… nie biorę udziału w IV Konkursie Jednego Wiersza im. Stanisława Gostkowskiego – 28.01. 2010 Gdańsk Pomost Literacki „MORENA”

ZIMOWA WYLICZANKA

… wszyscy odeszli jak w modlitwie
odchodzą słowa w Dziurę Czarną,
Kosmos, to jeszcze nie z podziwem
umierający Byron.

…wszyscy odeszli. Się nie dziwię!
Masa Krytyczna niekonieczne
wsysa złakniona, głodna wieczne
opium chorego snu Coldrige’a.

… ach, niema, nie ma i nie będzie!
echo to czkawka martwych planet,
sonda przemierza jak narzędzie –
z trucizny jelit w ogród Burnett.

Odeszli, by nie wrócić wcale,
koła wytrącił z orbit wiek.
Terror symetrii ma swą skalę,
nic nie poradził na to Blake.

…cisza… nie zmarszczy nieba lustra
żaden kaprysów gwiezdnych walor.
Nie powypluwa gwiezdna pustka,
tego, co kiedyś z mózgu Carroll…

… to tylko gwiazdki czcionek! Orion?
Wyświetla ekran białe niebo.
Kamienie zmienił już Andersen
w sześciokąt śniegowego srebra.

Jeszcze haust, kiedy w małej dawce,
zanim zaczerni niemoc łącze,
synapsa zwilży język Kafce,
jak kompres zimny. Na gorączkę.

…popiół pokrywa puste pola
Księżyca. Orać się nie waży.
Zaludnił nędzą kiedyś Zola
kornikiem zryte korytarze.

…piękno edycji. Jak ironia
boski intelekt = boski żart.
Późno już. Noc kolejna kona
bielą rozmlecza piękno Wilde.

Znowu się tu zrobiło ciemno,
zamieć zmazuje awatary.
Sam porzucony gdzieś Defoe,
sam był w przestworzach. I bez pary.

Trzęsie się niebo nad Haiti
uknuł, co da się Machiavelli,
a wrzód wybrzusza Ziemię wstydem
by ci, co mieli też nie mieli.

Niech się nie wstydzi mrok, bo owszem,
niebo otwiera skąpo portfel,
lecz runie złoto w szadź i rozkosz
oczy nasyci darmo Orwell.

A gdy się już przewali zimno,
każda myśl spuchnie swoją zmorą
zaprzeczy wszechświat słów mieliźnie
myślą wymyślną zryje Thoreau.

…nie, to nie tarot, ani poker,
gra wicher w lodowatej ciszy
w strach neutralny, tak jak Stoker
bał się i tego kto z nim przyszedł.

Dalej i dalej, jeszcze dalej,
niech się nie waży w drzew koronę
dymy różowe wpuszczać Huxley,
bo mądrej głowie dość dwie słowie.

Nic się nie zdarzy. Z horyzontu
nic nie wychynie, więc się stań
herosem jak ciebie od frontu
malował system. I Carlyle.

I tak, jak Bóg zamieniał noce,
a dnie zamieniał Chesterton,
zmieniasz się w złości. A ja się pocę
by znaleźć ciebie. Gdzie mój dom?

Zwidy, pomyłki. Konfidenci,
kto kim dla kogo? Któż to wie?
są szklane Baronowej Orczy
oczy zaklęte w biały śnieg.

Desant seryjny: ot, Stratemeyer,
ptaków zimowych cała kupa
wchodzi przez okno. Zamknij, wieje.
Tutaj jest zimno. Żaden upał.

To tylko modne słowo: target
przebóstwią słowa w lepsze słowa.
Nic nie obchodzi mnie już Flaubert
i nic nie zrobię już od nowa.

Straszył mnie nocą we śnie Poe,
że się przez zimę skończy życie,
bo drzwi wywiało i wiatr dął,
i drwił poeta na suficie.

Nie pokaleczy Dickinson
strof krwią pisaną soplem z dachu.
Świat to nie wszystko. Przeczyć dniom
to się nie kłaniać ziarnkom piachu.

Więc się nie przestrasz, kiedy zima
kończy seryjność gdy jej chce się.
Bo kiedy Kosmos mnie zatrzyma,
pójdzie w produkcję jeszcze Hesse.

…i nic, że tors jest jeden. Za to
dwa są istnienia i dwa cele.
A to, że nierealny Platon,
to problem liczby. Liczb jest wiele.

konkurs jednego wiersza – wystarczy zaprezentować jeden nigdzie
nienagradzany i niepublikowany wiersz oraz złożyć podpisaną kopię
tegoż na ręce jury (Ariana Nagórska, Andrzej K. Waśkiewicz, Wojciech Boros),
wszystkie nagrodzone teksty ukażą się na łamach dwumiesięcznika „Autograf”,
przewidziano nagrody rzeczowe (aparat fotograficzny, odtwarzacze MP4)
o łącznej wartości 1000PLN28 stycznia 2010 r. – g. 18.00
Dom Kultury LWSM „Morena”
ul. Z. Nałkowskiej 3Wieczór poprowadzi Wojciech Boros

Informacje o admin

Ewa Bieńczycka urodzona w 1952 roku w Przemyślu. Artysta malarz
Ten wpis został opublikowany w kategorii nie biorę udziału w.... Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

7 odpowiedzi na „… nie biorę udziału w IV Konkursie Jednego Wiersza im. Stanisława Gostkowskiego – 28.01. 2010 Gdańsk Pomost Literacki „MORENA”

  1. WS pisze:

    Do Waśkiewicza mam pewien sentyment, bo on pierwszy opublikował moje opowiadanie i….
    nie jestem pewna, czy ten aparat nie byłby twój.

  2. Ewa pisze:

    To ja też mam tutaj pewną anegdotkę. Mąż wysłał w latach osiemdziesiątych do jakiejś biblioteki na konkurs opowiadanie i w jury był Roch Sulima i Wiesław Myśliwski. Opowiadanie zostało nagrodzone i wydrukowane w redagowanych przez nich „Regionach”. Ponieważ nigdy żadna nagroda do nas nie dotarła oprócz egzemplarza tych „Regionów”, akurat jadąc do Warszawy wstąpiłam do redakcji z pytaniem i złożyłam kolejne materiały do przejrzenia. Wiesław Myśliwski przyjął mnie z jakąś nadmiarową irytacją za ten ułamek sekundy, który mi poświęcił by rzucić niedbale na biurko teczkę z maszynopisem, był widocznie oburzony, że ośmielam się mu zawracać głowę i że w tym celu przyjechałam aż z Katowic. Nigdy już nikt potem się do nas nie odezwał i nagroda, którą wcale nie był druk, nie dotarła.
    Podobne doświadczenie opisuje Edward Stachura o jeździe do Krakowa do redaktorki Ewy Lipskiej, która poświęciła mu na odmowę podobną ilość czasu.
    Czas władających tym światem jest niezwykle cenny. Ale czasami muszą go jednak oddać niesprawiedliwie (marzą o kumplowaniu się z noblistami jedynie) jakimś kundlom, którzy się pałętają wokół ich nóg, by pobrać honorarium za jurorowanie.
    Mam nadzieję, że zapoznany przez Ciebie Pan Waśkiewicz jest inny.

  3. WS pisze:

    Myśliwski zachował sie według ustalonych zasad. Osobisty kontakt autora z redaktorem jest nieprzyzwoitością i nietaktem. (Chyba, że są kumplami). Co więcej list, albo telefon w sprawie wysłanego tekstu może nas pogrzebać ostatecznie.

  4. Ewa pisze:

    chciałabym mieć wtedy Twoją wiedzę, bo wiesz, dla kogoś ze Śląska, kto jedzie do Warszawy i prosto z „Górnika” po drodze wstępuje do takiej redakcji, to zniszczenie całego dnia na Warszawę przeznaczonego. To były takie delegacyjne pociągi, które wypluwały petentów w stolicy rano, zabierały wieczorem. Ja nie wracałam, szłam do kumpeli z akademika, która budowała z mężem dom pod Warszawą i musiałam wysłuchać ich całonocnych kłótni, ich ta moja obecność widocznie pobudzała (jak ktoś bez dachu nad głową wykorzystywany do każdej intymności, swoista gościnność warszawiaków).
    Mieszkasz blisko stolicy, to wiesz, co to jest Stolica. Co ja Ci będę mówić.
    Powściągliwość powinna cechować ludzi robiących w literaturze, bo pisarze muszą odrabiać nieciekawe życie w realu i w swoich utworach, czyli podwójnie.
    Pamiętasz, było nawet takie pismo ”Powściągliwość i Praca”. Dla niewidomych. Drukowała tam opozycja „jak nikt nie widział”. Ale tam też było tylko kupmelstwo. Współczuć tym redaktorom wielości, no nie?

  5. Ewa pisze:

    Prostuję:
    dla niewidomych był „Niewidomy spółdzielca”, ale te dwa pisma wychodzące w obiegu oficjalnym drukowały tajnie opozycjonistów.

  6. WS pisze:

    Było jeszcze jedno – „Przegląd techniczny” .Tam Skalski i inni pisali ogospodarce, o tym , że sie wali. Mnie to niesłychanie podniecało .

  7. Ewa pisze:

    Myśmy czytali sporadycznie, bo były nie do kupienia, nawet te techniczne. Kolega specjalnie zaprenumerował „Niewidomego spółdzielcę” ze względu na drukującego tam Stefana Bratkowskiego. Dowiedział się tylko dzięki temu, że właśnie mu ojciec oślepł. I nam podrzucał.
    Nie robiąc żdanych aluzji do Ciebie, to widzisz, niewielu mam dyskutantów, którzy przeczytali książki, o których piszę, a są tak łatwo dostępne. Ściągam sobie teraz z „chomikuj” wszystkich filozofów, tam są prawdziwi kolekcjonerzy i pasjonaci. Ale czy czytają? W czasach, o których mówimy, były takie patologie, że całe biblioteki książek spod lady nigdy nie otwartych posiadali ludzie tylko dlatego, że to był towar deficytowy i ich największym sukcesem (słusznym) było ich zdobycie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *