Orhan Pamuk „Śnieg”

Może czytałam Doktora Żywago Borysa Pasternaka też w zimie i też w wieku tego internauty, którego recenzję znalazłam w sieci.
Napisał ją po lekturze Śniegu Orhana Pamuka w czasie siedmiogodzinnej jazdy pociągiem.
Ja też pewnie musiałam się spieszyć, książki oficyn opozycyjnych były pożyczane przez znajomych na dzień, góra dwa dni. A Pasternak był równie opasły, jak Pamuk.
Sieciowy chłopak Błażej jedzie na Nowy Rok do rodziców do Przemyśla.
W Sylwestra schodzi do rodziców wznieść toast o północy i słucha jak przez mgłę pytań matki o ostatnie przystępowanie do sakramentów świętych.
Kończy powieść i recenzję. Wkleia ją na swój blog sieciowy nad ranem i ojciec odprowadza go do pociągu do Warszawy, gdzie, jako wybitny student, rozpoczął już polityczną karierę w ateistycznych strukturach lewicowych.
Z okien pociągu patrzy na zatroskanego ojca, na padający na niego śnieg i myśli z żalem o bezradności każdej rodziny.

Nie miałam jeszcze trzydziestu lat, jak przeczytałam zakazanego w Polsce komunistycznej Pasternaka i smak tej książki odezwał się w smaku recenzji sieciowego studenta, a potem w samym Pamuku.

Orhan Pamuk ma pięćdziesiąt lat, gdy pisze Śnieg i jest moim rówieśnikiem.
Powieść jest złożona z wielu warstw i z pewnością te śnieżne warstwy, tak jak mini traktat na cześć budowy płatka śniegu zasługują na analizy i uwagę.
Ale moje sieciowe zapiski nie mają na celu takich ambitnych zamierzeń, więc ograniczę się do kilku nasuwających się po lekturze refleksji.

Pamuk to konwencjonalna, tradycyjna powieść, pozbawiona wszelkich pretensji do jakichkolwiek nowoczesnych, czy ponowoczesnych struktur.
Klarowność, niezwykła komunikatywność i prostota fabuły zdają się jedynie skupić, jak w Doktorze Żywago, na miłości poety do kobiety.
Za oknem szaleje Rewolucja przysypywana coraz to wspanialszym i iskrzącymi się lodowatym pięknem śniegiem, a poeta Ka (skrót zbyt skomplikowanego imienia, nie ma nic wspólnego z Kafką), chce jedynie połączyć swój los z ukochaną i prowadzić wspólne, szczęśliwe życie.

Podobnie jak Jurij Żywago, Ka pisze jak wściekły wiersze gdzie się tylko da i jak się da, korzystając z fali natchnienia dopadającego go w najmniej wygodnych miejscach.
Niestety, problem islamskiej chusty i skrywanych pod nią burzą zachwycających włosów niespotykanej w żadnej nacji kobiecej urody zdaje się o wiele bardziej piekielnym zamysłem diabła, niż jadący przez powieść Pasternaka w sybirskiej lokomotywie sam komisarz Dzierżyński.
Mamy więc upiorne miasteczko Kars porażone islamskim fanatyzmem religijnym, do którego Ka, dobrze już dający sobie radę na literackim rynku niemieckim niepotrzebnie wraca.
Wraca po młodzieńczą miłość – piękną Ipek, która oddaje i tak serce terroryście Granatowemu, czyli tureckiemu odpowiednikowi Dzierżyńskiego.

Cóż, rosyjskie kobiety w wirze Rewolucji okazują się jednak bardziej lojalne doktorowi Żywago niż tureckie fanatyczki Ka.
Ka wraca do Frankfurtu oszalały z bólu sam, by w ogromnej ofercie filmów pornograficznych móc wybrać i kochać się wirtualnie z identycznym Ipek wizerunkiem, a i tego karząca ręka religijna nie będzie tolerować.
Zginie zabity na niemieckiej ulicy serią z karabinu rodaków, a wiersze, powstałe ze śniegu tureckiej prowincji i zachwytu urodą tureckich dziewcząt na zawsze znikną.

Egzystencjalny ton Pamuka, gdzie schemat religijno – politycznej opresji ma konsystencję bardziej śniegu niż krwi, a która leje się, jak na Rewolucję przystało, bardzo często, jest stonowany i dokładny, wręcz beznamiętny, ograniczający się do suchych komunikatów bez oceny i komentarza. Tak, jakby wszystko toczyło się planem wyroczni, a uwikłani w los bohaterowie nie mieli szans go zmienić. I czyny bohaterów zdają się nie mieć mocy oczyszczającej, ani też powodować nieszczęścia.
Kataklizmy, przez które przechodzą mieszkancy miasteczka najchętniej pogrążone w serialu telewizyjnym, gdzie losy Marianny, naczelnej bohaterki kilkuletniej już odcinkowej historii śledzą absolutnie wszyscy – od najmniej wyedukowanych, po filozofów i intelektualistów – rodzą się z ich amoku i zaczarowania.
Miasteczko jest spójne, dopiero przyjazd witanego nieufnie sławnego rodaka, poety z Niemiec, miesza szyki ciemnym siłom usiłującym utrzymać stare, wbrew cywilizacji, konserwatywne porządki.
Wielka przegrana pisarza i jego twórczości odradza się jedynie w literaturze, w powieści Śnieg, którą przyjaciel Ka powoła do istnienia.
Śnieg więc jest nie tyle afirmacją, jak u Borysa Pasternaka Człowieka Żywego, co afirmacją Żywej Literatury, efemerycznie i nieskazitelnie spajającej śniegiem bezradność ludzkich usiłowań.

(…) Opętani przez szatana ateiści, jak dyrektor z naszej opowieści, żyją wśród nas, szukając szczęścia i spokoju — powiedział Mesut. — Czy pan się z tym zgadza?
— Nie wiem.
— Jak to pan nie wie? — zapytał gniewnie Mesut. — Czy pan nie jest ateistą?
— Nie wiem — powtórzył Ka.
— To proszę mi powiedzieć w takim razie, czy wierzy pan, że to Bóg Wszechmogący stworzył cały świat i wszystko na nim, nawet te wielkie płatki śniegu? Wierzy pan czy nie?
— Śnieg przypomina mi o Bogu — powiedział Ka.
— Tak, ale czy wierzy pan, że to Bóg stworzył ten śnieg? — upierał się Mesut. (…)

(…) Patrzył na sypiące się z nieba płatki śniegu, bajecznie lśniące w świetle neonu, i wyobrażał sobie, jak wracają razem z Ipek do Frankfurtu. Jak robią zakupy w butiku z damskim obuwiem na drugim piętrze Kaufhofu, w którym kupił otulające go teraz popielate palto. (…)

Informacje o admin

Ewa Bieńczycka urodzona w 1952 roku w Przemyślu. Artysta malarz
Ten wpis został opublikowany w kategorii czytam więc jestem. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

6 odpowiedzi na „Orhan Pamuk „Śnieg”

  1. Ania pisze:

    27 października 01:04, przez Ania
    Kim jest ten chłopak, Błażej?

  2. Ewa pisze:

    27 października 01:17, przez Ewa
    Wiceprzewodniczący Partii Zielonych.
    Ale mogłam coś pomylić, przeczytałam około 30 recenzji w necie. Tak to jest, jak się pospiesznie próbuje zorientować, jaki jest polski odbiór ubiegłorocznego noblisty. Żadnego z mojej strony szacunku i pamięci dla przecież wielkiego, bezinteresownego wysiłku, by się z internautami dzielić nie bzdurą, a wartością.

    Natrafiłam też na wspaniały tekst o Karsie „zagubionym na płaskowyżu wschodniej Anatolii”, mieście, w którym się akcja książki toczy. Mieszkańcy są obrażeni, protestują, że nieprawda, że nic podobnego. Podobno tam oprócz dwóch starych bab, nikt w chuście nie chodzi.
    A chusty to główny motyw, oprócz śniegu, powieści.

  3. Maciek pisze:

    27 października 13:35, przez Maciek
    Trudno mi coś wartościowego napisać, czasu ciągle nie mam, książki nie czytałem.
    Dziesięć lat temu studiowałem w Rijadzie na Uniwersytecie Islamskim im. Imama Muhammada Bin Sauda. Ponieważ miałem wtedy żonę z Tatarów, którą poznałem podczas ramadanu w Białymstoku, dostałem bilet na samolot i stypendium do Arabii Saudyjskiej.
    Dla mnie taki wyjazd z możliwością nauczenia się angielskiego naprawdę i poznania religii był wielkim zdawało się, sukcesem. Pejzaż okazał się wyjątkowo jałowy i martwy, młodzież cyniczna, traktująca przekornie religijne zalecenia, łamiąca je bez żadnych oporów.Wszystko, co zakazywał Koran – picie alkoholu, palenie papierosów i korzystanie z płatnych kobiet było na porządku dziennym.
    Jednak program Uniwersytetu powołany do szerzenia islamu szczególnie nastawiony na kontynent Afryki – był skuteczny, gdyż z tych stypendiów niejednokrotnie utrzymywane były całe rodziny w ich ojczyznach.

    Ale, jeżeli chodzi o dyskusję o islamie, to chyba lepiej na podstawie książek Oriany Fallaci.

  4. Patryk pisze:

    28 października 01:52, przez Patryk
    „Snieg” czytałem w Szkocji po angielsku, kiedy rano jechałem autobusem do pracy. Działała na mnie ta książka jakos jednak melancholijnie, taka jest narracja, ale nieważne ile tam napisano i na jak ważne tematy – to jednak szybko to wypada z głowy. Gdyby takim kryterium mierzyć książki, ta była srednio udana. Mimo to czytałem ją z przyjemnoscią.

  5. Ewa pisze:

    28 października 12:37, przez Ewa
    Myślę jednak, że przyjemność w literaturze przede wszystkim!

  6. Rysiek listonosz pisze:

    2 listopada 03:20, przez Rysiek listonosz
    Do > Maćka z portalu lewica.pl:

    Wysoka liczba egzekucji w Arabii Saudyjskiej w 2007 roku [2007-11-01 23:55:20] Od początku 2007 roku wykonano w Arabii Saudyjskiej ponad 70 egzekucji. Większość przez ścięcie mieczem.

    Arabia Saudyjska należy do grona światowych liderów pod względem liczby wykonanych wyroków śmierci (obok Iranu, Chin i USA. Większość z nich wykonuje się poprzez publiczne ścięcie. Prawo zezwala też na ukamienowanie czy ukrzyżowanie skazańców, lub też rozstrzelanie w miejscu zamkniętym (rzadko praktykowane). Karą śmierci w Arabii Saudyjskiej są zagrożone m.in. homoseksualizm, posiadanie narkotyków, apostazja, a także prowadzenie działalności opozycyjnej.

    Krzysztof Pacyński

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *