Wszystko ma swoje miejsce

Zanim wysnuję słów intencje,
zanim zaświadczę, czego nie ma,
świat wypełniony aż po brzegi większym nadmiarem,
niż moje jednostkowe trwogi (mniej już nie trzeba),
zagarnie niebyt moje miejsce,
pustką okaże się twa Ziemia,
której banicja darem.

Wszystko ma miejsce. Postawiono
w przestrzeni miasta przebywanie;
czas nie miał nic. Dotykać trwogi? W słowach zaginie moc.
Istnienie i tak jest odwieczne.
Jak każdy refleks. A jezioro
tylko powiela rozświetlanie
rozprysłych świateł na noc.

Wspaniałość zna swe korytarze
wcześniej, niż byłeś postawiony
w eksperymencie. W egzaminie na byt realny.
Chwilą lat świetlnych są eony,
każda twarz ma miejsce na twarze,
jak w bibliotece ład stworzony
szukaniu. Nie ukradnę

ognia. Ucichnie samowola
jedynie w sprzymierzonym buncie
porządkom wyższym. Nieaktualni są bogowie.
Fałszywi cichną w martwym punkcie
rozkładu świata. Miasto woła
Metal ogniem rodził iluzję.
Dziś plastik rzecz dopowie.

Zaszufladkowano do kategorii 2007 | Dodaj komentarz

architektura: Muzeum Muzyki Rozrywkowej (Experience Music Project) i Muzeum Fantastyki Naukowej i Sław (Science Fiction Museum and Hall of Fame) w Seattle

Muzeum widać z najodleglejszych miejsc widokowych miasta, dzięki jego malowniczemu położeniu na wzgórzach otaczających zatokę. Wygląda wśród drapaczy chmur jak wciśnięta w nie, wyżuta i porzucona guma do żucia.

Autor projektu, Frank O’Gehry zaprojektował budynek zgodnie z treścią jego wnętrza i funkcji, a więc zupełnie odjechany, schizofreniczny i wolny od wszelkich hamulców i architektonicznej poprawności.
Zgodnie z własną maksymą, że – Architektura nie jest ideą społeczną, ona jest sztuką – na stalowe żebra konstruujące 6 pomieszczeń, kazał natryskać inżynierom cement. Stalowe przęsła, trzymające wszystko do kupy i unoszące podpory zewnętrzne, są widoczne patrząc od wewnątrz, niemal w surowych, betonowych stropach.
Między część zajętą przez zbiory Muzeum Fantastyki Naukowej i Galerii Sław, a przylegającą częścią mieszczącą Muzeum Muzyki, która zawsze emituje dźwięki, wjeżdża co jakiś czas ponad głowami kolejka miejska. Nic tu nie jest pewne, a jednak szokuje solidność nowej wizji bez oszustwa i tandety, wprowadza w miasto przyszłości. Całość, mieniąca się kolorami gitar Rock’a, w kolorze złota, różu i błękitu opalizujących na słońcu, jest przyporządkowana nowoczesnej muzyce. Wszystko ma swoje źródła i konsekwencje. Dystansujący się do postmodernizmu O’Gehry mówi: jeżeli oni sięgają do przeszłości, ja sięgnąłem jeszcze głębiej – do archetypów.
Tutaj archetypami były podobno kształty ryb i gitar które tak długo były poddawane dekonstrukcji, aż powstała nowa jakość rzeźbiarska. O’Gehry podziwiał Cezanne’a i Pollocka, inspirował się dadaizmem i minimal artem, a jednak wszystko w moim odbiorze wygląda na przeładowane, barokowe i gorące. Inwestycja finansowa przyjaciela z dzieciństwa Billego Gattesa – Paula Allena, z którym założył korporację Microsoftu, umożliwiła realizację tak ekstrawaganckiego projektu kosztem 240 mln USD.
I ta inwestycja ściąga teraz tłumy zwiedzających, których liczbę szacuje się na 800 tys. rocznie. Dzięki wykupieniu rocznego wstępu dzieci mogą korzystać z warsztatów muzycznych. Allen, urodzony w Seattle, wielbiciel Jimiego Hendrixa, podarował swoją kolekcję pamiątek po artyście liczącej obecnie 13 tys. eksponatów. Kolejny seattleńczyk, rzeźbiarz Trimplin wybudował w hallu głównym, na środku ogromną kolumnę – drzewo, zrobioną z 600 elektrycznych gitar.

Rozpoczynamy od poziomu najniższego, gdzie znajduje się sala teatralna, emitująca w czasie mojego pobytu grającego Jimiego Hendrixa, a przeznaczona na performance, video, sesje, występy muzyków. Otoczona jest pomieszczeniami dla zupełnie małych dzieci uczących się tam rytmiki w świetnie wyposażonych pracowniach.
Idąc zakrzywionymi schodami, bo nic tu nie ma kąta prostego, lub jadąc windą, wchodzi się na poziom drugi, zdobiony ogromnym portretem Jimiego Hendrixa, po drodze mijamy Bar – Grill Rewolucji, gdyż Amerykanie pięciu minut nie wytrzymują bez przekąski.
W pasażu Północnozachodnim pamiątki po Kurcie Cobainie, Nirvanie, Quincy Jonesie, i innych muzykach tego klimatu. Inne pomieszczenia prezentują wszystkie sławy muzyki pop: rock, country, dance, techno, soul, rythm and blues, hip-hop, rap, hard rock i metal, blues, jazz, easy listening, folk, reggae i różne mieszanki.
W gablotach zobaczymy autentyczne suknie, marynarki, buty takich gigantów jak Rolling Stones, czy Beatlesi, ich instrumenty, przedmioty. Kolekcje płyt, plakaty, wszelkie pamiątki. W licznych komputerach nagrania, wywiady, filmy. Fani z nabożeństwem delektują się widokiem każdej relikwii. Parę kroków i jesteśmy w ogromnej hali Kościoła Podniebnego (Sky Church), gdzie trwa permanentne widowisko barwnych pokazów video zespolonych z muzyką, a nad głowami chwieją się parasole z wiszącymi zegarami.

Trzeci poziom oblegany przez dzieci i młodzież, to niespożyte możliwości własnej ekspresji muzycznej do sprawdzenie w licznych kabinach, laboratoriach, aktywnych pod wpływem dotyku stołach, zespołowym graniem z profesjonalnie prowadzącym muzykiem.

Część poświęcona Disneyowi, to historyczne dokumentacje jego powstawania, autentyczne pierwotne projekty animacji, telewizyjny klub Myszki Miki, pierwsze filmy Disneya, które dzieci mogą same uruchamiać i wybierać.
I najważniejsza sala, hołd złożony Jimiemu Hendrixowi, któremu Muzeum jest dedykowane, gdzie zgromadzono połamane gitary i dokumentację jego krótkiego życia, sala seattleńskiego artysty. Jemu poświęcił i podporządkował symbolicznie swój projekt Frank O’Gahry.

Opuszczając stronę muzyczną poprzez ogromny hall, mijając właśnie grającą ballady dziewczynę i wianek słuchaczy, przy mieniącej zmieniającej się aktywnie świetlnej ścianie, pod stropem powyginanych, niklowanych luster, wchodzi się do wielu pomieszczeń ciasnych i niczym w grach komputerowych, podziemnych korytarzy, z których nagle można przedostać się na dużą, rozgwieżdżoną przestrzeń, z tkwiącą pośrodku ogromną kula Marsa.

Ktoś,taki jak ja, w kim rozgwieżdżone letnie niebo budzi grozę i przerażenie, choć obiektywnie to przecież widok piękny i tajemniczy, i kto się tam przypadkowo i nagle znajdzie, może przejść tę muzealną, zatłoczoną przestrzeń wspomnieniem.
Kto doświadczył macierzyństwa w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku, ten chcąc nie chcąc natykał się na rozsianych po domu sterty plastikowych bohaterów “Gwiezdnych Wojen”, “Odysei kosmicznej”, “Łowców androidów”, “Aliena”, “Star Treka”.
Wszyscy oni w naturalnych rozmiarach stoją tutaj w szklanych gablotach. Stoi prawdziwy E.T. i nieprawdopodobne ilości kosmonautów w kombinezonach, robotów, kosmicznych potworów, jaj – wylęgarni kosmitów, mieszkańców obcych galaktyk, pojazdów, miast jutra i ogromnych trójwymiarowych animacji kosmicznych przemieszczeń, całego tego złomu przestarzałych modeli pojazdów i stacji kosmicznych.

Na drugim poziomie z wielką celebrą ekspozycja kilkudziesięciu najważniejszych pisarzy s-f języka angielskiego i twórców filmowych: Jules Verne, Mary Shelley, Arthur C. Clarke, Herbert George Wells, Philip K. Dick, George Orwell, Ray Bradbury, Isaac Asimov, Orson Scott, Card Robert, A. Heinlein, Frank Herbert Ben Bova, William Gibson Michael, Steven Allan Spielberg, Gene Roddenberry George Lucas.
W licznych monitorach wywiady, dokumentacja biograficzna, dzieła, ryciny, ilustracje, teksty, filmy. Słynny happening radiowy G.H. Wells’a uhonorowany jest w osobnej sali, jak i wiele sławnych, powołanych do istnienia tworów, które demokratycznie współistnieją z naszymi realnymi światami. Spotkania z robotami, pulsarami, mostami podniebnymi, fauną i florą obcych i nieprzyjaznych nam światów, wszystko pieczołowicie i z nabożeństwem badane przez tłum (otwarte w 2004 roku, cztery lata po otwarciu Muzeum Muzyki, w sumie odwiedziło 3 miliony ludzi) ciasno przepychający się przez korytarze o przekroju koła.

Ten socjologiczny fenomen, otwierający wspólną płaszczyznę filozofom, schizofrenikom i masom ludzi złaknionych jedynie rozrywki, to symptom naszego czasu przełomu i odwiecznego łaknienia opieki zagubionego w kosmosie człowieka, bezskutecznie penetrującego inne możliwości, które uporczywie, lustrzanie są zawsze odbiciem nam znanej, jedynie lekko udziwnionej ziemskiej rzeczywistości.

U progu XXI wieku, religijność pod wpływem swobodnej globalnej komunikacji uległa całkowitemu zachwianiu, również i dekonstrukcji, czego znakiem i wyrazem całe przedsięwzięcie gorącego, psychodelicznego obiektu Franka O’Gehry’ego.

Experience Music Project
Science Fiction Museum

Zaszufladkowano do kategorii dziennik duszy | Dodaj komentarz

Henry Vaughan „The Incarnation, and Passion” przełożyła Ewa Bieńczycka

WCIELENIE I PASJA

Panie, Ty leżałeś nagi
Obok szaty swojej w glorii,
Umniejszając swojej wagi,
Dla nas w bolesnej historii.

Zamiast światła dałeś obłok,
Zakrytej pyłem jutrzence.
Wniebowstąpiłeś wysoko
Po niesprawiedliwej męce.

Dzielne robaki i ziemio,
Bóg przestrzeń wraz z wami dzielił,
Wasz Stworzyciel w grobie niemo
Życie w śmierci, piekło w celi;

Mój Panie, czemu szybujesz
W nieczystej, zdradliwej glinie
Która zmusza bycie w innych
Zwykłych zabójców w przewinie?

O jakich cudowności moc
Lekkie precjoza krwi, Panie!
Tchnie to miłość; dla miłości
Silniejszej niż umieranie.

Zaszufladkowano do kategorii się tłumaczy | Dodaj komentarz

Henry Vaughan „Easter-Day” przełożyła Ewa Bieńczycka

WIELKANOC

Żalu serce, płacz głowę pochyli,
A mokrą pierś łza przemieni,
Słońce brzaskiem nigdy nie czesze brwi,
Lecz siedzi opresją cieni,
Nie śnij, nie śnij,
I weź udział w jego Rezurekcji,
Dzień dzisiaj (byś mógł wzlecieć w niebiosa,)
Wstał i zniszczył dane ci dwie śmierci.

Nie śnij, nie śnij jak słońca rozżarzać
promieniami znaczone dnie;
gdzie twoje palmy, konary, wersy?
Hosanna! czy to twoje stawanie?
Powstań, powstań,
To jego krew przywróci oczu stan,
ozdrowi krew mózgu mylny przepych,
Ślina leczyć mogła tylko ślepych.

Zaszufladkowano do kategorii się tłumaczy | Dodaj komentarz

Willam Blake “The Golden Net”przełożyła Ewa Bieńczycka

ZŁOTA SIEĆ

Trzy dziewice szły o świcie:
„Dokąd podążasz Młodzieńcze ?
Ach nam biada! Ach nam biada!”
Łzy wciąż płyną, każda gada
Ubrana w płomienną Szmatę
Druga ma drucianą Szatę.
Trzecia z łez i żalu kroczy,
Oglądam na własne oczy.
Złotego sznura niosą Sieć
By spętanie Rozgałęzić.
Zdjęty w moim zatrwożeniu:
Miłość i Piękno w więzieniu!
Spopielają się w płomieniach,
Gdzie pożądań niemoc we łzach.
Dniem i nocą odmierzaną,
Opuściły Duszę całą.
Zobaczyły i uśmiech, i łzy
Zaczarowały błękity,
Złotą sieć do góry wznoszą,
Miękkość ramion ich rozkoszą,
Ponad dni odnowę moich
Sieci zabłąkanej przepych,
Poprowadzi w żar ogniowy,
Prowadzi metalowy,
Prowadzi do łez prędzej,
Kiedy nowy świt nadejdzie?

Zaszufladkowano do kategorii się tłumaczy | Dodaj komentarz

Zack Snyder „300”

Warto zobaczyć film i proces przenikania mitu i myślenia symbolicznego do naszych czasów.
Wszystko, co niesie – efekty specjalne i niespecjalne – gdyż estetyka komiksu jest i pozostanie dla mnie obca – to jedynie warstwa, pod którą można doszukać się jeszcze wartości głębszych i zauważyć, jak działają na dzisiejszego odbiorcę.

Simone Weil, dla której starożytna Grecja była zawsze ideałem, Spartan uważała za szczep wyrodny, oporny myśli mistycznej, zezwierzęcony, bez życia duchowego i prawie bez życia umysłowego.

Ale w filmie Historia poddana jest głębokiej obróbce poetyckiej i tragicznej, przypomina raczej libretto operowe i – choć widzowie wściekają się na forach internetowych, że nie zgadzają się nie tylko liczby, fakty, ale i dzisiejszy układ sił politycznych w świecie – śle wiele dających się propagandowo wykorzystać aluzji. Nie zawsze trzeba temu ulegać.
Bowiem warto wczuć się w sławne epitafium greckiego poety Symonidesa z Keos, wyryte w miejscu śmierci Leonidasa i jego bohaterskiego oddziału:
Przechodniu, powiedz Sparcie, tu leżą jej syny. Posłuszni jej prawom do ostatniej godziny…
Ten dwuwiersz, zapamiętany jeszcze ze szkoły, wykorzystywany przy okazji wielkich, heroicznych czynów ludzkich, warto odświeżyć dzisiaj i interpretować bez kontekstu służby reżimom, armiom, państwom, ale właśnie w obronie najistotniejszych wartości humanitarnych.
Cóż bowiem znaczy najwyższa jakość czynu, czyli ewangeliczne oddanie własnego życia w obronie cudzego? Jak rozpatrywać ten czyn bez wojny jako biznesu, gdzie pacyfizm nie ma racji bytu, bo broni się jedynie suwerenności jednostek?

Właśnie mimo możliwości techniki komputerowej, gdzie można pokazać morze ludzkich ciał w walce, uzbrojeniu oraz w ich masakrze, unicestwieniu i martwocie, jednostka triumfuje i jej los pokazany jest z całą wspaniałością greckiej tragedii.
Leonidas, niczym szekspirowski król, wbrew władzy kościelnej (wyrocznia) i państwowej (parlament), robi to, co powinien zrobić człowiek.
Jego sprzeciw jest w jakości czynu (najlepsi wojownicy). Leonidas jest perfekcyjny i idzie walczyć perfekcyjnie. Przegrana to nie błąd czynu, a zdrada. Kaleki pasterz Efialtes z Malis sprzedaje swój naród za perskie srebrniki, gdyż pokusa rekompensaty za jego braki męskiej urody i i wady w postawie uniemożliwiająca przyjęcie do go wojska, jest ogromna. Wspaniałości orgiastycznych przeżyć i stanowisko w armii, czyli przyjemność i godna praca, to podstawowe marzenie jednostki pośledniej, tutaj symbolicznie napiętnowane astronomiczną brzydotą.
Ale propozycja, złożona niczym – przez Szatana Chrystusowi – królowi Sparty, jest już królewska. Kserkses, król Persji, kusi króla Sparty Leonidasa do układu pokojowego, którego konsekwencją ma być niewola nie tylko Sparty, ale wszystkich królestw greckich Morza Egejskiego. Transgresja człowiecza polega więc na ogromnej odpowiedzialności międzyludzkiej wbrew własnemu dobru. Królewskość Leonidasa i jego rodziny pozostałaby nietknięta. Jednak odpowiedzialność nad całym obszarem duchowej kultury własnego państwa, jak i wspólnotą narodową innych państw, każe mu złożyć ofiarę z siebie i trzystu herosów, by ocalić dorobek pokoleń, a przede wszystkim człowieczą wolność.

Melancholia Grecji, której piękno na wyspach zawsze było narażone na pokusy barbarzyńskich najazdów, odciśnie się w najwyższych wzlotach ludzkiego ducha, a ślady w sztuce i filozofii będą promieniować przez wieki.
I to przesłanie o naturze ludzkiej, o jej zagrożeniach, jej kruchości, wzlotach i upadkach, można pokazać jedynie poprzez zamianę na symbole i twórcze współczesne przetworzenie.
Odwieczność przerostu władzy, pokus korupcji, ekspansji, odpowiedzialności moralnej władców towarzyszy nam ciągle bez względu na historyczne przemiany.
Ten gigantyczny obraz, który mogę w moim doświadczeniu kinowego widza porównać jedynie z doświadczeniem dziecięcym ekranizacji sienkiewiczowskich „Krzyżaków”, jest niestety równie kiczowaty, pozbawiony dowcipu i lekkości.
Ale może warto w czasie, gdy świat chrześcijański trwa w obrzędach Wielkiego Tygodnia, a film wchodzi na ekrany, zanurzyć się w tej wirtualnej krwi i cieszyć się, że jest ona tylko na ekranie.

Zaszufladkowano do kategorii czytam więc jestem | Dodaj komentarz

Willam Blake “My Pretty Rose – Tree” przełożyła Ewa Bieńczycka

MÓJ ŁADNY KRZEW ROŻANY

Kwiat miałem zaoferowany,
Maj by się nie powstydził wprawdzie:
Lecz mówię: „mam już krzew różany”
Ta słodycz kwiatu nie jest dla mnie.

Tylko ma róża jest mi miła,
Jej się oddaję nocą, we dnie
Lecz różę zawiść odwróciła
Rozkoszą są jedynie ciernie.

Zaszufladkowano do kategorii się tłumaczy | Dodaj komentarz

Willam Blake “The Lamb” przełożyła Ewa Bieńczycka

BARANEK

Baranku, czyjś ty?
Czyjejś roboty?
Kto życie i karmienie
Łące dał, przed strumieniem;
Przecudowne odzienie,
Wełny dotyk i lśnienie;
Czułego dźwięk wesela,
Dolin głos rozaniela?
Baranku, czyjś ty?
Czyjejś roboty?

Baranku słyszysz,
Baranku słyszysz:
Jego imię jak Twoje,
Baranek jak Ty zwie się.
Potulny i poczciwy;
Stał się dzieciątkiem jak ty
jestem dzieckiem, barankiem,
wspólnym jego imieniem.
Błogosławiony!
Błogosławiony!

Zaszufladkowano do kategorii się tłumaczy | Dodaj komentarz