Sonet śnieżny I

Nim śnieg zasypie i nim zmrozi ziemię
naszą, choć tak niewiele wspólną dla nas,
zaczniemy łamać dane przeznaczenie,
by się wypełnił mit. Ofiara, to czas

odroczony. I złudne w nas pragnienia
wbrew nam uprawomocnią się, powstając.
Będziesz gdzieś indziej, a te połączenia
tylko fikcyjne. I tylko tak dalej

brnąc w przyciąganie, pisząc zimno, niemo,
jak w miasto, w obcość cudzych twarzy
to przecież twojej nie znając. Ja nie wiem
nawet i tego, że nic. Próżno marzyć.

Będzie jedynie niemożliwym Rajem,
spotkaniem Wyjścia, spotkanym nawzajem.

Zaszufladkowano do kategorii 2005 | Dodaj komentarz

Akt stojący

akt_stojacy.jpg

Zaszufladkowano do kategorii obyczaje | Dodaj komentarz

Boisko

boisko.jpg

Zaszufladkowano do kategorii czytam więc jestem | Dodaj komentarz

Pejzaż śnieżny I

Jest tak niewiele darowane:
słów kilka, kilka myśli ledwie.
Wspólny czas mroźny. Krótkie dnie.
Osobne domy. Sny nad ranem.

Dłoń, gdy podnosisz mimowolnie
i głowę skłaniasz w stronę okna,
to wspólne rwie się. Jest samotna
ziemia i zaśnieżone pole.

Wyjdziesz, a buty w zimnym śniegu
zostawią ślady. Wiatr je zetrze.
Zostanie jeszcze nam powietrze,
bo tylko ono jest w obiegu.

Zaszufladkowano do kategorii 2005 | Dodaj komentarz

Krzysztof Krauze “Plac Zbawiciela”

Pewnie nie oddałabym resztki godzin upływającego życia na film nagrodzony w Gdyni.
Dzięki tym nagrodom wiadomo, których filmów należy unikać.
Ale skusiła mnie burzliwa dyskusja na forum internetowego magazynu o zabarwieniu nadrealnym „Puzdro” i – zobaczyłam.

Polski uznany artysta, a zazwyczaj jest nim mój rówieśnik, cierpi na chroniczny brak tematów, by móc otworzyć swoje artystyczne podwoje. A tematy leżą na ulicy, wystarczy je tylko podnieść.

Na takim właśnie temacie osnuty jest dramat filmu.
Historia, jak powtarzają recenzje, „wydarzyła się naprawdę”.
Oczywiście, historia jakich wiele, mogłaby śmiało być opowiedziana przy papierosku w biurowej ubikacji (tam teraz, wobec zakazu palenia, snuje się opowieści). Niestety, pretendując do ukazania polskiej Medei u progu drugiego tysiąclecia, musi pozostać w rejonach nieudania.

Film zresztą mówi o nieudacznikach. Jedynie developerowi udało się perfekcyjnie ograbić z oszczędności życia głównych bohaterów.
Reszta tkwi w permanentnym nieudaniu.

Po nieudanej próbie pozyskania samodzielnego domu, nie udaje się uprawiać małżonkom seksu, z uwagi na podsłuchującą teściową.
Nie jest prosto pokazać oszczędzającą rodzinę zatopioną w długach, stołującą się w restauracjach. Także nie udaje się dać do szewca (sic!) i bucików dziecka, bo zła teściowa nie pozwala szastać pieniędzmi. Opowiedziany jedyny dowcip dzieciom, nie trafia (Dlaczego szejk kupuje cztery małe fiaty? Żeby kupić wrotki swojemu słoniowi).
Synowej nie udaje się rzucić szklanką w teściową, bo nie trafia. Rozpoczęcie życia płciowego głównego bohatera filmu z koleżanką żony nie ma kontynuacji. Też zatrucie pastylkami dzieci przez matkę, z powodu wygnania ich na mróz i nie doczekania Bożego Narodzenia w dawnym rodzinnym gronie, nie udaje się. Ani też spektakularne ukaranie niewinnej matki na 15 lat więzienia.
Jedynie kończąca film scena pobicia sprawcy dwóch ciąż, których nie udało się teściowej w porę wyskrobać z synowej i tym sposobem nie ukończenia przez synową polonistyki, dochodzi do skutku.
Nie bardzo wprawdzie wiadomo kto bije i za co, ale i tak zdruzgotany widz odczuwa ulgę.
Wmanewrowany nagle w dzieje zupełnie obcej mu rodzinki, który przecież z własną ma problemów po uszy, nie bardzo wie, co z tym począć. Nawet trudno wykorzystać, jako ewentualny praktyczny instruktaż, bo wiadomo, developer czai się wszędzie.

Bowiem głównym bohaterem filmu jest właśnie on. Zły developer, bez którego złe charaktery by się nie ujawniły i rodzina z pewnością żyłaby pełnią szczęścia.

Podobnie nasza kinematografia uważa, że za takie pieniądze nie będzie kręcić inaczej. Okazuje się, że najkosztowniejsza jest uniwersalizacja losu ludzkiego i zabieg upodobnienia filmu do utworu artystycznego, na co pewnie trzeba wydać ogromne sumy. A nas na to po prostu – nie stać.

Zaszufladkowano do kategorii czytam więc jestem | Otagowano , , , | Dodaj komentarz

Ojciec umiera

Ojciec umiera. Jego włosy
białe i gęste jeszcze żyją.
I zęby się poprzesuwały.
Trzeba je będzie do snu wyjąć.

Jeszcze jest pełna jego głowa
snów, grzechu, światów i podróży.
Ból obumiera. I rozmowa
w kawałki tnie, wspomnienie burzy.

Barszcz się wylewa z ust i plamy
amarantowej rdzy na paskach
śliskiej piżamy. Świat jest ramą,
a w ramie życie, jak z obrazka.

Przebył. Przeskoczył. Sam się stworzył.
Bóg wciąż to ledwo tolerował.
I gdy swe szczątki Jemu złożył
dziwił się, po co siał i orał.

Zaszufladkowano do kategorii 1999 | 2 komentarze

Szkoła samobójców

Zanim zapłonie cmentarz, a nasycenie przedmiotami celebracji osiągnie szczyt ekologicznego zanieczyszczenia, warto wspomnieć męczenników szkoły. Wiadomo, że męczennicy dzielą się na męczenników cichych i anonimowych, oraz spektakularnych, społecznie naznaczonych bohaterstwem.
Dzisiejsza czternastoletnia Ania, idąca w ślady błogosławionej Karoliny Kózkównej, której klasa zdjęła majtki przy jednomyślnej aprobacie koleżanek, kolegów, nauczycieli i rodziców (samobójstwa się nie popełnia, gdy chociaż jedno ludzkie istnienie prawdziwie nas kocha, stąd tak ważny biblijny jeden sprawiedliwy), z pewnością należy do drugiej kategorii.

Niestety, męczeństwo ma zawsze dwa końce, na męczennikach zawsze zbijano niezłe interesy finansowe i polityczne. Toteż grozą wieją pomysły opiekunów skrzywdzonych istnień w postaci budowy kolejnych szkół – więzień, by oddzielić maleńkich złych katów od maleńkich dobrych męczenników.

Pomysłów na zagospodarowanie kruchych istotek było co niemiara, a te wielcy pisarze ujawniali. Poczynając od hodowli niemowląt na smaczne pieczyste (Swift), po wykorzystanie małych chłopczyków jako wyciorów kominowych (Dickens), ciągnienie wózków przywiązanych do nogi w kopalnianych korytarzach (Zola), gdzie dorosły człowiek nie wlezie. Ale dopiero wprowadzenie szkół usankcjonowało sadyzm, jako konieczne człowiekowi dobro.
„Niepokoje wychowanka Törlessa” Roberta Musila to przecież też cud nie popełnienia samobójstwa.

Szkoła to nie tylko płacz i łzy małych kruszynek. Będąc młodą nauczycielką już po kilku dniach byłam bliska samobójstwa. Jako jedyna niepaląca i nieodchudzająca się w pokoju nauczycielskim, byłam ignorowana, wyśmiana przy próbie wprowadzenia ładu chronologicznego w prośbach o uzupełnianie innymi przedmiotami mojej historii sztuki. Dręczona byłam wspólnie i solidarnie przez wszystkich uczestników codziennej szkolnej celebry.

Nie wiadomo, ilu dziennie uczniów, a ilu nauczycieli dziennie popełnia samobójstwo. Należą z pewnością do kategorii pierwszej; męczenników cichych, których istnienie nikogo nie obchodzi. Dużo by może dali, by ktoś upokorzył ich koszem ze śmieciami, włożonym na ich głowę, sfilmował i wysłał do telewizji.
A tak, to anonimowo gryzą ziemię, a nad nimi odbywa się doroczny festyn celebracji ich udręczonych ciał.

Zaszufladkowano do kategorii 2006 | Dodaj komentarz

Podróż

podroz.jpg

Zaszufladkowano do kategorii obrzędy | Dodaj komentarz