Ciała z Internetu II (1)

1.
Było to powtórzenie sytuacji sprzed kilkudziesięciu lat, gdy zamieszkaliśmy na przedmieściach górniczego miasteczka z niemowlęciem i nawiedził nasze mieszkanie Świadek Jehowy.
Świadek był chłopcem niezwykle urodziwym i miał tak niespotykane oczy koloru niebieskiego, że ich odpowiedniki można było spotkać jedynie w spreparowanych animacją filmach sf o kosmitach nawiedzających Ziemian.
Te oczy płonęły nieziemskim, zimnym ogniem metafizycznego błękitu. Świadek sforsował nasze drzwi dzięki oczom łatwo i rozpoczął swój nieudany w rezultacie bój o nasze dusze.
Trwało to krótko, gdyż wpadł nie w porę i zewnętrzne okoliczności uniemożliwiły mu dalszą batalię. Grzecznie więc zaproponowaliśmy przeniesienie spotkania na za tydzień, na co skwapliwie przystał i dał się wyprosić.

Ale za tydzień okazało się, że musimy wyjechać. Zapomnieliśmy zresztą natychmiast o nim i o czekającej nas wizycie.
Po powrocie z wyjazdu w drzwiach tkwiła rozżalona kartka Świadka Jehowy wyznaczająca kolejny termin spotkania. Zawstydzona postanowiłam mu to jakoś wynagrodzić by zupełnie nie utracił wiary w Ziemian i przygotowałam się bardzo starannie. Wysprzątałam dom, upiekłam ciasto, kupiłam wino i zrobiłam kanapki.
Świadek Jehowy czuł się nieswojo. Ze względów religijnych nie tknął wina, chyba niczego nie skosztował, a z poprzedniego klimatu nawiedzenia religijnego, gdzie zdawało się, był już blisko zwycięstwa, nie pozostało nic.

Tym razem to ja byłam w sytuacji Świadka Jehowy. Gdy Internet stał się życiowym wyzwaniem kolejnych prób spotkań – ja, osoba starego ładu naciskałam na przejście z wirtualnej Sieci w świat realny. Wydawało mi się to jedynym możliwym porządkiem rzeczy w sytuacjach nieuchwytnych i tak relatywnych, jak pewność bycia jedynie w komputerze. Zachwyt sieciowego współistnienia, wzajemnej dostępności bez mącenia porządku dnia, bez tej nieustannej gotowości sprostania, gdy sprostać się nie musi natychmiast, nie ma się ochoty, nastroju, lub przeciwnie, gorliwie i szybko się do niego dąży, był zachwycającą nowością Sieci.
A jednak z drugiej strony staroświecko potrzebowałam realnego narodzenia, wątku, z którego można by było wysnuć pewność, tomaszowego sprawdzenia, że wszystko, co w Sieci się wydarza, ma jakiś empiryczny odpowiednik.

Jestem 10 lat w Sieci i rozmowy istotne, które w niej przeprowadzam różną się od anonimowych wykładów, autoprezentacji czy egocentrycznych popisów. Skierowanie, rzutowanie i pragnienie współistnienia równego z równym powoduje wyciek energii, której brak nie sposób uzupełnić sobą. Nie mogę pracować na dwa fronty. Nie mogę schizofrenicznie rozmawiać ze sobą, gdyż istnieję tylko ja, natomiast moje podwojenie już nie istnieje. Sieciowy Drugi istnieje, ale nieujawniony realnie jest energetycznie nieczynny i jak Zombie, pochłania mnie. Ujawnienie Drugiego doprowadziłoby nie tylko do upragnionej symetrii, ale i do jedności. Mitycznej jedności mentalnej.
c.d.n.

O admin

Ewa Bieńczycka urodzona w 1952 roku w Przemyślu. Artysta malarz
Ten wpis został opublikowany w kategorii dziennik ciała. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *