Sonet śnieżny V

Śnieg stopniał. Deszcz spadł. Promienie gorąca
zamieniają tak, jak rudę w żelazo
resztki lodu w kamienie. I potrąca
je stopa, brnąc w błocie. Patrzysz z odrazą

na strużkę mętnej wody. Pływające
w niej: kondom, niedopałek papierosa.
Drży w ropnej mazi tęcza, której słońce
łączy brud życia ze śmiercią w niebiosach.

Tak twoje myśli, tylko porzucone
zużyte doszczętnie, żeglują we mnie
wnikając, niszczą. I nic na obronę
ni tobie, ni mnie. Tylko podejrzeń

resztka, że może utopił się duży
pierścień, zgubiony przez ciebie w kałuży.

Zaszufladkowano do kategorii 2005 | Dodaj komentarz

Fantazja

Fantazja była zawsze matką kiczu, potrzeba sentymentu ten kicz prowokowała.
Czasami się artyście po prostu nie chce sięgnąć po źródło, czasami nie wie, że powinien.
Francis Bacon dobierał ze stosu kolorowych czasopism odpowiednie dla jego aktualnej potrzeby wyobraźni zdjęcie i nad nim twórczo na podobraziu pracował. Zdzisław Beksiński robił podobnie, lecz z niewielką różnicą, a efekt jest kolosalny. Beksiński też wyjmował ze stosu czasopism obrazek, ale nie miał pojęcia, co namalować i martwo szedł tropem wnętrza przypadkowego, pustego obrazka.

Nędzujący malarze polscy dziewiętnastego wieku potrafili z pracownianych szmat wyczarowywać stroje królów.
Entropia dzisiejszego bogactwa przekazu nie dokonuje aktu kapłańskiej przemiany. I nie leży to w odczarowaniu świata, jedynie w pustce człowieka, którego nierozważnie ktoś zachęcił do bycia artystą i dopuścił do rozpuszczenia wodzy fantazji.

Dlatego nieśmiertelna jest postać malarza z filmu Stanisława Bareji „Poszukiwany, poszukiwana”, czatującego w pustych salach galerii na ewentualnego odbiorcy swoich dzieł.

Mimo, że odbiorców szmiry jest coraz więcej, a kinematografia polska nie może wprost nastarczyć z artystyczno – serialowym zapotrzebowaniem społecznym, ani też Ministerstwo Głupich Edukacyjnych Kroków nie może nasycić dzikiej żądzy szkół, by gościć ich w swoich podwojach – energia idzie w pustkę.

Wiadomo, fantazmat nie istnieje, a nielojalność wobec partnera – odbiorcy będzie zawsze niemoralna, jak stosunek płciowy z brzydką kobietą, którą przykryło się na ten czas rozkładówką z Playboya.

Zaszufladkowano do kategorii 2006 | Dodaj komentarz

Sonet śnieżny II

Dzisiaj gołębie w śnieżnej nawałnicy
schowały się szczelnie w niszach kamienic.
Trudno rozpoznać na naszej ulicy
twarze mi znane. Nawet cudzoziemiec

w białej powłoce, mroźny i zamglony
człowiek tajemny w niemej tajemnicy,
jest z nich. I dobrze wśród nich ocalonym
w swojej obcości. Nie czuć bólu przy tym

odmowy. Ranisz, gdy długo przy oknie
badasz rysy. W śnieg razem wpatrzeni.
Ty jesteś ptakiem drapieżnym, samotnie
bliskość połączysz śnieg z papką czerwieni.

Zanim przyzwolę na to by ofiara
szła darmo w niebo, mówić się postaram.

Zaszufladkowano do kategorii 2005 | Dodaj komentarz

Sonet śnieżny III

Asceza dzisiaj oschła, gniewna, zimna
sięga dna, by wyczyścić domniemanie
uczuć. Twa destrukcja we mnie jest inna.
I nic się nie stanie. Nic nie zostanie.

Nawet twarzy mróz szybie nie oszczędzi
Okno zasnuje mlekiem zapomnienia.
Haftowane anioły na krawędzi
kotary skulone. Twojego cienia

na ścianie odbitego nie uświadczy
ogień kominka. Tylko w mroku słowa
lekki impuls pragnienia się dopatrzysz
jakby ciebie we śnie ktoś umiłował.

Nie jest ważne czy w życiu nam się uda
kochać, bo kto pożąda, to już czyni cuda

Zaszufladkowano do kategorii 2005 | Dodaj komentarz

Sonet śnieżny IV

Milknie już twoje w moim połączenie.
W ciszę wzajemną wchodzi umieranie.
Wszystko, co było w zamrożonym drzewie,
Jeszcze uśpione. Lecz ono się stanie

tak, jak ciężarna: uwolni nadzieję.
Tak i to drzewo przemieni się w słodycz.
Tak moje myśli przemrożą zawieje,
śladu nie będzie. Więc mi chociaż pożycz

twej siły, która życiu da podnietę
innych kochanek i innych zdobycze,
bym mogła umrzeć. To ma tę zaletę,
jaką w śmietniku znaleźć Beatrycze.

Bo ktoś wyrzucił na śmietnik Dantego
podniosłam mokrą, była do niczego.

Zaszufladkowano do kategorii 2005 | Dodaj komentarz

Michał Rusinek “Kopciuszek”

Z pewnością ludzkie symbiozy nie są neutralne. Być sekretarzem noblistki to inaczej, niż zwyczajnego, wielkiego pisarza. Jaki będzie efekt tej fuzji talentów? – jeszcze nie wiadomo.

Mam właśnie pożyczony z miejskiej biblioteki efekt twórczej pracy Michała Rusinka.
Nie wiadomo, dlaczego właśnie dział dla dorosłych zakupił tę książkę i dla jakiego wieku jest przeznaczona. Hałaśliwy, płaski i banalny wierszyk z marnym przesłaniem, jakoby dzisiejszy chytry Kopciuszek opętany bogatym zamążpójściem zaniedbał pielęgnacji indywidualności, jest jakimś chyba równoczesnym zdemaskowaniem całego przedsięwzięcia wydania tej kosztownej książeczki.

Zupełny brak indywidualności poety Michała Rusinka, jak i szaty graficznej Małgorzaty Bieńkowskiej, udaje przeznaczenie dla bardziej wyrafinowanego adresata.
Równocześnie pustka i tak zwane „powietrze” malowanych stron z ogromną, chyba dla osób słabo widzących czcionką, sugeruje chytrość wydawcy, by zakupem objąć wszystkie pokolenia i równocześnie osoby niepełnosprawne.
Szkoda, że z przesłania bajki Michała Rusinka nie wyciągnięto właściwych wniosków przed wypuszczeniem książki na rynek.
Oczywiście, wśród potwornej dzisiejszej produkcji literatury dziecięcej, ten, przeznaczony dla inteligencji Kopciuszek ma pewnie tę snobistyczną rolę pełnić.

I te, z tyłu okładki, „krytyczne” uwagi, kokieteryjne dystansowanie się do książeczki, pretensjonalne robienie oka do odbiorcy: bawimy się wybornie!

Kto się ma bawić, to i tak się będzie bawił.

Zaszufladkowano do kategorii czytam więc jestem | Dodaj komentarz

Pejzaż śnieżny II

Rano. Współ trwanie i modlitwa
w rejony obce i milczące.
Szmer życia. Ulic odśnieżanie.
Zgrzyt samochodów. I ukryta
cisza, zapadła w Istniejące.
W twoje odległe niepoznanie.

Gdzieś dłoń podnosisz i firankę
odsłaniasz rannym zamyśleniem.
Patrzysz na białą pustkę pól.
Potem na śpiącą tuż kochankę,
której wczorajsze, wielkie nie wiem
to już dzisiejszy, znany ból.

Zaszufladkowano do kategorii 2005 | Dodaj komentarz

Pejzaż śnieżny III

Dzisiaj tak zimno było za dnia,
jak wczoraj i jak będzie jutro.
Lodowe myśli. Ślina w ustach
zimna. A miłość i rozpusta
to fantazmaty z których krótko
żar ulatuje, jak z ust para.

Zaszufladkowano do kategorii 2005 | Dodaj komentarz