Osip Mandelsztam ***( Да, я лежу в земле…) z rosyjskiego przełożyła Ewa Bieńczycka

Tak, już leżę w ziemi, ale mówią usta,
I to, co jeszcze powiem, będą uczyć w szkole:

Na Placu Czerwonym ziemia jest kulista,
A jej okrąg sztywny dobrowolnie.

Na Placu Czerwonym ziemia jest okrągła,
Łuk jej rozległą i otwartą ma formę,

Krzywą niżej, w dół – aż po ryżowe pola,
Aż po ostatnie życie niewolnika wolne.

Woroneż, maj 1935

Zaszufladkowano do kategorii się tłumaczy | Otagowano | Dodaj komentarz

“CUBA” str. 26

027

Zaszufladkowano do kategorii Komiks | 5 komentarzy

RUJNACJA DOKUMENTNA

Kończy się gnicie wysp właściwych:
umierają na oczach żywych.
Zaprzepaszczanie bezpowrotne
w nich naszych mieszkań. Naszych spotkań.

Głupi jest sens unicestwienia
w nas. Nie ma. Nie ma, nie ma. Nie ma!

To, co się z sobą jeszcze bije,
uściskiem zdusi każdą szyję.

Rozjaśnia się, jest już na scenie!
(I czeka je unicestwienie.)

But innych zdepcze znak zieleni
by się nie plenił. Się nie pleni.

Niech się dopełni i zatraci!
Niech świat się cieszy i bogaci
z tym, że się, jak bywało w świecie
uporał, wylał z wodą dziecię!

A ja się ścieśnię jeszcze ciaśniej
By miejsce zrobić głupszej masie.
Wysp wszak nie było i nie będzie
nawet w twej sieci, którą przędziesz.

Zaszufladkowano do kategorii 2009, Nie daję ci czytać moich wierszy | 10 komentarzy

“CUBA” str. 25

026
Habana

Zaszufladkowano do kategorii Komiks | Jeden komentarz

Herta Müller (Nobel 2009) „Niziny”

Nie interpretowałabym, tak, jak chce Krzysztof Siwczyk i inni recenzenci i debiutanckich opowiadań Herty Müller kluczem wypędzonych. Być może jest to teraz modny temat dla Niemców i nadal aktualny dla dzisiejszych problemów polsko – niemieckich.
Natomiast warto te opowiadania czytać bez historycznych odniesień, oczami dziecka zaszczutego, nieświadomego przyczyn, chowanego w rodzinie normalnej i przeciętnej, a jednak patologicznej. Wczuć się w zimną falę dziecięcych żalów istoty zrezygnowanej i martwej. A więc człowieka wypędzonego przede wszystkim ze swojego ochronnego okresu dzieciństwa, należnego każdej rodzącej się istocie.

Pisarka krótko i celnie określa oszczędnym, poetyckim językiem w mikro-obrazkach z powojennej koloni niemieckiej w rumuńskiej wsi, sposób niszczenia dziecka. Degeneracja wzrastającego istnienia jest tak wielka, że delikatne, wrażliwe dziecko zaczyna się psuć od środka nieodwracalnie. Już nie zachodzi żadna zmiana, nastrojów, koloryt lat jest cały czas czarny, bez żadnej barwnej przeciwwagi. Nie doszukałam się w tej monotonnej relacji z opresji ani jednego wspomnienia, które mogłoby chociaż częściowo zrównoważyć krzywdę, której  dziecko dzień w dzień doświadcza.

Dziecięcy problem jest w niezgodzie i nie tyle w buncie, co w ocenie doznań, zawsze krytycznych, trafnych, odważnych, bez sentymentu.

Dorastająca dziewczynka spotyka się z jawną wrogością otoczenia na pogrzebie ojca, gdzie sąsiedzi dają jej do zrozumienia, że jest córką mordercy i gwałciciela. Niestety opinia ta niewiele różni się od córczynych doświadczeń, więc też nic nie pomyśli na usprawiedliwienie w dniu jego ostatecznego odejścia. Odetchnie tylko z ulgą. Dwie babcie i matka też niestety nie dają jej wsparcia uczuciowego i je nie usprawiedliwia, tak jak ojca, byłego esesmana – wojna.
Rozwiązłość ojca, alkoholizm, bylejakość jego życia połączone z tępą zapobiegliwością kobiet – matki i babek, dają w sumie atmosferę dzieciństwa narratorki więzienną i mroczną.Dziecko doznaje wolności jedynie w absolutnej samotności. A ta jest możliwa tylko w wychodku, gdzie wciąga rodzinne zapachy identyfikując odchody swoich najbliższych, jako najbezpieczniejsze mentalne z nimi zbliżenia:

„(…)Podcierałam się papierem, zaglądałam w dziurę i patrzyłam na kupy, w których pełzały białe robaki. Widziałam małe, czarne kulki i wiedziałam, że babcia ma znowu zatwardzenie, widziałam świetliście żółtą kupę taty i czerwonawą kupę mamy. Szukałam kupy dziadka, a mama wołała mnie na podwórku, a kiedy w końcu stanęłam przed nią w pokoju, przestała naciągać na nogę pończochę i wymierzyła mi policzek, masz odpowiadać, kiedy cię wołam.(…)”

Agresja jest na porządku dziennym, bicie dzieci nie ma podłoża ani wychowawczego, ani sadystycznego, ani seksualnego. Jest wpisane w upiorną degradację codziennego życia, rozplenioną w powojennej Rumunii wskutek nie dawania sobie psychicznie rady z zastaną rzeczywistością. Uschłość najbliższych i ich kategoryczność wynika nie nawet z konieczności zewnętrznej, ale z wewnętrznego lęku i otamowania uczuć, by one nie zawładnęły i nie sparaliżowały rodziny. Trzeba być twardym, ponieważ życie dorosłe i tak będzie jeszcze gorsze. Babka więc konsekwentnie nie zapewnia wnuczce kapitału uczuciowego:„(…)Babcia woła mnie po raz trzeci. W końcu sama przychodzi. Uderzeniami w twarz zapędza mnie do popołudniowej drzemki, żebyś była duża i silna, mówi, kiedy przestaje się gniewać. Ale kogo będzie bić, kiedy ja będę duża i silna, czy znajdzie sobie kogoś, kto nie będzie mógł się bronić przed jej twardą ręką?(…)”

W opowiadaniach Müller oprócz zszarganych wewnątrzrodzinnych zachowań, udręką międzyludzką stają się biedne, zużyte przedmioty, rozpadające się drewniane domy, a w nich kartonowe pudła, pelargonie hodowane z jakąś jedynie determinacją. Nie dla ich radosnego kwitnienia, raczej z obyczajowego przymusu i bezwstydnej ich nieużyteczności.

Ale bardziej bohaterami są ludzkie i zwierzęce wydzieliny. To one zapachem potu, krwi, flegmy, moczu i fekaliów napełniają strony książki swoją obrzydliwością. Wałeczki brudnego naskórka w wodzie wanny, z której korzysta cała rodzina, czesane i wyczesywane włosy z tłuszczem, brudem, siwizną i starczym rozkładem sekundują opisom codzienności.
Ludzie się rozpadają fizycznie i psychiczne, choroby toczą ich dusze i ciała, zacofanie wsi jest zewnętrzne, nieubłagalne, determinujące powszedniość mieszkańców.
Rytuały religijne, zamiast koić, są jedynie kolejnym ciężarem.
I tak, jak zwierzęta tam idą pokornie i milcząco na ubój, tak ludzie się wylęgają tylko na zatracenie.Konieczność czynienia zła jest też gwarancją przetrwania. Zakaz uboju cielaków i pędzenia bimbru powoduje liczne obywatelskie wybiegi, omijające prawo. A więc dziecko obserwuje, jak ojciec, ciągle pijany, okalecza cielaka, sprawiając mu astronomiczny ból, by po wezwaniu weterynarza i spisaniu protokołu z „nieszczęśliwego” wypadku, móc go dopiero w majestacie prawa, zabić.
Ta metafora losu bożego stworzenia jest ilustracją wiejskiego nieszczęścia. Bohaterka, skutecznie okaleczona w dzieciństwie, po nieudolnej i nieudanej próbie samobójczej dogorywa w życiu dorosłym w miejskim biurze, wskutek obowiązkowego nakazu pracy etatowej w komunistycznej Rumuni. Nie dostała więc ani jednej szansy wolnego wyboru swojej drogi życiowej.

Piętnasty odcinek tej poetyckiej skargi kończy się obrazem dorosłej już bohaterki, wtłoczonej w ośmiogodzinny kierat pracy biurowej, równie okrutnej i równie zimnej, jak wszystko, czego doznała do tej pory.

[fragmenty w tłumaczeniu Katarzyny Leszczyńskiej]

Zaszufladkowano do kategorii czytam więc jestem | 6 komentarzy

“CUBA” str. 24

025

Zaszufladkowano do kategorii Komiks | Dodaj komentarz

Obrzydzenie (3) Brüno

Ubiegłowieczny błazen, odgrywany przez Harpo Marxa w komediach Braci Marx to beztroski niszczyciel o mentalności dziecka, które nie liczy się z konsekwencjami swoich czynów. Jego pojawienie się jest zawsze, mimo zamieszania, bałaganu i kompletnej demolki, radosne.
Gdy na scenę wchodzi Sacha Baron Cohen, dzisiejszy komik próbujący odwiecznymi metodami wyłuskać śmiechem istotę świata, ludzkość już jest po holokauście i po demolce i za jej przyczyną rzeczywistym przemeblowaniu całego świata.
Komedie z jego udziałem mają zawsze charakter wędrowny. Przemieszczający się bohater szybko zestawia i porównuje ze sobą różne światy i toczące je choroby. To nie działanie na rzecz kilku osób, ale demaskowanie wspólnot i grup zawodowych.

Brüno nie od parady jest Austriakiem, aluzje do faszystowskiej przeszłości wobec dzisiejszego odczytania roli ludności cywilnej w sukcesie zdobycia władzy i rządów Hitlera są czytelne.
Brüno ma 18 lat, wchodzi w życie odważnie, świadomy posiadania wszystkiego, co powinien posiadać, by zająć w świecie najkorzystniejszą pozycję. Ale to od otoczenia zależy, czy ją zdobędzie.
Nie uruchamia za przykładem Hitlera mechanizmów totalitarnych i militarnych, nie potrzebuje dla zdobycia władzy, jak Król Ubu, rządzić państwem. Brüno Sachy Barona to jednostka wykorzystująca jedynie stan, który ludzkość osiągnęła, do którego doszła, gdy on wchodzi w dorosłe życie.

Brüno zdobywa świat, podobnie jak Hitler, na skutek odrzucenia, czyli ambitnie się mobilizuje. Jako były prezenter austriackiej telewizji świata mody, wyrzucony z pracy i odrzucony przez kochanka, jedzie do Stanów Zjednoczonych robić medialną karierę.
Dzięki obyczajowym szczelinom wprawiającym w pozorną konsternację pracodawców, Brüno zdobywa coraz to nowe tereny władzy nad swoją drogą zawodową. Jego jazda po gwiazdach jest katalogiem cech sławnych ludzi, które dają się z łatwością przysposobić. Jazda po państwach skłóconych ze sobą, z ich religijnymi fobiami ilustruje absurd chorych systemów politycznych, mogących sprzyjać każdej indywidualnej aberracji. Murzynek pozyskany w Afryce wskutek wymiany na iPoda to jakaś zupełna oczywistość, a oburzenie i wszczęcie procedury karnej związanej z tak pozyskanym dzieckiem, to tylko demaskowanie hipokryzji i społecznej obłudy.

Brüno wchodzi w świat mediów gładko, ponieważ jest z nim kompatybilny, jest mu przyległy i przez jego podświadomość stworzony. Wszystko, co się dzieje w powiązaniu z postacią Brüna, to jakaś nieważna, wytracająca energię mistyfikacja. Cały dzisiejszy świat bowiem dąży tak naprawdę, by być Brünem, każdy o tym marzy. Materializacja marzeń dzisiejszej ludzkości to blond młodzieniec o wybielonym i odchwaszczonym odbycie w liczącym się salonie kosmetycznym, mający władzę nad powolnym mu tłumem, który składa mu daniny w postaci dzieci (scena castingu matek chcących, by ich dziecko zagrało w filmie).
To nie tylko świat rozrywki: błazen współczesny staje się Minotaurem mistycznym i religijnym.

Monstrum Brüna, bazujące na obscenie, na wydzielinach ludzkiego ciała pełniących tutaj rolę międzyludzkiego spoiwa, na potrzebach uczuciowych zmieszanych z seksualnymi – co w konsekwencji prowadzi do przydatnego sentymentalizmu zagłuszającego domaganie się podświadomości – to coś więcej, niż próba zilustrowania dzisiejszej obrzydliwości.
Po zdobyciu władzy zdobycie rządu dusz to dla niego pestka.

Dzisiejsza obrzydliwość ma cechy Brüna. Sieć ma cechy Brüna. Im dłużej jestem w Sieci i na portalach literackich, widzę tylko błaznów, którzy chcą zdobyć Sieć.

Dzisiaj wirtualne bataliony policji, takie, jak w czasie rządów Hitlera służby społeczne ludności cywilnej złożone z ochotników wyłapujących Żydów po lasach nie mają w Sieci racji bytu, ponieważ są zbyt oczywiste.
Kamuflaż dzisiejszy polega na sytuacji odwrotnej, na sukcesie Brüna jako jednostki.
Dzisiejszy Brüno nie potrzebuje już odgórnych rozkazów, ponieważ sam jest ich nośnikiem. Nie musi już zwalać winy na konieczność wyższą, jak rozkaz zewnętrzny, ponieważ jego czyny są oczywistością moralną. Nie musi latać po Sieci i wyłapywać Internautów skazanych na zagładę, ponieważ wystarczy ich tylko przemilczeć i skazać na nieistnienie.
Nie powie na swoje usprawiedliwienie:

„Chciałbym dodać, że nie przyszło mi do głowy, iż rozkazy te mogą być niesprawiedliwe. Wiem, że obowiązkiem policji jest obrona niewinnych obywateli, ale wówczas żywiłem przekonanie, że Żydzi byli ludźmi winnymi. Wierzyłem w to, co głosiła propaganda, iż byli wszyscy kryminalistami i podludźmi oraz że stanowili przyczynę upadku Niemiec po pierwszej wojnie światowej. Dlatego nie powstała w mojej głowie myśl, że można odmówić wykonania lub uchylić się od rozkazu udziału w eksterminacji Żydów.”

jak powiedział w ubiegłym wieku Kurt Möbius, były funkcjonariusz Batalionu Policji w Chełmnie (zeznanie złożone 8 listopada 1961 roku.)”

Dzisiejszy Brüno jest tylko błaznem nieodpowiadającym za swoje czyny. Połączył bowiem cechy bezkarności błazna wykreowanego przez Harpo Marxa z cechami błazna stworzonego przez Sachę Barona.
Ale, gdy komediowy film stwarza postacie błaznów, by z dystansu obserwować świat i bić na alarm i się mu pokrzywiać, Sieć stwarza ich, by żyć ich życiem naprawdę.

Zaszufladkowano do kategorii 2009, donosy | Otagowano , , | 2 komentarze

“CUBA” str. 23

024

Zaszufladkowano do kategorii czytam więc jestem | Otagowano , , | Dodaj komentarz