Trafna ocena PRL-u Zbigniewa Sajnóga

W E-prawda ukazał się ważny wywiad Zbigniewa Sajnóga totalnie oceniający schyłek PRl-u o którym na moim blogu piszę. Ważny, gdyż dzisiejsze zamazywanie i obyczajowości i faktów historycznych zarówno przez prawą jak i lewą stronę sceny politycznej dzisiejszej Polski nie ma nic wspólnego z tym, co pamiętają ludzie przeżywający te czasy na własnej skórze. Doświadczenie Zbigniewa Sajnóga w czasie działającej Grupy Totart w Gdańsku w latach osiemdziesiątych, a potem po politycznej transformacji wejście jej do telewizji rządzonej w dalszym ciągu przez ludzi tych samych struktur i komunistycznego systemu i celebracje rocznicy powstania „Solidarności” z udziałem nie tych artystów, którzy zasłużyli swoją postawą na wyróżnienie w uroczystości jest bardzo cennym wkładem w ocalaniu zbiorowej pamięci. Powoli zapomina się już na fali resentymentu oglądając filmy i programy telewizyjne czasów PRL i zachwycając się nimi, że powstały w sztucznie spreparowanej, oderwanej od rzeczywistości przestrzeni publicznej.

„(…)Z dzisiejszego punktu widzenia zdają się tamte lata, druga połowa lat osiemdziesiątych, czasem nie tak strasznym, czasem tuż przed uwolnieniem, ale wtedy około roku 1985 nie odczuwało się tego, przeciwnie, mieliśmy wrażenie przegranego życia, które przyjdzie nam spędzić w sowieckiej niewoli, z wydzielanymi racjami pokarmu, z kneblem w ustach. To było nieznośne, dręczące, nie widzieliśmy wyjścia. Nie chcieliśmy iść na współpracę z systemem, choć raczej należy to rozumieć tyleż jako – powiedzmy – heroiczne postanowienie, co niemożliwość wynikłą z odrazy, nieomal biologicznej niechęci. Czuliśmy się ściśnięci sytuacją, to był nieznośny, ciągnący się, beznadziejny stan hibernacji, stan bez horyzontu, a zarazem ta sytuacja sprawiała, że ludzie podobnie przeżywający, odczuwający – ciążyli ku sobie. Nie chcieliśmy dać się zniszczyć, chcieliśmy rozwijać swoje talenty, ale zarazem wiedzieliśmy, że nie pójdziemy do tego radia, do tych gazet – pracować – do tej telewizji. Że nie wstąpimy do zetemesu, do komunistycznej partii.(…)

PRL był sowiecką okupacją,
kłamstwem, wędzidłem założonym by tym skuteczniej uczynić z nas niewolników pracujących na rzecz imperium, ale też by uczynić z nas narzędzia w rękach sowieckich generałów, gdyby zdecydowali się najechać Europę. Oprogramowywali nas „prawnie”, na przykład przysięga wojskowa na wierność ZSRR – w razie odmowy wykonania rozkazu miała być prawną podstawą do karania śmiercią za zdradę. Po co innego była im przysięga na wierność ZSRR? Tacy byli romantyczni?
System sowiecki był konsekwentnie ludobójczy, względem nas kolejno: akcja polska NKWD, potem wywózki i Katyń, potem, fakt mało znany, w 1940 roku w Zakopanem sowieci i hitlerowcy podpisali umowę w sprawie unicestwienia Polaków. Stronę niemiecką reprezentował Adolf Eichmann, sowieckiej przewodził pułkownik NKWD Grigorij Litwinow. Plan przewidywał całkowitą likwidację narodu polskiego do roku 1975. Kolejno dalej: działania czasów stalinowskich u schyłku i po II wojnie światowej, a potem, jako obywatele PRL mieliśmy być mięsem armatnim pierwszego rzutu inwazji na Europę Zachodnią, a teren Polski przeznaczony był pod nuklearną zagładę. Wyznaczony jako „strefa zgniotu” w planowanym „starciu cywilizacji”. Przecież to właśnie tak wstrząsnęło panem Kuklińskim, że skłoniło go do współpracy z USA. Użycie nas i przeznaczenie pod zagładę było zamierzone świadomie i z rozmysłem, przewidziane i przygotowane, opracowane. Polscy (peerelowscy) dowódcy wojskowi byli tego świadomi.

A więc PRL to było monidło, w którego otworach umieszczano buzie jego „obywateli” – nie miało czegokolwiek wspólnego z Polską, czegokolwiek wspólnego z Rzecząpospolitą, a wobec ludu miało plan instrumentalny i w dosłownym sensie ludobójczy. Każdy z członów nazwy: Polska Rzeczpospolita Ludowa był kłamstwem, całość była narzędziem niewolenia i ogłupiania, nadto: pośmiewiskiem z nas – zresztą zatwierdzonym przez Zachód, który w ten sposób konsekwentnie załatwiał swoje sprawy. Zatem otwórzmy wreszcie oczy na to: nie było jakiegoś tam PRL, była sowiecka okupacja, a każdy funkcjonariusz tamtego systemu był co najmniej sowieckim kolaborantem, a to znaczyło: funkcjonariuszem zbrodniczej ideologii, będącym podwykonawcą albo strażnikiem ludobójczych operacji.

Wmawia nam się, że ponieważ robione to było rękami Polaków, więc było dla nas mniejszym złem, ale zdaje się, że był to po prostu w ówczesnych okolicznościach najbardziej optymalny, więc najbardziej skuteczny sposób operowania nami. Najefektywniejszy i powodujący głębsze urobienie. Granica – gdzie jeszcze działa się na rzecz spraw polskich, a gdzie realizuje plan ludobójczy – była rozmyta, trudna do uchwycenia, zdefiniowania. Miało to wiele aspektów, odcieni, różnych: ale. A zważywszy jeszcze na rozliczność życiowych sytuacji, na to że jakoś przecież trzeba było żyć, jakoś to życie organizować, więc jakoś trzeba było się dogadywać, a w tym wszystkim nieraz „ludzki pan” coś tam przepuszczał, przymykał oko, albo przychylił się ze zrozumieniem, albo brał łapówkę, albo był ideowcem starającym się działać dla dobra ludzi – etc., etc., wszystko to razem rozmywało się w stan i obraz niejednoznaczności, chociaż przecież system był konsekwentnie wdrażany i systematycznie potwierdzany rozlewaniem krwi. Sowieckie bagno.(…)”
Cały bardzo długi artykuł w sam raz na wolne od pracy zawodowej dni świąteczne:

ZBIGNIEW SAJNÓG: „Człowiek potrzebuje ratunku” – wywiad totalny
http://www.eprawda.pl/zbigniew-sajnog-czlowiek-potrzebuje-ratunku-wywiad-totalny/

Informacje o admin

Ewa Bieńczycka urodzona w 1952 roku w Przemyślu. Artysta malarz
Ten wpis został opublikowany w kategorii 2017, dziennik ciała. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

17 odpowiedzi na „Trafna ocena PRL-u Zbigniewa Sajnóga

  1. Wywiadu jeszcze nie przeczytałem (rzeczywiście długi), więc ciężko mi się do niego odnieść po całości, ale bazując na przytoczonych przez Ciebie fragmentach, mam kilka luźnych uwag. Z jednej strony rzeczywiście chyba jest pewien problem z ahistorycznym postrzeganiem PRL przez młodsze roczniki. Wyraża się on na przykład w kompletnie chybionym odczytywaniu komedii Stanisława Barei, w których widzą przede wszystkim oderwany od społecznego kontekstu absurd i wyrabiają sobie mylne wyobrażenie o tamtych czasach jako o dość krotochwilnych, w sumie niegroźnych, a może nawet i z lekka idyllicznych. Czytałem niedawno, że jakiś facet, taki około mojego wieku, może ciut młodszy, zrobił replikę taksówki ze „Zmienników” i wynajął sobie Mieczysława Hryniewicza, żeby zawiózł go nią do ślubu. Pomyślałem, że to w gruncie rzeczy dość smutne, że z Barei zostaje tylko to, a na przykład nie pamięta się, że wspierał opozycję. Ale z drugiej strony dziwi mnie postawa wielu ludzi z tejże opozycji, lub jej ideom sprzyjających, którzy dziś odsądzają od czci Macierewicza za likwidację WSI. A przecież trudno chyba o silniejszy link między PRL a III RP niż właśnie ci ludzie szkoleni w Moskwie przez GRU. Nie pojmuję, co w roli wielkiego eksperta w TVN robi gen. Marek Dukaczewski. A przypominam, że Twój prezydencki faworyt, który dziś zwolenników Kaczyńskiego chce walić dechą, był jedynym głosującym przeciwko rozwiązaniu WSI. Dziwi mnie, że z PiS-em pod sztandarami obrony demokracji walczy komunistyczny pułkownik Adam Mazguła – dziś wielki Europejczyk i obrońca praw kobiet. I to, że Andrzej Friszke opowiada w „Polityce”, że PiS wygrał, jadąc na sentymencie do PRL, skoro największe poparcie PiS miał w grupach PRL nie pamiętających i u takich ludzi jak ja, którzy załapali się na jego schyłek. Dziwi mnie to, bo biorąc poprawkę na średnią wieku uczestników marszów KOD, to raczej obóz anty-PiS ma powód, by czuć do PRL sentyment. Ale dla równowagi dziwi mnie też, że PiS, chcąc uchodzić za formację, która nie stoi tam, gdzie stało ZOMO, nie zbudowało, choćby z powodów czysto wizerunkowych, jasnego i spójnego przekazu odcinającego się od PRL. Branie sobie takich ludzi jak Piotrowicz to PR-owy strzał w stopę, choćby nie wiem, jak porządnie się za PRL zachowywał. Choć tu akurat mogą w grę wchodzić pewne czynniki z politycznej kuchni, o których niekoniecznie musimy wiedzieć.

    • Ewa pisze:

      Ach, Marcinie, dziwi mnie, czytając Twoje wypowiedzi na fb, że wikłasz się te wszystkie walki polityczne dzisiejszej Polski zamiast po prostu pisać literaturę piękną.
      Właśnie nie do Ciebie, a do pokoleń starszych należy przypominanie czym była Polska Ludowa, ponieważ Twoje pokolenie nie przeżywszy tego na własnej skórze nie zrozumie, że tworzenie w Katowicach muzeum Hansa Klossa, wypisywanie po portalach po śmierci Młynarskiego że powinien dostać nagrodę Nobla zamiast Dylana i świat filmowy Barei, którego w dalszym ciągu nie zrozumiałeś, to dla pokolenia 60 i starszych i takich jak ja, to wielki ból, hańba i sromota.
      Wy, pokolenie postmodernistycznie możecie już sobie przerabiać wszystko na śmiech i kulturowo tworzyć kolaże z ikon komunistycznej popkultury, ale równolegle trzeba przypominać, że źródłem powstania medialnych bożyszcz PRL-u nie było to, co każdej wolnej kulturze powinno przyświecać, a co prawdziwemu artyście jest niezbędne: wolność wewnętrzna, wolność duchowa.
      Kultura komunistyczna była tworzona sztucznie, za rolę w filmie aktor mógł sobie kupić samochód, a plastyk za prace pierwszomajowe, które robił tydzień przed majowym świętem, żyć z rodziną przez cały rok. Prestiżowe placówki kulturalne dostawały wielkie dotacje finansowe sumy o jakich się artystom zza żelaznej kurtyny nie śniło, mogli być kapryśni, barwni, o tym w swoich biografiach wypisują teraz tomy. Te nienormalne warunki tworzenia miały oczywiście swoje koszty i konsekwencje, by nie zostać wykluczymy z artystycznych elit trzeba było się skurwić na całego, a wszelkie kokieterie i puszczanie opozycyjnego oka było jedynie zaplanowanym pozorem i tzw. wentylem bezpieczeństwa, ukłonem w kierunku władz, niby dowodem, że pozwala. Ohydnym przykładem jest do dzisiaj działający Jan Pietrzak. Przykładem zmarnowania wielkiego potencjału obywatelskiego, intelektualnego i artystycznego są późne filmy Barei kręcone właśnie w granicach mu wyznaczonych przez cenzurę, ale przecież było o wiele gorzej, bardziej metalowo, kolczasto i ponuro.
      Zbigniew Sajnóg w swoim artykule napisał według mnie wiele bzdur (o Dawkinsie, religii i tzw. moralności), ale cenne jest to, że w dalszym ciągu, mimo swoich trudnych do zrozumienia jego dzisiejszych sympatii politycznych stoi murem za Totartem, za odwagą młodych ludzi którzy w latach osiemdziesiątych stawiali czoła rzeczywistości w której żyli, że potrafili się temu wszystkiemu sprzeciwić niejednokrotnie karkołomnie, wbrew zdrowemu rozsądkowi i tworzyć prawdziwą sztukę. Sam autor, Zbigniew Sajnóg, nadwrażliwy, niezwykle utalentowany młody gniewny zapłacił za to wszystko najwyższą cenę.

      A pytasz Marcinie, nie wiem, czy dobrze zrozumiałam o Tuska? Tak, chciałabym, by był prezydentem, przynajmniej jakiś nareszcie wykształcony, światowy człowiek, który może orientuje się o co w tym wszystkim chodzi. Bo Duda podobno tylko jeździ na nartach, inne nazwiska nic mi nie mówią, jak słyszę o wielkim marnotrawieniu publicznych pieniędzy na groby, procesy i festiwale złej literatury i złej telewizji, to mi tylko żal, bo mam emerytury niecałe 1000 złotych miesięcznie.

      • Zbigniew Sajnóg pisze:

        Pani Ewo Kochana, wiele razy tłumaczyłem Pani, że nie opowiadam się politycznie, a Pani nadal powiela tę nieprawdę.
        Pięknie Pani wygląda, czemuż to do tych pór ukrywała się Pani?
        Te powracające Pani słowa o rychłym końcu – zaiste niewczesne,
        serdecznie pozdrawiam,

        • Ewa pisze:

          Panie Zbigniewie, artysta musi być wolny od polityki, ale nie można się łudzić, że wszelka publiczna wypowiedź nie będzie podchwycona i wykorzystana. Pański ostatni klip o tym, że Gdańsk jest w ruinie łatwo wpisuje się w hasło propagandowe PiS-u, że Polska jest w ruinie, a przecież tak dużo jest faktów świadczącym o czymś przeciwnym. Pieniądze unijne zamieniły wiele polskich miast na nowoczesne europejskie metropolie, nasze Katowice zdumiewają Ślązaków, którzy w latach osiemdziesiątych wyjechali na mocy dokumentacji o niemieckich przodkach, może żałują widząc takie zmiany, że wyemigrowali.
          Z radością powitałam Pański sprzeciw degradacji kulturalnej, ale otwieranie i tłumaczenie większości zjawisk Biblią jest właśnie po linii dzisiejszej, wszechpanującej nam Partii.
          A ja jestem coraz starsza i coraz trudniej mi się zrealizować i sfinalizować, a nadchodzące czasy zaczynają przypominać mi te, które mnie zniszczyły.

      • Nie miałem na myśli Tuska, lecz Komorowskiego. A konkretnie jego wypowiedź z Poznania z ubiegłego roku, że „czasami musimy walić przeciwnika dechą w łeb, żeby upomnieć się o swoje” (cytuję za GW, żeby nie było, że z „pisowskich” mediów http://poznan.wyborcza.pl/poznan/1,36037,20993052,bronislaw-komorowski-w-poznaniu-czasem-trzeba-walic-decha.html )

        Ale w sumie to znamienne, że przywołałaś akurat Tusia. To poniekąd potwierdza moją teorię, że zarówno Twoja ocena PRL, jak i dzisiejsze Polski pod rządami PiS ma charakter bardziej estetyczny, niż aksjologiczny czy polityczny. A to duży błąd. Bo analizujesz powierzchowną nadbudowę, ale nie sięgasz do sfery konstytuujących system idei i mechanizmów. One Ciebie – jako artystkę – w ogóle nie interesują. Coś CI się zmysłowo podoba, więc uznajesz to za dobre; coś Cię zniesmacza, obrzydza, irytuje, więc musi być w Twojej ocenie złe. Zrozumiałem to dość jasno, kiedy bodaj trzy lata temu pod jedną z Twoich notek spieraliśmy się o tęczę na Zbawiksie. Ja wtedy, jeśli dobrze pamiętam, napisałem, że spełnia ona tę samą funkcję co Pałac Kultury, czyli że jest znakiem ideologicznej kolonizacji nowej lewicy i jej inżynierii społecznej. Ty odpowiedziałaś, że absolutnie nie, bo jest ładna i kolorowa, a PKiN był brzydki.
        Dla Ciebie wystarczającym atutem Tuska jako prezydenta jest to, że wykształcony i światowy. A ja mam to w nosie. Jednak wolałbym się dowiedzieć, jak to było, do ciężkiej cholery, możliwe, że służba kontrwywiadowcza, której podstawowym zadaniem powinna być ochrona kraju przed wrogą dywersją, wchodzi w alianse z obcą agenturą, i to jeszcze agenturą państwa, które nigdy nie było nam przyjazne. Chciałbym się dowiedzieć, jaki był zakres odpowiedzialności Tusia za okradanie Polaków poprzez Amber Gold. Chcę, żeby wytłumaczył, dlaczego jako unijny urzędnik przyjeżdża w apogeum kryzysu parlamentarnego w grudniu i podburza przeciwko legalnie wybranemu rządowi. Itp., itd. Dla Ciebie to zapewne bez znaczenia wobec faktu jego europejskości, a dla mnie są to sprawy absolutnie kluczowe.
        Piszesz, że PRL był brzydki, straszny i niszczył ludzi, wychwalając zarazem pod niebiosa dobroć Unii Europejskiej, która nas tak łaskawie zmodernizowała, ale nie interesuje Cię, jaką rolę w tworzeniu jej zrębów odegrał radykalny trockista Altiero Spinelli, i jakie potencjalne implikacje z tego wynikają dla jej obecnych kierunków rozwoju.
        Dziwi Cię niespójność światopoglądu Sajnóga. A mnie nie, bo wydaje mi się, że on po prostu rozumie coś, czego Ty nie możesz pojąć: że wolność nie jest na sztywno przypisana do jednego zestawu atrybutów, i że to, co za komuny wielu mogło się z nią kojarzyć – czyli tzw. liberalne wartości Zachodu – dziś jest narzędziem zniewolenia. Nie wiem, czy poprawnie odczytuję jego intencje, ale tak to odbieram. Nawiasem mówiąc, w najnowszym numerze „pisowskiej” Gazety Polskiej jest wywiad z „Majorem” Frydrychem z Pomarańczowej Alternatywy, który mówi mniej więcej to samo, i z czym ja się w pełni zgadzam. Jak myślisz, czemu jedna z ikon buntu lat 80 rozmawia dziś z „pisowskim” dziennikarzem? Przecież wedle logiki, której hołdujesz, powinna maszerować z KOD-em przeciwko obskurantyzmowi i ciemnocie smoleńskiego ludu.
        I może to po części też stanowi odpowiedź, dlaczego zajmuję się polityką, zamiast tworzyć „literaturę piękną”. Po pierwsze dlatego, że mogę, bo to bezpośrednio wynika z mojej wewnętrznej wolności, którą tak tu podnosisz. A po wtóre „bycie artystą” kojarzy mi się coraz bardziej obciachowo, gdy słyszę, jakie bzdety plotą Janda, Kuczok, Olbrychski, Skiba, Hołdys, Holland i cała reszta dzisiejszych „obrońców demokracji”.
        Tak to widzę, Ewa. Przykro mi, jeśli Cię to rani.

        • Ewa pisze:

          Ależ nie rani Marcinie, tylko męczy. Nie mam już tyle czasu co Ty, by wikłać się w te wszystkie spory. Nie zabieram głosu na tematy polityczne ani religijne na fb i nie chcę zamieniać na te sprawy bloga, gdyż nazwiska, które przywołujesz i tak będą niedługo zapomniane i nikt nie będzie wiedział o co chodziło. Frydrych, Kukiz, Muniek, prawicowa frakcja Sajnóga, mnie to wszystko nie dziwi, ale mi się to nie podoba nie ze względów estetycznych, ani herbertowskiego dobrego smaku, ale ze zwykłej przyzwoitości. Nigdy nie będę przeciwko homoseksualizmowi, różnorodności etnicznej Polski, swobodzie wiary religijnej lub jej brakowi, prawa do wyboru zamieszkania, przemieszczania, kochania kogo się chce i jak chce. Nie poprę marnotrawienia publicznych pieniędzy na Kościół, na bezsensowne spory, na konserwatywne działania cofające nasz naród w cywilizacyjnym rozwoju. Ok, odbieraj mnie Marcinie jak chcesz, ale mnie zabrał bardzo dużo życia polski bezsens, ja jestem na emeryturze i nareszcie chcę się zająć sobą, a nie śledzeniem co który idiota któremu zawierzono i oddano publiczne władanie powiedział.

        • Robert Mrówczyński pisze:

          Lata rządów pisu mijają, a cigle słychać tę samą śpiewkę – winna wszystkiemu Platforma. Ciekawe na jak długo to starczy?
          No i kto to jest Tusio? Kto to jest Frydrych?

  2. Robert Mrówczyński pisze:

    Jak dla mnie z całego wywiadu najlepsze jest poniższe pytanie-diagnoza, celna, lapidarna, trafna prowadzącego wywiad Gretkusa, choć Sajnóg w odpowiedzi na nie przywołuje – choć nie wiadomo co ma piernik do wiatraka – jakąś holenderską komisarz, która niby przyczyniła się do likwidacji polskich stoczni, a potem jest część teologiczna, wyłącznie dla amatorów.

    „Zawsze myślałem, że po upadku socjalizmu Polska stanie się wolnym krajem – taką drugą Holandią, słynącą z liberalnego prawa. Po kilku latach zrozumiałem, że byłem naiwny jak dziecko i żadnej Holandii nad Wisłą nie będzie. Moim zdaniem Polska jest krajem bardzo konserwatywnym – mamy archaiczną edukację i archaiczne społeczeństwo. Mamy potężną, zhierarchizowaną jak armia instytucję kościoła katolickiego, który od setek lat zatruwa Polakom umysły i hamuje postęp cywilizacyjny. Im wcześniej zrozumie to młody student czy artysta, tym szybciej uniknie rozczarowań. Tak jak Pan powiedział – Ci zdolni ludzie z Pomarańczowej Alternatywy, Totartu, Brulionu, WiP-u, zawsze czuliby się w Polsce jak ludzie z innej planety, ponieważ u nas dominuje kultura folwarczna – kultura telenoweli i kiełbasek z grilla. Z drugiej strony obrażanie się na Polskę nie ma sensu, ponieważ z faktami się nie dyskutuje. Z pewnością wielu obywatelom taki archaizm i konserwatyzm bardzo odpowiada. Dlatego jeżeli ktoś urodził się jako duchowy arystokrata i ma naprawdę bardzo wyrafinowany gust, to musi poszukać sobie innego miejsca na Ziemi, bo w Polsce zawsze będzie czuł się niekomfortowo. Dzisiaj zresztą świat działa zupełnie inaczej – pojawiły się wielkie, międzynarodowe metropolie, które stały się stolicami światowej nauki, kultury i sztuki. To te metropolie, a nie państwa, przyciągają i gromadzą międzynarodowe elity intelektualne.”

  3. Robert Mrówczyński pisze:

    Szkoda tylko, że w ogóle się tym zajął i przejął – dla mnie niepojęta taka volta. Ale widocznie, mimo ogromnej konkurencji jakoś to się per saldo bardziej opłaca niż nizłomna postawa totartowa Konnaka czy Skiby.

  4. Robert Mrówczyński pisze:

    A byłem święcie przekonany, że Skiba był uczestnikiem.. Ale jeśli nawet nie był formalnie to ma dużo wspólnego z tym ruchem i to nawet dzisiaj. Jeśli chodzi o opłacalność to miałem na myśli korzyści duchowe z tak radykalnej przemiany światopoglądowej. Ale to tylko moje subiektywne odczucie. Mogę się mylić.

    • Zbigniew Sajnóg pisze:

      „mimo ogromnej konkurencji jakoś to się per saldo bardziej opłaca niż niezłomna postawa totartowa Konnaka czy Skiby” = „korzyści duchowe z tak radykalnej przemiany światopoglądowej” — ?

      „formalnie to ma dużo wspólnego z tym ruchem i to nawet dzisiaj” – niestety – nie ma Pan wiedzy, a wypowiada się.

  5. Robert Mrówczyński pisze:

    Robi się nieprzyjemnie, bo i Pan niezadowolony i jakieś rydzykowe 3 złotowe trolle się zlatują… Przykro mi, że poczuł się Pan dotknięty uwagą o kosztach przemian duchowych. Ale czyż nie mam racji? Najgorsze, że niezależnie od charakteru tych przemian, praktycznie nigdy nie wychodzą na korzyść, o co już postara się starość. W filmie Paducha budził Pan sympatię i podziw. Teraz jest Pan oschły i protekcjonalny, bynajmniej nieskory do rozmowy, chociaż jestem wielkim admiratorem tego społecznego ruchu, który miał miejsce w latach 80 i którego był Pan jedną z ważniejszych postaci. Oczywiście wtedy zasięg tego ruchu był praktycznie żaden – nie było transmisji telewizyjnych – i dopiero dzisiaj dzięki filmowi Paducha, publikacjom, książkom (między innymi Skiby z Konnakiem Artyści, Wariaci, Anarchiści) możemy w ogóle się dowiedzieć, że takie alternatywne formy wypowiedzi artystycznej miały miejsce w Polsce. Może niefortunnie wymieniłem Skibę jako totartowca, ale jestem po lekturze Konnaka „Dzieła zebrane i wylane” gdzie sporo Skiby i może dlatego to połączenie. Ale w dalszym ciągu nie rozumiem w jakim sensie nie był Skiba człowiekiem totartu? Zamieszczam fragment z książki na swoje usprawiedliwienie.

    „W roku 83 razem ze Skibą i Jacobem Jankowskim, pierwszym w PRL obdżektorem, założyli Ruch Społeczeństwa Alternatywnego. Ta bojowa jednostka poważnie namieszała w politycznym krajobrazie epoki kamienia rzucanego. Jany, podobnie jak ja, był radykalnym zbieraczem wszelkiej niezależnej twórczości printerskiej. Gdy 23 kwietnia roku 86 explodował Totart, Jany ze swoimi projekcjami gościł na kartkach mnogo wydawanych przez naszą profuzyjną familię pism ulotnych.”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *