choć nazwisko mogłoby sugerować, że od daniela); co do indiańskich korzeni, nie byłbym ich taki niepewny, bo pani Ewa demaskuje iście pomidorową czerwoność 30-latka:
„Ach Panie Jacku, Pana stara indiańska metoda, by na wstępie deprecjonować dyskutanta i imputować mu mały rozumek.”
Po takim sformułowaniu, gdy scyzoryk się otworzył tj. topór wojenny sam wyskoczył z ziemi, gdy przyfasolenie zaczęło grozić doziemniaczeniem, a kolba kukurydzy zaczęła tłuc w bag-net, Indianin musiał zasrebrzyć mową.
„Pewien sceptyk, gotów do kłótni, prosił:
- Wymień jeden praktyczny, przyziemny rezultat duchowości”.
- Bardzo proszę”, odparł Mistrz.
- Gdy ktoś cię obraża, możesz wznieść swojego ducha tam, gdzie obelgi nie docierają”. (Anthony de Mello SJ)
Nie wypowiem się na temat samych wierszy, bo ich nie czytałem. Lektura „Ekranu…” przede mną: tytuł leżakuje w dziewięciu filach wrocławskiej biblioteki publicznej prowadzonej przez wiele miłych pań. Ale pewnie broniłbym Jacka Dehnela, bo urodziliśmy się w tym samym dniu pierwszego miesiąca celtyckiego lata, a solidarność byków (a właściwie jaśminów) 1-majowych zobowiązuje
Tymczasem pozwolę sobie zauważyć, że pani Ewa chroni Jacka Dehnela przed popadnięciem w pychę; i to za darmo; a pisząc barwnie o jego twórczości, choć bardzo krytycznie, zachęca do zapoznania się z nią: to darmowa reklama. Nie sposób tego nie docenić.
2) O papierze toaletowym mowa jest pośrednio (podobnie o serwetkach, gdy mowa o dobrym wychowaniu); pomijając dowcip o figurach geometrycznych kojarzących się pacjentowi z dupą:
- „Kolokwialnie mówiąc Pan Dehnel przychodzi tu po prostu zrobić przysłowiową kupę na wycieraczkę, albo delikatniej – uprawiać trolling.”
- „O, jest jeszcze oskarżenie o kupę na wycieraczce (przysłowiową? Z jakiego to przysłowia?), wszystko w trosce o kulturę. Brawo.”
- „Mimo, że zjawisko zostawiania klocka na wycieraczce jest niezwykle w Polsce rozpowszechnione (pisał o tym Mrożek w “Dzienniku powrotu” bodaj; że Meksykanin nigdy czegoś podobnego nie zrobi, raczej wbije nóż, zabije, ale kupy na wycieraczkę, jak Polak, przenigdy!), wydaje się, że rzeczywiście odnośnego przysłowia nie ma, a szkoda, bo sprawa wydaje się nabrzmiała, stare przysłowia się dewaluują w Virtualu (jak np. to o kopaniu dołków) mógłby je Pan, jako uzdolniony literat i jakże dobry w te, nomen omen klocki, stworzyć i wyryć na trwałe swój podpis w krwiobiegu kultury.”
Może jakiś konkursik ogłosić na powiedzonko?
Lepsza jest przed drzwiami kupa, niż otwarcie zbita dupa.
Nie sraj drugiemu, co tobie niemiłe.
Kupa – lepsza na rabatce niż na wycieraczce – odwrotnie niż buta.
3) Ku pojednaniu (na pewno będzie lepiej):
Kto powiedział, że pan Jacek
Jest odarty z duchowości,
Temu spiję krew jak gacek
Tam, gdzie leżą królów kości.
Kto powiedział, że bazarkiem
Można nazwać tego bloga,
Tego trafię zgniłym jajkiem
Przy Mirowskiej Hali rogu.
85 Ewa // lip 14, 2010 at 22:44:03
Panie Sarnato, doceniam Pana wysiłek pisania tak obszernego komentarza w to upalne lato, ale jeśli Pan pisze pod wątkiem o tomiku Jacka Dehnela „Ekran kontrolny” i z dumą oświadcza, że – mimo, że wiele omawianych tu wierszy jest łatwo dostępnych na portalu nieszuflada – ich nie czytał, to można Pana wysiłek ocenić jako zwykły trolling, podobny wysiłkowi samego autora omawianych tu wierszy. Bardzo mnie Pan zasmuca, bo ja naprawdę wykonałam wielką robotę, a Pan mi wszystko psuje swoimi popisami. Jest bardzo dużo portali, gdzie opowiada się dowcipy, Pan Jacek poleca Masztalskich. Bardzo proszę się tam produkować.
86 Potworny Babus filia1@interia.pl // lip 19, 2010 at 01:44:37
Pani Ewo,
Jako czytelniczka Pani bloga, bibliotekarka na etacie, a także magister kulturoznawstwa i dziennikarstwa oraz redaktor pisma o kulturze, przyznam, że struchlałam czytając Pani słowa, które poniżej cytuję. Nie tylko dlatego, że sama nie poczuwam się do bycia “nafumanym kulturą tłukiem strasznym i nabzdyczonym”, ale też nie znam żadnej koleżanki po fachu, którą by można było podobnymi epitetami określić. Skąd takie stereotypowe myślenie u poniekąd inteligentnej osoby o otwartym umyśle? Jak można tak w ferworze polemiki z jednym, obrażać nieopatrznie i niezasłużenie innych?
cytuję dosłownie (komentarz nr 36): “Pan Panie Marku, tak się interesuje, to niech Pan przepyta na okoliczność sztuki, losowo wybraną bibliotekarkę, zazwyczaj to są tłuki straszne, nabzdyczone i nafumane kulturą. A zasiadają w jury prowincjonalnych konkursów. Po prostu nie ci ludzie, nie na tych posadach. Artysta w psychiatryku, a potworny babus na etacie. “
87 Ewa // lip 19, 2010 at 10:35:51
Pani Babus, niestety, Pani komentarz świadczy o tym, że jest jednak Pani tym nabzdyczonym i nafumionym babusem. Bardzo mi smutno, bo chciałam przyciągnąć na mój blog takich właśnie otwartych i z poczuciem humoru czytelników. Skoro Pani taka uczona, to pamięta Pani scenę z „Ciotka Julia i skryba”
Mario Vargas Llosy (książka była sfilmowana), jak pod oknem dziennikarza Radia pojawiła się demonstracja złożona z tłumu obrażonych Albańczyków. Mnie to oczywiście nie grozi w moim małym château na wsi, gdzie tuż obok znajduje się biblioteka gminna, bo te interesujące blogi literackie mają blokadę, gdyż jakiś obyczajowy program wykrył w nich słowa szkodzące młodzieży. Więc nie mam szans zainteresować sobą jakakolwiek bibliotekarkę. Musi też Pani pamiętać słynne sceny z filmu „Pianista” Polańskiego, gdzie na śmierć ukrywającego się, wybitnie utalentowanego pianistę skazuje na klatce chodowej folksdojczka (rewelacyjna w tej roli Katarzyna Figura), albo ten działacz podziemnej organizacji, który przehuśtał wszystkie pieniądze składane przez mieszkańców Warszawy na wyżywienie zbiega i tym skazanie Szpilmana na śmierć głodową. Uratował go dopiero Niemiec, Kapitan Wilm Hosenfeld, który przynosił mu jedzenie do jego kryjówki i pozwolił mu uciec.
Podaję Pani adres mailowy , może Pan Jacek przeczyta i uratuje go Pani od śmierci duchowej w więzieniu Gwiazdy i zrobi Pani z niego Artystę. Będzie to na plus Pani zawodu.
A tak na marginesie, to mogę tu sportretować tabun malarek – adiunktów, asystentek, docentów , doktorów, ASP, wszystko, co mi się przewinęło przez całe życie, a poznałam naprawdę sławne i uznane malarki. Nie są nic lepsze od przytoczonych tu bibliotekarek i o to może Pani być spokojna. I dzięki za komentarz (na bezrybiu…), bo zawsze jest jakiś ruch na moim blogu, a ja zbieram maliny i nie mam czasu pisać. Pozdrawiam.
88 Potworny Babus // lip 19, 2010 at 15:01:31
Pani Ewo,
Doprawdy szczerze współczuję, że przez Pani długie życie przewinęło się aż tyle przerażających kreatur. Ubolewam zwłaszcza nad Pani szerokimi znajomościami w mrocznym i zepsutym świecie nauki i sztuki – wszak kto z kim przestaje, takim się staje, jak mówi niezawodna mądrość prostego ludu. Domyślam się, że w szczególności obcowanie z malarkami (widzę, że płeć oraz sława i uznanie mają tu szczególne znaczenie) musiało być niebywale uciążliwe – chociaż moim skromnym zdaniem, te mniej sławne i mniej uznane bywają daleko bardziej antypatyczne i zjadliwe. Ale mogę się mylić, bom przecie tłuk
Tym samym nie poczuwam się do czynienia z kogokolwiek artysty, bo żaden ze mnie Pigmalion, tylko zwykły babus biblioteczny, co się za dużo w życiu nastudiował, aż go nafumało i nabzdyczyło.
Co do Pana Jacka to cieszę się niezmiernie, że zupełnym przypadkiem odkryłam Pana mniej dystyngowane, za to bardziej ludzkie oblicze. I mówię to zupełnie bez ironii, że to bardzo sympatyczne, iż ktoś, kto wie jak z gracją nosić surdut, potrafi się też zacietrzewić adekwatnie do swego młodego wieku.
Serdecznie pozdrawiam
Babus Przepotworny
89 suggertis // lip 20, 2010 at 13:11:08
Bieńczycka:Dehnel
“Gigantomachia”, pieśń III
90 suggertis // lip 20, 2010 at 13:20:40
A żeby określić Dehnela słowem “dystyngowany”, trzeba chyba nie pojmować znaczenia tego przymiotnika.
91 Rysiek listonosz // lip 21, 2010 at 20:23:29
Na blogu kumple tajna polska podaje link, z którego wynika, że nie wszyscy lubią bibliotekarki i nie wszystkie bibliotekarki są tak przyjemne, jak pracownica fili 1:
http://yebood.com/index.php?subaction=showfull&id=1101135585&archive&start_from&ucat=32&
A z komentarza gościa bloga o nicku suggertis (zastanawiające, że pojawia się tutaj zawsze, gdy w wątku jest nazwisko Jacka Dehnela) wynika, że nie wszyscy odczuwają dystyngowany charakter Pana Jacka. Natomiast „Gigantomachii” nie rozumiem. Czy to jest aluzja do biskupa Ignacego Krasickiego?
92 suggertis // lip 21, 2010 at 22:59:25
“Gigantomachia” = starcie gigantów (gatunek literacki starogrecki)
Istotnie, pojawiam się na tym blogu wraz z nazwiskiem “Dehnel”, bo już dwukrotnie nieźle się tu przy tej okazji zabawiłem. Tym razem z trzytygodniowym spóźnieniem, bo byłem na wakacjach, odpoczywałem nawet od internetu.
93 Rysiek listonosz >suggertis // lip 21, 2010 at 23:25:10
Acha…Nie wiedziałem. Dziękuję!
Jestem z zawodu listonoszem bardzo wdzięcznym za pouczenie i możność przyswojenia nowych wyrazów.
Wątpię, by Pan Jacek zaakceptował taką sugestię równania ciężarów gatunkowych – jego i właścicielki bloga – ale chyba nie ma wyboru. Szczególnie, że jego potrzeba zabawy, tak jak Twoja suggertisie, widocznie jest nie do opanowania. Potworny Babus tutaj napisał, że kto z kim przystaje, takim się staje, więc uważajcie Panowie, więcej szacunku dla siebie, jak wchodzicie na ten blog!
94 Feliks Lokator // lip 23, 2010 at 07:11:31
szkoda kruszyć kopijów, bo i tak nie ma po co;
giełda rowerowa zaopatruje bez sztuk nawet jeden, abubekir i kurir
95 Ewa > Felks Lokator // lip 23, 2010 at 10:15:05
Mimo sugestii Naćpanej Światem nie siedziałam i nie znam grypsery i nie wiem, co znaczy „abubekir” i „kurir”, więc i cały komentarz, odnoszący się, jak mogę sądzić po miejscu wklejenia dotyczący wierszy w „Ekranie kontrolnym” Jacka Dehnela jest dla mnie niezrozumiały. Ale być może czyta mój blog jakieś więzienie w Polsce i nie będzie napisany na próżno.
Ale korzystając z Twoich odwiedzin Feliksie, a też odwiedzam codziennie Twój blog i nie mogę się zupełnie wyznać w tym rozbiciu go na tysiące odnóg i avatarów, może coś tu wyjaśnisz. Fajne są te wszystkie poetyckie kreacje, wielka szkoda, że TRUML się wszystkiego pozbył za jednym naciśnięciem klawisza, bo to były jedyne teksty, które tam dało się czytać w tej wazeliniarskiej, nudziarskiej beznadziei. Wiersz pod nickiem „Mathilde” o tych żyrafach na horyzoncie i zupkach chińskich był rewelacyjny, ale obawiam się, że też zerżnięty z jakiegoś amerykańskiego poety. Potem był wklejony na nieszufladzie pod nickiem NAĆPANA ŚWIATEM. Dobrze, że chociaż wiesz, co dobre, bo jak zżynać, to z najlepszych, ale nigdy nie poprę zrzynania i zawsze będę to potępiać. I będę potępiać, że robisz z portali literackich bydło, bo są to najczęściej jedyne miejsca, gdzie prawdziwi poeci mogą zaistnieć i jeśli niszczysz portalową urzędowość, brak artyzmu i sitwy, które natychmiast się formują – bo te choroby mamy po komunizmie nie wyplenione – to też przecież niszczysz tych bezprizornych i bezradnych poetów, którzy nie mają gdzie zaistnieć. Przykładem jest Szel, która odżyła na szerszym forum, a tak smutno kisiła się na własnym blogu. A jej nieposkromiony erotyzm poetycki jest natury ekshibicjonistycznej i musi mieć widownię, by ona mogła tworzyć i pisać.
Ale ogólnie to działasz pozytywnie, jak te wpuszczane w Siec wirusy, które mają ją umocnić i w sumie uzdrowić. Tylko pytam tak, jak Roman Knap napisał na blogu Marka Trojanowskiego, dlaczego krzywdzisz niewinnych ludzi? Widocznie, jak widzę, jest to wpisane w system, ale uniemożliwia to jakąkolwiek komunikację i kontynuację. Bo jak ktoś mnie obraża, to ja umieram dla niego i on umiera dla mnie. Jak tak będziesz eliminować, nikt nie zostanie.
96 Sarnata // lip 23, 2010 at 15:53:48
Pani Ewo, jeśli w jakiś sposób zasmuciło czy uraziło Panią to, co napisałem, proszę wziąć pod uwagę, że mojemu stukaniu w klawiaturę nie towarzyszyły intencje charakterystyczne dla trolowania, chciałem jedynie żartobliwie (a właściwie pół żartem, pół serio) skomentować awanturnicze elementy dyskusji na marginesie (wyszedł dość gęsto zapisany). Jeśli czymś zawiniłem, przepraszam. Naprawdę, gdybym nie czuł do Pani sympatii (choćby czubatej, ale – kto się czubi, ten się lubi), nie chciałoby mi się klecić moskalików (jednego dla Pani, a jednego dla oponenta, coby sprawiedliwiej było), a i również innych sformułowań, które nikim nie pomiatają i nikogo nie powinny obrazić, co najwyżej autoironicznie rozbawić (również autora komentarza przeglądającego się w lustrze wymiany zdań). Zresztą, jak tu już pisano, odbiór w największym stopniu zależy nie od nadawcy, ale od odbiorcy. Czy Pani nie przypisuje zbyt często złych intencji blogowym rozmówcom, że chcą Panią umniejszyć, zepsuć Pani dzieło, obrazić itd.? Czy wojowniczość, nie tylko wobec artystycznego mainstreamu, jest w Pani naturze? Nie oszczędziła Pani nawet Babusa Potwornego sympatycznością.
Link do Indianina wstawiłem na serio. Okazało się, że słowa przedstawiciela Dakotów po części współgrają z wierszem „Pleśń (Warszawa Centralna)”, ale nie na elektrycznych organkach made in China, tylko na szamańskim instrumencie zrobionym z darów Matki Ziemi, którego dźwięki budują harmonię.
Pierwsze czytanie wzbudziło mój niesmak; ta przebrzydła pleśń – tfu (gdyby choć na jakimś brie, rokforze, munsterze). Ostatnia zwrotka niesie jednak iskierkę nadziei – a właściwie jej eksplozję – na nowy początek, rozwój pleśni szlachetnych po radykalnym oczyszczeniu Sodomy i Gomory; z drugiej strony złowieszczą wizję zwycięstwa pleśni popkultury (co przywodzi na myśl osławiony przez brukowce mariaż przedstawiciela death metalu – „Piękno” z popularną piosenkarką – „elektryczne organki z plastiku”).
Właśnie, czym to Piękno w osmalonej, białej szacie? Śmierć, która zagrała na nosie plastykowej cywilizacji, z szyderczym śmiechem przygrywając trupom do makabrycznego, chocholego tańca (mieliście takie możliwości, a obróciliście je przeciw sobie, oj, homo homini). „Minęli, minęli” – zobaczyłem bunkier na pl. Strzegomskim we Wrocławiu (jeden z niewielu ocalałych budynków na spustoszonej w czasie Festung Breslau zabudowie przy ul. Legnickiej-Lotniczej: kwadrans jazdy tramwajem); po renowacji widnieje na nim trójca: BYŁO-JEST-BĘDZIE http://www.survival.art.pl/,62 Po ostatecznym rozwiązaniu Śmierć zagra na wytworze cywilizacji śmie®ci, a prawdziwe Piękno na ciszy, trawie, słowiku, strunach człowieczych, trzcinie, skórzanym bębenku, drewnianym flecie, kitarze Apolla.
A może Krakatau to wybuch gniewu społecznego w wyniku zatrzymaniu się ewolucji mentalnej na owych „darwinach”? http://www.hotmoney.pl/artykul/place-najbiedniejsi-polacy-zarabiaja-14-razy-mniej-niz-bogaci-5893 Lawa nienawiści zmiecie wówczas owych litościwych paniczyków oraz produkujących tą litość i trwogę szmaciarzy, czyli tych, którzy dehumanizują, szmacą wartościowych przecież bliźnich; adieu burżua! Mniejsze Tunguskie wciąż przestrzegają w wymiarze społecznym i przyrodniczym (jak mówi Dakota, Matka reaguje). Czyżby Halleya zwiastowała rewolucję? Jaśniepan inwestor sięgnie wtedy szmat, a mrożkowski Edek zagra mu na tandetnym instrumencie obłąkańcze tango-banzai. Ale to się już stało po belle epoque (1881 – śmierć F. Dostojewskiego, 1883 – wybuch Krakatau, 1908 – katastrofa Tunguska, 1910 – pojawienie się komety Halleya, ostatnie w 1986).
Piękno może nie zagrać na elektrycznym graidle z powodu magnetycznej katastrofy. Wzmagająca się aktywność Słońca zagraża fundamentowi naszej cywilizacji, energetyce, urządzeniom elektrycznym, może wytrącić nam z rąk elektryczność (takie, na szczęście w niewielkim stopniu destrukcyjne, burze magnetyczne zdarzają się przecież). Gdy szlag trafi płytotekę z bachami, mozartami, chopinami oraz międzynarodówkę elektroniczną – Internet, radio, tv, pozostanie samemu wziąć ocalałe graidło i – póki starczy baterii – dać upust Pięknu (przynajmniej do ponownego oświecenia elektrycznego za kilka godzin, dni, tygodni, lat, wieków czy tysiącleci) „Minęło, minęli” – Grunt to prund. Mojemu znajomemu, doktorantowi, który zarabia grając przechodniom na plastikowym (teraz już chyba drewnianym) flecie, do wydobycia dźwięku wystarczy powietrze tłoczone przez układ oddechowy.
A propos Pianisty: „Do końca lipca 1944 był ukrywany przez Czesława i Helenę Lewickch oraz Andrzeja i Janinę Boguckich, przy materialnej pomocy Eugenii Umińskiej, Witolda Lutosławskiego, Edmunda Rudnickiego, Piotra Perkowskiego i wielu innych anonimowych ludzi.” (anonimowych bohaterów jak zwykle najwięcej) Dzięki nim mógł potem zagrać nokturn – na filmie balladę – niemieckiemu oficerowi, który zamiast poczęstować go kulką w opustoszałej po wygnaniu ludności, sadystycznie niszczonej Warszawie, zamiast podać mu przysłowiowy kamień, ofiarował rybę – jako skruszony narodowy socjalista, przebudzony katolik, uwrażliwiony człowiek. Zdziwiony Szpilman zapytał Hosenfelda – „Czy jest Pan Austriakiem?” Usłyszał – „Nie, jestem Niemcem. Ale wstydzę się tego.” Tak mniej więcej to było. W książce przynajmniej (jak wieść gminna niesie). Właściwie „Pleśń (Warszawę Centralną)” odnieść można i do „Pianisty”! Ten w szmatach, litości godzien słowiańsko-żydowski ubermensch, okazuje się być odartym z godności przez dziejowe tornado geniuszem, tak jak Kopciuszek arystokratką (ducha). Właśnie pantofelek Kopciuszkowy jest bardziej frapujący niż ten darwinowy czy freudowy; o tym pantofelku mówi Indianin, o mitach, legendach, w których znajdują się tajemnice świata i ewolucji.
Z przeczytanych na necie wierszy „Pleśń…” przykuła moją uwagę – może to wpływ temperatury i wilgotności tak wysokiej, że niektóre lasy zioną stęchlizną lub oddziaływanie prawie już ulotnionego, a wytrwale cuchnącego bajorka powstałego na pobliskich ogródkach działkowych podczas majowej powodzi, a prędzej lektury książki o Atlantydzie (potomkami jej mieszkańców część Indian), której los – czy to mityczny, czy faktyczny – przestrogą dla naszej cywilizacji (oby odwróciwszy się od auto-destrukcji ocalała w harmonijnym rozwoju z naturą i rozkwitła pięknie!).
Wiele humoru i lekkości w wierszach Jacka Dehnela; rozbawił mnie jakby spod pióra Adasia Miauczyńskiego „Początek maja” czy – jak głosiła pewna reklama: z lekką nutką dekadencji – wykuty na Nieszufladzie „Nieuk czyta epitafium (miejsce: fara w Bolesławcu)” – w sam raz na wakacyjne rajdy. Dobra. Kończę już stukanie w to plastikowe graidło, te wariacje wokół „… (Warszawy Centralnej)”. (A Masztalski jest spoko.)
97 Feliks to Eve // lip 23, 2010 at 19:50:36
Pomieszałaś Ewo wszystkie możliwe pojęcia i światy. Jesteś kompletnie zagubiona w rozczytaniu mojej aury. Porzuć dogmatyczne myślenie i odnośniki ego. Uwolnij odbiory wyobraźnią w pozytywnym znaczeniu, inczej nie nawiążesz odrobinę nawet do świata, którego jestem “palcem” i narzędziem z przyrodzenia.
Wszystko o czym tu teraz napisałaś w moim i pokrewnym związku ze mną, pochodzi z zupełnie odmiennej doliny niż moja. W necie buduję pewien przekaz, który wraz z upływem czasu będzie stawał się bardziej przejrzysty dla osób zabłądzonych we mgle. Odrzuć czerń ze swojego narzędzia, ze szkła poprzez, które poznajesz świat z tej planety – niezbyt dziwnej planety dla możliwej fantazji… uwierz, że nie ma dołu i góry, a początek wraz z końcem nie istnieją…
/ Belfi
98 Potworny Babus // lip 23, 2010 at 21:28:34
Panie Sarnato,
Dziękuję za tę “sympatyczność” – ja się naprawdę staram
Co do linka załączonego przez Pana Ryśka – znam historię. Chyba wolałabym mieć jednak do czynienia z opisaną tam bibliotekarką niż z upierdliwym studentem, który z byle czym biegnie na skargę. Tak czy inaczej podejrzewam, że współczynnik antypatyczności wśród bibliotekarek jest porównywalny do tegoż współczynnika w społeczeństwie w ogóle. Różnica jest taka, że nabzdyczona bibliotekarka (podobnie jak pani w warzywniaku, na poczcie i w wielu podobnych miejscach) pracuje w nieustannym kontakcie z ludźmi i ma wiele okazji, aby swoje nabzdyczenie manifestować . Poza tym, moim zdaniem, dużo niebezpieczniejsza bywa pasywna agresja. Bibliotekarka nabzdyczona fuknie na Pana czy Panią Ewę zupełnie oficjalnie, bo nikt jej za uśmiech nie dopłaca, ani za fukanie nie potrąca. Pracownik fast foodu natomiast może nam z uśmiechem podać hamburgera, do którego właśnie napluł, albo włożył doń nieświeżego ogórka, bo jego uśmiech to tylko fasada wymagana przez pracodawcę. Z dwojga złego wolę już te niemiłe, ale szczere babusy.
Pozdrawiam
99 Ewa > Feliks Lokator // lip 23, 2010 at 22:39:26
Tak Feliksie, z odmiennej doliny…Nie jestem chyba w Twojej przestrzeni potrzebna. Więc idźmy swoimi drogami.
Chyba już nigdzie nie znajdę pokrewnej mi istoty.
Życzę powodzenia w poczynaniach!
100 Feliks to Eve // lip 24, 2010 at 01:47:19
Odnoszę wrażenie Ewo, że zupełnie nie odczytujesz tego co ja wcześniej wyłożyłem w miarę najprościej. Ja ciebie nie szukam i nie jesteś mi do niczego potrzebna. To ty mnie wleczesz w jakąś dolinę robiąc ze mnie kryminalistę etc. i nie ustawiaj się w pozycji mentora bez gruntu, grozi karłowatość ostatecznie. Skąd u ciebie takie sądy i oceny wysysane z palca? Fantazja taka?, czy może tzw. “wolna amerykanka” śliny na języku? – wówczas mamy atrapę, a nie myśl głęboką.
A ja ci na skrawku przykładu wyjaśnię i z tego co wyżej w treści komentów też czerpnę sobie.
Ja w pierwszym planie widzę człowieka dobrego i w miare poznania wolę rozczarować się tracąc to co niektórzy nazywają naiwnością. Mam światło i dobrą wolę, a mniejsza o zapłatę po odkrytej prawdzie.
Ty stojąc w niewiedzy dekorujesz ludzi na wstępie bez uzasadnienia czymś raczej z najniższych półek. Potem oczekujesz, żeby te twoje wymysły oni wyjaśniali i tłumaczyli się – poczytaj wyżej i wcześniej, jak przedstawia się schemat twojej natury postępowania.
Przyciśnięta w dyskusji, pogardliwie uciekasz, a to razi dobry smak, a fe
(proszę nauczyć się czytać teksty ze zrozumieniem! – widać wyraźną trudność i dużo dymu w gadaniu rozwlekłym)
;
101 Ewa > Feliks Lokator // lip 24, 2010 at 10:23:49
ok, Feliksie, ja nie chodzę do Ciebie, tylko Ty gościsz na moim blogu. Więc róbmy swoje jak uważamy, i jak chcemy. Jesteśmy wolnymi ludźmi, jak zapewniasz, mentalnie.
102 Feliks Lokator do Ewa Bińczycka // lip 24, 2010 at 14:44:37
Ewo poczytaj swoje komenty wyżej. Nazwałaś mnie dosadnie kryminalistą i złodziejem. Poważne zarzuty w miejscu publicznym, nieprawdaż? Ten blog czytają różni ludzie, a ty na nim pasiesz swoje szpetne plotki. Pytanie w jakim celu?
Teraz masz problem i napraw to najszybciej. Zajrzę zobaczyć jak sobie z tym teraz poradzisz.
103 Sarnata do Babusa Potwornego // lip 24, 2010 at 14:51:10
Babusie Potworny, dziękuję za miłą reakcję; dobrze się czyta Pani komentarze; widać, że Pani się stara skutecznie – oby czytających Panią było stać na taką życzliwość, dowcip i dystans do siebie! Poza bibliotekami naukowymi nie spotkałem się z nieuprzejmością (zdarzające się w B.U.Wroc. szorstkie traktowanie klienta spowodowane jest nadmiarem tychże – również o różnym stopniu kultury, a także żenująco niskimi płacami – co wywołuje czasem frustracyjne reakcje na podatniku korzystającym z księgozbioru). Filie biblioteki miejskiej są – również dzięki pracownikom – oazami ciszy i kultury. Cieszę się – również z tych względów, o których piszesz, Babusie Potworny – że ludzie pracują tam, a nie na kasie w supermarkecie czy w miejscach ucisku biurokratycznego. Jest sztuką unikać krzywdzących uogólnień i patrzeć na grupy przez pryzmat statystyki – najlepiej intuicyjnej – jak Pani; jest wielką sztuką szczególnie w Internecie.
Czytała Pani “Ekran kontrolny”? (Ja pierwszy raz, zdaje się, że pierwszy raz obcowałem z wierszami Jacka Dehnela; w każdym razie na dłużej się przy nich zatrzymałem.) Co Pani czuła w trakcie lektury? Czy któryś z utworów, któryś z wersów skłonił Panią do refleksji? Czy podziela Pani opinie i odczucia autorki bloga?
104 Ewa > Feliks Lokator // lip 24, 2010 at 20:59:51
Przeszukałam cały blog i nie znalazłam takich określeń. Proszę cytat.
105 Sarnata // lip 25, 2010 at 00:55:55
Państwo drodzy! Pax! Pax! Apeluję, by wszelkie ad personam ubierać w szaty moskalikowe (proszę mnie tylko nie oskarżać o rusofobię!); np.:
kto powiedział że komórki
swej złodziejem jest lokator
tego każę oblec w burkę
fantazyjnie w ułan bator
A tak na poważnie, wracając do głównego tematu, Panie Feliksie, co Pan sądzi o nominowanym do Nike tomiku J. D., czy zgodzi się Pan z opinią Pani Ewy, że “„Ekran kontrolny” utrwala stereotypy, utrwala wszystko, co wiemy o dzisiejszym świecie, łącznie z tą nieprawdą, że nie mamy z tej pułapki wyjścia. A prawdziwa sztuka jest, była i będzie zawsze ratunkiem i zabezpieczeniem.”?
106 Ewa > Sarnata // lip 25, 2010 at 11:58:31
Panie Sarnato, doceniam Pana wysiłek w prowadzeniu mojego bloga, gdyż każdy komentarz ożywia blog, daje więcej rekordów w Googlach i umacnia go w Sieci. Faktycznie, nie wiadomo, czy w tym wątku pojawił się prawdziwy Szczepan Kopyt, czy tylko ktoś, kto się podszywa, ale w interesie poety byłoby zakwestionowanie tego głosu. Jeśli to był ktoś fałszywy i zgłosi to Autor omawianego tomiku, natychmiast komentarze usunę.
Ale proszę zrozumieć moją sytuację życiową. Jestem po pięćdziesiątce, pół wieku przeżyłam w PRL-u w absolutnej niemożności. Ojciec, przeciwny reżimowi nigdy nie zdecydował się na emigrację, nigdy nie zapisał się do PZPR, skazani byliśmy na niebyt społeczny właściwie do końca komunizmu w Polsce. Internet umożliwił mi robienie tego, co zawsze chciałam robić. Proszę o litość, nie niszczcie mojego bloga. Mój blog nie może być meliną dla wszystkich avatarów zbanowanych na portalach literackich, ponieważ chcę na moim blogu pisać o sprawach poważnych, o tym, co mnie boli i co chcę powiedzieć, kiedy wreszcie mogę mówić. Pięknie to Pan ujął w wątku do „Ekranu kontrolnego”: “„Ekran kontrolny” utrwala stereotypy, utrwala wszystko, co wiemy o dzisiejszym świecie, łącznie z tą nieprawdą, że nie mamy z tej pułapki wyjścia. A prawdziwa sztuka jest, była i będzie zawsze ratunkiem i zabezpieczeniem.”
Tak Panie Sarnato, tak pytam, pięknie Pan to ujął. Moją koncepcją jest właśnie wiara w istnienie bardzo wąskiego kręgu artystów, którzy przechowują odwieczne i niezniszczalne wartości, które nas chronią przed upadkiem. I tego domagam się od dzisiejszego młodego poety, by nie odpuszczał, by szedł przeciwko czasom, które nadchodzą.
Wie Pan, jestem po nieprzespanej nocy, bo we wsi, w której jestem na wakacjach, było doroczne święto w remizie strażackiej, tzw.”Dni” i całą noc grał zespół weselny, a ja blisko mieszkam tej remizy i tak, jakby grali u mnie w domu. Zastanawiałam się, czy u Wyspiańskiego, bo to jest wieś krakowska, mogli tak źle grać, tak przerażająco kiczowato, tak, że od czegoś podobnego podchodzą wymioty do gardła, bolą resztki zębów, które jeszcze posiadam, coś tak fałszywego, faszystowskiego, folk w wydaniu słodkim i perwersyjnie seksualnym, w wersji hard, z taką otoczką lepkiego, kosmatego, zakamuflowanego, świńskiego dowcipu piwnego. I tak degradacja musi widocznie postępować taką, a nie inną drogą, bo przecież zła sztuka była zawsze obok wyśmienitej. Chodzi tylko o to, by nie wywyższać złej sztuki, co się na naszych oczach właśnie dokonuje.
Jeśli Szczepan Kopyt pisze mi tutaj, że wątpi w zasadność poezji, to niech się zajmie czymś innym, dlaczego zajmuje miejsce tym, którzy poezji są oddani, tak jak poeta Josif Brodski, który na pamięć recytował płomiennie swoje wiersze i zawdzięczał poezji swoją wolność? Dlaczego wynoszeni są na ołtarze marni artyści? Komu na tym zależy, by to wszystko schodziło na psy?
Przecież ja jestem małym, blogowym głosem, pozwólcie mi mówić, nie niszczcie mojego bloga.
107 Feliks // lip 25, 2010 at 14:18:31
naprawdę nie wiessssz Ewo co napisałaś?
W takim razie nie jest to Monty Python, a bardziej miantky truml.
Sarnata paksuj sobie na wojnie, ja nie widzę ognia.
Wracając do tematu Sarnato?. Powtórzę: szkoda kruszyć kopijów. Pewną mitologię kiedyś opisał Pan Parandowski, na dzisiejszą i Balzak machnie ręką. Pokurczone konkursy, czyli pokurczkonkurs i nic dodać nic ująć – wysmaży się jak po Czarnobylu.
108 Robert Mrówczyński > Feliks Lokator // lip 25, 2010 at 18:01:36
Jak Pan był łaskaw zauważyć, blog Ewy czytają różni ludzie, i ja czytam go dość dokładnie, ale również nie przypominam sobie, aby Ewa Bieńczycka (a nie Bińczycka jak Pan pisze) nazywała Pana złodziejem i kryminalistą. Przeciwnie, kilka razy pisała o Feliksie Lokatorze (o ile to ten sam człowiek, który się tu pojawił) bardzo pozytywnie. Zadałem sobie trud odszukania tych opinii. Oto rezultaty:
przy okazji Zagajewskiego „Niewidzialnej ręki” komentarz 44
http://bienczycka.com/blog/?p=1897#comment-8201
(…)A jeśli chodzi o Twoje Jaromirze pokolenie, to widzisz – na nieszufladzie był ferment, były tam otwarte wszystkie kanały możliwości twórczej, które wskazywał Feliks lokator (…)
Komunikat noworoczny http://bienczycka.com/blog/?p=1750#comment-7839
(…) W tej chwili jedynym wartościowym poetą w dziale wierszy jest ktoś o nicku Feliks lokator. (…)
Ruinacja dokumentna
http://bienczycka.com/blog/?p=1631#comment-7675
(…)Tam teraz na czołówkę peletonu poezjowania wysuwa się trójka uprawiająca gatunek poezji erotycznej: Feliks Lokator, Szel i Krzynio. (…)
Prosiłbym Pana o zadanie sobie podobnego trudu, i znalezienie tego miejsca, bo chce Pan udowodnić, podobnie jak Dehnel, że ten blog to jakiś magiel.
Póki Pan mówił osobistym wolapikiem, póty można było brać Pana za buntownika i przekłuwacza balonów. Ale teraz, kiedy pisze Pan w miarę zrozumiale widać, że Panu to miejsce równie nienawistne co Dehnelom, Kopytom itp. Nie warto kruszyć kopijów? Naprawdę? To co warto?
109 Feliks // lip 25, 2010 at 18:48:49
Robercie nie wejdziesz w nasz dialog, porozumiewamy się półsłówkami dla nas oczywistymi (dla mnie i Ewy), taka gra.
Dziekuję za dokonanie zbioru komentów, ale znam je z wcześniejszego poczytania. Sam widzisz, że jest bardziej analitycznie i od Waterloo daleko. Miło zawsze usłyszeć rozsądne zdanie i akceptuję.
Chciałbym skończyć dialog tutaj ponieważ całkiem niemalże wychylamy sie z przedmiotu nagłówka w słupie. Powiem może tak:
wiesz Ewo na straży czego stoję i poswięcam wiele wysiłku dla obrony. Pośród szeregu metod, deratyzacja jest elementem niezbędnym, bowiem inaczej zadepczą rzeczwistość i pozostanie swąd na wizytówce.
Ja nie mam watpliwości i dosiadam wichrowych koni – taka krew dziedziczna.
Dzieks i proszę o przemyślenia w przyszłym wyrazie formą. U mnie jest blanc.
110 Robert Mrówczyński > Feliks Lokator // lip 25, 2010 at 19:49:11
Bynajmniej nie zamierzam wchodzić w dialog półsłówkowy, ale odniosłem nieodparte wrażenia, że w tej chwili nic nie jest dla Pana ważniejsze i pilniejsze niż dowiedzenie Ewie niesłusznego pomówienie Pana o złodziejstwo i kryminalną przeszłość. To nie są błahe rzeczy, zarówno dla Pana, chociaż nie wiem jak dla osoby widmowej może to być szkodliwe, skoro może przywdziewać nieskończone maski, ale bardziej dla Ewy. Bo jeśli Pan decyduje się na taką insynuację w takim miejscu, tzn przy okazji postu o Ekranie kontrolnym Dehnela to cel może chodzić Panu wyłącznie o zdyskredytowanie piszącej, podważenie wiarygodności. Ja rozumiem, że robi to Dehnel, ale ciekawi mnie dlaczego robi to Pan?
Proszę jednak zamieścić link do tych inkryminowanych obelg.
111 Sarnata // lip 25, 2010 at 21:35:01
Pani Ewo, przecież nikt nie niszczy Pani bloga, nikt nie odbiera Pani głosu i cały czas nad komentarzami góruje ich przyczyna – Pani tekst (i jak Pani zauważa ilość wejść i komentarzy popularyzuje ten głos).
Może rzeczywiście nie warto kruszyć kopijów, gdy materiał na skruchę niepodatny, a te kopie w kopiejki (zainteresowania) się zmieniają siląc krytykowaną formację. Bywa, że walcząc z jakimś zjawiskiem wzmacnia się go (walka z homofobią, antysemityzmem). Może lepiej opisywać to, co Pani się podoba, stworzyć dział na blogu, w którym będzie Pani prezentować utwory godnych miana poetów twórców internetowych, rekomendować druki i dzieła nowe i stare? Może lepiej skoncentrować się na tym, co Pani zdaniem dobre?
Zapytam wprost: co mi Pani poleci z poezji, nie tylko bieżącej, ale z wszech czasów? Co Pani zdaniem duchowo-artystycznego warto zgłębić? Które stworzenia – podmioty liryczne – poetów uduchowionych warto poznać?
Panie Robercie, może Pan da się skusić do napisania czegoś o “Ekranie kontrolnym”?
(O ileż bezpieczniej występować w necie pod pseudonimem.)
112 Robert Mrówczyński > Sarnata // lip 25, 2010 at 22:06:08
Niestety, nie dam się skusić. Po prostu nie zrobiłbym tego lepiej. Ponadto czas jaki mógłbym poświęcić na Ekran musiałem zużyć na prześledzenie polemiki Dehnela z Przechodniem, bo mnie poniekąd zobligował do tego sam Dehnel. (patrz wyżej)
Pan, rozumiem, występuje tutaj nie pod pseudonimem, tylko swoim nazwiskiem? Bo ja odnoszę wrażenie, że Pan, suggertis, potworny babus, Feliks to ta sama osoba. Tyle, że Pan tu udaje “sojusznika”, lisio troskając się o ten blog. A gdyby go Pan czytał naprawdę, nie namawiałby Pan prowadzącej bloga, by pisała o tym co dobre, bo tu takich afirmujących tekstów sporo, i nie zadawał tych niby szczerych pytań o strawę duchową dla Pana, bo takich wskazówek tu aż nadto.
113 Sarnata do Roberta Mrówczyńskiego // lip 25, 2010 at 23:57:23
Dziękuję, że się Pan skusił choć jednym zdaniem.
Zasmucił mnie Pan jednak dalszą częścią wypowiedzi, swoimi niesprawiedliwymi zarzutami; szkoda czasu na podejrzliwość, tropienie spisku jakiejś liso-hydry o wielu nickach.
Prawdą jest, że nie jestem stałym czytelnikiem tego blogu, bywam tutaj, moje pytanie częściowo więc wynika z nieznajomości afirmujących tekstów.
114 Feliks // lip 26, 2010 at 01:06:08
ok.
Ewa nam uciekła i milczy profilaktycznie, a Robert wraz z Sarnatą atakujecie.
Ustalmy jedno: Feliks Lokator to ja i nikt inny. Gdyby było inaczej, dawno rozniósłbym nieszuflada.pl na strzępy za pomocą rzeczowej dyskusji i artystycznych zdarzeń w kreacji. Rozpędził zgniłków i rzucił nowe światło wraz z
tymi nielicznymi, którzy poszukują postępu myśli w sztuce każdego gatunku. Zamknięto mi dostęp do logowania w ns i nie wystapię tam w innej nazwie ponieważ jestem jeden jedyny i na tym opiera się wartość identyfikacji tego co robię.
Są osoby przekazujące moje opinie, dobrowolnie wspomagające oraz wykonujące bezpośrednie zlecenia. Każda z tych osób zgodnie z zasadą wolności postępuje na sobie właściwy sposób i bierze za to odpowiedzialność. To jest zespół ludzi połączonych swobodnym myśleniem w służbie wyższym wartościom. Jestem atakowany bezkompromisowo zawsze i
przywykłem z właściwą sobie odpornością… fakty w zaszłościach wyjaśniają same, wystarczy dotrzeć do prawdy.
- “nie warto kruszyć kopijów” odnosi się do rozumienia: nie zajmujmy się czymś bez żadnej wartości lub błazenadą zgrywusów. W tym przypadku chodzi bezpośrednio o Jacka Dehnela i jego działkę “przydomową” domniemanego artyzmu Robercie. Skąd u ciebie pomysł łączenia, identyfikowania mnie z takim rozprutym flakiem?
- dopuszczam zawsze błądzenie poszukiwaczy i dlatego dodatkowo wyjaśniam na przykładzie:
______________ cytuję:
||* Ewa > Felks Lokator // lip 23, 2010 at 10:15:05
Mimo sugestii Naćpanej Światem nie siedziałam i nie znam grypsery i nie wiem, co znaczy „abubekir” i „kurir”, więc i cały komentarz, odnoszący się, jak mogę sądzić po miejscu wklejenia dotyczący wierszy w „Ekranie kontrolnym” Jacka Dehnela jest dla mnie niezrozumiały. Ale być może czyta mój blog jakieś więzienie w Polsce i nie będzie napisany na próżno./…
i dalej z tegoż komentu:
…/ Wiersz pod nickiem „Mathilde” o tych żyrafach na horyzoncie i zupkach chińskich był rewelacyjny, ale obawiam się, że też zerżnięty z jakiegoś amerykańskiego poety. Potem był wklejony na nieszufladzie pod nickiem NAĆPANA ŚWIATEM. Dobrze, że chociaż wiesz, co dobre, bo jak zżynać, to z najlepszych, ale nigdy nie poprę zrzynania i zawsze będę to potępiać. /…
____________ (?) proste:
- ” być może czyta mój blog jakieś więzienie w Polsce ” (sugerowanie oczywiste, można dosadniej i pewnie można)
- ” Dobrze, że chociaż wiesz, co dobre, bo jak zżynać, to z najlepszych ” (konkluzja bezpośrednia)
____________
/ – nie jest odpowiedzialnym mieszanie osób, domysłów i konkretne adresowanie personalne takiego obrazu. Proszę rzeczowo na to spojrzeć i ustalić logikę zdań.
/ Proszę wybaczyć, ale nie dysponuję już większą ilością czasu dla kontunuacji tej wymiany zdań.
Tworzę akurat istone dla mnie dziełko i znikam w tamtej przestrzeni.
Pozdrawiam Was wszystkich i proszę – w atmosferze bez urazy inaczej sczeźnie nam progress.
Feliks Belfegor Lokator
115 Robert Mrówczyński > Feliks Lokator // lip 26, 2010 at 02:29:29
Ja też nie rozumiem co znaczy abubekir i kurir i jak to się ma do postu o dehnelowym Ekranie . Ale nawet jeśli to jest więzienna grypsera, to Pana wpis rzeczywiście “nie będzie napisany na próżno” jak dowcipnie i brawurowo podjęła Ewa (ja byłbym bezradny wobec tych pierdnięć), bo dla kogoś będzie coś znaczył, to czy jest to równoznaczne z posądzaniem Pana o kryminalną przeszłość? Trudno uwierzyć, że coś takiego mogło Panu przyjść do głowy? Wiele słów z języka więziennego znane są dość powszechnie, a nawet funkcjonują w języku ludzi wolnych, a mimo to nie czują się obrażeni.
Miałem kolegę klasowego w średniej szkole, który, każdą niezrozumiałą dla niego aluzję, choć wcale nie kierowaną do niego, każde nieznane mu słowo (a było ich zaskakująco sporo) brał do siebie jako obelgę i z mety chciał walić w mordę. Był szalenie uciążliwy dla wszystkich, psuł absolutnie każdą miłą chwilę, każdy dobry nastrój, każdy dowcip, tak że izolowaliśmy się od niego jak tylko było można, co jeszcze bardziej nastawiało go wrogo. Ale on był bardzo prymitywny, niczego nie czytał, był narcyzem, wiecznie przeglądał się w lustrze, oceniając swoje kulturystyczne wysiłki. Ja tu mam z Panem takie małe deja vu. Czy Pan nie ma w nazwisku “R” na początku, a “cz” na końcu?
Druga sprawa, o złodziejstwo, dotyczyło Naćpanej, a nie Feliksa, która rzeczywiście na trumlu została przyłapana na kradzieży (tłumaczenie toczka w toczkę) wiersza jakiegoś znanego amerykańskiego poety, ale zaraz potem usunęła ten pasztet jakby nigdy nic, bez żadnego wyjaśnienia. Jak się takie coś robi w Poezji, to się traci wiarygodność raz na zawsze i właściwie trzeba sobie z pisaniem dać spokój, bo ciągle wszyscy będą podejrzewać kant. Dlatego podejrzenia Ewy też wydają się uzasadnione.
Ale jak Pan wydedukował, że tyczą Pana? Chyba, że to ta sama osoba. Ale wówczas oskarżenie o kradzież jest jak najbardziej uzasadnione.
116 Feliks // lip 26, 2010 at 04:32:31
Robercie dajesz dowód swojego poziomu używajac slów “ja byłbym bezradny wobec tych pierdnięć”. Twoje dalsze rozalazłe tłumaczenia nie są nawet ucieszne, a jedynie nudzą w pianie. Mówisz o różnych osobach i prosze mi nie imputować cydzych zachowań.
Słowa abubekir i kurir pochodzą z arabskiego, ale jak to bywa niektórzy trzymając pismo odwrotnie potrafią czytać – jakby wynikało jedynie z ich wyrazu facjaty.
Mam nieodparte wrażenie Robercie, że jesteś Ewą i po pewnej analizie tekstu mam wrażenie oczywistości. Więcej powagi Ewuniu.
117 Ewa > Sarnata // lip 26, 2010 at 10:15:06
Panie Sarnato, są różne osobowości i różne potrzeby ludzkie. Dla mnie dużym dyskomfortem psychicznym jest odwiedzanie tych, których nie lubię i staram sie takie wizyty ograniczyć do minimum. Niepojęte są dla mnie takie interakcje, jakie Pan uprawia, czyli oddawanie swojego czasu na pisanie tasiemcowych tekstów na moim blogu. Pytam za Panem Robertem Mrówczyńskim, w jakim celu Pan to robi? Mogę zrozumieć potrzebę takich aktów złośliwości, bo jak pisałam, ludzie są różni. Maska sarmaty wicepierdoły i gawędziarza jest dla Pana może dobrą zabawą, ale przecież może Pan to robić na innym blogu, dlaczego akurat tutaj? O co Panu chodzi? Czego Pan ode mnie oczekuje? Ja i tak będę pisała to, co mam do napisania i żadne wizyty blogowe mi w tym nie przeszkodzą.
A jeśli chodzi o afirmacje, to wielokrotnie pisałam na blogu o tym, co mnie zachwyca i nie będę dla Pana specjalnie się powtarzać. Nie ukrywam, że chciałabym rozmawiać na blogu z kimś do rzeczy, Niestety, mam cały czas wejścia jedynie z intencją negatywną.
118 Ewa > Felik Lokator // lip 26, 2010 at 10:43:03
Feliksie, jeśli o wejścia dyskutantów w tym wątku, to Jacek Dehnel odzywał się z kilku IP, wszystkie z Warszawy. Dlatego pytałam go o wiarygodność, ale skoro nie zakwestionował, można przyjąć, że to on pisał. Robert Mrówczyński ma IP z Kalisza. Potworny Babus z Warszawy. Sarnata z Wrocławia. Feliks Lokator z Górnego Śląska, pokazuje mi się miasto Będzin. Suggertis dawniej z Paryża, teraz z Warszawy.Ja piszę spod Krakowa i mam IP Kraków. Naćpana Światem IP Warszawa. Cóż więcej – tyle mojego szpiegowania, co do reszty jestem bezradna. Też nie mam czasu, też chcę pisać swoje i czytać zaległości, bo przecież ważne książki spolszczone są dopiero teraz, kiedy normalny intelektualista Zachodu przyswajał je w szkole średniej. Nie mam czasu na zabawę w chowanego, naturę mam raczej pesymistyczną, patronuje mi Saturn, wpadam w melancholię i to paraliżuje moją aktywność życiową. Jestem osobą śmiertelnie poważną i zasadniczą. I jak czytałam wczoraj na Trumlu Naćpaną Światem pod nickiem Nikita, która dała znowu popis swojej ordynarności, to ręce opadają. Naprawdę myślałam, że dobrodziejstwo Internetu pozwoli wreszcie na spotkania, tak niemożliwe w realu, tak cudowne i fantastyczne spotkania z cudownymi ludźmi! I to całe techniczne dobrodziejstwo przeradza się w jakiś koszmar kolejnych zmarnowań i kolejnej astronomicznej głupoty narodowej. Z jednej strony mam upiorne nudziarstwo poetyckie komunistycznych prymusów i ich dzieci, z drugiej strony niezrozumiałe, złe intencje rzekomej opozycji, która daje jakieś przebłyski życia, ale skąd ja wiem, czy to nie wszystko przepisane z „Chimery”, z buntowników amerykańskich, skąd ja to mogę wiedzieć? A twórczość to przecież przygoda tylko i wyłącznie z samym sobą, to wspaniała bohaterska podróż tylko i wyłącznie przez własną osobowość. A jeśli jest zamysł wszystkiego zniszczenia, to takiego nihilizmu nigdy nie zaakceptuję. Moje prośby o nie niszczenie mojego bloga na nic, ale jednak prośbę ponawiam.
119 Robert Mrówczyński > Feliks Lokator // lip 26, 2010 at 13:10:15
Deja vu mnie nie opuszcza. Mój kolega szkolny w swojej rozpaczliwej komunikacji ze światem posługiwał się kilkoma słowami rynsztokowymi w jakichś niebywałych konfiguracjach, ale kiedy te same słowa, dochodziły do niego z zewnątrz podobnie jak Pan stawał się dotknięty poziomem. Ale nie musiały to być wcale słowa wulgarne, mogło to być również słowo “pierdnięcie”. Podskórnie wyczuwał kontekst drwiny, ale był bezsilny, nie był w stanie celnie odparować, miał coś popsute w mózgu, za mało synaps.
I podobnie jak Pan “analizował” i też miał wrażenie oczywistości, oczywistości spisku i podszywania. Bardzo to było śmieszne, choć ta wesołość była zaprawiona jakimś podskórnym lękiem, że takich ludzi będziemy spotykać w późniejszym życiu, że będą naszymi szefami i bóg wie kim jeszcze? No, i ich spotykamy.
120 Sarnata // lip 26, 2010 at 14:18:28
Panie Feliksie,
czy kogoś atakowałam? Pana również – nie. Ma Pan rację, że trzeba ważyć słowa, bo tekst o gwarze więziennej mógł wywołać obraz kryminalisty. Zaintrygował mnie Pan ostatnim spostrzeżeniem o podobieństwie między Panem Robertem, a Panią Ewą, bo sam takie wrażenie odniosłem, co oczywiście może mieć związek tylko z mentalnym pokrewieństwem obojga – i przy tym zostańmy.
Pani Ewo,
te prawdziwe spotkania, o których Pani pisze są możliwe tylko w realu, bo tutaj kruszy Pani kopie nie tylko o „ekrany kontrolne”, ale i komentarze – skąd Pani wie, czy życzliwych czy wrogo usposobionych do Pani ludzi; stwarza Pani w swoim umyśle potworne wizje tych komentatorów, policzkuje gości swojego bloga; jeśli nie toleruje Pani ich odmiennego zdania, sposobu wyrażania się, innej percepcji, to można całkowicie zablokować możliwość komentowania (bardzo sobie cenię takie nie-zaśmiecone kanały na YT); po co częstować przechodniów cierpkimi epitetami? Warto przejrzeć się w tym, co się komuś przypisuje jak w lustrze. Napisała Pani: „A twórczość to przecież przygoda tylko i wyłącznie z samym sobą, to wspaniała bohaterska podróż tylko i wyłącznie przez własną osobowość.” Odniósłbym to również do zwykłego pisania, także na komputerze, bo ekran jak lustro.
„(…) proszę zrozumieć moją sytuację życiową. Jestem po pięćdziesiątce, pół wieku przeżyłam w PRL-u w absolutnej niemożności. Ojciec, przeciwny reżimowi nigdy nie zdecydował się na emigrację, nigdy nie zapisał się do PZPR, skazani byliśmy na niebyt społeczny właściwie do końca komunizmu w Polsce.
(…) naturę mam raczej pesymistyczną, patronuje mi Saturn, wpadam w melancholię i to paraliżuje moją aktywność życiową. Jestem osobą śmiertelnie poważną i zasadniczą.”
To chyba klucz do zrozumienia Pani wirtualnego zachowania.
Chciałbym pożegnać się, jak napisał pan Feliks, „w atmosferze bez urazy”.
Z ukierunkowanym na konstruktywność pozdrowieniem:
Hough!
121 Ewa > Sarnata // lip 26, 2010 at 14:41:43
i niech Pan (Pani?) nie wraca pod innym nickiem i nie daje się tutaj policzkować. Więcej szacunku dla samego (samej?)siebie.
Hough!
122 Robert Mrówczyński > Sarnata // lip 26, 2010 at 15:19:20
A we mnie podszywanie się pod inną płeć wywołuje obraz kryminalisty.
Nie jest możliwe, aby będąc mężczyzną przejęzyczyć się i napisać “czy kogoś atakowałam”… końcówka żeńska wskazuje, że chodzi o kobietę. No i po co było ta zgrywa, maskowana nienawiść udawanym wersalem, ta fałszywa troska o poprawność i uczciwość, te jałowe dociekania o mentalne podobieństwo, skoro szydło wyszło z worka. Powinna Pani sama znaleźć swój własny klucz do wirtualnego istnienia, albo lepiej się pilnować.
123 Feliks // lip 26, 2010 at 17:48:40
Powiem tak. Jestem praktykiem i byłem przy narodzinach netu w Polsce i w innych krajach. Nie dostrzegam spektakularnych różnic mentalności w masie użytkowników. Net jest fenomenem współczesności i z tego powodu pracuję dla tych technologii mając szerszą niż przeciętna dyspozycję użycia. Wystarczy zajrzeć w inne kontynenty, aby przekonać się o podobieństwach ludzkiej natury w przeróżnych nacjach. Instrumentarium w jednym ręku, a wybór i metoda należy do nas, nie ma co narzekać – złoty wiek komunikacji myśli. Net w wielu pozycjach ujawnia więcej z ludzkich charakterów aniżeli można wydedukować w realu. Specyficzny gabinet psychologa bez kosztów, wystarczy poszperać chociażby badylkiem i materiał gotowy do użycia bezpośrednio na stole – żywa tkanka. Raczej zachwyt , a nie depresja. Siedząc nad wielką rzeką, do której ścieki również są dolewane, wystarczy łowić odpowiednie ryby. Czasem zaśmierdzi?, ot taki zew natury. Byle samemu nie zwariować płynąc z falą, nie grozi przy włączonym myśleniu.
- “Robert Mrówczyński”, a cóż to takiego?. Dla kontekstu np. “Ewa Szczypawkowska”, przykłady można mnożyć na wyższym polocie. Zabawa i dobrze jeśli ciekawa, bo nudności najlepiej ominąć i czasu szkoda. Dla mnie Ewa
Bieńczycka jest fikcyjnym nickiem o konstrukcji spreparowanej na pozór reala, ktoś tam jest (?). Mentalność do rozpoznania i to ma znaczenie. Sobie nie ufaj i baw się fikcjami. Towarzystwo wyławiaj, a pod zahasłowaną bramą zrobi się rzeczowo i treściwie. W necie istnieje metoda dobierania ludzi i rzeczowe kontakty plus ta niezwykłość posiadania przestrzeni całego świata w bezposrednim użyciu nabiera sensu.
- Pani Naćpana Światem jest Osobą niezwykle i nieprzeciętnie utalentowaną. Postanowiłem wspierać jej talenty i swobodną wrażliwość na miarę moich możliwości. Moją domeną jest Sztuka i jej służę całkowicie najszerzej.
Pani Naćpana Światem została uprawniona do bezkompromisowości tym czym uderzył w nią dotkliwie net. I ma uzasadnienie w swojej metodzie po wydarzeniach w nieszuflada.pl , dokąd przybyła z najszczerszymi intencjami, a w
zamian otrzymała najniższe reakcje brutalnego rynsztoka. Nie ma dymu bez ognia, a konsekwencje są najbardziej właściwe. Odreagowanie i taki rodzaj kreacji w jej przypadku nabierają ekspresji indywidualnego wyrazu w stosunku do ciemnej strony rzeczywistości. Niech będzie pozdrowiona kula śniegowej lawiny, powiada poeta i szlus.
- co do Jacusia Dehnela poza tym co wyżej ująłem i podtrzymuję, mogę dodać parę spostrzeżeń o konsekwencjach refleksji. Otóż przykładowo żaden z trzech ostanich prezydentów stanów zjednoczonych do kupy razem wziętych, nie zdołali zrobić sobie w necie tylu pozycjohasełek co Jacuś Dehnel. Przypadek?, zaobserwowałem oniemiały. A ile
dodatkowo nicków z podszyciem wyprodukował, mam spory wykaz, że ręce opadają. Proszę spojrzeć co wyrabia się ku
uciesze matki głupoty i zająć pozycję w opiniowaniu z dystansem, ale czasami w razie konieczności ostro ździelić batem przez pusty łeb któregoś i zastosować deratyzację choćby dla kurażu.
Dziękuję za uwagę. FBL
124 Sarnata // lip 26, 2010 at 18:57:50
Czy Pan, Panie Robercie, nie da odejść w pokoju, tak jak nie dał panu Feliksowi? Czy zwykł się Pan żegnać fukaniem i nabzydczeniem? Chyba nie, mam nadzieję, że nie. Bo nie zależy Panu na wzniecaniu sporów, prawda? Chyba nikomu nie zależy na łapaniu tu internautów i batorzeniu ich, nieprawdaż?
, a tym bardziej lisowczyków 
Proszę nie wywoływać lisa z lasu
Sorry, ale teraz to się ubawiłem (chociaż jako osoba czy istota mógłbym napisać przez “a”): a jednak można się przejęzyczyć i w sumie dobrze, że się ta literówka pojawiła, bo ukazała kuriozalność całej tej awantury rozpoczętej besztaniem J. Dehnela, bagienne manowce internetowej komunikacji, sieciową paranoję, która uniemożliwia dialog. Niczyja to wina, tylko tendencji.
Życzę życzliwości w czytaniu! Zdrowia!
125 Ewa > Felks Lokator // lip 26, 2010 at 19:09:52
Niczego Ci Feliksie nowego nie napiszę, czego już wcześniej nie napisałam. Czy jestem tworem netowym, czy realną postacią, ja wiem najlepiej i przykrości, jakie mi wyrządzasz razem z Naćpaną Światem, mnie, która nie zrobiła Wam nigdy nic złego, bolą realnie, a nie netowo i fikcyjnie. Nie interesuje mnie Sztuka jako oderwana od życia abstrakcja, ani jako poligon doświadczalny dla uwięzionych w nim ludzi. Nie interesują mnie takie eksperymenty. Przykro mi, że pomyłkowo trafiłeś na mój blog i spotkało Cię tutaj rozczarowanie. Blog prowadzę jak potrafię i jest, jaki jest. Musisz łowić gdzieś indziej w wodach Sieci. Życzę więc powodzenia i dziękuję za wyjaśnienia.
126 Ewa > Robert Mrówczyński // lip 26, 2010 at 19:34:58
Panie Robercie, bardzo dziękuję za wsparcie blogowe i oddany czas w przeszukiwaniu bloga i zbieraniu linków. Jak jestem sama na blogu, mam stany lękowe i czuję się jak zaszczute zwierzę. Serdecznie pozdrawiam!
127 Feliks // lip 26, 2010 at 19:36:31
Nie mam ci Ewo niczego za złe, ani nie zamierzam ci szkodzić. Wymienilismy przelotnie parę zdań i to wszystko. Nie ma co wyolbrzymiać i robić sobie dramatu. Proszę nie stosować odpowiedzialności zbiorowej i analizować stosownie w problemie. Nigdy nie narzucam się i taka maniera.
Chciałem krótko, wyszło dlugo i zupełnie poza tematem.
____
124 Sarnata/
batorzeniu – batożeniu
lisowczyków – lisowszczyków
“besztaniem J. Dehnela” – nie było besztania, a była prawda w ocenie wyrażona poetyckim skrótem metaforycznym
———-
dziękuję Państwu za uwagę i proszę mnie już nie zachęcać do kontunuacji w tym slupie
———
Pani Ewo, proszę swobodnie zadysponować dyskusją, a ja znikam stąd ostatecznie.
Pa!
128 Sarnata // lip 27, 2010 at 00:36:09
Dziękuję za korektę (konstruktywny batog); ale lisowczycy są poprawnie (np. Henryk Wisner “Lisowczycy”).
Proszę się nie gniewać, niczego nie lękać; jeśli zawiniłem – powtarzam – przepraszam. Apeluję o dystans i poczucie humoru.
Chciałbym pożegnać się ostatecznie.
Pokój ludziom dobrej woli!
Leave a Comment