czerwiec 2026 P W Ś C P S N 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 -
Ostatnie wpisy
Najnowsze komentarze
- Rozalia - Sadyzm moralny
- Wika - Anna Franaszek „Od Bieruta do Herlinga-Grudzińskiego: wykaz lektur szkolnych w Polsce w latach 1946-1999”
- czytelnik - Osip Mandelsztam “Aleksander Giercowicz” tłumaczyła z rosyjskiego Ewa Bieńczycka
- EWA BIEŃCZYCKA - Lluís Llach – ” Pal ” spolszczyła Ewa Bieńczycka
- Filip Łobodziński - Lluís Llach – ” Pal ” spolszczyła Ewa Bieńczycka
Kategorie
Archiwa
- lipiec 2024
- luty 2023
- styczeń 2023
- sierpień 2022
- maj 2022
- kwiecień 2022
- marzec 2022
- styczeń 2022
- listopad 2021
- czerwiec 2021
- maj 2021
- kwiecień 2021
- marzec 2021
- luty 2021
- styczeń 2021
- grudzień 2020
- listopad 2020
- marzec 2020
- luty 2020
- styczeń 2020
- grudzień 2019
- listopad 2019
- październik 2019
- czerwiec 2019
- marzec 2019
- styczeń 2019
- grudzień 2018
- listopad 2018
- październik 2018
- wrzesień 2018
- lipiec 2018
- maj 2018
- kwiecień 2018
- marzec 2018
- luty 2018
- styczeń 2018
- grudzień 2017
- listopad 2017
- październik 2017
- wrzesień 2017
- sierpień 2017
- maj 2017
- kwiecień 2017
- marzec 2017
- luty 2017
- styczeń 2017
- grudzień 2016
- listopad 2016
- październik 2016
- wrzesień 2016
- sierpień 2016
- lipiec 2016
- czerwiec 2016
- maj 2016
- kwiecień 2016
- marzec 2016
- luty 2016
- styczeń 2016
- grudzień 2015
- listopad 2015
- październik 2015
- wrzesień 2015
- sierpień 2015
- lipiec 2015
- maj 2015
- kwiecień 2015
- marzec 2015
- luty 2015
- styczeń 2015
- grudzień 2014
- listopad 2014
- październik 2014
- wrzesień 2014
- sierpień 2014
- lipiec 2014
- czerwiec 2014
- maj 2014
- kwiecień 2014
- marzec 2014
- luty 2014
- styczeń 2014
- grudzień 2013
- listopad 2013
- październik 2013
- wrzesień 2013
- sierpień 2013
- lipiec 2013
- czerwiec 2013
- maj 2013
- kwiecień 2013
- marzec 2013
- luty 2013
- styczeń 2013
- grudzień 2012
- listopad 2012
- październik 2012
- wrzesień 2012
- sierpień 2012
- lipiec 2012
- czerwiec 2012
- maj 2012
- kwiecień 2012
- marzec 2012
- luty 2012
- styczeń 2012
- grudzień 2011
- listopad 2011
- październik 2011
- wrzesień 2011
- sierpień 2011
- lipiec 2011
- czerwiec 2011
- maj 2011
- kwiecień 2011
- marzec 2011
- luty 2011
- styczeń 2011
- grudzień 2010
- listopad 2010
- październik 2010
- wrzesień 2010
- sierpień 2010
- lipiec 2010
- czerwiec 2010
- maj 2010
- kwiecień 2010
- marzec 2010
- luty 2010
- styczeń 2010
- grudzień 2009
- listopad 2009
- październik 2009
- wrzesień 2009
- sierpień 2009
- lipiec 2009
- czerwiec 2009
- maj 2009
- kwiecień 2009
- marzec 2009
- luty 2009
- styczeń 2009
- grudzień 2008
- listopad 2008
- październik 2008
- wrzesień 2008
- sierpień 2008
- lipiec 2008
- czerwiec 2008
- maj 2008
- kwiecień 2008
- marzec 2008
- luty 2008
- styczeń 2008
- grudzień 2007
- listopad 2007
- październik 2007
- wrzesień 2007
- maj 2007
- kwiecień 2007
- marzec 2007
- luty 2007
- styczeń 2007
- grudzień 2006
- listopad 2006
- październik 2006
- wrzesień 2006
- sierpień 2006
- lipiec 2006
- czerwiec 2006
- maj 2006
- kwiecień 2006
- marzec 2006
- luty 2006
- styczeń 2006
- grudzień 2005
- listopad 2005
- październik 2005
- wrzesień 2005
linki
zaproszenie
Zaszufladkowano do kategorii obrzędy
4 komentarze
Z cyklu : Wewnętrzne umieranie „ Aneksja”
Niewola słodka jest, gdy powie. Reszta aneksją, zagrabieniem.
Reszta, to tylko zwykły człowiek, który jest zżyty z swym plemieniem,
który, choć chce, choć może nie chce, to nic nie może. W odstąpieniu
jedynie szansa. Nie odstąpi. Mozolnie będzie ciął w kamieniu
martwe pomniki. Martwe cuda cywilizacji – kwiaty ulgi;
zwierzęta do prac zaprzęganych są wybawiane z męki cugli,
przyjęte jak się przyjmowało pudło pomadek w domu ojca
który zarabiał i tak dużo by strach pokonać brakiem końca
płacenia danin z smakołyków. Nie te winy! Świat choć jest ten sam –
zupełnie inny. Nie te wady! Świat mrze, by wciąż otwierać sezam
wiosny. Umierać będąc młodym, zdążywszy mościć się w wygodzie
sprytu. Ogień grzeje wspaniałość czarów w obcym ogrodzie
Podobnie ty w twym zniewoleniu drugiego, ty, co bierzesz słowa
ty, co zabierasz wnętrza z zewnątrz, centymetr każdy chcesz całować
Co w uwikłaniu widzisz rozkosz, nie w hubę drzewa nie w jemiołę!
Oto różnice. I aneksja tylko w miłości jest żywiołem.
Zaszufladkowano do kategorii 2008, czytam więc jestem, Nie daję ci czytać moich wierszy
Dodaj komentarz
Bohdan Sláma „Szczęście” (Štěstí)
Czesi to właściwie ci, którzy jadą z nami na jednym wózku historii. Jeśli Polacy kręcą „Sztuczki”, to Czesi kręcą „Szczęście”. Ale, podczas gdy naszym nieszczęściem są sztuczki, to dla Czechów szczęściem jest sztuka.
Podobnie jak u Andrzeja Jakimowskiego akcja czeskiego filmu obyczajowego to lata przemian, kiedy jest już inaczej, ale jest jeszcze po staremu: przecież zmiany zewnętrzne to w dalszym ciągu życie tych samych ludzi, ich wybory życiowe, możliwości.
Monika Tonik i Dasza to dzieci z wielkiej płyty, z czeskiego „panelaka” osiedla przemysłowego. Wegetują w okropnym pejzażu miejscowości Most w Czechach i jeżdżą obskurną windą pomazaną przez nieutalentowanych graficiarzy.
Rzygawiczność wzrasta gdy pojawiają się dzieci (rewelacyjne cztero i trzy latki). Scena, gdy wylewają sok na dywan, a matka Dasha, odurzona tęsknotą za jakimkolwiek mężczyzną, gdyż ojciec jej dzieci to już niepamiętana przeszłość, zirytowana, szmatą go rozmazuje – rozpoczyna dramat dzieci zaniedbanych i niekochanych.
Monika to przyjaciółka Daszy z podwórka, sąsiadka z jednej klatki schodowej. Krucha, delikatna wrażliwa. To jej twórcy filmu powierzają wagę moralną i etyczną. Jest nośnikiem tej niewiedzy, tej bezradności odwiecznego pytania: czy możemy, czy wolno nam sobie zniszczyć życie, pozwolić, by nam inni zniszczyli, odebrali wolność poprzez losowe wkrocznie w nie, poprzez swoje niechlujstwo, lenistwo, hedonizm, obarczyli nas sobą? I film odpowiada jednoznacznie: tak.
To jest właśnie to ironiczne, przewrotne szczęście w tytule. Film mówi, że innego szczęścia nie ma. Nam inne na tej ziemi nie przysługuje. Tylko idąc za wewnętrznym fluidem, nakazem, imperatywem, tylko ten zew się liczy, doznajemy ulgi i wolności.
Gdy w końcowej scenie Monika wraca po nieudanej podróży ze Stanów nękana wewnętrznym, niemal z greckiej tragedii nakazem powrotu do zakochanego w niej Tonika, jego już nie ma. Jego nadludzki, wielomiesięczny wysiłek zniszczył spychacz budowlany, on rozpuścił się bez śladu w świecie. Film kończy jej jazda pociągiem, sugestia kolejnej Odyseji Moniki, której celem już jest jedynie pogoń za utraconym, chwilowo, jak widz i bohaterowie filmu mniemają, szczęściem.
Miłość jest nieśmiertelna, dodaje film.
Zaszufladkowano do kategorii czytam więc jestem
Otagowano andrzej, Jakimowski, Sztuczki
2 komentarze
Z cyklu : Wewnętrzne umieranie „ Rozstanie”
Zanim pierwotne zapomniane wykrzywi się, sczeźnie na amen
nic już nie pohamuje zdarzeń, nie zmieni biegu żaden kamień
jak linie dotąd równoległe, nie skrzyżowane, bieg swój nagle
zmienią w rozwarty kąt, by zatrzeć powinowactwa i w te dale
usunąć się. Ujść i z niebytu jak było wcześniej, jak w cofnięciu
czasu nie dane wejść skąd przyszło w brzucha czeluście niemowlęciu
stawać się, rosnąć w jedną stronę. A jednak jest możliwość inna
gdy przeznaczone jest gładziutkie. Ściana, na której się nie trzyma
nic, żaden zaczep. Powój, pnącze nie znajdzie szpary. Wtedy macki
życia kierują się w tunel boczny. Staje się proletariacki
bastard. Wolność jest tylko w zgubie arystokratycznego domu
a dom był zimny i nieczuły. Był tylko gniazdem żmij. Więc pomoc
w odejściu. W tej banicji złudnej, gdzie wraca się nie tym tęsknieniem
za wartościami, których nie ma. Wybory kaźnią i wiezieniem
w pułapce wsobnej. To też głodu nie ma, jedynie inność prosta
wiodąca w inne. To śmierć piękna. Tak jak Ofelii w wodorostach.
Zaszufladkowano do kategorii 2008, Nie daję ci czytać moich wierszy
Dodaj komentarz
Krystyna Siesicka „Zapałka na zakręcie”
Czytałam w klasie „Sagę rodu Forsythów”. Siedziałam w drugiej ławce i miałam ją położoną na kolanach i mogłam ją czytać bez przerwy. Czytałam więc na organizacji przedsiębiorstw, technologii, higienie, biologii, chemii, matematyce, przysposobieniu wojskowym. Czytałam ją nieprzerwanie na języku polskim.
I byłam już na kolejnym tomie, zupełnie odgrodzona, wyalienowana, nic niewiedząca. Nie zaliczyłam w domu ani jednego odcinka „Czterech pancernych i psa”, nie wiedziałam, o co w tym serialu chodzi, nie dało się na przerwie ze mną pogadać. Nie dlatego, że uwielbiałam „Sagę rodu Forsythów”. Ale idealnie oddzielała.
Bronek wprawdzie uczył mnie palić, ale ja się nie potrafiłam nauczyć. A papierosy zawsze oddzielały, tworzyły ścianę, świat tę ścianę budował z wewnętrznego odurzenia, dlatego wszyscy palili. Palili uczniowie, palili nauczyciele, palono w telewizji i palili czterej pancerni. Tylko ja nie paliłam papierosów.
I kiedy najspokojniej w świecie pogrążyłam się w bezpieczeństwie ludzi z „Sagi”, ktoś z ławki z tyłu podał mi cienką książkę, którą machinalnie wzięłam. Okazało się, że książka czytana i podawana dalej szła już przez drugi rząd dziewczyn i dotarła do naszej drugiej ławki. Była to właśnie wydana „Zapałka na zakręcie”.
Żeby nie być poza grupą, żeby nie powiedzieć, że ja takiej książki czytać nie będę, żeby wreszcie się dowiedzieć, czy aby ta zapałka to nie ksywa Zapałka obcięta na zapałkę, słowem, książkę przeczytałam.
Debiut Krystyny Siesickiej jest skonstruowany według partyjnych wytycznych i jeśli nawet nie miała autorka takiego zamiaru, wszystko, co nas otaczało, czyli to, od czego ja chciałam się literaturą piękną odgrodzić, wlazło nagle we mnie za pośrednictwem jej książki obcesowo i brutalnie.
Książka jest o miłości licealistów z których jedno – chłopak, co matury nie zdał, a drugie to dziewczyna od niego młodsza i z pewnością zda, bo jest to dziewczyna uczciwa.
Marcin też jest uczciwy, ale daje się uwieść złemu towarzystwu chłopców i dziewczyny. Chłopcy namawiają go do picia pomarańczówki, a Mariola namawia go do pożyczenia stojącego przed sklepem skutera. Natychmiast przy pierwszym okrążeniu zostaje zatrzymany przez milicję, gdyż milicja zawsze działa sprawnie i szybko. Po wyroku roku z zawieszeniem na dwa lata może kontynuować naukę w liceum i stawiać się u kuratora raz w tygodniu w poniedziałek na komendzie.
Kurator, kapitan Ligota nakreślony jest kreską prawdziwą, jest najsympatyczniejszą postacią powieści i jednoznacznie pozytywną. Jest też nośnikiem wyśmienitego materiału genetycznego. Syn Ligoty, Ligota junior chodzi ze skazanym do jednej klasy, z nim się koleguje i przyjaźni. Jak Marcin – bo tak ma na imię złodziej skutera – zostaje wybrany na szeryfa klasy, Ligota junior milczy jak grób i nie demaskuje przyjaciela.
Ale kryminalna przeszłość nie może ujść na sucho. Wychodzi szydło z worka. Uczniowie zdemaskują Marcina na jakiejś szkolnej egzekutywie, napiętnują i odbiorą mu funkcję przewodniczącego klasy. Mada, gdyż tak na imię ma zakochana w Marcinie druga postać tego romansu, gniewa się na niego, gdyż jego funkcja szkolna jest jej miłą, jest z niej dumna i na dodatek dowiaduje się, że sam zrezygnował z drogiej jej społecznie funkcji – znaczy – nie kocha!
Akcja zapętla się coraz bardziej, gdyż Marcin, by nie utracić miłości dziewczyny zakochanej w jego społecznym wizerunku, czyli tak, jak trzeba w państwach, gdzie społeczeństwo jest przed jednostką – wszystko przed nią zataja i walczy jak lew, by w jej błękitnych oczach wypaść jak najlepiej.
Ponieważ Mada jest dziewczyną uczciwą, nie może sobie na takie matactwa pozwolić i mimo, że bezgranicznie Marcina kocha, to jednak musi odejść. Zdesperowany Marcin jedzie więc do małego domku Babci Mady – Babci Emilii, i w rozbrajająco szczerej spowiedzi wyjawia jej wszystkie świństwa związane z pożyczeniem skutera i przewiezieniem złego ducha – Marioli, przez którą doszło do tylu nieszczęść. Nie tylko zniszczył miłość do Mady swoją przeszłością, której nie wyjawił, ale zmartwił mamusię, która już była u mamy Mady i przestrzegła ją przed swoim synem kryminalistą. Na dodatek teraz jest podejrzany o kradzież następnego skutera, którego nie ukradł.
Książka kończy się dobrze. Babcia Emilia rozumie wszystko. Wybacza Marcinowi niczym kapitan milicji Ligota i wierzy, że jej wnuczka Mada zrobi to samo.
Jednak książka kończy się w zawieszeniu. Nie wiadomo, co Mada zrobiła. Przebaczyła?
Ja do dzisiaj, po czterdziestu latach, nie mogę przebaczyć autorce.
Zaszufladkowano do kategorii czytam więc jestem
5 komentarzy
Jason Reitman „Juno”
Przy okazji dzisiejszego wejścia na ekrany, według mnie przełomowego, jeśli chodzi o obyczajowość, nagrodzonego Oscarem za scenariusz Diablo Cody „ Juno” padają jeszcze dwa tytuły: rumuńskiego “Cztery miesiące, trzy tygodnie i dwa dni” „Palindromy” Todda Solondza.
Ponieważ wymienione filmy omawiałam na moim blogu, Juno wypada najbardziej niepokojąco właśnie przez swoją pozytywną wymowę, przez iluzję, że są na świecie proste, przejrzyste reguły unikania nieszczęść, trzeba je tylko inteligentnie poszukać.
Entuzjastyczny odbiór filmu przez amerykańską publiczność i dzisiejsze nie mniej zachwycone recenzje w GW obiecują równie dobre przyjęcie w Polsce.
A ja po zobaczeniu filmu byłam przerażona.
Fabuła jest niesłychane prosta. Nastolatka Juno nazwana tak imieniem greckiej bogini – pod wpływem tajemniczego impulsu natury podchodzi do siedzącego w fotelu szkolnego kolegi i nagle zdejmuje majtki. Najazd kamery na całujące się głowy kochanków i kawałki nagich ramion świadczą, że jednak stosunek płciowy odbył się przy zdjęciu reszty ubrań i bardziej romantycznie, niż tylko polaczenie płciowych instrumentów.
Reszta już jest chirurgicznie nieromantyczna. Nastolatka idzie do spożywczaka, gdzie testy ciążowe leżą na wierzchu jako najpotrzebniejsze przybory codziennego użytku, idzie do klopa, by na pałeczkę testu nasikać, a sprzedawca, troskliwie, bez cienia impulsu seksualnego dopytuje się jak jej to sikanie poszło.
Luz filmowy utrzymany jest do końca filmu, jest klawo, o szajs, mówi, June, kiedy kolejny test niezmiennie dowodził, że od jednego stosunku płciowego AIDS nie, ale ciążą zarazić się można.
Droga kombinowania życiowego, co recenzentka GW oceniła, jako nadzwyczajną inteligencję, przechodzi przez wariant aborcji, odrzucony chyba nie z powodów etycznych, gdyż najprawdopodobniej przed pisaniem scenariusza przyjęto zasadę, że człowiecza zygota człowiekiem nie jest. Jedyną drogą, jaką podążają wszyscy twórcy tego filmu jak i zrodzeni z ich troski bohaterowie, jest wygoda. Widz wprost nie może zrozumieć całej misternie prowadzonej akcji spotkania z rodzicami zastępczymi, po odrzuceniu wariantu usunięcia płodu, jeśli widzi niesłychany dobrobyt rodziców June, przychylność środowiska szkolnego i sąsiedzkiego do coraz bardziej widocznego jej stanu błogosławionego, naturalnego rodzenia się w niej psychicznie matki. Zdumiewające są, więc wahania skończonej biologicznie kobiety, która z własnej inicjatywy podjęła życie płciowe do rzekomej niedojrzałości posiadania dziecka. I na tę całą idyllę nakłada się niezrozumiała decyzja oddania dziecka matce niepłodnej by w końcowej scenie wrócić do infantylnego życia nastolatki i jakby nigdy nic wysiadywać na murku przed domem z gitarą.
Film jednoznacznie opowiada się za odrzuceniem dawnych przesądów, jakoby kobieta była zwykłą suką, która swoich małych będzie broniła nie, że tak uchodzi przed światem, ale z powodu wdrukowanej w nią tej zwierzęcej cechy.
Świat Juno jest już całkiem wysterylizowany z jakichkolwiek pradawnych atawizmów starego człowieka. Nowy człowiek, który sentymentalnie jeszcze coś niecoś kojarzy z pradawnych dziejów (mowa o paznokciach niemowlęcia), jest miękki, różowy i Huxley’owski. W Nowym, wspaniałym świecie inkubacja następuje wprawdzie w starym stylu, ale to już jest macica nieróżniąca się niczym od probówkowych rozwiązań, które może będą tańsze, od niepraktycznych kobiecych wnętrzności.
Zdumiewa zatem aprobujący obraz zapładniacza, bezwolnego manekina, który po wiadomości, że jest ojcem robi minę osoby, której pękła gumka u majtek lub nie wiedząca, że pękła. Jego niedawna kochanka waha się jeszcze, czy oddech powstały z mieszanki malinowych gum do żucia i jego własnego oddechu jej odpowiada, by romans, po pozbyciu się ich zespołowego płcenia, kontynuować. Ponieważ wszystko w filmie jest na tak, więc i para łączy się ponownie w aseksualnej, auczuciowej i atragicznej potrzebie, jak dwie szpilki rzucone na wodę przyciągają się na zasadach jedynie praw fizyki.
Wyrugowane jest więc totalnie wszystko, co jeszcze nam zostało z dawnych lat. Kraina łagodności, dobroci i wyborów, jak sobie radzić w razie wpadki, jest filmem przede wszystkim instruktażowym.
Do realizacji tych wszystkich pomysłów na życie wystarczy mieć tylko pieniądze.
Zaszufladkowano do kategorii czytam więc jestem
10 komentarzy
Z cyklu : Wewnętrzne umieranie „Odmowa”
Nic nie zostanie. Mgłą wiosenną, wilgocią, co się łzami skropli
odwieczne będzie zamazane, a pytać będą o to mocniej
ci, którym właśnie dane było sitem przecedzać w gardle słowa
uprzejme. Chłód oschły tylko w mowie niczyjej. Chłód to odmowa
tym, co się zawsze wydawało, że zmarnowanie jest daleko
że im nie dany czas spotkania. Że tych kamieni, co nad rzeką
leżą, Virginia do kieszeni nigdy nie włoży. Że się uda
wzrokowi zbiec, że za nas tylko Chrystus się zabił, robił cuda,
byście już nigdy nie musieli nikomu popatrzyć prosto w oczy.
Skoro gwiazdami zastępczymi lepiej się w niebie kosmos toczy
jak robakami. Świętojańskie? Być może, lepsze, nawet świecą
oczami nocy. Kiedy wpatrzenie w nierealne jest podnietą,
gdy przyzwoleniem jest lubieżność, zepsutym już pragnieniem ciała,
przenosisz wzrok na inną przestrzeń, na nieskończony nieba kawał
którą abstrakcja zżera zamiast. Bezosobowa i niewinna
dana ci wiosna równie obca, nie dana ci już wiosna inna…
Zaszufladkowano do kategorii 2008, Nie daję ci czytać moich wierszy
Dodaj komentarz
Ken Loach “Polak potrzebny od zaraz” (It’s a Free World…)
Stephen King „Jak pisać. Pamiętnik rzemieślnika” obiecuje pisarzom niezły zarobek z tej profesji, jeśli jego rad posłuchają. Wymienia w pierwszym rzędzie książki opowiadające o pracy gwarantującej wielkie powodzenie wśród czytającej publiczności.
W kinie robi to doskonale Loach nigdy nie popadając w pułapkę realizmu, mimo, że większość scen nosi cechy dokumentu.
Akcja filmu rozpoczyna się w Katowicach (doskonały casting), gdzie współczesne niewolnictwo rozpisane jest na role ludzi naszej cywilizacji.
Wszystko rozjaśnia żywa blondynka, grzeczna, uśmiechająca się, tonizująca niewidzialne łańcuchy. To ona, Angie, jest bohaterką filmu, na niej spoczywa całe filmowe opowiadanie. Jest w nim oprawcą i ofiarą. Jest w niej pozytywna walka o swoje życie i dobrobyt rodziny, jest też wielka autodestrukcja w amoralnym łamaniu odwiecznych praw międzyludzkich.
Scena, gdy wybiera z komórki robotników dla siebie i współwłaścicielki firmy rozdzielających mężczyzn z całego świata do angielskich przedsiebiorstw budowlanych, unaocznia nam, dwudziestopierwszowiekowym ludziom, gdzie ewoluowaliśmy w obyczajowych przemianach.
Jednak to jest złudne. Nie ma ewolucji. Być może feministyczny wątek lewicującego reżysera o zamianie płci w inicjowaniu zaspokajania płciowego daje pozór jakieś naszej dziejowej przewagi. Nic podobnego. Żerowanie na nędzy, na nieszczęściu, traktowanie po bydlęcemu rzesz ludzkich nadających się do pracy, do przynoszenia zysków, to nic nowego. Współczesne niewolnictwo, nie tak spektakularne, gdyż służące już do obsługi maszyn, a nie za robocze zwierzęta, ma twarz wielonarodowościową wygrywającą swoje przewagi w przemianach politycznych świata. Moralny ton filmu skierowany jest więc do postkolonialnej Anglii.
– Dajesz im szansę? A co z ich państwami? Nauczyciele, pielęgniarki, lekarze. Przyjeżdżają tutaj, pracują, jako kelnerzy za marne pieniądze. Co jest w tym dobrego? – pyta ojciec Angie.
To nie jest tak, że Angie pracując, zarobkując na koordynacji napływającej zarobkowej emigracji, ulega jakiemuś wzrostowi wewnętrznemu, a odsłaniająca się nieetyczność w niemal każdym ogniwie jej pracy ją degraduje, bądź uwzniośla.
Świat Kena Loacha jest splątany, też nie oznacza to, że to splątanie jest jakimś usprawiedliwieniem dla wszystkich skazanych desperacko na te aspekty życia: Angie też jest życiowo skrzywdzona. To samotna matka syna próbująca ustawić się i mieć już możliwość dobrej pracy do końca życia, by nikt jej z pracy nie mógł wyrzucić. Nie interesuje ją praca w żłobku, chce zarabiać godne pieniądze. Emigranci z Polski, Ukrainy, dysydent z Iranu, (Jestem z rodziny sprzedawców książek.
Podczas powrotu Szacha mój ojciec został aresztowany za autorską publiczną krytykę i wspieranie Mossadegh, naszego premiera. Wybranego. Mahmoud został aresztowany zbity jakieś lata temu, znowu, za sprzedaż złego typu książek. Więc uciekliśmy z kraju i przyjechaliśmy tu. Żądaliśmy azylu, ale zostaliśmy odrzuceni. I poprosili nas o opuszczenie kraju. Więc mieliśmy straszny wybór do podjęcia. Albo wracać do Iranu gdzie wsadziliby go do więzienia albo po prostu ukrywać się z rodziną i czekać na konsekwencje, którego politycznego aspektu sprzedaży nielegalnych książek w jego ojczyźnie nie uznano) – wszyscy próbują zarobić na życie, na pozostawione w ojczyznach rodziny, bądź przywiezione ze sobą do Wielkiej Brytanii.
Reżyser ilustruje bardziej stronę administracyjną przedsięwzięcia niż trud pracy fizycznej robotników, podany jedynie w formie efektu, czyli plików banknotów posegregowanych w plastikowych woreczkach.
Plików, rzadko trafiających do tych, którzy je wypracowali.
Jest to też piękny film o wolności. Właśnie o tym typie filozoficznej, ontologicznej wolności, którą dają pieniądze.
Zaszufladkowano do kategorii czytam więc jestem
4 komentarze