ZIMNO

Niewiele się zmieniło. Ciepło jest wieczne
tkwi w ciele. W krwi elektrowni,
w pracy. Wewnętrznie zawsze niedorzecznie
ukrytej. Świat przechodni
nie chłodzi zbrodni,
wie tylko, że dzisiaj nie ma w zbrodni strachu,
w dziedzictwie zwykłych kar się zapodział.
Nie mów obłudnie, że zmarnowany urodzaj
winą nieudolności. Więc pozyskać całkiem prosto
wygraną, los w mrowiu losów zapodziany?
Żyletka tnie słów ślad zapisu ostro,
po gumce nieobecność. Zimna plamy.

Zaszufladkowano do kategorii 2009, Nie daję ci czytać moich wierszy | Dodaj komentarz

Scorpions – “Wind Of Change” tłumaczyła z angielskiego Ewa Bieńczycka

Spaceruję Moskwą
gdzie Gorkiego Park
w dole wiatr zmian słyszę.
W noc, w sierpniową ciszę
obok mnie żołnierze
idą. A ja wiatr zmian słyszę.
Świat się skurczył dziwnie
czy to jest możliwe
być blisko wśród braci? Oni nie zamknięci?
Przyszłość jest w tym wichrze,
czuję, wchodzi w ciszę
wiatr zmian, który słyszę.
Daj mistycznej porze
noc i w jej splendorze
dzieciom przyszłość śni się,
wiatr zmian słyszę.
Brnąc ulicą wstecz
pamięć rzucam precz
niech na zawsze pogrzebią ją w trumnie!
Spaceruję Moskwą
w Park Gorkiego, prosto,
tam wciąż wiatr zmian słyszę.
Daj mistycznej porze
w noc i w jej splendorze
dzieciom przyszłość śni się,
bowiem wiatr zmian słyszę.
Z tobą i ze mną
w tej nocy splendorze
dzieciom przyszłość śni się,
wiatr zmian wciąż słyszę.
Wiatr zmian, który słyszę
w dziejowe oblicze
jak huragan mknie
bije wolność w dzwony
mózg jest wyciszony
w bałałajek tony
wchodzi ma gitara!
Z tobą i ze mną
w nocy splendorze
dzieciom przyszłość śni się,
wiatr zmian wciąż słyszę.
Z tobą i ze mną
w nocy splendorze
dzieciom przyszłość śni się
wiatr zmian wciąż słyszę.
Scorpions – Wind Of Change

Zaszufladkowano do kategorii się tłumaczy | 20 komentarzy

DESZCZE

Kiedy już przejdą przez nas smutne deszcze
namoknie papier, zniknie wreszcie
higieniczny zalew wilgoci,
w słowach ze słupów obwieszczeń

w ich kroplach się nie zmieszczę
niech znikną lata.

Chcesz, chcesz powiedzieć, czego nie chcę
przeżywać? Te porodowe kleszcze
to anachronizm! Brzucha przestrzeń
cesarskie cięcie wyswobodzi. A tam
jedynie wody. Tę całą resztę
mogę przechwycić, jako swoje! Ale rata
nie jest spłacona lata wcześniej.

Scorpions – wind of change [ Stocznia Gdanska ]

Dorota Nieznalska wygrała proces – Gdańsk, 4 czerwca

Zaszufladkowano do kategorii 2009, Nie daję ci czytać moich wierszy | Jeden komentarz

“CUBA” str. 8

008

Zaszufladkowano do kategorii Komiks | Dodaj komentarz

Mirosław Nahacz „Niezwykłe przygody Roberta Robura”

Ostatnia książka Mirosława Nahacza jest najlepsza w całym jego dorobku. Piszę o tym z prawdziwym bólem, przeczytałam wszystkie poprzednie powieści przedwcześnie debiutującego autora i mam takie samo poczucie zmarnowania, jak w tej myśli zawartej w powiedzeniu Stanisława Pigonia, że losem naszego narodu jest strzelać do wrogów diamentami odnośnie głupiej śmierci Krzysztofa Kamila Baczyńskiego.
A tu żadnego Powstania nie ma, jest sama wyśmienitość, jakiś niesłychana szczodrość Fortuny dla wiejskiego utalentowanego chłopaka, i też nic się nie udaje.
Jest w tej ogromnej, pisanej chaotycznie powieści jakaś godność i ambicja młodego człowieka, który pisze wbrew całemu światu, wbrew konwencji i fabule.
Jest potok słów, którego nieznośności nie wytrzymali ani Dariusz Nowacki, ani Jakub Winiarski dając swoimi recenzjami jedynie dowód własnej ignorancji, braku wrażliwości i braku literackiego ucha.
Rozpaczliwość „Niezwykłych przygód Roberta Robura” polega na absolutnej wolności twórczej autora, jakby podświadomie przeczuwającego swój ziemski koniec, pisarza zawierającego w ostatnich zapiskach nie credo, nie bunt, a jedynie samego siebie, czyli krainę łagodności.
Piękne są zdania zawierające tęsknotę do wyciszenia i miłosne doświadczenie pisarza:

„(…)Przecież kiedy Maja zniknie, tym razem już sobie nie poradzę, nie jeszcze raz, jeszcze raz nie wytrzymam, i choć tak bardzo boli mnie twarz, czegoś innego boję się o wiele bardziej” – myślał Robert Robur, bezpieczny do tego stopnia, że kiedy stał tam, w objęciach Mai, zamykając oczy, znikła obawa, że ktoś straszny może pojawić się tuż obok z dłońmi zbliżającymi się do jego szyi, uścisk i brak oddechu, obawa ta znikła i wreszcie czuł się bezpiecznie, jak część pasująca dokładnie w to miejsce, w którym właśnie się znajduje. Czasami robiło im się tak ciepło, że to wyciskało im łzy. Jeden wspólny oddech, bicie serc, skurcze mięśni pompujących krew, tętno, temperatura, zapach oddechu, tożsamość ciał, Robur czuł swój dotyk na jej twarzy, czuł swoje usta całujące jej usta, roztopioną słodycz w najmniejszej kropli jej śliny, czuł w sobie jej ciepło, a przecież trzymali się jedynie za dłonie, leżeli wtedy obok na łące, zapach lasu miał niemal barwę, jak gęsty dym z aromatycznej flary, ich ciała płynnie przechodziły w powietrze, traciły gęstość, patrzyli wtedy sobie w oczy, widzieli samych siebie, Robur i Maja, czuli się jak jedna osoba, jak wzór, który ma sens jedynie wtedy, gdy Robur kładzie ramię na piersi Mai, jedynie wtedy, gdy jest dotyk i nie ma przerwy między jednym ciałem a drugim.(…)”

Bardzo trudno w tak krótkiej notce zawrzeć wszystko, co po pięciuset stronicowej powieści pisanej nowocześnie i odważnie, się wyczuwa.
Przemieszanie postmodernistyczne konwencji, tematów, cały ten barwny tygiel od matrixowskich wpływów, po siermiężność łemkowskiej chaty, od zapewne bardzo intensywne przeżycia w związku z produkcją scenariusza do telewizyjnego serialu, do opisów religijnej sekty i rozgałęzione wątki kryminalne. Umiejętnie Nahacz kreśli tłumu barwnych postaci: małej dziewczynki, jej matki, demonicznych agentek, detektywa. Oniryczne są sceny masochistyczne i wyuzdanego seksu, jak i typowe ponarkotyczne wizje wydłużonych, nitkowatych kończyn. To wszystko miesza się, wiruje na stronach powieści Nahacza.

Kiedy czytam w majowej „Lampie” dziwny artykuł o ostatniej książce Mirosława Nahacza Pawła Dunina- Wąsowicza, mam podobne odczucia, jak przy oglądaniu jeszcze dziwniejszego filmu dokumentalnego o Mirosławie Nahaczu na portalu YouTube.
Tak, jakby definitywne odejście 23 letniego człowieka ze świata żywych w pełni sił twórczych było sprawą najnormalniejszą w świecie i na dodatek jakąś ulgą. Z całego dziwnego zgromadzenia wypowiadającego się o Mirosławie Nahaczu w tym filmie: jego matki, Andrzeja Stasiuka, Bombla, księdza prawosławnego, Doroty Masłowskiej, kolegów z klasy, Teresy Kotlarczyk (reżyserki serialuTV „Egzamin z życia”), Michała Sufina, nic nie wynika. Niczego się o Nahaczu nie dowiaduję. Wszyscy wypowiadają się o zmarłym półgębkiem, niezrozumiale, bełkotliwie. Niepojęte jest to wszystko. Dorota Masłowska mówi, że robił fikołki. Matka, że nabałaganił. Ksiądz, że w lot uczył się liturgicznych pacierzy. Kumple, że był dobrym kumplem. Stasiuk, że dobrze, że chwała Bogu, że nie pisał wierszy. Banał goni banał, schemat rodzi schemat.
Poprawność wlewa się też do tej ostatniej książki. Skrzydełka są upszczone nekrologiem Żulczyka, Drotkiewicz, Sufina, Stasiuka, Dunin-Wąsowicza, Masłowskiej i niczego absolutnie nie wnoszą. Wszyscy, którzy mówią o Nahaczu się samo unicestwiają.
Jest tylko te pięćset stron prozy. Pięknie napisanych, starannie obmyślanych odłamków kryształowego lustra, które być może po kawałku będzie inspirować późniejsze pokolenia twórców.

Mirosław Nahacz, powołujący się w wywiadach na Tomasa Pynchona, nie będzie miał niestety z amerykańskim geniuszem wiele wspólnego. Odmienność doświadczeń nie pozwoliła mu na tak totalną i katastroficzną wizję świata, jak u amerykańskiego geniusza. Jednak klaustrofobiczna przestrzeń, jaką opisuje Mirosław Nahacz w „Niezwykłych przygodach Roberta Robura” jest na tyle szeroko rozpięta między Warszawą a górami, gdzie mieszkał autor i pierwotna ludność łemkowska, że jest platformą na tyle nośną – podobnie jak w „Tęczy grawitacji” Pynchon, jest w stanie pomieścić zidiocenie świata po II wojnie światowej – że Nahacz wyszydzi totalnie wszechogarniający przymus produkcji serialu „Wściekłość i wrzask”.

Nahacz w książce nie wrzeszczy i nie jest wściekły.
Jednak ten opis Andrzeja Stasiuka wkładania trumny z ciałem Mirosława Nahacza w cerkiewny cmentarz jest tak martwy i tak nijaki, że czytelnik automatycznie odczuwa potrzebę i wrzasku i wściekłości, które są jedynie żalem za zmarnowaniem czegoś, czego nawet się nie potrafi określić.

Zaszufladkowano do kategorii czytam więc jestem | 6 komentarzy

“CUBA” str. 7

0071

Zaszufladkowano do kategorii Komiks | Dodaj komentarz

PUCH

Niemoc to puch, co woń akacji
roztrwonił świat. I nasienie
lata po mieście w desperacji;
wchodzi, gdzie wpuści go pragnienie
wiatru: lekki śnieg majowy
wniknie przez okna w zakamarki. W akcji
serce może powstrzymać uszczelnieniem
(czy krwi pora roku nie zażąda?).
Napuchną oczy alergikom,
łzy corhydronu już w przełyku
wysuszy pakuł puszysty wycior…
…………………………..
W środku: bomba!

Zaszufladkowano do kategorii 2009, Nie daję ci czytać moich wierszy | Dodaj komentarz

komunikat

Blog zaieszony na tydzień

Zaszufladkowano do kategorii 2009, dziennik ciała | Dodaj komentarz